Zachęcamy do czytania naszych poradników!

1940 (3)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

winfreda_d
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27
Zobacz teksty użytkownika:

1940 (3)

Post#1 » 19 sty 2019, o 12:51

Część poprzednia 

 

Było już po północy, kiedy usłyszała skrzypienie otwieranych drzwi, a następnie ich łagodne zamknięcie. Zastanawiała się, czy zawsze był taki cichy i delikatny, kiedy wracał z pracy, czy może jakoś wyczuł, że wciąż jest na dole. Wstała z kanapy i zrobiła kilka kroków w kierunku korytarza, mając wrażenie, że jej nogi są niczym z ołowiu. Zanim jednak udało jej się tam dojść, on już pojawił się w progu salonu. Wciąż miał na sobie czarny mundur i wojskowe buty, a oficerską czapkę trzymał pod pachą. Zauważyła zdziwienie na jego twarzy – a więc jednak nie wiedział, że tu jest. 

- Jeszcze pani nie śpi, mademoiselle? - Jego głos był niewiele głośniejszy od szeptu, jakby nie chciał obudzić innych domowników; ledwie była w stanie go zrozumieć – wydawało jej się, że jego akcent jest tym silniejszy, im ciszej mówi. 

- Przepraszam, nie powinno mnie tu być – odpowiedziała po chwili. Stojąc tuż przed nim, poczuła się nagle mała i bezbronna. 

- Nie ma pani za co mnie przepraszać, mademoiselle – powiedział dopiero po chwili, jakby potrzebował czasu, aby dojść do takiego właśnie wniosku – jest pani przecież u siebie. 

Całą siłę swojej woli wykorzystała, aby powstrzymać wybuch śmiechu. Gdyby faktycznie była u siebie, nie byłoby tam jego. Żadnego niemieckiego oficera, nie byłoby w żadnym francuskim domu. I żaden nazistowski żołnierz nie chodziłby po mieście, jakby należało ono do niego. Gdyby tylko faktycznie była u siebie. 

- Mademoiselle? Wszystko w porządku? - Jego głos wyrwał ją z rozmyślań. Odważyła się spojrzeć mu prosto w oczy. Pokiwała lekko głową, zmuszając się do delikatnego uśmiechu. 

- Jak najbardziej, Herr Sturmbannführer. Jestem tylko zmęczona. Pójdę na górę. - Wyminęła go i stała już na pierwszym schodku, kiedy usłyszała za plecami cichy i, jak zwykle, opanowany głos. 

- Mademoiselle - Zatrzymała się w półkroku, zaciskając ze złości dłonie. Sama była sobie winna. Powinna była siedzieć na górze, położyć się do łóżka i udawać, że śpi. Nie musiała od razu dramatyzować, wmawiać sobie, że odgłosy śpiącego Henriego ją denerwują i schodzić na dół. Równie dobrze mogła siedzieć pod kołdrą; tam też myślałoby się jej dobrze. 

- Miałem nadzieję, że uda mi się zamienić z panią słówko - dodał, gdy na powrót stanęła do niego twarzą – choć, przyznam, nastawiałem się raczej na jutrzejszy ranek. Miałem łapać panią, zanim wyjdę do pracy, ale skoro nadarzyła nam się taka okazja… Nie możemy jej nie wykorzystać, mademoiselle – spojrzał na nią wyczekująco, uśmiechając się lekko. Miała ochotę uciec od niego jak najdalej. 

Usiadła w kącie kanapy, podnosząc nogi i obejmując kolana ramionami. Hochberg zajął się w tym czasie rozpalaniem ognia w kominku. Jego marynarka leżała przewieszona przez oparcie, tuż obok niej. Poczuła nagłą ochotę, aby wyciągnąć rękę i poczuć materiał, z jakiego została zrobiona, pod palcami. Wiele razy słyszała na mieście, że niemieckie mundury zrobione są z najlepszego materiału. Zastanawiała się czy to prawda, bo Hochberg nigdy nie wyglądał, jakby było mu w niej wygodnie. Przeniosła wzrok z powrotem na Niemca. Stał teraz przed szybą kominka i podziwiał wynik swojej pracy – ogień płoną dźwięcznie, oświetlając przytulnie cały pokój. Przypomniały jej się wieczory, które zwykła spędzać w ten sposób z rodzicami i braćmi. Siedziała wtedy w tym samym miejscu, co teraz, obserwując mamę krzątającą się w kuchni i słuchając, Pierre’a przekomarzającego się z Henrim. Wiele by oddała, aby tamte czasy wróciły, aby wróciła tamta beztroska i leniwie spędzane wieczory. 

Z przeszłości wyciągnął ją Hochberg, siadając obok niej i wzdychając ciężko. Sam zażądał rozmowy, tymczasem miała wrażenie, jakby celowo odkładał jej rozpoczęcie. 

- Gdybym… - Odezwał się po dłuższej chwili. Spojrzała na niego, oczekując kontynuacji, ale on znów zamilkł. Dłonie trzymał mocno zaciśnięte na kolanach, wpatrywał się przed siebie. Podążyła za jego wzrokiem i natrafiła na zdjęcie Pierre'a, zrobione, gdy był niewiele starszy niż aktualnie jest Henri. Przez głowę przeleciała jej myśl, czy uda jej się jeszcze kiedykolwiek zobaczyć starszego brata. 

- Gdybym nie miał do pani szacunku, mademoiselle – ponowił, po chwili - zapytałbym teraz panią, jak minął pani dzień? - Odwrócił się w jej stronę. Nie rozumiała, co miał na myśli. Spróbowała dopatrzeć się czegoś w jego oczach, ale nie wyrażały żadnych emocji. Jedyne, co zdołała w nich dojrzeć to błękit, który kojarzył jej się nie z letnim niebem, a z arktycznym mrozem. Pokręciła głową, dając mu tym samym do zrozumienia, że nie wie, co miał na myśli. Ogarnął wzorkiem całą jej sylwetkę, po czym odchylił głowę na oparcie; marynarka zaszeleściła pod jego włosami. 

Była zdenerwowana, kiedy poprosił o rozmowę, jednak teraz jej niepokój sięgnął zenitu. Nie miała pojęcia, co działo się w jego głowie, ani czego tak naprawdę od niej chciał. Byłoby jej łatwiej, gdyby od razu przeszedł do sedna sprawy i rozmówił się z nią, a nie grał w kalambury, zmuszając jej wyobraźnię do działania na najwyższych obrotach.  

- Wracając z miasta, uznałem, że najlepiej będzie, jeżeli ta rozmowa odbędzie się bez towarzystwa świadków, ale mimo to, nie ułatwiła mi pani zadania, wciąż będąc na dole, kiedy wróciłem - Starała się zrozumieć znaczenie jego słów, ale strach sparaliżował jej umysł, pozwalając wyróżnić jedynie poszczególne wyrazy. Z każdym wypowiadanym zdaniem, rozumiała go coraz mniej. 

- Widzę, że nie rozumie mnie pani, mademoiselle - Zaśmiał się, przyglądając się dezorientacji, widocznej na jej twarzy - spokojnie, już wszystko tłumaczę. 

Usiadł prosto i spojrzał z uwagą, prosto w jej oczy. Mimowolnie wcisnęła się jeszcze bardziej w kąt sofy, próbując oddalić się od niego tak bardzo, jak to tylko możliwe.  

- Wiem z kim spotkała się pani dzisiejszego ranka, mademoiselle. - Oznajmił spokojnie, zupełnie jakby opisywał pogodę za oknem; jego głos nie zdradzał najmniejszych oznak zdenerwowania czy złości. Również z jego twarzy nie mogła wyczytać żadnych targających nim emocji; wciąż patrzył jej uważnie w oczy, samemu szukając oznak zdenerwowania u niej. Z całą pewnością je znalazł, pomyślała. Była przerażona. Nie wiedziała skąd dowiedział się o jej spotkaniu z Luizą, ale doszła do wniosku, że chyba lepiej dla niej, żeby tak zostało. Była pewna, że zaciągając koleżankę do ślepej uliczki, uchroni obydwie przed wścibskimi oczami. Jak mogła być tak nieodpowiedzialna i rozmawiać o sprawach dotyczących Podziemia na środku miasta? Zresztą Luiza sama powinna wiedzieć lepiej i siedzieć cicho. Mogła tylko podrzucić jej ulotkę i uciec bez słowa, nie musiała opowiadać jej o wyczynach Mathieu i o tym, jaki jest wspaniały. Obydwie zostały narażone na niebezpieczeństwo przez ich bezgranicznie głupie zachowanie. 

- Poznałem już nazwisko pańskiej koleżanki. Dowiedziałem się również, że jest czynną działaczką ruchu oporu – zamknęła oczy, mocno zaciskając powieki. Nie była gotowa, aby usłyszeć, to co niewątpliwie chciał jej powiedzieć. 

- Co jej zrobiliście? - Przestraszyła się dźwięku własnego głosu; był zachrypnięty i niski; zaschło jej w gardle. Musiała się jednak dowiedzieć, co stało się z Luizą. Pod zamkniętymi powiekami zaczęły pojawiać się tragiczne obrazy. Otworzyła oczy, nie mogąc dłużej ich znieść.  

- Absolutnie nic, mademoiselle. Nawet jeden włos nie spadł jej z głowy. 

Zmarszczyła brwi, znów za nim nie nadążając. Skoro Luiza jest bezpieczna i nic jej się nie stało, to po co cała ta szopka. Co zamierzał tym osiągnąć, zastanawiała się. Podejrzewała, że, niestety, nie jest to koniec wiadomości na dzisiaj. 

- Ale to nie znaczy, że coś nie może się jej jeszcze przytrafić, mademoiselle - tak jak myślała; u niego wszystko ma jakiś cel - powiem pani prawdę i oczekuję, że w zamian także otrzymam trochę szczerości? 

Pokiwała głową, bojąc się słów, jakie mogłaby wypowiedzieć. 

- Prawda jest taka, mademoiselle, że wasz ruch oporu zaczyna działać nam na nerwy. Aresztowaliśmy kilka osób, część z nich straciło życie, ale najwyraźniej to za mało, aby przestraszyć francuskich chłopów. Znamy mało nazwisk, osobiście podejrzewam, że większość z nich i tak jest zmyślona. Niemieccy żołnierze stworzeni są do wygrywania bitew na frontach, a nie do zwalczania rebelii wśród miejscowej ludności. Dlatego mam dla pani propozycję… - Słuchała go uważnie. Nie była z Luizą bardzo blisko, ale w takiej sytuacji była pewna, że będzie w stanie zrobić dużo, aby ochronić zarówno ją, jak i siebie. 

- To spotkanie zostanie naszą małą tajemnicą, jeśli obieca mi pani, że jako pierwszy dowiem się o każdym następnym oraz, że usłyszę wszelkie plotki, jakie krążą wśród członków Podziemia... Umowa? - Przygotowywała się na znacznie gorszy i bardziej wymagający warunek. Była nawet pewna, że będzie kazał wstąpić jej do ruchu oporu, robiąc z niej swojego szpiega, albo, że zmusi ją do wyjawienia nazwisk wszystkich członków Podziemia. To, co jej przedstawił, było niczym w porównaniu z tym, co zaprezentowała jej wyobraźnia. 

- Mademoiselle? - Wpatrywał się w nią z wyczekiwaniem. Pochylił się w jej kierunku, próbując zajrzeć w najdalsze zakątki jej duszy. Nie potrafiła odwrócić od niego wzroku. Pierwszy raz dostrzegła w jego oczach zalążki niepokoju. Zamrugała gwałtownie i kiedy spojrzała znowu, nie zobaczyła tam już nic, oprócz mroźnego błękitu. 

- Umowa – wyszeptała, modląc się, aby ta noc skończyła się jak najszybciej. 

- Sehr gut! Świetnie, mademoiselle! - Położył jej dłoń na ramieniu, ale szybciej niż mogła poczuć jej ciężar, cofnął rękę, wstając szybko - dobranoc, mademoiselle - odwrócił się i długimi krokami wyszedł z pokoju, zanim zdążyła mu chociażby odpowiedzieć. 

Gdy leżała już w swoim łóżku, analizowała wydarzenia, które dopiero co miały miejsce. Miała wrażenie, że po północy przeniosła się w zupełnie inną, abstrakcyjną rzeczywistość, która nie będzie miała żadnego zastosowania, kiedy obudzi się rano. Zastanawiała się, jaki plan kreował w swojej głowie Hochberg i jaką w tym wszystkim przypisał jej rolę.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości