Kroniki Wschodu i Zachodu: Punkt zwrotny historii Chapter trzeci

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1743

Kroniki Wschodu i Zachodu: Punkt zwrotny historii Chapter trzeci

Post#1 » 29 sie 2016, o 00:33

Część poprzedniaCzęść pierwsza
Chapter 3 Idziemy przez las

Las pachniał rozkładem, było gorzej niż sobie to zapamiętał, a w jego pamięci kwalifikował się jako "traumatyczne przeżycie z dzieciństwa". Przez bór wiodła wąska ścieżka prowadząca do sąsiedniej, odległej zaledwie o dwa tysiące pięćset siedemdziesiąt osiem kroków, równie zapadłej wsi.

Andrzej zdecydował się pójść głębiej w puszczę, zamiast iść przecinką, ponieważ w tak starych lasach jak ten, mógł trafić na coś naprawdę rzadkiego, jak cenne zioło lub minerał. Oczywiście wiązało się to z pewnym zagrożeniem, ponieważ takie surowce znajdowały się w pobliżu magicznych miejsc, a te były ochraniane przez różnorakie stwory.
Wolał więc uciekać niż stawać do walki z różnego rodzaju leszymi, dzikimi myśliwymi, biesami, bobami, lichami, borowymi, matochami, a podobno w odległej przeszłości na ziemiach tych pojawił się nawet trusia, więc młody mag uważał na każdego zamieszkującego okolicę węża.
Najgorsza była rozmaitość pradawnych stworzeń mogących zamieszkiwać prastarą puszczę. Takie miejsca najpewniej nigdy nie zostały tknięte stopą ludzką, a jeśli tak, to stopa była konsumowana razem z jej właścicielem.

Andrzej był ostrożny w szacunkach zagrożenia, w przyszłych czasach nie bałby się wejść w taką głuszę, ponieważ nim jakikolwiek potwór by się zbliżył, zostałyby z niego zaledwie tlące się szczątki. Teraz jednak było inaczej.
Uważnie przyglądał się każdej gałęzi, każdemu korzeniowi oraz roślinie rosnącej w glebie i całemu runu leśnemu. Tutaj miała się odbyć prosta wycieczka w celu zdobycia składników, a nie epicka i legendarna wprawa przeciwko plugawym monstrom zamieszkującym swe prastare leża.

Jedyną rzeczą, której potrzebował były najgorszej, jakości zioła zwiększające prędkość rozrostu żył i źródeł mocy. Miał nadzieję znaleźć tu choćby najpospolitsze składniki, ponieważ nie zamierzał pozostawać zbyt długo w rodzimym domu. W Akademii da radę sobie załatwić najlepsze w tych czasach mikstury zwiększające przyrost mocy.
Oczywiście jak na złość nie mógł odnaleźć żadnych przydatnych ziół, zebrał zaledwie parę gatunków uśmierzających ból i przyśpieszających zasklepianie się ran. Przy ograniczonym potencjale magicznym przestrzeń pozawymiarowa, w której mógł przechować przedmioty, nie pozwoli na zgromadzenie zbyt dużej ilości ziół.

Brnął, więc przez głuszę klnąc pod nosem i złorzecząc swojemu losowi, z jednej strony mógł ocalić przyszłość i znany mu świat, z drugiej jednak nienawidził słabości, jaką teraz reprezentował. Musiał zwiększyć swoją siłę za wszelką cenę.
Przez przypadek potracił niewielkiego zaskrońca, po chwili stanął jak wryty. "Oby to były tylko legendy i bajania starych bab." — Prosił w swoich myślach. Bał się, że starodawne opowieści o wielkim wężu mającym leże w tym lesie, okażą się prawdą.
Nie usłyszał huku, ani innego głośnego dźwięku, było wręcz na odwrót, pradawna puszcza ucichła. Nie słychać było nawet szmeru. Andrzej zmobilizował wszystkie siły i zgromadził swoją energie, mieszając i umieszczając ją tak by pomogła mu w ucieczce. Wzmocnił w szczególności nogi i oczy.

Po chwili coś otarło się o jego policzek. Czuł, że miało łuskę, a nie skórę, chciał brać nogi za pas, lecz te odmówiły mu posłuszeństwa. "Już nie żyję" — podsumował w myślach, zgodnie z jego wiedzą nie miał szans z pradawnym stworem.
Trusia, bowiem była pradawnym gatunkiem węża, który opiekował się swoimi mniejszymi pobratymcami i stawał w ich obronie. Nawet żyjące na dalekim południu szczepy jaszczuroludzi oddawały jej cześć. Uznana została przez Akademię i Radę, za wymysł i bóstwo, a teraz za tą arogancję z przyszłości miał zapłacić Andrzej.

— Przepośśś — rozległo się tuż przy jego uchu. Rozpoznał język sassunszi, którym posługiwały się niektóre plemiona reliptian.
— Przepraszam! — Wydarł się na cały głos mag.
— Ciciszej. Tutaj należy szanować ciciszszę, wydzierać się możesz w swojej oborze, wieśśśniaku.
— Przepraszam — powtórzył szeptem Andrzej, jednocześnie odzyskując władze nad ciałem i mimowolnie się kłaniając, zastygłemu w bezruchu zaskrońcowi, którego wcześniej przydeptał.

Bał się, jak nigdy wcześniej, ponieważ legendy nie mówiły nigdy nic więcej, niż tylko o wyglądzie demona z pradawnych opowieści. Jedyną wiadomą rzeczą, było to, że potrafił się perfekcyjnie ukrywać przed wzrokiem człowieka.
— Grzrzrzeczny chłopiec. Nie depcz nigdy więcej żadnych gadów, dobrzrzrze?
To nie było pytanie, choć miało na tak brzmieć. Andrzej zrozumiał je, jako rozkaz. Dalej jednak nie dostrzegał stwora, choć szept cały czas się sączył do jego uszu.
"Uszu?" — Pomyślał mag. — "Ten stwór używa telepatii."
Gryzła go chęć poznania zagadkowego, legendarnego potwora, miał smykałkę do penetrowania niezbadanych miejsc i starał się być we wszystkim pierwszy, ale było to już w czasach, gdy został uznany za jednego z najlepszych magów.
— Pokaż się, lubię wiedzieć, z kim rozmawiam.
— Odmawiam. — Trusia ucięła temat.
— Znasz ten las, możesz mi wskazać, gdzie rosną zioła naukowo nazywane: Polygonum aviculare, Oxalis fontana oraz Hyoscyamus niger?
— To chyba mogę dla ciebie zrobić... A po co ci one?
— Przyznam się szczerze, że potrzebuję ich by wykonać miksturę zwiększającą prędkość wzrostu mojego potencjału magicznego.
— Ach tak? Więc mogą one posssłużyć do czegoś takiego... Pomogę ci, ale w zamian masz mi darować butelkę tego sssspecyfiku.
— Właściwie to wyraziłem się nieprecyzyjnie, jest to tabletka, ale skoro chcesz mogę ci jedną podarować, gdy już taką sporządzę.

Andrzejowi się coś nie zgadzało: Po co tak potężnemu stworzeniu tabletka podrzędnego leku magicznego?


Trusia to wielki, kilkunastometrowy wąż, występujący niegdyś w górach i lasach całego dorzecza Raby. Mimo imponujących rozmiarów potrafił on w sobie tylko znany sposób unikać ludzkiego wzroku. Robił to zadziwiająco skutecznie. Niejeden góral z Rabki czy Rokicin nie miał pojęcia, iż w jego gospodarstwie, w norze wykopanej pod stajnią lub oborą, żyje olbrzymi gad. Gorzej, gdy nieświadomy gospodarz próbował zabić lub zranić jakiegoś bezbronnego zaskrońca lub jaszczurkę. Rozwścieczony tym widokiem trusia rzucał się do ataku, a człowiek dowiadywał się o jego obecności na chwilę przed własną śmiercią.
P. Zych W. Vargas Bestiariusz Słowiański s.186
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości