"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 37

Teksty niespełniające wymogów regulaminu.
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 128

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 37

Post#1 » 19 paź 2018, o 16:13

Elvis Mustafa marniał w oczach dosłownie z dnia na dzień.
Jadł niewiele. Szybko odstawiał ledwo napoczęte posiłki. Na gimnastyce wodnej i innych zajęciach korekcyjnych, kompensacyjnych, i jakie by tam nie były, gdzie po próbie samobójstwa zaczął się aktywnie udzielać, był ponownie pasywny, apatyczny i nieobecny myślami lub się na nich wręcz nie pojawiał. W nocy cierpiał na bezsenność, a w ciągu dnia drzemał pod „swoim” oknem w korytarzu. Wybrał punkt, z którego mógł czasem, przy odrobinie szczęścia, wypatrzyć Christę. W takich udanych chwilach serce kaleki biło jak oszalałe.
Wmawiał sobie, że musi tę fazę po prostu przetrzymać i będzie dziewczynę w końcu miał w dupie. Tę zarozumiałą gówniarę. Przecież się w niej wcale nie zakochał… Rumienił się niemal na taką myśl… Nie, nie… na pewno się nie zakochał! Ma pełną kontrolę nad swoimi uczuciami.
Kiedyś miał na kopy takich siuśmajtek.
To cóż to w takim razie jest, że wciąż o niej myśli, i że jest mu jej brak, tak cholernie, cholernie brak? W końcu uratowała mu życie. No i co z tego, nie prosił jej o to przecież! Zresztą chciał zakończyć tę swoją upokarzającą wegetację, a ona mu tylko przeszkodziła w zamierzeniach.
No tak… ale kiedy w ostatniej chwili zadrżał jednak tam pod wodą, w obliczu śmierci próbując w panice i bez szans na powodzenie ratować swoją marną egzystencję… uczyniła to w końcu Christa. Ryzykowała przy tym, że sama utonie.
Spostrzegł, że coraz częściej w jego refleksjach zaczyna się znowu pojawiać Blondas. Uświadomił sobie ze zdziwieniem, że w głębi duszy nie widzi już w nim wroga ani rywala i nie traktuje w myślach z ironią. W snach nie spotkał więcej Bena od dnia, w którym…
Nie! Tego dnia, tego umierania w kipieli nie chciał więcej wspominać
Może teraz mogłoby się to ponownie przydarzyć… kolejne spotkanie we śnie z Blondasem. Chwilami tęsknił wręcz do sennych „sesji” z młodym Storchem.
Cierpiał jednak na bezsenność, a tabletek na sen odmawiał.
Christa, Christa, Christa… PRZYJDŹ – proszę, proszę…
Po dwóch tygodniach dojrzał.
Zepchnął na boczny tor psychiki swoją przeczuloną dumę i poprosił Karin – wzbudzając tym zdumienie nowej opiekunki – o kartkę papieru, długopis i kopertę. Karin chciała poinformować go, że te drobiazgi dostanie w kiosku. Na parterze w przeciwległym końcu korytarza. Elvis przebywał na drugim piętrze, ale przy użyciu windy nie byłaby to dla niego zbyt uciążliwa wędrówka. Przemilczała to jednak, ciesząc się, iż ten ponurak zacznie z nią może wreszcie rozmawiać. Zresztą znając go już trochę wiedziała, że teoretycznie o istnieniu kiosku mógł nawet nie wiedzieć. Dostarczyła mu zatem to, czego sobie zażyczył, z zapasów ich, pielęgniarek, i usłyszała w nagrodę ciche „dziękuję”, czym ponownie ją mile zaskoczył.
Zaś Elvis zdobył twardą deszczułkę na podkład i zaczął pisać list do Christy.
Zmiął wiele papieru, pisząc wciąż od nowa. Pielęgniarka po kolejnej prośbie o nową kartkę, zrezygnowana, wręczyła mu bez słowa zeszyt papieru listowego.
Cały dzień poświęcił na pierwszy list w swoim życiu.
W końcu późnym wieczorem spłodził coś, co nareszcie zaakceptował.
Następnego dnia Elvis skonfrontował swoją nową opiekunkę z kolejną prośbą. Z namaszczeniem, niczym ksiądz podający opłatek podczas komunii świętej, wręczył jej list do Christy Kappmeier.
Niosąc go na czwarte (najwyższe) piętro na nowy oddział swojej młodej poprzedniczki, Karin zwalczyła w sobie pokusę zajrzenia do niezaklejonej koperty.
„Och, przestań idiotko! Zakochał się chłop, ot i wszystko”.
I pomyślała, że teraz chociaż wie, dlaczego Kappmeier odebrano opiekę nad Mustafą

Wróć do „Publikacje nieregulaminowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość