Liwia i magia- część 4

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
blackmoon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Liwia i magia- część 4

Post#1 » 2 lut 2018, o 21:05

Część poprzednia

Rozdział III

Nadszedł kolejny dzień – równie piękny jak poprzedni. Słońce wysoko świeciło na niebie, ptaki zachęcająco śpiewały, pragnąc towarzystwa, każda żyjąca istota szukała miłości. Człowiecze serce także skłonniejsze było do amorów w ciepłe, promienne dni. Optymizm unosił się w powietrzu. Nie sposób było nie kochać wiosny czy nie czekać na lato, gdy wszystko tchnie miłością. Świat po zimie był nowy, młody, odrodzony i piękny. Nie chciało się siedzieć w szkole – w końcu tyle miesięcy ostrej pracy było już za uczniami. W pełni zasłużyli na luz, na marzenie o słońcu i wakacyjnej przygodzie.
Dochodziła siódma pięćdziesiąt, autobusy przywiozły wszystkich licealistów. Z czasem długi korytarz, zakończony oknem w ścianie, opustoszał. Uczniowie znikali za zamkniętymi drzwiami sal. Tylko klasa Liwii – II e – siedziała na brązowej ławce znajdującej się na wprost wejścia do pomieszczenia, w którym odbywały się lekcje chemii. Marzena romansowała z Michałem, Ewa wycinała ściągi na jutrzejszy test z matematyki, a Ewelina chichotała z grupką dziewczyn. Liwia przyglądała się czubkom swych butów, nucąc coś pod nosem. Znów rozmyślała o Księżniczce, o jej pięknych, symetrycznych rysach twarzy. Wczorajszy sen okazał się prawdą, realnym wydarzeniem. Kobieta o dziecięcej twarzy przyszła, rozmawiała. Chyba celowo wybrała tę formę komunikacji. Ciekawe, co by się stało, gdyby nie zagrzmiał budzik… Sen mógł być jawą? Może za każdym razem, gdy myślimy, że śnimy, to dzieje się naprawdę w takim jak gdyby innym życiu? Ciężko było o tym myśleć… Aż głowa bolała. Tyle trudnych do rozgryzienia spraw. Królestwo, książęca para, porwane niemowlę, inny świat… Ciekawe, jak wygląda planeta inna niż Ziemia, na której też rodzili się i umierali ludzie. Dziwne było wiedzieć o istnieniu ludzi, o których Ziemianie nie mają bladego pojęcia. Ilu ich tam mieszka? Co z tymi Kejrami? Co planują? Do czego są zdolni? Jak ona ma pomóc Nasturcji? Liwia dobrze znała tę nazwę… Kiedyś jej mama posadziła kwiaty o tej nazwie w ich dużym ogrodzie. Miały niebieskie kwiatki o białych środkach i wąskie, drobne, zielone listki. Dziewczyna pamiętała ich smak… pikantny, lekko piekący. Kolorystycznie ożywiały sałatki. Najbardziej uwielbiała jeść je z pokrojonymi, soczystymi pomidorami. Niedaleko wspomnianych kwiatów nasturcji, za domem, mama wytyczyła spory kawałek ziemi na lawendę wąskolistną o purpurowo-liliowym kolorze. Matka Liwii uwielbiała pracę w swoim małym raju, dopóki nie znalazła obecnej posady. Jako kobieta pracująca nie miała czasu dla roślin, ogród zarósł chwastami, aż w końcu na jego miejscu stanął garaż na osobiste małe autko mamy. Liwia niepostrzeżenie wkroczyła we wspomnienia ze swojego dzieciństwa. „Kejry” – znów ta myśl zaświtała jej w głowie, lawendowa polana zniknęła.
– O czym ty tyle myślisz, dziewczyno?! – nad uchem Liwii rozbrzmiał piskliwy głos. Uniosła wzrok. Nad nią pochylała się Marzena. Marzena była wysoką, bardzo szczupłą dziewczyną. Chłopacy nadali jej ksywkę „wieszak”. Piękna, niebieskooka, o jasnych, blond włosach, ostrzyżonych przez miejskiego fryzjera na modną chłopięcą fryzurę. Odcień włosów najprawdopodobniej odziedziczyła po rodzinie pochodzącej ze wschodniej Skandynawii. Po lekcjach biologii wiadome było, że są to włosy prawie pozbawione melaniny… ciemnego barwnika.
– Jak to o czym…? Wiadomo – mrugnęła zagadkowo Liwia.
– Ty i te twoje tajemnice. Z Amelką stanowicie znakomity związek!
– Lepiej pilnuj swojego Michałka! – zagrzmiała nerwowo. – Zaraz przyprawi ci rogi!
Marzena jak poparzona odwróciła głowę w kierunku blondwłosego chłopaka, który jak gdyby nigdy nic zagadywał do Emilii.
Środkiem korytarza szła Amelka. Podążała do grupki znajomych z gracją baletnicy, wymachując zalotnie wielkim kluczem do drzwi.
– Mam klucze od Shakiry – zachichotała. – Podobno rozmawia z kimś w pokoju nauczycielskim… Jest BARDZO zajęta…
– Bardzo zajęta? – ożywił się Michał. – Szykuje się nam kolejny romans stulecia!
Klasa wybuchnęła śmiechem.
Michał jak to Michał, klasowy macho, podbiegł do Amelki – podrywał wszystko, co się ruszało.
– Ja otworzę te drzwi, strasznie ciężko idą – zaproponował, kręcąc kluczem w zamku na prawo i lewo.
– Dzięki. – Amelka spojrzała na Liwię. Uśmiechnęła się, jak to tylko ona potrafiła… Najpiękniej na świecie. Wisząca na suficie lampka wydobywała granat z jej czarnych włosów.
Drzwi się poddały. Uczniowie weszli do środka i zajęli odpowiednie miejsca. Każda sala wyglądała identycznie, różniła się tylko kolorem ścian i akcesoriami potrzebnymi do wykładów. Ławki usytuowane były tak samo, dzięki czemu unikano wojen o miejsce. Wewnątrz pomieszczenia zapanował gwar nie do zniesienia. Liwia podeszła do przyjaciółki.
– Umiesz na matmę? – zapytała.
– Dział kombinatoryki jest trudny, ale myślę, że dam radę.
– Co robimy po szkole?
Rozbrzmiał dźwięk obcasów w zetknięciu z płytami podłogowymi.
– Nadchodzi Shakira! – wrzasnął ktoś. Szmer ucichł, wszyscy zasiedli na swoich miejscach, słychać było jedynie muchę latającą przy oknie.

Stare drewniane drzwi klasy zaskrzypiały i otwarły się, ciągnięte przez wychudzoną, drobną dłoń. Pani profesor wskoczyła energicznie do sali, Liwia uniosła twarz znad książki. Wychowawczyni promieniała ze szczęścia, jej miodowe oczy lśniły. Zarzuciła do tyłu kasztanowe włosy. Miała na sobie ulubioną żółtą suknię sięgającą do kolan (z prawdziwego jedwabiu). Szła szybkim krokiem w stronę biurka, dźwigając pod pachą skórzany, brązowy dziennik, a za nią podążał nieznajomy chłopak.
– Moi kochani, poznajcie swojego nowego kolegę. Przyjechał do nas z rodzicami prosto z Warszawy. Ma na imię Fabian. Usiądź z kimś, proszę.
Liwia przyglądała się chłopakowi z zainteresowaniem. Był lekko zdezorientowany, miał na sobie seledynową koszulę w kratę i jasne dżinsy. Stał w lekkim rozkroku. Czarne, gęste kosmyki opadały na czoło, ciemna karnacja skóry wskazywała na to, że niedawno wrócił z ciepłych krajów (a może z nich pochodził… Hiszpanem mógł być bez problemu). Hebanowe, duże oczy przyglądały się uważnie niedużej sali – Fabian przesuwał inteligentne spojrzenie po twarzach grupki osób siedzących w ławkach, jakby kogoś wypatrywał… Wysoki i… nieziemsko przystojny. Cisza jak makiem zasiał. Wszyscy wpatrywali się w niego niczym w obiekt archeologiczny. Dziewczyny mrugały do siebie tajemniczo. Nowy stał jak posąg, ani przez chwilę nie był zestresowany. Wydawało się, że nie przyszedł na lekcje, ale kogoś szuka. Trochę jak dziwak.
– Cześć – odezwał się w końcu miłym, chłopięcym głosem. Jego twarz rozświetlił szczery uśmiech. Odpowiedziano mu.
„A to ci dopiero!” – Liwia zaśmiała się w myślach. „Michał za bardzo się nie pomylił”. Wyobrażała sobie zakochaną profesorkę zerkającą na megaprzystojniaka. Pani Koroniewska była starą panną… Miała 36 lat i zaliczony romans z uczniem w poprzedniej szkole. Wykazała skruchę i afera ucichła. Szukała kogoś dla siebie coraz intensywniej. Uwielbiała jaskrawe kolory i wycięcia ukazujące jej piękny dekolt nasmarowany wonnymi olejkami. Ksiądz miał kiedyś rację… Niektóre kobiety, mając 25 lat, czują się starymi pannami. Były też wyjątki od reguły… Pani Koroniewska była tym wyjątkiem, ale tym razem żaden skandal nie wchodził w grę. Ten chłopak mógł mieć każdą dziewczynę w mieście! Nawet tę najpiękniejszą.
„Niedługo koniec roku szkolnego, a do klasy doszedł jakiś chłopak… Może ma już wszystko pozaliczane i dla niego są już wakacje…? Przyszedł, by znaleźć sobie znajomych…? Ciekawy pomysł” – rozmyślała Liwia, tłumiąc ziewnięcie, kiedy chłopak bez zastanowienia ruszył w jej kierunku. Uśmiechnęła się do niego grzecznie, gdy nagle stanął nad nią i zapytał z wielkim uśmiechem:
– Mogę z tobą usiąść…? – I po cichu, nachylając się, by nikt nie słyszał, dodał: – Liwio…
– Tak – powiedziała przerażona dziewczyna, patrząc na radosną nauczycielkę. Czuła swoje serce, które łomotało w piersiach. „Ja chyba śnię” – rzekła do siebie w myślach, nie spoglądając na nowego sąsiada.
– To kto dzisiaj napisze temat lekcji na tablicy? Kolegę poznacie później.
– Skąd znasz moje imię?
– Magia – powiedział z błyskiem w oku i znowu się uśmiechnął.
– To ty! – zadrżał głos Liwii.
– Tak, to ja, Liwio.
Dziewczyna spojrzała w ławkę zmieszana. Chłopak z zawadiackim uśmiechem położył swoje książki po przeciwnej stronie blatu i odstawiwszy krzesło, usiadł. Pachniał męskimi perfumami łudząco podobnymi do hugo bossa. A może właśnie nim skrapiał koszulę? W końcu jego ubiór nic a nic nie świadczył o ubóstwie.
Przystojny, zadbany, kulturalny i świetnie pachnący… Zaczynało się coś dziać i to nie tylko w świecie magii, ale i w spojrzeniach koleżanek z klasy…

Do pomocy dam ci najlepszego przyjaciela mojego syna, Fabiana.

Słowa Księżniczki ożyły w umyśle dziewczyny. „No tak – FABIAN” – wydedukowała. „Że ja wcześniej nie rozpoznałam tego imienia!”
Spojrzała w lewo na nowego sąsiada – otwarł zeszyt, chwytając jednocześnie srebrny długopis, i wpatrywał się w jej oczy swoimi – dużymi, czarnymi jak smoła… Uśmiechał się życzliwie, ukazując śnieżnobiałe, równe zęby.
Przez wszystkie kolejne przerwy koledzy z klasy nie mogli dać spokoju Fabianowi, wszyscy chcieli z nim rozmawiać, każdy chciał go poznać… Najbardziej żeńska część. Koleżanki zazdrościły Liwii, że siedzi w ławce z takim fajnym i wesołym chłopakiem.
Na długiej przerwie wszyscy udali się do stołówki. Było to duże pomieszczenie, jasne, wypełnione kwiatami i stołami z krzesłami. Po lewej stronie znajdował się niebieski, długi na całą szerokość ściany blat z oszklonymi półkami. Za blatem stały kucharki, było ich pięć. Ubrane w białe fartuchy, ze związanymi gumką włosami nakładały uczniom wybrane przez nich jedzenie. Wszystko szło sprawnie i szybko. Poszczególne roczniki klas jadły osobno, mając swoją osobistą długą przerwę. Kolejny dziwny zwyczaj szkoły. Zakochane pary różniące się wiekiem miały przechlapane. Liwia i Amelka pałaszowały swoje porcje przy ich ulubionym stole dwuosobowym.
– Przeszłabym się dziś do brzozowego gaju. Co ty na to? – Malachitowe oczy Liwii promieniały zadowoleniem.
– Świetnie! Wezmę mp4, wczoraj nagrałam świetną muzykę.
– Techno?
– Też… Mieszankę. – Amelka włożyła dużą porcję schabowego do ust.
– Szkoda, że nie ma menu. Od dłuższego czasu chodzi za mną sałatka grecka… albo pomidory z mozzarellą polane sosem bazyliowym.
– Teraz to mi apetytu narobiłaś… Do schabowego jak znalazł…
– To może po szkole idziemy do pobliskiej knajpki? Dzisiaj ja stawiam!
– Nie ma sprawy! Kurczę! – krzyknęła Amelka. – Zapomniałam, że muszę mamie kupić artykuły spożywcze, nawet muszę się z lekcji urwać! Mama by mnie zabiła! Dzisiaj wraca późno.
– Szkoda… Patrz, kto idzie! – Liwia zadrżała ze złością.
Wszystkie spojrzenia utkwione były w Fabianie i jego muskularnie wyrzeźbionym ciele… Chłopak nie odrywał wzroku od Liwii i Amelii, przyjaźnie się do nich uśmiechając. Trzymał w ręce wypełniony po brzegi talerz.
– Mogę się dosiąść? – W drugiej już trzymał krzesło.
– Pewnie! – Amelka pośpiesznie się przesunęła, robiąc miejsce. Fabian uśmiechnął się do niej życzliwie.
– Mogę skserować od którejś z was plan lekcji na cały tydzień? A w ogóle to gdzie tu jest ksero?
Amelka szukała w torbie notesu.
– A może tak z chłopakami byś się zakumplował? – Ton głosu Liwii wyszedł zbyt nerwowy.
– Wybacz, że przewracam wasze życie do góry nogami. To nie moja wina.
Amelia nie zrozumiała, o co chodzi. Skąd miała wiedzieć? Nic dziwnego jej się nie śniło, nawet nie było jej dane zobaczyć tajemniczej dziury.
– Skserowanie planu lekcji i oprowadzenie cię po szkole nie jest znów takim bojowym zadaniem. – Amelka przypominała anioła.
No tak… Najwidoczniej zalotny czar chłopaka działał.
„Człowiek nie potrafi ocenić swoich błędów tak długo, jak opowiadanie leży w szufladzie biurka; trzeba je opublikować i zacząć wstydzić się za nie; to jest jedyna możliwość nauczenia się czegokolwiek na przyszłość.” – Marek Hłasko

Tagi:

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości