B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem /24/

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Rys-ownik
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 32
Zobacz teksty użytkownika:

B A Ś Ń P O D R Ó Ż N A czyli tam i z powrotem /24/

Post#1 » 26 maja 2019, o 07:07

 

 

 

Rozdział piętnasty 

o tym jak w wyszukany sposób można powiedzieć, że nic się nie wie i do jakich konkluzji można dojść w tej niewiedzy. 

 

 

- A cóż to tego wieczoru dzieje się na bagnach ? – zdziwił się krasnal widząc wcześnie rozbłyskujące światła po młakach przy rzece. 

 

- Coś co ciebie jak wiem nie interesuje…Bal! Balanga jesienna malusi stworku. Wyobraź sobie, że nie wszyscy na Ziemi tylko jęczą, albo pracują jak ty. Większość się bawi. Używa życia. Czego i tak nie zrozumiesz. – odezwał się kwiat niechętnie. 

 

- Używać? Co to w ogóle znaczy? Chwila, moment i już po życiu, i użyciu.– Potem - pustka i kac - jak oświadczał nazajutrz po imprezie drwal Błażej Sęczek, przez innych zwany Sączkiem, duży znawca tego problemu, prywatnie znajomy mego dziadka Mateusza. Oto do czego mnie stale namawiasz. – roześmiał się niewesoło skrzat. 

 

- Durnot nie komentuję – bąknął kwiat i postukał szałaputkowym palcem w szałaputkowe czoło. 

 

- Grałem kiedyś na takim balu razem z innymi muzykami – wtrącił się świerszcz i rozmarzył – Pięknie było! Zielono, karminowo i złoto… Spotkali się wszyscy co ważniejsi z łąk, ze stawów a nie brakło też leśnych stworów. 

 

- Muzyk się trafił! – skrzywił się kwiat. – Cóż, zwykle każdy głupiec uważa się za mędrca, grafoman za pisarza, pacykarz za malarza, wierszokleta za poetę, muzykant za muzyka… 

 

- Co to za jedni? – zaciekawił się krasnal nie zatrzymując się na kwietnych bezczelnościach. 

 

- Nnooo…- spłoszył się świerszcz, niepewnie przyglądając się kwiatu – Czy ja wiem…Tacy tam… 

 

- Przerost ambicji nad możliwościami – uzupełnił kwiat swoją poprzednią wypowiedź – A co do twojego pytania drobiazgu, to prawie komplet „ środkowego wymiaru” : utopce, upiory, wiedźmy, duchy, demony i cała rzesza boginek, didków, wodnic, dziwożon, gnieciuchów, kocmołuchów, mamun, wilkołaków, że reszty drobnej hałastry nie wymienię. No i oczywiście delegacja „ich ekscelencji” na rasowych kozłach... – relacjonował - Zbiera się to wszystko raz do roku o tej porze na wysepce pośrodku tych tam bagnisk zwanych „Martwą stroną”, w miejscu gdzie dawniej stała karczma, w której przy pomocy trunków goście pozbywali się swoich tajemnic, robiąc na tym diable interesy. Od zachodu do wschodu słońca fetuje się rocznicę odniesionego tu niegdyś zwycięstwa. Tu zauważę, że miejscowi do dzisiaj jeszcze dziurę po karczmie nazywają „Rzymem” Mówi ci coś ta nazwa okruszku? 

 

- Wyobraź sobie, że mówi – wycedził krasnal – ale przecież to baśń tylko… 

 

- Cóż nie jest baśnią? – spytało retorycznie świętojańskie dziwo, puszczając figlarne oczko do krasnala. 

 

- Nauka temu się wymyka! – ćwierknął świerszcz stanowczo, ale z jakiegoś powodu nie podjęto tego tematu. – No co? Nie rozumiecie wartości nauki? – zdziwił się więc, gdy zaległo kłopotliwe milczenie. 

 

- A nie pomyślałeś czasem, że może zbyt ją rozumiemy? – słodko acz z odrobiną gorzkiej drwiny spytał kwiatek. 

 

- Maczałeś w tamtym swoje płatki? – cierpko spytał Szałaputek. 

 

- No skądże; tę grę prowadzili wyżsi ode mnie – melancholijnie odpowiedziała paproć. – Sami wybierańcy…„De-le-ga-ci”- rozumiesz… – dodała z przekąsem. Wyżsi i bezwzględniejsi niż pozostali. Ci nawet Twardowskiemu dali radę – westchnęła z podziwem. - Wsłuchaj się dobrze, a usłyszysz może jak gdzieś tam w chmurach łzawo zawodzi staromodne kantyczki… 

 

- Szaleństwo straszne na takim balu! – wtrącił świerszcz ni z tego ni z owego - ale muzyka dobra. 

 

- Bałwan. Muzyka nie ma tam większego znaczenia- roześmiał się kwiat. 

 

- Jak to nie ma?! 

 

- Tak - że nie ma. I tak tego nie pojmiesz, to po co tłumaczyć?  

 

- A byłeś tam kiedyś, czy znasz to tylko z opowiadań? 

 

Kwiat zmierzył go uważnie lekceważącym spojrzeniem, ale nic nie odrzekł, być może dlatego, że ledwie widoczne jeszcze w szarówce bladozielone ogniki-świetliki podpłynęły właśnie na skraj bagniska i zaczęły posykiwać, i szeptać w przybrzeżnej mięcie: 

 

- Dokąd to, dokąd? 

 

- Chodź no tu, chodź. 

 

- Po co brzegiem? Po co? 

 

- Tędy idź. Tędy bliżej. Bliżeeej mówię. 

 

- Tędy łatwiej. Tędy szybciej. 

 

- Skręćże do nas, a poprowadzimy cię. 

 

- Chodźże tu! 

 

- Zobacz jak tu sucho, jak tu miękko… 

 

- Chodź do nas. Chodź! 

 

- No zróbże krok. Kroczek tylko! 

 

- Zobacz jaki tu dobry skrót. Jaki dobry. 

 

- Wystarczy stąpnąć i już! 

 

- Taaa…I już topiel, i plumm! – ziewnął znudzony kwiat. - Do kogo ta mowa?  

 

- To twoi bliscy? – spytał dość złośliwie krasnal. 

 

- Nie mam nic wspólnego z tą czeredą – obruszył się kwiatek. 

 

- Poszszli wy mi sssstąąd, bo spać będęę! – licho wie co zaszeleściło naraz w szuwarach i zdmuchnęło świetliki. 

 

- Słyszycie jak tu coś gada?! – zaniepokoił się skrzat. 

 

- To wiatr usypia trzciny… 

 

- Wiatr? Nie, to nie wiatr. Coś tu mieszka, albo za nami przyszło... 

 

- Nie wierz w to. Jedynie twoja głupota stale nam towarzyszy – westchnął kwiat. 

 

- To zdaje się twoja sprawka, że widzę i słyszę ostatnio coś, czego nie powinienem ani widzieć ani słyszeć i co mnie rozprasza – zauważył z wyrzutem krasnal. 

 

- Może poniekąd – zgodził się kwiat – bo jestem częścią baśni, jak już wielokroć wzmiankowałem i dlatego wzmacniam to co nierzeczywiste. A że i ty w dodatku gonisz za baśnią, to i baśń widocznie cię polubiła. 

 

- Że gonię za baśnią powiadasz? – mruknął w zamyśleniu krasnal - Jeśli nawet, to nie za twoją, a za OGROMNĄ. Za baśnią, przez największe „B”. Twoja baśń jest ułomna, chora. Tak – chora! A w mojej to ty jesteś jedynie bolesną drzazgą. 

 

- Niemiły mądraliński, a skąd taka pewność? 

 

- Bo nie tylko nie zachwyca, lecz nawet wywołuje obrzydzenie. 

 

- Jakoś wszystkim się podobam, tylko tobie nie odpowiadam! Ja jestem sama radość! Czy ty wiesz z jakich ja nicponi królów porobiłem? Jak zależało im potem na znajomości ze mną, jak się nią pysznili? 

Weźmy takiego Bartka, małomiasteczkowego pastucha, co to ni w pięć ni w dziewięć, więc tylko mądre miny robił i tajemniczo a wdzięcznie się uśmiechał. A jak przypadkowo odkrył rąbek swej rzeczywistej osobowości i mądrości, to…no, raczej nie należy przywoływać tego obrazu przed nocą… Albo lepiej spójrzmy na Szymona, mniej czarującego, bo o małpiej gębie, ale też z przerostem ambicji i głupoty, w dodatku zasmarkanego od urodzenia i chromego. Znalazł mnie i zaraz nawet w lustrze się nie rozpoznał tak się odmienił. 

Szał, szyk! Paniaga! Karoce, kobiety, szalone tygodnie, a jaka kuchnia! Parysko-włosko- jakaś tam, że spamiętać nie sposób. Najważniejsze, że - palce lizać! No, nie tylko po brodach wszystkim ciekło. Nie tylko. A złoto sypało się jak piach w klepsydrze… 

 

- Aż się przesypało, tak? 

 

- Zawsze musisz psuć wszystko niestosownymi pytaniami? Nie znasz klasycznej maksymy szczęścia streszczającej się w chwilowej uciesze? Wszystko przecież jest chwilą, która musi przeminąć, czy się tego chce czy nie chce. Więc niczego nie trzeba oczekiwać nad te chwile. A przecież dobrze jest kiedy one są piękne, prawda? Odpoczywa się w nich i ładuje akumulatory przed dalszą wędrówką pod wiatr męczących zdarzeń. 

 

- Jest coś więcej niż mgnienie chwili. Coś stałego. W dodatku pełnego ciepłego dobra, jak wełniany sweter w mrozy. 

 

- On znowu swoje! Widziałeś ty kiedyś coś stałego? Podaj choć jeden przykład. Wszak już starożytni mówili, że wszystko się panta i rei, czy jakoś tak. Że przepływa po prostu nie dając się w żaden sposób zatrzymać.„Wszystko co widzisz, to dźwięk i zapach dymu”, mawiali Rzymianie wypisując takie i temu podobne sentencje na architrawach, które po nich pozostały, a oni znali się na tym. 

 

- Cóż pozostało po Rzymie prócz ruin i anegdot? Nawet jego prawo skruszało…Chcesz bym na dymie budował swoją przyszłość? 

 

- To pokaż mi trwalszy fundament! 

 

- Jest nim Dobra Nowina kwiatuszku, którą dzień po dniu czytywała mi babcia. Szkoda tylko, że nie traktowałem Jej poważnie, tylko raczej jak zwykłą bajkę…, którą z czasem prawie zapomniałem. Dopiero kiedy w starym domu odnalazłem zgubioną kiedyś babciną zakładkę do książek, zacząłem sobie Ją przypominać… Popatrz to ta zakładka. Staromodnie wyszywana muliną, z czerwonymi frędzelkami u spodu…Widzisz? 

 

- Ech, no i dotarliśmy do sedna naszych rozbieżności. – zaszeleścił kwiat cmentarnie - Wiedziałem, że musisz być czymś zatruty maluchu, bo przecież nie opierałbyś się tak długo przed szampańską radością, która ci proponuję. Tak…Więc jeśli nawet byłoby tak jak głosi Nowina, to Tamta Rzeczywistość rozpoczyna się czymś wyjątkowo nieprzyjemnym, a nazywanym umownie - śmiercią, która jest końcem wszystkiego. Przynajmniej tego z czym delikwent zżył się od urodzenia. Swoją drogą, też mi pyszna nagroda za wcześniejsze wyrzeczenia! A one są warunkiem przejścia przez „ucho igielne” rozdzielające światy. Jak nie schudniesz, to przez nie, nie przejdziesz…Doprawdy w śmierci nie ma nic zabawnego, po niej zaś nastąpi już całkowity brak przyjemności, w każdym razie tych znanych nam dotychczas. Post mortem est nulla voluptas, mówiąc po anielsku. I w ogóle nic pewnego w tej Wielkiej Obietnicy; może są to tylko obiecanki, cacanki, więc nie bądź głupszym niż jesteś i - carpe diem malutki! Co się wykłada : używaj świata, póki służą lata! Stań mocno na tym na czym stoisz. Dawno już wiedziano, że „ lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu”. Bądź realistą!  

 

- Rzecz w tym, że ja właśnie jestem realistą i dlatego nie zadowalam się pyłem chwil, a szukam tego co niezmienne. Trwałe. Śmierć…Owszem tak, niestety jest konieczna – westchnął boleśnie skrzat – ale ona jest tylko przystankiem takim jak poczwarka dla motyla. A to o czym mówisz jest prymitywnym widzeniem świata, w którym nic się nie liczy nad ulotną przyjemność. 

 

- Nowinek ci się zachciało! Marzy ci się być motylem?! Dawno nic mnie tak nie rozbawiło –udał kwiat chichot. 

 

- Co za ziółko! – ćwierknął sennie Hipolit w ciepłym zakamarku mankietu. 

 

- Nie bądź prymitywnie dosłowny – skrzywił się Szałaputek – oczywiście, że nie motylem, ale kimś zdecydowanie piękniejszym niż teraz. A przede wszystkim prawdziwie wolnym od tymczasowości. 

 

- „Kto wie czy na tamtym świecie szynkownię znajdziemy?” zastanawiał się już pewien mędrzec. A ty głodomorze stoisz przed gospodą, do której cię od dawna zapraszam; fochy stroisz i błaznujesz. Zamiast szukać po mitach wystarczy przyjąć moją propozycję, a świat natychmiast stanie się piękniejszy – próbował jeszcze kusić kwiat - Zresztą z czymże ty wracasz do domu? Z pustymi rękami wracasz! A to się ucieszą… – zakrztusił się sztucznym śmiechem. 

 

- Przestań. Wydawało mi się, że to mamy już poza sobą. Wracam z dobrym słowem i otwartym sercem. To o wiele więcej niż miałem dawniej dla domowników. 

 

- Może i doroślejesz – spoważniał kwiat - ale nadal wszystko po dziecięcemu komplikujesz. Dowolnie przesuwasz punkty ciężkości. Motasz to co wyjątkowo proste… 

 

- I rozplątuję to co zamotane. Czyż nie? Bo idę w kierunku harmonii…  

 

- Jasne, nawet ku „harmonii sfer”, która w twoim przypadku, okaże się być ustną harmonijką dziadusia, nieprawdaż?…- przerwał mu kwiat i nie czekając na odpowiedź ciągnął: - Ech…Nie chcąc skorzystać z mojej oferty niszczysz całą dotychczasową strukturę sieci ważnych powiązań. Marginalizujesz współczesne normy, zawracasz rozumowanie w mroki zapomnianych średniowiecznych problemów i wartości… To twoje małe „po co?” rozwaliło mi system! 

 

- Przecież nie robię tego celowo. Ponad wszystko inne interesuje mnie tylko to: po co się żyje? I dziwię się, że aż tak martwi cię odmowa, kogoś tak mało znaczącego jak ja. Czemuż to niby? – krasnal usprawiedliwiał się i dziwił jednocześnie. 

 

- Nie bój żaby, dowiesz się tego w swoim czasie. Teraz zaś istniejesz głównie po to, by zanieść mnie do ciepłego miejsca.- odćwierknął mu cichutko Hipolit. 

 

- Tym gorzej dla systemu, jeśli taka mizerota jak ty potrafi się mu przeciwstawić - ciągnął grobowo kwiat. – Nigdy byś nie uwierzył ilu fachowców ślęczało nad tym postępowym projektem, bądź co bądź uszczęśliwiającym bardzo wielu maluczkich, który aż dotąd był niezawodny…A ty go rozwaliłeś niejako mimochodem i teraz już nigdy nie będzie tak jak poprzednio. Dodam, że nie przypuszczałem by to było możliwe… Wszystko przez twój upór ciemnogrodzkiego osła! – uzupełnił z pewnym podziwem.  

 

- System? Jaki znowu system? Nie rozumiem… Tak czy owak – pomyliłeś się. A jeśli mylisz się w tym, to możesz się mylić także w innych swych diagnozach, chociażby w tych dotyczących wyobraźni, baśni i rzeczywistości - zauważył krasnal - Zresztą, mówisz raz tak, a raz inaczej… – dodał z wyrzutem. 

 

- Panta rei… Mówiłem przecież, że nic stałego na tym świecie, a i na Tamtym również nic pewnego. Mówiąc szczerze o naszej baśni mogę powiedzieć wiele, bo do niej należę, o Tamtej Rzeczywistości zaś tylko tyle, co przebąkują niektórzy. Mówią oni - że jest… gdzieś tam… po drugiej stronie lustra. Czy to prawda? Nie wiem. Nie ma bezspornych dowodów na tak, ale też i na nie. Problem tkwi, jak gwóźdź w bucie, w przestrzeni wiary; w pewnym sensie euklidesowej, w której mowa o równoległości…Powiadają również, że przepustką do tej Drugiej Strony jest - miłość…zamyślił się kwiat, ale zaraz jakby pożałował swoich słów i spróbował na swój sposób prześmiewczo zniekształcić ich wagę. 

- Miłość? Cóż to jest miłość? – spytał i zaraz sobie odpowiedział: - Miłość to takie tam majowe wieczorne pitu pitu dorastających panienek i pryszczatych chłoptasiów. I to ma być sens życia? Doprawdy pusty śmiech ogarnia! Chcesz miłości?! Dam ci i miłość, ale naszą konkretną; taką z krwi i kości, a nie z mgły i wiatru. 

 

– Miłość… – szepnął krasnal i nie wiadomo czemu przypomniała mu się babcia gotująca swoją codzienną zupę, ale nie powiedział tego głośno. 

 

- „Szukasz sensu  

swojego życia? 

Popatrz na mnie 

rzekło drzewo 

Moje gałęzie i liście 

wyciągają się  

ku światłu. ” 

To jest - tylko 

I – wszystko. 

- wyrecytował kwiat dość teatralnie.  

– Oto sens w totalnym bezsensie. – rzekł gniewnie. 

 

Szałaputek mimowolnie spojrzał za słońcem, które zachodząc właśnie, błyszczało w samym centrum krzyża stojącego na wzgórku za bagnami, podkreślając go i jakby unosząc ponad mroczniejący krajobraz, i nic nie powiedział .Ukląkł i wtulił twarz w nagrzaną macierzankę na nadbrzeżnej skarpie, bo gwałtownie zapragnął dotknąć czegoś realnego i znanego od zawsze…  

 

- Prawdziwie kochać, to zapomnieć o sobie i dziękować, ofiarując siebie za wszystko..., tak słyszałam – szepcząc ledwie dosłyszalnie zapachniała kojąco macierzanka. 

 

GŁOS ANIOŁA / wibrujący w powietrzu / 

Stat crux, dum volvitur orbis. ( Świat się zmienia, krzyż trwa niezmienny

 

- Wróć do źródła i pij! – plusnąła rzeka. 

 

- Że też o tym nie pomyślałem wcześniej! – Tak, trzeba mi powrócić do Źródła… - zgodził się Szałaputek w pełnym zrozumieniu.  

 

- Taa, do króla Błystka i sierotki Marysi – szydził kwiatek. 

 

- Nie. Jedynie do Księgi, która leży na nocnym stoliku przy babcinym łóżku. – poważnie odparł skrzacik. 

 

- Chcesz zatrzymać rakietę postępu papierową książką babki? Nie ten czas, nie ta epoka! – zacietrzewiło się kwiecie. 

 

- Papier bywał już trwalszy i mocniejszy od spiżu. Nie wiesz tego? – zdumiał się krasnal.  

 

- Muzyka i poezja także – zauważył świerszcz wychylając głowę na zewnątrz. 

 

- Pomijam tu już fakt, że Dobra Nowina, którą zawiera ta Księga, jest najlepszym znanym program społecznym na Ziemi. – co stale w rozmowach z innymi podkreśla dziaduś – dodał krasnal.  

 

- Patrzcie no – „program”!…- szyderczo sarknął kwiatek – Cóż on niby daje w praktyce? 

 

- Wszystko ma w jednym : ład na Ziemi i przepustkę do raju. Oczywiście jeśli stosuje się go ściśle według zaleceń, nie próbując na nim zrobić geszeftów, co podkreśla dziaduś. 

 

- „Raj”!!, no ludzie! Płatki się marszczą na taką bzdurę! Czyż może być jeszcze większa, niż taka starcza utopia? – zaperzyła się roślina. 

 

- A twój „król” utopiony w ułudzie królestwa jak osa w miodzie, to taka znów wielka i trwała wartość? 

 

- Już to mówiłem, ale powtórzę : moje dary są namacalne, a nie posklejane z obłocznych marzeń! Twoje są umykającym horyzontem. Nigdy go nie dopędzisz; a jakby nawet, to nie będziesz wiedział, że dopędziłeś.– zaśmiało się nieszczerze wspomnienie sobótki. - Po co ci to? Wiesz zresztą, że może go w ogóle nie ma… 

 

- Jeśli jest, to wszystko zyskuję; jeśli nie ma, to przecież nic nie tracę…Cóż mi więc szkodzi być dobrym? A to jest warunek… 

 

- Rzeczywiście nic nie tracisz… prócz zmarnowanego życia! Drobna sprawa, nieprawdaż? Ech, głupiec z ciebie! Cóż szkodzi spróbować i ewentualnie - odrzucić..? - kwiatek raz jeszcze usiłował go zbałamucić. 

 

- Może to i nieskładne co on mówi, ale jakby skrzydlate, a twoje paprotny łęcie ciężkie i prostacko ubłocone. Ćma i wąż, tak bym was porównał – odezwał się nie pytany świerszcz 

i chciał coś jeszcze dodać, ale kwiat mu na to nie pozwolił, niespodzianym, wręcz chamskim huknięciem:  

 

- HEJA, HEJA, HOP!  

- HEEEJA, HEEEJA, HOOOP! – podjęło i wzmocniło wrzask echo.  

- HEJA, HEJA, HOP! – wielokrotnie powtórzył kwiat swój okrzyk, naturalnie ustami krasnoludka. 

 

- Co też go napadło? Czyżby oszalała podręczna żarówka!? – ćwierknął ze zgrozą Hipolit i zaraz odpowiedział sobie starym przysłowiem: Ha! Dlatego dzwon głośny, że pusty! 

 

- HEJA, HOP! - darł się kwiat, aż krasnal ochrypł, niestety rozbudziwszy wpierw wypoczywające w trzcinach licho wie co, które zaczęło nagląco wołać: 

 

- Iśśśććć mmii ssssstąddd zaraz! Wynnochaaa! 

 

- Phi! Bździnie błotnej zdaje się, że może rozkazywać. Zamknijże się, ale już! BUDA! – zdołał mu kwiat jeszcze chrapliwie odkrzyknąć.  

A licho wie co nie pozostało mu dłużne : 

 

- Passsssssskuddnikkkk jeden! Ja cciii tuu zarazzz….Ja cciii tuuu zarazzzzzzzzzzzźźźźźźźźźźźźźźźźśśśś… i jego słowa zmieniły się w przeraźliwy wibrujący gwizd.  

 

- Oho, kogoś przywołuje! Lepiej nam odejść nie sprawdzając kogo. Takie coś ma wyjątkowo nieprzyjemnych znajomych. Wrodzona mądrość mówi mi, że trzeba uciekać! – wychrypiał kwiat ciągnąc gwałtem Szałaputka za sobą. I krasnal chcąc nie chcąc zaczął uciekać ( rozważając w myślach pytanie: czemu kwiat, który rzekomo nie boi się niczego, boi się prawie wszystkiego? )…Niestety ucieczka nie trwała to zbyt długo, bo upadł, gdy nogi owinęły mu długie zwinne macki moczarki…


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości