Zachęcamy do czytania naszych poradników!

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem /14 /

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Rys-ownik
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 32
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem /14 /

Post#1 » 24 maja 2019, o 07:34

 

 

Rozdział jedenasty 

o różnych rozmowach prowadzonych w upał i nie tylko o nich. 

 

 

Potem nim skończyła się wiosna wybuchło lato. 

Bywa, że przemyka ono niepostrzeżenie między wiosną a jesienią, zapachnie żniwną kurzawą i już odlatuje do ciepłych krajów, pozostawiając pajęczyny na zwiędłych liściach. Niekiedy jednak pojawia się bez uprzedzenia i zaskakuje żarem nagłych upałów, jak zdarza nam się to teraz, przed którymi trudno się ukryć choćby i było się krasnoludkiem. Jedyny pożytek z tego taki, że upał odrywa nas od roztrząsania najbardziej wydumanych zawiłości bytu, które najczęściej rodzą się w ciemnych i wilgotnych miesiącach i często nie chcą roztopić się w wiosnę wraz ze śniegiem. 

 

- Uuufff…- jęknął Szałaputek ocierając kwiatem paproci spocone czoło; to jest oczywiście dłonią, na której rozpanoszył się kwiatek. 

 

- No co jest?! No co?– zaburczała roślina. 

 

- Upał jest – stęknął krasnal. 

 

- Możliwe, ale to wcale nie powód, żeby mi dokuczać i wlewać słoną wodę do oka! 

 

- UPAŁ... Rozumiesz? – spytał krasnal otwierając jednocześnie dłoń z kwiatem na sypiący się z nieba bezlitosny żar. 

 

„No co ty?!” - Wariat! - Zamykaj! „Nie oślepiaj!” – pieklił się kwiat, raz głosem, a raz myślą. Co zawsze sprawiało przedziwny widok dla obserwatora, bo krasnal ni z tego ni z owego miotał się robiąc zastanawiające miny, a od czasu do czasu wybuchał niekontrolowanym śmiechem lub potokiem zdań nie do końca sensownych. 

 

Tym razem Szałaputek nie zwinął dłoni dotąd, aż zadyszana roślina wreszcie umilkła. 

 

– No, to teraz już wiesz co to upał nocna maro – stwierdził na koniec wciskając ją w kieszeń między kartki z pytaniami. 

 

- Pić…- zaskamlał bełkotliwie kwiatek – Pić! Wysuszyło mnie całkiem… 

 

- Suszenie? O! Tak! Być może to jest sposób na pozbycie się ciebie! – zastanawiał się krasnal – Niewątpliwie byłbyś ozdobą zielnika. 

 

„Okrutnik – jęknął kwiat. – Rozglądnij się lepiej za jakąś wodą i włóż w nią dłoń.” 

 

- Nie ma wody, nie ma cienia, jest war, piach drogi i jaskrawy żółty kolor świata. Rozkoszuj się czernią kieszeni i nie zawracaj głowy, bo nie mam nawet siły, by ci odpowiadać. 

 

„Kiedy tu jest duszno, i…” 

 

- Czyli, że wolisz być na wierzchu? 

 

„Nie! Nie wolę.” – uciął kwiat. 

 

- To po problemie – mruknął krasnal oblizując spieczone wargi i ruszając dalej. 

 

„A pod wieczór nad molo 

Mewy bardzo swawolą 

Pora iść do tawerny 

Ukoić rumem nerwy” 

- po chwili rozśpiewał się niespodzianie kwiat, trochę zniekształconym przez kieszeń głosem. 

 

- Co to niby ma być ? – spytał z niepokojem Szałaputek. – Udar? 

 

„Piosenka korsarska lądowy szczurze” – chrypnęła pogardliwie kieszeń, chrypnięciem niewątpliwie pirackim. 

 

- A cóż ty masz wspólnego z morzem? Zrozumiałbym może, gdyby to była leśna pieśń zbójecka, ale skąd morska…? 

 

- Niewdzięczniku! Chciałem cię trochę ochłodzić umiarkowanie mokrą melodią; a pieśni zbójeckie też znam. Nie darmo przez rok chodziłem z Maczugą po matecznikach i bezdrożach. 

 

- I czemu mnie to nie dziwi? – westchnął krasnal. – Ręka mi się tylko tak jakoś samowolnie w kułak zaciska. 

 

- Już to tłumaczę – powiedział szybko kwiat – Maczuga to był facet, nie sękata pała, tylko tak się głupio nazywał. A byłem z nim z tego samego powodu z jakiego jestem teraz z tobą.” 

 

- Szkoda gadać, ładnych miałem poprzedników – skrzywił się Szałaputek. 

 

- Różni byli…- zauważył dyplomatycznie kwiat. 

 

- Jacy na przykład przechodnia nagrodo za krótkowzroczność? 

 

- A po co ci to wiedzieć mikrusie ? Upał zbyt duży na taką wiedzę. Zresztą i tak jesteś wśród nich wyjątkowy. 

 

- No a ilu ich w ogóle było, mogę chociaż to wiedzieć? 

 

- Też coś! Czy myślisz, że jest we mnie nudny urzędniczy porządek? Czy ja wyglądam na księgowego? Po co mi to pamiętać? Byli i się zbyli… Nawet najbliżsi o nich nie pamiętają, bo i czegóż mieliby pamiętać, skoro niczego im nie zawdzięczają? – tu kwiat parsknął złym, lekceważącym śmiechem - Ot, gdzieś tam poginęli we świecie. Bają czasem o nich starcy w późnojesiennych przypieckowych rozmowach i to wszystko, co po nich pozostało. 

 

- No ale przyjaźniłeś się z nimi przecież, niechby nawet i krótko, więc jakże tak, żeby nawet światełka pamięci nie zapalić czasami? 

 

- Jakie tam „przyjaźniłeś”! Spełniałem ich żądania i tyle. 

 

- Ale rozmawiałeś przecież, jak ze mną… 

 

- Skądże głupku! Jesteś pierwszym, z którym to robię, choć wiem, że mi to na dobre nie wyjdzie. Zresztą żaden z tamtych nie potrzebował rozmowy, każdy oznajmiał jedynie : „Chcę mieć władzę, pieniądze, kobiety, dobre jedzenie, zbytkowne przedmioty! A po mnie choćby i potop, co mi tam, nie moja sprawa.” Nieodmiennie tak samo. Różnili się najwyżej w szczegółach. Zachłanni chcieli wszystko naraz, nieśmiali stopniowo i oddzielnie. A koniec był zawsze jednakowy. Cóż tu pamiętać? Faust mi się nie zdarzył, ani nawet Twardowski. 

 

- Ja tam nie chcę wychodzić ponad swoją normę, chcę ją tylko zrozumieć. Wiedzieć jaką jest i dlaczego… Z tej perspektywy zobaczyć resztę. Czy to naprawdę zbyt wiele?! – w napadzie złości tłumaczył się światu Szałaputek. 

 

- Może i nie, jednakże trochę to twoje myślenie podobne jest do myślenia moich byłych królów, którzy uważali się za pępki świata i przez te pępki chcieli go oglądać. Nic tylko na okrągło : „Ja , mnie, dla mnie, o mnie, we mnie…” 

 

- Jak możesz! – skrzywił się krasnal. 

 

- A mogę, mogę, bo to akurat pamiętam. Wiesz coś ci powiem, całkiem prywatnie, bo i tak, chcąc nie chcąc, wziąłem sobie urlop od obowiązków… 

 

- Jakich znowu „obowiązków”? – zdziwił się szczerze Szałaputek. 

 

- A tam takich różnych – wykrętnie odrzekł kwiat i zaraz wrócił do przerwanego wątku – Wydaje mi się, że kluczem do twojego problemu jest samotność wyobraźni. 

 

- Samotność? – mruknął krasnal, kątem oka dostrzegając dziwaczne postacie na obrzeżach drogi. 

 

- Hmm…No może bardziej samowolność. - zastanowił się kwiat.  

 

- Wszystko to senna baśń i tyle, raz dalsza, raz bliższa. – westchnął krasnal. –– Widziałeś tych brodatych nad rowem? 

 

Nie przyglądam się byle czemu, choćby i było z brodą. Capy też są brodate…– prychnął kwiat ostentacyjnie wygładzając płatki i jakby strzepując kurz – No proszę… Drobina wysiliła się niespodziewanie na mizerną konkluzję, w której może i jest odrobina prawdy.  

 

- Też trochę jestem ze świata baśni więc wiem – wzruszył ramionami Szałaputek.  

 

- Fakt. Bożęta, karzełki, skrzaty, i inna drobnica od zawsze włóczyła się po świecie i zaglądała gdzie się tylko dało. Do baśni także, to prawda, ale nie pochodzi z baśni. 

 

- Nierzeczywistość jest we mnie. 

 

- Bufon! Odrobina najwyżej, tyle co nic. Ja to jestem z baśni, prawdziwej nie z udawanej; z tym, że bardziej naukowej niż literackiej. 

 

- Jak różne…anioły? 

 

- Skąd! Tylko ja. One są rzeczywiste, tyle że z Drugiego Świata. – odezwał się kwiat z melancholią w głosie. 

 

- Z drugiego? 

 

- No jest pierwszy. Ten tutaj. To następny jest drugim. Oczywiste? 

 

- Tylko jako naciągana teoria. 

 

- Co za uparty knotek! Widzi różne „coniebądź” po miedzach i rowach, a wątpi w realną oczywistość! 

 

- Pomijam twoją niegrzeczność, gdzieżeś ty widział ten Drugi Obieg? 

 

- Przypomnieć ci wiedźmy matołku? One są… zaledwie z pogranicza światów, a już ich nie ogarniasz... Parapsychologia i czarnoksięstwo w jednym. A pary najwięcej… W każdym razie są i duchem i ciałem, obecne i nieobecne… 

 

- Brr! – wstrząsnął się mimowolnie Szałaputek a kwiat roześmiał hałaśliwie.  

 

– Oj, nieładne zagranie. Nieładne! – mruknął skrzat. – To najpewniej były złudzenia wyobraźni – dodał po chwili niepewnie się rozglądając. 

 

- Acha, podobnie jak atomy, cząsteczki, mikroby, prąd i przeróżne fale, prawda? Widziałeś kiedyś prąd? – dopytywał się słodko kwiat, a przecież wierzysz, że jest i to nie jeden. 

 

- Co ma prąd do wiedźmy? Mylisz, mieszasz wszystko! 

 

- Pomijając fakt, że obydwoje mogą cię kopnąć to chcę zdefiniować niedefiniowalne. A tak na marginesie: skądże ty wiesz drobino, że nie żyjesz w jakiejś wirtualnej rzeczywistości? Dopiero możesz się zdziwić robaczku, kiedy cię śmierć z niej wybudzi… 

 

- Że co proszę? – zdumiał się Szałaputek. 

 

- A nic nic, za mądre to dla ciebie; powiedzmy, że tak mi się tylko bajdurzy – machnął płatkiem kwiat. 

 

GŁOS – pozornie całkiem obcy dla naszej opowieści; daleki i bardzo głęboki : 

/ perswazyjnie / : 

- Oj… 

 

Oho…Główny Programista! No i będą kłopoty – westchnął kwiat – Wiedziałem to od początku. 

 

GŁOS  

/ cierpko z oddali / : 

Będą, jeżeli… 

 

- OK. Milczę Panie. Nie moja broszka, nie mój matrix. 

 

- Rozmawiasz już sam ze sobą? – zagadnął złośliwie krasnal. 

 

- Poniekąd – przytaknął kwiat - Czasami ma się nieodpartą potrzebę porozmawiania z kimś mądrym. 

 

- Do baśni z tym wszystkim! - Już nie wiem co jest rzeczywistością, a co konfabulacją – westchnął skrzat. 

 

- Rzeczywistym jest to, w co wierzysz - uściślił kwiat. 

 

- Kolejna twoja zmyłka! Już mnie one nudzą, wiesz? 

 

- Więc idźmy dalej pod wiatr twoich zwątpień. – zaszeleścił kwiatek. 

 

- Przypominam, że komplikujesz to co najprostsze – warknął kwiat. 

 

- Wręcz przeciwnie – prostuję. – z przekonaniem stwierdził Szałaputek.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości