"Wędrówka dusz"-Tom II Ciemne wieki-Rozdział I-Witamy w czasach mroku i śmierci.

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
krajew34
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 24

"Wędrówka dusz"-Tom II Ciemne wieki-Rozdział I-Witamy w czasach mroku i śmierci.

Post#1 » 7 paź 2018, o 18:40

Delikatny szum wody i bzyczenie komarów otaczały wolno posuwającą się w głębokim po pas bagnie grupę mężczyzn. Odziani byli oni w ciężkie zbroje z żelaznymi hełmami na głowie, w dłoniach ściskali wyciągnięte miecze i okute metalem tarcze. Przez pewien czas trwała między nimi cisza, którą w końcu przerwał jeden z wojowników.
– Ty jak się nazywasz? – spytał idącego za nim.
– Ja jestem Kratos.
– Dziwne imię jak na Normana – jednak tamten nic nie odpowiedział. Wszyscy dalej kierowali się w głąb moczarów.
Gaduła jednak nie znosił, chyba ciszy, bo znów zaczął rozmowę, tym razem z innym żołnierzem. Został szybko uciszony przez osobę za prowadzącym szereg. Przeprawili się na drugą stronę, każdy siadł na innym kamieniu, których w okolicy było sporo.
– Królu czy daleko jeszcze mamy iść?
– Tylko tak mogliśmy odciągnąć wroga, by mój brat Harold mógł go zaatakować we właściwym czasie. Ile mamy ludzi?
– Około stu panie piechurów i trzydziestu łuczników.
– Zauważyliście czy nas ścigali?
– Tak, jesteście dla nich panie zbyt łakomym kąskiem, by odpuścić
– Dobrze, łucznicy schować się na naszych skrzydłach i ostrzeliwać wroga z ukrycia, reszta broń do ręki i stajemy w szyku, jedyna nadzieja w moim krewniaku. – po tym krótkim dialogu wszyscy ustawili się w formacji wcześniej przyjętej przez króla. Kratos dałby wiele za krótki łuk grecki czy egipski. Niestety jako rycerz nie mógł być łucznikiem w bitwie.
Znów odrodził się bez Sary i to w dziwnych czasach, Wioski były brudne, pełne błota, a ludzie ponurzy i nieufni. Na rynkach zamiast fontann, królowały szafoty lub inne miejsca pracy kata. Ludzie szlachetnego rodu nie mieli niewolników, a sługi, ale prócz zmiany nazwy nic się nie zmieniło. I tak pan był ich władcą, od którego zależało ich życie, mógł dawać, jak i odbierać. W tym kraju wierzono w jednego Boga, którego spotkał i w jego syna. Ale ich słudzy znacznie różnili się od obrazu rolnika pielęgnującego, swoje rośliny, w takiej postaci przeważnie ukazywał się mu najwyższy w snach. Za bardzo przywiązywali oni wagę do karania i siłą nawracania niż do rozpowszechniania nauki o miłości bożej. Typowy kapłan w tamtych czasach zupełnie nie pasował do roli ziemskiego przewodnika ludu Pana. Najbardziej dziwiły Kratosa świątynie. Nie były one jakoś przepiękne czy zapraszające do przybycia, zazwyczaj pokazywały potęgę, surowość i wywoływały strach w sercach wchodzących.
Mszę, bo tak nazywano obrzędy w tych budynkach, sprawowane były w łacinie, językowi dobrze znanym Kratosowi z poprzedniego życia, jednak patrząc po twarzach zwykłych wieśniaków, zauważył zupełny brak zrozumienia. Nie rozumiał, dlaczego ksiądz, bo tak nazywano kapłanów bożych, nie mówi w ich ojczystym języku, by go zrozumieli. Dodatkowo Biblia, którą przejrzał, jak tylko ukończył piętnaście, gdy pewnego razu odwiedzał z listem miejscowego biskupa, też była napisana w tym samym języku co msza. Wyglądało to tak, jakby do tej świętej księgi, mógł zajrzeć i zrozumieć kapłan bądź osoba spoza kleru znającą łacinę, a takich prócz nielicznych ze szlachty prawie nie było. Taka pełna mądrości księga, choć momentami niejasna lub niezrozumiała, a tak mało osób mogło ją poznać.Wszystko to bardzo dziwiło dorastającego młodzieńca.
Powoli stawał się mężczyzną na ciele, codziennie ćwiczył walkę fechtunek, czyli walkę mieczem, strzelanie z łuku, by móc uczestniczyć w polowaniach czy też obowiązkowo jazdę konną. Jeżdżąc do miasta, uczył się również o teraźniejszym świecie i poznawał jego mroki. Nigdzie nie znalazł myślicieli, głoszących swoje nauki, jedyne krzyki, jakie słyszał, były te nawołujące do kupna świeżego pieczywa lub mięsa. A ulice? Aż żal wspominać, wąskie, brudne, a z okien można było dostać fekaliami z drewnianego naczynia. Jedyna woda była w studni na środku miasta. Gdzie się podziały akwedukty? Przecież widział w okolicy ich resztki. Jak świat mógł się tak cofnąć w rozwoju? Życie dyktowali ludzie, podający się za niosących wolę Boga, niszczących każdą odmienność, która się im nie podobała. Niby mówili, że to wola niebios, ale skąd o tym wiedzieli, nie mieli wieszczek czy też innych druidów, a większość informacji pozyskiwali z Biblii, interpretując ją na własny sposób.
Bóg znów rzucił go w dziwne miejsce, bywał w Grecji, Egipcie, Rzymie, ale nigdy nie żył w taki sposób. Zamek, w którym mieszkał, był zimny, ciemny, gdyby nie codzienna msza oraz ćwiczenia zanudził się by na śmierć. Tuż przed zaśnięciem, ciągle pytał w myślach niebiosa, co tu się stało? Wprawdzie, wszyscy wierzą w jednego Pana, ale czy taki świat chciałeś Boże dla ludzi? Czy to znowu my wybraliśmy, na przekór ciebie inną trasę niż chciałeś?.I tak wyglądała codzienna rutyna Kratosa, dostał to samo imię, co w poprzednim życiu, ponoć ktoś rodzicom tak kazał, jeden problem z zapamiętaniem nowego imienia mniej. Gdy ukończył dwudziesty rok życia, zaciągnął się do wojska księcia Wilhelma, ubiegającego się o koronę lądu zwanego Brytania. Za czasów rzymskich, słyszał tylko, że zamieszkują te tereny, jakieś przerażające ludy, bardzo odważne i waleczne, lecz nigdy tam nie był. Po dołączeniu razem z innymi wsiadł na statek, mający przewieźć ich przez kanał. Podróż trwała bez problemowo, przynajmniej dla niego, wielu z jego towarzyszy było bladych i wymiotowało przy bujaniu falami. Zeszli na ląd również bez przeszkód, nigdzie nie było wroga.Dopiero prawdziwa walka zaczęła się tuż przy wzniesieniu w pewnej zielonej okolicy. I tu właśnie przenosimy się do aktualnych wydarzeń. Zmuszony przez ogromną liczebność wroga, król Wilhelm użył fortelu, w którym jego rolą była przynętę. Udając odwrót, przyciągnął wroga, która ścigał go aż tu, nie zważając na to, że na polu bitwy zostało większość żołnierzy normandzkich. Mówiąc wprost, zobaczyli króla i to przysłoniło ich wzrok.Ale wracając do naszego Kratosa, nadszedł czas walki.
Wszyscy stanęli obok siebie, czekając na wroga. Mógł on nadejść jedynie od frontu, wszelkie próby okrążenia, o czym boleśnie mieli się przekonać, spełzną na niczym, z powodu głębokości bagna w tamtych miejscach. Anglosasi mieli tylko piechurów, odzianych w zbroje, nie towarzyszyli im żadni strzelcy czy konni. Ci, co chcieli ich okrążyć, potopili się w ciężkich zbrojach i kolczugach, nie mając szans na wydostanie się z takim ciężarem na ciele. Nacierali, wiec tylko wąskim na czterdziestu chłopa paskiem płytkim do kolan wody. Wilhelm zrobił pożytek ze swoich strzelców. Spokojnie przetrzebili przednią straż wojsk saskich. Niestety ich liczba była za mała, by móc zmieść wszystkich wrogów. W końcu pierwsi piechurzy wroga dorwali się do Normanów. Z racji wcześniejszego użycia siły do przebicia przez wodę, znacznie ograniczającą poruszanie się, tracili coraz to więcej ludzi. Krew zabarwiła prawie całe w okolicy bagno, a w koło było słychać krzyki umierających i jęki rannych. Ale nawet obrońcom musiały skończyć się siły przy takiej ilości przeciwników, z którymi musieli się zmagać. Ich szeregi również zaczęły topnieć. Gdy już tracili nadzieje na przeżycie swoje i króla, z końca szeregów atakujących dało się słyszeć nowe hałasy. Po paru minutach dalszej ciężkiej i krwawej obrony wreszcie ujrzeli sprawców tych dźwięków.
Rzeź Anglosasom urządzała konnica prowadzona przez Harolda, brata królewskiego. Piechociarze zostali wycięci w pień na tym płaskim i wodnym terenie, które prawie w ogóle nie przeszkadzało koniom w poruszaniu się, za to tym idącym pieszo. No cóż, powiedzmy, że po kolana wody z góry skazywało każdą gonitwę na nogach na niemożliwą do odbycia, szczególnie z ciężarem na grzbiecie. Z głębokim bagnem po bokach, od frontu mnóstwem ciał, przez które nie można było prawie przejść bez przymusowego napicia się pełnej krwi wody, żaden przeciwnik nie ostał się.
Z wielkim spokojem Harold podjechał na koniu do brata:
– Wasza łaskawość chyba skończył ze spacerem przy szumie wody? Korona na Pana czeka, z radością jeden z moich ludzi, ustąpi waszmości konia, by Wasza wysokość mogła odpocząć po wyczerpującej walce – król z radością skorzystał z propozycji. Wsiadł na rumaka i odezwał się do ostatnich trzydziestu ocalonych z ponad stu ludzi, których miał:
– Z racji na wasze zasługi zostaniecie nagrodzeni, niestety warunki teraźniejsze nie sprzyjają temu i chcę również, by wasz przykład natchnął innych, więc bez wielkiej oficjalnej ceremonii się nie obędzie, pójdziecie z moim bratem, który spisze wasze miana i dopełni szczegółów – to powiedziawszy, udał w kierunku wyjścia z moczarów. Patrząc na trupy i na czerwono zabarwioną wodę Kratos, jedno wiedział, że pomimo minięcia parę tysięcy lat, od kiedy żył w Rzymie, nie zmieniło się to, że nadal krew leje się niczym woda, a ludzie częściej umierają, niż się rodzą. To będzie ciężka kolejna próba dla niego i Sary... Jak wielka miała to być próba, miał doświadczyć to dopiero później i to w straszny sposób, znajdzie się również na krawędzi, a diabeł nie raz zechcę pojmać pod zniszczyć jego duszę. Tak jak to próbował ze sztyletem. Ciemne wieki przysłonią świat Kratosa, a z wielkiego upadku, może się już nie podnieść

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5025

"Wędrówka dusz"-Tom II Ciemne wieki-Rozdział I-Witamy w czasach mroku i śmierci.

Post#2 » 8 paź 2018, o 11:28

Chciałam skomentować ci rozdział pierwszy, ale przez nieuwagę skasowałam wszystkie swoje uwagi i nie podjęłam się pisania ich drugi raz. Może to i lepiej, bo postanowiłam zajrzeć do jednej z późniejszych części, by sprawdzić, jak twój styl i warsztat zmienił się po napisaniu x stron. W końcu pióro zawsze najlepiej ćwiczy po prostu pisanie.

Zaczęłam od niezgrabności, by zwrócić twoją uwagę na różne językowe i logiczne problemy, ale przestałam, bo moim zdaniem największy problem nie dotyczy poprawności (choć potknięć jest tu bardzo dużo), co samego sposobu opisywania. Ale, tak czy siak, parę rzeczy, które zdążyłam wypisać:

Delikatny szum wody i bzyczenie komarów otaczały wolno posuwającą się w głębokim po pas bagnie grupę mężczyzn.
Samo "posuwającą się" oznacza, że szli wolno, więc nie musisz tego dookreślać. Szum wody z kolei sugeruje, że gdzieś niedaleko płynie woda - potok, strumień - bo dźwięk brnięcia w błocie to bardziej dźwięki z typu mlaskania, bulgotania. Opis jednak jest tylko na dwa zdania i właściwie niewiele z niego wynika.
Koniec zdania też jest niezgrabny - przeczytaj na głos "wolno posuwającą się w głębokim po pas bagnie grupę mężczyzn". Informacje, które są na dwa zdania, zawarłeś w jednym i przez to stworzył się taki potworek.

Odziani byli oni w ciężkie zbroje z żelaznymi hełmami na głowie, w dłoniach ściskali wyciągnięte miecze i okute metalem tarcze.
Idą po bagnie w pełnym uzbrojeniu i nikt nie zastanowił się, czy się zwyczajnie nie utopią? Bagno jest tu bardzo niefortunnym określeniem, proponowałabym po prostu "błoto" i opisać trochę szerzej otoczenie - czy to był las, czy jakieś podmokłe łąki etc. Nie bój się opisywać.

– Dziwne imię jak na Normana – jednak tamten nic nie odpowiedział.
Bardzo nielogiczny zapis - słowa wypowiedział bezimienny wojownik, a przemilczał Kratos. Powinno być:
– Dziwne imię jak na Normana.
Tamten nic nie odpowiedział.


I parę zdań później moja reakcja przedstawiała się mniej więcej tak: "I to... już?". O tym niżej.

I tak wyglądała codzienna rutyna Kratosa, dostał to samo imię, co w poprzednim życiu, ponoć ktoś rodzicom tak kazał, jeden problem z zapamiętaniem nowego imienia mniej.
To już jest zupełnie nie do kupienia - w czasach chrześcijańskich nazwali dziecko imieniem greckiego usposobienia przemocy i wojny, bo ktoś im kazał? Bardzo absurdalne.

Fabularnie nie chcę się wypowiadać, bo nie czytałam poprzednich części, jednak odniosę się do tempa akcji. Twój zapęd do galopu nie zmienił się - w pierwszym rozdziale widziałam to samo.
Przykładowo, trudno nie zwrócić uwagi, że w pół strony zdążyłeś "obrobić" snucie się przez mokradła, rozmowy między żołnierzami, ustalanie strategii przez króla i zabić swoją postać. Co więcej, twój bohater odradza się kilkaset lat później, a narrator, zamiast wprowadzić nas w tę nową dla Kratosa rzeczywistość oczami jego samego, raczy nas opisem nieco wikipedyjnym. Fakt faktem, poinformowałeś nas o dzieciństwie i dorastaniu Kratosa, ale bardzo pokrótce, jakby niedbale, i - ponownie - w bardzo streszczeniowej tendencji. Potem Kratos znowu jest wrzucany przez narratora w środek bitwy. Tu poświęciłeś nieco tekstu na pokazanie jej przebiegu, ale znów jest to zacięcie streszczeniowe, nie beletrystyczne.
Sposób, w jaki sposób próbujesz udźwignąć tak niełatwy pomysł, nie sprawdza i właściwie nie ma szans sprawdzić się w tej czy innej historii. Jednocześnie, nietrudno się w tym odnaleźć, bo mimo że nie czytałam całego tomu twojej powieści, więc wielu rozdziałów, nie było tu dla mnie elementów niezrozumiałych (może poza postacią Sary, bo tu nie znam motywu).
Twój tekst to praktycznie szkic - wygląda jak pozbawiony wszystkiego, co mogłoby nadać mu barw, klimatu, emocji i treści. Nie ma zbyt wielu opisów, nie ma dialogów, które byłyby faktycznymi rozmowami bohaterów, a nie sposobem na wprowadzenie jakiejś informacji, nie ma postaci drugoplanowych, tła. Narrator też jest dla mnie zagwozdką - z jednej strony zdaje się wszechwiedzący we fragmentach opisujących rozmowy władców, przy których Kratos jako zwykły żołnierz nie mógł uczestniczyć, z drugiej strony w innych fragmentach przykleja się do pleców Kratosa i zdaje się nie wiedzieć wcale więcej niż on. Ta niekonsekwencja to kolejny element, który stanowi spory problem.
Podsumowując, masz ewidentnie jakiś pomysł i nie można ci go odmówić, ale nie potrafisz go przedstawić. To jest właśnie problem z porywaniem się na wielotomowe powieści przy pierwszym kontakcie z piórem, o czym wspominał Gorgiasz. Pilipiuk nie bez powodu uważa, że pierwszych trzysta napisanych stron to ćwiczenie warsztatu.
Co zrobić? Nie ma remedium, a masz przed sobą ogrom pracy przed sobą, ale przede wszystkim zwolnij. Daj sobie szansę na opowiedzenie tej historii. Musisz być gawędziarzem, nie kronikarzem. Spróbuj popatrzeć na swój tekst oczami czytelnika - gdy zrozumiesz, że my nie widzimy niczego poza to, co nam opiszesz, będzie ci łatwiej przelać te obrazy, które sam widzisz, w słowa.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

krajew34
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 24

"Wędrówka dusz"-Tom II Ciemne wieki-Rozdział I-Witamy w czasach mroku i śmierci.

Post#3 » 8 paź 2018, o 17:47

Droga Camene, jeśli chodzi o brak opisu uczuć Kratosa w stosunku do nowej rzeczywistości, nie chciałem tego. Kratos to urodzony żołnierz, który momentalnie przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości. To jest jego trzeci odrodzenie, był już w Grecji, Rzymie, więc zdążył się przyzwyczaić do nowych warunków. Obchodzi go tylko Sara, jego ukochana. Co do dialogów, w tym rozdziale jest tego mało, ale w innych już więcej, raz mówią więcej raz mniej. Strategie zaś na polu bitwy są bardzo często wymyślane tak zwane na kolanie i w tym wypadku było podobnie. Jeśli chodzi o imię, cóż, to nie jest czysto prawdziwa historia, nad wszystkim czuwa Bóg w widoczny sposób, dlatego nawet w tak rygorystycznych czasach takowe imię może przejść. Opisy, tu rzeczywiście czeka mnie sporo pracy, a co do emocji, budują się one wraz z podążaniem z bohaterami. Jestem świadomy swoich licznych błędów oraz tego, że niestarczy mi lat, by je poprawić. Już po pierwszych publicznych publikacjach, moje ego zmalało. Teraz zależy mi głównie na tym, by znalazła się choć jedna osoba, której się pomimo tego wszystkiego spodoba. Wędrówka dusz opiera się głównie na trzech bohaterach. Kratosie, Sarze i Dorianie. Pierwsza dwójka próbuje być razem, jednak zawsze coś im w tym przeszkadza. Zachęcam jednak do przeczytania, mimo widocznych niedociągnieć, każdego rozdziału. Według mnie ich perypetie naprawdę na to zasługują. Dziękuję za komentarz
Autor niskich lotów...

krajew34
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 24

"Wędrówka dusz"-Tom II Ciemne wieki-Rozdział I-Witamy w czasach mroku i śmierci.

Post#4 » 8 paź 2018, o 17:51

Wrzucę te cztery tomy do końca, z nadzieją , że znajdzie się ktoś, kto podąży za Kratosem. Przerabiałem całość wielokrotnie, zarywając parę nocek i tak z tego więcej nie wycisnę.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości