Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1742

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#1 » 12 paź 2018, o 19:09

OSTATNI KRÓLEWSKI GRYF

Część poprzednia Część pierwsza

Rozdział IV

Nie ma bardziej żałosnej i pustej istoty niż człowiek uciekający przed swym demonem.

Joseph Conrad, Jądro Ciemności


Popasali przy niewielkim strumieniu. Zatrzymali się tuż przy drodze, ponieważ zabójca potworów nie był w stanie dalej jechać. Spodnie pożyczone od Rastosława uciskały go w kroku, okazały się tak krótkie, że cholewy butów ledwo ukrywały ich długość. Przyjaciele różnili się swoim wzrostem o ponad głowę, więc wiedźmin miał nie mały problem. Początkowo zamierzał jechać bez tej części ubioru, ale częściowo goniec mu to wyperswadował, a częściowo poranny przymrozek. Mutant czuł, więc nie tylko, że jego tyłek znajdował się między młotem a kowadłem, jak również krocze wydawało się znajdować w imadle. Postanowił sobie, że jeśli ta przygoda zakończy się fortunnie, to założy własny warsztat kowalski i nie ruszy się z niego, choćby o krok.
Kurier natomiast dostawał białej gorączki ze zdenerwowania, ponieważ przywykł do innego tempa jazdy, a wiedźmin ciągle się guzdrał i nie potrafił wytrwać całego dnia w siodle. Zamierzali dziś dojechać do Gors Velen, a wypadałoby zrobić to przed zamknięciem bram po zmierzchu. Jakoś nie miał ochoty nocować w zapadłej karczmie na podgrodziu. Dodatkowo miał nadzieję, że jeszcze dziś spożyje ciepłą strawę zamiast sucharów z serem, które mieli w jukach.
Dlatego też jego serce wraz z żołądkiem zatańczyły taniec radości, gdy tylko dotarł do nich sygnał z oczu, przekazujący, że w trawie po drugiej stronie drogi wystają długie uszy. Zając lub królik – ucieszył się Rastosław – idealne na gulasz. Goniec zaczął czynić spokojne podchody, by złapać kicajca na kolację. Azamir w tym czasie użalał się nad sobą i żałował decyzji o wyruszeniu w podróż.
Chwilę tak powzdychał nad sensem swojego istnienia, zabijania potworów, honorem cechu wiedźmińskiego, losem świata, dawnych przyjaźniach, dziś nic nieznaczących, oraz o niezgładzonych i puszczonych wolno smokach, wampirach wyższego rzędu oraz wilkołakach. Zajęło mu to więcej niż moment, więc kiedy powrócił do rzeczywistego świata, nigdzie nie mógł wypatrzyć swojego towarzysza, który zniknął, szukając filipa w przydrożnych konopiach.
Klnąc pod nosem i złorzecząc głupocie przyjaciela, łowca potworów ruszył jego śladem, wyczuwalnym dzięki wiedźmińskim zmysłom. Kulejąc na jedną nogę, powoli przedzierał się po ledwo naruszonych przez poprzednika łany rośliny tekstylnej, zarazem odczuwając coraz to większy niepokój. Tak daleko posunięta lekkomyślność nie pasowała do kuriera, któremu przecież zależało na czasie i sarkał za każdym razem, jak tylko Azamir zwalniał, ponieważ miał dość obijania tyłkiem o siodło.
Co najgorsze był w stanie wyczuć, w jakie okolice się kierują, a to nie napawało go wielkim optymizmem, ponieważ trop biegł w stronę pobliskich mokradeł, na których kiedyś wiedźmin podjął się zlecania zabicia kilku bab wodnych. Wyszedł na łąkę. Dodatkowo sprawę komplikowały lekkie drgania medalionu, wyczuwalne, nawet kiedy miał na sobie pancerz. Wzmógł czujność, ponieważ miał wrażenie, że zbliża się do miejsca, w którym znajduje się jego przyjaciel.

Nie mylił się. Towarzysz już stał na brzegu bagna, gdy łowca potworów wyłonił się z zarośniętych pokrzywami chaszczy. Wiedźmin rzucił się szalonym pędem w jego stronę, jednak noga dalej mu dokazywała. Nie zdążę, pomyślał, widząc, że przyjaciel szykuje się do skoku w trzęsawisko. Wiedząc, czym to grozi, w biegu wypił eliksir tłumiący ból i pobiegł w stronę przyjaciela.
Zdążył w ostatniej chwili złapać go za kubrak i przewalić na siebie. Upadając, niefortunnie ułożył ranną nogę, tak, że ta jeszcze bardziej ucierpiała. Wyczuwał delikatne strumyki krwi, które zaczęły wypływać z naruszonej rany.
— Co jest? Dlaczego mnie trzymasz?
Kurier najpewniej dopiero teraz odzyskał sprawność umysłu. Zniknął błędny wzrok i język powrócił na swoje miejsce w jamie gębowej.
— Coś ty sobie myślał? — wydarł się na niego Azamir. — Po jaką cholerę chciałeś wskakiwać w to mokradło?
— To mokradło, na które teraz patrzę?
— Nie kapuściany głąbie, tamto paręnaście kroków dalej. A jaka ci to różnica?
— Szczerze? Żadna.
Łowca potworów naprawdę mocno się zdenerwował, zaczynał tracić nad sobą panowanie. Przez myśl mu nawet przeszło wrzucenie gońca do trzęsawiska, w którym obecnie pływały sobie spokojnie potwory.
— To, po jaką cholerę się pytasz? Co ci się w tym pustym łbie zalęgło, że chciałeś zanurkować w tym bajorze?
— Nie wiem, chciałem złapać takiego zająca na kolację, bo w tym tempie jazdy nie dotrzemy do Gors Velen przed zamknięciem bram i znów będziemy nocowali pod gołym niebem.
— I zając kazał ci wskoczyć w to bagno?
Rastosław zamyślił się głęboko, czym doprowadził wiedźmina na skraj jego nerwów.
— Nie pamiętam — przyznał po chwili, odczuwając wielką ulgę, jakby zrzucił z siebie pewnego rodzaju balast.
— Ja z tobą oszaleję. — Podsumował całą tę sytuację Azamir.
— On tak ładnie kulał, że już myślałem o nim jako o pewnym łupie. W moich myślach zamienił się w porządny gulasz nad ogniskiem.
Ze zdenerwowanego łowcy potworów uszło powietrze. Już wiedział wszystko, co było mu potrzebne, do zidentyfikowania tego, co się stało.
— Jaroszek.
— Co? — Zdziwił się kurier, pierwszy raz usłyszał to słowo.
— To taki polny demon, wygląda jak zając, a gdy spotka samotnego wędrowca, zaczyna kuśtykać, zachęcając go do pościgu. Następnie wabi nieszczęśnika na bagna, gdzie człowiek się topi albo jest atakowany przez utopce, topielce lub baby wodne. Jaroszek jest padlinożercą i spożywa resztki z ich uczty.
Goniec nie wiedział co odpowiedzieć, dla wiedźmina to nie było nic niezwykłego, a dla niego realna możliwość zakończenia życia spowodowana pułapką potwora pojawiła się po raz pierwszy w życiu. Zawsze jedynie słyszał o jakiś bestiach czyhających na ludzi, by pozbawić ich istotnych organów, takich jak głowa, ale nigdy nie pozostawał sam w obliczu tego rodzaju niebezpieczeństwa. Przy każdym dotychczasowym spotkaniu z reliktem koniunkcji towarzyszył mu niezawodny w tych sprawach gryfita, który pomimo szeregu wad, nie pozwalał na zranienie przyjaciela.
— Więc gdybyś nie przybył to już bym...
— Nie żył — dokończył za niego wiedźmin — a teraz z łaski swojej podnieś się i pomóż mi wstać, ponieważ przypuszczalnie załatwiłem sobie tak nogę, że będziesz mnie musiał sadzać na konia.
Rastosław chyżo zerwał się na równe nogi i spróbował złapać równowagę, nie udało mu się to i zaliczył kąpiel w śmierdzącej wodzie. Przypominając sobie wcześniejszą mowę wiedźmina, na temat działalności polnego demona, ponownie powstał, tym razem skutecznie i jak najszybciej oddalił się od złowrogiej toni. Podał rękę przyjacielowi, którego ledwo udało mu się podźwignąć. Różnica masy pomiędzy nimi nie była znaczna, jednak wysokości już tak, z powodu czego późniejsze prowadzenie Azamira na miejsce popasania koni, musiało wyglądać komicznie dla postronnego, gdyby taki znajdował się w pobliżu.

***

Usilnie szukali miejsca, które nadawałoby się na rozłożenie obozu. Jechali przez coraz to ludniejszą krainę, lecz nie widzieli po drodze żadnej karczmy lub zajazdu. Zwykły pech, a jego jedynym uzasadnieniem mógł być fakt, że trakt, którym jechali, nie należał do najczęściej uczęszczanych.
Jedynie goniec klął na tę niedogodność, ponieważ wiedźmin nie dawał rady się odezwać. Tkwili w jednym z najgorszych impasów, jakie przytrafiły im się podczas wspólnych podróży. Jeśli się wkrótce nie zatrzymają, łowca potworów sam się zsunie z konia i zarządzi tym samym przymusowe obozowanie w losowym miejscu.
Co jest standardem w takich sytuacjach, nie mogli znaleźć żadnej wioski, tylko mijali pojedyncze chaty. Kurierowi głupio byłoby zatrzymać się i zapukać do drzwi przydrożnego domostwa prosząc o gościnę. Tak po prostu nie wypadało i nie godziło się to z honorem i zasadami jego rzemiosła. Wiedział jednak, że dla przyjaciela mógłby to zrobić, jednak bałby się konsekwencji, gdy wiedźmin odzyskałby przytomność. Dla niego honor jest wszystkim, nieważne czy swój, czy towarzysza.
Gnali w poszukiwaniu jakiegoś dogodnego miejsca na nocleg, zachęcani cichymi modlitwami Rastosława kierowanymi do wszystkich znanych mu bóstw. On sam wierzył tylko w jedno: Mamonę, która teraz nie była mu w stanie pomóc.

Niewielka przydrożna polanka, na której rozbili obozowisko, została osłonięta tylko z trzech stron przed wiatrem. Podjechali do niej z dużą dawką rezerwy, ponieważ bali się, że może być pełna wody po niedawnym deszczu, udało się jednak znaleźć suche miejsce. Jak tylko się zatrzymali, zabójca potworów zachwiał się w siodle i po chwili zwalił się na ziemię. Nie namyślając się długo, goniec podbiegł do leżącego mutanta. Ze zdumieniem zauważył, że ten ściska w ręku kuszę.
— Idź w krzaki — burknął leżący na rozmiękłej glebie wiedźmin.
— Co? Uderzyłeś się w głowę przy upadku? — Zdziwił się kurier.
Nie stanowiłoby to pierwszego takiego przypadku, który widział na własne oczy. Ostatniej zimy służący niosący siano do stajni pośliznął się na zlodowaciałym bruku dziedzińca i przydzwonił w niego głową. Usypano mu zgrabny kurchanik za stodołą, ponieważ ziemia była zbyt zamarznięta, by móc go pogrzebać.
— Idź w krzaki — powtórzył gryfita — chyba upolowałem zająca.
— Raczej złapałeś jego ogon — rzucił sarkastycznie towarzysz.
Azamir nie usłyszał odpowiedzi. Zemdlał.

Pieczyste dochodziło nad ogniskiem. Bełt trafił szaraka między oczy i przygwoździł do rosnącej w pobliżu topoli. Goniec nie mógł wyjść z podziwu, ponieważ nie dość, że cel był niewielki, to do tego wiedźmin strzelał z konia, a sam ledwo zachowywał przytomność. Miał jednak fach w ręku, ze względu na rycerskie wychowanie i uczestniczenie w polowaniach od wieku dziecięcego. Rastosław zawsze bał się zapytać o wiek przyjaciela, ponieważ dobrze wiedział, że ta wiedza może go przytłoczyć.
Łowca potworów powoli powracał do rzeczywistego świata. Nie stanowił okazu zdrowia, wystarczyło jedno spojrzenie, aby się o tym przekonać. Bladość cechująca wiedźminów ustąpiła najczystszej bieli na jego twarzy. Źrenice jak u kota zmieniły swój kształt i teraz bardziej przypominał węża albinosa szykującego się do ataku. W dotychczasowej nieprzerwanej szopie włosów koloru ciemnego złota pojawiły się paski siwizny. Policzki zapadły się i uwydatniły szczękę. Wyglądał jakby, stał już jedną stopą w grobie. Kurier zastanawiał się, czy to efekt rany, czy też może eliksirów, które ranny kazał sobie poddać, gdy na chwilę wybudził się z letargu.
Obaj bali się tej rozmowy, ponieważ wiedzieli, czego będzie dotyczyła. Dalszy los podróży stawał pod znakiem zapytania i to jeszcze przy początku drogi. Nie opuścili jeszcze nawet Temerii, ba, jechali po granicy regionu Velen, a już po jednego z nich mogła się zgłaszać Śmierć. To nie nastrajało ich zbyt optymistycznie.
— Nie jest ze mną najlepiej. — Podsumował swoje rozważania wiedźmin.
— Co ty nie powiesz? Wydawało mi się, że hasasz jak łania w lesie, a tu nagle niespodzianka. — Zgryźliwie odparł goniec. Wstydził się swojej reakcji, bo była ona odruchowa i nieprzemyślana, ale czasu nie zdoła cofnąć.
— Przestań, wiem, że miałem cię doprowadzić na południe i obietnice spełnię.
— Jak? — Zdziwił się jego przyjaciel.
— Zażyję eliksir pozwalający mi zregenerować nawet tego typu ranę, tylko muszę go uwarzyć, a nie mam składników. Jedziemy do Gors Velen, więc być może tam uda mi się je uzyskać.
— A do tego czasu będziesz kulał?
— Do tego czasu tak — potwierdził.
— Z resztą jak to jest możliwe, że się wyleczysz? Przecież na świecie nie istnieją eliksiry o takiej mocy, by w ciągu paru dni doprowadzić twoją rozharataną nogę do porządku.
— Obecnie nie istnieją. Gdy go przyrządzę, to się taki znajdzie. Recepturę znam, choć nigdy jej w praktyce nie użyłem. To wiedźmińska jaskółka, tylko troszeczkę mocniejsza niż zwykle.
— Ach te trzy stopnie klarowności eliksiru: zwykły, ulepszony i wyśmienity?
— Ten jest powyżej wyśmienitego. — Tajemniczo odparł Azamir.
Kurier zdębiał, pierwszy raz słyszał o czwartym stopniu, a interesował się sprawami wiedźmińskimi od prawie dziesięciu lat. Przez ten czas zebrał szmat materiału i zwykle tylko potwierdzał uzyskane informacje u przyjaciela. Teraz był naprawdę zaskoczony.
— Jak się nazywa ten kolejny stopień? — Rastosław głośno przełknął ślinę.
— Nie wiem — zaśmiał się gryfita — ale jeśli nalegasz na nazewnictwo, to nazwę go: zabójczo skuteczny.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1493

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#2 » 13 paź 2018, o 11:36

Krótki sum up na początku: o ile dobrze pamiętam - bo trochę czasu już minęło - III rozdział wyszedł Ci całkiem fajnie, nie było tylu niezgrabności, lekko się czytało. Tutaj znowu mały regres. Kombinujesz, przestawiasz słowa, piszesz sformuowania trochę ''na około'', a naprawdę czasem krótko, zwięźle i prosto to najlepsze wyjście. Radzę czytać na głos kilka razy to, co napiszesz, to powinneś sam usłyszeć, jak niezgrabnie niektóre zdania brzmią. Poniżej moje sugestie przeróbek. :) Oczywiście to tylko moje pomysły.

Popasali przy niewielkim strumieniu. Zatrzymali się tuż przy drodze, ponieważ zabójca potworów nie był w stanie dalej jechać.
Zdaję sobie sprawę, że musiałeś wymyślić różne określenia dla głównego bohatera, żeby za każdym razem nie powtarzać jego imienia, ale szczerze, tak ogólne określenie, które mogłoby wskazywać na każdego innego wiedźmina, umieszczone na samym początku rozdziału brzmi: 1) niezręcznie (w moim odczuciu), 2) mogłoby faktycznie sugerować kogoś innego, bo czemu by nie? Teoretycznie mógłbyś przecież wprowadzić nową postać. ;)

Spodnie pożyczone od Rastosława uciskały go w kroku, okazały się tak krótkie, że cholewy butów ledwo ukrywały ich długość.

Nieco niezręcznie i tak... kombinowanie brzmi to określenie, żre buty ukrywają długość spodni. Nie lepiej: ''Spodnie pożyczone od Rastosława uciskały go w kroku. Mało tego okazały się za krótkie, ale na szczęście wysokie cholewy butów maskowały ten fakt.'' czy coś w tym stylu. ;)

Początkowo zamierzał jechać bez tej części ubioru, ale częściowo goniec mu to wyperswadował, a częściowo poranny przymrozek.
''Na początku zamierzał jechać dalej po prostu bez nich, ale częściowo wyperswadował mu to goniec, a częściowo poranny przymrozek.''

Kurier natomiast dostawał białej gorączki ze zdenerwowania.
z DPD? :-D

Kurier natomiast dostawał białej gorączki ze zdenerwowania, ponieważ przywykł do innego tempa jazdy, a wiedźmin ciągle się guzdrał i nie potrafił wytrwać całego dnia w siodle. Zamierzali dziś dojechać do Gors Velen, a wypadałoby zrobić to przed zamknięciem bram po zmierzchu. Jakoś nie miał ochoty nocować w zapadłej karczmie na podgrodziu. Dodatkowo miał nadzieję, że jeszcze dziś spożyje ciepłą strawę zamiast sucharów z serem, które mieli w jukach.

Ja bym napisała to jakoś tak: ''Z kolei posłaniec już dostawał białej gorączki. Denerwował się, ponieważ przywykł do zupełnie innego tempa jazdy, a teraz wiedźmin guzdrał się i nie potrafił wytrwać całego dnia w siodle. Jeśli zamierzali jeszcze dziś dojechać do Gors Velen, to wypadałoby dotrzeć tam przez zmierzchem, zanim bramy miasta zostaną zamknięte. Nie miał najmniejszej ochoty na kolejny nocleg w jakiejś zapadłej karczmie na podgrodziu. Poza tym marzył, żeby w końcu posmakować ciepłej, porządnej strawy zamiast sucharów z serem, z których głównie składały się ich zapasy jedzenia.''

Chwilę tak powzdychał nad sensem swojego istnienia


Zajęło mu to więcej niż moment, więc kiedy powrócił do rzeczywistego świata, nigdzie nie mógł wypatrzyć swojego towarzysza, który zniknął, szukając filipa w przydrożnych konopiach.

Chociaż często zdarza się, że w zabawny sposób komponujesz takie ''kwiatki'' jak spodnie i imadło, to tutaj jest oklepane i zbędne, nie podoba mi się. Znowu - czasem im prościej, tym lepiej. Może jakoś tak: ''Zajęło mu to zdecydowanie więcej niż moment. Kiedy powrócił do świata rzeczywistego, nigdzie nie mógł odnaleźć wzrokiem swojego towarzysza.''

Klnąc pod nosem i złorzecząc głupocie przyjaciela, łowca potworów ruszył jego śladem, wyczuwalnym dzięki wiedźmińskim zmysłom. Kulejąc na jedną nogę, powoli przedzierał się po ledwo naruszonych przez poprzednika łany rośliny tekstylnej, zarazem odczuwając coraz to większy niepokój.
Kolejne niezgrabności, niepotrzebne słowa, niepotrzebne kombinacje i kolejne moje luźne sugestie: ''Złorzecząc pod nosem na głupotę przyjaciela, ruszył jego śladem, co było możliwe tylko dzięki wyostrzonym wiedźmińskim zmysłom. Niestety, z racji na ranną nogę, przedzieranie się przez gęste krzaki nie szło mu zbyt dobrze. Czuł coraz większy niepokój.''
Przeczytaj sobie na głos swoje i moje wersje i pomyśl, co według Ciebie brzmi lepiej/zgrabniej/płynniej. :)

Dodatkowo sprawę komplikowały lekkie drgania medalionu, wyczuwalne, nawet kiedy miał na sobie pancerz.
Chyba drgania medalionu nie komplikowały żadnej sprawy, a zwiększały dodatkowo jego niepokój/ potwierdzały przypuszczenia, co? :P

Wiedźmin rzucił się szalonym pędem w jego stronę, jednak noga dalej mu dokazywała. Nie zdążę, pomyślał, widząc, że przyjaciel szykuje się do skoku w trzęsawisko. Wiedząc, czym to grozi, w biegu wypił eliksir tłumiący ból i pobiegł w stronę przyjaciela.
Zdążył w ostatniej chwili złapać go za kubrak i przewalić na siebie. Upadając, niefortunnie ułożył ranną nogę, tak, że ta jeszcze bardziej ucierpiała. Wyczuwał delikatne strumyki krwi, które zaczęły wypływać z naruszonej rany.

''Wiedźmin rzucił się w stronę przyjaciela, jednak chora noga znacznie go spowalniała. Nie zdążę - pomyślał z przerażeniem, widząc, że Rastosław już szykuje się do skoku w trzęsawisko. W biegu wyciągnął z kieszeni buteleczkę z eliksirem tłumiącym ból, jednym łykiem wychylił zawartość fiolki i ze zdwojoną szybkością ruszył w stronę bagna. Zdążył dosłownie w ostatniej chwili. Złapał gońca za kubrak, pociągając go do siebie. Manewr okazał się o tyle niefortunny, że posłaniec upadł na wiedźmina. Azamir syknął z bólu. Wolał nawet nie patrzeć na ranną nogę. Wiedział, że nie jest dobrze. Wystarczyło mu samo to, że czuł, jak nogawka nad raną znowu nasiąka krwią.''

Łowca potworów naprawdę mocno się zdenerwował, zaczynał tracić nad sobą panowanie.
''zaczynał tracić panowanie nad sobą''

Jedynie goniec klął na tę niedogodność, ponieważ wiedźmin nie dawał rady się odezwać. Tkwili w jednym z najgorszych impasów, jakie przytrafiły im się podczas wspólnych podróży. Jeśli się wkrótce nie zatrzymają, łowca potworów sam się zsunie z konia i zarządzi tym samym przymusowe obozowanie w losowym miejscu.
''ponieważ wiedźmin nie miał siły się odzywać''

Co jest standardem w takich sytuacjach, nie mogli znaleźć żadnej wioski, tylko mijali pojedyncze chaty.
''mijali jedynie samotne gospodarstwa''

Niewielka przydrożna polanka, na której rozbili obozowisko, została osłonięta tylko z trzech stron przed wiatrem
oni ją osłonili, czy co? :P chyba wypadałoby dodać, że osłonięta przez drzewa przed wiatrem, jeśli o to Ci chodziło ;)

Nie namyślając się długo, goniec podbiegł do leżącego mutanta.
no raczej, że nie miał nad czym myśleć - głupio to brzmi.

Niezbyt zgrabnie wyszedł Ci ten opis wiedźminowego wyglądu.

Bladość cechująca wiedźminów ustąpiła najczystszej bieli na jego twarzy.
''Wiedźmini i tak z natury mieli wręcz alabastrową skórę, ale teraz, chociaż wydawało się to niemożliwe, Azamir był jeszcze bledszy niż zwykle. Twarz gryfity przybrała niezdrowy, woskowo biały odcień.''

W dotychczasowej nieprzerwanej szopie włosów koloru ciemnego złota pojawiły się paski siwizny.
''Włosy, dotychczas gęste i zdrowe, w kolorze ciemnego złota, teraz przerzedziły się i zmatowiały, a na skroniach można było dostrzec pierwsze pasma siwizny.''

To nie nastrajało ich zbyt optymistycznie.


Wstydził się swojej reakcji, bo była ona odruchowa i nieprzemyślana, ale czasu nie zdoła cofnąć.
Natychmiast pożałował swoich słów. Zadziałał impulsywnie, swoje zrobiło też zmęczenie i frustracja, ale powinien zdążyć ugryźć się w język.''

Tajemniczo odparł Azamir.
''odparł tajemniczo''

Kurier zdębiał, pierwszy raz słyszał o czwartym stopniu, a interesował się sprawami wiedźmińskimi od prawie dziesięciu lat

Kiedy chcesz podkreślić nagłe zaskoczenie itd., to fajnie uciąć zdanie. Dlatego napisałabym: ''Kurier zdębiał.''
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Kawka
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 481

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#3 » 13 paź 2018, o 12:57

Fajne. Fantasy zawsze mnie wciąga.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1742

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#4 » 13 paź 2018, o 14:07

Karen pisze:Krótki sum up na początku: o ile dobrze pamiętam - bo trochę czasu już minęło - III rozdział wyszedł Ci całkiem fajnie, nie było tylu niezgrabności, lekko się czytało. Tutaj znowu mały regres.

To dziwne bo napisałem je tego samego dnia, a dopiero po przez próby poprawienia błędów w tym rozdziale, miały tak wielką różnicę czasową, jeśli chodzi o moment publikacji.

Karen pisze:Kombinujesz, przestawiasz słowa, piszesz sformuowania trochę ''na około'', a naprawdę czasem krótko, zwięźle i prosto to najlepsze wyjście. Radzę czytać na głos kilka razy to, co napiszesz, to powinneś sam usłyszeć, jak niezgrabnie niektóre zdania brzmią. Poniżej moje sugestie przeróbek. :) Oczywiście to tylko moje pomysły.

Za dużo, się wtedy, dziewiętnastowiecznych pisarzy naczytałem :kuku: Możliwe,że przejąłem część tego rozbudowanego stylu pisarskiego.

Popasali przy niewielkim strumieniu. Zatrzymali się tuż przy drodze, ponieważzabójca potworów nie był w stanie dalej jechać.
Zdaję sobie sprawę, że musiałeś wymyślić różne określenia dla głównego bohatera, żeby za każdym razem nie powtarzać jego imienia, ale szczerze, tak ogólne określenie, które mogłoby wskazywać na każdego innego wiedźmina, umieszczone na samym początku rozdziału brzmi: 1) niezręcznie (w moim odczuciu), 2) mogłoby faktycznie sugerować kogoś innego, bo czemu by nie? Teoretycznie mógłbyś przecież wprowadzić nową postać. ;)

Spodnie pożyczone od Rastosława uciskały go w kroku, okazały się tak krótkie, żecholewy butów ledwo ukrywały ich długość.

Nieco niezręcznie i tak... kombinowanie brzmi to określenie, żre buty ukrywają długość spodni. Nie lepiej: ''Spodnie pożyczone od Rastosława uciskały go w kroku. Mało tego okazały się za krótkie, ale na szczęście wysokie cholewy butów maskowały ten fakt.'' czy coś w tym stylu. ;)

Początkowo zamierzał jechać bez tej części ubioru, ale częściowo goniec mu to wyperswadował, a częściowo poranny przymrozek.
''Na początku zamierzał jechać dalej po prostu bez nich, ale częściowo wyperswadował mu to goniec, a częściowo poranny przymrozek.''

Kurier natomiast dostawał białej gorączki ze zdenerwowania.
z DPD? :-D

Kurier natomiast dostawał białej gorączki ze zdenerwowania, ponieważ przywykł do innego tempa jazdy, a wiedźmin ciągle się guzdrał i nie potrafił wytrwać całego dnia w siodle. Zamierzali dziś dojechać do Gors Velen, a wypadałoby zrobić to przed zamknięciem bram po zmierzchu. Jakoś nie miał ochoty nocować w zapadłej karczmie na podgrodziu. Dodatkowo miał nadzieję, że jeszcze dziś spożyje ciepłą strawę zamiast sucharów z serem, które mieli w jukach.

Ja bym napisała to jakoś tak: ''Z kolei posłaniec już dostawał białej gorączki. Denerwował się, ponieważ przywykł do zupełnie innego tempa jazdy, a teraz wiedźmin guzdrał się i nie potrafił wytrwać całego dnia w siodle. Jeśli zamierzali jeszcze dziś dojechać do Gors Velen, to wypadałoby dotrzeć tam przez zmierzchem, zanim bramy miasta zostaną zamknięte. Nie miał najmniejszej ochoty na kolejny nocleg w jakiejś zapadłej karczmie na podgrodziu. Poza tym marzył, żeby w końcu posmakować ciepłej, porządnej strawy zamiast sucharów z serem, z których głównie składały się ich zapasy jedzenia.''

Chwilę tak powzdychał nad sensemswojego istnienia


Zajęło mu to więcej niż moment, więc kiedy powrócił do rzeczywistego świata, nigdzie nie mógł wypatrzyć swojego towarzysza, który zniknął, szukając filipa w przydrożnych konopiach.

Chociaż często zdarza się, że w zabawny sposób komponujesz takie ''kwiatki'' jak spodnie i imadło, to tutaj jest oklepane i zbędne, nie podoba mi się. Znowu - czasem im prościej, tym lepiej. Może jakoś tak: ''Zajęło mu to zdecydowanie więcej niż moment. Kiedy powrócił do świata rzeczywistego, nigdzie nie mógł odnaleźć wzrokiem swojego towarzysza.''

Klnąc pod nosem i złorzecząc głupocie przyjaciela, łowca potworów ruszył jego śladem, wyczuwalnym dzięki wiedźmińskim zmysłom. Kulejąc na jedną nogę, powoli przedzierał się po ledwo naruszonych przez poprzednika łany rośliny tekstylnej, zarazem odczuwając coraz to większy niepokój.
Kolejne niezgrabności, niepotrzebne słowa, niepotrzebne kombinacje i kolejne moje luźne sugestie: ''Złorzecząc pod nosem na głupotę przyjaciela, ruszył jego śladem, co było możliwe tylko dzięki wyostrzonym wiedźmińskim zmysłom. Niestety, z racji na ranną nogę, przedzieranie się przez gęste krzaki nie szło mu zbyt dobrze. Czuł coraz większy niepokój.''
Przeczytaj sobie na głos swoje i moje wersje i pomyśl, co według Ciebie brzmi lepiej/zgrabniej/płynniej. :)

Dodatkowo sprawę komplikowały lekkie drgania medalionu, wyczuwalne, nawet kiedy miał na sobie pancerz.
Chyba drgania medalionu nie komplikowały żadnej sprawy, a zwiększały dodatkowo jego niepokój/ potwierdzały przypuszczenia, co? :P

Wiedźmin rzucił się szalonym pędem w jego stronę, jednak noga dalej mu dokazywała. Nie zdążę, pomyślał, widząc, że przyjaciel szykuje się do skoku w trzęsawisko. Wiedząc, czym to grozi, w biegu wypił eliksir tłumiący ból i pobiegł w stronę przyjaciela.
Zdążył w ostatniej chwili złapać go za kubrak i przewalić na siebie. Upadając, niefortunnie ułożył ranną nogę, tak, że ta jeszcze bardziej ucierpiała. Wyczuwał delikatne strumyki krwi, które zaczęły wypływać z naruszonej rany.

''Wiedźmin rzucił się w stronę przyjaciela, jednak chora noga znacznie go spowalniała. Nie zdążę - pomyślał z przerażeniem, widząc, że Rastosław już szykuje się do skoku w trzęsawisko. W biegu wyciągnął z kieszeni buteleczkę z eliksirem tłumiącym ból, jednym łykiem wychylił zawartość fiolki i ze zdwojoną szybkością ruszył w stronę bagna. Zdążył dosłownie w ostatniej chwili. Złapał gońca za kubrak, pociągając go do siebie. Manewr okazał się o tyle niefortunny, że posłaniec upadł na wiedźmina. Azamir syknął z bólu. Wolał nawet nie patrzeć na ranną nogę. Wiedział, że nie jest dobrze. Wystarczyło mu samo to, że czuł, jak nogawka nad raną znowu nasiąka krwią.''

Łowca potworów naprawdę mocno się zdenerwował, zaczynał tracić nad sobą panowanie.
''zaczynał tracić panowanie nad sobą''

Jedynie goniec klął na tę niedogodność, ponieważ wiedźmin nie dawał rady się odezwać. Tkwili w jednym z najgorszych impasów, jakie przytrafiły im się podczas wspólnych podróży. Jeśli się wkrótce nie zatrzymają, łowca potworów sam się zsunie z konia i zarządzi tym samym przymusowe obozowanie w losowym miejscu.
''ponieważ wiedźmin nie miał siły się odzywać;;

Co jest standardem w takich sytuacjach, nie mogli znaleźć żadnej wioski, tylko mijali pojedyncze chaty.
''mijali jedynie samotne gospodarstwa''

Niewielka przydrożna polanka, na której rozbili obozowisko, została osłonięta tylko z trzech stron przed wiatrem
oni ją osłonili, czy co? :P chyba wypadałoby dodać, że osłonięta przez drzewa przed wiatrem, jeśli o to Ci chodziło ;)

Nie namyślając się długo, goniec podbiegł do leżącego mutanta.
no raczej, że nie miał nad czym myśleć - głupio to brzmi.

Niezbyt zgrabnie wyszedł Ci ten opis wiedźminowego wyglądu.

Bladość cechująca wiedźminów ustąpiła najczystszej bieli na jego twarzy.
Wiedzmini i tak z natury mieli wręcz alabastrową skórę, ale teraz, chociaż wydawało się to niemożliwe, Azamir był jeszcze bledszy niż zwykle. Twarz gryfity przybrała niezdrowy, woskowo biały odcień.''

W dotychczasowej nieprzerwanej szopie włosów koloru ciemnego złota pojawiły się paski siwizny.
Włosy, dotychczas gęste i zdrowe, w kolorze ciemnego złota, teraz przerzedziły się i zmatowiały, a na skroniach można było dostrzec pierwsze pasma siwizny.''

To nie nastrajałoich zbyt optymistycznie.


Wstydził się swojej reakcji, bo była ona odruchowa i nieprzemyślana, ale czasu nie zdoła cofnąć.
Natychmiast pożałował swoich słów. Zadziałał impulsywnie, swoje zrobiło też zmęczenie i frustracja, ale powinien zdążyć ugryźć się w język.''

Tajemniczo odparł Azamir.
''odparł tajemniczo''

Kurier zdębiał, pierwszy raz słyszał o czwartym stopniu, a interesował się sprawami wiedźmińskimi od prawie dziesięciu lat

Kiedy chcesz podkreślić nagłe zaskoczenie itd., to fajnie uciąć zdanie. Dlatego napisałabym: ''Kurier zdębiał.''

Pozwolisz, że te zmiany przeanalizuję i możliwe, że dokładnie w twojej formie wprowadzę do tekstu? Ponieważ naprawdę muszę walczyć z takim stylem pisania.

Dodano po 4 minutach 11 sekundach:
Kawka pisze:Fajne. Fantasy zawsze mnie wciąga.

Fantasy pozwala na dużą dozę swobody pisarskiej. Osobiście uważam je za gatunek, w którym można sobie pozwolić na rzeczy w innych dziedzinach literatury niedopuszczalne. Miło mi, że przeczytałaś dotychczasowe fragmenty mojego utworu.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1493

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#5 » 13 paź 2018, o 22:38

Pozwolisz, że te zmiany przeanalizuję i możliwe, że dokładnie w twojej formie wprowadzę do tekstu? Ponieważ naprawdę muszę walczyć z takim stylem pisania.

Ależ proszę bardzo, toż po to one są :D To nie ja piszę ff z uniwersum Wiedźmina, więc mi się nie przydadzą. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1963

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#6 » 14 paź 2018, o 09:27

O'rany, Dural, nanieś te poprawki, bo teraz co drugie zdanie bym zmienił.
Rzeczywiście można wyczuć ślad dziewiętnastowiecznego pisarstwa. Surowego Sienkiewicza takoż ciężko było czytać :))

Ale nie powiem, abym się nudził przy tym tekście. Posiada niewybaczalną wadę, która całkowicie dyskwalifikuje każdy współczesny tekst, a mi uprzyjemnia czytanie: akcja toczy się niespiesznie. ;))

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1493

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#7 » 14 paź 2018, o 10:36

szczepantrzeszcz pisze:O'rany, Dural, nanieś te poprawki, bo teraz co drugie zdanie bym zmienił.

Szczerze, to mi też więcej miejsc zgrzytało, ale wypisałam te największe w moim odczuciu zgrzyty, bo na resztę czasu i sił mi zabrakło, a myślę, że już to powinno wskazać kierunek, w którym należy iść ze stylem. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1742

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#8 » 14 paź 2018, o 10:45

szczepantrzeszcz pisze:O'rany, Dural, nanieś te poprawki, bo teraz co drugie zdanie bym zmienił.
Rzeczywiście można wyczuć ślad dziewiętnastowiecznego pisarstwa. Surowego Sienkiewicza takoż ciężko było czytać :))

Już się biorę, wczorajszy dzień mi nie pozwolił na szybką interwencję w tekście.

szczepantrzeszcz pisze:Ale nie powiem, abym się nudził przy tym tekście. Posiada niewybaczalną wadę, która całkowicie dyskwalifikuje każdy współczesny tekst, a mi uprzyjemnia czytanie: akcja toczy się niespiesznie. ;))

Mi właśnie tego brakuje we współczesnej literaturze: powolnej akcji, zapoznania się z bohaterami, ich charakterami, wadami, tak by później nie zastanawiać się, kto jest kim. Jeśli chodzi o tempo akcji następnych rozdziałów, to sam rozsądzisz, czy będzie Ci ono pasować.

Dodano po 1 minucie 33 sekundach:
Karen pisze:
szczepantrzeszcz pisze:O'rany, Dural, nanieś te poprawki, bo teraz co drugie zdanie bym zmienił.

Szczerze, to mi też więcej miejsc zgrzytało, ale wypisałam te największe w moim odczuciu zgrzyty, bo na resztę czasu i sił mi zabrakło, a myślę, że już to powinno wskazać kierunek, w którym należy iść ze stylem. ;)

W takim razie przed publikacją następnego rozdziału, poproszę współlokatorkę o korektę. Ma oko do błędów, ale też mało czasu, zwłaszcza, że jest na mieszkaniu tylko w tygodniu.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1493

Ostatni królewski gryf: Rozdział IV [Wiedźmin]

Post#9 » 14 paź 2018, o 10:47

DuralT pisze:W takim razie przed publikacją następnego rozdziału, poproszę współlokatorkę o korektę. Ma oko do błędów, ale też mało czasu, zwłaszcza, że jest na mieszkaniu tylko w tygodniu.


Proś, proś, zawsze warto, żeby ktoś rzucił świeżym okiem przed publikacją. A jeśli będziesz chciał czy współlokatorka nie będzie miała czasu, możesz podesłać mi. W dokumencie tekstowym o wiele łatwiej i sprawniej się wpisuje wszelkie spostrzeżenia.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości