B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Rys-ownik
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 32
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#1 » 21 maja 2019, o 09:11

*


Rozdział pierwszy,
czyli o tym co się dzieje, kiedy nic się nie dzieje, a pojawiają się wątpliwości.



Noc znowu zaklekotała dachówką i Szałaputek usiadł. Znad fortepianu, na którym nikt nie grał odkąd Szałaputek został nazwany Szałaputkiem, patrzyły na niego z wyrzutem portrety pradziadków. Dziadka prapradziadków, prapraprapradziadka, prapradziadka i dziadka Szałaputka. A pustego miejsca, tuż za portretami, od czasu do czasu dotykał wskazujący palec księżyca. Szałaputek westchnął i wylazł z łóżka. Zapalił lampę, znalazł pod stosem kartek rozrzuconych na stoliku kawałki brązowej i złotej kredki i narysował nimi swój portret. Taki jaki powinien być. Stał na nim wsparty na miotle zadowolony Szałaputek i ogromnymi poczciwymi oczami patrzył z zadowoleniem na świeżo omieciony pokój. A obok jego głowy jarzył się herb wszystkich Szałaputków : złota pszczoła w błękitnym polu.
- Jeśli to konieczne – powiedział Szałaputek i powiesił swój portret za portretem dziadka. A potem już tylko było mu smutno, bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Słyszał pochrapywanie taty z pokoju, w którym wisiały portrety prababek i czuł intrygujący zapach nocy, która coś tam robiła na zewnątrz. Światło lampy oświetlało przede wszystkim brzegi kartek leżących na stoliku i nawet z miejsca, w którym stał teraz widać było okropnie wyraźnie wszystkie : „dlaczego” i „po co ?”, oraz bardzo mocno podkreślone „NIE !”. Te wszystkie myśli złośliwe i cierpkie, które pojawiają się właśnie wtedy, kiedy wcale nie mamy na nie ochoty i od których nigdy nie robi się weselej..

- Tak naprawdę, to ja jestem tutaj – szepnął krasnal dotykając kartek i niepewnie popatrzył na pradziadków, którzy chyba nigdy nie zastanawiali się nad tym wszystkim, co gnębiło Szałaputka.
- Tu jestem – powtórzył butnie. Ale mimo tego powtórzenia dom spał nadal, tylko portrety praprababek znowu zaczęły rozmawiać w pokoju tatusia o wrażeniach z przedwiecznej podróży do Karlsbadu.
- Więc to tak – mruknął Szałaputek. Ubrał się, upchał kartki po kieszeniach i otworzył drzwi. Zza krzaków bzu nadciągała pierwsza wiosenna burza. Chmury były małe, smutne jak Szałaputek i wcale nie miały ochoty o siebie uderzać, zupełnie nie miały ochoty błyskać i przede wszystkim było im zimno.
- No i znowu będzie wiosna – westchnął krasnal – Codziennie będzie teraz wiosna. Odwrócił się. Posępnie popatrzył na obojętny pokój wsłuchany w jednostajne tykanie zegara.
- -A więc dobrze – mruknął. Zdecydowanie przekreślił pszczołę na swoim portrecie i wyszedł.
W świetle mizernej błyskawicy zobaczył nieśmiało zieleniejącą, niespokojną kępkę trawy wciśniętą w podmurówkę domu.
- Acha –parsknął zjadliwie- zmieniasz się w ruinę, ty stara rudero! Wszystko się zmieni w ruinę i pozostaną tylko- portrety, na które nikt nie będzie chciał patrzyć. Tak, tylko portrety – powtórzył pełnym łez głosem.
Dom wrzucił Szałaputkowi za kołnierz zlodowaciałą garść śniegu cierpliwie przechowywaną w rynnie. Ogrodowa furtka wypraszająco zaskrzypiała i otworzyła się na cała szerokość. Tuż za nią jakiś cień grał na flecie pieśń o historii z Hamelin i Szałaputek potknął się o ostatni jej fragment.

- Amadeusz – powiedział cień nie przerywając gry.

- Proszę? – zdziwił się Szałaputek.

- Jestem szczur Amadeusz – dopowiedział cień.

- Ach tak, a ja Szałaputek – odparł krasnal.

- Chyba dokądś idziesz?

- To nie ma znaczenia –westchnął skrzat – I tak czeka na mnie wszędzie ta sama noc. A potem dodał bardzo cicho – I ten sam dzień.

- Mógłbym więc być twoim przewodnikiem – roześmiał się Amadeusz.

- Mógłbyś być –przytaknął ostrożnie Szałaputek. W końcu – pomyślał- to przyjemniejsze niż samotna wędrówka; ale zaraz przyszło zastanowienie: - Przecież to szczur! Tak, szczur. Więc to się jednak nie zaczyna najlepiej...

Burza zrezygnowała z efektów i rozmieniła się na drobne. Zaczął padać deszcz, taki, którego się nie widzi, ale o którym się dobrze wie, że właśnie pada.

Taki był początek wędrówki.




*



Droga była jedną z miliona tych dróg, których się prawie nie zauważa. Jej początek i koniec rozmyły deszcze a potem porosły rdesty i pokrzywy. Z roku na rok coraz bardziej wbiegała w zapomnienie, jedyne możliwe miejsce odpoczynku wszystkich dróg, ale teraz szedł po niej jeszcze Amadeusz z wlekącym się za nim nikomu nieznanym osowiałym krasnoludkiem. Szczur niósł pod pachą swój marynarski kuferek i uważnie stawiał nogi w butach, z tego rodzaju butów, które lepiej jest nosić na ramieniu niż na stopach. Kuferek miał dziewięć urwanych zamków i jeden zupełnie nowy, do którego kluczyk leżał w nosku lewego buta i leciutko podźwiękiwał przez sen. A krasnoludek? Cóż , był to jeden z tych krasnoludków, które się widzi codziennie i niczym się nie wyróżniał poza tym, że wołano na niego Szałaputek.
Przed nimi właśnie w pierwsze trawy zapadał oroszony księżyc, a za nimi powolutku odchodziło miasto. Oczywiście spotkało naszych wędrowców, ale było wtedy jeszcze tak śpiące, że ich prawie nie zauważyło. Przyglądnęło się im jedynie oczami swych kotów wyciągniętych na murkach, a koty na początku kwietnia jeszcze traktują wszystko bardzo poważnie i nie zajmują się krasnoludkami. Przechodzili właśnie obok miejsca, gdzie kiedyś droga odpoczywała zajazdem, a które teraz było tylko wielkim pustym placem, na którym czasami urządzano festyny. Jeden z nich miał się odbyć właśnie dzisiaj i na okolicznych drzewach porozwieszano kolorowe bibuły, które niecierpliwymi palcami zwijał i rozwijał wiatr, a na rozłożonych deskach podłogi w najlepsze jeszcze spał taniec, czekając na muzykantów.

- Coś mi się zdaje – powiedział zatrzymując się Amadeusz, - że będę musiał jednak zdjąć buty. Kiedy przechodzę nawet przez takie dopiero wyczekujące na święto miejsce, muszę je zdejmować, bo są nieobliczalne – pokiwał głową z rezygnacją siadając na poboczu.
Dotąd nie wiem skąd je wytrzasnął ten stary łajdak, od którego je kupiłem, ale przypuszczam, że miały burzliwą przeszłość. A musisz wiedzieć, że kupiłem je za niezwykłą monetę. Jak się ją wyjęło z kieszeni pojawiał się nagle na niej brodaty król i wystawiał język. Na rewersie z kolei była wybita ręka wymownie pokazująca figę. Kiedy się więc zastanowię, to nie jestem wcale pewny, czy zrobiłem dobry interes.

Nagle z drzew wrzasnęły sroki :

- Siooostro ! Hej siostroo! Co siosstrro? Co będzie ?Bal będzie! Bal będzie siostroo! Hej siooostry - Baaaaal!

- Tupu, tupu, balu, balu…- zaskrzypiały radośnie buty.

- No no no ,tylko spokojnie, spokojnie – szczur poklepał delikatnie noski butów.

- Z nimi tak jest zawsze – powiedział, gdy się uspokoiły.

- I w dodatku ze mną nie rozmawiają, chociaż robią to z każdym innym. Zamilkły kiedy natarłem je żmijowym jadem, bo uwierały. Po tym zabiegu zaczęły spadać -westchnął. Tak czy owak częściej muszę je nosić niż w nich chodzić. No, idziemy – zawołał ciągnąc je za sznurowadła – Tańców nie będzie.

- Co za zzzwierzę – szepnął lewy but prawemu.

- No! – przytaknął prawy.

- Przed wrzaskiem srok i niepokojącym wszystkim innym droga schroniła się w malutkim lasku i przysypała szyszkami. Nawet resztki śniegu zmieszanego z igliwiem starannie nagarnęła na siebie.

- A teraz je chyba znowu założę – powiedział szczur, kiedy weszli w ten właśnie lasek- bo tu kłuje.

- Podtrzymuję to, co wcześniej powiedziałem – wyskrzypiał lewy but, gdy się przypadkiem zetknął z prawym.

Ale zaraz za laskiem droga zmieniała się beztrosko w szeroką ciepłą miedzę, która pięła się prosto do wesołego wiatraka na wzgórzu. A przed wiatrakiem leżał olbrzymi płaski kamień, taki w sam raz do odpoczynku, dla tych , którzy go koniecznie potrzebują. No i właśnie na nim spał teraz w najlepsze zbieracz butelek, przykryty porannym słońcem. Całą noc spieszył , byleby tylko nie spóźnić się na festyn, po którym wiele się spodziewał dobrego, no i zdrzemnął się tutaj zupełnie niechcący.

A wiatrak czuwał. Oczywiście każdy inny dzień przespałby co najmniej do południa wtuliwszy głowę w skrzydła, ale dzisiaj nie mógł sobie na to pozwolić.
Słyszycie te szmery w jego wnętrzu? Wsłuchajcie się w nie dobrze, bo to nie odgłosy żerowania spuszczeli, kołatków, czy innych drewnojadów, a coś zupełnie, ale to zupełnie innego i dodajmy - znacznie gorszego :


GŁOS I
Matyldo ! Maaaaatyyyyldddoo! No ile ja mam wołać?! A, jesteś wreszcie. Musisz niestety posprzątać zaraz w gościnnym.

GŁOS II
Znaczy, na pięterku?

GŁOS I /niechętnie/
No tak. Oczywiście. Pochowaj srebra. Piszczele i łańcuchy (z wahaniem) włóż na razie do nocnej szafki przy moim łóżku. A... i jeszcze...Możesz to wszystko Matyldo gustownie oprószyć mąką.
/ tupoty, chichoty /
- A wy idźcie się bawić gdzie indziej. Zawsze mówiłam, że tu jest za ciasno. W końcu to tylko jeden wiatrak...Cała moja rodzina śpi w zetlałych workach licho wie po czym...

DUCH MŁYNARZA
Jak to po czym, jak to po czym. Po ziarnie przecież.

GŁOSIKI / w formie wyliczanki /
Po ziar-nie zdia-bel-skiej ro-li, zła-nów cha-brów i ką-ko-li.

GŁOS III
A cicho mi tam!

DUCH MŁYNARZA
Jak to cicho...Jak to cicho?! To wy mi cicho! Aaaa... / głośne ziewnięcie/

GŁOS I
Uch! Utrapienie z tym tu...No więc , nie ma miejsca , a wczoraj Eleonora chciała jeszcze zapraszać tego swojego kuzyna z bagien. To całe, licho wie co… No jak tak można? Jak?

GŁOS III
Ach Ludwisiu, żebyś ty wiedziała, co...

ZBIERACZ BUTELEK / na zewnątrz rozkosznie przeciągając się na przywiatracznym kamieniu /
Ram! Tam! Ram ! Tam ! Tam! Poooobudka ! Wstać! No wstawać! Cha cha cha ,ależ piękny dzień!

GŁOS I
A ten co tu właściwie robi?! Kto on?

DUCH MŁYNARZA
Jakie wstawać? Czemu wstawać?/ nagle /Aa! Aaauuu!! O nie! No nie, no nie. Nie!

GŁOS II
Zdaje się dzieci go wczoraj zwiodły tutaj. Butelki cheba zbiera, czy też cuś takiego. Mogę już iść?

GŁOS I
Naturalnie że możesz Matyldo.

GŁOSIK
Babciu, babciu. Chciałem namalować żyrafę , ale ta kartka jest dla niej za mała.

GŁOS III
To namaluj coś, co się na niej zmieści.

GŁOSIK
Ale ja chcę żyrafę i już!

DUCH MŁYNARZA
Po raz ostatni mówię ,że was stąd powyrzucam. Won mi do wierzb, albo na pola, do tych swoich strachów na wróble./ w bezsilnej wściekłości / Ooo! Za cóż mnie skazano na takie towarzystwo?! / wściekłe trzaśnięcie drzwiami /.

GŁOS I
/ z westchnieniem / No i co wyście tam znowu zmajstrowali temu duchowi nieszczęsnego młynarza? Przecież wiecie, że miał kolejną ciężką noc i wrócił prawie zamarznięty.

GŁOS III
Wiedząc w dodatku, że skarb którego pilnuje jest niewart guzika / złośliwie / Prawdziwy biedaczyna z niego.

GŁOSIK
Nic wielkiego babciu. To był jeż. Całkiem malutki jeż .

GŁOS I
Ach...jeż...No tak...

GŁOSIK
Ale chyba jednak jeże nie lubią sypiać z młynarzami.

GŁOS III
Cha cha cha! Zdecydowanie nie lubią.

GŁOS I
To niepokojące, bo jeż i duch, to przecież dwa całkiem różne wymiary…Hmm… Więc jak one mogą razem się spotykać?... / skrzyp schodów / Już posprzątałaś Matyldo?

GŁOSIK
No jeż jest dużo mniejszy babciu.

GŁOS II
Tak, psze pani. Teraz to tam wygląda tak jakby nikt do pokoiku nie wchodził przez jakie sto lat najmniej.

GŁOS I
To dobrze. A przed zmrokiem nie zapomnij rozsypać pieniędzy na rozstajach i to w taki sposób, żeby je oświetlał księżyc. Noc ma być dziś wreszcie księżycowa, więc przetrzyj je przedtem do połysku. Niech lśnią. No i świecę tak ustaw w okienku, żeby ja było dobrze widać.

GŁOS II
E, to jeszcze czas na to.

GŁOS I
Czas nie czas, planować trzeba, bo inaczej o wszystkim się zapomni.

GŁOS III
Ja to jeszcze Ludwisiu pamięć mam niezgorszą, ale ty...

GŁOS I/ słodko /
No co ja , co - ja...Co?

GŁOS II
No pani, to się czasem wszystko popląta. Jak przedwczoraj, kiedy powiedziałam, że...

GŁOS I/ bardzo nieprzyjemnie /
A pytałam ją o coś?

GŁOS II
A bo ja wiem? No pytała chyba, jak odpowiadam. Mówiła, o tak – „Co?”. To jak pani do mnie – „co?”, to ja odpowiadam, bo tak ma przecież być.

GŁOS I
A poszła mi stąd. Już!

GŁOS II
Doprawdy... No z panią , to nic nie wiadomo. Nic.
/ odchodzi/

ZBIERACZ BUTELEK / schodząc z kamienia, ziewając i rozprostowując kości /
Tak, tak, dosyć lenistwa. Pora się zbierać. Cześć wiatraczku! Jak będziesz grzeczny, he he he, to może wrócę do ciebie wieczorem. Tylko/ grozi mu palcem/stój mi tutaj spokojnie, bo mogę do ciebie nie trafić./ patrzy na swoje spodnie/A gdzież to ja się tak ubłociłem i kiedy? Oj będę się musiał trochę opłukać/ zarzuca worek na plecy i odchodzi pogwizdując. /

GŁOS III
A idź se idź. Po co ty nam?

GŁOSIK / ze śmiechem /
Wróci, wróci. No pewnie ,że wróci.

GŁOSIK II
I trafi też na pewno!/ śmiechy /

GŁOS III
Po co on wam potrzebny?

GŁOSIK II
Oj, ciociu, no przecież jest taki zabawny...Żebyś ty widziała jak lazł za naszym światełkiem. Raz tak, a raz tak…/ śmiech / Jak się mu zaświeciło, tak lazł.

GŁOSIK I
We wszystko właził ! Nawet na czworakach właził.
/ śmiechy /

GŁOS I / głośno wzdychając /
A no niech tam dzieci mają trochę rozrywki.

GŁOS III
Ale co to z nich wyrośnie Ludwisiu...Pomyśl tylko…

GŁOS II
/ z oddali / To samo co i z was wyrosło.

GŁOS III
Zobacz no jaka to bezczelna się teraz służba porobiła.

GŁOS II
Ja to tam mogę od zaraz całkiem nie służyć - i radźta sobie same !

GŁOS I / z wyraźnym niepokojem /
Ależ Matyldo...

GŁOS II
Eche...Patrzajcie no państwo...Coś tu się pcha od lasu. Widze wyraźnie. Małe i czerwone jakieś.

GŁOS I / płaczliwie /
Och! Znowu myszy!

GŁOS III / wątpiąco /
E tam. Zwidy ma i tyle.

GŁOS II
Jaaa...? Zwidy!? No kto tu ma zwidy to ja już nie powiem. Cha cha cha... Niby to ziółka pije, a od tych ziółek na kilometer jedzie...

GŁOS I
Och!

GŁOS III
Bo to nalewka. Na-lew-ka! Rozumiesz tłumoku jeden?!

GŁOS II
Jak go tam zwał tak go zwał. Wóda czy nalewka, co za różnica?

GŁOS IV /gdzieś z głębi, z wyrzutem /
Czemu ty mnie Ludwisiu nigdy na te ziółka nie zaprosisz? Przecież też niedomagam.

GŁOS I
Taż to krasnoludek idzie.

GŁOS III
Krasnoludek ! Och! To gorsze niż mysz !

GŁOS I
No ty to już się wszystkiego boisz. Wszystkiego.

DUCH MŁYNARZA / szyderczo /
Cha cha...ale wiedźma...kurza paka!

GŁOS III
A ten czego znowu ?!

GŁOS IV
Ciii ! Ciichoo tam ! Nie widzą, czy co? To szare przy krasnalu, to Amadeusz !

ECHO/ z głębi wiatraka jękliwie /
uuuuuszsz – usz – szsz...


- Tutaj możemy odpocząć – powiedział Amadeusz z ulgą zdejmując buty i zgarniając z kamienia resztki skorupek jaj wymiecionych właśnie przez wróble z gniazda .

- Jak myślisz, skąd on tu przyszedł? – spytał Szałaputek delikatnie dotykając głazu.

- Raczej przytoczył - promienne uśmiechnął się Amadeusz - Myślę, że to wie chyba tylko wiatr, ale nie mamy się czym martwić , bo to jest tak stara historia, że można na niej spokojnie zjeść śniadanie - dodał.


GŁOS V
Przyszli jacyś nasi Cecylko? Przynieśli co do jedzenia? Przynieśli Ludwisiu? Bo śniadania jak nie ma tak nie ma.

GŁOS II
Jak ma być kiedy pieniądze musze tera przecierać. Starsza pani zaczeka.

GŁOS III
Och! Tak... to ten szczur co gra na flecie..., że włos się jeży.

GŁOS I
O żeż ty!


*


Rozdział drugi,
czyli garść uwago tym jak to jest z drogami i dokąd prowadzą bezdroża, a także o tym co można usłyszeć tam, gdzie niczego usłyszeć się nie powinno.




Po śniadaniu wyjętym z kuferka dla Amadeusza była już tylko wiosna ze słońcem masującym mu delikatnie brzuch i garść cierpkich myśli dla Szałaputka.
A pod koniec sjesty pod wiatrak znowu dotoczył się pękaty jak antałek zbieracz butelek.

- Uf, no i wreszcie jestem.– stęknął przybysz ocierając pot – Tam do licha, coraz trudniej przyzwyczajam się już do wiosennego wędrowania …Ach, a czy to przypadkiem nie są twoi przyjaciele wiatraczku? – zawołał zbieracz zauważywszy szczura i skwaszonego Szałaputka.

- Amadeusz szczur – powiedział Amadeusz - i krasnolud Szałaput – dodał.

- Ek, Szałaput –ek – uściślił Szałaputek.

- Krasnolud - ek – parsknął Amadeusz.

- Aaa, w takim razie witam. Witam ! Michał Gabriel jestem – skłonił się z gracją Zbieracz . – Przypuszczam – dopowiedział - że nie zbieracie jak ja butelek i nie one was tu przywiodły, prawda ?

Szałaputek wydął pogardliwie dolną wargę, a Amadeusz się roześmiał.

- Tak wiatraczku, no bo i po co im puste butelki, prawda ? – roześmiał się Zbieracz.

- Puste – skrzywił się Szałaputek, któremu nagle zachciało się pić – A po co zbierać puste?

- Bo bywają piękne – westchnął z rozmarzeniem Michał Gabriel.

- I są lżejsze od pełnych, więc łatwiej się je niesie – dorzucił Amadeusz.

Zobaczcie tylko – powiedział Zbieracz i ostrożnie wyłożył zawartość worka, który przydźwigał.
.
Butelki były brązowe jak oczy driad, niebieskie jak pierwsze krople nowego źródła, srebrne jak powietrze wdmuchiwane w wodę i zielonkawe jak głębia studni w spiekotę, już samym swym widokiem gasząca pragnienie.

- Mam ich dopiero kilka, ale powiedzcie czy nie warto się dla nich trudzić ? – spytał radośnie.

- Ciekawe – pomyślał Amadeusz przyglądając się Zbieraczowi – jak wiele jest w nim tego słodkiego szaleństwa, które daje radość.

- A pewnie, że nie warto – mruknął Szałaputek ledwie rzuciwszy okiem na cały zbiór. – W ogóle to - nic nie warto ! – wybuchnął nagle.

Oczy Michała Gabriela zrobiły się okrągłe i zaczęły wymownie spoglądać na szczura .

- Tak – To jest zdaje się szczególny przypadek - westchnął Amadeusz i nie całkiem było wiadomo do czego się te słowa odnoszą.

Zbieracz dwojga imion rozglądnął się po niebie niepewnie kiwając głową. Naraz roześmiał się głośno i zawołał :
- Ej wiatraczku! A daleko tam od ciebie do wieczora ? A wiesz co będzie wieczorem ? – zwrócił się do Szałaputka.

- Wieczorem będzie wieczór. – prychnął krasnal.

- Bal będzie, kochany !

- Festyn – sprostował Szałaputek.

- Tak tak. Festyn. – zaśmiał się Zbieracz.

- Więc jednak nie bal – mruknął krasnal pogardliwie.

- Dla niektórych bal – uśmiechnął się Amadeusz zerkając na swoje buty.

- Dla mnie, kiedy wsłuchamy się w niego razem z wiatraczkiem, z pewnością będzie balem, z wielkim „B” na początku i musującym „Mmm” na zakończenie i całą elegancją pośrodku - zakrzyknął Michał Gabriel uderzając się dłońmi po kolanach. - A pozostaną po nim butelki, ze wspomnieniem tego czaru – szepnął w rozmarzeniu.

- Festyny nie są balami. A ty zbierasz odpadki festynu. Zwykłe śmiecie zresztą. Ale wszystko to razem mało mnie obchodzi – zakończył pogardliwym ziewnięciem Szałaputek.

- Ooo…oocho – bardzo wolno powiedział Zbieracz i dziwnie popatrzył na Amadeusza, a ten oblizał wąsy i sięgnął po flet.

- To jest pomysł! – zawołał niezwykły kolekcjoner i przyłożył szyjkę jednej z butelek do ust. Dmuchnął w nią , a butelka zagrała nagle jak trąba jerychońska.

– Och - jęknął Szałaputek z niesmakiem wydymając usta.

- Trzymam w nich niekiedy muzykę, albo raczej ona sama się ich trzyma, wydobywając się czasem w zupełnie nieprzewidywalnym humorze. Ta jest jeszcze całkiem dzika – tłumaczył się Zbieracz.

- Bo muzyka dziczeje w zamknięciu. Zresztą nie tylko ona - powiedział szczur.


GŁOS II / z głębi wiatraka /
O to, to...W zamknięciu wszystko dziczeje.


- W dodatku pustym butelkom wydaje się, że są wreszcie samodzielne i wszystko im wolno - roześmiał się Michał Gabriel - dlatego gram na nich dopiero wtedy, kiedy je ujarzmię napełniając częściowo wodą i mogę robić z nimi co mi się podoba. A ty skąd masz ten dziurkowany patyczek?
- Długo podróżowałem – powiedział Amadeusz – a kiedy się ma wszystko wokół siebie w niskiej tonacji, począwszy od marynarzy a skończywszy na morzu, wtedy robi się flet.
- No to zobaczmy co nam wyjdzie ze współpracy – znów parsknął śmiechem Michał Gabriel.

I zagrali coś, co nie drażniło tylko Szałaputka z zamyśleniem wpatrującego się w kamień przy ścianie wiatraka. Ten zaś w połowie melodii gwałtownie odskoczył odsłaniając mroczny wylot podziemnego tunelu, z którego wyszła zakuta w zbroję postać.

- Czy już ? – spytała ponuro.

- Ech, zupełnie zapomniałem – sumitował się Amadeusz.

- A gdzież tam! Śpijcie sobie dalej! – zawołał Zbieracz.

- Nie Tatarzyn ? – dobiegło z loszku.

Postać uważnie przyglądnęła się szczurowi i jęknęła z rezygnacją : - Amadeusz.

- Usz-usz-usz… – poleciało w loszek.

- I nie Mozart na szczęście, bo ten to dopiero miał charakter – parsknął Zbieracz.

- Ale za to jak grał … – wtrącił z rozmarzeniem Szałaputek.

- Uszy utniem pokrace! – odwrzaśnięto z głębi lochu.

- Cichajcie bracia. Nie pora – zazgrzytała postać – I na to przyjdzie słodki czas – dodała groźnie, zachrzęściła zbroją i weszła pod ziemię zasuwając za sobą głaz. A za chwilę znowu rozłożyło się na nim słońce w sposób jaki robi to na dalekich południowych klifach.

- A tak w ogóle, to co to było? – spytał krasnal.

- Eeee , nic takiego – machnął ręką Michał Gabriel – tylko śpiący rycerze.

- Oni się zawsze budzą kiedy nie potrzeba, a kiedy akurat potrzeba, wtedy nigdy ich nie ma. Tak już mają – uzupełnił Amadeusz.

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
crazy plant lady
crazy plant lady
Posty: 5521
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#2 » 21 maja 2019, o 10:02

W nowym miejscu wypada się przywitać, o, tutaj: viewforum.php?f=81. Niby nie jest to konieczne, ale zawsze warto wspomnieć cokolwiek o sobie, bo bywa to też przydatną informacją, gdy się komentuje tekst - bo mimo wszystko to ma znaczenie, czy ma się do czynienia z kimś, kto publikuje swój pierwszy napisany w życiu tekst, czy pisze dłużej.

Poza tym odradzałabym publikowania w tempie wystrzałów z karabinu. Szansa, że ktoś skusi się na czytanie od razu 4 niekrótkich części (i że, przede wszystkim, ktoś będzie miał na to czas) jest mała, bo mimo wszystko tutaj publikuje się dość dużo - może ułamek tego, co na portalach typu Wattpad - i prawdopodobnie części wrzucone taką serią spadną w odmęt działu niezauważone. Poza tym przy wolniejszej publikacji ma się szansę poprawiać błędy, które pojawiły się w poprzedniej, a najpewniej są w każdej następnej. Tak że radzę wstrzymać wodze.

A przechodząc do tekstu:
Nie trzeba zagłębiać się w tekst, by zauważyć bardzo rażące błędy w wielu miejscach. Moim zdaniem podlegałoby to pod ewentualną kasację ze względu na ilość błędów, ale że jednocześnie część z nich można poprawić szybko i łatwo, tego nie zrobię, bo po co karać, skoro można dać wędkę i już jakąś istotną wskazówkę, jak pisać lepiej.

W pierwszej kolejności ogładź zapis dialogów - poradnik na ten temat znajdziesz tutaj: page/zapis-dialogow. Słowem - zapamiętaj, kiedy stawiać kropki i zaczynać dużą literą, a kiedy tego nie robić. Zasady są bardzo proste.

Drugie - NIGDY nie dajemy spacji przed wykrzyknikiem, znakiem zapytania, dwukropkiem czy przecinkiem. Popraw koniecznie, bo ten błąd jest z rodzaju tych wypalających oczy i będących czerwoną płachtą na byka. Pilnuj też spacji przed i po myślnikach (które powinny być myślnikami lub półpauzami, nie dywizami!)

Trzecie - rozumiem, że może wygodny i rozsądny był dla ciebie zapis dialogów jak z dramatów, ale generalnie proza to proza, dramat to dramat i zapisów nie mieszamy. Nie bez powodu nie znalazłbyś wydanej pozycji, która miałaby taki misz-masz (a może są? Ale naprawdę wątpię).
Przede wszystkim dałbyś radę zapisać to od myślników, ale tu potrzebne byłyby didaskalia, by nakierować czytelnika na to, który głos co wypowiada. Nie jesteś pierwszą osobą, która opisuje coś podobnego w prozie (choćby w Wiedźminie, od razu przyszedł mi na myśl, bo z tego, co pamiętam, takie bliżej nieokreślone szepty/rozmowy słychać przy okazji pojawiania się Dzikiego Gonu), więc oczywiście, że się da. Ty skróciłeś sobie drogę, wybierając zapis z dramatów, i niestety wygląda to jak pójście na łatwiznę.

Poza tym wcięcia akapitowe zawsze dodają estetyki - wskazówki tutaj: viewtopic.php?f=84&t=2035.

To sama kwestia zapisu.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

Rys-ownik
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 32
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#3 » 21 maja 2019, o 11:16

Witam...

"Trzecie - rozumiem, że może wygodny i rozsądny był dla ciebie zapis dialogów jak z dramatów, ale generalnie proza to proza, dramat to dramat i zapisów nie mieszamy. Nie bez powodu nie znalazłbyś wydanej pozycji, która miałaby taki misz-masz (a może są? Ale naprawdę wątpię)."

Polecam do poduszki :) https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/ ... go-pan.pdf

I to by było chyba "na tyle":(

Pozdrawiam...

Awatar użytkownika
Camenne
crazy plant lady
crazy plant lady
Posty: 5521
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#4 » 21 maja 2019, o 11:45

Rys-ownik pisze:Witam...

"Trzecie - rozumiem, że może wygodny i rozsądny był dla ciebie zapis dialogów jak z dramatów, ale generalnie proza to proza, dramat to dramat i zapisów nie mieszamy. Nie bez powodu nie znalazłbyś wydanej pozycji, która miałaby taki misz-masz (a może są? Ale naprawdę wątpię)."

Polecam do poduszki :) https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/ ... go-pan.pdf

To ciekawe, naprawdę nie sądziłam, że w ten sposób ktokolwiek łączy zapis dialogowy z dramatycznym. Warto wiedzieć. Dzięki za przykład.
Ale przy okazji - dialog dramatyczny jest mimo wszystko zapisany jeszcze nieco inaczej niż u ciebie. Twój nie jest błędny (może poza didaskaliami wpisanymi w slashe, te raczej zapisuje się kursywą w linii pod imieniem postaci), bo w dramatach generalnie jest więcej niż jedna opcja zapisu (w przeciwieństwie do prozy), ale w tamtej formie wygląda on estetyczniej, więc myślę, że mógłbyś zasugerować się tym przykładem i zmienić swój zapis na analogiczny. Estetyka na pewno zyska, a za estetyką idą w parze wrażenia czytelnicze. Takie poprawki kosmetyczne zabierają ledwie kilka chwil, a efekt jest bez porównania większy.

Trudno mi odczytać z twojego postu reakcję na krytykę zapisu i nie chcę gdybać, ale dodam jedno - kwestia poprawności nie spływa tutaj jak po kaczce, jest wręcz przeciwnie. Jesteśmy w końcu na forum literackim, poprawność jest dla nas równie ważna co treść. Trzeba być gotowym na uwagi.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

KamilM

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#5 » 21 maja 2019, o 11:53

Uwagi jakie się pojawiają na tym forum są bezcenne dla nowych pisarzy. Warto je docenić i wyciągać wnioski. To co dla mnie zrobiło wielu forumowiczów nawet ciężko w słowach podziękować za to :) I faktycznie trzeba być gotowym na uwagi ;)

Rys-ownik
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 32
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#6 » 21 maja 2019, o 12:51

Ależ jestem gotowy na uwagi ( po to tu jestem i za nie już dziękuję ) z tym, że najmniej jednak na te, które odnoszą się do formy, a już szczególnie do zapisu tekstu. Powodu nie mam zamiaru tu wyjaśniać, mogę jedynie powiedzieć ( zamykając jednocześnie ten temat, bo do dyskusji nie dam się sprowokować :) ), że współczesny przerost formy nad treścią jest infantylnie nużący.
Czekając więc na sensowne uwagi co do istoty rzeczy ( a nie kwestii pobocznych ), serdecznie Wszystkich pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Camenne
crazy plant lady
crazy plant lady
Posty: 5521
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#7 » 21 maja 2019, o 13:01

Powodu nie mam zamiaru tu wyjaśniać, mogę jedynie powiedzieć ( zamykając jednocześnie ten temat, bo do dyskusji nie dam się sprowokować :) ), że współczesny przerost formy nad treścią jest infantylnie nużący.

Żeby dać się sprowokować, w pierwszej kolejności trzeba kogoś, kto będzie chciał sprowokować, a, szczerze powiedziawszy, tłumaczenie i przekonywanie, dlaczego warstwa językowa i poprawność są istotne, nie są dla mnie atrakcyjnym zajęciem. Każdy autor niech uważa, jak woli. Idąc dalej, każdy ewentualny czytelnik/komentujący również, dlatego część po prostu wybierze do czytania i opiniowania inny tekst innego autora. Ot, kolej rzeczy.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

Awatar użytkownika
Briala
Odsyłam do literatury
Odsyłam do literatury
Posty: 276
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 1 /

Post#8 » 21 maja 2019, o 13:11

Czasem mam wrażenie, że autorzy myślą, że co tam strona techniczna, od wszystkiego jest korektor i redaktor. :)
A później następuje zderzenie z rzeczywistością i okazuje się, że wydawnictwa nie chcą nawet zerknąć na coś, co jest napisane niezrozumiałym językiem.
Tak jak czytelnicy.

Jak to się mówi, nawet najgorszy zakalec smakuje lepiej, gdy jest ładnie podany. :) W końcu poniekąd jemy (i, o zgrozo, czytamy również) oczami.
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 27 gości