"Łzy życia" (cią dalszy)- Rozdział 30 i 31

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 156

"Łzy życia" (cią dalszy)- Rozdział 30 i 31

Post#1 » 9 paź 2018, o 12:46

Później, w swoich skromnych czterech ścianach, kiedy otrząsnął się z pierwszego zaskoczenia, Ralf począł penetrować w pamięci minione dwa lata za kratkami.
Nowi więźniowie byli zazwyczaj natychmiast testowani przez wyjadaczy-recydywistów i otrzymywali mniej lub bardziej liczący się stopień poważania w kryminalnej minispołeczności. Najgorzej mieli po raz pierwszy lądujący w więzieniu, niekarani dotąd skazańcy. Przechodzili gehennę, zanim aklimatyzowali się jako tako – albo i nie – w nieznanym im dotąd środowisku. A nie daj Bóg byli przystojni lub stawiali się! Wtedy zaczynali systematycznie robić za kobiety, a bicie i różnego rodzaju zmiękczanie stawało się ich tragicznym i regularnym, choć może nie codziennym (nie wszyscy strażnicy przymykali oczy), udziałem.
Ralfa to wszystko ominęło.
Sądził do dzisiaj w nieuświadomionej arogancji, że prawdopodobnie rozeszło się, iż uprawiał niegdyś boks, więc unikany był z respektu przed jego umiejętnością korzystania z pięści.
O naiwny!
Wiedział przecież, nawet on – żółtodziób w tym środowisku, jakie zabijaki tu siedziały, z nudów gotowe podjąć prawie każde nowe wyzwanie. Wielu z nich pół życia więziennego spędzało w siłowni. Pod prysznicem krótko ostrzyżone osiłki wyglądały jak góry chaotycznie posplatanych ze sobą mięśni z małą kulką głowy (i jeszcze mniejszym mózgiem) na szczycie byczego karku.
* * *
Leżał i dumał – rozwalony na wznak z rękoma podłożonymi pod głowę.
Jego proste łóżko skrzypiało pod byle ruchem, ale dawno już do tego przywykł i nie przyjmował do wiadomości.
W pierwszej chwili po „strzale” Killera, Ralf wściekł się na Adama.
Jednak po wnikliwszym rozpatrzeniu swojego życia więziennego uświadomił sobie, skąd brały się życzliwe uśmiechy rzucane mu od czasu do czasu przez – ponurego zwykle – goliata towarzyszącego Killerowi; ani razu nie widział dotąd, aby kolos obdarzył uśmiechem kogoś innego poza swoim starym patronem.
Uzmysłowiwszy sobie jasno i ostatecznie, kto spowodował dwa lata spokoju, cichcem zapewnione mu w tym zbiorowisku zbrodniarzy i bandytów, zrewidował swój spontaniczny napad gniewu. Po przemyśleniu wszystkiego ponownie – jak wtedy, gdy tamten zdołał go przekonać do zemsty – przeważać zaczęło w nim uczucie wdzięczności dla Degambe. Był teraz pewien, że to on właśnie za pośrednictwem Killera zapewnił mu nietykalność w zakładzie penitencjarnym na oddziale o zaostrzonym rygorze.

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości