"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#1 » 3 lis 2018, o 11:59

Minęło siedem lat.
Normalnie.
Ani mu się nie dłużyły, ani nie mógłby powiedzieć, by przeszły jak z bicza strzelił.
Było to po prostu siedem bliźniaczych lat, złożonych z bliźniaczo do siebie podobnych dni, tygodni i miesięcy… I wyglądało na to, że wyjdzie na wolność najpóźniej w przyszłym roku, w okolicach Bożego Narodzenia. Teoretycznie mógł być na wolności już od prawie roku. Jednak na spotkaniu z komisją rozpatrującą jego ewentualne wcześniejsze zwolnienie z zakładu karnego, nie okazał skruchy z powodu popełnionego przestępstwa. Mało tego – podczas końcowej burzliwej wymiany zdań z przedstawicielami komisji roztrząsającej kolejny przypadek, sprawę więźnia Storcha, powiedział coś, co odpowiadało mniej więcej niezbyt uprzejmej konkluzji: „ A pocałujcie wy mnie wszyscy w dupę!”.
Jakoś był dumny, że nie zmarnował okresu odsiadki.
Przeczytał mnóstwo beletrystyki.
Niektóre powieści dały mu do myślenia. Tak, literatura pomogła mu nawet posunąć się dalej w przechodzeniu do porządku dziennego nad utratą Bena i Marii. Czuł się także na siłach powrócić do pracy chirurga. To znaczy, jak tylko odzyska prawo do ponownego wykonywania wyuczonego zawodu. A na to musiał poczekać jeszcze siedem lat zakładając, że rzeczywiście wyjdzie z mamra pod koniec dwa tysiące szesnaste.
Ale na razie nie zawracał sobie tym głowy.
Wszystko, czego pragnął na dzień dzisiejszy, to dalsza intensyfikacja doskonalenia i pomnażania wiedzy medycznej, zwłaszcza w zakresie jego specjalności. Musiał koniecznie przyswoić współczesne, aktualne teorie lecznictwa do perfekcji! Musiał wiedzieć wszystko o postępach medycyny i starać się stale pozostawać na bieżąco z wszelkimi nowinkami.
Był chirurgiem z powołania, i miał tego świadomość.
Krótko przed poznaniem Marii zaproponowano mu karierę naukową na jednej ze znanych w kołach specjalistów biologii i medycyny placówek amerykańskich. Już się prawie zdecydował przyjąć ofertę, kiedy przyszła jego wielka miłość, a krótko potem ciąża Marii. Zadowolił się więc własną praktyką. Już przed przyjściem na świat Benjamina zdobył renomę specjalisty o złotych rękach. Szybko stali się bogaci. Spłacił niebawem długi związane z otwarciem praktyki lekarskiej, potem przyszła ich piękna willa i pękające w szwach konto.
Mimo to żyli normalnie.
Nie paradowali z jakąś liczną służbą domową. Zdecydowali się jedynie na sprzątaczkę, która raz w tygodniu doprowadzała do ogólnego porządku to, czego na skutek pracy i intensywnej opieki nad Benjaminem i jego karierą, notorycznie zaniedbywali. Robiła to doskonale, szczęśliwa i motywowana bezwstydnie wysoką zapłatą za swoje usługi. Zakupów dokonywali sami, najczęściej Maria.
Często rozmyślał z poczuciem winy, że gdyby wynajęli wtedy Benowi stałą taksówkę dowożącą go na treningi w Hamburgu, chłopiec żyłby dzisiaj… Ale oni chcieli przecież jedynie, żeby ich syn rozwijał się równie normalnie jak inne dzieci. Bez przepychu, niepotrzebnych zbytków i nadmiernego rozpieszczania. Wspominał z wdzięcznością, że Maria do ostatnich swoich chwil nie wyrzuciła mu tej taksówki, nad którą się kiedyś głośno zastanawiała, ale którą sam Ben zdecydowanie wybił jej z głowy. Chyba nawet, mimo niepokoju związanego z chuligaństwem w pociągach, ostatecznie dość łatwo zaakceptowała te dojazdy koleją. I choć w gruncie rzeczy rozpieszczała syna, mimo to w swojej dziwnej kobiecej niekonsekwencji, zawsze dawała odczuć, że podziela opinię Ralfa o konieczności normalnego wychowania ich zrodzonego z miłości jedynaka. No tak… ale jednak niezależnie od tego wszystkiego, miała w ostatecznym rozrachunku rację w swojej trosce o niebezpieczne dojazdy syna koleją.
„Kochanie… słodka moja, dobra dziewczynko, gdzie jesteś teraz? Czy istniejesz gdzieś tam wciąż jeszcze? Czy egzystuje gdziekolwiek twój duch, pamięć… twoje jestestwo, twoje ja…? Jeśli tak, to mam nadzieję, że nieznane prawa wymazują w tym nowym wymiarze pamięć z poprzedniego życia. W przeciwnym razie istnienie na tamtym świecie musi być piekłem, torturą wspomnień z ostatnich dni twojego minionego życia. Chyba… chyba że twój Benjamin jedyny, twój cały świat na tym padole, chyba że jest on teraz… razem z tobą!”.
Storch został wychowany w duchu religijnym, ale już w gimnazjum miał pierwsze wątpliwości co do istnienia i zamiarów Boga. Teraz był przekonany o jednym: nawet jeśli On i gdzieś istnieje, to na pewno nie ziębią Go ani grzeją problemy Ralfa; bez wątpienia ma ważniejsze sprawy na głowie niż jakieś tam ziemskie duperele.
I tak, któregoś dnia, gdy zagłębiony w rozważaniach o możliwych wariantach życia bądź niebytu po śmierci, siedział z zamkniętymi oczami oparty plecami i głową o zimną ścianę celi, doszedł go zza kraty głos Wischniewskiego, klawisza mającego służbę tej soboty.
– Doktorek! Masz odwiedziny.
W dniach, w których począł obkładać się książkami i siedział godzinami przy laptopie, dosyć szybko zyskał ksywkę „Doktorek”.
– Jaa…? Odwiedziny?! To musi być pomyłka!
Ralf miał – poza jedynym wyjątkiem w postaci Roberta – tylko w pierwszym roku odsiadki paru gości: psychologa (przegonił go już podczas drugiego posiedzenia), księdza (także i jego szybko do siebie zniechęcił) oraz starych rodziców, którzy przytłukli się do niego z Austrii pociągiem. Prawie tysiąc kilometrów! Nudzili go i irytowali swoimi uduchowionymi wynurzeniami o „miłości Pana” i jego „niezgłębionych, ale sprawiedliwych wyrokach”. Nie miał jednak sumienia zaprzeczać, okazywać złości. Byli już tacy starzy i słabi – choć na szczęście wciąż zdrowi, i kochali go przecież, jedynego syna, na swój głęboko religijny sposób. Z żalem stwierdzał, że nigdy się z nimi zbytnio nie rozumiał. Byli twardogłowi, demagogiczni i bardzo konserwatywni. Zakazał im kolejnych odwiedzin.
W zamian obiecał dzwonić regularnie i później pamiętał jakiś czas o tym, starając się raz w miesiącu dotrzymywać słowa.
– Nie, to nie pomyłka – odparował Wischniewski, otwierając celę. – Sam się zdziwiłem. To jakaś kobieta… chce z tobą rozmawiać.
Ktoś wybrał się z wizytą do niego? Dwudziestego grudnia? Parę dni przed Wigilią?! Kobieta?!!
W nagłym podekscytowaniu Ralf nawet nie zapytał o nazwisko odwiedzającej.
Zadziwiła go natomiast nagła ciekawość, a także bardziej uradowanie niż niechęć do wizyty z zewnątrz.
Ponieważ wciąż siedział nieruchomo, strażnik zapytał, czy ma powiedzieć tej pani, że nie chce on z nią rozmawiać.
– Nie, nie! – poderwał się. – Pogadam z nią, kim by nie była. Czas poczynić pierwsze przygotowania na powrót do społeczeństwa.
– Też tak myślę – mruknął Wischniewski, jeden z najstarszych tu „pasterzy” (jak nazywał straż więzienną sąsiad Ralfa z przeciwległej celi), nie dopatrzywszy się ironii w głosie więźnia.
Strażnik poprowadził skonfundowanego tajemniczą wizytą Storcha dwa piętra niżej, do małej salki bez okien. Pozbawiony praw chirurg powściągnął z trudem ciekawość i spojrzał na kobietę dopiero, gdy już zajął miejsce naprzeciw niej, przed rozdzielającym ich prostym stołem.
– Czy życzy sobie pani, żebym z wami pozostał? – zapytał Wischniewski dla formalności.
– Nie, dziękuję – odpowiedziała odwiedzająca cicho, jednak bez chwili wahania. Wischniewski wyszedł, ale Ralf wiedział, że będzie ich od czasu do czasu obserwował przez małą szybkę-judasza w drzwiach.
Dłuższą chwilę przyglądali się sobie w milczeniu. Ralf dość szybko doznał objawienia. W pierwszym odruchu chciał powstać i natychmiast powrócić do celi. Te same oczy, podobieństwo rysów twarzy…– --
- Pani jest… siostrą – odezwał się w końcu chłodno.
Spuściła wzrok na blat stołu przed sobą, prawie niedostrzegalnie potakując głową.
– Na imię mam Sema – szepnęła.
– Ralf – zareagował machinalnie.
Była atrakcyjną kobietą mniej niż średniego wzrostu, liczącą około trzydziestu lat.
Ciemna cera, włosy niemal kruczoczarne, pełne usta o słodkim wykroju. Oraz wielkie, piękne i – co z niechęcią odnotował – dobre oczy. Ubrana była modnie – pomijając przewieszoną teraz przez oparcie krzesła skórzaną kurtkę – w dopasowany do jej smukłej figury beżowy żakiet. Długą szyję spowijała biała apaszka podkreślająca śniadość jej, wciąż nieskazitelnie gładkiej skóry. Wygląd jej przywodził na myśl młode Indianki północnoamerykańskie. Była niewątpliwie piękną kobietą, a uroda ta nie kłamała: na jej twarzy nie odkrył najmniejszego śladu makijażu. Uderzyło go, że tak wygląda (i ubiera się) siostra Elvisa Mustafy.
Podniosła znowu wzrok, zaglądając mu głęboko w oczy. Ralf poczuł się więcej niż nieswojo, stwierdziwszy, że nagle zagraża mu… erekcja.
– Właściwie to przyjechałam jedynie, żeby… aby pana o coś zapytać – powiedziała niepewnie cichym, łagodnym i zdecydowanie smutnym tonem.
Ralf milczał.
Gniew i nienawiść do brata tej interesującej kobiety pozwoliły mu zwalczyć gwałtowny przypływ tęsknot erotycznych na widok jej piękna.
– Czy mógłby pan… czy byłby pan… w stanie… kiedykolwiek… czy potrafiłby pan… prze… przebaczyć…? – wydusiła w końcu z trudem.
Krótka chwila, kiedy szczerze zapragnął jej dopomóc w męce z wydukaniem tego, co zamierzała powiedzieć, przeszła natychmiast, gdy tylko pojął sens pytania Kosowo-Albanki.
Zbladł, jego ręce zaczęły drżeć i już w następnej sekundzie zapragnął chwycić oburącz tę nieskazitelną łabędzią szyję i… zmiażdżyć ją.
Nagle przestał jasno myśleć, zakręciło mu się w głowie.
Mimo to dostrzegł strach w wielkich, ciemnych oczach dziewczyny.
Opanowując z trudem nieoczekiwaną żądzę mordu, zerwał się gwałtownie i walnął gniewnie pięścią w drzwi za Wischniewskim.
Chwilę później wybiegł z pokoju odwiedzin.

Tagi:

Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#2 » 3 lis 2018, o 15:19

Hej, Camenne, dzisiaj wrzuciłem kolejny tekst -zgodnie z sugestią- z tagami. Mimo to tekst został zaszufladkowany jako "Publikacja nieregulaminowa" (?)

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Re: "Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#3 » 3 lis 2018, o 17:29

Jeżeli dodałeś temat w tym dziale, zamiast w Prozie, to nic dziwnego, że się tu znajduje.
By nie mieć wątpliwości, specjalnie sprawdziłam dziennik moderacji - nikt tekstu nie przeniósł. Sam założyłeś go w złym dziale.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kawka
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 485

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#4 » 3 lis 2018, o 18:19

Tutaj coś nie gra z datą: "A na to musiał poczekać jeszcze siedem lat zakładając, że rzeczywiście wyjdzie z mamra pod koniec dwa tysiące szesnaste."
"Pogadam z nią, kim by nie była." Moim zdaniem lepiej napisać: Pogadam z nią, kimkolwiek jest.
"(...) walnął gniewnie pięścią w drzwi za Wischniewskim." Moim zdaniem lepiej będzie: walnął gniewnie pięścią w drzwi po Wischniewskiego.

Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#5 » 3 lis 2018, o 19:15

"W więzieniu znalazł się już niecałe cztery miesiące po amputowaniu nóg mordercy jego rodziny"- str. 70
"A na to musiał poczekać jeszcze siedem lat zakładając, że rzeczywiście wyjdzie z mamra pod koniec dwa tysiące szesnastego." [Ralf poszedł siedzieć w sierpniu 2008 roku, czyli miał za sobą ponad 7 lat odsiadki, kiedy odwiedziła go Sema. 7 lat również musiał jeszcze czekać, zanim znowu będzie mógł wykonywać zawód chirurga- sześcioletni zakaz działalności lekarskiej po wyjściu z więzienia]

"Pogadam z nią, kim by nie była." [Oczywisty błąd- co mówi o niesolidności pracy moich korektorów-, gdybym miał poprawić to tak: "Pogadam z nią kimkolwiek by była"]

"(...) walnął gniewnie pięścią w drzwi za Wischniewskim." [Tutaj się nie zgodzę. Konsultowałem to zdanie ze znawcą pisowni polskiej]

Kawka
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 485

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#6 » 3 lis 2018, o 19:27

Krzytawy, nie pomyliłeś się w obliczeniach. Nie o to mi chodzi. Przeczytaj jeszcze raz zdanie: "A na to musiał poczekać jeszcze siedem lat zakładając, że rzeczywiście wyjdzie z mamra pod koniec dwa tysiące szesnaste." dwa tysiące szesnaste.

Cieszę się, że reszta jest ok.

Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#7 » 3 lis 2018, o 19:37

Camenne! W opcji tagi (forma, gatunek, konwencja/rodzaj) wybrałem wariant powieść i tekst wieloczęściowy, bo jest to zgodne z prawdą. Natomiast konwencji "proza" w Waszych tagach nie ma! Jest tylko proza poetycka, co absolutnie do mojej książki nie pasuje.
Z poważaniem
Krzytawy

Dodano po 5 minutach 54 sekundach:
Hej, Kawka!
Rzeczywście w opublikowanym fragmencie brakuje "go".
Takiej literówki w oryginale nie ma.
Ten błąd powstał podczas kopiownia i wklejania potem tekstu na tym portalu.

Dodano po 3 minutach 35 sekundach:
Jak nadmieniałem, Kawka, moje możliwości koncentracji stały się ostatnio minimalne, i jak widać niewystarczające dla poprawnego wstawiania kolejnych fragmentów tutaj- a możliwe, że będzie jeszcze gorzej...

Kawka
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 485

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#8 » 3 lis 2018, o 20:00

:placz: Przykro mi.

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1493

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#9 » 3 lis 2018, o 20:43

Krzytawy pisze:Camenne! W opcji tagi (forma, gatunek, konwencja/rodzaj) wybrałem wariant powieść i tekst wieloczęściowy, bo jest to zgodne z prawdą. Natomiast konwencji "proza" w Waszych tagach nie ma! Jest tylko proza poetycka, co absolutnie do mojej książki nie pasuje.
Z poważaniem
Krzytawy

Dodano po 5 minutach 54 sekundach:
Hej, Kawka!
Rzeczywście w opublikowanym fragmencie brakuje "go".
Takiej literówki w oryginale nie ma.
Ten błąd powstał podczas kopiownia i wklejania potem tekstu na tym portalu.

Dodano po 3 minutach 35 sekundach:
Jak nadmieniałem, Kawka, moje możliwości koncentracji stały się ostatnio minimalne, i jak widać niewystarczające dla poprawnego wstawiania kolejnych fragmentów tutaj- a możliwe, że będzie jeszcze gorzej...


Krzytawy, nie ma potrzeby wprowadzania tagu ''proza'', skoro dział nazywa się ''proza'' - byłoby to masło maślane.
Poza tym nie wiem, co to za magia, że podczas ''kopiuj-wklej'' powstają literówki, no ale skoro tak mówisz... Cóż - to twój tekst, od Ciebie tylko zależy, jak wygląda. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Krzytawy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125

"Łzy życia"-ciąg dalszy- rozdział 49

Post#10 » 4 lis 2018, o 19:30

To proste- prawdopodobnie zaznaczając na niebiesko tekst do skopiowania nie zaznaczyłem "go"

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości