Człowiek na wieży

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Tadeusz Norek
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 1

Człowiek na wieży

Post#1 » 23 wrz 2018, o 12:51

Drzwi starannie zamknięto. Zatarasowano je od środka blokując klamkę ciężką ławą. Stukot podkutych butów i skrzypienie żelaznych schodów. Młody mężczyzna w biegu liczył stopnie.

„Jeden, dwa, trzy, cztery”

Tommy… Tommy…

„Pięć, sześć, siedem, osiem.”

Chodź do mnie mój mały chłopcze.

„Dzie-więć, dzie-sięć, je-de-na-ście, dwa-na-ście”

Chodź do mnie szybko, bo jeśli tego nie zrobisz to w nocy tata wstanie z grobu i wyjdzie z twojej szafy!

„Tato… Tato… Ale ty nie żyjesz.”

Żyję synku. Żyję bo mnie pamiętasz, a jeśli o mnie zapomnisz to umrę!

„Dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć, dwadzieścia siedem”

Na szczycie schodów buchnął płomień. Zaśmierdziało siarką. Kiedy zgasł w tym miejscu unosiła się chmura gęstego dymu. Potężny kształt, niemal kwadratowa potworna sylwetka zamajaczyła na czterdziestym drugim stopniu wieży ratusza miejskiego w Lubbock. Zaćmiewała promienie wschodzącego słońca wpadające przez olbrzymie okno. Olbrzym trzymał w lewej dłoni własną głowę. Miała brutalną, ogorzałą twarz, nabrzmiałe wargi i oślizgły, wywalony na wierzch język. Poszarpany kapelusz trzymał się na odciętym łbie w niemożliwy sposób. Szyja była porozdzierana, potrzeba było aż czterech uderzeń siekierą, żeby ją odrąbać. Z kępki skołtunionych brudno- brązowych włosów na prawej skroni sterczały ostre odłamki kości czaszkowej. Kule z dubeltówki z odciętą (tak żeby móc ją zmieścić pod płaszczem) lufą weszły tuż nad okiem i wyszły kością ciemieniową i potyliczną wyrywając w tyle głowy olbrzymią dziurę, przez którą patrzyły strzępy brei mózgowej. Krew była tam czarna, zaschnięta od wielu lat. Miał rozpiętą koszulę, guziki poobrywane. Jama brzuszna napęczniała jak balon na skutek pośmiertnych gazów. W opuchniętych bebechach przelewały się soki żołądkowe i rozlane wnętrzności. Miało się wrażenie, że brzuch zaraz eksploduje i stanie się fontanną tryskającą brudną wodą zaawansowanego rozkładu. Rozdeptane lakierki i garniturowe spodnie umazane były błotem. Palce opuchnięte i krwawiące. Miały poobrywane paznokcie, które odpadły podczas szaleńczego rozdrapywania wieka trumny. Że też nikt nie wpadł na pomysł zalania grobu betonem. W prawej dłoni trzymał swoją strzelbę Winchester model 1912.

To wspaniała strzelba synu, zastrzeliłem z niej dwa tuziny gliniarzy i z trzy tuziny włosko- irlandzko- żydowskiego bydła.

Kiedy otworzył usta, żeby to powiedzieć z jego ust wraz z krwią posypały się przegniłe zęby. Upadły na ziemię jeden za drugim, z cichym brzęczeniem przypominającym grzechot drobnych monet.

Podejdź do mnie, podejdź do mnie Tommy. Dlaczego boisz się swojego tatusia?

Usta potwora przybrały postać czegoś, co za życia można by było nazwać uśmiechem. Tommy Hillinger poczuł, że również on się uśmiecha. Nie czuł strachu. Dlaczego miałby się bać swojego własnego ojca? Przecież ojciec był dobry. Pamiętał jak co czwartkowy wieczór bawili się razem wspaniałą, niemiecką kolejką elektryczną. A może to był wujek Marlon? Ten sam, którego jak dowiedział się wiele lat później, spożyli na śniadanie nabywcy konserw wieprzowych firmy Porker? Kiedy pewnego dnia do ich mieszkania przybiegł z zakrwawioną twarzą Al Lovatto i powiedział, że irlandzcy kartoflożercy zamordowali tatę, Tommy postanowił, że kiedyś się zemści. Zemści się tak, że wszyscy w stanie Waszyngton będą się bać wspomnienia o Hillingerze. Tommy przez chwilę ujrzał w głowie ten wstrząsający obraz. Tata siedzi przy stole w restauracji. W dłoni ma szklaneczkę brandy, pali cygaro. Śmieje się, rozmawia z Alem Lovatto i kimś jeszcze, kimś kto siedzi tyłem i czyjej twarzy nie widać. Wchodzi mężczyzna w szarym prochowcu. Coś trzyma pod płaszczem. Tylko ślepy by nie zauważył! Wyciąga obrzyna i strzela tacie prosto w głowę. Ten jeszcze wstaje, opiera się pięściami o stół, przetacza niewidzącymi oczami po suficie. Zaszły mu mgłą. Świst siekiery. Al Lovatto uderzył ojca w szyję. Rąbie. Po pierwszym ciosie Frank Hillinger runął między butelki. Drugi, trzeci, czwarty. Głowa odpadła. Widzenie się skończyło. Tommy ze łzami oczach osunął się na ścianę i prawie by spadł, gdyby ojciec nie wyciągnął do niego ręki. Kiedy ją złapał strzelba zmaterializowała mu się w dłoni.

Chodź synu, pora zacząć naszą robotę!

„Tak tato, najwyższy czas.”

Stał w oknie i patrzył przez dłuższą chwilę na tłumy ludzi kłębiące się pod budynkiem ratusza. Doroczny festyn udał się znakomicie.

Zabij! Zabij! Wszystkich zabij!

Głos był dziki, pełen furii. Nie przypominał głosu człowieka. Po raz pierwszy Tommy Hillinger pomyślał wówczas: „Czy to na pewno jest mój ojciec?” Natychmiast skarcił się za tą chwilę zwątpienia.

„Nie zawiodę cię tato, masz to jak w banku”

Przeładował Winchestera i wystawił lufę za okno. Burmistrz O’Shea właśnie kończył przemówienie. Cholerny Irlandczyk. Tommy Hillinger dobrze wycelował i po chwili klatka piersiowa burmistrza wybuchła krwią. Ludzie ucichli na chwilę, a kiedy O’Shea osunął się na ziemię powietrze przeszył wrzask paniki. Tylu ich jest! Człowiek nie wie komu wpakować tą cholerną kulkę! Jako następny po burmistrz padł Moe Bell, z żoną Betty, Frankie Gray i Billy Reid, później ksiądz Holmes, razem z pastorem Rayem (schowali się za jedną ławką, chociaż wszyscy wiedzieli, że się nie lubią). Na włosy Tommy’ego posypał się odłupany gips. Sierżant Chapman (ten sam, którego dwadzieścia lat później zamordują w górach ludożercy) źle wycelował. Wszyscy uciekli, na placu zostały tylko poprzewracane przez uciekający tłum stragany. Chapman stał za rogiem banku Goldschmidt Credit i systematycznie ostrzeliwał okno wieży ratusza uniemożliwiając wykonanie polecenia, jakie wydał z zaświatów ojciec. A przecież wola umarłego jest święta. Z daleka słychać było już syreny nadjeżdżających radiowozów i karetek pogotowia.

No dalej Tommy! Strzel skurwysyna w łeb! Nie przynoś ojcu wstydu!

Hillinger strzelał teraz na oślep. W szale przeładowywał broń raz za razem. Sięgnął po kolejny nabój, lecz go nie znalazł. Wyjrzał ostrożnie na ulicę. Chapman dalej tam stał. Tommy usłyszał (a może mu się wydawało) bezczelny śmiech i zobaczył błysk w oku na widok nieosłoniętego ramienia. Sierżant strzelił, a pocisk zatrzymał się na kości. Coś walnęło do drzwi. Próbują wyważyć! Dzięki Bogu, że je zastawiłem. Nie wejdą. Uderzenie siekiery. Co za przeklęty dźwięk! Rąbią drzwi. To Al Lovatto, razem z tym drugim, zamaskowanym!

Jeśli coś zacząłeś synu, to powinieneś to dokończyć. Tak postępują mężczyźni!

Weszli. Dostali się. Tato, ratunku! Ale tata nie przyjdzie. Schodu trzeszczą. Biegną tu, żeby mnie zabić. Ten jeden strzeli mi w twarz, a Al odrąbie głowę! Przyszli. Mają mundury policjantów, ale poznaję ich twarze. Są tu wszyscy. Wujek Marlon, Al Lovatto, ten grubas od konserw Cassidy i inni, których nie znam. Tata miał rację. Jak coś zacząłeś to powinieneś to dokończyć. Tommy Hillinger wyskoczył z okna wieży ratusza miejskiego w Lubbock i roztrzaskał się na chodniku.

Wydanie specjalne Washington News z dnia 24 czerwca 1954 roku.
Sprawca wczorajszej masakry w Lubbock, w której śmierć poniosło siedem ofiar i sam morderca został zidentyfikowany jako dziewiętnastoletni Thomas Hillinger, syn Franka Hillingera- gangstera winnego śmierci co najmniej sześciu oficerów policji w Nowym Jorku i Seattle. Biuro szeryfa informuje, że w momencie, gdy do wieży ratusza dostali się funkcjonariusze Hillinger wyskoczył z okna ginąc na miejscu. Ciało zostało przekazane specjalistom w celu zbadania mózgu sprawcy. Podejrzewa się, że za jego zachowanie mógł odpowiadać złośliwy nowotwór mózgu. Potwierdzało by to pogłoski, jakożby Thomas Hillinger miał wielokrotnie uskarżać się lekarzom i znajomym na napady agresji, paniki i silnego bólu głowy.

Tagi:

Awatar użytkownika
Bolly
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Człowiek na wieży

Post#2 » 24 wrz 2018, o 00:53

Widzę, że zainspirował Cię przypadek Charlesa Whitmana, który wpisałeś w mafijną historię. Ciekawe.

Nawet dobre to było, choć dostrzegam też nieco mankamentów. Po pierwsze, szwankuje interpunkcja. Poniżej parę przykładów:

Zatarasowano je od środka blokując klamkę ciężką ławą.

Zatarasowano je od środka, blokując klamkę ciężką ławą.

Chodź do mnie szybko, bo jeśli tego nie zrobisz to w nocy tata wstanie z grobu i wyjdzie z twojej szafy!

Chodź do mnie szybko, bo jeśli tego nie zrobisz, to w nocy tata wstanie z grobu i wyjdzie z twojej szafy!

Żyję synku. Żyję bo mnie pamiętasz, a jeśli o mnie zapomnisz to umrę!

Żyję, synku. Żyję, bo mnie pamiętasz, a jeśli o mnie zapomnisz, to umrę!

Kiedy zgasł w tym miejscu unosiła się chmura gęstego dymu.

Kiedy zgasł, w tym miejscu unosiła się chmura gęstego dymu.

Kule z dubeltówki z odciętą (tak żeby móc ją zmieścić pod płaszczem) lufą weszły tuż nad okiem i wyszły kością ciemieniową i potyliczną wyrywając w tyle głowy olbrzymią dziurę, przez którą patrzyły strzępy brei mózgowej.

Kule z dubeltówki z odciętą (tak, żeby móc ją zmieścić pod płaszczem) lufą weszły tuż nad okiem i wyszły kością ciemieniową i potyliczną, wyrywając w tyle głowy olbrzymią dziurę, przez którą patrzyły strzępy brei mózgowej.

Opis zjawy Hillingera seniora. Ogólnie rzecz biorąc, wydaje mi się nieco zbyt chaotyczny. Jest też parę bardzo konkretnych rzeczy, które bym w nim poprawił.

Potężny kształt, niemal kwadratowa potworna sylwetka zamajaczyła na czterdziestym drugim stopniu wieży ratusza miejskiego w Lubbock.

Kwadratowa sylwetka? To co on jest, Człowiek-Sześcian? Może "kanciasta sylwetka"? "Zwalista", "masywna"?

Miała brutalną, ogorzałą twarz

Czy twarz może w ogóle być brutalna? GoogleBooks wyrzuca parę wyników, ale i tak zastanowiłbym się nad jakimś innym określeniem.

Poszarpany kapelusz trzymał się na odciętym łbie w niemożliwy sposób.

Łeb to może mieć krowa. Może "czerep"?

brudno- brązowych włosów

Brudnobrązowych.

Kule z dubeltówki z odciętą (tak żeby móc ją zmieścić pod płaszczem) lufą weszły tuż nad okiem i wyszły kością ciemieniową i potyliczną wyrywając w tyle głowy olbrzymią dziurę, przez którą patrzyły strzępy brei mózgowej. Krew była tam czarna, zaschnięta od wielu lat.

Skoro Hillinger senior stoi do syna frontem, a w dodatku spogląda na niego ze szczytu schodów, Thomas chyba nie powinien widzieć tyłu jego głowy.

Jama brzuszna napęczniała jak balon na skutek pośmiertnych gazów.

Czegoś mi tu brakuje. "...na skutek nagromadzenia się pośmiertnych gazów"?

Dalej...

Zabij! Zabij! Wszystkich zabij!

Może "Zabij wszystkich!"?

Cholerny Irlandczyk. Tommy Hillinger dobrze wycelował i po chwili klatka piersiowa burmistrza wybuchła krwią. Ludzie ucichli na chwilę, a kiedy O’Shea osunął się na ziemię powietrze przeszył wrzask paniki.

Powtórzenie. Ta pierwsza "chwila" jest zupełnie niepotrzebna.

Schodu trzeszczą.

Schody.

Sprawca wczorajszej masakry w Lubbock, w której śmierć poniosło siedem ofiar i sam morderca został zidentyfikowany jako dziewiętnastoletni Thomas Hillinger, syn Franka Hillingera- gangstera winnego śmierci co najmniej sześciu oficerów policji w Nowym Jorku i Seattle.

Tutaj widać wyraźnie, jak szwankująca interpunkcja rozwala sens zdania, utrudniając zrozumienie, o co chodzi. "Sprawca wczorajszej masakry w Lubbock, w której śmierć poniosło siedem ofiar oraz sam morderca, został zidentyfikowany jako dziewiętnastoletni Thomas Hillinger, syn Franka Hillingera - gangstera winnego śmierci co najmniej sześciu oficerów policji w Nowym Jorku i Seattle.

Ciało zostało przekazane specjalistom w celu zbadania mózgu sprawcy. Podejrzewa się, że za jego zachowanie mógł odpowiadać złośliwy nowotwór mózgu.

Nie za szybko wyciągają wnioski? Whitmana przede wszystkim najpierw przebadano na obecność narkotyków, a dopiero później zrobiono dokładną sekcję. Są też inne choroby, fizyczne i psychiczne, które mogły wywołać halucynacje i napady agresji.

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 223

Człowiek na wieży

Post#3 » 24 wrz 2018, o 09:24

Twarz może być brutalna, sylwetka kwadratowa, słowa nie muszą mieć znaczenia dosłownego a nawet metaforycznego. Czytasz sztukę a nie podręcznik.

Awatar użytkownika
Bolly
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Człowiek na wieży

Post#4 » 24 wrz 2018, o 16:33

Mszczuj pisze:Twarz może być brutalna, sylwetka kwadratowa

Pewnie może, nie mówię, że nie. Ja tylko sygnalizuję, że trochę mi to zgrzyta. Są analizatorzy złej literatury, którzy śmieją się z frazy "falująca pierś", podczas gdy ja widziałem ją w nieskończonej ilości książek i nie widzę w niej absolutnie nic niewłaściwego. Bo spokojnie mogę sobie wyobrazić pierś falującą, tj. unoszącą się i opadającą przy każdym oddechu. Przy "brutalnej twarzy" jestem jeszcze w stanie zrozumieć, że chodzi o zakazaną mordę typowego oprycha, ale w przypadku męskiej sylwetki określenie "kanciasty" naprawdę pasuje mi lepiej niż "kwadratowy". Bo kwadrat, jak wiadomo, ma wszystkie boki równe, i nic nie poradzę, że gdy doszedłem do tego fragmentu w tekście, przed oczami stanął mi Człowiek-Sześcian, który ma tyle samo wzrostu, co w barach. A chyba niezupełnie o to autorowi chodziło.

Mszczuj pisze:słowa nie muszą mieć znaczenia dosłownego a nawet metaforycznego

No to jakie? Jak ani nie dosłowne, ani nie metaforyczne, to chyba żadne. A słowo pozbawione znaczenia to tylko zlepek przypadkowych znaków.

Mszczuj pisze:Czytasz sztukę a nie podręcznik.

To co, to od sztuki już nie można wymagać, żeby miała jakiś sens? Nawet metafory powinny być przemyślane.

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 223

Człowiek na wieży

Post#5 » 27 wrz 2018, o 18:09

lol piszesz, że czytając epitety miałeś przed oczami obrazy (całkiem wyraźne), ale nie spodobały ci się te obrazy, więc piszesz autorowi, żeby zmienił je na takie, które tobie bardziej przypadają do gustu. Iście szczeniackie próby narzucania swojej wizji w cudzym dziele.
Słowa nie muszą mieć żadnego znaczenia, żeby wywierać emocje, poczytaj Białoszewskiego.
Sztuka nie żyje, leży w grobie przysypana opiniami takich jak Ty.
Wracaj do jaskini, z której przyszedłeś.

 ! Wiadomość z: Karen
Apeluję o zachowanie kultury wypowiedzi, nie obrażanie użytkowników i powstrzymanie się od uwag personalnych. W przeciwnym razie sprawa zakończy się zbanowaniem.

Awatar użytkownika
Bolly
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Człowiek na wieży

Post#6 » 28 wrz 2018, o 00:57

Mszczuj pisze:lol piszesz, że czytając epitety miałeś przed oczami obrazy (całkiem wyraźne), ale nie spodobały ci się te obrazy, więc piszesz autorowi, żeby zmienił je na takie, które tobie bardziej przypadają do gustu.

Nie chodzi mi o to, że obrazy mi się nie spodobały, tylko że - prawdopodobnie - nie były one do końca zgodne z wizją autora. Choć byłoby fajnie, gdyby on sam się do tego odniósł, bo możliwe, że się mylę.

Mszczuj pisze:Słowa nie muszą mieć żadnego znaczenia, żeby wywierać emocje, poczytaj Białoszewskiego.

Nie lubię i nie rozumiem Białoszewskiego. Wiem, że bezsens faktycznie może być środkiem wyrazu, ale warto pamiętać, że poezja i proza rządzą się nieco innymi prawami.

Mszczuj pisze:Iście szczeniackie próby narzucania swojej wizji w cudzym dziele.

Serio?

Mszczuj pisze:Sztuka nie żyje, leży w grobie przysypana opiniami takich jak Ty.

Serio? Miło, że przynajmniej "Ty" było wielką literą.

Mszczuj pisze:Wracaj do jaskini, z której przyszedłeś.

Serio? Ale... Serio?

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

Człowiek na wieży

Post#7 » 28 wrz 2018, o 08:41

Kto to jest Tadeusz Norek?

Sprawnie napisane, choć bez entuzjazmu, który często między wierszami dostrzec można.

[quote=Bolly]Nie lubię i nie rozumiem Białoszewskiego.[/quote]Ja też nie rozumiem, ale lubię. Szkoda, że muza-natchniuza nie zasugerowała Tadeuszowi Norkowi wyższego poziomu abstrakcji. Mogłoby być ciekawiej.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości