Cesarz Nowego Świata-Prolog

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Pradziad
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9

Cesarz Nowego Świata-Prolog

Post#1 » 15 gru 2017, o 00:17

Zdawać by się mogło, że się przepracowuję, jednakże to były moje jedyne obowiązki, więc nie narzekałem zbytnio. Chociaż nauczycielka z niemieckiego ostatnimi czasy zadawała mi jakieś bezsensowne i głupie prace. W momencie, gdy zostawiała mnie z całą robotą miałem ochotę rzucić to wszystko, pójść do niej i oznajmić: „Veto, nie zgadzam się!”. Fakt nie trudziłem się przy tym, lecz samo to, że była w stanie sama to zrobić i to jak często tak robiła powodowało, iż mój wewnętrzny płomień miał ochotę na czymś osiąść i to zniszczyć.
Zostawiając jednak sprawę z moimi obowiązkami w końcu udało mi się je ukończyć. Nawet te, które wziąłem na siebie od reszty samorządu uczniowskiego. Bądź, co bądź byłem przewodniczącym i wszyscy liczyli na mnie toteż nie mogłem ich zawieźć. Do tego prawdopodobnie, najlepiej się nadawałem.
Trochę śmiechu warte, zgadzać się na bycie przedmiotem wyręczania się. Jeśli ktoś zapomniałby dokumentów lub coś rozbił to nie mój interes, ale taką obrałem drogę i tego nie zmienię. Najważniejszym jednak powodem mojego zachowania jest to, że nie mam nic innego do roboty i tyle.
Wróciłem po wszystkim do pokoju samorządu by zabrać rzeczy i wrócić do domu, a także podpisać parę kartek. Mało istotne, ale muszę tak przez cały czas robić. To moja „praca”. Pociągnąłem lekko za klamkę i pierwszym, co zobaczyłem był człowiek, a raczej dziewczyna w gwoli ścisłości.
Zimno.
-Ah, witaj ponownie Seven. Widzę, że jak zwykle zrobiłeś wszystko, co chciałeś zrobić jednak.
-Chciałem? Nie, nie, po prostu to mój obowiązek, jako przewodniczącego oraz starszego o rok. A trzeba pomagać młodszym i w szczególności dziewczynom.
-Zawsze jesteś taki miły, jak prawdziwy gentelman jednak. Gdyby inni faceci byli tacy jak ty świat może byłby piękniejszym miejscem. Jednakże nie powinieneś się wszystkim obarczać. Wiesz bardzo dobrze, iż możemy…Nie, chcemy i powinniśmy ciebie wesprzeć jednak.
-Czy ja wiem? Przez to nie zajmuje się papierkową robotą, a ty…jesteś do tego idealna?
Melde Sphire
Jak widać chodzimy do tej samej szkoły, lecz jest młodsza ode mnie o rok. Druga klasa. Na tle swoich znajomych nie wyróżnia się tak naprawdę niczym szczególnym. Rzadko, kiedy nawiązuje z kimś kontakt, co jest dla niej tzw. „bronią dwustronną”.
Ta najbardziej korzystna strona powoduje, że trudniej nią manipulować, a także jest poza zasięgiem ciemnej strony klas drugich. Długo by opowiadać w szczegółach, lecz wracając coś, co z pierwszego punktu widzenia wydaje się być złe w rzeczywistości takie nie jest. Ogólnie nie istnieją rzeczy, ani dobre, ani złe. Są albo bardziej złe, albo bardziej dobre. W tym przypadku myślę, że jest impas.
Drugim końcem tejże broni jest brak sojuszników. Sam kilka lat temu dostałem nauczkę od losu, jak bardzo są ważni. Jesteś w stanie biegać, pływać, skakać, oddychać, słuchać, mówić, ale pewne sprawy pozostają daleko przed tobą. Chociażby, znalezienie pracy.
Oczywiście większość ją szybko znajduje, ale nie zawsze jest to to, co mamy chęć robić. Innymi słowy, jeśli chcemy pracować w firmie, gdyż dobrze się tam czujemy i nie przepadamy zbytnio za fizyczną pracą to są dwa wyjścia. Sami zakładamy firmę, bądź dołączamy do już działającej i dobrze prosperującej. Z czego największe korzyści? Oczywiście z czyjejś. Od razu zarabiasz oraz nie martwisz się o jej utrzymanie i prowadzenie.
Przechodząc do sedna, aby tam być musisz mieć kontakty. Jeśli masz możesz na dobrą sprawę wszystko. Jeśli jednak nie, to przegrałeś w życie, które jest jednym wielkim „jackpotem”.
U Melde ostrze to tnie raz na jakiś czas. Jak można zauważyć z naszych wypowiedzi, jesteśmy w dobrych kontaktach. Nie powiem, że już jest moją, wielką przyjaciółką, lecz lubię jej towarzystwo i przyjemnie się razem gada. Człowiek wtedy czuje się naprawdę odprężony.
Tak, jeśli miałbym nadać jej jakiś tytuł, zapewne byłby to „materialny spokój”. Wiem, idiotycznie to brzmi, ale takie mam wyobrażenie, a innym nic do tego.
Linnes czasami zwierza mi się, iż ludzie jej unikają oraz ignorują. Pierwsze stadia samotności, cóż tu więcej mówić. Ale to nie brak kontaktu z innymi powoduje taki, a nie inny stan. Fakt, Melde nie wyróżnia się prawie w niczym. Prawie. Jest na nich za mądra.
Tytuł największego mędrca i gościa „ty wiesz przecież wszystko” od samego początku mojego uczęszczania do tejże szkoły należał właśnie do mnie. Czy to matematyka, czy to wychowanie fizyczne. Żaden przedmiot nie stanowi dla mnie wyzwania, ani problemu. Podobnie jest z Melde.
Nauczycielka mówi: „rozwiąż proszę te oraz te zadania”. Dziewczyna podchodzi do tablicy i pisze. Parę chwil później nauczycielka przypatruje się niczym zawodowy stalker wynikom. Nie chodzi o to, że ogólnie je rozwiązała, ale o to, jaki był tego rezultat. Innymi słowy ku zaskoczeniu klasy, jak i jej wychodził wynik kompletnie prawidłowy w każdym stopniu. Przykład nie został rozpisany sprawdzonymi metodami, lecz najdłuższymi i wymagającymi wzorami, jakie wymyślono.
Następnie rozległy się śmiechy jej rówieśników sądzących, że się wymądrza, bądź pragnie atencji. Typowe dla ludzi w tym wieku. Ja w sumie dołączyłbym do nich, jednakże mój powód byłby zapewne odmienny. Śmiałbym się z jej głupoty, ponieważ kto normalny, by dopiąć swego używa najtrudniejszych metod. Zawsze idzie się na skróty. Tak jest najprościej i szybciej, co tu dużo mówić.
Ludzie mają Melde za kogoś, kto patrzy na wszystkich z góry oraz uważa się za lepszego. To całkowicie normalne, że czujemy niesmak do takiej osoby. Ale postawmy się na jej miejscu i pomyślmy, czy rzeczywiście to jak o niej mówią to prawda. Nigdy nie przekreślam nikogo odmiennego od moich standardów. Mam w nosie opinie innych i pragnę wpierw czegoś doświadczyć.
Doskonale pamiętam zaskoczenie na mojej twarzy, kiedy się poznaliśmy. Jej opis był kompletnym zaprzeczeniem tego, co ujrzałem. A ujrzałem naprawdę miłą i szukającą kontaktu z innymi dziewczynę. Była pracowita, drobiazgowa i nie przejmowała się swoją opinią.
W pewnym sensie przypominała trochę mnie za czasów podstawówki, dlatego może zdecydowałem się wspierać Melde. Nie chciałem już więcej widzieć obrazu siebie z przeszłości.
Co do naszego pierwszego spotkania myślę, iż to było zwykłe zrządzenie losu, gdyż podobnie jak ja została wytypowana do samorządu uczniowskiego na miejsce wiceprzewodniczącego. Dlatego teraz ze sobą rozmawiamy i przebywa w tym pokoju.
Zimno.
-Myślę, że tak jednak. Całkiem dobrze na takim stanowisku się czuję i nikt mi nie przeszkadza. Po prawdzie też i ja sama nie przeszkadzam nikomu i nie plączę się pod nogami jednak.
Ściska mi się serce, kiedy mówisz takie rzeczy! Nie jesteś wcale bezwartościowa i masz, po co żyć idiotko!
-Nie popadaj po raz kolejny w rozpacz…
-O tak, rozpacz to jedyne, na co mi jeszcze wolno jednak. Najlepiej pogrążyć się w niej, a ofiaruje odkupienie. Czyli wystarczy, że znajdę linę i nauczę się wiązać węzeł jednak. Niziutka laleczka będzie zwisać bezwładnie z sufitu, a na jej twarzy smutek. Buja się raz w lewo, a raz w prawo jednak. Raz w lewo i raz w prawo. Zwisu…zwisu…zwisu…
Koniec. Nie sądziłem, że do tego dojdzie, ale jej mroczna strona, która rzeczywiście się wszystkim przejmowała i odczuwała niewiarygodny ból zapanowała nad jej ciałem. Niska dziewczyna teraz kołysała się na boki, a na jej twarzy zagościł uśmiech.
Powinienem się chyba cieszyć razem z nią…Nie! To był uśmiech wysokiego smutku, który zwiastował same kłopoty…Nie! Zwiastował coś, co mnie zaboli, a ją nawet nie. Da jej ukojenie i już nie zobaczę tej słodkiej twarzyczki.
Wyglądała tak niewyobrażalnie słodko, że z miejsca chciało się jej pomóc, a co najważniejsze chronić. Do tego swoje brązowe włosy miała związane w koński ogon, który teraz kołysał się na wietrze razem z nią, tylko w nieco przeciwnym kierunku. Ale na podziwianie widoków przyjdzie czas później, gdyż teraz tylko ja byłem w stanie jej pomóc. I nie, nie zamierzałem pozbawiać ją życia.
Położyłem solidnie ręce na jej ramionach i zacząłem trząść w przód i w tył.
-Wracaj do rzeczywistości Melde! To nie czas by umierać! Masz przecież jeszcze mnie.
Na moment się zatrzymała i po chwili poczęła kołysać się jeszcze szybciej.
-No przepraszam, że nie spełniam twoich wymogów znajomości!
-Nie. Ty jesteś daleko poza nimi jednak.
-A, więc sama moja obecność dla ciebie się nie liczy! Przepraszam, że żyję…
-Cóż to i tak bez znaczenia jednak. Wystarczy, że znajdę jakiś mocny sznur i będzie po wszystkim. Oczywiście nie wieszaj się ze mną, gdyż to będzie dziwnie wyglądać, jakbyśmy byli kochankami jednak.
Zimno.
-Ah, dlaczego?!
W ostatnim akcie desperacji chwyciłem jej miękkie policzki i rozciągnąłem tak bardzo, jak tylko się dało. Efekt był przekomiczny i niepasujący do obecnej sytuacji, że nagle poczułem ulgę.
-Posłuchaj mnie przez chwilkę. Znaczenia nie ma, że twoje życie wygląda tak, a nie inaczej…
Ale palnąłem bezmyślnie…
-Pfczyli… tfy tfesz jfestpfeś pfeczifko mpfe…
Wszystko idzie nie w tym kierunku, co trzeba! Smętne, pełne smutku spojrzenie Melde, utkwione w podłodze. Powinienem teraz płonąć za tą profanację niemiłosiernie. Aczkolwiek, gdyby nie patrzeć, co mnie obchodzą inni, do tego nie miała jak odebrać sobie życia.
-Wybacz, mój błąd! Chciałem przyznać, że powinnaś zapomnieć o przeszłości i myśleć o teraźniejszości, gdyż jestem w niej ja, a także reszta samorządu! I zaznaczę, że nie puszczę twoich policzków! Tak, będę je trzymać, aż do końca świata, a w gwoli ścisłości póki nie przestaniesz cudować…
-…
A teraz proszę bogowie, niech się uda! Rozumiem, że tylko kilka pustych słów nie zmieni od razu całej sytuacji, lecz istnieje coś takiego jak nadzieja. W takiej chwili trzeba się jej mocno trzymać.
-…OK
-Proszę…Hę? Naprawdę? Tak łatwo poszło?!
-Tpfak jfednak. Nfe mfłogę nfłestety pfłopełnfić samfobfójstfa, wifęc jpfestfem zmpfuszona dpfalfej egzystpfofać, ciferpfiąc kfażdpfłego dnifa jfednak.
-Nie gadaj głupot. A poza tym nie powtarzaj w kółko słowa ‘’jednak’’!
-Dlapfczłełgo?
Puściłem jej policzki, gdyż kompletnie nie dało się jej zrozumieć.
-Bo to dziwne i nienaturalne!
-Sam jesteś dziwny i nienaturalny, a poza tym, co mnie obchodzi twoje zdanie?
Zimno!
Och, zgrozo. Zaczyna gadać zupełnie, jak ja. Nie wiem tylko, czy się z tego cieszyć, czy nie. Bądź, co bądź moja obecność w jakimś stopniu tam na nią wpływała.
Nie odpowiedziałem jej, gdyż obecnie przebywała w innym miejscu. Tak, po mojej jakże skromnej tyradzie podniosła torbę i po prostu wyszła. Nawet się ze mną nie pożegnała, to trzeba mieć tupet! I dlatego zawsze pozostanie dla mnie wyłącznie znajomą. Po, co się wysilałem?
Zostałem sam. W szkole prawdopodobnie tylko sprzątaczki się jeszcze krzątały gdzieniegdzie. Cóż, zrobiłem, co miałem zrobić, a jako, iż siedzenie tu bez nikogo nie sprawiało mi żadnej przyjemności podszedłem do biurka, by załatwić papierkową robotę. Ku mojemu zaskoczeniu wszystko było wypełnione. Uśmiechnąłem się w duchu i podziękowałem Melde.
Teraz pewnie wszyscy sobie myślą, że podniosę swoje śmieci, wrócę do domu, a kolejny dzień zacznie moją niecodzienną przygodę w szkole. Jeśli tak to prawidłowo stwierdziłem jakiś czas temu, że większość ludzi to debile. Prawdziwe życie, podkreślę nie jest wyłącznie pasmem sukcesów i wspaniałych wspomnień. Jest to droga, którą każdy z nas musi przejść. Usiana jest niespodziewanymi wydarzeniami, dramaturgią, a także bólem.
Bólem? No tak, wpierw był opis, a teraz pora na zwiastun… Co w nim będzie? Sam nie wiem, ale myślę, że z czasem się rozchmurzy. W takim razie, nie przedłużając odliczamy!
3
2
1
Nagle poczułem ostry ból w głowie, jakby ktoś próbował mi ją rozciąć siekierą. Położyłem na niej ręce i się schyliłem. Taki zabieg jednak był całkowicie bezsensowny, gdyż nieprzyjemne uczucie się pogorszyło, a następnie zaczęło przechodzić na inne części ciała. Ręce, brzuch, nogi.
Swym logicznym myśleniem nie byłem w stanie tego wszystkiego pojąć. Mimo, że jest jesień to od samego rana czułem aż do teraz okropny chłód, na który podstawowe lekarstwo, jakim jest kaloryfer nie pomogło.
Rozłożyłem się cały na ziemi próbując jakoś zmniejszyć ból, lecz bez skutku. Trząsłem się w skrajnej agonii, nie widząc najmniejszego sposobu na rozwiązanie tego problemu.
Czy ja, Seven Hardwalker umieram?
Zrozumiałem też pewną rzecz. Od dłuższej chwili nie wciągałem powietrza do płuc. Spróbowałem teraz, ale przeraziłem się wielce, gdy natrafiłem na opór. Chwila, przecież miałem płuca to, dlaczego nie byłem w stanie ich używać? A poza tym, czy ta cała, obecna sytuacja jest skutkiem właśnie tej…niewydolności płuc?
Długo nie przyszło mi nad tym myśleć, gdyż obraz przed moimi oczami zaczynał powoli tracić wyraźność. One same natomiast poderwały się w górę i…straciłem przytomność…

Tagi:

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 192

Cesarz Nowego Świata-Prolog

Post#2 » 15 gru 2017, o 18:57

Technicznie:
Czerwone do usunięcia, zielone do wstawienia, żółte powtórzenia, fioletowe szyk, pomarańczowe czas, różowe inne błędy, morski ortografy. Jeśli raz już coś wytłumaczę poniżej kolorowanki, to później na analogicznych przykładach nie będę tego opisywać.

W momencie, gdy zostawiała mnie z całą robotą miałem ochotę rzucić to wszystko, pójść do niej i oznajmić:


Fakt, nie trudziłem się przy tym, lecz samo to, że była w stanie sama to zrobić i to, jak często tak robiła, powodowało, iż mój wewnętrzny płomień miał ochotę na czymś osiąść i to zniszczyć.


Zostawiając jednak sprawę z moimi obowiązkami, w końcu udało mi się je ukończyć.


Bądź, co bądź byłem przewodniczącym i wszyscy liczyli na mnie, toteż nie mogłem ich zawieźć.


Do tego prawdopodobnie,najlepiej się nadawałem.

^Nadawałem się najlepiej.

Jeśli ktoś zapomniałby dokumentów lub coś rozbił, to nie mój interes, ale taką obrałem drogę i tego nie zmienię.


Wróciłem po wszystkim do pokoju samorządu, by zabrać rzeczy i wrócić do domu, a także podpisać parę kartek.


Pociągnąłem lekko za klamkę i pierwszym, co zobaczyłem, był człowiek, a raczej dziewczyna w gwoli ścisłości.


-Ah, witaj ponownie, Seven. Widzę, że jak zwykle zrobiłeś wszystko, co chciałeś zrobić jednak.

^O co tam w zasadzie chodzi? Dziwny jakiś ten szyk. To „jednak” zupełnie niepotrzebne.
^^Wszędzie trzeba spacji po myślnikach.
^^^Ach.

Nie, nie, po prostu to mój obowiązek, jako przewodniczącego oraz starszego o rok.

Dlaczego starszego o rok w zasadzie? Młodsi nie mogą być przewodniczącymi?

Gdyby inni faceci byli tacy jak ty, świat może byłby piękniejszym miejscem.

...jak on? Bo traktuje kobiety jak damsel in disterss i uważa, że trzeba im szczególnie pomagać? Dla mnie nic w tym dżentelmeńskiego, raczej seksistowskie.

Wiesz bardzo dobrze, iż możemy…Nie, chcemy i powinniśmy ciebie wesprzeć jednak.


a ty…jesteś do tego idealna?


Melde Sphire.

To jakieś jej imię? Przydałoby określić.

Rzadko, kiedy nawiązuje z kimś kontakt, co jest dla niej tzw. „bronią dwustronną”.

^Nie używamy jednocześnie tzw. oraz cudzysłowów. Jedno albo drugie. Nigdy oba naraz.

Długo by opowiadać w szczegółach, lecz wracając, coś, co z pierwszego punktu widzenia wydaje się być złe, w rzeczywistości takie nie jest.


Ogólnie nie istnieją rzeczy[highlight=red], ani dobre, ani złe.[/highlight]

Chociażby, znalezienie pracy.


Oczywiście większość ją szybko znajduje

^Szybko ją znajduje.

Innymi słowy, jeśli chcemy pracować w firmie, gdyż dobrze się tam czujemy i nie przepadamy zbytnio za fizyczną pracą, to są dwa wyjścia


Przechodząc do sedna, aby tam być, musisz mieć kontakty.


Jeśli masz[highlight=gren], możesz na dobrą sprawę wszystko.[/highlight]

Nie powiem, że już jest moją, wielką przyjaciółką, lecz lubię jej towarzystwo i przyjemnie się razem gada.


Żaden przedmiot nie stanowi dla mnie wyzwania, ani problemu


„rozwiąż, proszę, te oraz te zadania”


się wymądrza, bądź pragnie atencji.


Śmiałbym się z jej głupoty, ponieważ kto normalny, by dopiąć swego, używa najtrudniejszych metod.


Ale postawmy się na jej miejscu i pomyślmy, czy rzeczywiście to, jak o niej mówią, to prawda.


Nie jesteś wcale bezwartościowa i masz, po co żyć, idiotko!


-O tak, rozpacz to jedyne, na co mi jeszcze wolno jednak.

^Chyba „co mi jeszcze wolno” albo „na co mogę sobie jeszcze pozwolić”, ale tutaj wyszła jakaś abominacja...
I to nieszczęsne „jednak”...

Niziutka laleczka będzie zwisać bezwładnie z sufitu, a na jej twarzy smutek.

^Ten smutek będzie zwisał?

Zwisu…zwisu…zwisu…

^Spacje! I co to w ogóle za „onomatopeja”?

Powinienem się chyba cieszyć razem z nią…Nie!


który zwiastował same kłopoty…Nie!


-Wracaj do rzeczywistości, Melde! To nie czas, by umierać!


-Ah, dlaczego?!

^Ach

Na moment się zatrzymała i po chwili poczęła kołysać się jeszcze szybciej.

^„Poczęła” to archaizm. Twoi bohaterowie do bohaterowie szkoły średniej. Trudno, żeby używali takich słów.

Efekt był tak przekomiczny i niepasujący do obecnej sytuacji, że nagle poczułem ulgę.


Smętne, pełne smutku spojrzenie Melde, utkwione w podłodze

^Całość nie powinna być w formie równoważnika. Zrób z tego zdanie, od razu będzie lepiej.

Powinienem teraz płonąć za profanację niemiłosiernie.

^Tę.

Tak, będę je trzymać, aż do końca świata,


-…

???

-…OK

^Ok. I spacje!

A poza tym nie powtarzaj w kółko słowa ‘’jednak’’!

^Cudzysłów do poprawki.

Zaczyna gadać zupełnie, jak ja.


Bądź, co bądź moja obecność w jakimś stopniu tam na nią wpływała.


Po, co się wysilałem?


Cóż, zrobiłem, co miałem zrobić, a jako, iż siedzenie tu bez nikogo nie sprawiało mi żadnej przyjemności podszedłem do biurka, by załatwić papierkową robotę.

^W konstrukcjach „jako że” czy „bądź co bądź” nie używamy przecinka (tak samo jak w „mimo że/chyba że”).

Jeśli tak, to prawidłowo stwierdziłem jakiś czas temu, że większość ludzi to debile.


Prawdziwe życie, podkreślę, nie jest wyłącznie pasmem sukcesów i wspaniałych wspomnień.


W takim razie, nie przedłużając, odliczamy!


Mimo, że jest jesień, to od samego rana czułem aż do teraz okropny chłód, na który podstawowe lekarstwo, jakim jest kaloryfer, nie pomogło.


Rozłożyłem się cały na ziemi, próbując jakoś zmniejszyć ból, lecz bez skutku.


Czy ja, Seven Hardwalker, umieram?


One same natomiast poderwały się w górę

^Nie można poderwać się w dół. To pleonazm.

Logika:
Co do naszego pierwszego spotkania myślę, iż to było zwykłe zrządzenie losu, gdyż podobnie jak ja została wytypowana do samorządu uczniowskiego na miejsce wiceprzewodniczącego.

Melde była osobą nielubianą i wyśmiewaną. Jakim cudem wybrano ją do samorządu? Przecież to się dzieje przez głosowanie.

Do tego swoje brązowe włosy miała związane w koński ogon, który teraz kołysał się na wietrze razem z nią, tylko w nieco przeciwnym kierunku.

Na wietrze? W zamkniętej sali samorządu?

Aczkolwiek, gdyby nie patrzeć, co mnie obchodzą inni, do tego nie miała jak odebrać sobie życia.

Jak to nie miała jak? Przecież wystarczy linka i taboret. Wystarczy nawet ostre narzędzie, żeby się zranić i wykrwawić.

O całości:

Czyta się okropnie ciężko. Styl jest mocno nieoszlifowany, sztuczny, jakbyś przedstawiał suche fakty. Stosujesz narrację pierwszoosobową. Twój bohater powinien brzmieć naturalnie. A brzmi jak znużony dziadek, który nie potrafi zastosować współczesnego języka. Do tego całość to nudna ekspozycja. Ot, po prostu klepania o niepotrzebnych rzeczach, które nie popychają w żaden sposób fabuły. W zasadzie fragment od „Jak widać chodzimy do tej samej szkoły(...)” do „Nie chciałem już więcej widzieć obrazu siebie z przeszłości.” jest do wyrzucenia. Pisałeś o rozmowie z dziewczyną, a nagle palnąłeś ogromną ekspozycję. Zamiast pokazać to wszystko w tekście, odklepałeś informacje, skreślając je z listy. Przez to tekst jest sztuczny i pretensjonalny. Z racji tego, że siedzimy w głowie głównego bohatera, pretensjonalny staje się również główny bohater.
Dialogi są sztuczne i miałkie chyba pod każdym możliwym względem. Po prostu nienaturalne. Jeszcze mocno gryzące są wstawki „jednak” w co drugim zdaniu wypowiadanym przez żeńską bohaterkę. Coś, co zapewne miało być idiolektem, jest tu komiczne i groteskowe. Głównie dlatego, że wypowiedzi twojego bohatera i Melde są identyczne, a różni je jedynie to jedno słowo, w dodatku wstawione zupełnie niepoprawnie, co jest aż śmieszne (w ten smutny, nieprzyjemny sposób).
Tekst jest niepotrzebnie poszatkowany jak sałatka. Powinien być bardziej zbity. Dwa zdania na akapit to zdecydowanie za mało. Szczególnie, że tworząc kolejne wcięcie akapitowe, wcale nie zaczynasz nowej myśli, tylko kontynuujesz poprzednią. A to jest błędem.
Generalnie tekst wygląda jak jakiś strumień świadomości bezmyślnie odklepany na klawiaturze. Generalnie nie da się tego czytać. W ogóle nie ma to fabuły.
Po tej okropnej ekspozycji następuje festiwal angstowania i licytowania się, przepraszania za życie i pasywnej agresji, oraz idiotycznych zachowań. Przecież to się w ogóle nie trzyma kupy. Jakbyś nie miał żadnego planu na to, co chcesz napisać. Jakbyś pisał żarty czy sytuacje zrozumiałe jedynie dla Ciebie. Seven zachowuje się jak jakiś mistrz Yoda dla ubogich, albo dopiero startujący coach/mówca motywacyjny. Rety!
Całość nie ma fabuły (co już pisałam), bo w tym tekście zupełnie nic się nie dzieje. Nic. Zero. Coś, co można by streścić w trzech akapitach, niemożebnie rozwlekłeś. I to rozwleczenie się nie ma zupełnego sensu, żadnego celu w tekście. Pisać dużo tylko po to, żeby pisać? Kiedy nie niesie to za sobą żadnego rozwoju historii ani nie mówi nam o przeżyciach wewnętrznych bohatera? To nie ma sensu.

Dominiku, przykro mi to mówić, ale to okropna grafomania. Leży zarówno storytelling, warsztat, styl, jak i poprawność. Ogrom pracy przed Tobą, żeby się Twoje twory nadawały do przełknięcia bez pękającego szkliwa.

:piorko:
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości