Ogień

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Ogień

Post#1 » 22 cze 2018, o 10:39

Pociemniało. Ciężkie chmury zasnuły nieboskłon, zmieniając barwy i kształty wszystkiego dookoła. Raz po raz grzmot przewalał się człowiekowi nad głową. On stał, patrzył i słuchał.
Nagle niebo zajaśniało oślepiająco i pękło. Błysk i huk rzuciły go na ziemię. Został przygnieciony przez siłę, która nie zadała mu bólu.
Przeżył już kiedyś coś podobnego w czasie polowania, gdy ranny koń kopnął go w bok. Padł jak teraz, ale wtedy bardzo bolało i bolało jeszcze długo potem.
Teraz upadł bez bólu. Leżał z twarzą w trawie półprzytomny, ogłuszony i oślepiony, ale żył. Powoli wracała mu świadomość, a wraz z nią nadszedł strach - siła, która każe uciekać lub zabijać.
Chciał uciec. Podniósł głowę, ale to, co zobaczył, nie pozwoliło mu wstać. Przed nim płonęło drzewo. Złamane, paliło się szarpanym przez wiatr płomieniem.
Nigdy jeszcze nie widział ognia, a ten widok przewyższał wszystko, co znał dotychczas. Ogień ciągle zmieniał kształt. Strzelał w górę lub pochylał na boki, rósł lub malał, dzielił się na części przeskakujące pomiędzy gałęziami, a potem łączył w jedność obejmującą całe drzewo. Zmieniał kolor, zanikał i wybuchał jeszcze większym światłem. Burza tymczasem przeszła, wiatr ucichł, a człowiek ciągle leżał i patrzył. Drzewo płonęło coraz słabiej, rozpadając się powoli na wiele dymiących kawałków. Wygasła też trawa i pobliskie krzaki. Ogień zanikał wraz z zachodzącym słońcem.
Wtedy człowiek wstał, podniósł z ziemi kamień i ruszył w stronę drzewa. Skradał się jak do zwierzyny. Bał się, ale strach zagłuszało uczucie, którego do tej pory nie znał - ciekawość.
Tuż, na wyciągniecie ręki leżała gałąź - jasna i ciepła. To było dziwne. Znał ciepło kamieni nagrzanych słońcem i ciepło innego człowieka, ale nie znał ciepła gałęzi. Był bliżej i bliżej. Już palce prawie dotykały drewna, gdy nagle ono złamało się, trysnęły iskry i błysnął płomień. Odskoczył, wzniósł rękę do ciosu i czekał na atak. Obserwował gałąź uważnie jak przyczajonego węża, ale ataku nie było.
Ostrożnie podchodził bliżej i bliżej, czuł już ciepło gałęzi i... chwycił ją. Ścisnął mocno i wtedy nieznany ból poraził mu dłoń. Puścił gałąź i uderzył ją kamieniem. Atak za atak. Posypały się iskry. Drewno pękło, jakiś czas świeciło i ściemniało. Uderzył ponownie. Znowu trysnęły iskry i gałąź zamarła. Jakiś czas obserwował ją jak jadowitego węża, którego nie wolno chwytać w dłoń, ale wydawała się być już martwa. Zbliżył powoli dłoń i dotknął jej ostrożnie. Była bardzo ciepła, ale już nie gryzła jak poprzednio.
Uspokoił się. Ostrożnie wszedł w krąg wypalonej trawy przy drzewie. Zapadł już zmierzch, więc widział tylko rozżarzone węgielki rozsiane po ziemi i smużki dymu. Nie bał się już ich, a wręcz zrozumiał, że dają one przyjemne ciepło chroniące przed chłodem nocy. Usiadł na ziemi i po chwili usnął.
O świcie obudził się zdrętwiały z zimna. Dookoła leżały spopielone kawałki drewna pogaszone poranną rosą. Zaczął je potrącać w poszukiwaniu ognia i ciepła - nadaremnie. Ogarnęła go złość. Zaczął bić je kamieniem, łamać i rozrzucać. Czasem jakiś kawałek był cieplejszy, ale ognia w nim nie było. Po gniewie przyszła rezygnacja i siły go opuściły.
Znał już to uczucie. Kiedyś długo czatował na brzegu rzeki, aż w końcu podpłynęła wielka ryba. Uderzył celnie. Ryba znieruchomiała i przewróciła się na bok. Gdy chwycił ją w rękę, nagle ożyła i umknęła. Wtedy też ciskał kamieniami z bezsilnej złości i długo potem siedział na brzegu osowiały i głodny.
Teraz też poczuł głód. Wstał więc i pobiegł w stronę rzeki, gdzie powinni być pozostali członkowie jego gromady. Byli tam. Wiedział, że będą, bo nie zjedli jeszcze do końca świeżo upolowanego kozła.
Zwierzę leżało tam, gdzie upadło. Obdarty ze skóry jego bok był już prawie ogołocony z mięsa. Łaziły po nim mrówki i muchy. Podszedł, odwrócił kozła i próbował zedrzeć skórę z drugiej strony. Sam nie dałby rady, ale chłopiec z blizną na szyi pomógł mu i wspólnie oskórowali drugi bok zwierzęcia. Zaraz też podeszło kilku z gromady i wyciągnęło ręce po świeżo odsłonięte mięso. Odpędził ich. Potem oddarł kawał mięsa i odszedł w cień.
Jadł powoli, patrząc na gromadę. Odpędzeni wrócili i odrywali kawałki mięsa, jeden z chłopców oglądał zranioną stopę, dwie kobiety zajęte były iskaniem - gromada żyła normalnym życiem.
Zjadłszy, wstał, uniósł ręce i przywołał współplemieńców. Powoli podchodzili i patrzyli na niego z wyczekiwaniem. Gdy otoczyli go ciasnym kręgiem, zaczął stopami wybijać takt drobnych kroczków i rozpoczął swój taniec-opowieść. Najpierw pokazał, jak szedł długo i jak niebo zaciągnęło się chmurami. Oni mrucząc, miarowo kołysali się na boki. Rozumieli jego opowieść. Byli tam razem z nim i czekali na burzę. Potem krzycząc, pokazał wielki grzmot i swoje przerażenie. Tańczyli razem z nim, krzyczeli głośniej i rozumieli.
Następnie pokazał płonące drzewo i swój strach. Zatrzymali się i przestali krzyczeć. Patrzyli, chłonęli każdy jego gest, czekając dalszego ciągu opowieści. Wpadał w taneczny trans. Pokazywał, jak walczył z nieznanym i jak nocą było mu ciepło pomiędzy ognikami. Wtedy zauważył, że już go nie słuchali. Rozchodzili się. Nikt już nie tańczył razem z nim. Zostawili go tak, jak nieraz zostawiali człowieka, który upadł i przestał oddychać. Odeszli od niego. Nie byli już ciekawi jego opowieści. Nie rozumieli go. Został sam.
Po kilku dniach gromada ruszyła, bo potrzeba zdobycia jedzenia nakazywała pochód. Wysforował się na przód i skierował w stronę spalonego drzewa. Inni poszli za nim. Znalazł to miejsce już bardzo zmienione. Wiatr rozwiał popiół, a przez spaloną trawę prześwitywała świeża zieleń.
Pokazał im pień spalonego drzewa i rozrzucone gałęzie. Pokazał tę, z którą walczył i zaraz kilka rąk na raz sięgnęło po nią. Kruszyła się, a w dłoniach zostawały zwęglone kawałki i popiół. Ktoś dotknął ubrudzoną popiołem dłonią piersi i ślad jej pozostał na skórze. Wtedy inni też zaczęli mazać się popiołem po twarzach i piersiach. Cieszyli się, pokazywali się jemu i sobie nawzajem.
Usiadł z boku i patrzył na rozbawioną gromadę. Chciał im pokazać miejsce, gdzie przeżył coś niezwykłego, ale oni go nie zrozumieli. Myśleli, że przyprowadził ich tu po to, żeby dać im popiół do malowania się.  Że chciał, by kobiety wyglądały pięknie z paskami na brzuchach, a mężczyźni wspaniale z uczernionymi twarzami.
Po chwili w pobliżu pojawiło się stado antylop. Jedna z nich kulała i wyraźnie zostawała w tyle. Gromada z krzykiem dopędziła ją i zabiła kamieniami. On nie pobiegł z innymi. Powoli ruszył ostatni i zanim doszedł, gromada już rozpoczęła ucztowanie. Rozstąpiła się jednak przed nim, a chłopak z blizną podał mu kawał wątroby. Wziął, odgryzł kęs i wtedy inni z powrotem rzucili się do jadła. Jedząc, wciąż spoglądali na niego, a ich spojrzenia mówiły: „To on nauczył nas zdobić nasze ciała, on doprowadził do antylop i dał nam jeść. Jest mądry. Niechaj nas dalej prowadzi.”
Został ich wodzem, ale był samotny ze swoimi wspomnieniami o piorunie, ogniu i strachu.
Oni go nie rozumieli. 
 

Tagi:

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

Ogień

Post#2 » 23 cze 2018, o 23:24

...i tak już zostało.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Ogień

Post#3 » 24 cze 2018, o 12:35

szczepantrzeszcz pisze:...i tak już zostało.


Święta racja. Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1493

Ogień

Post#4 » 24 cze 2018, o 13:01

Tekst ciekawy, klimatyczny. Rozumiem, że przez samą tematykę język, którym pisałeś jest w miarę prosty i też nie jestem maniaczką usuwania wszystkich powtórzeń i szukania na siłę innych słów, ale na początku jest trochę tego nadmiar, więc to jedna tylko moja sugestia do rozważenia - chociaż kilku bym się pozbyła:
niebo, niebo, niebo, upadł, upadł, uciekać, uciekać - a to tylko pierwsze 10 linijek tekstu;
potem w 1 akapicie trzy razy mamy ogień. Kolejny akapit - 5 razy gałąź.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Ogień

Post#5 » 24 cze 2018, o 17:51

Karen pisze:niebo, niebo, niebo, upadł, upadł, uciekać, uciekać - a to tylko pierwsze 10 linijek tekstu;
potem w 1 akapicie trzy razy mamy ogień. Kolejny akapit - 5 razy gałąź.


Dziękuję Karen za wizytę.
Masz rację co do tych powtórzeń. Nie zauważyłem ich. Popracuję nad tym.
Pozdrawiam. :-D

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1041

Ogień

Post#6 » 24 cze 2018, o 19:48

Zmieniłeś tematykę. Znakomicie. Również świetnie ujęte. Zachęcam do kontynuowania takiej i podobnej tematyki; jawi się szerokie pole do działania.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Ogień

Post#7 » 25 cze 2018, o 09:17

Gorgiasz pisze:Zmieniłeś tematykę. Znakomicie. Również świetnie ujęte. Zachęcam do kontynuowania takiej i podobnej tematyki; jawi się szerokie pole do działania.


Nasmarowałem jeszcze dwa podobne kawałki i niedługo je pokażę.
Pozdrawiam.

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 223

Ogień

Post#8 » 15 wrz 2018, o 12:56

Po tagach spodziewałem się statków kosmicznych :(. Przyjemne opowiadanie, lekko się czytało. Nie żal mi tego dzikusa ani trochę.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Ogień

Post#9 » 15 wrz 2018, o 16:34

Mszczuj pisze:Po tagach spodziewałem się statków kosmicznych :(. Przyjemne opowiadanie, lekko się czytało. Nie żal mi tego dzikusa ani trochę.

Dziękuję Ci za wizytę i komentarz.
Pozdrawiam.

Kawka
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 485

Ogień

Post#10 » 20 wrz 2018, o 17:40

A kawce się podobało.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości