Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Teit - Początek

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Bayzone
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 6
Zobacz teksty użytkownika:

Teit - Początek

Post#1 » 21 lut 2019, o 21:05

Chata trzeszczała od bryzy morskiej, która szalała po całej wyspie, jednak Teit spał jak kamień. Po całonocnej biesiadzie z resztą rybaków z okazji Przesilenia nie miał ochoty na zawracanie sobie głowy gwizdem wiatru w kominie. Leżał tak, mocno napity, wspierając swą głowę o słomę i patrząc na trzaskający wesoło ogień w kominku. Pokój był wypełniony półmrokiem, przysłaniał rzeczy na które młodzieniec nie miał ochoty bądź też siły zwracać uwagę. Potłuczone talerze, leżący na ziemi wypchany dorsz, drewniane sztućce leżące na ziemi wraz z okruchami chleba których nie miał kto posprzątać. Teit nie czuł się z tym źle, przeciwnie, pochłaniał każdą chwilę spędzoną samemu na tej maleńkiej wyspie. Samotność pochłaniała jego myśli, wżerała się niczym woda w przybrzeżne skały usuwając smutek i uczucie marnotrawstwa przy spędzaniu czasu wśród innych ludzi. Nienawidził śmiać się, bawić czy chociażby rozmawiać z ludźmi, uważał resztę za zbędny dodatek do i tak już irytującej wysepki na której wiecznie wieje i pada deszczem. Chciał się stąd wyrwać, o tak, zobaczyć owiany legendą, zakazany kontynent i jego góry, łąki i lasy, ponoć tak ogromne że nie da się tego dostrzec w myślach. Na tej małej górce ziemi na ogromnym, skutym lodem oceanie nie było nawet dostatecznie dużego lasu aby się zgubić, wszystko musieli sztucznie hodować bo inaczej nie przetrwaliby więcej niż rok. Wraz z tym jak Teit narzekał przez sen na całe swoje i cudze życie, mijała noc a kominek powoli się wypalał.  

Obudziło go natarczywe bicie o drewniane drzwi, ktoś usilnie próbował dobić się do wnętrza chatki. Chłopak otworzył powoli załzawione oczy i leniwie rozejrzał się po wnętrzu swego domostwa. Na ubrania rzucone na stół padał jasny snop światła z małego okienka tuż pod dachem.  

- Cholera, już dzień - pomyślał - mam nadzieję że to nie Ingvar, zabije mnie jeśli się dowie że nie przyszedłem na połowy o świcie. Tymczasem coraz natarczywiej coś biło o małe wejście do domku. Wydawało się jakby drzwi miały rozpaść się na malutkie drzazgi a to, co za nimi stało miało rozszarpać właściciela chaty na strzępy.  

- Gdzie jest drugi but? - Teit, mówiąc do siebie, skakał na jednej nodze przez cały czas próbując szukać zaginionej pary - Przecież gdzieś tutaj musiałem go rzucić! Przeskakując drewno na opał nie zauważył sieci rybackiej która leżała tuż za przeszkodą, chłopak przewrócił się z głośnym trzaskiem wieszaka który utrzymywał całą pułapkę na ryby razem. - Ooo? Ktoś tu się w końcu obudził! - krzyknął głos dobywający się z zadrapanego, przepitego i bardzo starego gardła. - Chłopaczek dostał miodu i od razu go zakręciło!  

Młodzieniec znalazł buta leżącego (nie wiedząc czemu) za łóżkiem, poprzestawiał przewrócone meble i popatrzył na całość strat z poprzedniego dnia. Naczynia potłuczone, stojak na sieć pęknięty, ubrania poszarpane, już nie wspominając o leżących wszędzie niedopałkach trawiaków. Posprząta się później, teraz trzeba uratować swoją przepustkę rybacką i głowę przed ogromną dłonią Ingvara. Otworzył drzwi które codziennie chroniły przed zimną i brudną resztą świata. Głośne skrzypnięcie i chrzęst zasuwy, w jego nozdrza natychmiast uderzył odór wnętrzności ryb i ludzkich odpadków. Na wysepce nie było dostatecznie dużo miejsca na określone miejsce na wyrzucanie odpadków, więc ludzie wyrzucali wszystko przed dom. Gdy jego oczy przyzwyczaiły się już do światła, ujrzał codzienny, znudzony już, obrazek. Szare, gęsto zasłonięte chmurami niebo, niewielką, błotnistą dróżkę biegnącą od jego domku do innych, podobnych, z których wydobywał się dym - oznaka życia domowników. Domostwa były proste, zbudowane po prostu tak aby dało się w nich w miarę komfortowo żyć: kamienne ściany, zwykła strzecha z wodorostów i siana, jedno małe okienko nad drzwiami. Każdy miał tak samo, bo tak jest najlepiej, w razie sztormu łatwo takie odbudować. Patrząc dalej, za brudne chaty, widać było morze wyrzucające śmieci na szarą plażę, najczęściej były to jakieś stare deski i zdeformowane metalowe części. Nikt nie wiedział skąd one się biorą, ostatni kontakt z resztą świata mieli kilkadziesiąt lat temu, teraz nikt nie odważył się wyruszać dalej niż za łowieckie rejony, a i tam ludzie wypływali tylko kiedy cierpieli głód. Teit uwielbiał połowy, niczym niezmącona cisza, jedynie plusk fal o łódź i góry lodowe wokół. Uwielbiał te olbrzymie masy lodu, które okrążały świat i wracając mówiły mu o nim. Przykładowo, chłopak kiedyś zauważył na jednej wrak statku, wyglądał jak wojenny, jednak Ingvar nie pozwolił mu zbliżyć się do zastygłej w bloku lodowca masywnej drewnianej konstrukcji. Wszyscy na wyspie myśleli że wojna wciąż trwa, a rdzenni Vagamanie powstrzymują hordy nacierające z północy i to dlatego kontakt się urwał, zwyczajnie w świecie potrzebowali zapasów bardziej niż maleńka kolonia na skraju Atolu Południowego. Nad plażą kiwały się leniwie drzewa bez liści, twarde i wielkie jak dwóch mężczyzn. Na ich gałęziach wiły swe gniazda polarne mewy i albatrosy, dzieci z wioski często chodziły tam zbierać ich jaja na obiad. Zdarzyło się kiedyś że jedno z nich wróciło bez oka które wyrwał dużej wielkości ptak. Malec ronił krwią i łzami na przemian zanosząc się nieludzkim wyciem. Wtedy Teit po raz pierwszy zrozumiał że świat w którym żyją nie należy w całości do nich, do Vagamanów. Czytając książki z miejscowych zbiorów dowiedział się o ogromnej ilości różnorodnych stworzeń które były śmiertelnie groźne dla przeciętnego człowieka. Niektóre z nich były przerażające nie tylko w samym sposobie polowania co w wyglądzie, który młodzieniec mógł zobaczyć na ilustracjach na pergaminach. Istniał jednak gatunek którym się niezmiernie interesował - Jastrząb Giganci. Przeciętni oglądający mogliby potraktować to zwierze jako kolejną istotę do skatalogowania i ujarzmienia, jednakże chłopak myślał inaczej. Uważał te olbrzymie ptaki za symbol wolności i jej siły. Jastrzębie te bowiem były zdolne unieść człowieka i mały ładunek nad ziemie pnąc się wysoko ponad chmury. Niestety, żyły tylko na kontynencie co dodatkowo podsycało jego pragnienie wyrwania się wyspy. Otrząsnęło go z zadumy twarde klepnięcie o ramie. - Popatrzeć sobie można zawsze, teraz mam do Ciebie sprawę młody - idąc wzrokiem po ramieniu można było dostrzec krzywy, bezzębny uśmiech ginący gdzie w kudłatej, siwej brodzie. - No, to idziemy do mnie!  

Teit miał przed sobą wodza wioski, samego Ingvara Dużego, przywódce rybaków i ostatniego żyjącego który pamiętał czasy, kiedy ludzie umieli budować statki. Nieposłuszeństwo wobec niego, oznaczało wygnanie, a to nie było najlepsze rozwiązanie, przynajmniej na ten czas. - Jaką sprawę? - Odpowiedział zdziwiony chłopak - Chodzi o to że nie przyszedłem o świcie tak? - A gdzie tam, gorzej - odparł widocznie rozbawiony starzec - Mamy pierwszy kontakt z resztą świata od kilkudziesięciu lat! - Jaki kontakt? Przypłynęli po nas?  

- No, można tak powiedzieć. Rozmawiając, szli przez wioskę mijając zapracowanych mieszkańców którzy wstawali do swoich codziennych robót. Drwale, praczki, rybacy, garbarze, rzeźnicy i leśnicy to prace które tu dominowały. Nie potrzebowali straży ani milicji ponieważ nikt by ich tu nie zaatakował, a drobne kradzieże i inne małe przestępstwa mieszkańcy załatwiali już między sobą. Nagle ramię Teita coś szarpnęło, kolejna ręka je już dzisiaj zahaczyła natarczywie domagając się uwagi. Młodzieniec zmęczonym wzrokiem spojrzał któż znowu domaga się czegoś od niego i napotkał na nim wielkie, niebieskie oczy które błyszczały wesoło. Ich właścicielka, blada blondynka o wydatnych kościach policzkowych trzymała kurczowo rękę chłopaka jakby w błagalnym geście. - Lorelei! - wykrzyknął zakłopotany - O co chodzi?  

- Czy to prawda co mówiłeś wczoraj w nocy?  

- O czym Ty mówisz? - przestraszył się, a co jeśli powiedział coś głupiego czego nie powinien? Może pijany wyjawił jej prawdę o tym że podkochuje się w niej od malca. - Wczoraj mówiłem wiele różnych rzeczy - uśmiechnął się zdenerwowany.  

- O tym, że masz plan wydostania się z wyspy! - wykrzyknęła zupełnie nie dostrzegając Ingvara stojącego tuż obok Teita. - Ekhem, co takiego młodzieńcze? - wtrącił się starzec - Chcesz nas tu wszystkich zostawić? Niedobrze, pomyślał, jeśli on faktycznie uwierzy w majaczenie pijanego które dodatkowo podkoloryzowała taka bujająca w obłokach dziewuszka to może mu grozić nawet sąd. - Ja no.. Tego.. - pocierając ramię chował głowę gdzieś w ramionach - Nie mam żadnego planu ucieczki... - Kłamiesz! Na pewno tak mówisz przy Ingvarze - Obruszyła się dziewczyna - Przecież mówiłeś że już wszystko gotowe! To, o czym mówiła, nie było do końca kłamstwem, miał prawie wszystko gotowe, wystarczyło tylko doszlifować parę spraw i kontaktów ludźmi i droga do kontynentu stoi otworem, ale teraz ta wariatka może wszystko zniszczyć. Teit nie zastanawiał się długo nad wyborem tego co jest dla niego ważniejsze.  

- Łże, pewnie będąc pijanym wymyślałem niestworzone bajki w które, pewnie też opita, uwierzyła - śmiejąc się w duchu z miny jaką zrobiła, wiedział że to się uda - Poza tym, to Ty cały czas bredzisz o uciecze, nie ja.  

- Teit... Jak możesz... Przez tyle lat byłeś dla mnie ramieniem a teraz mówisz takie rzeczy o mnie? Przecież mieliśmy uciec razem! Tak mówiłeś! Coś go tknęło, czyżby poczucie winy? Nie... To coś jakby zażenowanie własną postawą, albo po prostu złość na samego siebie. Zdał sobie sprawę że wczoraj musiał powiedzieć to o czym marzył przez wiele lat: o ich ucieczce, razem, nie jako przyjaciele a jako mąż i żona którzy założą razem dom wraz z Jastrzębiami Gigancimi na kontynencie. Jednak złość wszystko zaćmiła, cały racjonalny osąd, chciał się jej pozbyć, tej brudnej i małostkowej konfidentki która ciągle plecie bzdury!  

- Spokój! - krzyknął Ingvar powodując natychmiastowy powrót myśli na własciwe tory - Krzyczeć będziecie na siebie później! Młoda damo, proszę natychmiast udać się do swoich codziennych obowiązków. Lorelei chciała już zaprotestować ale nie było wobec czego, starzec i Teit już dawno zniknęli za domami.  

- Ehh... Wy młodzi to macie czas na takie bzdury jak kłócenie się o majaki - Westchnął wódz - Powinniście zacząć interesować się faktami. - Na przykład? - zainteresował się chłopak.  

- A no na przykład tym co jest w tym cholernym wraku że ludzie nie chcą do niego podejść. - Jak to nie chcą?  

- Zobaczysz.  

Okryci poranna mgła weszli do małego lasu, z którego rozciągała się mała plaża na której leżał drewniany potwór...


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości