"Łzy życia"- Rozdział 16

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 75

"Łzy życia"- Rozdział 16

Post#1 » 18 wrz 2018, o 23:42

Elvis znowu miał swój gang.
Grupa była bardziej liczna od poprzedniej i składała się z samych twardzieli i zdeklarowanej recydywy. Ze starej ferajny doszlusował jedynie Karl.
No i dobra! Reszty bojaźliwych, zdradliwych śmierdzieli nie potrzebował.
Wtedy, przed kilkunastoma miesiącami, nie wytrzymał z wyczekiwaniem na postępowanie sądowe i dał w końcu nogę z aresztu domowego. Po około pół roku został aresztowany na dyskotece. Tym razem zapuszkowali go w kozie, gdzie pozostał już do dnia procesu. Siedem miesięcy. I tak było dobrze, zważywszy na późniejszy, zdumiewająco łagodny, wyrok.
Oczekując w pudle na swoją rozprawę, poznał kilku chłopaków, dzięki którym – po ogłoszeniu zaskakującego, również dla niego, werdyktu i wyjściu na wolność – mógł nawiązać obiecujące kontakty. Wyrok w zawieszeniu nieco Elvisa rozczarował. Nastawił się bowiem na zdobywanie w więzieniu ostróg – niezbędnych w kryminalnej działalności na wielką skalę, jaką od dłuższego czasu planował. Na sali sądowej mówił bardzo przekonująco o swoich wyrzutach sumienia, o żalu z powodu popełnionego zabójstwa; prosił gorąco o przebaczenie nieobecnego ojca Blondasa (nigdy go nie widział); matki przepraszać nie musiał – podobno kopnęła w kalendarz.
Z premedytacją, zamierzając wziąć sędzinę na łzy, zaczął świadomie opowiadać o (prześladujących go istotnie) koszmarach sennych z udziałem Blondasa. Tak się wczuł w rolę gnębionej przez sumienie, zbłąkanej czarnej owieczki, iż faktycznie udało mu się zalać rzewnymi łzami. Był z tego dumny. Słyszał, że tylko dobrzy aktorzy potrafią beczeć na zawołanie. Do swojej godnej pożałowania krótkiej przeszłości dorzucił pozbawione miłości, przegrane dzieciństwo w bezdusznej muzułmańskiej rodzinie. Mówiła o tym wcześniej psycholog, a on wykorzystał to, bezlitośnie pogłębiając zarzuty wobec rodziny i wyolbrzymiając jej winę, ile się tylko dało. Dobrze wiedział, że tak postępując odcina sobie powrót do Mustafów. Nie szczędził nikogo. Nawet Semy. Miał to gdzieś. Chętnie rozstanie się z nimi choćby i do końca życia.
Obecni na Sali członkowie klanu najpierw słuchali z niedowierzaniem bezwstydnie przesadzonych oskarżeń. Choć był świadom, że przegina niemiłosiernie, robił to jednak z zadowoleniem. Chciał im zdrowo dowalić, wybielając jednocześnie siebie.
Zaraz potem podniósł się rwetes.
Męska część obecnych na sali członków rodu wyzywała go od najgorszych, groziła zemstą. Siedział ze spuszczoną głową – biedny, sponiewierany, opuszczony przez świat – i cieszył się w duchu, że ci durnie robią mu przysługę tym zajadłym ubliżaniem i wygrażaniem. W końcu przybyli tutaj jako wsparcie. Po jego oskarżeniach zapomnieli o tym i ogarnęła ich żądza odwetu. I, chcąc nie chcąc, wspierali go właśnie!
Wuj Kujtim, jeden z najinteligentniejszych pośród Mustafów, zorientował się, że idą jego bezczelnemu bratankowi na rękę, więc uciszył rozjuszone towarzystwo jednym gestem i powiedział spokojnie lodowatym tonem:
– Lepiej dla ciebie, abyś zgnił w więzieniu. Jesteś pękającym ropniem na zdrowym ciele rodu Mustafów. Musisz więc zostać wyciśnięty. Ambicją naszą będzie teraz ukaranie ciebie za splamienie honoru rodziny. A co to oznacza, wiesz dobrze!
Wuj chciał jeszcze coś powiedzieć, ale wtedy dotarli doń porządkowi i przerwali groźby. Z pogardą spoglądając na oskarżonego – pisklę z własnego gniazda – cała trupa ponad dwudziestu krewnych z rozsierdzonym Ibrahimem na czele opuściła gmach sądu. Choć słowa wuja Kujtima spowodowały, że przeszły mu ciarki po plecach, Elvis zdawał sobie sprawę, że i ta wypowiedź była mu pomocna. Po niezwykle korzystnym dla niego werdykcie końcowym pożałował trochę swojego aktorstwa i brutalnego obciążania rodziny. Cieszył się przecież na krótką odsiadkę i zbieranie nauk od starych wyjadaczy. Po to wszakże upokarzał się przed sędziną, płacząc, skamlając i oczerniając najbliższych, aby nie dostać za dużo.
A tu masz ci babo placek: ulitowali się nad nim, biednym młodocianym i… nie dowalili mu wcale. Dostał wyrok w zawieszeniu! Dużo mniejszą „zawieszkę” skasował Karl. A tego mazgaja Saszy w ogóle nie ukarali.
Teraz był jednak zadowolony. Tych ponad dwieście dni w pace przed rozprawą pozwoliło mu na nawiązanie kontaktów, dzięki którym dochrapał się w końcu bandy, mogącej pomóc w realizacji jego planów.
Przez pewien czas gang rozwijał się spontanicznie, bez jakiegokolwiek przewodnika. Elvis jako organizator grupy od początku starał się nadawać ton wszelkim wspólnym zamierzeniom. Po początkowych niesnaskach, kiedy wiodącą rolę w gangu próbował przejąć Wiktor – przesiedleniec z Białorusi i spec od kradzieży bryk – doszło jesienią do pojedynku wygranego spokojnie przez Elvisa, po którym jego ranga bossa została zapewniona.
Po wyjściu na wolność zamelinował się u Karla, w jego zapuszczonej budzie; Schuster, od kiedy pogonił z domu swoich starych, nie miał nikogo, kto dbałby o porządek wokół niego.
Elvis powrócił do treningów karate w swoim dawnym klubie. Trenował tym razem bardzo pilnie, na zajęciach nie wychylał się, był grzeczny i hamował swoją przewrażliwioną ambicję, powodującą wcześniej wpadanie w mściwą wściekłość, gdy przegrywał w treningowych barażach z bardziej doświadczonymi zawodnikami. Ograniczał się również z alkoholem. Czynił wyraźne postępy. Wyrobił się kondycyjnie – stał się bardzo sprawny, silny i szybki. Twardy trening ze znacznym akcentem na hartowanie nie tylko ciała, ale także ducha, podbudował dodatkowo jego pewność siebie.
Na tym właśnie etapie z pomocą Karla i Hanysa zaczął montować nowy gang. Tego ostatniego zarekomendował mu w pierdlu „Wrzód”– bandzior, który w Stanach za swoje „zasługi” już dawno zaliczyłby czapę. Dał Wiktorowi baty, świadomie jednak nie poniżając zbytnio Białorusina. Jego przewaga w brutalnej bójce była tak przygniatająca, że mógł się nie obawiać kolejnych konfrontacji z innymi wątpiącymi: Wiktor uchodził za twardziela i zabijakę.
Tak więc został zaakceptowany jako szef gangu. Nie bez znaczenia pozostawał oczywiście fakt, że zaszlachtował faceta i nawet nie zaliczył za to porządnej odsiadki.
Postanowił przystąpić powoli do urzeczywistniania swoich wielkich kryminalnych planów. Nigdy nie zapomniał telewizyjnego reportażu o najgłośniejszym napadzie rabunkowym minionego stulecia. Zrabowano wtedy w Wielkiej Brytanii ponad – w przeliczeniu na dzisiejszą walutę – 60 milionów euro z przewożącego taką kasę pociągu. Również film – na kanwie tego wielkiego w świecie przestępczym wydarzenia – wywarł na Elvisie niezatarte wrażenie. Wiedział, że banda, która dokonała tego majstersztyku, składała się z bardzo inteligentnych ludzi, a zarazem fachowców w różnych branżach. Jego ludzie nie grzeszyli wprawdzie inteligencją, ale był wśród nich utalentowany haker – Thomas, a także Ian – specjalista od wszelkiego rodzaju zamków. Poza tym członkowie jego paczki, każdy jeden, byli facetami zdecydowanymi na wszystko i – jak oceniał – potrafiącymi zachować zimną krew w wymagającej tego sytuacji.
Dlaczego więc i oni nie mieliby dokonać skoku dającego miliony? Chłopaki, których skupił wokół siebie, nie potrzebowali być Einsteinami. Wystarczyło, że on miał głowę na karku i potrafił nimi odpowiednio pokierować.
Po objęciu przewodnictwa w grupie, skoncentrował się na planowaniu i realizacji mniejszych włamań jako treningu przygotowującego i sprawdzającego jego gang przed poważnym skokiem w przyszłości.

Mozets
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 57

"Łzy życia"- Rozdział 16

Post#2 » 19 wrz 2018, o 10:21

Proza "Łzy życia" zawiera dużo autentycznych obrazów z życia krajów, które mając kłopoty z siłą roboczą i przyrostem naturalnym (w Szwecji; Szwedki nie chcą rodzić dzieci ani zajmować się domem, praniem, gotowaniem) ściągnęły na swoje terytoria mnóstwo bardzo młodych mężczyzn. Którzy nie znają języka, nie chcą się asymilować, żyją w dzielnicach do których autochtoni wolą nie wchodzić. Nawet policja z oporami tam wyrusza. Ci młodzi ludzi są sfrustrowani. Często są analfabetami, ale umieją obsługiwać bardzo drogie telefony. Mimo ,że dostają prawie wszystko za darmo, żądają samochodów, mieszkań i kasy. Palą publicznie flagę szwedzką, gwałca Szwedki i zabijają z byle powodu. Pracować nie umieją i nie chcą.Wyjaśnię w następnym komentarzu dlaczego.
Powiem tylko o jednym zdarzeniu , które koreluje z "bohaterem" tekstu.
Mój znajomy z Falun( Szwecja) Polak , członek klubu karate opowiedział jak do klubu przybył Afgańczyk i trenował wraz z nimi.
Jednego razu przyjechał gościnnie z Nowego Jorku mistrz karate z jakimś najwyższym kolorem pasa. Pokazywał obronę przed nożem, kopnięciem, duszeniem itp. Afgańczyk zaproponował mu, że zaatakuje go drewnianym nożem. Mistrz zgodził się.
Mistrz odparował kilka dość wymyślnych uderzeń i wtedy Afgańczyk pokazał swoją tajną broń wytrenowaną gdzieś w Azji. Udał ,że przerywa atak, mistrz dał się nabrać, wtedy muslim zadał mu w ułamku sekundy 3 ciosy w nerki . Mistrz stwierdził, że wszystkie były śmiertelne.

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość