Nikifor wrócił

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Nikifor wrócił

Post#1 » 31 sie 2018, o 11:01

Od autora:

Nie chcę obnosić się ze wspomnieniem pewnego przykrego wydarzenia jak ze sztandarem. Nie przyznaję się do niego nawet przed sobą, było, minęło. Najgorsze mam już za sobą, łzy dawno wyschły. Podobno nie ma tego złego, co nie wyszłoby na dobre. Trudno się z tym nie zgodzić.
Gdyż wtedy, w nocy, na zalanej deszczem drodze spotkałam przyjaźń, która lśni do dziś niczym skarb podany mi na tacy.
Zawsze jesienią, gdy słońce staje się obojętne, stęskniona wracam do starszej kobiety, właścicielki starego, zabytkowego domu w Krynicy Zdrój.
Agata, bo o niej mowa, z dumą i szacunkiem nosi w sobie odchodzący w niepamięć świat. Może o nim opowiadać do końca życia. Słuchając, wybucham śmiechem, żartując, że nawet przedmioty skłania do słuchania.


*****

Ostatniej jesieni, jak zwykle pod koniec października, do pociągu wiozącego mnie do Agaty, obok kapci i ciepłego szala, przypadkowo zabrałam do plecaka tomik poezji Zbigniewa Herberta. Być w Krynicy i nie myśleć o Nikiforze, zreflektowałam się, czytając cudowne strofy wiersza...

Zagadnęłam o niego moją gospodynię, prawie natychmiast po powitaniu.

— O nie! Co ci przyszło do głowy? — wyrzuciła szczerze zaskoczona. — Od śmierci Nikifora minęło już pół wieku. Świat przebudził się, uznając go za wielkiego, ale pozostało poczucie winy, nie zawsze wyraźnej, nie zawsze i nie we wszystkim oczywistej. Niewiele można naprawić, cofnąć, zmienić, ale niech to nie brzmi jak zarzut. Ludzie lubią to, czego ich nauczono lubić. Rozumiem, że istnieją sprawy ważne i mniej ważne, pilne i nie pilne, z sensem i te bez sensu.3 Szkoda, że akurat dziś pytasz o niego, bo łamie mnie w kościach, pewnie na deszcz.

Zerknęłam, Agata wyglądała naprawdę marnie, ale nie traciła zapału.

— Tchnął ducha sztuki w moją rodzinę, złego słowa na niego nie powiem. To szczególny człowiek i malarz, osobliwość Krynicy, o biografii niezgodnej ze schematem bajki, ani życia, ciągle pełnej tajemnic. Malowanie było dla niego sensem egzystencji, sposobem na przebłaganie świata.2 Nieurodziwy, drobnej postury, trochę białawy jak to gruźlik. Nie zdejmując dziurawego kapelusza, malował na makulaturze pędzelkiem wyleniałym jak mysi ogonek.1 Szedł za głosem pasji, każdy ma prawo. Był z tych, którzy nie potrafili robić czegoś lepiej, a czegoś gorzej. Lubił te swoje obrazki, głaskał je i tulił. Nikt o nim nie chciał słyszeć, dopóki sam nie wlazł w oczy. Odmieniec drażnił, obrzucali go wyzwiskami, robili dudka, krążyły po mieście wierutne kłamstwa. Przemoc ujawnia chorobę myśli.

— Przykro słuchać.

— Cóż, brzydota przemawia pięknem.3 Ze spuszczoną głową, w niedbale sklejonych okularach dalej trwał przy przyulicznym murku i malował krajobraz krynickich uliczek i ciasnych podwórek. Widział rzeczy takimi, jakie są, a nie takimi, jakie chciały być widziane. Babka podchodziła po zrobionych zakupach, zainteresowana osobą i niezwykłymi malunkami, często nie większymi od kartki papieru zeszytowego. Gdy trącała go łokciem, robił się czerwony i dalej jak kamień. Sztuka potrzebuje rozmowy, a on, jakby nie słyszał, bał się złych języków.

— A może był głuchoniemy?

Agata prawie się zakrztusiła z wrażenia.

— Ach, te plugawe plotki i wybujałe legendy! Zaprzątają umysł, siejąc chwasty. Ludzie nie mają szacunku do tych, co nie potrafią się jasno i foremnie wypowiedzieć, zawsze coś dopiszą dla uciechy lub skandalu. Szkoda czasu na dyrdymały.

Zawstydziłam się.

Dudnienie deszczu o parapet stawało się nieznośne, przeszłyśmy do jadalni. Było ciszej i mieściła wygodne fotele. Agata usiadła naprzeciwko i po chwili skupienia...

— Z czasem oswoił się, dzięki sile sprawczej babci. Siadał w ciemnym kącie naszej kuchni, i uśmiechał się półgębkiem, jakby przepraszając. Z przymkniętymi powiekami studiował kształty przedmiotów i mebli. Przyczyną były kłopoty ze wzrokiem, ale kuchnię to on umiał namalować. Chyba dawała poczucie bezpieczeństwa, kojarzył ją z ciepłem. 2 Pachniała rosołem, wekowanym kurczakiem, gęsią lub konfiturą. Częstowany uniżenie dziękował, obejmując rękami ciepły talerz. Wszystko dokładnie, powoli. Śliwek nie lubił, idąc przez ogród, deptał je w niemym zapale. Plamiły słodkim sokiem sfatygowane spodnie, ale tego nie zauważał. Zimą ciągnął za sobą zapach śniegu, jesienią wnosił butami odór wilgoci i czarnego błota ścieżki, mieszały się z gorzką wonią starej szafy i biedy. Nikifor nie wadził domownikom. Nie wolno mu przeszkadzać. Żal było: ani ciepłego domu, ani dzieci, od urodzenia skazany na nędzę. W skupieniu dobierał kolory, rozmazując krople akwareli na świeżo umytej podłodze. Pod jego ręką farby traciły surowość, jaśniały tęczą. Taki jesteś zdolny, a nigdy nie malowałeś na sztalugach; nie miałeś palety, chwaliła go babka. Był patriotą. W czasie akcji Wisła, za karę, wywożony w odległy koniec Polski, wracał do Krynicy, na stare śmieci. Ścierał rękawem marynarki niewidzialny kurz, zasiadał na końcu kuchennego stołu i nic nie mówił, bo i po co. Myślami był daleko, bez miary. Rozmowny to ty nie jesteś, drogi Epifaniuszu, powtarzała babcia, widząc jego smutek. Bóg, sędzia ostateczny, też o nim zapomniał, kiedyś wspomniała, podtykając pod nos żółknącą fotografię malarza, wyciętą ze starej paryskiej gazety.

Agata przerwała na moment. Był w Paryżu? Oczy zapłonęły, poczułam przez skórę, że w walizce wspomnień Agaty, coś znajdę, jakąś nową opowieść o Nikiforze, coś, czego nie ma w oficjalnych przekazach.

— Nie przerywaj, proszę — szepnęłam.

— Dziewczyno, sumienia nie masz, przestań mnie o niego wypytywać. Jestem introwertyczką, wolę słuchać.

Otarła ręką spocone czoło. Zastygłam, nie zmniejszając czujności. Opowiadanie wciągnęło i nie chodziło o te minuty słuchania. O pobycie Nikifora w Paryżu ani słowa, szkoda. Przed oczami stanęły zapamiętane frazy poruszającego wiersza Herberta. Zadumę przerywał niepokojąco spokojny głos Agaty.

— Te uderzenia gorąca mogą człowieka wykończyć, ale jak chcesz słuchać... Nikifor przegrywał za życia, nie on jeden. Ludzka zazdrość, małostkowość, okrutna znieczulica potrafią zabić najtwardszego. Przykład Vincent van Gogh.

— Niech to szlag!

— A ciebie, co ugryzło? To nic nowego — wybuchła. — Pomniki stawiają, otwierają zdziwione oczy, laurki piszą, ale wtedy, gdy jest za późno, gdy człowieka już nie ma. Taki ten świat. Nikifor swoimi obrazkami wystawił sobie pomnik, oczywiście skrojony na jego miarę. Długo nikt nie interesował się jego twórczością, nie kupował malunków. Za to Nikifor miał czas na oprawianie ich w cieniutkie papierowe ramki, niektóre opatrywał datami. Jeden przechowałam, prezent dla babci. Cudny domek, taki, jakich jest wiele w Krynicy. Nie była to zawiła kompozycja, na starym opakowaniu po czekoladzie, namalowana akwarelami, ze zwykłą jemu prostotą i z zaskakująco małą ilością detali. Sprzedałam tutejszemu księdzu... Przypiął się do mnie, stara pijawka. Nie pytaj za ile! Potrzebowałam pieniędzy, za czasów komuny bywało ciężko. Gdy o tym pomyślę, serce rwie się na strzępy. Szmat czasu... doprawdy, gdyby mi teraz przyszło wybierać...

W moich oczach pojawił się wyraźny znak zapytania, nie uszedł uwadze Agaty.

— Nad czym tak myślisz? Znam tą kwaśną minę.

— Znowu się zamyśliłam, aż tak mocno widać?

— Chwileczkę, niech zbiorę myśli. To, co opowiem, łączy się ze wspomnianym obrazkiem. Drobiazg, ale ciekawy, anegdota.

Agata wskazała na ścianę szczelnie obwieszoną starymi fotografiami i rysunkami.

— To pies???

— Zgadłaś, to Łatka, ukochany przybłęda. Pokazywał głowę i serce. Zerkał ciekawsko na wszystko, czupurny, inny niż pozostałe psy. Ten obrazek narysowała moja mama, prawda, że rzadki bohomaz. W naszym domu było kilka psów. Nikifor omijał je z daleka i w nadzwyczajnym pośpiechu. Babcia twierdziła, że wszystko, co otacza człowieka, istnieje tylko dla jego dobra, a psy okazują bezinteresowna miłość. Nikifor, człowiek niezwykle serio, uwierzył w te psie uczucia, gdyż piesek ciągle kręcił się przy jego nogach, lizał kostki, domagał się pieszczot. Naszego Łatkę było stać na wiele, a raczej pchły jego. Obsiadły buty malarza, pogryzły łydki. Dla Nikifora okazały się strapieniem i przeszkodą nie do pokonania. Gdy w domu są psy, pchły to zwykła rzecz.

Porażona beztroską Agaty uśmiechnęłam się.

— Trochę jak w kiepskiej tragedii. Nikifor na odchodne nie tylko kopniakiem potraktował pupila. Piesek okulał, był jakiś niemrawy, biedactwo. Nigdy nie widziałam nic smutniejszego, niż ten milczący, mały mężczyzna okładający laską przerażonego pieska, zapisała w pamiętniku. Łatka poprzysiągł zemstę. Zwierzę też myśli. Długo nie trzeba było czekać. Miał pewną tajemniczą właściwość: nie sposób go było przywołać do porządku, chadzał jak kot własnymi drogami. Kiedyś wrócił przed kolacją z rzeczonym obrazkiem w zębach. Babcia nie wierząc własnym oczom, wpadła w furię. Obrazek jest zmarnowany, dokładnie obśliniony, z ledwo widocznym konturem domku. Zuchwalstwo! Taki wstyd!, krzyczała. Kradzież miała miejsce w biały dzień, wśród tłumu turystów. Nikifor stał bezradnie, siny z zimna, nie zaskoczył od razu. Całe miasto się śmiało, akurat na ulicach trwał jakiś konkurs. Taki obraz zachowała we wspomnieniach. Miał pomysły ten piesek.

— Widocznie, na Łatkę nastał czas rozliczeń. Zawsze znajdą się ludzie, którzy poddadzą ten przykry incydent w wątpliwość — wtrąciłam.

— Babcię Nikifor też zdumiał odejściem. Co było robić, poprosiła o spotkanie. Ledwo zamienili kilka słów. U niej zadziałała gorliwość, zawsze starała się zrozumieć i usprawiedliwić czyjeś błędy. Okazał się nieprzejednany. Potem, długo miotała się w kuchni, wierciła i sapała, aby na końcu przypalić konfiturę. To był fakt historyczny, wcześniej się nie zdarzało...

— Zabawne — zagulgotałam.

Agata spojrzała z ukosa i odebrało mi głos.

— Moja droga, może to i śmieszy, ale dla babci sprawa była wielce wstydliwą. Nikifor nie chciał przyjąć z powrotem, skalanego kontaktem z psem, obrazka. Spłoszona wróciłam do domu, zapisała w pamiętniku. Nadszedł grudzień, wszędzie zamieszkał śnieg. Babcię pomału osaczały wspomnienia, na swój sposób tęskniła. Nagle, w wigilię jej imienin:

— Proszę… proszę to wziąć, chcę ofiarować, namalowałem od nowa.

— Nikifor wrócił?

— Tym razem na dobre. Skulony stał oparty o ścianę i chichotał, nie pozwalając babci na odpowiedź. Tchórze unicestwiają siebie. Chciałam go wziąć w ramiona, wreszcie czas się ułożył. Dla drogiego Epifaniusza nawet najgorsze przeżycia w naszym domu, są lepsze, od tego, co się dzieje poza nim. Gdy przeczytałam łzy mnie oślepiły. Jesteśmy znużone, pora zakończyć, w koszu czekają śliwki, ale do jutra nie uciekną.

Jadalnia Agaty pogrążyła się w mroku. Nocą śniły mi się istoty mieszkające w ciemności.









---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

1.Zbigniew Herbert, „Nikifor”, fragment

2.Artykuły i publikacje Fundacji „ Niezła sztuka”

3.Wisława Szymborska, ”Wszystkie lektury nadobowiązkowe”


Tagi:

Kawka
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 485

Nikifor wrócił

Post#2 » 31 sie 2018, o 19:03

Wzruszające. Trochę literówek. Czy te numery w tekście, to przypisy?

Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Nikifor wrócił

Post#3 » 31 sie 2018, o 19:35

:hello: Cześć, Kawko.
Miło mi, bardzo.
Przypisy oznaczam numerkami, cytaty z pamiętnika babci Agaty i myśli zapisuję kursywą. Może to zły patent, obiecuję przemyśleć.

Serdeczności i do następnego.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Nikifor wrócił

Post#4 » 1 wrz 2018, o 18:51

Bardzo ciekawy tekst o ciekawym człowieku.
Miałem kiedyś znajomego z Krynicy, który też znał Nikifora. Niestety on, jak większość ludzi wtedy, uważął go tylko za włóczęgę.
- Zebym ja wiedział, że te obrazki będą aż tyle warte, to bym je zbierał - mówił. - Nikifor rozdawał je za byle co.

Musisz trochę uporządkować ten tekst i będzie cacy.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Nikifor wrócił

Post#5 » 1 wrz 2018, o 19:47

Musisz trochę uporządkować ten tekst i będzie cacy.

Marianie, miłe słowa, wielkie dzięki. Tekst zaciekawił, a to najbardziej cieszy.
Winnam wyjaśnienie, im bardziej wchodziłam w temat, tym było trudniej/ za dużo materiału/. Mam świadomość, że do cacy jeszcze troszkę. Tekst wygładzę. Pisanie na podobne tematy stanowi dla mnie ogromną przyjemność, kilka tekstów już popełniłam /niezły zbiorek/. Wkleję, gdy będę zadowolona.
"Trudną miłość" już podmieniłam. Uparta ze mnie istota, nie poprzestanę w drodze do doskonałości. , chociażby tylko dla siebie.

A każdą opinię bardzo cenię.

Buziaki serdeczne :kocham:

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości