B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 8 /

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Rys-ownik
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 32
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem / 8 /

Post#1 » 22 maja 2019, o 08:29

*


Nieomal jednocześnie nasza znajoma grupka, która już dawno minęła kapliczkę weszła między pierwsze domy wsi.
Pogoda była jak muzyka. Słońce mrugało przez gałęzie wiśni. Ciapało drżącymi plamami światła po wstążkach ścieżek i robiło na nich różne kolorowe dziwactwa, bo słońce czasami robi za artystę, jak mówi poeta, a on przecież wie. Oświetlało też poniekąd mimochodem Szałaputka drepczącego w charakterystycznym dla niego zamyśleniu przez tamtegoroczne zarośla tasznika i rumianku.

- No nie wiem, nie wiem – pomrukiwał krasnal prowadząc, jak się wydawało, kolejną rozmowę z samym sobą – I po co i na co? Toż to głupota, powiadam. Chociaż… A ty mi się nie pętaj pod nogami! Mało masz miejsca?

- Bezczelność!

- Nie do pani mówię. Nie do pani, pani gąsienico, a do ślimaka. Poszedł, ale już! Fuj! Ślisko po nim okropne , a ja już raczej nie do ślizgawek. Tak. Co to ja…? A właśnie : Po co? Dlaczego ?... Ty mi tu nie wciskaj ciemnoty badylu!

- Jak się ma mniej niż dwadzieścia centymetrów wzrostu, to się przynajmniej nie rozrabia!

- Przecież wyjaśniłem już, że to nie było do pani.

- Ci mali są najgorsi, nadsztukowują się wyobraźnią i potem z koturnów swojej megalomanii plują na innych – odezwał się bas z głębi trawy.

- Kto to… tak…o mnie? – sapnął krasnal i przystanął.

„ Mam odpowiedzieć ?” – usłużnie spytał kwiat.

- Nie, nie trzeba – zaprzeczył szybko Szałaputek i ruszył za odpływającą melodyjką fletu Amadeusza.

- Nadęty bufon - Raczej przetłuszczony

- Bez zbytnich złośliwości mówiąc, jedynie zażywny, ale za to wyjątkowo niewychowany – posypało się za odchodzącym.

- Tak czy owak, do niespotkania – mruknęła gąsienica chowając się pod liściem podbiału.

A nieopodal Zbieracz z Amadeuszem dmuchającym w swą fujarkę rozkoszowali się otaczającym ich światem i w szczebiocie jaskółek coraz głębiej wchodzili w wiosnę.

- A gdzież to nasze maleństwo nam się zapodziało ? – spytał nagle Zbieracz.
Szczur wskazał głową za siebie.

- Jak zwykle z tyłu poza wszystkim, ale niesiony skrzydlatymi myślami – odpowiedział.

- Raczej dobijany nimi. – poprawił go Michał Gabriel.


*


W czasie, w którym toczy się nasza opowieść świat był dosyć rozległy. Przemierzało się go pieszo, rowerem, albo konno i tylko w wyjątkowych wypadkach samochodem . Całkiem odwrotnie niż teraz. Znało się więc prawie każdy centymetr ścieżki meandrującej w brzęku bąków przez wilgotne łąki; wszystkie szelesty i odgłosy, od porykiwania bydła, przez skrzyp pastuszej jarzarki kręconej ponad głową (w której tlił się zawsze niewielki ogień do ogrzania zgrabiałych dłoni), po stukot zimowego turła wirującego na zamarzniętym stawie i przeróżne odmiany skrzypów deptanego śniegu. Świat był wtedy niezwykły i ogromny ,więc przechodziło się go niespiesznie. Wsie rozdzielały kilometry trudów wędrówki i doznawanych przygód; nie mówiąc już o miastach, tajemniczych, podobnych trochę do ozdobnych spinek, tu i ówdzie spinających świat, by się całkiem nie rozsypał w miałki pył codzienności.

Tego roku śniegi schodziły z pól wolno, niechętnie. Spod resztek oklapniętych zasp rwały migotliwe pasemka wody łącząc się trochę dalej z innymi w strumyki radośnie bełkoczące
po miedzach, więc nasi wędrowcy raz po raz przystawali, by pobawić się wodą, która w nich śpiewała.
Jednak na grzbietach piaszczystych wzgórz i w południowych dolinkach wypakowywała już wiosna wszystkie swoje barwy i zapachy. Tu więc zatrzymywano się na dłużej. Stąd też wsłuchiwano się w dźwięki dzwonów i wielkanocną palbę z dolin, które niosły się zewsząd i przepełnione bezmiarem radości, że „prawdziwie zmartwychwstał!” swą wysoką nutą wynosiły myśli pod roześmiane błękitne niebo.

- Kto wie, czy samo wędrowanie nie jest ważniejsze od celu wędrówki – zastanawiał się radośnie Zbieracz.

- To oczywiste – zgodził się Amadeusz. – Chyba, że akurat idzie się po „żywą wodę”, jak czyni to nasz mały przyjaciel, bo wtedy niczego się nie dostrzega poza celem, no i ciężarem kubka, w który ma się nadzieję ją zaczerpnąć i zachować.

- Między nami mówiąc, „żywa woda” może być, i często bywa, zatruta…

- A kubek dziurawy…

- Tak. I dlatego trzeba mieć w sobie światło prawdy, które pozwoli odróżnić dobrą wodę od złej wody, choćby i najsmaczniejszej.

- I coś co załata kubek…

- Złotniczeńku, zrób mi kubek,
Tylko, proszę, zrób mi ładnie.
Zamiast uszka ptasi dzióbek,
Moją matkę zrób mi na dnie,
A po brzegach naokoło
Liść przeróżny niech się świeci,
A po bokach małe sioło,
A na spodku małe dzieci…


- Nasz przyjaciel niesie z sobą światło, ale ono bardziej wszystko zaciemnia niż rozjaśnia.

- Ja ci zrobię złoty kubek…
Ale czyjeż ręce, czyje,
Będą godne tej roboty?
Ale któż się nim napije,
Komu damy kubek złoty?
Kto się w dłonie wziąć ośmieli,
W złotym denku przejrzeć lice?...


- Lucyferyczne światełko, jakby powiedział stary pustelnik, którego wiatr nosi po wiekach…

- O czym mówicie? – bez szczególnego zainteresowania spytał Szałaputek dochodząc do nich.

- Mówimy o radości życia i o antidotum na trucizny – odpowiedział Michał Gabriel.

- Nie jestem jednak pewny, czy on jest w stanie to zrozumieć, bo nie można zrozumieć czegokolwiek mając za drogowskaz tylko czubek swego nosa – wątpił szczur.

Złotniczeńku, patrz weselej,
Czemu twoje w łzach źrenice?...


- Ale …

„Mędrcy się znaleźli!” – pogłębił kwiatek chmurną myśl krasnoludka, ten więc prychnął urągliwie: - To, że nie lubię śmiać się jak głupi do sera, nie oznacza, że nic nie wiem o radości. Wiem co nieco, niemili panowie.

„Bardzo malutkie co nieco” – zmącił mu wewnętrzną radość kwiatek.

„Bo ty myślisz tylko o pustych przyjemnościach.” – odparł krasnal z niechęcią.

„A bywają pełne?”

„Też chciałbym to wiedzieć” – odparował skrzat, a kwiat nakrywając oko listkiem, mruknął : - Bywają - ale nie chciał nic więcej dodawać. Amadeusz i Michał Gabriel też nie podjęli tematu.

„O czym oni mówili? O jakim niby złotniku? I po jaką - żywą wodę?” – dywagował potem krasnal.


*


Gdy mijali kruszynowy zagajnik za nimi w trawach rozszeptała się taka rozmowa, między dwoma szelestami po przeciwnych stronach ścieżynki, którą oczywiście słyszał jedynie krasnal:

- Co ty jesteś? Co?

- Bo co?

- Bo pytam.

- Kto pyta?

- Ja.

- No ba! A jeśli powiem, to co?

- To nico.

- To po co?

- Żeby wiedzieć.

- Czyli niekonieczne.

- Nie.

- Kiedy nie, to nie.

- To cze…

- Cze!

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości