Liwia i magia - część 3

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
blackmoon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Liwia i magia - część 3

Post#1 » 1 lut 2018, o 19:22

Część poprzednia

-Liwio… Liwio… – znów ktoś zawołał głosem pełnym miłości.
Dziewczyna bez wahania pobiegła w stronę głosu, ale on coraz bardziej oddalał się, uciekał. Przyspieszyła kroku i w końcu biegła ile sił w nogach, czując głęboko w sercu, że nie może zawrócić. Minęła jeżyny, jarzębiny i paprocie, w ogóle ich nie zauważając. Patrzyła tylko przed siebie, na las, w którym codziennie od lat przesiadywała z Amelką. Cichutki głosik wołał jej imię, przeobrażając się w smutny, pełen bólu i stopniowo zanikając. Zaczął przypominać błaganie o pomoc. Las, który Liwia znała od dziecka, z każdym jej krokiem stawał się coraz bardziej obcy, znikał jego charakterystyczny miły wygląd. Dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje. Wszystko wydawało jej się takie magiczne.
Przedzierała się przez gęstwinę roślinności, której nigdy przedtem nie widziała, aż w końcu głos wydał się bliższy, jak gdyby rozbrzmiewał tuż nad nią. Liwia znalazła się w samym środku lasu. Było tam tak pięknie, rosła zieloniutka trawa, która otaczała modre jeziorko, połacie ziemi usłane były mnóstwem różowych kwiatów łudząco podobnych do róż. Trzy drzewa białych oleandrów, białe, łuskowate pnie… Tajemniczy kobiecy głos ucichł.
– Halo!!! Jest tu ktoś?! – krzyknęła dziewczyna, rozglądając się wokoło. – Gdzieś już widziałam to miejsce – powiedziała do siebie. – Już wiem!!! Ono jest bardzo podobne do tego ze snu! – Liwia znów się złapała za swoją drobną brodę.
Ktoś delikatnie położył ciepłą dłoń na jej ramieniu. Obróciła się pospiesznie, a jej źrenice pomniejszyły się, jakby ktoś energicznie przybliżył przedmiot w kierunku oka. Zaskoczona otwarła usta. Zobaczyła piękną kobietę, która wyglądała magicznie…! Jak z bajki dla dzieci… Piękna pani miała śliczną, delikatną, różowo-złotą sukienkę, blond włosy upięte w kok i złoty diadem, a na czole przecudnym blaskiem połyskiwała złota, maleńka gwiazdka. Usta lśniły różem… Najpiękniejszym różem, jakiego żaden człowiek nie widział… Powieki mieniły się od drobinek złota, cudnego pyłu… Lazurowe oczy przyglądały się Liwii z taką miłością… Były w nich iskierki radości, delikatności, a także… magii. Takiego spojrzenia Liwia jeszcze nigdy nie widziała. Tajemnicza postać spoglądała na dziewczynę z wielką czułością, dobrocią, a na jej twarzy malował się delikatny uśmiech, który tłumił ból. Odcień różu kontrastował z tęczówkami kobiety… Szkarłatna barwa materiału – jasna czerwień wpadająca w róż z odcieniem fioletowym. Amarantowa suknia. Tiul, który wesoło sterczał w różne strony, miał nieco ciemniejszą barwę. Liwia czuła się jak na rewii mody. Przed jej oczami stanęła błękitna kobieta o jasnych włosach. Ciekawe, u jakiego projektanta się ubiera…
– Kim pani jest? Co to za dziwne miejsce? Przedtem tak tu nie wyglądało. Czy ja śnię?
– Nie śnisz, Liwio… – Suknia kobiety przypominała pąk róży schylony kielichem ku dołowi – wykończony tiulem. Postać pachniała kwiatami, ilekroć się poruszyła. Jej dekolt przyozdobiony był dwoma płatkami róży, z tyłu widać było mieniący się, złoty tren.
– Skąd pani zna moje imię? – zapytała zaskoczona dziewczyna.
– Magia, kochanie… – Oczy kobiety utkwione były w Liwii. Swym spojrzeniem, głębokim i wnikliwym, tajemnicza postać odczytywała zakamarki myśli i duszy… Przynajmniej tak się mogło wydawać.
– Jaka magia? – przeraziła się Liwia. – Nie! To nie dzieje się naprawdę. – Jej ostatnie słowa nie wywołały odpowiedzi.
– Ziemię otoczyła magia.
– Nie rozumiem! – Zdezorientowanie brało górę nad rozumem.
– Jesteś wybrana, odszukałam cię wśród ponad sześciu miliardów mieszkańców tej planety. Jestem Księżniczką… Przybywam z daleka. Musiałam wybrać najodważniejszą młodą damę pochodzącą z Ziemi i w końcu ją znalazłam… Tą dziewczyną jesteś ty.
– Nie rozumiem… – powtórzyła jeszcze raz z niedowierzaniem Liwia.
– Wszystko ci wyjaśnię, ponieważ ty, Liwio Andrusiewicz, musisz znać moją tajemnicę. Tylko ty możesz mi pomóc. Wiem, że byłaś świadkiem przylotu mojego rodzeństwa na Ziemię – kontynuowała. – Oni nie są dobrzy. Przyszliśmy na świat daleko od twojej planety. Nasze królestwo znajduje się na pięknej planecie oddalonej o miliony kilometrów stąd. Ona istnieje i jest na niej życie, ale żaden człowiek jej nie odkryje… Nie może… W przeciwnym wypadku zginiemy. Nasi rodzice zmarli, a przed śmiercią wybrali najstarsze ze swoich dzieci, swoją pierworodną córkę, czyli mnie, na Księżniczkę… Powierzyli mi królestwo, uważali, że jestem najbardziej odpowiedzialna z rodzeństwa. Wyszłam za mąż, trzy lata później urodziłam syna, jednak moje rodzeństwo, ze złości, nienawiści i zazdrości, porwało go, a wraz z nim mojego męża i zarazem króla Nasturcji. Grozi nam wielkie niebezpieczeństwo… Twojej planecie także… – Potok słów ustał. Kobieta nie owijała w bawełnę, przeszła do konkretów. Oczy miała… magiczne. Liwia czuła szczęście, gdy patrzyły w jej stronę. Te oczy, te cudowne oczy patrzyły właśnie na jej skromną osobę.
Zapadła chwilowa cisza, przerywana nierównymi oddechami nastolatki.
– A dlaczego mojej planecie coś… zagraża? – Liwia sama nie wierzyła w to, co mówi… Po co kontynuowała tę dziecinadę? Przecież musiała mieć omamy! Ktoś sobie z niej bezczelnie żartuje! „Co ja dzisiaj jadłam w szkole?” – pytanie to nagle zagościło w jej umyśle. Rozważała przyczynę, dlaczego komuś się naraziła, i zastanawiała się, kto jej mógł czegoś dosypać… Halucynacje? Jedyne sensowne wyjaśnienie… Może Marzena? Ona była zdolna do wszystkiego… Widząc zamyśloną Liwię, mogła zrobić absolutnie wszystko! W dzisiejszych czasach wszystkiego można się spodziewać po wrogach.
– Moje rodzeństwo postanowiło, że jeżeli nie może władać Nasturcją, to zdobędzie na własność Ziemię. Znam ich plan, nietrudno było go rozszyfrować… Na początek zabrali mi sens mojego istnienia, później zdobędą Ziemię z całym jej dobytkiem, a na koniec wrócą po mnie, żeby napawać się moim cierpieniem, zabijać powoli. Upodlić. Ciekawa jestem, jak zamierzają podzielić się łupem – planety są dwie, a Kejry trzy. Ktoś jeszcze zginie? Poza Nasturcją i Ziemią życia nie ma. A przynajmniej my go nie odkryliśmy… – zamyśliła się. – Ziemię łatwo było zidentyfikować, wypływają z niej różne sygnały, promienie… Zupełnie tak, jakby ludzie nie bali się wroga. – Nastało milczenie. – Ja pragnę pomóc tobie w ocaleniu Ziemi, jeżeli ty pomożesz mi w odnalezieniu mojego syna – kolejnego następcy Nasturcji.
– A król?
– Dla niego już nie ma ratunku… – Po policzku Księżniczki popłynęła łza lśniąca jak diament. – On… nie żyje.
– Dobrze, pomogę ci – odpowiedziała bez zastanowienia Liwia, przestając rozmyślać o żartach. Kobieta wyglądała na żywą, miała ciało, oddychała… Zapewne jej serce biło… – Tylko że ja sama nie dam rady! – zauważyła po chwili. – Jestem tylko osiemnastolatką…
„Nie znam nawet sztuk walki” – ostatnie słowa dopowiedziała w myślach, przypomniawszy sobie wyrzeźbione ciała dwóch postaci w czarnych pelerynach.
– Wiem, Liwio. Do pomocy dam ci najlepszego przyjaciela mojego syna, Fabiana, a ty możesz uczynić Amelię swoją Strażniczką.
– Skąd znasz moją przyjaciółkę? – niedowierzanie znów zagościło w sercu Liwii. – Wiesz… to znaczy pani wie o mnie… wszystko!
– Magia – powtórzyła z uśmiechem kobieta. – Musisz mi pomóc, Liwio… Od ciebie zależy istnienie Nasturcji i ludzi tam mieszkających.
Księżniczka zaczęła znikać, jej ciało powoli stawało się przezroczyste i wtapiało w krajobraz.
– Gdzie mam cię szukać, Księżniczko?
– Gdy zechcesz się ze mną spotkać, przychodź tutaj…
Tajemnicza postać zniknęła, nie odrywając spojrzenia od oczu Liwii, a razem z nią piękna polana i jeziorko. Nastolatka znalazła się w środku zwykłego, szarego lasu. Olszynowego lasu, który otulał posesję jej domu. Tego samego lasu, na który spoglądała przez okno swojego pokoju. „To niemożliwe” – pomyślała, szczypiąc się. „To ta kobieta! Ona była w moim śnie! Ale przecież we śnie, a nie w prawdziwym życiu! Jak ona wydostała się z fantazji? Przecież sen nigdy nie odzwierciedla otoczenia w najdrobniejszych detalach! Może ja mam dar wróżenia? Może Księżniczka wchodzi w sny? Ale żeby w umysł?” – zastanawiała się i westchnęła, nie mogąc nic wymyślić. „Magia” – powtórzyła. „Ja mam bronić jakiejś Nasturcji?” – nagle dotarły do niej słowa różowej damy.
Stała sparaliżowana, przyglądając się lasowi. Wyglądał tak jak zawsze… Był zupełnie normalny, a przecież przed chwilą… przed chwilą był… magiczny.
„Człowiek nie potrafi ocenić swoich błędów tak długo, jak opowiadanie leży w szufladzie biurka; trzeba je opublikować i zacząć wstydzić się za nie; to jest jedyna możliwość nauczenia się czegokolwiek na przyszłość.” – Marek Hłasko

Tagi:

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości