Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Noc Świętojańska - event w odsłonie poetyckiej i prozatorskiej. Zachęcamy do wzięcia udziału. Termin zostaje przedłużony do 30 czerwca!

Wyspa - część 1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
mts
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4
Zobacz teksty użytkownika:

Wyspa - część 1

Post#1 » 19 mar 2019, o 18:40

ROZDZIAŁ I
LAGUNA




Choćbyś tonął,
w oceanie niepewności.
Celu nie widząc, ląd gubiąc,
zanurz się i płyń.
Gnany prądem życia,
ku nowemu światu.




Połyskująca tafla szkła wskazywała szóstą, westchnął, odkładając telefon. Tej nocy nie zmrużył oka, stres dewastował ciało. Odchylona firanka ujawniła nieśmiały poranek, skąpany w półmroku, gęste, burzowe chmury uciekały, chowając się za framugą balkonowego okna. Jedyne, o czym marzył, to przeżyć dzisiejszą próbę.

W innej części miasta ona również nie spała, stojąc boso w pięknej jadalni, patrzyła na uciekającą sylwetkę terenowego BMW. Pojazd zniknął za szpalerem lip reprezentacyjnej alejki, luksusowego osiedla. Łza przecięła delikatny, kobiecy polik, uderzając o parkiet.

Poranny deszcz wyrwał go z zadumy, dżdżysty świt rozświetlały neony pobliskiego baru. Było pusto, zabłąkany pies ujadał gdzieś w oddali, biegnące echo obijało okoliczne zabudowania. Ulica spowita była mgłą, przez którą, przebijała poświata latarni, a nudny krajobraz zachęcał aurę, by unosiła na zaspanych barkach coś niepokojącego.

Dokładnie lustrował okolicę, nerwowo drapiąc kark, poprawił starannie zaczesaną na bok, modną fryzurę, z wygolonym przedziałkiem prawej strony. Nie miał więcej niż sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, w krótko ściętych włosach wyglądał dużo młodziej, ubrany w ciemną, wysoko zapinaną skórzaną kurtkę z wysokim kołnierzem, spodnie z granatowego materiału, starannie wyprasował przed wyjściem. Zawsze dbał o swój wygląd, choć nie miał na tym punkcie obsesji, chciał czuć się dobrze w swoim ciele, szczególnie w takim dniu.

- Powinien już być, może mnie wydał? – Pomyślał niespokojnie.

- Ręce za głowę, Policja! - Zadźwięczało nagle w czaszce.

Całe ciało przeszył dreszcz, nie chciał iść do więzienia. Przymknął oczy i odchylił głowę w stronę pochmurnego nieba, próbując odgonić deprymujące myśli, skoncentrować umysł na otaczającym świecie. Krople uderzały o skórę, spływając po policzkach, czole i brodzie, rzeźbiąc przeźroczyste ścieżki na twarzy, mgła zaczęła wyciągać niewidzialne ręce i oplatać go, poczuł, że zaraz upadnie. Lewa powieka drgnęła, powodując ścisk w okolicy brzucha, ten nieprzyjemny stan, kiedy każdy mięsień napina włókna do granic możliwości, powodując odczucie niechybnego rozerwania ciała na strzępy.

Nie chciał tu być, a nadchodzące wydarzenia przerastały wyobrażenia. Myśli świdrowały mózg, nie znając litości, tłukły w skronie coraz mocniej, chciały uciec i nigdy już nie wracać, spoglądając tylko przed siebie, zostawiając zmokniętego na pastwę losu. Gnać co tchu, ku burzowym chmurom, byle dalej od tego miejsca, nieskrępowane i uwolnione w poszukiwaniu bardziej uległego ciała, które zniewolą, w pełni kontrolując.

Przez zmrużone oczy dostrzegł snop światła, obwijający zarysy samochodów, zaparkowanych po przeciwnej stronie ulicy. Wyrywał go z paranoi, w której kierunku, niechybnie zmierzał, odginając głowę, spojrzał w stronę nadjeżdżającego pojazdu. Nastawił kołnierz czarnej kurtki, przetarł ręką mokre oblicze i wychodząc na jezdnię, uniósł w górę lekko trzęsącą się rękę.

Poczuł ulgę, w terenowym BMW był tylko kierowca, który zatrzymał pojazd tuż obok, niemal najeżdżając mu na stopy masywnymi oponami.

- Wsiadaj! – Ton nieznajomego dobiegający zza uchylonej szyby był jednoznaczny, a testosteronowy tembr głosu przeszył powietrze, niczym nokautujący cios, napięcie potęgował wbity w chłopaka wzrok i nerwowe ściskanie kierownicy.

W „Rodzinie” krążyło kilka teorii na temat pseudonimu, nadanego prowadzącemu pojazd. Najprawdopodobniej od błękitnych jak lazur oczu, inna, mówiła o skrępowanych ciałach wyławianych przez Policję. Zwłoki zazwyczaj były już sino-niebieskie, niektórzy twierdzili, że bardziej w kolorze laguny.

38-latek był wysoki i potężnie zbudowany, zawsze opalony, z wymodelowaną, czarną jak smoła brodą. Odpowiednio skrojona, ciemnoniebieska marynarka jeszcze mocniej podkreślała muskularne barki, symetryczna facjata z wyraźnie zarysowanym nosem, budziła pożądanie u kobiet.

Tylko buty nigdy nie pasowały do całości, podobno zrobione ze skóry węża. Tubylec, od którego je kupował, będąc w Amazonii na urlopie, zarzekał się, że sam go upolował, w tamtejszej dżungli. Na pewno tak było, nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby go okłamać.

Zazwyczaj mówił oszczędnie, wolał awantury i zdecydowane działanie, najpierw bił, a potem zadawał pytania. Gorzej, jeżeli była to płeć piękna, ale „Lagunie” nie sprawiało to żadnej różnicy, agresja nie rozróżniała płci, cięła wszystkich jedną miarą na brunatno-siną papkę.

- Morda, to nie szklanka. -Zwykł mawiać po wszystkim, gdy zostawiali w lokalu zakrwawioną fryzjerkę, spóźniającą się z zapłatą comiesięcznego haraczu.

Lata twardego życia nauczyły go niezwykłego opanowania, w sytuacjach o wysokim stężeniu stresu działał metodycznie, krok, po kroku. Gdy jednak plan nie wypalił, zawsze wiedział co robić. Potrafił być okrutny i nie mieć skrupułów, ale dla najbliższych gotowy poświęcić wszystko, kompani twierdzili, że był człowiekiem paradoksów, którego niezwykle ciężko rozgryźć. W luźnej rozmowie chlapał we wszystkich kierunkach ordynarnymi żartami, w następnej chwili sprowokowany wydarzeniem, wygłaszał głębokie refleksje o egzystencji.

Miał słabości, zadry w sercu, w które można było skutecznie kłuć. Nigdy jednak, w swoim dotychczasowym życiu, nie pozwolił nikomu być na tyle blisko by je ukazać. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek ulegnie to zmianie, a zwarcie przylegająca do twarzy maska codzienności, roztrzaska się z hukiem o betonową rzeczywistość, opadająca kurtyna zszokuje otaczającą rzeczywistość, do cna.

Wytarte ścieżki stereotypów nie miały racji bytu, przy próbie określenia tego człowieka jednoznacznym stwierdzeniem, aura tajemniczości przyciągała liczne kobiety, chcące poskładać te barwne puzzle w jedną, spójną całość. Zezwalał im na to tylko do pewnego momentu, zawsze wiedząc, kiedy schować decydujący element. Jeżeli sytuacja wymagała, był agresywny do przesady, raniący, rozpychający teraźniejszość na boki, brutalny i szorstki w swej wymowie, jak tylko demon braku kontroli opuszczał jego ciało, oddany, uczuciowy i zaskakująco głęboki.

Wycieraczki miarowo zgarniały padające krople z przedniej szyby, wydając delikatne skrzypienie, pies przestał szczekać, czując, że pora uciec w bezpieczne miejsce. Ulica była pusta, zajęta beztroską kąpielą, pozwalając by pobliski neon, rzucał na nią swą lekką, nieśmiałą poświatę, z napisem „zamknięte”. Stojący przy aucie wyraźnie widział krwawą łunę, wylewającą swą purpurę wprost na tapicerkę.

Nie miał zamiaru wsiadać, za chwilę go spławi, wędrująca myśl popchnęła poczucie ulgi, rozluźniając krtań, jeszcze moment i zniknie w porannej mgle, a padający deszcz zatrze ślady. Powróci do aury codzienności, nie wyda komendy ataku, bitwy nie rozpocznie, pozostając rozmytym w porannej kałuży, mżystym wspomnieniem historii.

- Tomek, wsiadaj kurwa! – Wycedził „Laguna” przez zaciśnięte zęby, wyraźnie widząc zawahanie się chłopaka, odchylił lewą ręką połę marynarki.

Był to, bez cienia wątpienia, przytwierdzony do biodra Glock, który właśnie zabił plan ratunku z całej sytuacji. Mimo strachu adresat doznał narastającego gniewu, ostentacyjnie trzasnął drzwiami, nurkując w wygodny, skórzany fotel pasażera.

Patrząc przed siebie, śledził spływające po szybie krople, mijane latarnie oddawały ostatni pokłon. Wyczuł właściwy moment, teatr trwa, pora wkroczyć dumnym krokiem na deski, skoncentrować się na odegraniu, wielokrotnie ćwiczonej roli, ta kwestia należy do niego.

Narastająca fala zaczęła brutalnie napierać w klatce piersiowej, oddech przyspieszał, ręce oblał zimny pot, nie kontrolując siebie, wybuchnął, podskakując na fotelu i przybierając bardziej wyprostowaną postawę, nawet nie spojrzał na kierowcę, gdy ryknął:
- Do reszty Cię pojebało, grozisz mi bronią?! Kim Ty jesteś, skurwy....

Pięść, uderzająca w lewą skroń, przerwała wypowiadany potok słów, głowa odskoczyła, jak bezładna masa, uderzając w boczną szybę, która pękła pod naporem czaszki. Szkło rozsypało się na wszystkie strony, raniąc lewy policzek, skroń oraz ucho. Był totalnie oszołomiony nagłym ciosem, na moment go zamroczyło, zapięte pasy przytrzymały ciało w miejscu, gdy samochód z piskiem opon zahamował. Szarpnięcie wyrwało zaatakowanego z letargu, momentalnie dotknął uszkodzony fragment skóry, wyczuwając pod palcami lepką, krwawą maź, wszystko zwolniło, zapach spalonych opon świdrował w nozdrzach.

Próbując ratować życie, działał instynktownie, wykonał zwrot w stronę kierowcy, lewą ręką chcąc wyrwać pistolet zza biodra, jednak ten czekał już w blokach startowych niczym hart, na psim wyścigu, ekspresowo zbił dłoń atakującego i uderzył ponownie. Obficie krwawiąc, pasażer osunął się nieprzytomny na fotel i zemdlał, czarna dziura pochłonęła go, połykając w całości, przenosząc w miejsce, w którym chciał być nieustannie.

To była malownicza wyspa, otulona przyjazną, morską bryzą pieszczącą policzki, słońce głaskało intensywnie męskie ramiona. Bujna roślinność, porastająca niedalekie wydmy, szeleściła rytmicznie, komponując niepowtarzalną symfonię dźwięku, a lazurowe fale delikatnie muskały brzeg, obmywając, zapadające w ciepły piasek, stopy. Oddychał spokojnie, patrząc w dal, gdzie linia wody tworzyła jedność z niebem. Sklepienie podawało horyzontowi rękę, by mógł się wspiąć i galopować swobodnie na obłokach, pędząc radośnie, wśród otaczającego bezmiaru błękitu.

Rzeczywistość była nieproszonym gościem, schowanym w oddali, czekającym z grubym lassem i gotowym przerwać gwałtownie cudowną przejażdżkę. Szczerze nienawidził, kiedy wchodziła bezpardonowo, na pustą, rajską plażę, z której podziwiał ucieczkę od poharatanej, przerażającej codzienności, odzianej w szkarłatny płaszcz bólu i cierpienia. Wiedział, że ma nad nim władzę absolutną, w przeszłości, wielokrotnie strącając, hasający po niebie horyzont marzeń i snów, który skarcony, zaczynał blaknąć.

Słysząc swoje imię, zaskoczony odwrócił głowę, wyspa należała tylko do niego, eksplorował samotnie przepiękny bezkres.

Widząc sylwetkę, zdumiony, zapytał:

- Mama?

Kobieta szła w jego kierunku, miała na sobie turkusową suknię do ziemi ozdobioną białymi kwiatami, siwe włosy opadające na ramiona, delikatnie muskał wiatr. Zmęczona twarz, poprzecinana licznymi zmarszczkami, miała łagodny, subtelny wyraz. Jednak poznał od razu, po zaszklonych, szarych, pustych oczach, że skrywały coś dramatycznego. Chciał krzyczeć, żeby odeszła, zostawiła go w spokoju, nie chciał wracać, to była przystań, w której zawsze czuł się bezpiecznie.

- Pomóż nam, błagam, pomóż nam, Tomeczku! – Barki Matki falowały, niczym ocean za nimi, wątłe, wiekowe ciało ogarnęły dreszcze, wybuchła głośnym, przenikającym płaczem, który odczuł w każdej, najmniejszej cząstce siebie.

- Nie płacz Mamo, proszę... Wszystko załatwię, nie zostawię Was samych!

Suchość w gardle z trudem pozwalała mówić, ledwo łapał oddech, gdy podeszła przytulił ją, całując w czoło, powoli wycierał łzy, spływające z policzków. Całym sobą kontrolował, by nie zacząć płakać jak dziecko, doświadczył, że serce, rozdziera mu boleśnie klatkę piersiową. Stali w objęciach, patrząc na nieco wyblakły horyzont, który otulał niebo. Rzeczywistość spętała go, zrzucając brutalnie z powrotem, na ziemię. Wierzył, że nadejdzie czas, gdy nie będzie miała takiej mocy, a sklepienie ponownie wyciągnie dłoń i pozwoli wspiąć się, by został tam na zawsze.

- Bardzo mi przykro panie Tomaszu, nie ma zdolności, nic nie jestem w stanie zrobić, te umowy to tylko zlecenia, wymagamy umów o pracę. Oczywiście, jeżeli wystąpią inne okoliczności, zadzwonimy do Pana. – Słysząc kobiecy głos, spojrzał zdezorientowany w kierunku Matki, jednak zniknęła, wraz z ukochaną wyspą.

Siedział na krześle, naprzeciwko młodej dziewczyny z przypiętą plakietką „uczę się – Kasia”. Spojrzał na około oszołomiony, pod stopami miał kafelki, ich chłód promieniował na całe ciało, jarzeniowe lampy dawały ostrą, szpitalną poświatę, ukazując bankowe biurko, zasłane papierami. Wydrukowany skan dowodu osobistego, pieczątki, podpisy. Był w szoku, ile jeden człowiek musi doświadczyć trudu, aby przekonać innych, że jest tym właściwym, gotowym, by spętali go sznurem uciskających zobowiązań, przyduszając odsetkami.
Czuł pustkę, a tuż za rogiem, pełzła powoli w kierunku serca, rozdzierająca rezygnacja. Miał ochotę roztrzaskać drewniane biurko w drzazgi i uciec z tego miejsca jak najdalej. Uniósł zaciśnięte pięści, jednak biurka już nie było, zniknęła urocza blondynka, rozejrzał się zdezorientowany, był w nowym miejscu.

Pomieszczenie wykończone było w luksusowym standardzie, zawierało meble niczym z królewskiego dworu Ludwika XIV, przepych przytłaczał, sprawiając surrealistyczne odczucia. Jakże ta kraina, mlekiem i miodem płynąca, była różna od szarej, przenikniętej lodowatą obojętnością, bankowej rzeczywistości, z której przybył.

Siedział w wygodnym fotelu, a głos lekko mu drżał, gdy mówił do gościa:

- Bez tego Ojciec umrze, nie wiem, ile czasu zostało, organizm walczy. On zawsze był silnym człowiekiem, nigdy nie rezygnował... – Zawiesił na chwilę głos, nie chciał pokazać, jak wiele to kosztuje. Jednakże uczuciowo był nagi, nie mogąc ukryć niczego, postawa ciała, lekko pochylona, mówiła wszystko, im bardziej chciał ukryć desperację, tym potężniejsza była.

Słuchający wywodu miał sześćdziesiąt wiosen, od lat upojony niedowierzaniem pytających go o wiek. Botoks potrafił skutecznie zmylić, nawet wytrawne oko. Pewność siebie tego człowieka biła takim blaskiem, że niemal oślepiała.

Tomek siedział naprzeciwko niego, w antycznym fotelu. Rozmyślał, czy rozpychające się, monstrualnej wielkości ego mężczyzny, nie wypełni za chwilę całego pokoju, nie pozostawi wolnej przestrzeni dla nikogo innego, utrudni jakikolwiek ruch, oplecie, swą odrażającą oślizgłością, nie pozwoli oddychać, nie wspominając o próbie swobodnej wymiany zdań.

Chłopak nie miał pomysłu jak to rozegrać, całe życie stronił od takich ludzi, wolał kreować swoją rzeczywistość, pozostając lekko na uboczu. Wyprawy wojenne i obleganie takich „charakternych” twierdz, nie leżało w jego naturze. Jednak przyduszony diametralnie się zmieniał, potrafił realizować wyznaczony cel z uporem godnym maniaka, zachowując jednocześnie, wewnętrzną wrażliwość. Gdy do celu wiodły trupy, potrafił je wskrzesić, wskazać alternatywną ścieżkę, prosząc grzecznie, by zeszły z drogi.

Mężczyzna siedział z założoną nogą na nogę, omiatał go lekko pogardliwym spojrzeniem. Starannie zaczesane do tyłu, siwe włosy, modny, szyty na miarę garnitur i złoty zegarek na lewej ręce, symbolizować miały status i budzić respekt. Było w kasztanowych oczach coś fascynującego, lecz jednocześnie, oplecione ciemniejszymi włóknami, budziły przerażenie. W spokoju słuchał wywodu, nawet pojedynczy mięsień twarzy nie zdradzał skrywanych zamiarów.

- Może on wcale nie ma uczuć? – Przyszło chłopakowi na myśl.

Lekko zarysowane kontury ust starszego człowieka unosiły się delikatnie do góry, tworząc dyskretny, nonszalancki uśmieszek, w pewnym momencie oparł dwa palce na policzku. Słuchał monologu zesztywniałego petenta, nie pokazując zniecierpliwienia, w każdej chwili mógł przerwać, unieść wyprostowaną dłoń z kciukiem skierowanym w dół, niczym rzymski Cezar. W jego prywatnym ekskluzywnym Koloseum nie było wściekle ryczących, wygłodniałych lwów na łańcuchach, zamiast nich, czekał siedzący w rogu pokoju, z ich lewej strony, „Laguna”. Skala stresu przybrała formy strzelistych, himalajskich szczytów, ośnieżonych niepewnością i zlodowaciałych zobojętnieniem. Chcąc je pokonać, chłopak, dopiero teraz przypomniał sobie o obecności kolegi.

- Bardzo mi przykro, synu, smutna sprawa. – Mrużąc delikatnie oczy, spojrzał na Tomka, gdy zakończył.

Zaczął łagodnym, nieco ojcowskim tonem, trochę niepasującym do prezentowanej postawy. Zazwyczaj uwielbiał poniżać, upojony swą pozycją, znajomościami i bogactwem, częste ataki furii powodowały, że jego twarz, momentalnie przybierała odcień ciemnej purpury. Gardził zwykłymi, przeciętnymi ludźmi, jedynie wysoka inteligencja danego rozmówcy, potrafiła, choć nieznacznie, odepchnąć szturmujące ego.

Jeszcze mocniej odchylając w fotelu, zmierzył rozmówcę, rozpoczynając od nóg. Jego prawy policzek lekko drgnął, nie zwiastowało to niczego pozytywnego.

- Znam go – Wskazał prawą ręką, na postać siedzącą w rogu pokoju – od czasu małolata. Wstawił się za Tobą, szanuję to. Bez niego kurwa, nie miałbyś tu wstępu. Historia, jakich wiele, co mnie to obchodzi? Gdybym miał pomagać wszystkim umierającym, to bym, kurwa, został Matką Teresą! – Rozbawiony, zdjął prawą nogą opartą na kolanie, jednak w moment uśmiech zniknął, a brwi lekko ściągnęły.

- To jest kupa kasy, w jaki sposób zamierzasz oddać? Do tego dochodzą odsetki, jak nie zwrócisz w terminie, to Ty albo Twoja Matka, skończycie w dole z wapnem. Chociaż, żeby Ci smutno nie było, to może oboje Was wrzucimy, bo Ojca, to już nie musimy... – Pogardliwy uśmiech, ponownie zagościł na jego obliczu.

Adresat wbił wzrok w ziemię, próbując zapaść się w fotel. Czuł przerażenie, jednocześnie coraz mocniej dochodziła do głosu odraza, którą żywił do tego faceta.

- Jakim prawem wspomina o Matce i Ojcu, kim on jest? – Myślał gorączkowo.

Poczuł krople potu spływające po plecach, zimny dreszcz wzdrygnął ciałem i jeszcze mocniej zaparł w antyczny mebel.

- Jak zamierzam oddać...? Odpowiedz coś, inaczej Ciebie wypierdoli! - Świdrowało mu w głowie.

- Ja... tak myślałem, proszę Pana... że yyy... – Przełknął głośno ślinę, jednocześnie prawą ręką nerwowo drapiąc po karku.

Unosząc wzrok na siedzącego osobnika, z wielkim trudem, nabierając trochę więcej powietrza, wyrzucił z siebie nerwowo:

- Że... mógłbym dla Pana pracować i w ten sposób oddać te pieniądze. – Odniósł wrażenie, że z barków pędzi wielki głaz, uwalniając od męczącego ciężaru.

Mężczyzna na te słowa zarechotał na cały głos.

Tomek doświadczył, jak jego oblicze skrywa czerwień coraz intensywniejszej barwy, uszy pulsują, rozbrzmiewający śmiech nakrył go płaszczem wstydu i bezradności. Właściwie nie wiedział, czy ma wstać i wyjść, czy jeszcze siedzieć i słuchać? Skończony, zbłaźniony i wbity w ziemię, nie widział sensu kontynuacji tej żenującej potyczki, doskonale dostrzegał jak wielką pożywkę, ma jego przeciwnik. Gotowy był wywiesić białą flagę i odstąpić od nieudolnego ataku, nie dysponując ciężką bronią, w postaci jakichkolwiek argumentów, nie mógł skruszyć murów obojętności, które zastał, po przekroczeniu bram luksusowej krainy.

Spojrzał zdezorientowany w kierunku „Laguny”. Towarzysz, dotąd tylko słuchał prowadzonej konwersacji, patrzył w kierunku mężczyzny, który strzepując niewidzialne paprochy z barku, powoli kończył chichotać, zdanie wypowiedziane przez Tomka, wyraźnie go rozbawiło.

Część następna

Tagi:

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 887
Zobacz teksty użytkownika:

Prośba o ocenę, obszernego fragmentu książki.

Post#2 » 19 mar 2019, o 19:58

Wrzuć po prostu fragment na forum.

Awatar użytkownika
Bolly
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 49
Zobacz teksty użytkownika:

Prośba o ocenę, obszernego fragmentu książki.

Post#3 » 20 mar 2019, o 18:21

Ja się niestety nie podejmę tego zadania, bo z ledwością przeczytałem twój pierwszy post, mts. Jak można tak nadużywać przecinków? Osobiście uważam, że lepiej jeden czy dwa opuścić niż z nimi przesadzić. Nie byłbym w stanie przeczytać żadnego dłuższego tekstu, w którym co drugi wyraz jest przecinek. Miałbym wrażenie, że się duszę i nie mogę zaczerpnąć oddechu.

winfreda_d
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27
Zobacz teksty użytkownika:

Prośba o ocenę, obszernego fragmentu książki.

Post#4 » 20 mar 2019, o 19:37

Wydaje mi się, że lepszym pomysłem będzie wrzucanie fragmentów tutaj. Więcej osób przeczyta, więcej dostaniesz uwag i porad ;)

mts
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4
Zobacz teksty użytkownika:

Wyspa - część 1

Post#5 » 29 mar 2019, o 20:32

Faktycznie, za dużo przecinków ;)

Wrzuciłem cały rozdział I.

Za wszystkie uwagi serdecznie dziękuję!

Awatar użytkownika
Camenne
crazy plant lady
crazy plant lady
Posty: 5330
Zobacz teksty użytkownika:

Wyspa - część 1

Post#6 » 8 kwie 2019, o 15:06

To nie będzie miarodajny komentarz, bo przeczytałam ledwie fragment tekstu.

Całe pierwsze akapity budujesz na konstrukcji podmiot + czasownik + reszta zdania, nie ma tu urozmaicenia. Dodatkowo jest specyficzna, ale męcząca rytmika w twoich zdaniach, może spowodowana właśnie tą monotonną budową, a potęgowana tym bardziej tym, że używasz przecinków jak kropek. Zamiast zakończyć zdanie tam, gdzie naturalnie powinno to zrobić, bo przechodzisz na przykład już do zupełnie innej, niezwiązanej z poprzednią, informacji, ciągniesz to zdanie niezrażony. Można dostać zadyszki. Takie informacyjne ratatatatata serią z karabinku.

Połyskująca tafla szkła wskazywała szóstą, westchnął, odkładając telefon. Tej nocy nie zmrużył oka, stres dewastował ciało. Odchylona firanka ujawniła nieśmiały poranek, skąpany w półmroku, gęste, burzowe chmury uciekały, chowając się za framugą balkonowego okna. Jedyne, o czym marzył, to przeżyć dzisiejszą próbę.

(...)

Dokładnie lustrował okolicę, nerwowo drapiąc kark, poprawił starannie zaczesaną na bok, modną fryzurę, z wygolonym przedziałkiem prawej strony. Nie miał więcej niż sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, w krótko ściętych włosach wyglądał dużo młodziej, ubrany w ciemną, wysoko zapinaną skórzaną kurtkę z wysokim kołnierzem, spodnie z granatowego materiału, starannie wyprasował przed wyjściem. Zawsze dbał o swój wygląd, choć nie miał na tym punkcie obsesji, chciał czuć się dobrze w swoim ciele, szczególnie w takim dniu.

Przyjrzyj się swoim zdaniom. Większość to "podmiot zrobił": "ona wskazywała", "on westchnął", "on nie zmrużył", "on dewastował", etc. etc., "on lustrował", "on poprawił".

Bardzo ciężko się przez to brnie. Wystarczy też rzut oka, by zobaczyć, że w dalszych partiach tekstów popełniasz typowe błędy początkujących, czyli zły zapis dialogów, zapisywanie myśli postaci jak dialogów czy zaimki z dużej litery. Definitywnie miałbyś nad czym pracować i proponowałabym się na tym skupić, jeżeli piszesz nie tylko dla własnej przyjemności, ale i dla potencjalnych czytelników, bo w obecnej formie, niezależnie od tego, jak genialny mógłbyś mieć pomysł na tekst, mało kto może się podjąć lektury. Zwłaszcza początek to pewna wizytówka - jeżeli nie zachęci, dalszy ciąg nie ma szansy tego zrobić, bo nie zostanie przeczytany.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości