Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Kwietnia czeka nagroda książkowa - powieść ''Książę Mgły" - Carlos Ruiz Zafon!

Proza marca: Złodziej wspomnień - prolog | Poezja marca: cztery pory odpustów

Zapraszamy do udziału w zabawie komentatorskiej „Piórko”!
Rozruszajmy forum na wiosnę!

Obrazek

Vivat Superbia Septentrionis - ciąg dalszy

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
RikaEllen
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 64

Vivat Superbia Septentrionis - ciąg dalszy

Post#1 » 19 lis 2017, o 21:27

Myślisz, że jesteś taka silna?
— Wynoś się.
To, że umiesz wymachiwać mieczem, o niczym nie świadczy.
Dusiła się po raz kolejny. Coś zdawało się miażdżyć jej klatkę piersiową i przypalać ją od wewnątrz.
— Przestań! — wycharczała.
Nie ma takiej opcji. Nawet o tym nie myśl.
Czuła, że spada. Nie widziała nic wokół, otulał ją mrok, ale była pewna, że tonie coraz głębiej w czeluści czerni.
— Nienawidzę cię!
Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Nie jesteś wcale taka dzielna, jak ci się wydaje.
— Proszę...
I co? Umiesz tylko żebrać o litość?
Jej oszalałe serce z każdym uderzeniem przysparzało niemiłosiernego bólu, smagającego niczym uderzenia batem.
Eh, doprawdy żałosne.
Accalia obudziła się gwałtownie, chciwie łapiąc oddech. Usiadła na posłaniu z ususzonej trawy przykrytej zwierzęcą skórą. Wnętrze jej szałasu wypełniała pusta cisza zawieszona w otchłani nocy. Dziewczyna rozejrzała się, a samotna źrenica ślizgała się wokół. Wszędzie leżały porozrzucane rzeczy istotne i potrzebne w codziennym funkcjonowaniu, jak i te absolutnie zbędne. Accalia wiedziała, że powinna w końcu tu choć trochę posprzątać, ale nigdy nie czuła tej potrzeby na tyle intensywnie, by zamienić zamysł w czyn. Wmawiała sobie, że wtedy nic nie będzie mogła znaleźć.
Powoli wstała i zarzuciwszy futrzany płaszcz, wyszła na zewnątrz. Skąpany w czerni nieprzebyty las sprawiał wrażenie znacznie mniej rozmownego niż za dnia. Powietrze było lodowate, a dziewczyna, mimo to miała na sobie jedynie koszulę i cienkie spodnie. Bosymi stopami stąpała po śniegu, w mgnieniu oka mróz przeszył boleśnie całe jej ciało.
Zatrzymawszy się w blasku księżyca, nabrała w dłonie trochę białego puchu i zatopiła w nim twarz. Jego otrzeźwiające zimno zmyło z zaspanej powieki strzępki koszmaru.
Znów to samo. Głos nie dawał jej spokoju nawet we śnie. Wtedy też umiał ją znaleźć. A raczej w ogóle nie musiał jej szukać, przecież zawsze był obecny. Czasem jedynie się nie odzywał. Momentalnie otoczyły ją setki nieprzyjemnych szeptów, uporczywie kąsających jej zmęczony umysł. Najpierw powoli, ostrożnie, potem z coraz większą pewnością. Nie była w stanie rozpoznać poszczególnych słów, ale jeden szept brzmiał znajomo. To był Głos.
Accalia upadła na kolana, po czym usiadła na stopach. Nawet przez myśl jej nie przemknęło, że za chwilę przeraźliwy chłód pochwyci ją swymi szponami. Zamknęła oko.
Sen rzadko kiedy oznaczał dla niej prawdziwe wytchnienie. Często był kolejną walką, tym razem z czymś gorszym od znoju codzienności - z demonami skrytymi w jej głowie. Z paskudnym Głosem, kochającym zsyłać na nią wycieńczające mary. Budzenie się z krzykiem w środku nocy stało się czymś notorycznym i Accalia zdążyła do tego przywyknąć. Ale nie zmieniało to faktu, że wciąż było męczące. Dopiero po chwili dotarło do niej, że z jej bezwiednie poruszających się ust zaczęły płynąć recytowane słowa pieśni w prastarym języku plemion, już od dawna nieistniejących, której nauczył ją wuj:
— Delle eiumi ret' ghueled,
Thou'el reath qewatl inniv,
Byeq te, lerate te,
Winnde te.
Uluy ďet ma tyui er.

Dziwne, że wciąż ją pamiętała. Nie mogła przypomnieć sobie tytułu, ale wiedziała, że to hymn pochwalny na cześć jakiegoś wodza z plemienia Ormstaoir, dawno temu zniszczonego przez Kedath - kraj, który swego czasu prowadził intensywną ekspansję na północ, podbijając wszystkie krainy na swej drodze, aż stał się olbrzymim państwem, przyćmiewającym swą potęgą wszystkie inne.
Ale to było dawno temu. Accalia nie znała się na bieżącej polityce, nie miała w niej rozeznania i nie chciała mieć. Pozyskiwanie takich informacji stanowiło nie lada problem: we wsi nie była mile widziana. Wszystko, co wiedziała o zamierzchłych czasach, przekazał jej wuj. To on nauczył ją wszystkiego, co umiała: wytropienia, pochodzenia i zabijania zwierzyny, walki mieczem oraz wytwarzania prostych narzędzi. On przekazał jej wiedzę o ziołach i zastosowaniach różnych roślin i o tym, gdzie najlepiej rozstawiać pułapki na zające czy borsuki. Dzięki temu radzenie sobie samej w lesie, mimo blisko położonej wioski, było o wiele łatwiejsze.

Głupia jesteś.
— Ciągle mi to mówisz — odezwała się szeptem.
Nie dość, że głupia to jeszcze nienormalna. Nic dziwnego, że wszyscy cię omijają.
Accalia spojrzała z bladym uśmiechem na księżyc.
— Wcale mi to nie przeszkadza. Wiesz, nie dziwię im się, a nawet ich rozumiem.
Nie pasujesz tu. Powinnaś się stąd wynieść.
Westchnęła gorzko i powstała z kolan.
— Sama nie wiem. To chyba jedyne, co mogę ze sobą zrobić — pokręciła głową. — Ale z drugiej strony, czemu miałabym dać za wygraną? Co mnie obchodzą tamte ścierwa?
Weszła do szałasu i po chwili wróciła ze starym mieczem, wątpliwej jakości. Machnęła nim parę razy w powietrzu, jak to miała w zwyczaju, po czym uderzyła tępym ostrzem w jedno z pobliskich drzew, służące jej za słup treningowy. Uważała, że wykonanie oddzielnego to zbędny wysiłek. Zawsze gdy wiedziała, że ponowne zaśnięcie nie będzie tak oczywiste, trenowała, mając nadzieję, że zmęczenie ćwiczeniami choć odrobinę jej pomoże. Ponad to, gdy pozwalała całkowicie się pochłonąć jakiejś czynności, przestawała zwracać uwagę na szepty.
Spojrzała w kierunku osady. Dostrzegła nikły blask ogniska w oddali.

No tak, dziś święto religijne. Gdy była młodsza, pobożny wuj często ją zabierał na rozmaite uroczystości. Accalia w przeciwieństwie do niego nie wyznawała żadnego bóstwa. O ile na początku obawiała się do tak niecodziennego faktu przyznawać, z czasem zmęczyło ją ukrywanie tego. Była w pewien sposób z tego dumna. Ślepe podążanie za tym, co mówili duchowni, było dla niej czymś niepojętym, niemniej szanowała wiarę w bogów i nikogo za nią nie potępiała.

Przygotowania do uroczystości szły pełną parą. Wszędzie krzątali się ludzie, a Ringean pragnął, by to wszystko się już skończyło. Lubił słuchać śpiewu szamana, ale całe zamieszanie poprzedzające wszystko - nie, to nie dla niego.
W tym roku święto na cześć bogini Equeny, przypadające zawsze na drugą pełnię, przebiegało znacznie skromniej niż zazwyczaj. Wszystko przez skąpe zapasy i głód, spowodowane wyjątkowo mroźną zimą. Ringean zerknął w górę. Okragły księżyc prezentował się na czystym niebie w całej okazałości.
Młodzieniec stał na uboczu, oparty plecami o ścianę jednego z domostw, obserwując wszystko spod czarnej czupryny.

Jego myśli błądziły, nie zatrzymując się nigdzie na dłuższą chwilę, aż zupełnie niespodziewanie chwyciły się dzisiejszego polowania i trzymały go uporczywie. Ringean znał Accalię tylko z widzenia i plotek, a i tak nigdy nie miał okazji aby się jej dokładniej przyjrzeć. Dzisiaj było inaczej. To beznamiętne spojrzenie jej jedynej źrenicy o ciemnobrązowej barwie. Przerażało go. Wciąż tkwiło w jego pamięci, intrygując jednocześnie.
Mieszkańcy stopniowo gromadzili się wokół ogniska, Ringean więc postanowił uczynić to samo. Stanął na tyłach rosnącego tłumu, czekając na rozpoczęcie obrzędu. Wtedy z jednej z większych chat w wiosce wyszła kobieta o złotych włosach sięgających do ramion, a dotychczasowy gwar rozmów ucichł. Miała około czterdziestu lat, jej niebieskie oczy zawsze spoglądały łagodnie i z troską. Niektóre blond kosmyki zostały zaplecione w warkocze, gdzieniegdzie widniały wpięte ptasie pióra. Ubrana była w długą zieloną szatę o szerokich rękawach, bogato wyszywaną w przepiękne wzory bajecznie kolorowymi nićmi. Ringean nigdy nie mógł się wystarczająco nacieszyć widokiem tak niezwykłego stroju. Kobiety z plemienia ubierały się skromnie, głównie z powodu biedy, jak również i wygody, ale nawet matka Ringeana - żona wodza - nigdy nie miała na sobie nic tak dostojnego jak szamanka Deirdre.
Kobieta zatrzymała się przed ogromnym, wzbijającym swe płomienie wysoko w górę ogniskiem, a następnie złożywszy dłonie, zaczęła mówić głośnym, uroczystym głosem:
— Matko Księżyca! Opiekunko gór i lasów! Boska Equeno! Prosimy, ześlij nam urodzaj, przegoń mróz, obdarz nas promieniami wiosennego słońca. Zebraliśmy się dziś tutaj, by wspólnie wielbić Twą potęgę...
Ringean w tym momencie się zamyślił, wpatrzony w ciepły, pomarańczowy blask ognia. Co roku działo się to samo. Zawsze chciał wysłuchać szamanki do końca, ale nigdy nie mógł utrzymać skupionej uwagi choćby do połowy. Rozejrzał się ukradkiem po zgromadzonych. Plemię Slieyae nie należało do największych na Północy, jednak gdy wszyscy zbierali się w jednym miejscu, powstawał całkiem pokaźny tłum. Młodzieniec dostrzegł swoich rodziców zajmujących miejsca w pobliżu Deirdre. Ojciec Veilsveind był rosłym mężczyzną o długiej czarnej brodzie, poprzecinanej nielicznymi srebrnymi nitkami i o równie długich włosach. Pewien czas temu postanowił ich nie ścinać ku czci boga Ledohra, z którym czuł szczególną więź. Surowy wyraz pooranej zmarszczkami twarzy odzwierciedlał osobowość właściciela. Był on wyjątkowo wymagający, ale nie bezduszny, zarówno dla rodziny, jak i całej wioski.
Obok stała Hughna, jego żona i matka Ringeana oraz Drangirra. Zawsze spinała swe ciemne włosy w kok. Była drobna i posiadała trójkątną twarz. Zdawała się być zupełnym przeciwieństwem Veilsveinda. Podczas gdy jemu często nie udawało się pohamować gniewu, ona uosabiała absolutny spokój ducha.

Gdy tylko Deirdre skończyła głosić liturgię, zza jednej z chat wyszedł pomocnik kapłanki, młody chłopak, ciągnący za sobą kozę. Zwierzę wyglądało na przerażone i zdezorientowane, próbowało zapierać się kopytami, jednak bezskutecznie. Nadszedł kulminacyjny moment całej uroczystości, czyli złożenie ofiary bogini. Zazwyczaj odbywało się na Świętej Polanie w głębi puszczy, jednak w tym roku postanowiono, by wyjątkowo przebiegało na głównym placu w centrum wioski. Szamanka chwyciła przypięty do pasa zdobiony sztylet i sprawnym ruchem dłoni poderżnęła ofierze gardło. Wszyscy obserwowali ją w napięciu. Rzuciła ciało nieszczęsnego zwierzęcia w ogień ku uciesze zgromadzonych. Języki tańczących płomieni pożerały martwą kozę wśród wypełnionych entuzjazmem okrzyków, wzlatujących ku niebu.
Wtedy Deirdre zaczęła śpiewać.
"Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei - może to jedyne, co mu pozostało."

Tagi:

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017
Posty: 228

Vivat Superbia Septentrionis - ciąg dalszy

Post#2 » 21 lis 2017, o 01:05

Ta część podoba mi się bardziej niż poprzednia, ale dialog z "Głosem" zbytnio nie przekonał. Wydaje mi się, że wypowiadane przez niego kwestie brzmią nienaturalnie.

RikaEllen pisze:Dziewczyna rozejrzała się, a samotna źrenica ślizgała się wokół.

Wokół czego? Brakuje mi dokładniejszego określenia.

RikaEllen pisze:Wszędzie leżały porozrzucane rzeczy istotne i potrzebne w codziennym funkcjonowaniu, jak i te absolutnie zbędne.

Wszędzie leżały porozrzucane rzeczy zarówno przydatne w codziennym funkcjonowaniu, jak i te absolutnie zbędne.

RikaEllen pisze:Powietrze było lodowate, a dziewczyna, mimo to miała na sobie jedynie koszulę i cienkie spodnie.

Powietrze było lodowate, a dziewczyna miała na sobie jedynie koszulę i cienkie spodnie.
Ale chwilę wcześniej wspominasz, że zarzuciła futrzany płaszcz, więc można się pogubić, co w końcu miała na sobie.

RikaEllen pisze:Głos nie dawał jej spokoju nawet we śnie. Wtedy też umiał znaleźć. A raczej w ogóle nie musiał jej szukać, przecież zawsze był obecny. Czasem jedynie się nie odzywał. Momentalnie otoczyły setki nieprzyjemnych szeptów, uporczywie kąsających jej zmęczony umysł.

Za dużo zaimków. Zaimki często okazują się zbędne i raczej lepiej układać zdania tak, aby ograniczać ich użycie.

RikaEllen pisze:Ponad to, gdy pozwalała całkowicie się pochłonąć jakiejś czynności, przestawała zwracać uwagę na szepty.

Ponadto gdy pozwalała całkowicie pochłonąć się jakiejś czynności, przestawała zwracać uwagę na szepty.

RikaEllen pisze:Mieszkańcy stopniowo gromadzili się wokół ogniska, Ringean więc postanowił uczynić to samo.

Mieszkańcy stopniowo gromadzili się wokół ogniska, Ringean postanowił więc uczynić to samo.

RikaEllen pisze:Obok stała Hughna, jego żona i matka Ringeana oraz Drangirra.

A tu chyba akapitu zabrakło.

RikaEllen pisze:Wszędzie krzątali się ludzie, a Ringean pragnął, by to wszystko się już skończyło. Lubił słuchać śpiewu szamana, ale całe zamieszanie poprzedzające wszystko - nie, to nie dla niego.
W tym roku święto na cześć bogini Equeny, przypadające zawsze na drugą pełnię, przebiegało znacznie skromniej niż zazwyczaj. Wszystko przez skąpe zapasy i głód, spowodowane wyjątkowo mroźną zimą.

Powtórzenia. ;)
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

RikaEllen
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 64

Vivat Superbia Septentrionis - ciąg dalszy

Post#3 » 21 lis 2017, o 19:36

Bardzo dziękuję! :)
"Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei - może to jedyne, co mu pozostało."

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości