"Łzy życia"

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125

"Łzy życia"

Post#1 » 6 wrz 2018, o 23:34

Rozdział 4

Elvis kipiał wewnętrznie z wściekłości. Nie potrafiłby nawet wyjaśnić dlaczego. Jego łysi żołnierze działali mu dzisiaj wyjątkowo skutecznie na nerwy. Wiedział, że jest niesprawiedliwy. Akurat ci dwaj byli mu szczególnie wierni i godni zaufania.
Gang, którym przewodził liczył razem z nim dziewięciu ludzi: sześciu chłopaków i trzy dziewczyny. Więzi w grupie scementowało ostatnie pół roku. Zaliczyli w tym okresie parę włamów, rozbojów i kilka rozrób z mniej lub bardziej poważnymi bijatykami. Elvis był bystry i ambitny. Wszystko, co zaplanował, realizowali daleko od ich miejsca zamieszkania. I z tej właśnie przyczyny, jak i dzięki relatywnie logicznemu organizowaniu każdej akcji (łącznie z jej zakończeniem), grupa nie wpadła dotąd w oko stróżom ładu i porządku. I to ją, jak na razie, skonsolidowało. Jako boss i jednocześnie jako chyba jedyny w gangu rozumiał, że sukces jego bandy, jej przetrwanie, zależy od możliwie najdłuższej bezkarności działania poza marginesem prawa. Ponieważ został przez innych członków grupy zaakceptowany jako przywódca, czuł się odpowiedzialny za los swoich ludzi.
Teraz – napakowany niezrozumiałym gniewem – siedział ponuro pod oknem opuszczającego właśnie stację pociągu. Rozwaleni naprzeciw kompani, wyczuwając jego rozsierdzenie, zachowywali mimo pobudzającego wpływu wypitego alkoholu zgodne milczenie.
Elvis był najmłodszym synem patriarchy zawiadującego rodziną Kosowo-Albańczyków i jedynym z siedmioosobowej czeredy dzieckiem, które nie urodziło się w pierwotnej ojczyźnie, a już w wybranym przez rodziców (a raczej przez jego ojca– Ibrahima) kraju emigracji. Trójkę pierwszych, najstarszych potomków Ibrahima Mustafy, stanowili bracia przywódcy gangu. Potem następowały trzy siostry. Najstarszy z braci liczył piętnaście lat więcej od niego, zaś najmłodsza z sióstr– pięć. Kiedy matka go urodziła, była już grubo po trzydziestce. Zmarła po ciężkiej chorobie zanim ukończył trzeci rok życia. Pozostało mu po niej jedynie niejasne wspomnienie czegoś pulchnego, ciepłego i dobrego, nucącego kojąco, kołysząc go w ramionach do snu. Było to jedno z nielicznych miłych wspomnień z jego dzieciństwa, w czasie którego cała pozostała rodzina zapominała latami, że wciąż jeszcze jest wśród nich małe dziecko. No może pomijając Semę, najmłodszą z sióstr: ona zastąpiła mu jednak w pewnym stopniu zmarłą mamę.
Jak sięgał pamięcią, w rodzinie ciągle od nowa miały miejsce spory, nabrzmiewające przy akompaniamencie ich zawodzącej ludowej muzyki. Paradoksalnie, kłótnie rozniecał nierzadko ojciec będący głową znacznej części rodu albańskich Mustafów żyjących w Niemczech. Jego wyobrażenia o sposobach wychowywania dzieci oraz o roli kobiety w rodzinie były bardzo konserwatywne i oparte w całości na tym, czym nasiąknął on w muzułmańskim środowisku swojej młodości. Demagogiczny w swoich poglądach ojciec nie był gotów choćby minimalnie pójść na kompromis z demokratycznymi obyczajami kraju emigracji, który sam wybrał.
– Okay, Johnny! – wykrzyknął energicznie swoje ulubione bezsensowne powiedzonko, otrząsając się z ponurych myśli. Jego kamraci wiedzieli już, że „okay Johnny” jest zwiastunem jakiejś akcji.
– Za mną, robimy skapiorę!
Elvis ruszył z werwą pomiędzy fotelami w kierunku sąsiednich wagonów. Jego groźnie wyglądający towarzysze ochoczo pomaszerowali za nim.

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości