Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#1 » 6 miesiące temu (18 mar 2018, o 17:02)

Dedykuję ten utwór tym, którzy wspierali mnie w moich dążeniach i pasjach. Dziękuję ludziom, poświęcającym swój wolny czas na czytanie pierwszych wersji moich opowiadań. Proszę również czytelników, by dobrze bawili się przy tym utworze, to naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Tomasz Durał


Wersja 1.12


OSTATNI KRÓLEWSKI GRYF

Rozdział I

Wkładając ubiór pamiętaj o wysiłku prządki;
Przy trzech codziennych posiłkach nie zapominaj o trudzie rolnika.

Przysłowie chińskie


Przypuszczalnie obudził go głód. Hibernował od dziesiątek lat. Teraz, gdy wreszcie się przebudził, musiał upolować wystarczająco dużo pożywienia, by móc odpoczywać kolejne stulecie. Mógł zostać też obudzony przez drwali, pracujących przy wyrębie lasu, a później spławiających kłody rzeką. Potwór nie bronił kniei. Chronił swoje tereny łowne, a że zwierzyna sama posyłała swoje młode w pobliże jego gniazda? Tylko głupiec by nie skorzystał.
W ciągu roku zniknęło w tej okolicy ponad dwadzieścioro dzieci i jedna dziewica. To właśnie po jej zniknięciu zrozumiano, że nie stał za tym przypadek. Dzieci wszak giną, rozszarpane przez wilki, tonące w rzekach i bagniskach, wpadając do wykrotów w czasie poszukiwań drwa na opał. Gdy takie wypadki następują po różnych wioskach, rzadko mających kontakt między sobą, jak to jest u wybrzeży Pontaru, to liczba ofiar mogła wzrosnąć naprawdę zatrważająco.
Erementrudia, dziedziczka jednej z wiosek uprosiła ojca, a on wystawił nagrodę za złapanie złoczyńcy. Wywarła również wpływ na swojego narzeczonego, by ten również dołożył, wraz ze swoją rodzicielką, do puli złota. Przyszła teściowa jako rozsądna kobieta, wiedziała, że stanie się to inwestycją, zarówno w ziemie wnoszone w posagu przez przyszłą synową, jak i również w prestiż swój i syna. Reputacja może wywrzeć niebagatelną rolę przy nadchodzącym procesie książęcym o prawo do dzierżawy jednego z leżących w pobliżu młynów. Ród sąsiada dotychczas użytkujący wzniesiony, siłami i pieniędzmi jej rodziny, za czasów pradziada młot wodny, nie chciał wyrazić zgody na podwyższenie czynszu. Sprawa trafiła pod sąd władcy ziemi. Nie żałowała w takim razie złota, na wykazanie przydatności i protekcji wasalnych dóbr, a nuż to właśnie przechyli łaskę księcia, na jej korzyść?
Pokaźna nagroda skusiła wagabundów z całej północnej Temerii i południowej Redanii, lecz żadnemu z nich nie dał rady rozwiązać problemu. Najczęściej kończyli na tym, że znajdywali zwłoki poprzedników, które dzikie zwierzęta nadjadły, lub próbowali wysępić nagrodę, wmawiając możnowładcom, że ukatrupiony wilk, jest odpowiedzialny za wszystkie ataki. Jeden z nich został pozbawiony kapitelu ciała po tym, jak przyniósł łeb pupilka dziedziczki, a ta wychowywała go od szczeniaka. Co ciekawe nie był to zwykły pies, lecz jeden z lepszych łowczych stosowanych przez jej ojca podczas polowań na kaczki. Kara więc stała się adekwatna do czynu.

***

Pewnego dnia do bram niewielkiego dworku zapukał wiedźmin, najemny zabójca potworów i to on podjął zlecenie. Został ugoszczony, jak na wybawiciela przystało.
— Dołożyć jeszcze gęsiej pieczeni? — zapytał gospodarz, noszący miano Odona.
— Poprosiłbym. Została wspaniale doprawiona. — Wiedźmin uważał się za konesera i darzył szczerym uczuciem wykwintne posiłki.
— Może dolać syconego lipca? — zaszczebiotała młodsza siostra Erementrudii, Ansgarda. W porównaniu do reszty rodzeństwa nie zbyła jeszcze zaręczona i w każdym goszczonym widziała potencjalnego kandydata na męża.
— Zacnego dwójniaku nie odmówię. — Uroczy uśmiech zagościł na twarzy częstowanego.
— Właściwie to jest to trójniak. — Sprostował włodarz, nabierając rumieńców.
— Ach bajdurzycie, mości wojski. Tak przednie to, że nie ma mowy, bym próbował pośledniejszy trunek niźli dwójniak.
— Z własnego miodu wyrabiany. Mam parę pasiek i sam go warzę. Szczęśliwym, że smakuje. Nie na chamskie gardła to napitek. — Odon zakręcił wąsa. Od kiedy tylko nieznajomy przekroczył bramy, czuł pod skórą, że pomimo fachu wiedźmińskiego, stanowił znaczną osobę.
— W takim razie jedynym, co mi zostało, to wypicie za zdrowie gospodarza, z którego ręki wyszedł ten boski napój. — Gość z uśmiechem wstał i wzniósł toast.
Gdy się najedli i napili przeszli do konkretów.

***

Po wcześniejszym opisie stanu ofiar wiedział jedynie, które z potworów mógł brać pod uwagę jako napastnika. Odnajdywane ciała zostały wydrenowane z krwi, zwłaszcza dzieci. Paru dorosłych mężczyzn zostało potencjalnie zidentyfikowanych, lecz zauważono, że zginęli, podczas próby obrony swojego życia. Ich szczątki niczym girlandy ozdobiły okoliczne drzewa. Musiał to zrobić wampir wyższy lub inny silny krwiopijca. Leszy nie pił krwi, a inne leśne potwory nie miały tak wielkiej siły, by rozrywać przeciwników. Pozostawał jeszcze jeden wróg, mogący żyć na tych terenach przez wieki i od czasu do czasu wstawać ze swych leży, w celu zaspokojenia swojego apetytu. Azamir nie wiedział, z którego z napastników uznać za groźniejszego, wampira wyższego, czy borowika. Pod niepozorną nazwą mogącą oznaczać grzyba, kryła się groźna istota.
Teraz wypatrując śladów potwora, próbował odnaleźć miejsca, w potencjalnych schronień krwiopijców. Bajdy o wampirach wyższych żyjących w zamkach i kasztelach jak zawsze wkładał między klechdy. Potrafiły one bowiem żerować w pobliżu miejsc, w których je dawnej zakopano. Podobnie jak alpy, bruxy i mule. Z reguły nie kaleczą w tak okrutny sposób, jedynie w samoobronie, a przypuszczalnie mężczyźni atakowali je w odwecie lub skuszeni nagrodą obiecaną przez możnych. Wszystkie te wampiry potrafią zachować umiar, mają swoje terytorium, którego przestrzegają, z tego powodu łatwo je znaleźć.
Ptaki ćwierkały, ale nie żałośnie na ostrzeżenie. Każde z nich czuje pewną sympatię do innych istot żywych, często ostrzegając zwierzęta i ludzi, że wchodzą na terytorium bruxy, bądź innego krwiopijcy. Tu jednak nie następowała anomalia. Azamira oblał zimny pot. Oznaczało to, że przypuszczalnie zabójcą jest istota leśna, do której ptaki są przyzwyczajone. Nie wróżyło to nic dobrego.
Krążąc po kniei, dostrzegał coraz więcej śladów bytowania potwora. Drapieżnik nie zostawiał widocznych tropów, takich jak ślady pazurów na pniach drzew, czy krople krwi wiodące do leża. Raczej zmieniał zapach lasu, pozwalał mu rozkwitnąć, ułożenie drzew tworzyło idealne fraktalne odzwierciedlenie kształtu ich gałęzi. Panował spokój i porządek, na tyle nienaturalny, że wzbudzał podejrzenia.
Żołędzie zachrzęściły pod stopami wiedźmina. Czas naprawdę zatrzymał się w tym miejscu. Panowała wczesna wiosna, czapy śniegu powinny pokrywać leśną ściółkę. Tu jednak brakowało rozmokłych plam, nie widział nawet śladu bieli. Dęby nie zostały ogołocone z liści. To musiało być miejsce w pobliżu legowiska borowika. Żaden inny mieszkaniec puszczy nie ma szans wywrzeć tak znaczącego wpływu na jej obszar.
Azamir odnalazł dogodne miejsce na przygotowanie zasadzki. Drapieżnik ten nie pełnił funkcji strażnika lasu, lecz dbał o swój areał, w celu przyciągnięcia do niego zwierząt. Jego pożywienie stanowiła nie tylko ludzka krew, choć ta stanowiła jego przysmak. Pił życiodajny płyn każdej istoty, wystarczająco młodej i czystej. Stąd pochodziła jego nazwa, nie tykał starych bab, czy mężczyzn. Miał wyrafinowany gust.
Borowik opanował proces transformacji w humanoida, jednak nie jest to kamuflaż perfekcyjny. W porównaniu do teriantropów, czyli ludzi poddawanych transformacji w monstrum, ten dokonuje odwrotnej przemiany. Bardziej upodobał sobie przemiany w elfów, niż inne gatunki dwunożnych. Podobnie jak wampir wyższy, został zaklasyfikowany do istot rozumnych. We własnej postaci przypomina enta, czyli chodzące drzewo. Nie można go jednak z nim pomylić, ze względu na charakter jak i odżywianie, a zwłaszcza ubarwienie, ze względu na maść rudą, rdzawą, bądź czerwonobrunatną.
Wiedźmin czekał ponad godzinę, nim na polanie osłoniętej przez dęby zauważył ruch. Stwór wyszedł znikąd. Zwabiony wcześniej jego zapachem jelonek wpadł w objęcia krzaczastych rąk, po czym ssawki przylgnęły do szyi zwierzęcia. Na ten moment Azamir czekał. Uderzył znienacka.


***

Jak zwykle nie wyszedł z tego bez szwanku, nic niezwykłego w tym fachu. Odczuwał radość, że skończyło się na paru obtarciach. Wyszedł z wprawy, ostatnimi czasy zbyt wiele czasu spędzał na smętnych rozmowach w karczmach lub bawiąc na dworach. Powinien podejmować większą ilość zleceń lub też, choć budżet nie pozwala, wyjechać na długie wakacje. Zrozumiał, że jest już stary na takie przeżycia, miał dość ganiania za potworami po leśnych ostępach. Pytanie tylko, z czego brałby pieniądze na utrzymanie, po zerwaniu z wiedźmińskim fachem? Niegdyś miał majątek na południu, był możnym, miał wielu przyjaciół. To wszystko najpewniej przeminęło i nie wróci. Nie chciał wracać w rodzinne strony i rozdrapywać starych ran.
Zapukał do bram dworku, w którym wczoraj ucztował. Otworzyła mu zatrwożona służba. Nie wyglądał na ideał piękna w tym momencie. Eliksiry bardzo źle na niego działały. Cały blady, z rubinową krwią jelenia i czarną potwora, mógł budzić grozę. Przypuszczał, że nieźle to kontrastowało z brunatno-zielonym rynsztunkiem. Przynajmniej na takim nie widać śladów po ziemi, przylepionej w trakcie starcia z monstrum.
Nie ugoszczono go jak poprzedniego wieczora. Wczoraj budził sympatię swoją ogładą, dziś wstręt śmierdząc potem, krwią i wydzielinami borowika. Łatwiejszym było uwierzenie, w to, że wiedźmini również są ludźmi, gdy nie zwracano uwagi na nabrzmiałe żyły uwypuklone w jego twarzy. Jest teraz zabójcą potworów, nie jak wcześniej szlachcicem, który przyjechał w gości. Wręczono mu sakiewkę, po czym zmuszono do odejścia. Najmłodsza córka wojskiego, Ansgarda, splunęła za nim z obrzydzeniem. Najwyraźniej zaproszenie na ślub jej siostry Erementrudii zostało w tej chwili wycofane. Gospodarz Odon nawet nie wyszedł do niego, nie chciał ubliżać sobie samemu widokiem obwiesia. Jedynie pluł sobie w brodę, że zaprosił kogoś takiego pod swój dach.
Zostało mu jedynie ruszyć w stronę karczmy. Tam nigdy komuś z trzosem nie odmówią izby do spania. Złoto wszak miał, choć nie kołatało się go w mieszku zbyt wiele. Zdecydowanie lata jego młodości przeminęły, nie powinien spać na sianie i znosić trudów podróży. Przyrzekał sobie w duszy, że kończy z podróżami, przynajmniej przez najbliższy czas. Nawet nie wiedział, jak daleko mu było do tego.

Część następna
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4829

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#2 » 6 miesiące temu (22 mar 2018, o 12:08)

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki sformatowałeś rozdział, od komentarza autorskiego w cytacie, wyśrodkowania tytułu i cytatu po prawej, bardzo estetycznie to wygląda i aż zachęca do czytania. Normalnie mało komu się chce :kocham2:

Przypuszczalnie obudził go głód, hibernował od wielu dziesiątek lat, by teraz się przebudzić i upolować wystarczającą ilość swojego pożywienia, by móc spoczywać przez kolejny wiek.

Dałabym kropkę po "Przypuszczalnie obudził go głód". To dobre, krótkie zdanie, akurat na pierwsze zdanie rozpoczynające tekst.
Drugie zdanie za to byłoby do lekkiej korekty - "swojego" można by usunąć, bo wiadomo, że skoro przebudził się, to będzie polować dla siebie, samo "od dziesiątek lat" też znaczy to samo, co z "wielu".
Możesz uprościć, coś na kształt: "hibernował od dziesiątek lat. Teraz, gdy wreszcie się przebudził, musiał upolować wystarczająco dużo pożywienia, by móc spoczywać przez kolejny wiek. "
Też nie najzgrabniejsze, plus jest powtórzenie "musieć" - "móc", ale proponowałabym pójść w tę stronę.

Mogli go też obudzić drwale, pracujący przy wyrębie drzew, a później spławiający drewno rzeką. Nie był obrońcą lasu, jedynie chronił swoje tereny łowne, a że zwierzyna sama posyłała swoje młode w pobliże jego gniazda, tylko głupiec by się nie skusił.

Tu już wypadałoby dookreślić podmiot w drugim zdaniu, bo poprzednio masz drwali.
Poza tym drwale - drzewo - drewno, jako powtórzenia liczy się też słowa o podobnym brzmieniu.

Nie żałowała w takim razie złota, na wykazanie przydatności i protekcji wasalnych dóbr, a nóż to właśnie przechyli łaskę księcia, na jej korzyść?

Nożem można ukroić chleb, miałeś na myśli "nuż".

Teraz wypatrując śladów potwora, starał się odnaleźć miejsca, w którym któryś z potworów mógłby się schronić.


Każde z nich żywi pewną sympatię do innych istot żywych, często ostrzegając zwierzęta i ludzi, że zbliżają się to terytorium bruxy, bądź innego krwiopijcy.


Była wczesna wiosna, czapy śniegu powinny pokrywać leśną ściółkę. Tu było czysto, nie było nawet śladu bieli. Dęby nie były ogołocone z liści. To musiało być miejsce w pobliżu legowiska borowika. Żaden inny mieszkaniec puszczy nie byłby w stanie wywrzeć na nią tak wielkiego piętna.

W sumie czy można określić coś piętnem, jeżeli zatrzymuje las w stanie wiecznej wiosny/lata?

Drapieżnik ten nie był opiekunem lasu, lecz dbał o swój areał, by przyciągnąć do niego zwierzęta. Żywił się nie tylko ludzką krwią, choć ta była jego przysmakiem. Pił życiodajny płyn każdej istoty, która była wystarczająco młoda i czysta. Stąd pochodziła jego nazwa, nie tykał starych bab, czy mężczyzn.


Przypuszczał, że nieźle to kontrastowało z brunatno zielonym rynsztunkiem.

Pisownia kolorów:
- jeżeli masz na myśli coś, co jest brunatnozielone, to "brunatnozielonym". Jeżeli coś jest w brunatne i zielone np. pasy, wzory, kolory są oddzielone, to "brunatno-zielonym".

Łatwiej było uwierzyć, że jest człowiekiem, gdy nie widziało się nabrzmiałych żył na jego twarzy. Był zabójcą potworów, nie jak wcześniej szlachcicem, który przyjechał w gości.


Nie wypisałam wszystkiego, jest też problem z interpunkcją.

Ogólnie bardzo dużo powtórzeń, ale sam tekst ciekawy, z wiedźminowskim klimatem, nawet "konstrukcją" jak w pierwszych opowiadaniach, na pewno będę czytać dalej ;))

Tekst miejscami zgrzyta, ale myślę, że samo wyeliminowanie powtórzeń dużo tu pomoże. Momentami zdania są niezręczne, przekombinowane, ale to jest coś, czemu można łatwo zarazić. Wystarczy w drugim lub kolejnym czytaniu powoli przechodzić przez zdania z myślą, czy konstrukcja brzmi naturalnie, czy nie brzmi ciężko lub niezręcznie, a jeżeli tak, to jak można je uprościć, by wciąż brzmiało dobrze. Prościej nie znaczy od razu prosto i bez charakteru, nie można się tego bać ;)) Przyjrzyj się stylowi Sapkowskiego w Wiedźminie, jest lekki mimo stosowania wielu archaizmów, inwersji i innych konstrukcji, które stylizują go na quasi-średniowieczny.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#3 » 5 miesiące temu (26 mar 2018, o 11:33)

Camenne pisze:Bardzo podoba mi się sposób, w jaki sformatowałeś rozdział, od komentarza autorskiego w cytacie, wyśrodkowania tytułu i cytatu po prawej, bardzo estetycznie to wygląda i aż zachęca do czytania. Normalnie mało komu się chce :kocham2:

Przypuszczalnie obudził go głód, hibernował od wielu dziesiątek lat, by teraz się przebudzić i upolować wystarczającą ilość swojego pożywienia, by móc spoczywać przez kolejny wiek.

Dałabym kropkę po "Przypuszczalnie obudził go głód". To dobre, krótkie zdanie, akurat na pierwsze zdanie rozpoczynające tekst.
Drugie zdanie za to byłoby do lekkiej korekty - "swojego" można by usunąć, bo wiadomo, że skoro przebudził się, to będzie polować dla siebie, samo "od dziesiątek lat" też znaczy to samo, co z "wielu".
Możesz uprościć, coś na kształt: "hibernował od dziesiątek lat. Teraz, gdy wreszcie się przebudził, musiał upolować wystarczająco dużo pożywienia, by móc spoczywać przez kolejny wiek. "
Też nie najzgrabniejsze, plus jest powtórzenie "musieć" - "móc", ale proponowałabym pójść w tę stronę.

Mogli go też obudzić drwale, pracujący przy wyrębie drzew, a później spławiający drewno rzeką. Nie był obrońcą lasu, jedynie chronił swoje tereny łowne, a że zwierzyna sama posyłała swoje młode w pobliże jego gniazda, tylko głupiec by się nie skusił.

Tu już wypadałoby dookreślić podmiot w drugim zdaniu, bo poprzednio masz drwali.
Poza tym drwale - drzewo - drewno, jako powtórzenia liczy się też słowa o podobnym brzmieniu.

Nie żałowała w takim razie złota, na wykazanie przydatności i protekcji wasalnych dóbr, a nóż to właśnie przechyli łaskę księcia, na jej korzyść?

Nożem można ukroić chleb, miałeś na myśli "nuż".

Teraz wypatrując śladów potwora, starał się odnaleźć miejsca, w którym któryś z potworów mógłby się schronić.


Każde z nich żywi pewną sympatię do innych istot żywych, często ostrzegając zwierzęta i ludzi, że zbliżają się to terytorium bruxy, bądź innego krwiopijcy.


Była wczesna wiosna, czapy śniegu powinny pokrywać leśną ściółkę. Tu było czysto, nie było nawet śladu bieli. Dęby nie były ogołocone z liści. To musiało być miejsce w pobliżu legowiska borowika. Żaden inny mieszkaniec puszczy nie byłby w stanie wywrzeć na nią tak wielkiego piętna.

W sumie czy można określić coś piętnem, jeżeli zatrzymuje las w stanie wiecznej wiosny/lata?

Drapieżnik ten nie był opiekunem lasu, lecz dbał o swój areał, by przyciągnąć do niego zwierzęta. Żywił się nie tylko ludzką krwią, choć ta była jego przysmakiem. Pił życiodajny płyn każdej istoty, która była wystarczająco młoda i czysta. Stąd pochodziła jego nazwa, nie tykał starych bab, czy mężczyzn.


Przypuszczał, że nieźle to kontrastowało z brunatno zielonym rynsztunkiem.

Pisownia kolorów:
- jeżeli masz na myśli coś, co jest brunatnozielone, to "brunatnozielonym". Jeżeli coś jest w brunatne i zielone np. pasy, wzory, kolory są oddzielone, to "brunatno-zielonym".

Łatwiej było uwierzyć, że jest człowiekiem, gdy nie widziało się nabrzmiałych żył na jego twarzy. Był zabójcą potworów, nie jak wcześniej szlachcicem, który przyjechał w gości.


Nie wypisałam wszystkiego, jest też problem z interpunkcją.

Ogólnie bardzo dużo powtórzeń, ale sam tekst ciekawy, z wiedźminowskim klimatem, nawet "konstrukcją" jak w pierwszych opowiadaniach, na pewno będę czytać dalej ;))

Tekst miejscami zgrzyta, ale myślę, że samo wyeliminowanie powtórzeń dużo tu pomoże. Momentami zdania są niezręczne, przekombinowane, ale to jest coś, czemu można łatwo zarazić. Wystarczy w drugim lub kolejnym czytaniu powoli przechodzić przez zdania z myślą, czy konstrukcja brzmi naturalnie, czy nie brzmi ciężko lub niezręcznie, a jeżeli tak, to jak można je uprościć, by wciąż brzmiało dobrze. Prościej nie znaczy od razu prosto i bez charakteru, nie można się tego bać ;)) Przyjrzyj się stylowi Sapkowskiego w Wiedźminie, jest lekki mimo stosowania wielu archaizmów, inwersji i innych konstrukcji, które stylizują go na quasi-średniowieczny.


Dziękuję za przeczytanie, skomentowanie i nakreślenie błędów. Walczę wiecznie z interpunkcją, poczyniłem progres, lecz nie jest on jeszcze wystarczający. Co do powtórzeń, mam z nimi wielki problem, staram się znajdować synonimy, choć często tekst brzmi sztucznie. Muszę odnaleźć złoty środek. Styl mam odrobinę toporny, a wynika to z problemów tworzenia początku opowieści, im dłużej zagłębiam się w treść, tym wydaje mi się, że jest lepiej, co bywa zwodnicze i nie dostrzegam rażących błędów. Postaram się poczytać więcej Sapka, ale nie do końca odpowiada mi też jego maniera opowiedzenia historii, zwłaszcza w późniejszych książkach. Staram się tworzyć swój własny warsztat, a nie do końca wzorować się na innych, choć zawsze wysłucham rad i często analizuję style pisarskie innych. Pozostaje mi tylko szlifować warsztat.
Jeszcze raz, dziękuję za komentarz. Wiele pomógł mi w ogarnięciu tekstu.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1384

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#4 » 5 miesiące temu (26 mar 2018, o 22:10)

Ogółem, spodobało mi się, ale te niecałe 2000 wyrazów, to stanowczo za mało jak na porządny rozdział wg mnie.
Poniższe uwagi to raczej sugestie czysto kosmetyczne, a więc też mocno subiektywne, może któreś Ci się przydadzą. ;)

spoczywać
wydaje mi się, że ładniej brzmiałoby w tym zdaniu ''odpoczywać''
tak jak jest to
- jak to jest
wraz ze swoją rodzicielką, do puli złota zgromadzonego w celu przyciągnięcia chętnych do rozwiązania sprawy
- część zdania po ''złota'' niepotrzebna; chwilkę wcześniej wspominasz, że kaska zbierana jako nagroda za złapanie złoczyńcy, więc zdanie niepotrzebnie wydłużone i przez to mniej zgrabne
jak i również w prestiż swój i syna, który może wywrzeć niebagatelną rolę przy nadchodzącym procesie książęcym o prawo do dzierżawy jednego z leżących w pobliżu młynów. Sąsiad, którego

Sprawa trafiła, więc do pod sąd władcy ziemi.
Na pewno nie jestem wybitnie dobra w przecinki, ale tutaj raczej ma go nie być.
wmawiając możnowładcom, że wilk, którego głowę przynieśli, jest odpowiedzialny za wszystkie ataki. Jeden z nich został pozbawiony głowy, po tym, jak przyniósł łeb pupilka dziedziczki, którego wychowywała od małego
niepotrzebnie 2 x ''głowa'', nie lepiej coś w stylu ''omal nie stracił przez to swojej''?
Jest zaiste wspaniale doprawiona.
meh, ja wiem, że klimat, takie czasy etc., ale to ''jest zaiste'' już brzmi przekombinowanie i sztucznie, nawet jak na to uniwersum; zrezygnowałabym chociaż z jednego z tych słów
Po wcześniejszym opisie stanu ofiar domyślał się jedynie, którego z wielu potworów mógł się spodziewać.

przeciwników. Był jeszcze jeden przeciwnik
''z wielu'' wydaje mi się niepotrzebne i średnio brzmi
czy borowikiem. Nazwa ta kojarzy się maluczkim z grzybem, inaczej zwanym prawdziwkiem. Geneza jest bowiem ta sama i pochodzi od słowa szlachetny.
dwa ostatnie zdania jakoś wybijają mnie z rytmu i klimatu; nie lepiej po prostu napisać, że pod niepozorną nazwą kryła się groźna istota czy coś w ten deseń? ;)
że zbliżają się to terytorium bruxy

Tu jednak nie następowała anomalia.
Nie rozumiem do końca tego zdania i nie widzę jego sensu w kontekście. Jak dla mnie - do wywalenia.
Wszystko było w porządku, zbyt wielkim by było to naturalne.

Wiedźmin czekał od ponad godziny, gdy zaczęło się coś dziać na polanie osłoniętej przez dęby. Stwór zjawił się znikąd. Zwabiony wcześniej jego zapachem jelonek wpadł w objęcia krzaczastych rąk, po czym ssawki przylepiły się do szyi zwierzęcia. Na ten moment Azamir czekał. Uderzył znienacka.
NO CHYBA SE JAJA ROBISZ?! A gdzie tu opis borowika? Taką ważną sprawę olać?! Ja chcę wiedzieć coś więcej niż przyssawki i krzaczaste łapska.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#5 » 5 miesiące temu (26 mar 2018, o 22:24)

Karen pisze:Ogółem, spodobało mi się, ale te niecałe 2000 wyrazów, to stanowczo za mało jak na porządny rozdział wg mnie.
Poniższe uwagi to raczej sugestie czysto kosmetyczne, a więc też mocno subiektywne, może któreś Ci się przydadzą. ;)

Jak dla mnie za długi pierwszy rozdział potrafi zniechęcić. Zwłaszcza, że napisałem go by zapoznać czytelnika ze światem i bohaterem, który będzie rozwijany na ekartach powieści.

spoczywać
wydaje mi się, że ładniej brzmiałoby w tym zdaniu ''odpoczywać''
tak jak jest to
- jak to jest
wraz ze swoją rodzicielką, do puli złota zgromadzonego w celu przyciągnięcia chętnych do rozwiązania sprawy
- część zdania po ''złota'' niepotrzebna; chwilkę wcześniej wspominasz, że kaska zbierana jako nagroda za złapanie złoczyńcy, więc zdanie niepotrzebnie wydłużone i przez to mniej zgrabne
jak i również w prestiż swój i syna, który może wywrzeć niebagatelną rolę przy nadchodzącym procesie książęcym o prawo do dzierżawy jednego z leżących w pobliżu młynów. Sąsiad, którego

Sprawa trafiła, więc do pod sąd władcy ziemi.
Na pewno nie jestem wybitnie dobra w przecinki, ale tutaj raczej ma go nie być.
wmawiając możnowładcom, że wilk, którego głowę przynieśli, jest odpowiedzialny za wszystkie ataki. Jeden z nich został pozbawiony głowy, po tym, jak przyniósł łeb pupilka dziedziczki, którego wychowywała od małego
niepotrzebnie 2 x ''głowa'', nie lepiej coś w stylu ''omal nie stracił przez to swojej''?
Jest zaiste wspaniale doprawiona.
meh, ja wiem, że klimat, takie czasy etc., ale to ''jest zaiste'' już brzmi przekombinowanie i sztucznie, nawet jak na to uniwersum; zrezygnowałabym chociaż z jednego z tych słów
Po wcześniejszym opisie stanu ofiar domyślał się jedynie, którego z wielu potworów mógł się spodziewać.

przeciwników. Był jeszcze jeden przeciwnik
''z wielu'' wydaje mi się niepotrzebne i średnio brzmi
czy borowikiem. Nazwa ta kojarzy się maluczkim z grzybem, inaczej zwanym prawdziwkiem. Geneza jest bowiem ta sama i pochodzi od słowa szlachetny.
dwa ostatnie zdania jakoś wybijają mnie z rytmu i klimatu; nie lepiej po prostu napisać, że pod niepozorną nazwą kryła się groźna istota czy coś w ten deseń? ;)
że zbliżają się to terytorium bruxy

Tu jednak nie następowała anomalia.
Nie rozumiem do końca tego zdania i nie widzę jego sensu w kontekście. Jak dla mnie - do wywalenia.
Wszystko było w porządku, zbyt wielkim by było to naturalne.

Sugestie wezmę pod uwagę, dziś już nie mam do tego konceptu, ale jutro poprawię.

Wiedźmin czekał od ponad godziny, gdy zaczęło się coś dziać na polanie osłoniętej przez dęby. Stwór zjawił się znikąd. Zwabiony wcześniej jego zapachem jelonek wpadł w objęcia krzaczastych rąk, po czym ssawki przylepiły się do szyi zwierzęcia. Na ten moment Azamir czekał. Uderzył znienacka.
NO CHYBA SE JAJA ROBISZ?! A gdzie tu opis borowika? Taką ważną sprawę olać?! Ja chcę wiedzieć coś więcej niż przyssawki i krzaczaste łapska.

Spokojnie. Opis będzie, z tym, że borowik pojawi się jeszcze później, a nie chciałem na siłę wtrącać jego opisu, bo mi tu nie pasował. Może po przerobieniu i przemyśleniu tematu, wstawię go do tego rozdziału, bo jest on już zrobiony w innym fragmencie powieści. Czy uważaszza konieczne by się tu on znalazł?
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#6 » 5 miesiące temu (27 mar 2018, o 19:55)

Poprawiony, w większości zgodnie z sugestiami ;-)
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1384

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#7 » 5 miesiące temu (27 mar 2018, o 21:45)

Co do opisu borowika, to wydaje mi się, że pasowałby tutaj, bo myślę, żeczytelnik po tak długim wprowadzeniu do samej akcji pokonania potwora chciałby wiedzieć, jak on wygląda. Ale to tylko moje widzi mi się, więc decyzja należy do Ciebie. :)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#8 » 5 miesiące temu (27 mar 2018, o 21:58)

Dobrze, to w najbliższym czasie wstawię przeredagowany fragment,który będzie zawierał również opis potwora. Dziękuję za sugestię ;-)
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1703

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#9 » 5 miesiące temu (23 kwie 2018, o 12:17)

Naniosłem poprawki i starałem się zwalczyć powtórzenia. Jeśli jest więcej uwag, to z chęcią dokonam dalszych zmian. ;)
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1821

Ostatni królewski gryf: Rozdział I [Wiedźmin]

Post#10 » 5 miesiące temu (23 kwie 2018, o 21:41)

Rzuciłem tylko okiem. Dzisiaj odpuszczam czytanie, ale korektę widać z daleka. Mam kilka uwag, bardziej do dyskusji, niż jako materiał do kolejnej korekty.

...a tak w ogóle, przyjemnie popatrzeć na porządnie sformatowany tekst.

I jeszcze zapytam: pierwszy akapit każdej części zaczyna się bez wcięcia. To jakaś zasada, o której Szczepan - człowiek prosty nie wie, czy kierowałeś się czymś innym?

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość