"Łzy życia"- Rozdział 25

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 75

"Łzy życia"- Rozdział 25

Post#1 » 29 wrz 2018, o 11:07

Ralf Storch został skazany na dziesięć lat odosobnienia za zaplanowane, trwałe okaleczenie Elvisa Mustafy oraz sześcioletni zakaz wykonywania zawodu po wyjściu na wolność. Nie przejął się surowym wyrokiem – dla niego życie po utracie Marii i Bena tak czy owak pozbawione zostało wszelkiego sensu.
A jednak nawet on dostrzegał niesprawiedliwość w ekstremalnej różnicy w wysokości wyroków wydanych teraz na niego i wcześniej na mordercę jego dziecka. Po dokonaniu szokującej ogół obywateli zemsty nie odezwał się do kogokolwiek jednym słowem. Nie dawał się wciągnąć w jakiekolwiek dywagacje na temat tego, co zrobił. Ani z policją, ani z psychologiem, ani z przyznanym mu z urzędu obrońcą, z sędzią prowadzącym rozprawę czy też z dziennikarzami.
Jego postępek wzbudził kontrowersje w mediach i w społeczeństwie. Zdania były podzielone. Byli tacy, którzy przyklasnęli takiemu ukaraniu młodocianego mordercy, kpiącego sobie z prawa i mającego gdzieś wszelkie zasady moralne. Inni oburzali się i porównywali Ralfa do terrorystów, którzy uzurpowali sobie prawo do mordowania na prawo i lewo. Samosądy dobre były w średniowieczu czy na dzikim zachodzie, nie w kraju cywilizowanym, który do ścigania i karania za przestępstwa dysponuje odpowiednio wyspecjalizowanymi i skutecznymi organami. Że za mord na Benjaminie Storchu Mustafa nie poniósł konsekwencji? Jak to nie? Otrzymał przecież wyrok w zawieszeniu, co oznaczało, że przy kontynuowaniu aktywnej przestępczej działalności, prędzej czy później znalazłby się na długo za kratkami. Wielu antagonistów śmiało się tylko na takie argumenty, podając inne przykłady bezkarności kryminalistów w Niemczech, którzy mieli już „zawieszki” i zamiast lądować hinter schwedischen Gardinen*, po popełnieniu dalszych przestępstw, „skazywani” zostawali na kolejne kary w zawieszeniu. A poza tym: jak się ma niezwykle surowy wyrok wydany na wziętego chirurga, do tego „błazeńskiego” – jak z oburzeniem wyżywano się w internecie na niemieckim systemie karnym, który zasądzono zabójcy Benjamina Storcha? I to zabójcy cudzoziemskiego pochodzenia! To są kpiny ze sprawiedliwości – grzmieli zwolennicy linczu. Ten ceniony – co z zapałem zaznaczano – lekarz miał mimo wszystko usprawiedliwiającą okrutny czyn motywację. Mustafa, obcy na niemieckiej Ziemi – o czym również z ochotą przypominano (zwłaszcza neofaszyści) – zabił niemieckiego sportowca jedynie dla zaspokojenia żądzy mordu i nie poniósł z tego powodu żadnych – z jego punktu widzenia – dotkliwych konsekwencji.
Ralfowi cały ten zgiełk wokół jego osoby był absolutnie obojętny.
Zrobił, co zrobił… i spłynęła na niego odprężająca ulga. Czuł się jak ktoś, kto poczynił posługę odeszłym z tego świata bliskim, kto wypełnił swój ostatni względem nich obowiązek.
W więzieniu znalazł się już niecałe cztery miesiące po amputowaniu nóg mordercy jego rodziny. Na rozprawie sądowej niczemu nie zaprzeczał. Po prostu milczał. Mógł prawdopodobnie wywalczyć niższy wymiar kary, ale był ponad tym wszystkim. Czekał tylko, aż przestaną go ciągać tam i z powrotem po sądach, psychiatrach i urzędach. Chciał się znaleźć w celi i mieć wreszcie spokój – tych parę lat, które mu zasądzą. Okazało się, że tych parę lat oznaczało ich całe dziesięć! Ale i to przyjął ze stoickim spokojem. Nie miał żadnych planów na przyszłość, więc długość odsiadki ani go grzała, ani ziębiła.
Jednakowoż bardzo niemile zaskoczyło go, gdy wsadzony został do celi wraz z dwoma innymi jeszcze więźniami. To już bowiem nie było. mu obojętne! Po raz pierwszy wykorzystał swoje koneksje, przedzwonił do Roberta, dawnego przyjaciela ze szkoły średniej, który był teraz szychą w środowisku prawniczym.
Po miesiącu dostał dużo mniejszą, ale własną celę i mógł się wreszcie napawać spokojem.
Od początku – i tak już pozostało do końca – brał umiarkowany udział w aktywnościach minispołeczeństwa odseparowanego od świata wysokim murem. Robił wspólnie z innymi więźniami wyłącznie to, co musiał i czego nie mógł uniknąć, nie chcąc wchodzić w konflikt z władzami zakładu karnego. Zakład penitencjarny, w którym przyszło mu odsiedzieć zasądzony wyrok, miał zaostrzony reżim, a odpokutowujący tu swoje winy przestępcy rzadko odzyskiwali wolność wcześniej niż po upływie pięciu lat. Przepustkę za mur regulaminowo można było dostać dopiero po odbyciu jednej trzeciej kary, a i wtedy należało na nią najpierw zapracować.
Teoretycznie – w demokratycznym systemie niemieckim – mógł otrzymać urlop już nawet w pierwszym roku odsiadki. Musiałby jedynie dla osiągnięcia tego celu zabrać się do pisania odpowiednich, możliwie wiarygodnie umotywowanych podań. Tego jednak, w swoim tępym uporze oraz ze strachu przed powrotem do życia w społeczeństwie, nie zamierzał robić.
Ralf Storch nie musiał się więc na razie pucować, by otrzymać prawo do krótkiego urlopu. Póki co nie potrzebował się tym kłopotać. Poza tym było mu tu dobrze. Do świata na zewnątrz nie ciągnęło go, a w swojej maleńkiej celi mógł, przez nikogo nie nagabywany, leżeć godzinami na pryczy, wpatrywać się w sufit i marzyć, i wspominać, wspominać, wspominać…
Od popełnienia aktu zemsty przestał bezmyślnie i pełen bólu rozpaczać po Benjaminie i Marii. Za to setki razy wracał teraz w pamięci do wszelkich przyjemnych chwil z dawnych szczęśliwych czasów ze swoją skromną, kochaną rodzinką.
I ciągle od nowa odkrywał coś z przeszłości, co było miłe, wywoływało ciepło w sercu i uśmiech na twarzy.
I tak minął pierwszy rok z ośmiu, które przyjdzie mu ostatecznie odsiedzieć.

* Hinter schwedischen Gardinen (niem.) – za szwedzkimi firankami: powiedzenie to (zarówno w języku niemieckim, jak i w polskim) oznacza, że siedzący za szwedzkimi firankami to ktoś, kto odbywa karę więzienia.

Kawka
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 360

"Łzy życia"- Rozdział 25

Post#2 » 29 wrz 2018, o 17:23

:) ;)

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1738

"Łzy życia"- Rozdział 25

Post#3 » 30 wrz 2018, o 13:19

Krzytawy, osobiście uważam, jako osoba chcąca sięgnąć po Twoją wieloczęściówkę, że gdy zawiera ona więcej niż trzy rozdziały, to powinieneś używać buttonów - poprzednia część, pierwsza część, następna część, by ułatwić czytelnikowi przechodzenie z jednej części do drugiej.

Edit: Prócz tego przenoszę utwór do właściwego działu.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość