Wieczny Sługa Prolog

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Pradziad
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9

Wieczny Sługa Prolog

Post#1 » 10 miesiące temu (20 lis 2017, o 21:44)

Opis: Wieki temu na tajemniczych ziemiach Trójświata rozegrała się bitwa między elfami, wampirami, ludźmi i rasami Balaurona. Jeden z wampirzych władców Szósty poległ w nieznanych okolicznościach, lecz przepowiednia mówi, że przyjdzie ponownie siejąc zniszczenie wśród elfich szczurów. Victor to młody chłopak, któremu życie dało wiele dobrego, a następnie wszystko zabrało. Ginie, ale przeznaczenie pragnie inaczej i przebudza się jako wampir, który prawdopodobnie będzie tym, na którego wyczekują wampiry...

Notatka:

„Przed wiekami ład i porządek trzymały wszystko w jednym. Jednak pewnego dnia zostały one zastąpione nienawiścią i zniszczeniem lejącymi się z dusz żywych. I wybuchła wojna. Potężne narody obróciły się przeciwko sobie i poczęły zabijać. Przyczynami tychże zmagań były zapewne utarczki polityczne jak i zależności między nimi.
A tychże narodów było cztery: ludzie, elfy, wampiry oraz zjednoczone rasy zebrane wszystkie pod jednym ich panem-Balauronem. Każdy z nich był na swój sposób obeznany w polu i nie ustępował następnemu. Słabi, lecz bogaci w liczebność ludzie pod flagą trzech związanych ze sobą kluczy przewodzeni byli przez trzech Szlachetnych Generałów.
Walczyli prosto i zwyczajnie, lecz wydatnie: brali pod grupy wiele rycerstwa i tworzyli formacje zbrojne, które po zebraniu z innymi przypuszczały atak na słabsze flanki wroga. Wpierw uderzali wojownicy na przodzie kopiami, drudzy po nich byli magowie wspierający ich czarami leczniczymi oraz pociskami żywiołów. Za nimi zaś byli łucznicy - wyprawieni w swym kunszcie - wspomagający kopiarzy czyszcząc ich przeciwników, dzięki czemu tamci mogli przedzierać się przez tłum bydła idącego na rzeź. Dalej przy kopiarzach stali tarczownicy, podczas ataków ze strony przeciwnej chronili walczących, a także tym samym zapewniali kopiarzom pewny atak.
Prymitywne sposoby działań można by rzec, lecz na wrogów czekała pewna niespodzianka: tam dalej Generałowie Hillmelt, brat jego Senwik oraz najmłodszy Dantus siekali swymi mieczami po uszatych łbach, aż narządy i kończyny latały jak rozjuszone ptactwo. Lecz odór krwi popędzał do działań jednego z ich nieprzyjaciół - nas, wampiry.
Ze wszystkich najmniej nas było, ale pojęte byłyśmy jak mało kto, przewagę niezwykłą nam dawało. My zębacze roztrzaskaną siekierą złączeni nad sobą mieliśmy swych mrocznych władców: 11 Protoplastów. Z nich najpotężniejszy i najmądrzejszy był ''6'' w języku naszym zwany Xerthylynnem. On też strategię wypracował, że wystawieni, jako pierwsi obdarzeni w rękawice żelazne byli i bili nimi w obronę przeciwną, a następnie ostrymi trzewikami kopali po miejscach czułych. Potem byli z pazurami, szarpiący po ciałach rannych i tych, co się za bardzo na terenie ich zapuścili. Z pięściarzami atakowali na przemian, na co wróg poczynał się cofać. W powietrzu zaś królowali owi Protoplaści, którzy przy pomocy skrzydeł ich szkaradnych niszczyli budynki wojenne wroga i zrzucali na nieszczęśników kule pełne zniszczenia i gazu wyniszczającego wzrok.
Najwięksi nasi byli później wrogowie elfy, ci od przebitej korony. Posługiwali się runami-tworzonymi poprzez różnorakie układy ciała-wspomagającymi ich zdolności walki, rozumne myślenie i zwinność. Chorzy byli, gdyż rannych w bitwie nie wspomagali, a jedynie dobijali lub zostawiali samemu sobie. Krew przepełniona ich była niezdrową żółcią, po którą nie zatrzymywali się nawet wampierze.
Walczyli dziwnie: używając swych sztyletów do ranienia i odpychania od siebie ich oręża, przy czym wywijali jak cyrkowcy śmieszne akrobacje w niebie, by ogłupić wroga. Wysyłani byli w samopas przez Władców Lasu. Pięciu ich było, ale w sprawę walki nie wkładali żadnego swego wysiłku, jakby nie obchodził ich los swych dzieci. Okrakiem tylko siedzieli i jak bachory zapatrzone w walki na arenach się ślinili po gębach. Głupi, a jednak lęk wśród wroga budzili.
Ostatnie były Sprzymierzone Rasy Mniejsze, pogardliwie zwane balarakami od swego władcy Balaurona. W zastępy ich wchodziły inteligentne gnomy, spowici wiecznym płomieniem vainaarzy(szkarłatnicy), tendrowie, vvyharowie i montani.
Wszystko w jednym ostrzu lśniącym wykute, królującym nad trzema krwistymi strzałami. Mieli złożony zakres działań i każde walczyło po swojemu. Ich pan rozszalały niczym dzik po polu bitewnym biegał i ucinał swą bronią łby nawet dziesięciu nieszczęsnym za jednym machnięciem. Ale były to tylko ploty rozsiane przez bandę głupców, na darmo próbujących wzbudzić w sercach wojów mężnych strach. Chcieli żeby sikali po kątach i dawali marnym chłystkom łby swe ścinać.
Prawda była taka, że nikt ich władcy nie widział na polu, ani oni sami, ani my. Lecz tutaj była druga strona pieniądza: nie wiedziano nawet jak on w ogóle wyglądał, jakiej był rasy. Przeto pewnym jest, iż jeden z elfich, szczurzych panów padł rozrąbany w pół, nie wiadomo z czyjej ręki. I tak jak to mówią bitwa trwała w najlepsze: tam nóżkę obcięto, tam łebek lata od ciała oderwany, tam młodego obdzierają ze skórki, tam w brzuch ktoś kopią dostaje i jęczy jak posrany, mamusi woła. Przez trzy miesiące taki stan się utrzymywał, aż nagle cisza: na zapełnionym wcześniej polu niedobitki teraz łażą, ptactwo się zleciało na ucztę z poległych, nikomu już ręki na drugiego nie chce się podnieść.
W szeregach wodzów także nie lada straty: dawni trzej Szlachetni Generałowie teraz ziemie gryźli, a ich poddani czmychali jak poparzeni w nieznaną stronę, durni elfowie, łajzy tylko jednego pana potracili, balauronowe dzieci najmniejsze szkody poniosły, a ich ojciec na rękach swych szczodrych do królestwa swego odprowadził. A u nas wampirów także można by gadać jak o tamtych gdyby nie wiadomość straszliwa: szósty Protoplasta zaginął i nikt wśród trucheł go nie znalazł. Popłoch wśród mieszczaństwa się rozpętał, zgaszony następnie przez resztę ocalałych. Zwrócić uwagę należałoby też na spalone osady, poburzone miasta, ubite dziewki i bachory, niektóre na kij nabite na znak siły głupców.
Tak, straty były potężne po każdej ze stron. Na politycznych zaś obradach, na których miałem czelność brać udział podzielono dawne ziemie słabych ludzi na tereny dla nas i elfich dziadów. Balauron jednak zaniechał przyznania sobie łupów i został przy tym, przy czym wcześniej był, co z początków nas zdziwiło i następnie rozradowało. Później zaczęto odbudowę starych miejsc zaludnionych i sprowadzanie zalęknionych wampirów na swe dawne chaty.
Jedno miasto u nas się ostało: Shadowtrench, które następnie stolicą ogłoszono. Nie było czasu na pogodne rozmowy i chlanie wódy, liczyła się wtedy praca przy odbudowach miast, za którą bardzo hojnie płacono. Ten porządek tak trwał i trwał, aż minęło przeszło czterysta lat. Wtedy to jedna z grup odkrywczych, szukających ''artefaktów''-reliktów minionych, pięknych czasów-znalazła pewną komnatę.
Dziwnym było to znalezisko, gdyż lokacja jej mieściła się w norze zatęchłej u stóp doliny, na której niegdyś bawiliśmy się na bronie i życia z innymi rasami odbierali. Drzwi do niej nie wydawały się solidne, przeto na jednym ponoć zawiasie wisiały. Zrobione były z drzewa kożuchowca: małe, grube uwypuklenia ciągnęły się rzędami pionowymi wzdłuż, a miedzy symbole widniały nieznanego języka. Próbowano je rozszyfrować, lecz ze skutkiem nieszczęsnym. Ale ważniejszym jest, iż drzwi zostały otwarte, a dalej prowadził korytarz do niewielkiego pomieszczenia, w którym roiło się od pustych półek książkowych i pajęczarzy sieci. Na środku zaś stał stół, o który opierało się zmizerniałe, wyssane z życia ciałko.
Rzecz potem była niesłychana, gdy okazało się, iż truchełko do ''6'' naszego nieszczęsnego należało. Badania nad sprawą tą wdrożono. Pytano się czymże była owa komnata, dlaczego do niej zaszedł i czemuż umarł, lecz odpowiedzi nie znaleziono. Po prostu komnata była, on w niej też i już, temat zaskakująco i ku mej wściekłości ucichł, bo cóżby dało znalezienie sprawcy. Tyle lat już, przeto minęło i pewnie twórca mordu już grywał w ciemnościach z demonami na instrumentach, śmiejąc się z nas. Do tego nic by nie przywróciło do życia naszego szóstego.
Odprawiono, więc należyte rytuały w stolicy i oddano ziemi matce to dawne życie. Płaczy i jęków było pod dostatek, nawet ja parę łez wylałem na ziemię, gdyż przyjacielem najdroższym mi był i panem wielkim, w którym wiarę i nadzieje głębokie pokładałem. Stała się rzec straszliwa, czemuż los i bogowie nas opuścili. Dlaczego dwulicowa matka gleby tak ochoczo teraz zapraszała do siebie. Rozpacz zaczęła wieść nade mną prym, gdy nagle z tłumu wyłonił się mikrus w przydługiej szatce. A zgrzybiały był i śmierdziało od niego, jak z państwa panów elfickich. Jednak była to starucha, która głowę swą zadarła i rzekła do nas smutnych:
-Stało się nam coś nad wyraz straszliwego: jeden z panów naszych życie swe oddał. I już słyszę te głosy wołające by zza grobu wyszedł. Nie lękajcie się, powiadam, aczkolwiek miałam wizję. Tak...Wizję bardzo rzeczową i niespodziewaną, była to wiadomość z zaświatów cienistych, która niosła wspaniałe nowiny: elfie kurwy przyjdą nas ubić, lecz my będziemy wtedy gotowi i ostatecznie ich wybijemy, co do ostatniego. W tym całym przyjęciu pomoże nam nasz Szósty. Tak, ten, co go jeszcze przed chwilą martwego widzieliście i słabego. Ale powróci, siłą nową napełniony pod innym zaś ciałem, aby kochane swe nad wyraz dzieci ku chwale lepszych czasów poprowadzić!
I po tym rozniosły się krzyki radości, jak i nienawiści, że słowa te są bluźniercze, z głupich snów wyczytane. Sprawę długo omawiano, aż wywyższono ją do stopnia legendy, którą do dziś mogliśmy się posilać."
Wiele razy tłukłem i zadawałem sobie pytanie: ''kiedy i gdzie''. Chciałem móc poznać, jaka będzie przyszłość, czy mój przyjaciel naprawdę powróci? I dostałem odpowiedź-nie taką jak się spodziewałem-która postawiła mnie na nogi i nawróciła do działania. Rozpocząłem długą i wyniszczającą wędrówkę, która doprowadziła mnie do pewnego dziwnego miejsca, w którym dalej historia ta miała się potoczyć.

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1704

Wieczny Sługa Prolog

Post#2 » 8 miesiące temu (7 sty 2018, o 20:16)

Pradziad pisze:Jeden z wampirzych władców Szósty poległ w nieznanych okolicznościach, lecz przepowiednia mówi, że przyjdzie ponownie siejąc zniszczenie wśród elfich szczurów.

Pomiędzy przyjdzie a siejąc przecinek. Dwa czasowniki w jednym zdaniu dzielimy znakiem przystankowym, jakim jest przecinek.

Pradziad pisze:Przyczynami tychże zmagań były zapewne utarczki polityczne jak i zależności między nimi.

Po polityczne przecinek.

Pradziad pisze:Za nimi zaś byli łucznicy - wyprawieni w swym kunszcie - wspomagający kopiarzy czyszcząc ich przeciwników, dzięki czemu tamci mogli przedzierać się przez tłum bydła idącego na rzeź.

Jeśli już chcesz zastosować przerywnik, to nie przy pomocy dywizów, które służą do łączenia wyrazów, a półpauz, choć osobiście oddzieliłbym zamiast nimi, zwykłymi przecinkami tą część zdania. Podobnie w innych:
Pradziad pisze:Lecz odór krwi popędzał do działań jednego z ich nieprzyjaciół - nas, wampiry.

Tu zwrócę jeszcze uwagę na użycie słowa "lecz" na początku zdania, usuń to słowo lub połącz z poprzednim zdaniem w jedno.
Pradziad pisze:Posługiwali się runami-tworzonymi poprzez różnorakie układy ciała-wspomagającymi ich zdolności walki, rozumne myślenie i zwinność.

Wtedy to jedna z grup odkrywczych, szukających ''artefaktów''-reliktów minionych, pięknych czasów-znalazła pewną komnatę.




Pradziad pisze:Krew przepełniona ich była niezdrową żółcią, po którą nie zatrzymywali się nawet wampierze.

Wampiry lub wąpierze (nazwa ludowa).

Pradziad pisze:Ale były to tylko ploty rozsiane przez bandę głupców, na darmo próbujących wzbudzić w sercach wojów mężnych strach.

Nie zaczyna się zdania od "ale".

Pradziad pisze:Chcieli żeby sikali po kątach i dawali marnym chłystkom łby swe ścinać.

Przed "żeby" stawiamy przecinek.

Pradziad pisze:Lecz tutaj była druga strona pieniądza: nie wiedziano nawet jak on w ogóle wyglądał, jakiej był rasy.

Nie zaczynaj zdania od "lecz" oraz nie masz znaku przystankowego pomiędzy "wiedziano" i "wyglądał".

Pradziad pisze: Przeto pewnym jest, iż jeden z elfich, szczurzych panów padł rozrąbany w pół, nie wiadomo z czyjej ręki.

Z reguły domyślnym podmiotem jest "to", więc zamiast pewnym, powinieneś zastosować słowo: pewne.

Pradziad pisze: A u nas wampirów także można by gadać jak o tamtych gdyby nie wiadomość straszliwa: szósty Protoplasta zaginął i nikt wśród trucheł go nie znalazł.

Przed spójnikiem "gdyby" należy postawić przecinek.

Pradziad pisze:Na politycznych zaś obradach, na których miałem czelność brać udział podzielono dawne ziemie słabych ludzi na tereny dla nas i elfich dziadów.

Po pierwsze: miałem czelność brać udział? Chyba: dostąpiłem zaszczytu brania udziału, miałem okazję brać udział, bądź: zaproszono mnie bym brał udział. Bo czelność to wpychać się na chama, być gdzieś niepożądanym, przynajmniej według mnie nie wynika by taka postawa była we wcześniejszej części tekstu. Po drugie przecinek pomiędzy "brać (udział)", a "podzielono", ponieważ są to dwa czasowniki.

Pradziad pisze:Ale ważniejszym jest, iż drzwi zostały otwarte, a dalej prowadził korytarz do niewielkiego pomieszczenia, w którym roiło się od pustych półek książkowych i pajęczarzy sieci.

Już wyżej masz uwagę co do użycia słowa "ale" na początku zdania, tu jednak jest poważniejszy błąd w kolejnym słowie, ponieważ powinieneś użyć formy: "ważniejsze", ze względu na domyślny podmiot.

Pradziad pisze:Pytano się czymże była owa komnata, dlaczego do niej zaszedł i czemuż umarł, lecz odpowiedzi nie znaleziono.

Pomiędzy "pytano", a "była" należy postawić przecinek. Są to dwa czasowniki, a w języku polskim rozdzielamy je w zdaniu przecinkami.

Pradziad pisze: Po prostu komnata była, on w niej też i już, temat zaskakująco i ku mej wściekłości ucichł, bo cóżby dało znalezienie sprawcy.

Cóżby osobno.

Pradziad pisze:Płaczy i jęków było pod dostatek, nawet ja parę łez wylałem na ziemię, gdyż przyjacielem najdroższym mi był i panem wielkim, w którym wiarę i nadzieje głębokie pokładałem.

Płaczu.

Pradziad pisze:Dlaczego dwulicowa matka gleby tak ochoczo teraz zapraszała do siebie.

Zdaje mi się to pytaniem, a takowe kończymy odpowiednim znakiem, zwanym pytajnikiem.

Pradziad pisze: A zgrzybiały był i śmierdziało od niego, jak z państwa panów elfickich.

Bez przecinka przed jak.

Pradziad pisze:-Stało się nam coś nad wyraz straszliwego: jeden z panów naszych życie swe oddał.

Zdaje się, że ma to być początek monologu, a taki w j.polskim zaczynamy od półpauzy lub pauzy.

Pradziad pisze: I już słyszę te głosy wołające by zza grobu wyszedł.

Pomiędzy słyszę a wyszedł przecinek.

Pradziad pisze:Ale powróci, siłą nową napełniony pod innym zaś ciałem, aby kochane swe nad wyraz dzieci ku chwale lepszych czasów poprowadzić!

Kolejne zdanie rozpoczynające się od "ale". To naprawdę źle wygląda.

Pradziad pisze:I dostałem odpowiedź-nie taką jak się spodziewałem-która postawiła mnie na nogi i nawróciła do działania.

Zdecydowanie zamiast dywiz przecinki.



Teraz moja własna opinia: Nie wiem jaki miałeś cel w opublikowaniu czegoś tak wyrwanego z kontekstu, słabo napisanego, powodującego u czytelnika ból głowy. Po pierwsze mamy tutaj jedynie opis bitwy, w której nikogo nie znamy, postaci są nam obojętne, nie kibicujemy żadnej ze stron. Po prostu przy lekturze czujemy znudzenie, nie ekscytację starciem. Kolejnym aspektem jest język, który początkowo stylizujesz na dziejopisarski, kronikarski, lecz później posługujesz się kolokwializmami. Źle to wygląda, jeśli miałeś zamiar wywołać u czytelnika poczucie czytania dzieła quasi-historycznego, to wiedz, że poniosłeś sromotną klęskę. Ostatnim z takich rozległych błędów, które mogą zrazić potencjalnego czytelnika do Twojej twórczości, jest ściana tekstu, jakim jest ta publikacja. To po prostu odrzuca.

Nie chcę być niemiły, ale ten tekst naprawdę powinien znaleźć się w scholarium, ponieważ zawiera dużą ilość błędów i powinieneś nad nim solidnie popracować. Osobiście pozostaje mi życzyć poprawy warsztatu pisarskiego i dalszych publikacji, oraz merytorycznych komentarzy, które pokażą progres jaki zrobisz. Nie traktuj mojego komentarza jako coś obraźliwego, a raczej wykazanie błędów, które wypadapoprawić.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość