Pan Putanowski

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 107

Pan Putanowski

Post#1 » 22 wrz 2018, o 23:38

Jan Karol Jezus Maria Putanowski piastował ważny urząd Przewodniczącego Towarzystwa Przyjaciół Rakiet. Nie było to stanowisko, które warto wpisać sobie w CV, lecz Jan Karol Jezus Maria o tym miał inne zdanie. W każdy piątek, poniedziałek i wtorek urzędował w gmachu przy ulicy Maczka 3, na parterze, w pokoju z oknem wychodzącym na podwórze. Widział przez nie rozpadającą się szopę zbudowaną z desek, trzepak i dwa kamienie, na których przesiadywał wieczorami Marek Cybulski, popijając wina i śpiewając do księżyca łzawe ballady o przedwojennej Warszawie.

W pozostałe dni tygodnia Jan Karol Jezus Maria Putanowski pracował w sklepie z owocami i warzywami, którego właścicielem była jego małżonka, Czesława Maria Putanowska, z domu Ojrzyńska-Ćwiek. Biznes ten odziedziczyła po ojcu, ten natomiast został obdarowany nim przez swego dziadka, żołnierza z Legionów Polskich, walczącego pod batutą samego Piłsudskiego. Można więc było powiedzieć, iż ten sklep z warzywami i owocami przechodził z rąk do rąk rodziny pani Ojrzyńskiej-Ćwiek, stając się biznesową sztafetą pokoleń.

Pilnował skrzynek, wydawał resztę klientom, miał na baczeniu sprawy organizacyjne, przynosił też kawę swojej żonie. Zawsze kilka minut przed południem, w dnie kiedy nie przewodniczył Towarzystwu Przyjaciół Rakiet, biegł na drugą stronę ulicy Młodej, gdzie znajdowała się kawiarenka pani Kasi, o słodkiej nazwie „Pączek”. Kupował kawę latte w pojemniczku na wynos, wracał prędko do żony z gorącym napojem, za które płacił pieniędzmi z kasy. Uwielbiał tą robotę. Mógł przesiadywać od rana do późnego wieczora, chłonąc cudowny zapach owoców i warzyw, zawsze świeżych, zawsze soczystych, pochodzących z polskich pól i sadów. Szanował chwile, w których mógł dyskutować z nielicznymi klientami o rzeczach błahych, jak i tych ważkich. Kokietował panie, uśmiechał się do wdów i mężatek, swobodnie perorował z emerytkami o pogodzie i planach finansowych rządu. Jego żona zajmowała się dostawami do sklepu, rachunkami i sprawami podatkowymi. Jeździła wysłużonym samochodem marki Żuk, który kupiła trzynaście lat temu na giełdzie aut pod Grójcem. Była świetnym kierowcą, posiadała niezły refleks i stalowe nerwy. Na autostradach zasze używała szybkiego pasa ruchu, w mieście poruszała się na granicy niezbędnego ryzyka. Dwa razy miała stłuczkę, za każdym razem wina była po jej stronie. Dlatego też płaciła wysokie stawki za ubezpieczenie pojazdu. Pieniądze na to pochodziły ze składek Towarzystwa Przyjaciół Rakiet, wynoszących 50 złotych w skali miesiąca. Stałych członków tej grupy liczono w setkach, większość regularnie płaciła zobowiązania, nieliczni tylko ociągali się, za co nie mieli bezpośredniego dojścia do ucha Przewodniczącego. Prawą ręka wodza był Lech Korzeń, pan z wydatnym brzuszkiem, zwisającym podbródkiem i bielmem na prawym oku. Prócz tych defektów fizycznych, pan Korzeń charakteryzowął się przenikliwym umysłem, zmysłem organizacyjnym i abstrakcyjną wyobraźnią, tak potrzebną w pracy architekta. Posiadał paszport Polsatu, nigdy zaś nie był za granicą Polski, co napawało go patriotyczą dumą i ksenofobicznym podejściem do wszelkich cudzoziemców. Zastępcą pana Korzenia była młoda i wciąż ładna panna Zając, córka szwagra kuzyna pani Kasi z kawiarni „Pączek”. Do jej obowiązków należało przede wszystkim monitorowanie zachowań członków Towarzystwa Przyjaciół Rakiet, szukanie nowych kandydatów i pisanie przemówień samemu Przewodniczącemu. Wywiązywała się z obowiązków wzorowo, za co otrzymywała cokwartalne premie, przekazywane jej w szarych kopertach na parkingu przed gmachem budynku Maczka 3. Urząd Skarbowy o tym nic nie wiedział, cierpiał budżet Polski, cierpiał Naród.

Jan Karol Jezus Maria Putanowski któregoś poniedziałku nie przyszedł do swego biura na Maczka 3. Pan Lech Korzeń na próżno wypatrywał go swoim jednym sprawnym okiem, panna Zając stała na klatce schodowej, lecz Przewodniczącego nie było nigdzie.

Co się z nim stało? Czemu nie przyszedł? Może żona wiedziała więcej? Gdy odebrała telefon od zdenerwowanego pana Korzenia, nie potrafiła nic więcej powiedzieć, niż tylko „nie wiem nic”. Nie wiele pomogła. We troje, bo jeszcze ta panna Zając brała udział w dyskusji, zastanawiali się o przyczynach nieobecności Jana Karola Jezusa Marii Putanowskiego. Pierwszy raz coś takiego wydarzyło się w życiu tego żyda. Wyszedł z domu i nie dotarł na miejsce docelowe.

Nie było go dwa dni. Kiedy wrócił, pachnący alkoholem, papierosami i damskimi perfumami, nic nie powiedział. Znacząco milczał, uśmiechając się tylko tajemniczo pod nosem. Żona płakała, pan Lech załamywał ręce, członkowie Towarzystwa Przyjaciół Rakiet pisali petycje, dozorca budynku przy Maczka 3 groził palcem i konsekwencjami, lecz nic to nie dało. Milczenie pana Jana Karola Jezusa Marii było milczeniem dostojnym i długim. Pięć lat później, podczas Wigilii urządzanej w domu Sebastiana Bułki, kolegi pana Lecha, podczas której pito spore ilości alkoholu, milczący Przewodniczący Towarzystwa Przyjaciół Rakiet, wstał z krzesła, podniósł w górę dwa palce i powiedział:

- Byłem wtedy na dziewczynach. Wiele by opowiadać. Rezygnuję w dniu dzisiejszym z zaszczytnej funkcji Przewodniczącego, na to miejsce proponuję pana Korzenia. Dziękuję.

Odsunął się od stołu, zabrał parasol ze stojaka i wyszedł, odprowadzony wzrokiem zebranych przy stole osób. Jego żona zaczęła cicho płakać, ktoś zaintonował kolędę „Cicha Noc”, którą podchwyciły wszystkie gardła i gromki śpiew rozniósł się nad wigilijnym stołem. Karpie pływały w zlewie, makowiec mroził się w lodówce, deszczowe chmury wisiały nad Warszawą, grożąc ulewą i zalaniem ulic.

Jan Karol Jezus Maria Putanowski, śmiejąc się w myślach z żartu, jaki przed chwilą zrobił swoim najbliższym i żonie, wszedł nieświadomie na jezdnię i został potrącony przez szybko przejeżdżające auto. W szpitalu spędził dwa tygodnie, wycięto mu śledzionę i pół wątroby, Nigdy już nie był taki, jak wcześniej. Odeszła od niego żona, stacił szacunek ludzi, wyprowadził się do Radomia gdzie znalazł pracę w branży obuwniczej. Często przesiaduje teraz na ławeczce przy kościele św. Trójcy, karmiąc chlebem gołębie i miejscową żulernie. Zmizerniał, włosy mu posiwiały, cera nabrała chorobliwej barwy szarości . Brakuje mu warzywniaka i jego klienteli, tęskni za Towarzystwem Przyjaciół Rakiet, zastanawia się nad samowolnym odejściem z tego świata. Często płacze. Żal mi go, wieć mocą nadaną stwórcy postaci fikcyjnej, przywracam go życiu w miejscu o wiele szczęśliwszym niż Radom. Pan Jan karol Jezus Putanowski wygrał los na loterii i wyjechał do Almerii, gdzie zakupił sobie skromny domek z widokiem na wysokie góry Sierra Nevada. Przyjął pod dach zbłąkanego kota i śliczną kobietę, której dał na imię Joanna. I żył długo oraz szczęśliwie, widząc dookoła siebie tyle dobra oraz prawdziwego piękna. Jan Karol Jezus Putanowski? Teraz zwał się Pablo, hodowca winogron/
The End
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Pan Putanowski

Post#2 » 23 wrz 2018, o 12:26

Bardzo fajny tekst. Tacy Putanowscy są wokół nas.
"biznes ten odziedziczyła po ojcu, ten natomiast został obdarowany nim od swego dziadka," -> zdanie rozpoczęte od małej litery. Poza tym raczej mówi się "obdarowany nim przez swego dziadka", a nie "obdarowany nim od swego dziadka".
"wydawał reszte klientom" -> zdanie rozpoczęte od małej litery, słowo "reszte" pisze się przez "ę".
"dwa razy miała stłuczkę," -> zdanie rozpoczęte od małej litery.
"Byłem na dziewczynach. Wiele by opowiadać." -> wypowiedź zaczyna się od kreski, czyli " - Byłem na dziewczynach. Wiele by opowiadać."
Brakuje też akapitów.
Pozdrawiam.

Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 107

Pan Putanowski

Post#3 » 23 wrz 2018, o 14:15

Marian pisze:Bardzo fajny tekst. Tacy Putanowscy są wokół nas.
"biznes ten odziedziczyła po ojcu, ten natomiast został obdarowany nim od swego dziadka," -> zdanie rozpoczęte od małej litery. Poza tym raczej mówi się "obdarowany nim przez swego dziadka", a nie "obdarowany nim od swego dziadka".
"wydawał reszte klientom" -> zdanie rozpoczęte od małej litery, słowo "reszte" pisze się przez "ę".
"dwa razy miała stłuczkę," -> zdanie rozpoczęte od małej litery.
"Byłem na dziewczynach. Wiele by opowiadać." -> wypowiedź zaczyna się od kreski, czyli " - Byłem na dziewczynach. Wiele by opowiadać."
Brakuje też akapitów.
Pozdrawiam.


dzięki za uwagi. zaraz popoprawiam
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

Pan Putanowski

Post#4 » 28 wrz 2018, o 09:40

Postać pana Putanowskiego nasuwa skojarzenia z Dreptakiem... z Janem Marią Dreptakiem.

Możecie go tam spotkać w każdą sobotę, poniedziałek i wtorek.

Pozdrówcie go ode mnie serdecznie. Brak mi go w Towarzystwie Przyjaciół Rakiet.
Go-go-go. Tragedia! I to na sam koniec. Zmień jakoś, bo tekst naprawdę fajny.

Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 107

Pan Putanowski

Post#5 » 29 wrz 2018, o 16:20

I to na sam koniec. Zmień jakoś, bo tekst naprawdę fajny.[/quote]


Zmieniam wedle sugestii. Czynię to z przyjemnością, bo końcówka też mnie trochę uwierała w podeszwę.
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość