"Łzy życia"- Rozdział 22

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 156

"Łzy życia"- Rozdział 22

Post#1 » 24 wrz 2018, o 21:29

Ralf pociągnął masywne drzwi nieznacznie (jedynie tyle, by móc się przez nie przecisnąć), włączył główne światło, po czym szybko wszedł do dawnego fitnessraum*, będąc gotowym na ewentualne niespodzianki. Adam przedzwonił krótko na jego komórkę i przestrzegł przed przebiegłością zabójcy Benjamina.
Mustafa stał na lekko ugiętych nogach, niedaleko otwartych teraz drzwi, na leżącym pod ścianą materacu. I choć wyglądał jak gotujący się do ataku drapieżnik, miał – ku zadowoleniu Ralfa – dość mocno przestraszoną minę, i usiłował właśnie przywyknąć do nagłej, oślepiającej jasności. Ralf szybko skonstatował, że do ugięcia nóg zmuszał więźnia nieco przykrótki łańcuszek do kajdanek, a nie chęć na bezsensowną w tej sytuacji napaść.
Czekając, aż Elvis przywyknie do nagłego blasku, przyglądał się mu z nienawiścią pomieszaną z zaciekawieniem. Chłopak wyglądał bardzo młodo. Ralf nie dałby mu więcej niż osiemnaście lat. Wbrew sobie poczuł przez chwilę litość dla chłopca. Wiedział jednak, że będzie ich miał, tych lat, wkrótce dwadzieścia. Młody mężczyzna miał na gołym ciele czarny wełniany pulower ze sporym wycięciem pod szyją. Wprawne oko byłego sportowca trafnie oszacowało wytrenowanie Mustafy, dostrzegając pod wełną jego drobne, ale sprężyste, muskularne ciało.
Storch w zadumie świdrował jeńca wzrokiem, nie dostrzegając zrazu rosnącego zakłopotania porwanego mężczyzny.
Nagle w oczach Elvisa pojawiło się zrozumienie i zaraz potem… strach; Ralf rozpoznał tę odmianę po stężałych raptem rysach młodej twarzy.
– Pan jest… ojcem… – wychrypiał z trudem zabójca Benjamina.
Nie zdołał ukryć przerażenia. Uświadomił sobie bowiem, że nie przeżyje tej nocy, jeśli nie zacznie natychmiast działać, jeśli się nie uwolni. Ten facet zaszlachtuje go tutaj: był tego pewien. Tak przynajmniej zrobiłby Ibrahim, jego stary i głowa rodu zarazem. On sam zresztą też by tak postąpił na miejscu ojca Blondasa.
Ralf wahał się… Nie żeby chciał się wycofać. Był już teraz przekonany, że nie może darować temu bezdusznemu gówniarzowi odebrania mu jedynego ukochanego dziecka i Marii, miłości jego życia. Postanowił jednak zmienić pierwotny plan przystąpienia do zemsty już teraz, w tej chwili. Nagle wzięły w nim górę, ukryte gdzieś w zakamarkach mrocznej duszy, sadyzm i mściwość. Zapragnął raptem nieodparcie doprowadzić zdanego na jego łaskę i niełaskę mordercę Benjamina do namiastki choćby cierpień, jakie maltretowały go na przestrzeni ostatnich lat.
– Jak się czujesz, chłopcze? – zapytał wręcz grzecznie, nieoczekiwanie miłym dla więźnia głosem. Nie umknęło mu, że Mustafa drgnął na dźwięk jego słów i jakby skarlał bojaźliwie. Jednak po dłuższej chwili odezwał się, i to bynajmniej ani strachliwie, ani uprzejmie.
– A jak się mam, kurwa, czuć po tym, jak mnie ten skurwiel przykuł tu do ściany… nawet skakać nie mam tu jak z radości.
– I nie będziesz skakał, oj nie będziesz… zapewniam cię. – Tym razem Ralf rzucił to lodowatym głosem, w którym doskonale wyczuwało się całą potęgę nagromadzonej w nim nienawiści.
Panika znowu chwyciła Elvisa za gardło; musiał przełknąć i wziąć się w garść, by móc zapytać w miarę normalnym głosem.
– Co pan chce mi zrobić…?
Ralf przemilczał.
Jeszcze się nie zdecydował. W każdym razie chwilowo zmienił plany. Zabójcę jego syna postanowił pozostawić na razie w spokoju. Razem z dręczącymi go strachem, niepewnością i rozpaczliwymi myślami.
Zarejestrował obtartą do krwi i lekko napuchniętą rękę porwanego watażki. Adam musiał natrafić na agresywny opór Mustafy, który jednak, jak się okazuje, ani trochę chłopakowi nie pomógł. Nocnik leżał przewrócony poza zasięgiem jego (czuł okrutne zadowolenie z powodu tej „własności”) przykutej do ściany ofiary. Storch podszedł do „mobilnego pisuaru” i nogą przysunął tak, by stał się dla Elvisa osiągalny. Uwięziony mężczyzna obserwował go w milczeniu, a chirurg spostrzegł w rozbieganych, ciemnych oczach, że coś knuje.
– Nie nadwyrężaj mózgownicy. Jeszcze się nadumasz… – I podchodząc do drzwi, dodał:
– Co chcę z tobą zrobić…? Coś strasznego, niewyobrażalnie paskudnego… możesz mi wierzyć.
Sam się przestraszył własnego głosu. Na pewno nigdy jeszcze nie zabrzmiało w nim tyle ponurej złowieszczości. Z ręką na klamce dłuższą chwilę spoglądał w milczeniu na panicznie strwożonego mordercę jego jedynego dziecka. Będąc już za drzwiami, nie odmówił sobie przyjemności, by raz jeszcze je uchylić i ponownie popatrzeć z posępną satysfakcją na – skulone teraz pod ścianą – uosobienie śmiertelnego przerażenia.
Zanim w końcu odszedł, zgasił jednak litościwie światło w pomieszczeniu z uwięzionym Kosowo-Albańczykiem

*Fitnessraum (niem.) – siłownia, studio sportowe

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości