Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Kwietnia czeka nagroda książkowa - powieść ''Książę Mgły" - Carlos Ruiz Zafon!

Proza marca: Złodziej wspomnień - prolog | Poezja marca: cztery pory odpustów

Zapraszamy do udziału w zabawie komentatorskiej „Piórko”!
Rozruszajmy forum na wiosnę!

Obrazek

Złodziej wspomnień - rozdział I

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
Posty: 1259

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#1 » 3 kwie 2018, o 21:22

Część poprzednia

Złodziej wspomnień

Rozdział I

Obudził ją głos. Niski, chropowaty, wręcz drżący z podenerwowania, ale też – chociaż nie potrafiła tego wyjaśnić – ciepły, ciepły w sposób, który kojarzył się z uczuciem bezpieczeństwa. Przez dłuższą chwilę po prostu słuchała jego kojącej nerwy melodii, aż przyśpieszony oddech zwolnił, a serce złapało równy rytm. Nie wiedziała, dlaczego obudziła się taka podenerwowana. Męczyło ją przeświadczenie, że o czymś zapomniała. O czymś bardzo ważnym, ale za nic nie mogła sobie przypomnieć, o co takiego mogło chodzić. Przeszłość była w tej chwili wyłączonym z użytku pokojem. W ciemności dało się dostrzec jedynie niewyraźne zarysy mebli. Nerwowo przeszukiwała myśli, za wszelką cenę próbując sobie coś przypomnieć, znaleźć tą iskrę skojarzenia, która rozjaśni pamięć.
Jednak głos odezwał się ponownie, odwracając jej uwagę. W nim mogła tkwić odpowiedź. Brzmiał znajomo. I chociaż nie rozumiała słów, to miała wrażenie, niemalże pewność, że zwracał się bezpośrednio do niej. Po chwili zmysły w końcu odzyskały normalną ostrość i dosłyszała:
— Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Dasz radę, Wiki.
Poczuła dotyk na ręce. Najpierw subtelny, a nawet trochę nieśmiały. Delikatna pieszczota palców przesuwających się w tę i z powrotem od nadgarstka, aż do końca paznokci. Po dłuższej chwili te same palce wsunęły się między jej palce, zamykając dłoń w mocnym uścisku. Odruchowo odwzajemniła gest.
— Wiki, nie śpisz?
— Jak mam spać, skoro pierdzielisz mi takie puste banały nad uchem? Tego się słuchać nie da — odpowiedziała cichym głosem, unosząc kąciki ust w słabej próbie uśmiechu. — I czym ty się znowu zamartwiasz? Co może być niedobrze? — dodała po krótkim namyśle. Dłuższą chwilę walczyła z ciężkimi powiekami, które same leciały w dół przy każdej próbie otwarcia oczu. W końcu przezwyciężyła obezwałdniającą senność. Jednak oślepiająca biel sprawiła, że szybko z powrotem przymknęła powieki.
— Gdzie ja jestem, Michał? Co się stało? — Zauważyła, że z każdym kolejnym słowem głos coraz bardziej jej drży. W miarę, jak mrugała, z wszechobecnej bieli stopniowo wyłaniały się kształty mebli i zarys wnętrza pokoju. Kiedy po kilku minutach wzrok już całkiem przywykł do jasności dnia, okazało się, że ściany wcale nie były białe, a poszarzałe od upływu lat. Trzy łóżka i do kompletu trzy szafki nocne plus jedna umywalka stanowiły całe wyposażenie sali.
— W szpitalu — mruknął niewyraźnie Michał.
— No co ty nie powiesz. W życiu bym się nie domyśliła — stwierdziła sarkastycznie. Nie odpowiadał, więc spojrzała na niego. Siedział zgarbiony na krześle, ukrywając twarz w dłoniach.
— Co się stało? — zapytała, teraz już łagodniej, w myślach przeklinając siebie za niewyparzony język. Zwykła najpierw mówić, a dopiero potem myśleć. A przecież wiedziała, że Michał zawsze się martwił. O wszystkich, a o nią, to już w ogóle. Tylko o sobie jakoś zapomina — przeleciało jej przez myśl.
— Zemdlałam? Upadłam? — próbowała odgadnąć, gdy dalej milczał. — No powiedz, co się stało! Bo ja nic nie pamiętam.
— Podcięłaś sobie żyły — odpowiedział po chwili wahania. Głos miał tak zmęczony, jakby każde słowo kosztowało go nadludzki wysiłek. Mówił zachrypniętym szeptem, tak cichym, że z początku nie była pewna, czy dobrze usłyszała. W pierwszej chwili wciąż jeszcze nie dowierzała, w drugiej osłupiała, sparaliżowana szokiem. Poczuła się, jakby świat ją spoliczkował.
— Co? Podcięłam sobie żyły? A-ale j-jak... Kiedy?! Jak to w ogóle możliwe, że nic nie pamiętam?! — szarpnęła się, próbując usiąść na łóżku, ale silny opór w okolicy nadgarstków pociągnął ją z powrotem na poduszki. Z niedowierzaniem spojrzała na swoje ręce przywiązane skórzanymi pasami do ram łóżka. Przeniosła wzrok na okno, za którym więcej było krat niż nieba, po czym spojrzała w drugą stronę, na drzwi. Nie było klamki.
— Jestem w psychiatryku? — zapytała głuchym głosem. Czuła, że kręci jej się w głowie.
— Tak — potwierdził Michał. W końcu na nią spojrzał. Cienie pod oczami i niezdrowo blada cera zdradzały, że tej nocy w ogóle nie spał. Powieki miał zaczerwienione i spuchnięte, a niebieskie oczy jakby poszarzały, tracąc swój naturalny, żywy blask.
— Kurwa mać — wychrypiała, z trudem łapiąc oddech. Głęboki wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i wydech. Musiała się uspokoić. Inaczej zaraz odleci. Odważyła się odezwać dopiero, kiedy serce przestało uderzać boleśnie o żebra.
— Powiedz mi, co się stało — poprosiła drżącym głosem.
— Wczoraj wróciłem z pracy i znalazłem cię w wannie. Podcięłaś sobie żyły. Byłaś półprzytomna. Ledwo cię odratowali. — Kiedy mówił, cały czas przeczesywał palcami potargane brązowe włosy. Zawsze tak robił, gdy się denerwował. Nie patrzył przy tym na Wiktorię, ale uciekł wzrokiem w kierunku zakratowanego okna. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Cisza z każdą kolejną sekundą stawała się coraz bardziej nieznośna.
— Dlaczego to zrobiłaś? - odpowiedział wręcz ze złością. — Czemu nie powiedziałaś, że coś się dzieje? Przecież wiesz, że możesz mi zaufać! — W głosie chłopaka pobrzmiewało rozczarowanie. Rozczarowanie Wiktorią, bo nie była z nim szczera, ale też samym sobą, ponieważ nie zauważył żadnych znaków zwiastujących nadchodzącą tragedię.
— Ja... Ja nie wiem. — Westchnęła, zrezygnowana. — Naprawdę nic nie pamiętam.
Wiedziała, że Michał jej nie wierzy. Z jednej strony była na niego zła, a z drugiej rozumiała — sama by sobie nie uwierzyła.
— No dobra, powiedzmy, że ci wierzę — zgodził się z ociąganiem. — Co ostatnie pamiętasz?
— Powrót do domu. Odgrzałam sobie obiad i odpaliłam Netflixa. Chyba zasnęłam w trakcie serialu. Obudziłam się w wannie. Wydaje mi się, że dosłownie chwilę przed tym, jak wszedłeś do domu, ale nie jestem pewna. Wszystko pamiętam jak przez mgłę. — Z każdym kolejnym wypowiadanym słowem uświadamiała sobie, jak niedorzecznie to wszystko brzmi. Michał w końcu odwrócił twarz od okna. Pełne sceptycyzmu spojrzenie chłopaka potwierdziło jej obawy. Prawie namacalnie czuła, jak rośnie między nimi niewidzialny mur. On nie rozumiał i nie mogła nic z tym zrobić. Nieważne, co by powiedziała.
— Muszę w końcu zadzwonić do twoich rodziców — pośpiesznie zmienił temat. Z trudem wstał z krzesła, opierając się o ramę łóżka. Na pierwszy rzut oka było widać, że ledwo trzymał się na nogach. Zawsze był szczupły, ale teraz wydawał się wręcz niezdrowo chudy, mimo że minęła zaledwie jedna noc. — Jeszcze tego nie zrobiłem. Nie miałem na to siły. — Westchnął z rezygnacją. — A poza tym ciągle zapominam zapisać sobie ich w kontaktach, a ty masz blokadę ekranu. Podasz mi numer?
Wiktoria drgnęła nerwowo.
— Nie. – Pokręciła gwałtownie głową. — Nie możesz im powiedzieć. Nie ma mowy. Przecież ja nie będę miała wtedy życia! Wiesz, jak szybko na wsi plotki się rozchodzą. Będą na mnie patrzeć jak na wariatkę. Nikt nie może wiedzieć. To musi zostać między nami! — powiedziała zdecydowanie.
— Ogłupiałaś totalnie? — Uniósł brwi w geście zaskoczenia. Myślał, że dobrze zna Wiki, ale tego się nie spodziewał — Potrzebujesz teraz wsparcia rodziny! — dodał bardziej stanowczo.
— Proszę cię, nie bądź śmieszny! Wiesz dobrze, jakie są nasze relacje! Nie chcę ich teraz widzieć, koniec kropka — stwierdziła kategorycznie.
— To twoja rodzina. Może i się kłócicie, ale zależy im na tobie — upierał się przy swoim. Przysiadł na skraju łóżka i znowu złapał Wiktorię za rękę, jakby to miało ją przekonać. Ze złością wyszarpnęła dłoń z uścisku. Zignorowała ból, który przy tym wywołały ograniczające ruchy skórzane pasy.
— Michał, powiedz mi, czy ja kiedyś zdradziłam twoją tajemnicę? Mam się przypominać, ile dla ciebie zrobiłam? I nigdy nie żądałam niczego w zamian! Teraz proszę tylko, żebyś trzymał język za zębami — odpowiedziała lodowatym tonem, krzywiąc się w duchu. Wiedziała, że gra nieczysto. Usprawiedliwiała ją tylko desperacja.
— To nie fair. Wiesz, że to co innego – oburzył się. Teraz już miał wrażenie, jakby rozmawiał z obcą osobą. Zawsze zażarcie walczyła, żeby postawić na swoim, ale w życiu nie spodziewałby się, że kiedykolwiek zagra tak nieczysto i wyciągnie jego brudy na wierzch.
— Jeśli powiesz moim rodzicom, to przysięgam, że jak tylko wyjdę ze szpitala, porozmawiam sobie z twoimi. I jestem pewna, że choćby wszyscy na naszej wsi uważali mnie za świruskę, to ta rozmowa wystarczy, żeby zasiać w nich ziarno zwątpienia. Nie są głupi. Już wcześniej coś podejrzewali, ale razem udało nam się ich przekonać, że wszystko jest w porządku. Beze mnie nie dasz rady utrzymać tego pięknego obrazka dobrego synka, w który tak chcą wierzyć — powiedziała, dokładnie cedząc słowa. Z trudem powstrzymała się, żeby natychmiast wszystkiego nie odwołać. Nie wierzyła, że właśnie to robi. A jednak. Czuła się jak najgorszy śmieć. Wiedziała, że w tej chwili bezpowrotnie straci jego zaufanie, ale nie miała innego wyjścia.
W sali zapadła niezręczna cisza, która z minuty na minutę gęstniała od niedopowiedzeń i tłumionych emocji. Wiktoria z niepewnością obserwowała, jak Michał walczy sam ze sobą. Drżał delikatnie na całym ciele. Wyglądał, jakby miotał się między pragnieniem rzucenia się na nią, a chęcią wybiegnięcia z pokoju i nie wracania już nigdy. Kiedy w końcu z trudem przełknął gniew, odezwał się cichym, zachrypniętym głosem:
— Niech ci będzie – odparł oschle.
W tym samym momencie rozmowę przerwał im przeciągły jęk starych zawiasów.
— O, świetnie, że się pani już obudziła! Liczyłem na to, że będziemy mogli spokojnie porozmawiać, póki reszta pacjentów jest na stołówce na śniadaniu! — Doktor wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi, wciskając pod pachę teczkę z dokumentacją medyczną.
— Ach, zapomniałbym! Nazywam się doktor Tomasz Marzec i będę pani lekarzem prowadzącym — przedstawił się pośpiesznie. Trochę przydługie, siwe włosy, szeroki uśmiech i opięty pasiastym swetrem brzuch wystający spomiędzy połów rozpiętego fartucha budowały wrażenie poczciwego wujaszka. Do tego obrazku nie pasowały tylko czujne szare oczy, których chłodna przenikliwość budziła w pacjentach niepokój i w jakiś magiczny, niewymagający słów, sposób nakłaniała do mówienia prawdy. Niewątpliwie w zawodzie psychiatry był to oręż dający znaczną przewagę nad pacjentem. O tak, Wiktoria w to nie wątpiła. Pod przenikliwym spojrzeniem lekarza czuła się tak bezbronna, jakby przez samo patrzenie mógł odczytać wszystkie jej tajemnice. Mimowolnie wzdrygnęła się na tę myśl. Nie mogła do tego dopuścić. Dlatego odetchnęła z ulgą, kiedy doktor przekierował swoją uwagę na Michała.
— A pan to kto?
— Jestem bratem — skłamał bez zająknięcia chłopak. Wiktoria uniosła brwi w geście zdziwienia, ale nic nie powiedziała. A, no tak — stwierdziła po chwili namysłu — musiał skłamać, bo informacji udzielają tylko krewnym.
— Ach, doskonale! Czyli rodzina powiadomiona. A co z rodzicami?
— Ojciec nie żyje, z mamą nie utrzymujemy kontaktu. — Wiki ubiegła z odpowiedzią Michała.
— Rozumiem – zgodził się niechętnie lekarz. — Jest pani pewna, że nie chce powiadomić matki? W tak trudnym dla pani okresie, przydałoby się wsparcie rodziny. W takich sytuacjach kłótnie schodzą na dalszy plan — dodał, otwierając teczkę z dokumentacją medyczną.
— Jestem pewna – odpowiedziała twardo. — Mam brata. To mi wystarczy.
— Czy to pan wezwał karetkę? — Psychiatra ponownie zwrócił się do Michała. Chłopak potwierdził skinięciem głowy.
— To dobrze. Skoro już pana złapałem, chciałbym zamienić kilka słów. — Wskazał ręką drzwi. — Normalnie rozmawiam najpierw z pacjentem, potem z rodziną, ale wygląda pan, jakby sam pan potrzebował szpitalnego łóżka, więc szybko zadam kilka pytań i proszę jechać do domu trochę odpocząć — dodał celem wyjaśnienia, patrząc na Wiktorię. — A do pani zaraz wrócę, dobrze?
Dziewczyna tylko kiwnęła głową w odpowiedzi, patrzac jak obydwoje opuszczają szpitalną salę i zostawiają ją sam na sam z czarnymi myślami.
***
— No dobrze, proszę mi najpierw opowiedzieć, co się wydarzyło — poprosił doktor Marzec, zamykając za sobą drzwi gabinetu. Michał rozejrzał się po wnętrzu. Wyposażenie było skromne i na wskroś praktycznie — biurko i dwa krzesła — jedno dla lekarza, drugie dla gościa. Oprócz tego w pokoju znajdował się jedynie regał zapełniony segregatorami z dokumentacją medyczną i nieduży stolik, na którym stał ekspres do kawy. Psychiatra usiadł w fotelu za biurkiem i wskazał chłopakowi krzesło naprzeciwko siebie.
— Wróciłem z pracy jakoś około dwudziestej drugiej — zaczął powoli Michał. — Wiki nie było w pokoju, ale w łazience paliło się światło. Wołałem ją, ale nie odpowiadała. To mnie zaniepokoiło i zajrzałem do środka. Znalazłem ją w wannie. Podcięła sobie żyły. Nie wiem, ile tam leżała, bo ja pracuję do dziewiątej, a Wiki wcześniej kończy zajęcia.
— Rozumiem — rzucił pośpiesznie doktor dla potwierdzenia, że cały czas słucha, chociaż wzrok miał skupiony na kartce, na której wszystko skrupulatnie notował. — Czy napisała ci jakąś wiadomość? Coś, co wskazywałoby, co planuje albo tłumaczyło dlaczego chciała się zabić?
— Nie, nie rozmawialiśmy od rana. No, pomijając SMS-a, żebym kupił mleko i herbatę po drodze do domu. — Michał wzruszył ramionami.
— Yhym — mruknął lekarz, nadal skoncentrowany na notatkach. — A czy zauważyłeś ostatnio jakiekolwiek sygnały, że coś jest nie tak? Czy Wiktoria chorowała na depresję? Czy była smutna, drażliwa, małomówna, a może nic jej się nie chciało? Czy ostatnio miało miejsce w jej życiu jakieś tragiczne wydarzenie, na przykład śmierć kogoś bliskiego?
— W ostatnim czasie... Raczej nie. — Chłopak zamyślił się na chwilę. — Prawie w tym samym czasie straciła ojca i przyjaciółkę, ale to było ponad rok temu.
— Rok to czasem za mało na żałobę — skwitował psychiatra. — Czy była z nimi mocno związana?
— Z ojcem nie. Był alkoholikiem. Jak sama mówiła, po jego śmierci poczuła tylko ulgę. Za to Julię traktowała jak siostrę.
— Rozumiem. Co robi na co dzień? Pracuje, studiuje?
— Studiuje zaocznie iberystykę i uczy w szkole językowej. Pochodzimy z małej miejscowości, a ją zawsze ciągnęło do podróży i poznawania obcych kultur.
— Yhym. — Kolejna linijka notatek. — Jak pana zdaniem radzi sobie w pracy i na uczelni? Ma wielu przyjaciół?
— Dobrze. Lubi to, co robi. Realizuje się w tym. Co do przyjaciół, to Wiki nigdy nie była specjalnie towarzyska, jest raczej introwertyczką, ale ma kilku dobrych znajomych, z którymi się trzyma.
— Rozumiem. Na razie to tyle, jeśli chodzi o moje pytania. Dziękuję — powiedział doktor Marzec, z głuchym trzaskiem zamykając notatnik. Michał już miał wstać, ale zawahał się i został na miejscu.
— Panie doktorze, czy mogę mieć do pana pytanie?
— Oczywiście, proszę pytać.— Psychiatra uśmiechnął się życzliwie.
— Wiktoria twierdzi, że nic nie pamięta — powiedział z wahaniem chłopak. — Mówi, że pamięta tylko, że oglądała serial, a potem obudziła się w wannie. Uważa, że mogła przysnąć na kanapie.
— A co pan o tym myśli? Myśli pan, że kłamie?
— Sam nie wiem. — Michał zmarszczył brwi w namyśle. — Wydawała się szczera, ale to wszystko brzmi absurdalnie.
— Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie na pana pytanie, skoro jeszcze nie rozmawiałem z pacjentką — uprzedził rzetelnie lekarz. — Ale pracuję już w tym zawodzie dwadzieścia pięć lat i nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, żeby ktoś zupełnie nic nie pamiętał. Jednak myślę, że powody mogą być różne. Oczywiście, po pierwsze, może po prostu kłamie. Inna wersja jest taka, że jej umysł wyparł z pamięci traumatyczne przeżycie. W takim przypadku wspomnienia powinny wrócić z czasem.
— Rozumiem, dziękuję za wyjaśnienie — odpowiedział Michał, wstając z krzesła.
— Proszę bardzo. — Marzec również skierował się do drzwi. — Ale proszę pamiętać, tak jak uprzedzałem, to tylko moje wstępne przypuszczenia. A teraz przepraszam pana, ale muszę iść porozmawiać z Wiktorią. A pan niech lepiej pojedzie do domu i się prześpi — dodał doktor, przystając w progu.
— Mogę do niej później zajrzeć? — dopytał jeszcze na odchodne Michał.
— Tak, proszę tylko trzymać się godzin odwiedzin — rzucił przez ramię lekarz, zanim zniknął za rogiem korytarza.
***
— No i wróciłem do pani! — powiedział doktor Tomasz, podsuwając sobie bliżej krzesło, na którym wcześniej siedział Michał. — Brata odesłałem do domu, żeby trochę odpoczął.
— To dobrze. Wyglądał jak chodząca śmierć — stwierdziła uszczypliwie Wiki. — Zresztą ja pewnie nie lepiej?
Lekarz nic nie powiedział, uśmiechnął się tylko. Jednak ten drobny gest był i tak już dość wymowny, żeby sama sobie udzieliła odpowiedzi.
— Porozmawiajmy o tym, co się wydarzyło — powiedział doktor, otwierając na kolanach gruby notatnik. — Brat powiedział mi, że twierdzi pani, że nic nie pamięta. — Chociaż ton głosu zachował profesjonalnie neutralny, to Wiktorii wystarczyło spojrzenie szarych oczu i już wiedziała. Jeśli wcześniej miała chociaż resztki nadziei, że ktoś jej uwierzy, to teraz mogła wyrzucić je do śmietnika. On już ją zaszufladkował. Prawie słyszała jego myśli: na bank kłamie, pewnie wcale nie chciała się zabić, ale zrobiła to, żeby zwrócić na siebie uwagę, kolejna atencyjna wariatka.
— Tak, to prawda — odpowiedziała, ale już bez przekonania. Lekarz westchnął cicho. Uświadomiła sobie, że to nie luka w pamięci była teraz jej największym problemem, ale to, jak przekonać tego lekarza, że nadal jest przy zdrowych zmysłach. Dłuższe trzymanie się prawdy nie miało sensu – ta ścieżka prowadziła donikąd, albo — co najwyżej — do długiej rezerwacji łóżka, na którym teraz leżała. Jeśli chciała się jak najszybciej stąd wydostać, to musiała prędko obmyślić nowy plan.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4761

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#2 » 4 kwie 2018, o 09:24

Nie wiedziała, czemu obudziła się taka podenerwowana.
"Dlaczego", nie "czemu".

Delikatna pieszczota palców przesuwających się w tę i z powrotem od nadgarstka, aż do zakończeńpaznokci.
Om nom nom, smaczna spacja :D
Może "końca" paznokci? Czy paznokcie mają zakończenie?

Delikatna pieszczota palców przesuwających się w tę i z powrotem od nadgarstka, aż do zakończeńpaznokci. Po dłuższej chwili te same palce wsunęły się między jej palce, zamykając dłoń w mocnym uścisku.

— Ja... Ja nie wiem. — Westchnęła, zrezygnowana. — Naprawdę nic nie pamiętam.
— Wiedziała, że Michał jej nie wierzy.
Z jednej strony była na niego zła, a z drugiej rozumiała — sama by sobie nie uwierzyła.

Tu zbędny enter.

— Rok to czasem za mało na żałobę — skwitował psychiatra. — Czy była z nimi mocno związana?
Z ojcem nie. Był alkoholikiem. Jak sama mówiła, po jego śmierci poczuła tylko ulgę. Za to Julię traktowała jak siostrę.

A tu nie ma myślnika.

— Oczywiście, proszę pytać.—– Psychiatra uśmiechnął się życzliwie.

Tu i myślnik, i dywiz.

Otwieram posiedzenie ławy oburzonych! Rozdział jest krótki i skończył się, zanim zdążyłam się zaczytać.
Widzę znajome klimaty, fajnie, że znowu zagłębiasz się w sprawy szpitala psychiatrycznego, zaburzeń/chorób, bo Alę bardzo lubiłam i było mi żal, że porzuciłaś tekst. Póki co za wcześnie, by coś mówić o pomyśle, bo tak naprawdę nie wiemy, jak sytuacja Wiktorii się rozwinie, ale na pewno będę czytać dalej.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
Posty: 1259

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#3 » 4 kwie 2018, o 18:27

Dzięki, Cam :kocham: poprawki już wprowadzone.
Co do długości rozdziału, to proszę nie gryźć! Weź pod uwagę, że tak jak już pisałam, prolog to pierwszy fragment I rozdziału, ale dodałam go osobno jako prolog, bo chciałam się zmobilizować, żeby szybciej napisać resztę :kuku:
A więc spokojnie, kolejne rozdziały będą miały około 3,5k wyrazów co najmniej. Ten z prologiem w wordzie ma 3664 :P I w takich ''częściach'' jak na razie mi się najwygodniej pisze. :D
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 908

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#4 » 4 kwie 2018, o 19:48

Przeczytałem też prolog. Pozwolę sobie zauważyć, że czarna dziura w pamięci dziewczyny po wypiciu butelki wina, nie jest niczym dziwnym, raczej standard, więc jeśli mówimy o wprowadzeniu elementu tajemniczości, to w moim przekonaniu – się nie udało.
Muszę stwierdzić, że wspomniany prolog bardziej mi odpowiada zarówno pod względem treści (bo zupełnie nie wiadomo co będzie dalej i pole domysłów pozostaje otwarte) jak i formy. Tutaj dialogi są nazbyt grzeczne, akademickie, za mało w nich emocji, wzburzenia, również tło (sceneria) nie jest zbyt wyraziste. Nie wiemy dokładnie kiedy dzieje się akcja, ale ściany z odpadającymi strupami farby i umywalka z grubą warstwą kamienia wskazują mniej więcej na lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, albo czasy wojenne. Obecnie szpitale wyglądają jednak inaczej (akurat wczoraj byłem w takim jednym, to jestem na bieżąco). Reakcja Wiki (mały szantażyk?) na zachowanie chłopaka wydaje się niezbyt prawdopodobna i nienaturalna. Jego reakcja – też nijaka. Mam wrażenie, że (na tym etapie rozwoju fabuły) pozostało jeszcze sporo niewykorzystanych możliwości.

znaleźć tą iskrę skojarzenia, która rozjaśni wspomnienia.

Zbędny wewnętrzny rym.

Dłuższą chwilę walczyła z ciężkimi powiekami, które same leciały w dół przy każdej próbie otworzenia szerzej oczu.

Napisałbym: otwarcia oczu.

— Co się stało? — zapytała, teraz już łagodniej, w myślach przeklinając siebie za niewyparzony język. Często najpierw mówiła, a dopiero później myślała. A przecież wiedziała, że Michał zawsze się martwił. O wszystkich, a o nią, to już w ogóle. Tylko o sobie jakoś zapomina — dodała w myślach.
— Zemdlałam? Upadłam? — próbowała odgadnąć, gdy dalej milczał. — No powiedz, co się stało! Bo ja nic nie pamiętam.
— Podcięłaś sobie żyły. — Ledwo go usłyszała. Głos miał tak zmęczony, jakby każde słowo kosztowało go nadludzki wysiłek. Mówił zachrypniętym szeptem, tak cichym, że z początku nie była pewna, czy dobrze usłyszała. W pierwszej chwili wciąż jeszcze niedowierzała, w drugiej osłupiała, sparaliżowana szokiem. Poczuła się, jakby świat ją spoliczkował.

Za dużo końcówek „ła”. Dalej też.
„nie dowierzała”

Z trudem wstał z krzesła, opierając się o ramę łóżka. Na pierwszy rzut oka było widać, że ledwo stał na nogach.

„wstał – stał”: powtórzenie. Może: ledwo trzymał się na nogach.

Zawsze zażarcie walczyła, żeby postawić na swoim, ale w życiu spodziewałby się, że kiedykolwiek zagra tak nieczysto i wyciągnie jego brudy na wierzch.

Chyba powinno być „ale w życiu nie spodziewałby się”.

Trochę przydługie, siwe włosy, szeroki uśmiech i opięty pasiastym swetrem brzuch wystający spomiędzy połów rozpiętego fartucha budowały wrażene poczciwego wujaszka.

„wrażenie”

biurko i dwa krzesła

Psychiatra usiadł w fotelu

Sprzeczność: miały być tylko dwa krzesła i biurko, a tu nagle - fotel.

— Rozumiem. — rzucił pośpiesznie doktor dla potwierdzenia, że cały czas słucha,

— Rozumiem — rzucił pośpiesznie doktor dla potwierdzenia, że cały czas słucha,

— Nie ma problemu.

— Jasne, nie ma problemu!

Te frazy brzmią nieco dziwnie (nienaturalnie) w ustach siwego lekarza.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
Posty: 1259

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#5 » 4 kwie 2018, o 20:36

Przeczytałem też prolog. Pozwolę sobie zauważyć, że czarna dziura w pamięci dziewczyny po wypiciu butelki wina, nie jest niczym dziwnym, raczej standard, więc jeśli mówimy o wprowadzeniu elementu tajemniczości, to w moim przekonaniu – się nie udało.

Hmmm, patrzę i patrzę, i nie widzę, żebym jasno gdzieś określiła, ile wypiła dokładnie. Jej myśl, że Michał będzie zły, to był niejako plan, że wypije pewnie sama całą, ale pytanie czy dokończyła tą butelkę zanim ''zasnęła'' ;) Ale OK, masz rację - skoro wzbudza to wątpliwości, to zmienię na coś bardziej neutralnego - może jedno piwko czy coś w tym stylu.

również tło (sceneria) nie jest zbyt wyraziste. Nie wiemy dokładnie kiedy dzieje się akcja, ale ściany z odpadającymi strupami farby i umywalka z grubą warstwą kamienia wskazują mniej więcej na lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, albo czasy wojenne. Obecnie szpitale wyglądają jednak inaczej (akurat wczoraj byłem w takim jednym, to jestem na bieżąco)

OK, wprowadzę drobne zmiany, bo pewnie i trochę przekoloryzowałam :kuku:, ale do końca się z Tobą nie zgodzę, bo ja kilka razy w tygodniu bywam w szpitalach i szczerze, nawet w obrębie jednej jednostki leczniczej - naszego UCK - na jednym terenie stoi i super-hiper-nowoczesny budynek i takie, które scenerią przypominają ubiegły wiek i całkiem nieźle by się sprawdziły jako miejsce akcji jakiegoś horroru klasy C :D
BTW, sam Netflix w prologu daje chyba wskazówkę, że to jest ''tu i teraz'' :D

Co do kosmetyki - poprawię, a co do kwestii dialogowych - przemyślę.
Dziękuję za poświęcenie czasu i wyczerpujący komentarz, Gorgi :kocham2:
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 908

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#6 » 4 kwie 2018, o 20:57

BTW, sam Netflix w prologu daje chyba wskazówkę, że to jest ''tu i teraz'' :D

Rzeczywiście, masz rację, tylko ja nie bardzo wiedziałem co to jest Netflix (musiałem sprawdzić teraz w Wikipedii), założyłem, że marka papierosów i nie zwróciłem już uwagi, że później pada hasło oglądania serialu.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
Posty: 1259

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#7 » 4 kwie 2018, o 22:50

Tak właśnie pomyślałam, że może po prostu nie używasz Netflixa i temu podobnych tworów.
Ok, większość Twoich sugestii wprowadzona. :) Wino wyrzucone, okropna umywalka też. :kuku: Dobranoc!
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017
Posty: 228

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#8 » 8 kwie 2018, o 00:28

Dobrze napisane, przyjemnie się czytało, ale rzeczywiście nie porwało tak jak prolog - będę wyczekiwać kontynuacji, bo jestem ciekawa, jak się to wszystko rozwinie. I obietnica dłuższych rozdziałów też jest zachęcająca. :D
Przy okazji chciałam pochwalić również tytuł, przypadł mi do gustu!
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi i Autor Miesiąca
Posty: 1259

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#9 » 8 kwie 2018, o 11:44

Dziękuję za komentarz i poświęcony czas Ener! :kocham:
Jednak ten rozdział zapewne powędruje do szuflady, bo wstępnie postanowiłam wrócić i kontynuować moją poprzednią opowieść - pewnie pod tym właśnie tytułem, bo mi też się spodobał (na forum stara wersja wisi jako Alicja w Krainie Czarów). Na razie jestem na etapie czytania wszystkich dotychczas napisanych rozdziałów i zapisywania sobie uwag i pomysłów zmian/poprawek, bo chciałabym to zmienić tak, żeby było bardziej kryminalne niż horrorowate, ale rozdziałów jest 13, więc muszę to dobrze rozkminić, żeby nie walnąć dziury w fabule, a zarazem, żeby opko nie straciło swojego klimatu :D
Chyba nie miałaś okazji go czytać, bo zaczęłaś się udzielać, jak ja przerwałam jego pisanie.
PS. Co do prologu, to całkiem możliwe, że wykorzystam go do Alicji, bo wydaje mi się, że to całkiem dobry fragment na początek, który wzbudza ciekawość.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1657

Złodziej wspomnień - rozdział I

Post#10 » 8 kwie 2018, o 11:49

Karen, a wiesz, że ja pomimo to Ci ten rozdział skomentuję? A później każdy rozdział Alicji z osobna. Pomimo tego, że wiele z nich zawiera już moje komentarze, to i tak wstawię nowe, ze względu na zmieniające się podejście do literatury.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość