Oblicza szaleństwa, rozdział II

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1457

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#1 » 30 wrz 2018, o 13:13

Przepraszam za zwłokę w dodaniu następnego rozdziału, bo już od dawna leżakuje na dysku, tylko czasu jakoś zabrakło, żeby na forum go wrzucić. Nadal mam mieszane uczucia, ale sama nie wiem, co mi nie pasuje, więc cichutko liczę na wasze uwagi. :)

Część poprzednia

Rozdział II

Alicja z trudem uniosła ciężkie od senności powieki. Musiała przysnąć na dłuższą chwilę, bo obudziła się zupełnie skołowana – nie wiedziała, gdzie jest, ani która godzina. Omiotła pokój półprzytomnym spojrzeniem. Duże, wysokie okna nie miały rolet ani firan, więc minęła dobra chwila, zanim jej wzrok przyzwyczaił się do oślepiającego słońca na bezchmurnym niebie. Na środku przestronnej sali ustawiono dziesięć krzeseł — wszystkie były zajęte, również Ala siedziała na jednym z nich. Wodziła wzrokiem po obecnych, szukając znajomej twarzy. Pierwszą dostrzegła doktor Olszewską. Lekarka zajmowała miejsce dokładnie naprzeciwko niej. Po lewej zauważyła Gosię, a kawałek dalej... Nie, to niemożliwe! Szok sprawił, że na chwilę zapomniała o oddychaniu i dopiero, kiedy zaczęło brakować jej tlenu, gwałtownie wciągnęła powietrze, ściągając tym samym uwagę wszystkich obecnych.
— No dobrze, może zaczniemy, skoro Alicja już dołączyła. — Doktor Olszewska zabrała głos, jednak Ala nawet nie zwracała na nią uwagi. W pełnym skupieniu patrzyła na matkę, jakby obawiała się, że zniknie, jeśli chociaż na chwilę odwróci wzrok. Aleksandra pochwyciła spojrzenie córki i odpowiedziała ciepłym uśmiechem. Nie widziały się od tylu lat... Wyglądała młodziej, dużo młodziej, niż ją zapamiętała. Kręcone czarne włosy, drobna figura i delikatne dziewczęce rysy twarzy – były do siebie tak podobne, że można by omyłkowo wziąć je za siostry, a nie matkę i córkę. I raz faktycznie tak się zdarzyło, na wakacjach w Rzymie — przypomniała sobie. Ale to było jeszcze zanim...
Zanim mama zachorowała — dodała po chwili, kiedy zaspany umysł w końcu zaskoczył. Już wiedziała, co jej nie grało w tym obrazku. Doktor Olszewska nie prowadziła terapii grupowej. Poza tym, byli na oddziale zamkniętym, gdzie nie odbywały się takie zajęcia. A matka Alicji zachorowała sześć lat temu... I od trzech lat nie żyła.
Ja śnię! — zrozumiała z opóźnieniem. Na ogół dopiero po przebudzeniu dostrzega się abstrakcyjność świata kreowanego przez wyobraźnię, jednak tym razem było na odwrót. Pomimo to sen trwał nadal.
— Może dzisiaj zaczniemy od Małgosi — zaproponowała doktor Olszewska. — Gosiu, jakie poczyniłaś kroki, żeby dołączyć oficjalnie do naszej grupy?
— Niestety ciągle jestem w fazie planowania — przyznała ze smutkiem Gośka. — Szczerze mówiąc, nie mogę się zdecydować, w jaki sposób chcę to zrobić.
— To częsty problem. — Lekarka kiwnęła głową ze zrozumieniem. — Powiedz nam proszę coś więcej. Które kwestie sprawiają ci największy kłopot? Razem na pewno uda nam się znaleźć jakieś rozwiązanie.
Alicja zmarszczyła brwi. Nic z tego wszystkiego nie rozumiała. O co tutaj chodziło? Co to za spotkanie?
— Chciałabym, żeby nie bolało — wyjaśniła zawstydzona blondynka. W jej głosie pobrzmiewały drżące nuty wahania.
W takim razie lina odpada. Nie polecam, paskudny sposób — odezwał się mężczyzna siedzący po prawej stronie Małgosi. Wyglądał na mniej więcej czterdzieści lat. Typ biznesmena — dokładnie ogolony, garnitur, krawat, skórzane buty. Jednak coś nie pasowało Ali w tym obrazku. Był nienaturalnie blady, wręcz kredowobiały. Po dłuższej chwili dostrzegła coś jeszcze – granatowy siniec wokół szyi, który wystawał nieco ponad kołnierzyk koszuli. — Gdybym miał zrobić to jeszcze raz, wybrałbym tabletki. Duża ilość środków nasennych i alkohol robią swoje — dodał po chwili namysłu. Zauważył, gdzie patrzyła Alicja i pośpiesznie zapiął koszulę na ostatni guzik. Przyłapana na gorącym uczynku, odruchowo uciekła spojrzeniem w bok.
— A ja z własnego doświadczenia mogę odradzić podcinanie żył. — Matka Ali włączyła się do rozmowy. Mówiła lekkim, beztroskim głosem, jakby dzielili się przepisami kucharskimi, a nie sposobami na odebranie sobie życia. — Daniel dobrze radzi. Alkohol i tabletki, ale trzeba ich połknąć odpowiednio dużo. Albo złoty strzał.
— Brzmi sensownie — stwierdziła po krótkim namyśle Gosia. Pomimo że starała się mówić stanowczo, to nie zdołała zamaskować drżenia niepewności w głosie.
— Ej, chwila! — Alicja w końcu nie wytrzymała. — Czy ktoś może mi wyjaśnić, co tutaj się dzieje?
— Alu, trzeba było słuchać, zamiast błądzić myślami w chmurach — powiedziała doktor Olszewska, patrząc na nią karcąco, jak na niesfornego uczniaka. Zresztą od początku kojarzyła się Alicji z nauczycielką albo urzędniczką, nie tylko ze względu na styl bycia, ale też sposób ubioru — ciasny kok, prostokątne okulary, idealnie wyprasowany fartuch, a pod nim koszula i ołówkowa spódnica. Kobieta westchnęła teatralnie, żeby podkreślić swoje rozczarowanie przekorną pacjentką, po czym łaskawie wyjaśniła: — Prowadzimy grupę wsparcia dla samobójców. Na naszych spotkaniach pomagamy odnaleźć cel życia po śmierci.
— Ale to jakiś bezsens! Przecież pani żyje! Ja i Gosia również! — Alicja zauważyła, że głos jej drży. Wiedziała przecież, że to tylko głupi, nic nie znaczący sen, ale pomimo to nie potrafiła opanować emocji.
— Już niedługo — odpowiedziała Olszewska, uśmiechając się smutno.

Obudziła się zlana zimnym potem. Nie miała pojęcia, która godzina, ale nieprzenikniona ciemność za oknem wskazywała, że był środek nocy. Dłuższą chwilę siedziała na łóżku i oddychała głęboko, żeby uspokoić obijające się o żebra serce. Dopiero, kiedy trochę ochłonęła, zauważyła pojedynczy snop światła wpadający z korytarza przez uchylone drzwi. Dziwne — stwierdziła. Pielęgniarki zawsze zamykały sale chorych na klucz chwilę po dwudziestej drugiej i otwierały dopiero o szóstej rano.
Zamrugała kilkakrotnie, czekając, aż wzrok przywyknie do ciemności. Po chwili z mroku zaczęły wyłaniać się zarysy mebli. Popatrzyła kolejno na sąsiednie łóżka. Na najbliższym materacu spała Beata – donośne chrapanie i duże wygórowanie kołdry nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Kawałek dalej drobna sylwetka Stanisławy rysowała się pod kocem. Miejsce Gosi było puste. Alicja ostrożnie opuściła nogi i powoli wstała, żeby nie zbudzić współlokatorek skrzypieniem sprężyn starego łóżka. Na palcach podeszła do drzwi i wyjrzała na zewnątrz, rozglądając się na obydwie strony. Ani żywej duszy. Gdzie w takim razie podziała się Gośka? Z braku innego pomysłu, ruszyła w kierunku toalety. Najwidoczniej zgadła, bo już z daleka dostrzegła wąski pasek światła pod drzwiami, a kiedy podeszła bliżej usłyszała szum wody.
— Gosia, jesteś tam? — zapytała najpierw cicho, nie chcąc ściągnąć na siebie uwagi pielęgniarek. Po chwili trochę głośniej powtórzyła: — Halo? Jest tam kto? Gośka?
Zero odpowiedzi.
Przyłożyła ucho do drzwi. Uparcie wytężała słuch, ale nie słyszała nic prócz jednostajnego szumu wody. Żadnych kroków czy jakiegokolwiek dźwięku, który świadczyłby o tym, że ktoś jest w środku. Jeszcze przez chwilę się wahała, ale w końcu nacisnęła klamkę i ostrożnie zajrzała do środka.
Łazienka była pusta. Alicja westchnęła z ulgą. Poczuła, jak opada napięcie, z którego istnienia do tej chwili nie zdawała sobie sprawy. Podeszła zakręcić kran. Woda już zaczęła przelewać się przez umywalkę, ściekając na podłogę. Podniosła wzrok i popatrzyła na dziewczynę stojącą po drugiej stronie lustra. Stara dobra nieznajoma odpowiedziała jej wymownym spojrzeniem sugerującym, że wygląda dokładnie tak, jak się czuje. Ala nie mogła się nie zgodzić. Zawsze należała do szczupłych, ale ostatnie tygodnie spędzone w szpitalu sprawiły, że drobne ramiona stały się wręcz kościste, a dołki nad obojczykami były widoczne z daleka. Pozbawiona słońca skóra przybrała niezdrowo blady odcień, a długie włosy w kolorze gorzkiej czekolady straciły swoją pierwotną gęstość i zdrowy blask. Podsumowując, wyglądała jak śmierć na wakacjach.
Dźwięk naciskanej klamki wyrwał dziewczynę z zamyślenia.
— Zajęte! — krzyknęła, poirytowana. Ze względów bezpieczeństwa toaleta nie była zamykana na klucz. Zamiast tego na zewnątrz wisiała obustronna karteczka z napisami „wolne” i „zajęte”. Ale jak widać niektórzy mieli problemy z czytaniem ze zrozumieniem — stwierdziła Alicja. Inna sprawa, że o tej porze żaden pacjent nie powinien kręcić się po oddziale. Może to pielęgniarka? Albo to Gosia stroi sobie z niej żarty. Wyszła z łazienki, ale na zewnątrz czekało na nią tylko zaskoczenie. Korytarz był pusty. Przystanęła, zupełnie skołowana. Czyżby jej się przesłyszało? Nie, to niemożliwe — przecież widziała na własne oczy, jak klamka się porusza!
Wzdrygnęła się, próbując strząsnąć z siebie uczucie niepokoju. Stop, niepotrzebnie świrujesz! — pomyślała stanowczo. Pewnie miała rację: Gośka sobie z niej żartowała, a ona naiwnie dała się nabrać. Tak, im dłużej nad tym myślała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to wszystko sprawka przyjaciółki. To byłoby dla niej typowe. Postanowiła wrócić do sali i sprawdzić, czy dziewczyny nie ma w łóżku. Parsknęła pod nosem. Nie zdziwiłaby się, gdyby zobaczyła Gosię nakrytą kołdrą, udającą, że śpi.
Z tą myślą ruszyła korytarzem. Światła zamigotały. Przystanęła, podnosząc wzrok na żarówkę nad swoją głową. Ta jeszcze przez chwilę mrugała, po czym zupełnie zgasła. Otoczyła ją nieprzenikniona czerń. Kiedy przeminął znieczulający efekt szoku, powrócił niepokój. Nic nie widziała. Normalnie wzrok po kilku minutach przyzwyczaiłby się do ciemności, ale na korytarzu nie było okien, więc brakowało jakiegokolwiek, nawet najmniejszego źródła światła. Spokojnie, to tylko zwykła awaria — powtarzała w myślach, skupiając się na miarowym oddychaniu. Nie mogła sobie teraz pozwolić na napad astmy, bo inhalator zostawiła w pokoju. Wystarczy, że będzie szła wzdłuż ściany, a dotrze do sali albo do dyżurki pielęgniarek. No właśnie — pielęgniarki! Czemu do tej pory żadna z nich nie wyszła na korytarz, zaalarmowana brakiem prądu? Całkiem możliwe, że wszystkie spały – na nocnej zmianie nie było w tym nic dziwnego, stwierdziła Alicja. Ruszyła do przodu, cały czas trzymając się ręką ściany.
Nagle lodowaty dreszcz spłynął w dół jej kręgosłupa. Usłyszała skrzypienie starej podłogi, nie pod swoimi stopami, ale gdzieś za plecami, w głębi korytarza. Poczuła, jak ściska jej gardło.
— Gosia, to ty? — zapytała drżącym głosem. Teraz już nie była taka pewna, czy to wszystko głupie żarty współlokatorki. Odwróciła się i wbiła spojrzenie w ciemność. Na marne wytężała wzrok — otaczająca ją czerń była nieprzenikniona.
Poczuła ciepły powiew oddechu na karku. Ktoś stał tuż za nią. Wtedy już nie wytrzymała napięcia — zareagowała instynktownie i rzuciła się biegiem przed siebie. Byleby dotrzeć do dyżurki pielęgniarek, która jawiła się jej jako bezpieczna przystań. Już prawie była u celu, kiedy niespodziewane szarpnięcie za ramię pociągnęło ją do tyłu. Straciła równowagę i runęła na plecy. Zanim zdążyła zrozumieć co się dzieje, ciemność całkowicie ją pochłonęła.
***
Punkt czternasta sale chorych opustoszały i pacjenci ruszyli do świetlicy na obiad. Jeśli Ala miałaby określić, gdzie skupiało się życie towarzyskie na oddziale zamkniętym, to obstawiałaby właśnie stołówkę. Powodem takiego stanu rzeczy był nowiutki i jednocześnie jedyny na całym oddziale telewizor. Nowoczesny płaski ekran podwieszony do sufitu tworzył ostry kontrast z tapetą w okropne zielono-żółte paski i PRL-owskich mebli, których stan i wiekowość budziły podejrzenie, że zwinięto je z wystawki pod śmietnikiem w szlachetnym celu cięcia szpitalnych kosztów.
Alicja niechętnie podeszła do okienka, żeby odebrać obiad. Obserwowała, jak gruba kobieta o twarzy mopsa ładuje na plastikowy talerz kolejno ziemniaki, papkę z bliżej niezidentyfikowanych warzyw i kotlet schabowy tradycyjnie już przypalony z jednej strony i — dla zachowania równowagi — niedosmażony z drugiej. Ta babka naprawdę musi nienawidzić swojej pracy — pomyślała Ala, widząc z jaką pogardą i jawnym obrzydzeniem kucharka patrzy na pacjentów. Nienawistne spojrzenie i jej nie ominęło, więc pośpiesznie zabrała tacę, aby czym prędzej się ulotnić. Ruszyła między rzędami stołów przykrytych kraciastą ceratą, wypatrując wolnego miejsca lub znajomej twarzy.
— Hej, młoda! Tutaj! — Alicja odwróciła głowę w kierunku, z której dochodził znajomy głos i od razu się uśmiechnęła. Pan Zbyszek machał do niej energicznie ponad głowami tłoczących się w kolejce do okienka. — Chodź! Zająłem nam stolik!
— Dzień dobry! — Chwilę później już siadała naprzeciwko Zbigniewa. Pomimo różnicy pokoleń wynoszącej ponad pół wieku, to właśnie ten starszy pan jako pierwszy zaprzyjaźnił się z Alą w szpitalu. Zbyszek miał oryginalną osobowość, co było widać już na pierwszy rzut oka. Najbardziej wyróżniała go imponująca biała broda świętego Mikołaja i długie siwe włosy opadające na zgarbione pod ciężarem wieku plecy. Wizerunku Mikołaja-metalowca dopełniały czarna skórzana kamizelka ozdobiona naszywkami z logami zespołów metalowych i sprane jeansy. Pielęgniarki już dawno poddały się i zrezygnowały z bezowocnych prób przekonania seniora do założenia piżamy lub dresów, które lepiej wpisywały się w szpitalny dress code. Jedyne, co zdołały wynegocjować, to zamiana ciężkich glanów na trampki. Podsumowując, Zbigniew nadal żył w rock'and'rollowych czasach swojej młodości — i właśnie za to Alicja go uwielbiała.
— Pomożesz, młoda? — Staruszek podsunął Ali swój telefon komórkowy. Na ekranie otwarta była strona główna Facebooka. – Nie mam pomysłu, co dzisiaj wrzucić.
Uśmiechnęła się pod nosem. No tak, mogła się tego spodziewać. Od kiedy wnuczka kupiła Zbigniewowi smartfona i nauczyła go surfować po internecie, to pół dnia spędzał z nosem przyklejonym do wyświetlacza. Jak nietrudno się domyślić, najbardziej wciągnął go popularny portal społecznościowy z twarzą i książką w nazwie. Dodał do znajomych całą rodzinę i przyjaciół, a za misję obrał sobie muzyczną edukację najbliższych.
Co jak co, może i czasem nie wiedział, który jest rok i wierzył, że są ostatnimi ocalałymi ludźmi na Ziemi, a na zewnątrz grasują krwiożercze potwory. Ale nawet wtedy pamiętał, żeby codziennie wejść na Facebooka i udostępnić nową piosenkę.
— No, jakieś pomysły? — Zbigniew ponowił pytanie, zniecierpliwiony.
— Hmm. — Ala niemrawo gmerała plastikowym widelcem w talerzu, jakby wymieszanie jedzenia mogło sprawić, że będzie wyglądało apetyczniej — efekt był raczej odwrotny. — Może „Outlaw of Torn” Metalliki? — zaproponowała po chwili zastanowienia.
— O, dawno ich nie słuchałem! Dobry pomysł! — Zbyszek od razu zaczął szukać utworu na YouTube. Z kolei znudzona Alicja odruchowo pokierowała wzrok w stronę telewizora. Dół ekranu zasłaniały zadarte do góry siwe głowy. Dwa stoły ustawione najbliżej telepudła zajmowali emeryci, którzy już na stałe zaanektowali symbol władzy ludu — pilot od TV. To właśnie oddziałowi weterani codziennie okupowali stołówkę od samego rana aż do pory gaszenia świateł. Inna sprawa, że co najmniej połowę dnia nic nie oglądali, tylko kłócili się o wybór kanału telewizyjnego, co działo się też teraz, jak wnioskowała z urywek rozmowy:
— Przełącz, zaraz zaczyna się „Zaklęta miłość” na TV cztery!
— Ale teraz na TV Trwam lecą „Sanktuaria polskie”. To ważniejsze, niż te twoje głupie telenowele!
— A co ci po sanktuariach? I tak do żadnego nie pojedziesz, bo już cię stąd nie wypuszczą, stara wariatko!
— A ty nie lepsza! Zdurniałaś całkiem na starość, najchętniej byś tylko te swoje seriale z przystojnymi młodzieńcami oglądała! Toż to nie przystoi w tym wieku!
— A tam nie przystoi! A tam w tym wieku! Chociaż tyle mi na starość zostało!
— W sumie to masz rację. Włączaj to TV cztery. Coś nam się od życia należy!
Alicja parsknęła pod nosem. W sumie, to pomimo niechęci do tandetnych brazylijskich telenowel, podzielała zdanie zwariowanych staruszek i z dwojga złego wolała już oglądać wypudrowanych przystojniaków, niż słuchać przynudzania o zabytkowych kościołach. Jej też się w końcu coś od życia należy, no nie?
— Jest i blondyna! — Pan Zbigniew zamachał do Gosi, która ruszyła slalomem pomiędzy stolikami. Chwilę później już siedziała koło Ali.
— Dzień dobry, panie Zbyszku! — przywitała się wesoło, po czym spojrzała na Alicję, a ona zdała sobie sprawę, że od dłuższej chwili nieświadomie masuje sobie obolały kark. Zaklęła w myślach. Teraz już była pewna, że nie uda jej się uniknąć niewygodnych pytań.
— Jak się czujesz?
I niestety miała rację. Westchnęła z rezygnacją. Naprawdę nie miała ochoty na tę rozmowę, ale Gosia nie byłaby sobą, gdyby przemilczała całą sprawę.
— Nic mi nie jest. Poobijałam się i tyle. Nie ma o czym gadać — próbowała uciąć temat.
— A co się stało? — zapytał zaniepokojony pan Zbyszek.
— Nic się nie... — zaczęła Alicja, ale Gośka wcięła jej się w słowo:
— Ala szalała wczoraj w nocy. Wymknęła się z pokoju, po czym wyrżnęła orła na korytarzu. Pielęgniarki znalazły ją nieprzytomną. Taka z niej uciekinierka! — wyjaśniła Gosia, posyłając przyjaciółce wredny uśmieszek.
— Ale śmieszne, no faktycznie! — prychnęła Alicja. — Po pierwsze drzwi były otwarte i nie uciekłam, tylko poszłam cię szukać, a po drugie, prąd wysiadł na chwilę, więc nic nie widziałam i się potknęłam — wyjaśniła z rosnącą irytacją.
— Oj już dobrze, dobrze. Nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi, a tej i tak ci już natura poskąpiła! — drwiła sobie dalej Gosia. Alicja w odpowiedzi tylko uśmiechnęła się kwaśno. Nie miała siły wymyślać ciętych ripost. W nocy nie spała, dręczona wątpliwościami. Próbowała zrozumieć, co tak właściwie się wydarzyło. Małgosia twierdziła, że spała jak zabita, a według pielęgniarek nie było żadnej awarii prądu. Słysząc to, Ala skłamała, że po prostu się potknęła. I tak nikt by jej nie uwierzył. Wiedziała, że wszystko, co wtedy widziała i słyszała można by wytłumaczyć chorobą. Zresztą sama sobie do końca nie wierzyła, więc jak mogła oczekiwać tego od innych?
— Cholera, mamy przesrane.
Alicja drgnęła nerwowo, wyrwana z zamyślenia. Pan Zbigniew, jak przystało na starszego gentelmena, nie hańbił się przekleństwami, więc jeśli już klął, należało to traktować jako sygnał alarmowy. Dziewczyny podążyły wzrokiem za spojrzeniem emeryta.
Istotnie — nie mogło być gorzej. Jola ruszyła na swój obchód po stołówce. Szukała ofiary. I szła teraz w ich kierunku, rozsuwając na boki stoliki, żeby zrobić sobie przejście. Jolka miała trzydzieści lat i ważyła tyle, co trzy Alicje. Jak można się domyślić, nieduże szpitalne porcje nie zaspokajały apetytu kobiety. Po oddziale krążyła plotka, że kiedyś wysłała na OIOM chłopaka, który odmówił oddania jej swojego obiadu. Nie wiadomo, czy była to prawdziwa historia, ale przemawiała do wyobraźni i nikt więcej nie odważył się sprzeciwić Jolce. Tym sposobem Jola mogła spokojnie dalej pracować nad powiększaniem swoich rozmiarów.
Chwilę później Jolanta stanęła nad Alą, która z trudem zachowała obojętny wyraz twarzy. Wielki jak balon brzuch znajdował się teraz na wysokości jej oczu. Do nozdrzy dziewczyny dotarł mdlący zapach potu i dymu papierosowego, którym przesiąknięte były ubrania kobiety.
— Nie będziesz tego jadła. — W zdaniu wypowiedzianym gburowatym głosem zabrakło znaku zapytania. Alicja zadarła głowę do góry, żeby spojrzeć w oczy śmierci, ale jedyne, co zobaczyła, to fałdy tłuszczu i olbrzymie piersi. Szybko odwróciła wzrok, żałując poprzedniego ruchu. Zbyszek dyskretnie kopnął ją pod blatem stołu, dając do zrozumienia, żeby oddała Jolce swój obiad. Niedoczekanie! Może i miała stracha, ale nie zamierzała płaszczyć się przed nikim, a już tym bardziej przed tą tłustą krową.
— A właśnie, że będę to jadła. Idź sobie szukać ofiary gdzie indziej — stwierdziła stanowczo.
— Słucham?! Co powiedziałaś, gówniaro?! — wycedziła przez zaciśnięte zęby Jola. Alicja nawet nie zdążyła zareagować. Rozwścieczona kobieta jednym szarpnięciem za włosy poderwała ją na nogi. W odruchu obronnym Ala chwyciła pierwszą rzecz, którą miała pod ręką. W efekcie na twarzy Jolki wylądowała taca razem z zawartością talerza. No cóż, można powiedzieć, że dostała, co chciała.
— Kurwa mać! Niewychowana smarkula! — Jolanta między słowami wypluwała kawałki jedzenia.
— Zostaw ją w spokoju! — krzyknął pan Zbigniew, ale było już za późno.
Jola jednym szarpnięciem odwróciła Alę przodem do siebie. Ostatnie, co zobaczyła dziewczyna, to tłusta pięść pędząca w kierunku jej twarzy. Później była już tylko ciemność.
***
Obudził ją cichy szmer rozmowy. Wszelkie odgłosy były przytłumione, jakby dochodziły zza ściany. Na początku do jej uszu docierały tylko niezrozumiałe dźwięki, ale z każdą kolejną minutą senne zamroczenie stopniowo ustępowało, aż słowa odzyskały swój kształt i znaczenie. Rozróżniła dwa głosy — pierwszy, męski i obcy, i drugi — kobiecy, brzmiący znajomo, chociaż nie mogła w pamięci odnaleźć twarzy, do której należał.
— Nieźle ją urządziła ta grubaska! — odezwał się pierwszy głos, kpiący i beztroski.
— Och, zamknij się! Jesteś niemożliwy! Ze wszystkiego sobie żartujesz. Dorośnij w końcu! Życie to nie jest jeden wielki kawał — odwarknął mu kobiecy głos, w którym z kolei pobrzmiewały nuty zmartwienia i napięcia.
— Po pierwsze, dobrze wiesz, że to niemożliwe. Po drugie, nie wiem jak twoje, ale moje życie to jeden wielki kawał, do tego kiepski — kpił dalej ten pierwszy. — Poza tym za bardzo się zamartwiasz. Jak zwykle zresztą. Wyjdzie z tego.
— Ech. Nie dlatego się martwię.
— No to dlaczego?
— Mam wątpliwości, czy da radę to zrobić. Dużo już przeszła. Może nie być wystarczająco silna. Poza tym naprawdę nie chciałabym ją w to mieszać.
— Da radę. Nie będzie miała innego wyboru.
Alicja uważnie przysłuchiwała się rozmowie — a raczej na tyle uważnie, na ile pozwalał jej umysł zasnuty ciężką mgłą leków nasennych. Pomimo to niewiele rozumiała z usłyszanych słów. Próbowała otworzyć oczy, żeby zobaczyć kto stał przy jej łóżku, ale powieki miały ciężar ołowiu. Jedyne, co zdążyła dostrzec, zanim z powrotem odpadły w dół, to dwie rozmazane sylwetki pochylające się nad jej łóżkiem. Chciała spróbować jeszcze raz, ale zanim zdążyła, ciemność pochłonęła ją ponownie.

Nie wiedziała, jak długo spała. Donośne trzaśnięcie drzwiami ostatecznie wyrwało ją z objęć Morfeusza. Niestety wraz z powrotem świadomości pojawiła się też okropna migrena. Ból przychodził falami, napierając od środka na czaszkę. W takiej sytuacji nawet delikatne promienie zachodzącego słońca, które wpadały do pokoju przez niedomknięte żaluzje, stanowiły zbyt intensywny bodziec dla oczu. Jęknęła cicho, mocniej zaciskając powieki. Nie miała siły odwrócić się tyłem do okna, więc tylko naciągnęła kołdrę na głowę.
— No, nasza śpiąca królewna w końcu wstała! Czas najwyższy!
Dopiero po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że usłyszany głos nie był częścią snu. Niechętnie wyściubiła nos spod kołdry i kilkakrotnie zamrugała, żeby przyzwyczaić wzrok do dziennego światła.
Na krześle przysuniętym do łóżka siedział nieistniejący chłopak. Chociaż czasami miała problemy z dostrzeżeniem granicy między wyobraźnią a światem realnym, to tym razem była więcej, niż pewna, głównie ze względu na wygląd chłopaka.
Wyglądał na siedemnaście, może osiemnaście lat. Pierwsze, co rzucało się w oczy, to skrajne wychudzenie. Tuż pod cienką skórą wyraźnie rysowały się kości. Sama skóra też nie wyglądała najlepiej — niezdrowo blada, poznaczona licznymi bliznami różnej wielkości i faktury. Szramy pokrywały praktycznie całe ciało nastolatka, oprócz zgolonej na łyso głowy.
Jestem Karim. — Wyciągnął do Ali rękę, ale zignorowała przywitanie, więc szybko ją opuścił. — Wiem, że robię nieco nieprzyjemne pierwsze wrażenie, ale nie jestem aż taki zły. Serio! — Wyszczerzył zęby w chytrym uśmiechu.
Skądś kojarzyła jego głos. Myśli płynęły irytująco wolno na środkach uspokajających, ale w końcu sobie przypomniała. No tak! Dwójka ludzi, którzy rozmawiali wcześniej przy jej łóżku. W takim razie — wywnioskowała — wychodziło na to, że tamto wydarzenie również było niczym ponad twór chorej wyobraźni.
— Chciałabyś — powiedział Karim, zupełnie jakby czytał jej w myślach.
— Co masz na myśli? — zapytała skołowana. Trudno było skoncentrować uwagę, kiedy pulsujący ból wwiercał się w każdą komórkę nerwową.
— Zrozumiesz w swoim czasie. Na razie się kuruj. — Karim wstał z krzesła. — Przyszedłem tylko sprawdzić, jak się czujesz. Swoją drogą, to nieźle przyłożyła ci ta grubaska — rzucił uszczypliwie na odchodne, po czym wyszedł z pokoju, mijając się w drzwiach z oddziałową.
— O, obudziłaś się! — ucieszyła się pani Ula, ale jej entuzjazm błyskawicznie osłabł, kiedy zobaczyła minę Ali. — Wszystko w porządku? Coś się stało? — dopytywała, zaniepokojona. — Jesteś blada, jakbyś zobaczyła ducha! — Zatroskana, położyła dłoń na czole dziewczyny.
Żebyś wiedziała — stwierdziła Alicja. I miała przeczucie, że nie był to ostatni raz.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1005

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#2 » 1 paź 2018, o 13:11

Bardzo ciekawe (akcja, element tajemnicy) i dobrze napisane. Przeczytałem z zainteresowaniem.

— No dobrze, może zaczniemy, skoro Alicja już dołączyła — doktor Olszewska zabrała głos, jednak Ala nawet nie zwracała na nią uwagi.

— No dobrze, może zaczniemy, skoro Alicja już dołączyła. — Doktor Olszewska zabrała głos, jednak Ala nawet nie zwracała na nią uwagi.

Pomimo to koszmar trwał nadal.

Zastanawiam się, czy określenie „koszmar” jest właściwe. Przecież ma ono znaczenie negatywne, groźne, a ujrzeć swoją matkę, nawet nie w realnym świecie, to doznanie raczej przyjemne.

— A ja z własnego doświadczenia mogę odradzić podcinanie sobie żył.

Usunąłbym „sobie”.

Alicja ostrożnie opuściła nogi i powoli wstała, żeby nie zbudzić współlokatorek skrzypieniem starego materaca.

Materace raczej nie skrzypią, tylko to, na czym leżą; sprężyny na przykład.

Zbyszek miał oryginalną osobowość, co było widać już na pierwszy rzut oka. Pierwsze, co go wyróżniało,

„pierwszy – pierwsze”: powtórzenie

— Nic mi nie jest. Poobijałam się i tyle. Nie ma o czym gadać. — próbowała uciąć temat.

— Nic mi nie jest. Poobijałam się i tyle. Nie ma o czym gadać — próbowała uciąć temat.

W takiej sytuacji nawet delikatne promienie zachodzącego słońca, które wpadały do pokoju przez niedomknięte żaluzje stanowiły zbyt intensywny bodziec dla oczu.

W takiej sytuacji nawet delikatne promienie zachodzącego słońca, które wpadały do pokoju przez niedomknięte żaluzje, stanowiły zbyt intensywny bodziec dla oczu.

— Zrozumiesz w swoim czasie. Na razie się kuruj — Karim wstał z krzesła.

— Zrozumiesz w swoim czasie. Na razie się kuruj. — Karim wstał z krzesła.

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1457

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#3 » 2 paź 2018, o 07:10

Gorgiasz pisze:Bardzo ciekawe (akcja, element tajemnicy) i dobrze napisane. Przeczytałem z zainteresowaniem.

Miło mi to słyszeć, szczególnie, że cenię sobie Twoją opinię. :)

Dziękuję za wypunktowanie błędów i zgrzytów. Poprawki wprowadzę w wolnej chwili, pewnie na dniach. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1906

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#4 » 6 paź 2018, o 09:38

Zamiar popełnienia korekty stoi w opozycji do chęci przeczytania. To chyba dobrze. Twój tekst budzi zainteresowanie. Teraz się cieszę, że wcześniej prawie nie zagladałem do przygód Alicji. Dziękuję bardzo za miłą szatę graficzną. Lektura wchodzi letko ;))

Nieco uwag i sugestii.

Karen pisze:minęła dobra chwila, zanim jej wzrok przyzwyczaił się
W takich przypadkach "jej" można zawsze wyrzucić.

Karen pisze:Na środku przestronnej sali ustawiono dziesięć krzeseł — wszystkie były zajęte, również Ala siedziała na jednym z nich.
To, że Ala siedziała, można ująć osobnym zdaniem i pozwolić sobie na dodatkowy element opisu.

Karen pisze:— Chciałabym, żeby nie bolało — wyjaśniła zawstydzona blondynka.
Pogubiłem się. Nie potrafię ustalić, kto to powiedział. Zapewne chodzi o Gosię, jednak na tym etapie Szczepan, czytelnik-na-raty (w podeszłym wieku) nie załapał dostatecznie mocno, że Gosia jest blondynką. :))

Karen pisze:Zamrugała kilkakrotnie, czekając, aż wzrok przywyknie do ciemności. Po chwili z mroku zaczęły wyłaniać się zarysy mebli.
Proponuję wyrzucić "Po chwili". Wtedy meble będą się wyłaniać z mroku wolniej, a wyobraźnia czytelnika zacznie efektywnie pracować. Ciekaw jestem, co myślisz o takiej propozycji.

Karen pisze:Ale jak widać niektórzy mieli problemy z czytaniem ze zrozumieniem
Kiepsko brzmi. Zdanie wyje o eufonię. "Ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem" będzie lepiej.

Karen pisze:Wyszła z łazienki, ale na zewnątrz czekało na nią tylko zaskoczenie.
I znowu wyrzuciłbym "na nią". Samo "zaskoczenie" lepiej wpisze się w nastrój i potem, "jej się przesłyszało" nie będzie przeszkadzać.

Karen pisze:Pomimo różnicy pokoleń wynoszącej ponad pół wieku
No nie bardzo. Pół wieku to różnica lat. W przeliczeniu na generacje wychodzi jakieś dwa przecinek zero siedem pokolenia. :))

Karen pisze:Uśmiechnęła się pod nosem.
Brak wcięcia.

Karen pisze:Alicja drgnęła nerwowo,
Akapit

Karen pisze:Jedyne, co zdążyła dostrzec, zanim z powrotem odpadły w dół, to dwie rozmazane sylwetki pochylające się nad jej łóżkiem. Chciała spróbować jeszcze raz, ale zanim zdążyła, ciemność pochłonęła ją ponownie.
"Jej - ją". Zamiast "jej łóżkiem" wystarczy "łóżkiem"

Karen pisze:Uśmiechnęła się pod nosem. No tak, mogła się tego spodziewać. Od kiedy wnuczka kupiła Zbigniewowi smartfona i nauczyła go surfować po internecie, to pół dnia spędzał z nosem
Powtórzone "nosem". Za drugim razem można napisać "z nochalem" albo "z twarzą".

Karen pisze:którzy już na stałe zaanektowali symbol władzy ludu — pilot od TV.
Piękne.

Karen pisze:Żebyś wiedziała — stwierdziła Alicja. I miała przeczucie, że nie był to ostatni raz.
Drobiazg, ale ważny. Jeżeli kończysz fragment, to "Miała przeczucie, że nie był to ostatni raz." w osobnym akapicie bez "i".

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1457

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#5 » 6 paź 2018, o 11:01

Cieszę się Szczepanie, że tekst zainteresował. :kocham3: Z uwagami w sumie się zgadzam, przysiądę i wprowadzę w wolnej chwili, zapewne jutro. :)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1738

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#6 » 12 paź 2018, o 18:18

Zacznę od tego jak bardzo podoba mi się nowa wersja. Jest zabawniejsza od poprzedniej, znacznie bardziej zagmatwana i wprawiająca czytelnika w osłupienie.

Teraz czas na błędy, głównie interpunkcyjne. Wszelkie te uwagi są jedynie sugestiami:
Karen pisze: Szok sprawił, że na chwilę zapomniała o oddychaniu i dopiero, kiedy zaczęło brakować jej tlenu, gwałtownie wciągnęła powietrze, ściągając tym samym uwagę wszystkich obecnych.

Usunąłbym przecinek przed kiedy, ponieważ łączy się ono ze słowem dopiero, a przed nim znajduje się spójnik.

Karen pisze:Poza tym, byli na oddziale zamkniętym, gdzie nie odbywały się takie zajęcia.

Przed byli również usunąłbym przecinek.

Karen pisze:— To częsty problem. — Lekarka kiwnęła głową ze zrozumieniem. — Powiedz nam proszę coś więcej.

Oddzieliłbym "proszę" od reszty zdania przecinkami, jako wtrącenie.

Karen pisze: Dopiero, kiedy trochę ochłonęła, zauważyła pojedynczy snop światła wpadający z korytarza przez uchylone drzwi.

To co w pierwszej uwadze.

Karen pisze: Ale jak widać niektórzy mieli problemy z czytaniem ze zrozumieniem — stwierdziła Alicja.

Dałbym przecinek po widać.

Karen pisze: Zanim zdążyła zrozumieć co się dzieje, ciemność całkowicie ją pochłonęła.

Po zrozumieć przecinek.

Karen pisze:Ta babka naprawdę musi nienawidzić swojej pracy — pomyślała Ala, widząc z jaką pogardą i jawnym obrzydzeniem kucharka patrzy na pacjentów.

Po widząc przecinek.

Karen pisze:— Ale teraz na TV Trwam lecą „Sanktuaria polskie”. To ważniejsze, niż te twoje głupie telenowele!

Usunąłbym przecinek po najważniejsze.

Karen pisze:W sumie, to pomimo niechęci do tandetnych brazylijskich telenowel, podzielała zdanie zwariowanych staruszek i z dwojga złego wolała już oglądać wypudrowanych przystojniaków, niż słuchać przynudzania o zabytkowych kościołach.

Uważam, że przecinek pomiędzy "W sumie" a "to" jest zbędny.

Karen pisze:Wiedziała, że wszystko, co wtedy widziała i słyszała można by wytłumaczyć chorobą.

Po słyszała przecinek.

Karen pisze:Alicja uważnie przysłuchiwała się rozmowie — a raczej na tyle uważnie, na ile pozwalał jej umysł zasnuty ciężką mgłą leków nasennych.

Wydaje mi się, że sformułowanie "na ile" jest niepoprawne. Mogę się jednak mylić.

Karen pisze:Próbowała otworzyć oczy, żeby zobaczyć kto stał przy jej łóżku, ale powieki miały ciężar ołowiu.

Po kto dałbym przecinek.

Ogólnie to jest świetnie i czekam na kolejne części!
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1457

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#7 » 12 paź 2018, o 23:09

DuralT pisze:Zacznę od tego jak bardzo podoba mi się nowa wersja. Jest zabawniejsza od poprzedniej, znacznie bardziej zagmatwana i wprawiająca czytelnika w osłupienie.
[...]
Ogólnie to jest świetnie i czekam na kolejne części!


Ojojoj, jak mi miło! :kocham2: :kocham: :kocham3:

A sugestie na spokojnie przejrzę jeszcze raz w weekend i wprowadzę. :) Dzięki za poświęcony czas!
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Kawka
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 370

Oblicza szaleństwa, rozdział II

Post#8 » 20 paź 2018, o 10:10

Podoba mi się. Lepiej niż "ale" brzmiałoby lecz.

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości