"Łzy życia", Rozdział 6

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 121

"Łzy życia", Rozdział 6

Post#1 » 9 wrz 2018, o 21:26

Benjamin przekomarzał się w najlepsze z poznanymi dziewczętami.
Siedzieli teraz twarzą w twarz po jego stronie wagonu.
Anke i Tania. Obydwie były ładnymi nastolatkami i miały, jak się okazało, po szesnaście lat. Wracały do domu z wizyty u wspólnej znajomej. Anke paplała bez opamiętania, ślicznie się śmiała i miała trochę pstro w głowie. Dała się lubić od pierwszego wejrzenia.
Jednak uwagę Benjamina znacznie bardziej przykuła jej przyjaciółka. Nie sprawiała wrażenia małomównej, ale pozostawała w cieniu nie dopuszczającej jej do głosu Anke. Tania nie wydawała się być tym zmartwiona. Odzywała się rzadko, lecz jej krótkie wypowiedzi miały ręce i nogi, i za każdym razem podszyte były humorem. Ben szybko spostrzegł, że ta piwnooka naturalna blondynka oprócz urody ma również spory zasób inteligencji. Obserwując ją ukradkiem, odkrył, iż dziewczyna nie pozostaje dłużna i przysłuchując się jego konwersacji z Anke, także mu się dyskretnie przygląda, próbując wyrobić sobie o nim właściwą opinię. W momencie, kiedy wychwycił uważny, taksujący wzrok Tani, nagle – otwarcie i niemal wyzywająco – spojrzała mu w oczy, a on całkiem wbrew sobie zarumienił się po uszy. Dostrzegła zmieszanie Bena, pojęła przyczynę i roześmiała się głośno. Nie było w tym śmiechu szyderstwa czy ironii. Był on spontaniczny, serdeczny, bardzo melodyjny i wyrażał – Benjamin zdziwił się, że to możliwe– życzliwość dziewczyny dla niego.
Odwzajemnił jej śmiech nieco sztucznie, ale– jak miał nadzieję– zawarł w nim całą rosnącą w nim z minuty na minutę sympatię do tej dopiero co poznanej nastolatki.
– A wy co? Co się tak chichracie?
Dopiero teraz zauważyli, że Anke zamilkła, popatrując na nich podejrzliwie.
– Ze mnie się śmiejecie? Powiedziałam coś głupiego?
– Ależ skąd, Anki, my tylko…
Łoskot szurniętych z przesadnym rozmachem drzwi przerwał próbę tłumaczenia Tani.
Z przejścia między wagonami wytoczyło się, przepychając wzajemnie, trzech małolatów, jak ich nazwał w myślach niekoniecznie starszy Ben; hałaśliwością i pewnością siebie zdradzali zdecydowanie zaczepne intencje. Widok pary dziewcząt i uśmiechniętego od ucha do ucha młodzieńca sprawił, że zamilkli na chwilę. Przystanęli, szacując rozpartą wygodnie na przeciwległych siedzeniach trójkę młodych.
Rozdrażnionego Elvisa z miejsca opanowała nienawiść do szeroko uśmiechniętego, zadowolonego z siebie przystojnego blondyna. Uśmiech ten nie schodził z twarzy młodego mężczyzny nawet teraz, kiedy on i jego chłopaki wyraźnie akcentowali swoim zachowaniem agresywne zamiary. Ogarnęła go wściekła pasja i tak nieodparta żądza mordu, że poczuł, jak blednie, a ręce bezwolnie zaciskają się w pięści.
Benjamin pół siedział, pół leżał twarzą do przejścia, a tym samym do oddalonych o parę kroków nieproszonych gości, którzy złowrogo mierzyli ich lekko zamglonymi od alkoholu oczami. Poczuł nieznaczny skok adrenaliny, choć ani trochę strachu. Był w stanie poradzić sobie w razie napaści z całą tą trójcą podpitych i pewnych siebie łobuzów z ich czarnym watażką na czele.
Był o tym przekonany.
Ten drobny, ciemnooki i ponury zawadiaka wzbudził w nim nawet rodzaj zaciekawienia. Oczywiste bowiem było, że mimo niepozornej sylwetki miał on decydujący głos w tej małej bandzie zadufanych w sobie cwaniaczków

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości