"Łzy życia"- Rozdział 20

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 75

"Łzy życia"- Rozdział 20

Post#1 » 23 wrz 2018, o 02:35

Ocknął się z niespokojnej drzemki, w którą kolejny raz zapadł jego otumaniony nokautem i chemikaliami organizm.
Samochód stał zaparkowany w mroku pogłębionym wiszącą nad nim koroną olbrzymiego dębu.
Obudził go ostry ból w kłykciach prawej ręki. Jak mógł nie trafić w karczycho tego pierdziela? Jak mógł spierdolić coś takiego? On, niepoczątkujący już w końcu zawodnik karate!
Rozwiązywany właśnie z pęt przez tego dziwnego draba, penetrował ospałym wzrokiem otoczenie. Stali przed jakimś dużym, eleganckim domem, na ile zdołał to rozpoznać w stonowanym świetle przydomowej latarenki, pod wielkim drzewem i u wjazdu do czyjegoś garażu.
Zawodowiec, uwolniwszy pojmanego mężczyznę z mocujących do fotela linek, chwycił więźnia za ramię i pomógł mu się wydostać z samochodu. Ręce pozostawił związane.
– Będziesz się szarpał? – Elvis po raz pierwszy usłyszał głos tego niepozornego, a tak niebezpiecznego typa. Aż drgnął, zaskoczony. Głos ten – zważywszy na okoliczności – wcale nie zabrzmiał odpychająco. Jednocześnie jednak wyczuwało się w nim lodowaty chłód. Chwilę nie odpowiadał. Nie, nie był w nastroju do szarpania się; wiedział już zresztą, że nic by to nie dało.
– Nie… czy to ojciec pana na mnie nasłał? Chcą się jednak mścić…?
Tak jak w ciągu całej podróży z Hamburga, nie uzyskał odpowiedzi. Chociaż wciąż jeszcze oszołomiony, odczuł ponownie silne ukłucie lęku.
Minąwszy garaż, milczący porywacz prowadził go gdzieś na tyły willi.
„Chyba nie po to, by mnie… rozwalić…?”. Zimny pot wystąpił na czoło Elvisa.
Zeszli po paru schodkach do wejścia prowadzącego do części piwnicznej budynku.
Przerażony już teraz nie na żarty Elvis zapragnął nagle wołać o pomoc. Mężczyzna przekręcający właśnie klucz w zamku, odgadł jego intencje i w cichej groźbie boleśnie ścisnął trzymane ramię. Kiedy weszli do środka i zamigotało mdłe światło, Elvis został zmuszony do dalszej wędrówki w głąb piwnicznego labiryntu. Tam, po kilkunastu metrach i dwóch zakrętach, Adam pociągnął do siebie stalowe drzwi, otwierając je szeroko; usytuowane były one w rogu i tuż przy bocznej ścianie lokum, do którego prowadziły.
Następnie wepchnął porwanego Albańczyka do mrocznego pomieszczenia.
W podziemnej izbie było ciemno, zaś wystrój wnętrza rysował się niewyraźnie w mizernym świetle wpadającym z korytarza. Piwnica była spora. Dało się to odgadnąć pomimo słabej widoczności.
Nie zapalając światła, płatny zabójca podprowadził Mustafę do majaczącego niewyraźnie w półmroku, leżącego pod ścianą za drzwiami, materaca. Tam sprawnie zakleszczył mu na lewym nadgarstku obręcz kajdanek wyciągniętych z jednego z licznych zakamarków praktycznej kurtki. Obręcze połączone były kilkudziesięciocentymetrowym łańcuchem, a raczej solidnym stalowym łańcuszkiem o mniej więcej półcalowych ogniwach. Przeciwległy koniec kajdanek zatrzaśnięty został na wystającym ze ściany tuż nad podłogą metalowym półpierścieniu.
Chwilę potem kidnaper uwolnił jeńca od niepotrzebnego już, krępującego dotąd ręce sznura. Wrócił do potężnych drzwi i zanim zamknął je za sobą na klucz, rzucił na pożegnanie:
– Nie znam twojego ojca, chłopcze.

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość