"Łzy życia"- Rozdział 24

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 157

"Łzy życia"- Rozdział 24

Post#1 » 27 wrz 2018, o 17:09

Elvis Mustafa, młody zabójca Benjamina Storcha – wschodzącej gwiazdy niemieckiej piłki nożnej – obudził się z ciężkiego snu dobre szesnaście godzin po powzięciu swojego na wodzie pisanego planu. Planu uwolnienia się z rąk ojca zakłutego przezeń chłopaka. Zanim otworzył oczy, stwierdził, że cierpi bardziej niż na wielkim kacu. Huczało mu w głowie. Jama ustna była wyschnięta do cna, mimo to czuł w niej smak żelaza i czegoś innego jeszcze, czego nie znał.
Ni z tego, ni z owego uprzytomnił sobie całkiem jasno, że znowu odwiedził go w snach Blondas.
"Za późno, za późno, za późno, idioto… nie powiedziałeś mu… choć tak bardzo cię o to prosiłem… a teraz jest już za późno."
Elvisa ogarnęło tak paniczne przerażenie na to ciągłe „za późno, za późno”, że zaczął żarliwie zapewniać Blondasa o chęci szybkiego naprawieniu błędu.
"To koniec… za późno…– mówiły płaczące w ciemności oczy. – Nie osiągniesz już Ralfa… nie pozwoli, byś do niego chodził”.
Elvis zalewał się łzami razem z płaczącymi, niebieskimi oczami Bena, a imadło śmiertelnego lęku miażdżyło mu serce.
Wybudzony teraz, leżał na wznak, wciąż nie otwierając oczu. Były zaropiałe, a powieki sklejone. Po dłuższej chwili z wysiłkiem zdołał je minimalnie otworzyć. Stwierdził, że nie leży już na podłodze, a na jakimś twardym, wąskim i wysokim łożu. Chciał przetrzeć utrudniające widzenie miejsca w oczodołach, ale odkrył, że jego ręce przymocowane są czymś do leżanki, na której spoczywał. Z trudem, ignorując ból, rozwarł w końcu powieki. W pomieszczeniu włączona była zawieszona prowizorycznie nad nim silna lampa. Nie główna jednak w piwnicy, bo ta, która w tej chwili wisiała dokładnie nad jego łóżkiem, łagodnie rozpraszała mrok, nie rażąc w oczy. Jego głowa górowała nieco nad resztą ciała. Leżał teraz w drugim końcu piwnicznego więzienia na, jak słusznie w końcu wywnioskował, szpitalnej kozetce operacyjnej, a jego ręce unieruchomiono na niej szerokimi pasami.
Białe prześcieradło okrywało go do wysokości bioder.
Coś tu się nie zgadzało…
– Jak tam twoje samopoczucie, morderco mojego chłopca?
Elvis obrócił głowę w lewo, skąd przemówił do niego Siwy.
Ojciec Benjamina spoglądał na niego poważnymi, rozognionymi i zmęczonymi oczami. Po policzkach wyraźnie postarzałego od wczoraj mężczyzny spływały łzy. Oczy jego były bardzo podobne do tych ze snu.
Poczuł ból w dolnych partiach nóg.
Wstrzymał oddech... nie pozwoli, byś… chodził.
Elvis podrywa się gwałtownie ze zjeżonym włosem i sercem boleśnie skaczącym do gardła.
Nie przyjmując do wiadomości wrzynających się boleśnie w przedramiona pasów, patrzy z niebywałym, trwożnym niedowierzaniem, z paraliżującą wszelkie zmysły zgrozą na płasko ścielące się prześcieradło w miejscu, w którym powinny sterczeć jego stopy.

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości