Kroniki Wschodu i Zachodu: Punkt zwrotny historii Chapter pierwszy

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Kroniki Wschodu i Zachodu: Punkt zwrotny historii Chapter pierwszy

Post#1 » 21 cze 2016, o 21:38

Część poprzednia

Chapter pierwszy Sweet Home Alabama...

Leżał otoczony przez swoje rodzeństwo; w czasach gdy nie wymyślono centralnego ogrzewania, to było pierwotnym zamiennikiem.
Po kolorze nieba, widocznego przez otwór w dachu chaty, wywnioskował, że za moment nastanie świt.
Prawie nic nie pamiętał ze swojego dzieciństwa, po przeżyciu ponad milenium pamięć o pewnych rzeczach się zaciera. Nie mógł sobie przypomnieć nawet imion rodziców, nie wiedział co się z nimi stało po jego przystąpieniu do Akademii.
Gdy się skupił, był sobie w stanie przypomnieć w którym roku dostąpił zaszczytu dołączenia w szeregi adeptów sztuki magicznej. Mógł wtedy mieć z dziesięć lub jedenaście lat, w późniejszych wiekach zaczęto przyjmować coraz to młodszych uczniów, aż doszło to do tego stopnia, że zaczynano szkolenie w wieku czterech lat.

Zasępił się, musiałby czekać dwa lata, na maga objeżdżającego wioski w poszukiwaniu młodych talentów. Zanudzi się tutaj na śmierć, będzie musiał przyśpieszyć ten proces.
Skontrolował energię wewnętrzną swojego ciała. To było do przewidzenia, prawie jej nie było, żaden z żywiołów nie był w jakikolwiek rozwinięty.
Energia wewnętrzna definiowała ilość czystych jednostek energii będącej w każdej chwili do dyspozycji maga, natomiast jednostki przyporządkowane do poszczególnego żywiołu były używane w pierwszej kolejności do rzucenia zaklęcia wywodzącego się z danej domeny.

Opłacało się rozwijać specjalizując się w danym elemencie, ze względu, na to, że by przekonwertować pierwotną energię w dany żywioł, trzeba było znieść naprawdę potężny ból.
Z tego powodu ważna była kultywacja w jednym kierunku by zmaksymalizować swoją siłę, oczywiście potężniejsi magowie rozwijali sie w wielu kierunkach i łączyli żywioły tworząc kolejne moce, które mogły zostać ponownie połączone z kolejnym elementem. Wymagało to jednak wielkich ilości poświęconego czasu i tylko najwyżsi mistrzowie potrafili władać dużą ilością rodzajów energii.

— Jontek bierej za widły. — Usłyszał głos ojca.
Następnie brat leżący najbliżej rodziciela dostał kopnięcie w żebra. Nie zapowiadało się to dobrze.
"Będę następny w kolejności do pobudki, jeśli nie zechce obudzić leżących obok mnie sióstr" pomyślał.
Jak się okazało ojciec nie został zarażony feministycznymi ideałami i kopniak dosięgnął jedną z sióstr.
Były mag logicznie stwierdził, że lepiej nie prowokować ojca i wstał z legowiska bez zachęcających do tego kopniaków.
— Tatko, a ja bym ciał cuś zeżryć — jęknął wciąż leżący na podłodze Jontek.
— Tam macie trochę kachy — ojciec machnął ręką w kierunku stołu. — Budzić się śmierdziele.
"Kto to mówi?" pomyślał przybysz z przyszłości, " Tu wszystko daje na tysiące kroków, kałem, niemytym ciałem i zjęczałym tłuszczem."
Posłusznie jednak podszedł do stołu.
— Jędruś, ty jak zwykle najszybszy do żarcia. — Mag dowiedział się jakie nadano mu imię, które następnie porzucił wstępując do Bractwa Magów. Wszyscy wyrzekali się tam swojej przeszłości, dostawali nowe imiona i całą tożsamość.
— Z wielką chęcią, pożywię się mój drogi ojcze. — odpowiedział mały Andrzej.
— Co, kurwa? — wyraził swoje głębokie zdziwienie senior rodu — Mów po ludzkiemu.
— Eee... Tak, juz żrem. — Mag przeszedł na język tubylców.
Zapomniał już jak bardzo zacofane były tamte czasy, a co dopiero żyjąca na dalekiej od centrów wydarzeń wsi, rodzina w której się wychował.
Nie pamiętał nawet jakie bóstwo było na tych terenach kultywowane.

Podszedł do glinianego garnka pełnego jakiejś kaszy, z góry niedogotowanej, a od dołu spalonej. Stwierdził to już po nałożeniu, nawet nie musiał próbować, brzydził się tą szaro-czarną breją, ale jednak coś musiał zjeść.
Pokonując opory gardła przełknął pierwszą krupę. Mało brakowało, a zwróciłby ją na głowę jednego z młodszych braci. Żyjąc jako jeden z najwyższych magów jadł tylko najlepszej jakości dania, teraz spadł na samo dno.
Przełamując opór ciała i własnej psychiki starał się połknąć jak najwięcej, zanim rodzeństwo go ubiegnie. Będzie potrzebować sił by przeżyć dzisiejszy dzień.

Po "śniadaniu" nastąpił rozdział ról, na szczęście Jędrzeja skierowano do wydojenia krowy i zebrania jajek, po zakończeniu tego miał pomóc braciom w polu.
Zwykle to siostry się tym zajmowały, dziś jednak miały inne rzeczy do zrobienia. Magowi było to bardzo na rękę, wolał być sam by w spokoju praktykować arkana magiczne.
Gdy wszedł do obory poczuł nieziemski smród, krowy srały pod siebie i nikt tego nie wynosił.

"Trzeba to posprzątać, inaczej bydło zachoruje" pomyślał i zaczął przy pomocy magii przenosić obornik, musiał do tego użyć mocy z domeny siły.
By przyśpieszyć jeden kilogram masy potrzebował jednej jednostki magii. (jedna jednostka many= jeden niuton).
Powoli i konsekwentnie przenosił nawóz przed stodołę, a podłogę obory zaścielił słomą, niedawno ściętą trawę podał krowom do żłobu.

Nie mógł uwierzyć, że ma tak mało mocy magicznej, by zakończyć wszystkie te czynności musiał dwukrotnie czerpać energię z otoczenia, powodowało to dodatkowy ból.
Ledwo wytrzymywał przetwarzanie czystej energii w pożądany przez niego żywioł, ból z jednej strony obezwładniał, a z drugiej otrzeźwiał.
Ciężko mu było poradzić sobie z czymś co niegdyś nie warte było jego pstryknięcia. To ciało naprawdę było słabe.

Musiał jeszcze wydoić krowy, mógłby to zrobić w sposób całkowicie nie magiczny, ale po pierwsze brzydził się dotknąć wymiona krowy, po drugie nie wiedział jak to zrobić, a po trzecie brakowało mu czasu, ponieważ zamiast od razu wziąć się za swoje zadanie, zaczął sprzątać oborę.
Znał zaklęcie mogące mu pomóc w pozbawieniu krów zbędnego mleka, ale wywodziło się ono z domeny życia, włączającej w siebie całą magię leczniczą i inne dziedziny związane ze zdrowiem, mogła też kontrolować umysły zwierząt.
Kolejna domena, a miał zamiar rozwinąć je wszystkie, ponieważ w przyszłości będzie się cieszył tytułem maga wszystkich żywiołów, ale teraz warto by było się skupić na paru najważniejszych dla niego domenach.
Pomimo tego zaczął inkantację, będzie robił wszystko co konieczne by przeżyć.

Jednak nim to zrobił, ponownie użył zaklęcia z domeny siły, po to by podsunąć wiadra pod wymiona. Łatwiej by było, gdyby to zrobił ręcznie, ale wciąż potrzebował rozwinięcia szczególnie tej dziedziny.
Ona mogła być najbardziej przydatną by przeżyć w tym środowisku, przy jej pomocy mógł zastąpić większość zaklęć, wywodzących się z innych dziedzin, do pracy w gospodarstwie.
Przykładowo, by przenosić przedmioty, mógł użyć domeny powietrza, po to by zmusić wiatr do przesunięcia dowolnego obiektu. Oczywiście jedno zaklęcie drugiemu nie równe, zarówno pod względem mocy, jak i pod względem zużycia many.
W tym przypadku ciężej jest zmusić wiatr do podniesienia i odstawienia przedmiotu, niż użyć czystej siły by go przenieść. Jednak łatwiej jest wywołać huragan przy użyciu magii powietrza, manipulując jego parametrami (min. ciśnieniem), niż poruszać masę powietrza, przy pomocy elementu siły.

Przyniósł do chaty wiadra pełne mleka, konkubiny ojca nie odezwały się nawet słowem. W tym państwie praktykowano wielożeństwo, więc mężczyzna mógł poślubić dowolną ilość kobiet, jeśli tylko był w stanie je utrzymać.
Chłopi, nawet ci bogatsi, nie mieli prawa najmować służby, więc kolejne osoby do pomocy w gospodarstwie, były mile widziane. Jego biologiczna matka, zmarła w trakcie porodu siostry, a dziewczynka również nie przeżyła.
Wszystko to z powodu koszmarnych warunków higienicznych panujących w chacie, oraz zostawieniu na pastwę losu rodzącej kobiety. Oczywiście mag zdążył o tym zapomnieć przez milenium, ale teraz wspomnienia odżyły.
Mistrz zawsze zastanawiał się nad fenomenem ludzkiego umysłu, bo była to jedyna część ciała, której nie potrafili zgłębić magowie.

Poszedł do kurnika i ponownie używając magii siły zebrał jajka do niewielkiego koszyka. Było ich mało, ze względu na nieliczny i zamknięty w ciemnym wnętrzu kurnika drób.
Były to wynędzniałe i chude kurki, które ledwo były w stanie wydziobać resztki ziaren z klepiska. Tutaj również Andrzej postanowił posprzątać, ponieważ jeśli już nie wybuchła jakaś epidemia wśród kur, to było jej stanowczo za blisko.
Mag brzydził się wszystkim co go tutaj otaczało i z powodu unoszącego się fetoru prawie zwymiotował.

Z ulgą opuścił byle jak sklepany budynek i powrócił do kuchni, niosąc jajka w wiklinowym koszyku. Następnie ruszył na pomoc braciom obrabiającym pole.
Zanim jednak tam poszedł usłyszał jęki dochodzące z jednej z izb chaty, zajrzał po to by sprawdzić źródło dziwnego dźwięku. Gdy uchylił lekko kotarę nadgryzioną przez mole zobaczył swojego ojca ujeżdżającego jego dwunastoletnią "siostrę".
Zrozumiał czemu dziś nie mogła wykonywać wyznaczonych jej obowiązków. Ten świat był bardziej chory, niż go zapamiętał.

Część następna
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

Kill336
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 16

Kroniki Wschodu i Zachodu: Punkt zwrotny historii

Post#2 » 27 cze 2016, o 22:44

Fajne i ciekawe opowiadanie. Temat mnie chwyta, bo jest napisany bez zbędnego biadolenia o kolorach chmur, zielonej trawce i o wszelkich kolorach oczu wszystkich obecnych. Historia ma swój surowy klimat. Mag wrócony do przeszłości, trafiający w czas swojego dzieciństwa, bez byłej mocy. Na razie nie można powiedzieć wiele o jego charakterze poza tym, że jest zdolny do wielu okrutnych rzeczy, co pokazał w pierwszym rozdziale. Drugi prezentuje się już nieco inaczej - mag jest inny, zachowuje się ulegle, co mnie zdziwiło. Z pewnością będę śledził i czekał na kolejne rozdziały. Weny!
Przecinki nadal Ci trochę leżą, ale nie jestem dobry w poprawianiu błędów, więc zostawię to komuś innemu ;)
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Kroniki Wschodu i Zachodu: Punkt zwrotny historii Chapter pierwszy

Post#3 » 22 kwie 2018, o 13:35

Dziękuję bardzo za komentarz :D
Co do uległości, to mag jest jak na razie pozbawiony większości swojej mocy, musi ustabilizować swoją energię itd. Woli (jeszcze) nie drażnić zbytnio swojej rodziny.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości