Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Kwietnia czeka nagroda książkowa - powieść ''Książę Mgły" - Carlos Ruiz Zafon!

Proza marca: Złodziej wspomnień - prolog | Poezja marca: cztery pory odpustów

Zapraszamy do udziału w zabawie komentatorskiej „Piórko”!
Rozruszajmy forum na wiosnę!

Obrazek

Zamek Światów - Rozdział 2

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
IwaNow
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9

Zamek Światów - Rozdział 2

Post#1 » 17 sie 2017, o 17:29

Zamek Światów, rozdział 2. Zalecam zapoznanie się z poprzednimi częściami(osobiście uważam prolog za opcjonalny):
prolog: Część poprzednia
Rozdział 1: Część poprzednia


Rozdział 2
”Świat stał się jedną wielką pustynią o wielu barwach, zatopioną w żarze. Ludzie kroczyli po niej, parząc stopy i spalając serca, a wśród nich byłem i ja. Martwy i bezsilny. Widziałem prawdziwy Upadek. Popiół, na którego szczątkach powstał nowy porządek”.
Wspomnienie odnalezione w kanałach Navaru, ukryte w Drzewie Wspomnień ostatniego dnia miesiąca Ka'at, roku 1141.
*
Powóz podskoczył na nierównej drodze niby brykający kucyk. Elthi Asel syknęła pod nosem, kiedy po raz kolejny tego dnia, zmuszona była złapać się za oparcie, by nie spaść z siedziska. Nigdy nie spodziewała się, że droga będzie tak niekomfortowa.
— Ile jeszcze będziemy tak jechać? — zapytała zniecierpliwiona.
— Proszę uzbroić się w cierpliwość, milady — odpowiedziała Nora, starsza od Elthi kobieta o długich, pięknych blond włosach splecionych w luźny warkocz.
— Byłam cierpliwa, aż nie zaczęliśmy skakać na tych wybojach — odparła Elthi, widocznie poirytowana, a w następnej chwili powóz znowu bryknął. — Na Popiół! Zaraz wysiądę z tego piekielnego wozu i pójdę na nogach. Mam dość tych wszystkich niedogodności. Od kiedy wjechałyśmy do Es, droga jest uporczywa i nierówna — westchnęła, kręcą głową i patrząc przez okno na miasto. Budynki były wysokie. O wiele wyższe niż w jej rodzinnym mieście, Tikace. Navar, stara stolica królestwa Es robiła wrażenie olbrzymiej, surowej i nieładnej. I w rzeczywistości taka była. Elthi nie mogła nawet porównać tego miasta do pięknej Tikaki, gdzie budynki były kolorowe, ulice przepełnione, a drogi równe.
Tutaj ludzie chodzili ubrani zwyczajnie, nie zawracali sobie głowy pięknym ubiorem na co dzień. Mężczyźni nosili ciemne kurtki, surduty i płaszcze, wielu z nich zapuszczało brody. Kobiety zaś, choć piękne, ubrane w zwykłe suknie o jasnych odcieniach, bez żadnych upiększeń. Elthi wydawało się to nieco dziwne, w Tikace ludzie przykładali większą wagę do aparycji, zawsze musząc wyglądać pięknie i godnie. Ale co kraj to obyczaj, pomyślała. Czuła, że przez następne kilka dni będzie się wyróżniać na tle tłumu.
— Kiedy dotrzemy na miejsce? — spytała.
— Już blisko, milady — odparła Nora, spokojnym głosem.
— Blisko — powtórzyła, wychylając głowę przez okno i spoglądając w stronę pięknej posiadłości, którą minęli kilka chwil temu, a nadal było widać jej mury. Zastanawiało ją, dlaczego w Navar mury domostw arystokratów były tak wysokie. — To miasto jest dziwne.
— Nie sądzę, milady — powiedziała cicho Nora. — Wydaje się fascynujące i różnorodne.
— I może w istocie takie jest — parsknęła. — Ludzie są tutaj dziwni, miasto wydaje się szare i brzydkie. W porównaniu do Tikaki, oczywiście. I nie widzę tutaj sług-Władających. Nie używają magii?
— Magia jest surowo zabroniona w całym Es, milady. W Navarze nie używa jej praktycznie nikt.
— Praktycznie? Noro, zdaje się, że wiele wiesz o tym mieście.
— Oczywiście, milady. Spędziłam dzieciństwo tutaj, na dworze panów, kiedy była to jeszcze stolica. I mimo lat oraz rozpadu, nadal jest takie, jak je zapamiętałam.
Elthi westchnęła i przewróciła oczami. Kiedy Nora wracała wspomnieniami do, przynajmniej kilku lat wstecz, trudno było ją powstrzymać przed mówieniem. Elthi zwykle lubiła jej gadatliwość, ale w tym momencie nie miała ochoty słuchać. Powóz bujał się i skakał, wprawiając ją w zły nastrój.
— Ubierają się dziwnie, nie używają sług-Władających, mury są tak wysokie jakby bali się ataku, czort wie czyjego, a do tego wszystkiego miasto jest szare… Czuję, że nie prędko się do tego przyzwyczaję. Zwykła posiadłość wygląda jak twierdza.
— W każdym większym mieście królestwa Es tak jest, milady. Dwieście lat temu wybuchła wielka wojna domowa, która pochłonęła dziesiątki tysięcy istnień. Dodatkowo rozpętała się popielna zaraza. Dzięki tym murom władza miasta przetrwała, a kiedy żar wojny ustał, mogli odbudować miasto i zacząć żyć od nowa.
Wojna, pomyślała Elthi. W końcu wszystko sprowadzało się do wojen, nie ważne czy domowych czy między królestwami. Te wojny od tysięcy lat niszczyły ich świat, dwie trwają na zachodzie, jedna daleko na północy. Na szczęście na południu, w Tikacie, od kilkunastu lat było spokojnie. Jednak Elthi nie sądziła, by taki stan rzeczy utrzymał się długo. Ludzie u władzy z każdym dniem łaknęli jej więcej, a Imperium na zachodzie już pochłonęło cztery mniejsze królestwa i walczyło z kolejnymi dwoma. Te na szczęście jeszcze stawiały opór..
— I tak mi się tutaj nie podoba — powiedziała cicho, patrząc przez okno.
W następnej chwili wóz podskoczył na nierównej drodze, a Elthi uderzyła czołem w szybę.
* * *
Elthi niemal wyskoczyła z powozu, kiedy dotarli na miejsce. Obrzuciła woźnicę wściekłym spojrzeniem i poczekała, aż Nora wysiądzie. Posiadłość, przed którą się zatrzymali, miała równie wysokie mury, co wszystkie pozostałe. Dwóch strażników w czarnych zbrojach śledziło Elthi ciekawskimi spojrzeniami. Nieco im współczuła, dzisiaj był straszny ukrop, a w czerni można było się niemal ugotować.
— Widzisz, milady, dotarłyśmy bezpiecznie.
— Za to podróż była strasznie niekomfortowa — przypomniała po raz kolejny. — Wątpię, że jeszcze kiedyś skorzystam z tych dróg będąc w powozie.
— Zatem może zostaniesz w mieście, milady? Kiedy się już przyzwyczaisz, zobaczysz, że jest na swój sposób piękne i posiada własny, niepowtarzalny urok.
— Tak. Niepowtarzalną brzydotę…
— Jesteś dziś w strasznie sceptycznym nastroju, milady.
— Najwidoczniej.
Nora zapłaciła woźnicy, ten wyciągnął ich bagaże i odjechał, a w następnej chwili na murach pojawił się mężczyzna w czarnej szacie z wysokim kołnierzem. Miał krótką brodę, ciemne włosy zaczesane w tył i mocne rysy twarzy. Przez chwilę spoglądał na miasto, błądził wzrokiem, jakby czegoś szukał, a później dostrzegł swoich gości.
— Lady Asel! — zawołał, uśmiechając się i unosząc dłoń w geście pozdrowienia. Lady spojrzała na niego, a on zniknął z murów.
Zaraz pojawił się w przejściu, a strażnicy ustąpili mu z drogi.
— Nie spodziewałem się ciebie tak wcześnie, lady— powiedział, kłaniając się nisko.
— Ja również, jednak ojciec nakazał mi wyjechać wcześniej, niż było to wskazane.
— Rozumiem. To zaszczyt cię gościć w moich skromnych progach. Zapraszam do środka.
Elthi i Nora przekroczyły mur, strażnicy chodzili po nim i spoglądali na nie równie ciekawsko, co ci przy wejściu. Inni goście, ubrani już w bogatsze szaty, krążyli po ogrodzie i nie zwracali na Elthi uwagi, zajęci swoimi, przyziemnymi sprawami.
Horydon Lenar zaprowadził je do środka. Cała posiadłość zbudowana była w zachodnim stylu, prosta, jednak ekstrawagancka, z licznymi zdobieniami, jednak nie nadmiernymi. Sufit w niektórych miejscach pokrywały piękne freski. Schody na górę były kręte, korytarze przepełnione obrazami i szafkami, które zdobiły różne przedmioty, od wazonów po cenne kryształy w małych gablotach.
— A oto twoja komnata, lady Asel — powiedział Horydon, otwierając drzwi do wielkiego, przestrzennego pokoju.
Elthi uznała, że słowo "komnata" wcale nie było przesadzone. Z początku myślała, że Horydon udostępni jej mniejszy pokój, z najpotrzebniejszymi rzeczami. Tymczasem stała w progu prawdziwej komnaty ze wszystkim, czego potrzebowała. I nawet z tym, czego nigdy w życiu nie użyje, jak na przykład kryształy wspomnień, przytwierdzone jeden nad drugim na ścianie oraz miecz w rogu. Z pewnością był to kiedyś pokój mężczyzny.
— Dziękuję, Horydonie — powiedziała lady. — Cenię twoją gościnność. Teraz jednak chciałabym się rozpakować. Porozmawiamy później.
Horydon skinął głową i odszedł.
— Widać plotki były bezpodstawne — powiedziała Nora, przechadzając się po jedwabnym, kolorowym dywanie i odkładając bagaże pod szafę. — Horydon jest dobrym gospodarzem, z pewnością odstąpił ci jedną z lepszych kwater.
— Ciekawe dlaczego. Ojciec opowiadał, że Horydon jest paskudnym i niemiłym człowiekiem, a tymczasem wydaje się… po prostu miły.
— Nie oceniaj go za szybko, milady. Horydon potrafi być nieprzewidywalny.
Elthi usiadła na wielkim łóżku z baldachimem i westchnęła. Była zmęczona podróżą, chciałaby się położyć i zasnąć, jednak miała obowiązki. Musiała obejrzeć dwór i porozmawiać z Horydonem.
— Nie powinnam się rozleniwiać — szepnęła.
— Milady ma do tego tendencję. Zalecam wstać i zająć się ważnymi sprawami. Im szybciej to milady załatwi, tym szybciej opuści miasto. A tego przecież pragniesz, prawda?
Elthi wzdrygnęła się i odwróciła wzrok. Wbiła spojrzenie w pusty kryształ wspomnień, leżący na szafce.
— Ja niczego nie pragnę, pamiętasz? — spytała ponurym głosem. Nora posmutniała i podeszła do niej, ale nic nie powiedziała. — Ale masz rację, powinnam zająć się tym jak najprędzej, zanim zanudzę się na śmierć.
— Oczywiście. Ja tymczasem cię rozpakuję, milady.
Nora obserwowała, jak Elthi Asel wstaje powoli i idzie w stronę drzwi. Jej błękitna suknia falowała u spodu.
* * *
Horydon stał w głównej sali i przyciszonym głosem rozmawiał ze strażnikami. Wokół inni jego goście jedli i pili, i choć nie było ich wielu, panował niewielki gwar. Elthi podeszła nieco w stronę Hyrodona, zatrzymała się i poczekała, aż mężczyzna skończy rozmawiać.
Hyrodon na szczęście za chwilę ją dostrzegł i odprawił strażników.
— Lady Asel — powiedział cicho. — Myślałem, że chcesz odpocząć.
— Wystarczająco odpoczęłam podczas podróży, Hyrodonie. Chciałabym porozmawiać w imieniu mojego ojca. Po to też tutaj przybyłam.
Hyrodon niepewnie skinął głową.
— Rozumiem. Wiem też, o czym lady chce mówić. Jednak nie tutaj. Zapraszam do mojego gabinetu.
Gabinet Hyrodona mieścił się w korytarzu za główną salą, był prawie tak wielki jak komnata, którą udostępnił Elthi. Na prawej ścianie wisiały poroża, na lewej zaś portrety, z pewnością jego przodków lub poprzednich władców posiadłości. Zza okna rozciągał się widok na mały labirynt krzewów i fontannę w jego środku.
Usiedli. Po tak długiej podróży Elthi dziękowała niebiosom, że może spocząć na miękkim, wygodnym krześle.
— Jak minęła podróż? — zagadał po chwili Hyrodon.
— Dłużąco. Trzy razy zmieniałam powóz, gdyż drogi w Es są tak dziurawe, że koła pękają.
Lenar nagle wybuchł śmiechem.
— Taki już urok naszego królestwa, lady. Ciężko w Es znaleźć drogę, która nie będzie sprawiała problemów. Kiedyś z twoim ojcem zamarzyliśmy objechać całe Es!
— I jak się to skończyło?
— Udało nam się objechać trzy miasta, aż wóz utknął i się rozpadł. Teraz jest o wiele lepiej, ale celu, jak dotąd, nie udało nam się osiągnąć. Ja wylądowałem tutaj, a on rozgościł się w Tikace.
— Co was rozdzieliło?
Hyrodon zamilkł na chwilę, Elthi wydawało się, że mężczyzna na moment zaciska szczękę, ale uznała to za złudzenie.
— Wojna. Pewnie wiesz, ale kiedy się urodziłaś, Naratin, mocno zajął się polityką. Ja również. Rok później wybuchła wojna, a my, na nasze nieszczęście, walczyliśmy po przeciwnych stronach, nadal będąc najlepszymi przyjaciółmi. Mimo, że nigdy nie spotkaliśmy się na polu bitwy, nasza przyjaźń bardzo ucierpiała. Skłóciliśmy się, Naratin został królem, a ja wyjechałem do Es. Historia, jakich wiele, mało kto na tym świecie nie stracił przyjaciela.
Elthi kiwnęła ze zrozumieniem głową. Jej ojciec wiele opowiadał o Hyrodonie, czasami wyrażał się o nim jak o dobrym przyjacielu, czasami jak o wrogu. Jednak nigdy nie powiedział jej, co się dokładnie między nimi wydarzyło. Hyrdon widocznie też wolał nie wdawać się w szczegóły.
— A co do…
— Dwa dni temu — przerwał jej, spokojnym, aczkolwiek stanowczym głosem, unosząc dłoń znad biurka — doszło do incydentu. — Elthi zmrużyła oczy, słuchając uważnie. — Szczur z Navaru, nieuchwytny złodziej włamał się do mojego skarbca i go okradł.
— Co zabrał?
— Kilka nic nie wartych błyskotek. I dwie rzeczy, które nie należały do mnie. Które miałem pod opieką, dlatego też skarbiec miał najlepsze zabezpieczenia. Szczur jednak obszedł je, jakby nie stanowiły dla niego problemu…
— Czy te rzeczy to…
— Kula wspomnień twojego ojca, lady. — Elthi wstrzymała oddech, poczuła jak ogarnia ją złość na złodzieja i na Hyrodona, że dał się okraść. Miała ochotę wstać, powiedzieć mu, co o tym myśli i odejść. Czy to, po co przyjechała do tego miasta, zniknęło akurat przed jej przebyciem?
Spróbowała się opanować, odetchnęła i zacisnęła dłonie. Hyrodon wyglądał na bardzo przejętego. Oparł rękę o czoło i westchnął.
Po chwili mówił dalej.
— O drugim skradzionym przedmiocie dowiedziałem się kilka godzin temu, kiedy sam sprawdzałem skarbiec, ponieważ tej rzeczy nigdy nie było w spisie.
— Księga Wspomnień — szepnęła Elthi z nutką przerażenia w głosie. Jeśli ktokolwiek niepowołany dostanie tę księgę, a tym bardziej ich wrogowie… — Ojciec głupio postąpił, powierzając ją tobie — wyrwało jej się.
Hyrodon milczał przez moment.
— Naratin powierzył mi ją dawno temu. W zaufaniu i tajemnicy. Nigdy nie sądziliśmy, że ktoś wie o jej istnieniu. Nie mieliśmy pojęcia, że ktoś zechce ją ukraść, a tym bardziej, że kiedykolwiek Naratin zechce ją odebrać.
— Ma kulę wspomnień i księgę — powiedziała, ledwo powstrzymując krzyk. — To dwie rzeczy, które nie powinny trafić w niepowołane ręce. Musimy je odnaleźć. Masz jakiś trop?
— Prawie żadnego.
— Żadnego — zapytała zaskoczona. Jak ktoś mógł się włamać do takiej posiadłości, okraść jej skarbiec i nie zostawić żadnych poszlak? — Co to znaczy "żadnego"? Nie wiecie, gdzie ten złodziej się ukrywa?
— Nie wiemy nawet jak wygląda. Tylko trzech moich ludzi, którzy się z nim spotkali, przeżyło, z czego dwóch straciło nogi. Sześciu innych zabił. Cała trójka mówi, że nie pamięta jego twarzy. Nic z chwili zdarzenia, jakby ich pamięć wyparowała.
Elthi zaklęła w myślach. Magia. Żadna inna odpowiedź nie przychodziła jej do głowy. W Tikace magia była powszechna, ale posługiwali się nią słudzy-Władający, którzy zostali do tego wyszkoleni. Nigdy jednak nie słyszała o takim jej rodzaju. Wymazywanie wspomnień wydawało się niemożliwe. Ale czy faktycznie takie było?
— Musimy go odnaleźć, Hyrodonie. Jeśli te przedmioty się nie odnajdą, nikt nie może być pewny, co się wydarzy.
— Dołożę wszelkich starań, lady. Moi ludzie już zaczęli poszukiwania.
— Rozumiem. A ten trzeci?
— Trzeci?
— Strażnik, któremu, jeśli dobrze cię zrozumiałam, nic się nie stało.
— Ach, to zwykły włócznik, młody chłopak. Szczur zrzucił go z czterometrowego muru i cudem nie skręcił karku.
— Chcę z nim porozmawiać.
Hyrodon spiął się.
— Czy… Chcesz, lady, pomóc nam w śledztwie? Z całym szacunkiem, ale moi ludzie są świetnie wyszkoleni i…
— W takim razie będę nadzorować — przerwała mu. — To artefakty mojego ojca, po które przyjechałam. Nie mogę wrócić bez nich, ale też nie mogę siedzieć bezczynnie, wiedząc, że ma je jakiś złodziej.
— Ja… Rozumiem.
— Jak się nazywa ten strażnik?
— Seg Donil. Patroluje zachodni mur.
* * *
Elthi weszła wąskimi schodami na północną część muru, klnąc pod nosem na suknie, która plątała się jej pod nogami. Nora szła za nią powoli, rozglądając się.
— Ten bałwan dał się okraść — mówiła ciągle Elthi, wyrzucając z siebie złość. — Rozumiesz to? Dał się okraść! A mówią, że jest człowiekiem odpowiedzialnym! Widocznie zbyt pochopnie go oceniłam!
— Skoro tak mówisz, milady.
— Tak! Mówię! — Zatrzymała się na murze i odwróciła do Nory. W jej oczach płonął gniew. — I będę mówić, aż mi nie przejdzie!
— W takiej sytuacji zalecam spokój, milady.
— W nosie mam spokój! Jestem zła! Zdenerwowana! Ale to mało! Jestem wściekła! Niewyobrażalnie wściekła! Ja on mógł…!
Strażnicy spoglądali w jej stronę, kiedy unosiła głos, a później wracali do swoich zajęć.
— Nie dość, że to miasto jest takie — machnęła lekceważąco ręką w stronę najbliższych, szarych budynków — to jeszcze będę musiała spędzić tutaj więcej czasu niż to konieczne. Kto wie, ile!
— Milady…
— Tak, wiem — syknęła i wzięła głęboki wdech. — Masz rację, takie zachowanie nie przystoi…
— Jednak bardzo lady pasuje.
— Naprawdę?
— Nie, milady.
Elthi uśmiechnęła się półgębkiem.
— Już jestem spokojna. — Odetchnęła i na moment zamknęła oczy. — Poszukajmy tego Sega.
Ruszyły w stronę zachodniej części muru. Tam był nieco wyższy, widać było niemal całą okolicę i posiadłość. W oddali widziała kilka innych, które sprawiały wrażenie twierdz.
Hyrodon nie opisał Sega zbyt dokładnie. Wysoki, młody chłopak z włócznią i przydługimi ciemnymi włosami. Połowa jego ludzi na murach tak wyglądała, jednak jeden z nich miał włosy dłuższe od reszty. Sięgały niemal ramion i były w nieładzie. Miał na sobie kurtkę włócznika i gdzieniegdzie metolowe elementy zbroi. Opierał się o mur i patrzył bezmyślnie w przestrzeń.
— To chyba on — powiedziała Norze Elthi. — Ma strasznie głupi wyraz twarzy.
— Skoro tak uważasz, milady…
* * *
Seg opierał się o mur i obserwował miasto. Navar był jednym z największych i, jego zdaniem, najpiękniejszych metropolii królestwa Es. Ale tak naprawdę Seg nie miał dużego porównania, nigdy nie wyjeżdżał z Navaru. Słońce powoli zachodziło, zawsze lubił patrzeć jak znika za kamiennymi budynkami, rzucając nań ostatnie szkarłatne promienie.
Zastanawiało go czy tam dalej, gdzie słońce znika, jest świat, w którym nie ma zła. Miejsce nieogarnięte Popiołem. Zastanawiało go, czy ludzie żyją tam w dostatku, czy muszą, jak w biedniejszych dzielnicach Navaru, walczyć o jedzenie. O jeszcze jeden dzień podłego życia. A może tam nie ma biedy? Może jest naprawdę pięknie? Nie wiedział. Jego światem był teraz Navar, w nim żył, jednak marzył zmienić to miasto w takie, by stało się wzorem dla innych. W piękne, bogate miasto, wolne od zła.
Jednak ten cel nie był dla niego. W końcu był tylko włócznikiem z wielkim marzeniem.
Nagle usłyszał kroki i odwrócił się powoli. Przed nim stała młoda dziewczyna w pięknej, błękitnej sukni. Wyglądała na damę i z pewnością nią była. Patrzyła wprost na niego, ciekawym wzrokiem, ale nie nachalnym.
Ukłonił się prędko.
— Pani? — powiedział szybko, ale z szacunkiem, po czym uniósł głowę.
— To ty walczyłeś z tym złodziejem? — spytała.
Seg westchnął w duchu. Przez te dwa dni wszyscy go o to wypytywali, a on nie przypomniał sobie kompletnie nic ponad to, co pamiętał.
— Tak — odparł krótko. Dama zmrużyła oczy i zaraz dodał: — Tak, pani.
— Pamiętasz jego twarz?
— Nie, pani. Nie pamiętam wiele z tamtego wydarzenia.
— Ale rozpoznałbyś go? — Wydawała się chcieć znać odpowiedź. Po rozmowie z Hyrodonem wszystko stanęło w miejscu. Mimo że rozkazał przygotować grupę poszukiwawczą, nikt nie wiedział, kogo szukać. Nie mieli żadnych poszlak, ani punktu zaczepienia. Stali z założonymi rękami.
— Ja… — Czy bym go rozpoznał? — zapytał samego siebie. Nie wiedział. Może. — Nie jestem pewien, pani. Możliwe, że tak, jednak nie mogę z czystym sumieniem tego potwierdzić. Możliwe, że nawet, gdy zobaczę, nie będę mieć całkowitej pewności.
Dziewczyna westchnęła, kobieta za nią, którą dopiero zauważył, obserwowała go czujnie. Seg nie był niski, był jednym z wyższych włóczników, jednak ta kobieta przewyższała go niemal o głowę.
— Dobrze — powiedziała dziewczyna. — Hyrodon wspomniał, że zorganizował grupę, która ma na celu złapanie tego złodzieja. Jest już gotowa?
— Jeszcze nie, pani. Nadal zbieramy ludzi, lord Hyrodon powiedział, że chce samych ochotników, ale niewielu się zgłosiło. Prawie nikt.
— Świetnie. W takim razie od tej pory ty jesteś przywódcą tej grupy. Skompletujesz ludzi, weźmiesz, kogo tylko potrzebujesz i odnajdziesz tego złodzieja. Odpowiadasz tylko przede mną i Hyrodonem, jeśli ktoś będzie sprawiał ci problemy, odeślij go do mnie.
Seg zamilkł. Na moment doznał szoku. Jak ta młoda dziewczyna może wydawać mu rozkazy? Kim ona jest? Wydała się mówić o Hyrodonie jak o kimś, kto był niżej od niej. Może nawet nie wiedziała, ale właśnie mianowała go dowódcą oddziału. Jego, zwykłego włócznika.
Kiwnął głową, bardziej z przyzwyczajenia. Dama odwróciła się z zamiarem odejścia, ale zaraz się zatrzymała.
— Och, prawie zapomniałam. Nazywam się Elthi Asel, córka króla Naratina, władcy Tikaki. Gdybyś czegoś potrzebował, moja służąca, Nora, jest do twojej dyspozycji.
Seg natychmiast padł na jedno kolano i opuścił głowę. Serce zaczęło bić mu mocniej, przed nim stała córka króla południa, którego kraj, choć niewielki, był centrum handlu całego znanego świata. Jednym z najbogatszych miejsc w całym myardzie. To właśnie z Tikaką Es starało się utrzymać jak najlepsze stosunki.
Ale dlaczego księżniczka interesowała się Szczurem z Navaru? Seg mógł tylko podejrzewać, że to, co ukradł, było cenniejsze niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
Elthi Asel odeszła godnym krokiem, Seg nadal nie podnosił głowy. Wstał dopiero po dłuższej chwili zaciskając palce na nosie. Na Popiół, pomyślał. W co ja się wpakowałem. Odnaleźć Szczura? Człowieka, którego nie odnaleźli nawet najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie Navaru? Nie, to nie możliwe. Zadanie niewykonalne. A jednak nie miał wyboru. Zbyt często w życiu stawiano go pod ścianą. Zbyt często robił rzeczy, których nie chciał. Zbyt często zmuszała go do tego sytuacja.
A ta wydawała się tragiczna.
Zszedł z muru. I tak nie miał, czego pilnować, a poza tym dostał całkowicie inne rozkazy. Ruszył w kierunku koszar umieszczonych przy południowym murze i tam szybko odnalazł Luisa. Siedział i gawędził z innymi żołnierzami.
— Luis — powiedział głośno, by zwrócić na siebie uwagę.
Luis wyciągnął szyję, spojrzał znad ramienia wyższego żołnierza i pomachał mu. Inni spojrzeli na Sega podejrzliwie.
— Seg! — zawołał. — Nie jesteś na warcie?
— Nie — parsknął.
Dosiadł się do żołnierzy, usiadł między Izanem i Oggiem. Wyciągnął rękę do pierwszego po trzymany przez niego bukłak, w którym, jak podejrzewał, było coś mocniejszego od wody. Ten podał mu go niechętnie.
Seg przechylił, wziął dwa zachłanne łyki i podał Oggowi.
— O, widzę, że coś cię trapi — powiedział Izan z wrednym uśmieszkiem.
— Ta… Nie uwierzycie, jak wam powiem.
— Spróbuj.
— Wiecie, kto odwiedził Hyrodona?
— Lorda Hyrodona — poprawił go szybko Ogg, który swojego pracodawcę szanował jak ojca. Z tego, co Seg się dowiedział, Ogg był jednym z tych ludzi z ulicy, których Hyrodon zabrał i dał szansę na nowe życie.
— Tak… Lorda Hyrodona, ale mniejsza o tytuł. Zgadujcie.
— Pewnie jakaś szycha, co nie?
Seg westchnął. Dziwiło go, dlaczego nikt nie wiedział. W końcu Hyrodon powinien poinformować swoich żołnierzy, ale wiadome było też, że różnie postępuje.
— Tak. A dokładnie księżniczka Elthi Asel, trzecia córka króla Naratina z południa. Przyjechała aż z Tikaki.
Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni. Widocznie naprawdę nic nie wiedzieli. Kilku żołnierzy zrobiło zdziwione miny, Luis przejął bukłak i napił się. Cała szóstka spojrzała na Sega z wyczekiwaniem.
— To nadal nie wyjaśnia — zaczął Luis, podając napitek dalej — co tak tobą wstrząsnęło, że opuściłeś wartę. To, że lorda Hyrodona odwiedzają ważne osobistości wiemy, jesteśmy jego strażą. Mów, o co chodzi.
— A o to, że zostałem awansowany.
Izan nagle parsknął śmiechem, reszta uśmiechnęła się, jakby uznali to za świetny żart, ale Luis miał poważny wzrok.
— Awansowany? — spytał. — Nie obraź się, Seg, znamy się szmat czasu, ale jesteś tylko włócznikiem.
— I ten włócznik — zaczął ostrożnie — został awansowany na dowódcę oddziału. Księżniczka kazała zebrać mi drużynę, która dorwie Szczura z Navaru. Pod moim dowództwem. Pojęcia nie mam, jak to zrobić…
— Nic dziwnego — szepnął Ogg. Wzrok miał smutny, zaczął patrzeć się w trawę. — Tylko ty z nim walczyłeś i nie dałeś się załatwić. Mój kuzyn zginął, tam, w piwnicy. Zawsze miałem go za dobrego żołnierza i wojownika, jednak… zginął, jakby nic nie znaczył.
— Rozumiem — odparł Seg. — Nie mogę ci obiecać, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, by go dorwać.
— Niby jak? Przecież nic nie pamiętasz.
— Na pewno zostawił jakiś ślad. Ciekawi mnie, jak dostał się do skarbca, jak pokonał sześciu wyszkolonych ludzi, jak przeleciał nad wami i zniknął w tłumie, a później załatwił gwardzistów. Wskoczył na prawie pięciometrowy mur jakby był to przydrożny płotek. Z pewnością korzysta z jakiejś magii, a jak dowiemy się, jakiej, nie trudno będzie go wytropić.
Wszyscy potaknęli na zgodę, Seg otrzymał bukłak, prawie pusty. Tym razem Izan podał mu go bez niechęci.
— Zbieram ochotników — powiedział cicho. — Mogę wziąć każdego, nie ważne, czy jest nic nieznaczącym włócznikiem, czy członkiem straży Hyrodona. Księżniczka wyraziła się dość jasno. Mam złapać Szczura z Navaru za wszelką cenę.
— Ja pójdę — odparł Ogg, niemal natychmiast. — Jeśli dorwiesz tego skurwiela ucałuję ci stopy, chłopie.
— W takim razie ja też — dodał Izan i spojrzał na Ogga. — Beze mnie potkniesz się o pierwszy lepszy kamień i połamiesz nogi.
— Chciałbyś! Nie jestem takim łamagą!
— Ależ oczywiście, przyjacielu. Oczywiście.
Seg spojrzał na Luisa za nadzieją. Inni żołnierze odwracali wzrok i wcale go to nie dziwiło. Trupy, które zostawił po sobie Szczur, nie pozostawiały wątpliwości, że był wojownikiem, naprzeciw którego nie warto stawać bez gwarancji zwycięstwa.
— A ty? — spytał w końcu Seg.
Luis milczał, a później wstał.
— Jestem z tobą. Dorwijmy tego Popielnego skurwysyna!
Inni żołnierze zawołali radośnie, unosząc pięści. Seg uśmiechnął się lekko. Jeśli chodzi o ludzi, zrobił pierwszy krok, teraz pójdzie z górki. Jednak czuł, że już lada moment stanie przed stromymi schodami najeżonymi pułapkami, w każdej chwili gotowe bezlitośnie go zepchnąć i zabić.
Jednak nie miał wyboru.
Postawił stopę na pierwszym stopniu, teraz nie mógł już się cofnąć.

Tagi:

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości