Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Roderyk Czysty 2/2

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Roderyk Czysty 2/2

Post#1 » 4 lip 2019, o 20:28

Rozdział III "Brudne sprawy" 

 

Roderyk obudził się, wyszedł na ulice w slumsach. Doszedł tak do chatki, idealnie w czas by zobaczyć efekty swojej głupoty. 

 

Chatka okrążona była przez straże miejskie. Roderyk nie za bardzo mógł uwierzyć w to co się wydarzyło. Był zbyt brudny od ulicy. Postanowił więc popływać w morzu. Więc tak też uczynił. 

 

Znalazłam go tuplającego się na plaży, nie byłam wtedy w... najlepszym nastroju. Rozumiesz, bycie alchemikiem i uzdrowicielem nie było takim złym życiem... a ten... Debil mi to odebrał. Przed tym jak złapali mojego mistrza, dostarczył mi list swoim krukiem. 

 

- Musisz to naprawić, dostałam list od mistrza, ukrył potężną miksturę destrukcji pod podłogą obok biblioteczki. Rozumiesz? Zabrali go, zabrali go... do więzienia dla renegatów. 

To wszystko twoja wina. Masz około dwa dni zanim dokonają na nim egzekucji. Udało mi się zebrać troszeczkę pieniędzy przed rajdem straży. Użyj ich mądrze... Napraw to. - powiedziałam bezbarwnym tonem.  

 

Byłam totalnie wyprana z emocji, nie wierzyłam że mu się uda. nagiął już moje zaufanie do wszelkich znanych mi granic. Tak, spisałam ich na straty i myślałam nad tym jak uciec. 

 

On się zgodził, wziął pieniądze i poszedł do karczmy zasnąć. Kiedy szedł do swojego pokoju, na łóżku spał już dziad, ten sam który wcześniej go okradł. Roderyk nie miał jednak siły nic z tym robić, więc po prostu zasnął. 

 

Obudził się z rana, bez pieniędzy. Potem szlajał się po slumsach przez większość dnia szukając zwady. W końcu znalazł trójkę bandytów. Bandyci widząc w jakim stanie był Roderyk. W samej koszuli i przepasce na biodra, bez broni. Uznali go za łatwy łup, nie wiem z czego chcieli go okraść. Nie należeli do najmądrzejszych. 

 

- Pieniądza albo życie! - wycharczał jeden z nich. 

 

Roderyk nie czekał za długo, wystrzelił pocisk magiczny w jednego. Magiczna strzała przeszyła ciało biedaka i sparaliżowała go doszczętnie. Inni bandyci widząc co stało się z ich "liderem" skapitulowali. 

 

- Oddajcie mi swoje kosztowności, niegodziwcy. - wypowiedział Roderyk. 

 

- Bierz co chcesz, tylko nie bij panie! - krzyknęli trzęsący się ze strachu bandyci. 

 

Tak oto mój "kompan" zdobył sobie pierścień lokalnej mafii z beznadziejnie wygrawerowanym trollem, i podpisem "trol". Poszperał trochę po okolicy i odnalazł kryjówkę tych samych bandytów. Warto dodać że chodzenie w tą i w tamtą zajęło mu większość dnia. 

 

Kryjówka wyglądała naprawdę pięknie. stare kawałki żagli ustawione jako kotary. Przegnite skrzynki za krzesła i łódka jako łóżko. W tej dziurze znajdowali się... a jakże ci sami z wcześniej, tym razem wzięli sobie więźnia. I to jakiego! Złapali tą dziwkę Sarę. Związali ją i planowali wykorzystać. Niestety nie udało im się to, gdyż przyszedł Roderyk. 

 

- Witam moich ulubionych rabusiów. - odrzekł troszkę rozbawiony całą sytuacją. 

 

- Czego od nas chcesz?! - spytał się jeden z nich w stanie roztrzęsienia. 

 

- Wszystkiego. - wolno wypowiedział te słowa Roderyk. 

 

Bandyci przeknęli parę razy, rzucili w niego związaną Sarą i uciekli... znowu. 

 

Roderyk nie mógł uwierzyć, iż dorwał tą kur.. Sarę. Zaczął z nią rozmawiać. Raczej to ona zaczęła. 

 

- To ty! To ty jesteś tym niegodziwcem, który wspierał tą... jaszczurkę! - zakrzyczała Kobieta 

 

- Jak się tu znalazłaś? - Myśli Roderyka płynęły wtedy wolniej niż zwykle. 

 

- Ja? To nieważne, ty... zaatakowałeś mojego męża. 

 

- Co? Nie rozumiem. 

 

- Zaatakowałeś mojego męża, kiedy mnie śledził. Brutalnie go napadłeś, na szczęście mój mąż spuścił ci lanie. Wiedziałam że waszej bandzie nie można ufać.  

 

- Zaraz, zaczekaj... Ten brudny mężczyzna w kolczudze był twoim mężem? 

 

- Ano. A ty go napadłeś! 

 

Tak, przez cały czas miała ten swój dumny, oburzony ton... Roderyka trochę to wszystko nie obchodziło, ale, biorąc po uwagę, że spędził większość dnia i nie przybliżył się nawet do uwolnienia Salazaara z więzienia. Zdecydował się odblokować sobie drogę ucieczki. 

 

- Potrzebujesz służby? Mogę być twoim sprzątaczem. - zagaił. 

 

- Służby, a czemuś to niby miałabym pozwolić ci pracować jako moja służba? 

 

- Bo dzięki mnie jeszcze żyjesz? 

 

- Słuchaj, mógłbyś właściwie pracować u mnie jako kucharz, ale nie o to chodzi, czemu zaatakowałeś mojego męża? 

 

- To on mnie zaatakował, dobra nieważne, teraz cię wypuszczę i każdy z nas pójdzie w swoją stronę dobra? 

 

- Tak? A czemu nie miałabym wezwać na ciebie straży HM? Jesteś przecież kryminalistą! 

 

- Ponieważ, jak naślesz na mnie straże, powiem twojemu mężu, że się puszczałaś? 

 

- Masz punkt. Mamy zatem zgodę? 

 

- Oczywiście. - powiedział Roderyk przecinając liny krępujące nadgarstki Sary. 

 

Wyswobodzona Sara poszła w swoją drogę. 

 

Roderyk poszedł następnie na czarny rynek opchnąć cały szmelc, który, uprzednio zabrał rabusiom. Kiedy doszedł był już późny wieczór. Egzekucja mojego mistrza miała być jutro o szóstej rano. 

 

Na Rynku znalazł głównego pasera. Niskiego starego człowieka z łysą głową z siwymi wystającymi wąsami. Począł targować się z nim o cenę tych śmieci. Podczas negocjacji okazał pierścień "Trola", po czym dostał lepszą ofertę. Targowali się tak, kiedy to Roderykowi przyszedł do głowy interesujący pomysł... 

 

- On mówił ci to wszystko, znaczy ja osobiście nie mówiłbym ci, kiedy mam uratować ważną ci osobę, że szlajałem się przez większość czasu atakując losowe grupy przestępcze i sprzedając rzeczy w lombardzie. - rzekł Czarodziej skonsternowany. 

 

- Zmusiłam go, kiedy kurowałam go z ran. Zmusiłam go, żeby powiedział mi wszystko. I, uwierz mi upewniłam się, by mówił prawdę. - Uśmiechnęłam się do przesłuchującego mnie maga. 

 

- Dobrze... nie chciałbym nigdy wejść na twoją złą stronę, kontynuuj. - rzekł zachęcająco. 

 

Interesujący pomysł... 

 

- Prawdziwa tragedia spotkała starego dobrego lekarza Salazaara, prawda? - powiedział Roderyk przejęty. 

 

- Ano, fakt, iż został złapany na pewno źle będzie działał dla biznesu. - odpowiedział spochmurniały paser. 

 

- Jestem jego uczniem, Roderykiem Czystym. Chciałbym spytać się ciebie, czy mistrz Salazaar był ważny dla twojej organizacji? - zapytał Roderyk patrząc się na ochroniarzy pasera. 

 

- Eh. Był, był ważny i to bardzo, wiesz trudno tak pójść wyleczyć się u paladynów z ran odniesionych w wojnie gangów.. heh. - Broker począł bawić się swoim wąsem. 

 

- Więc był ważny, powiedz mi, czy dałoby rade zebrać taką małą drużynę ludzi i... - Pedant nie zdążył dokończyć 

 

- I szturmować więzienie dla magów-renegatów, umiejscowione na wyspie w środku morza.. Nie z moich ludzi, synek. Ale myślę, iż znam człowieka, który byłby w stanie zrobić coś tak szalonego i głupiego. Nic jednak za darmo, oddaj ten pierścień. Jubilera nam zamknęli, jesteśmy w lekkim deficycie. - Paser mówiąc to wysunął swoją chudą, pomarszczoną dłoń. 

 

- Bierz, kim on jest? - Wręczył mu pierścień. 

 

- Aktualnie emerytowany żołnierz syryjski przesiadujący w Drak'karen. Gość prowadził oblężenia. W jednym z nich ponoć stracił jaja. Zowie się Krag Hak. - Kiedy Broker skończył opowiadać o nowym potencjalnym partnerze. Roderyk wybałuszył oczy i złapał się za te swoje idealnie przycięte włosy, wziął głębszy oddech i powiedział. 

 

- Przyprowadź go tu. 

 

- Da się zrobić. - Broker rozkazał paru swoim chłopcom pójść po Kraga. 

 

Po około trzydziestu minutach przybył Krag. Roderyk myślał, iż dostanie niezły "wpierdol" jak Krag go zobaczy, za to co mu zrobił. Tak jednak nie było. Krag Hak był przeszczęśliwy gdy tylko ujrzał Twarz Roderyka i cały w skowronkach podszedł do niego uścisnąć mu dłoń. 

 

- Ha! Muszem powiedzieć, piękna walka. No, może nie utrzymałeś się na nogach tak długo jakbym chciał, ale! Byłeś jedynym z całego tego przeklętego tłumu masy ludzkiej, który miał na tyle jaj, by mnie wyzwać...Ha ! A jak już o jajach mówimy, chcesz usłyszeć o tym jak straciłem swoje jaja podczas oblężenia?  

 

- Pewnie. 

 

- Dobra! Było to podczas oblężenia, kierowałem swoją zacną kurwa drużyną. No, ja z moją drużyną przejeliśmy zewnętrzną brame i doszczętnie zniszczyliśmy większość sił wroga. To postanowiłem pokazać wrogą pewną dozę dysrespektu, wiesz żeby im morale jebło. - rączo opowiadał Krag 

 

- T'tak, oczywiście, morale to ważna sprawa...- odpowiedział Roderyk, nieźle zaskoczony 

 

- No! To ja mówię do drużyny "Hej chłopaki zdejmujemy spodnie i machamy hujami", po czym wszyscy zaczęliśmy wymachiwać na nich naszymi ptakami i wyzywać ich od matkojebców. HE HE HE! No tylko, nasza kusznicza jednostka nie-kurwa usłyszała mojego rozkazu i jeden z moich chłopców pociągnął korbkę i JEB! Prosto w moje jaja! No kurwa, tak mnie bolało, iż moi ludzie uznali mój wrzask za okrzyk bojowy. Więc hura! I na wroga. Próbowałem się nie wykrwawić, ale ciężko tak się opatrywać, jak ponad trzysta chłopa biegnie po murach. To jeden z moich, przez kurwa przypadek zrzucił mnie z muru. Spadłem tak sobie do fosy... No cała historia. - skonkludował Krag. 

 

- Współczuje, mogę zatem powiedzieć swoją sprawę? 

 

- Oczywista rzecz, mów. - Krag skupił się na następujących słowach. 

 

- Więc, jak pewnie wiesz, twoja żona... Sara przyszła do nas z elfim dzieckiem... 

 

- Co?! Co ona miałaby robić u was z elfim dzieckiem i kim jesteście "wy" ? - zapytał się skonsternowany i zaintrygowany Krag. 

 

- Uhm.. Jestem uczniem Salazaara, lokalnego medyka. Zajmujemy się... składaniem ludzi do kupy, leczeniem klątw, takimi rzeczami. Więc twoja żona przyszła do nas ze swoim elfim dzieckiem. - Roderyk zaznaczył słowo "Swoim" 

 

- Czekaj! Czekaj! Swoim elfim dzieckiem? - Krag wyglądał na lekko zgubionego. 

 

- Tak, Sara zdecydowała puścić się z jakimś elfem, by przedłużyć ród. 

 

- A to kurwa, jak ja ją dorwę... 

 

- Zaczekaj, jest tego więcej. Twoja żona chciała by uciąć dziecku uszy, tak by bardziej przypominało człowieka... 

 

- Ujebać małemu dziecku uszy? Nie no kurwa, muszę ci powiedzieć, żem jak pojechał na roczną kampanie, tom się kurwa nie spodziewał usłyszeć że moja dała się zerżnąć jakiemuś losowemu przybłędzie i jeszcze te uszy. Nosz kurwa! - Krag był aktualnie wkurwiony na tą sukę. Roderyk kontynuował przemowę. 

 

- Próbowaliśmy rozwiązać sytuacje pokojowo, ale Sara straciła cierpliwość i wezwała na nas straże. 

 

- Wezwała na was straże?! Jak ja ją kurwa dorwę to tak kości porachuje, że ostatnie o czym pomyśli to wzywanie straży! - wykrzyczał Krag. 

 

- Wezwała straże, które schwytały naszego mistrza lekarza Salazaara i aktualnie przetrzymują go w więzieniu na wyspie. 

 

- Ej! To co my tu kurwa czekamy i języki strzępimy, trza go kurwa odbić. Co jak co ale lekarzy to ja kurwa szanuje. Nie zliczę na wszystkich palcach obu dłoni ile razy mnie składali, za tego lekarza to ja jej kurwa dam! - Krag wyjął swój długi miecz i z całej siły uderzył w drewnianą skrzynkę. 

 

- Problemem jest więzienie w którym przetrzymują mojego mistrza. Jest ono, jak już wcześniej mówiłem na wyspie, okrążone przez morze. Dodatkowo czas.. mamy czas do jutro rana, zanim go stracą... - rzekł Roderyk 

 

- No. Łatwo kurwa nie będzie, potrzebujemy drużyny, mam swoją i ją wezmę, ale więcej tym lepiej. Załatw ludzi. Przydała by się też jaka łódka. Liny, najlepiej kurwa z hakami. Wiesz co? Wezmę Trolla. - Kiedy Krag skończył wymieniać swoje potrzeby, Roderyka zatkało. 

 

- Masz trolla? 

 

- Ano, mam trolla, nazwałem go "Maleństwo". Wiesz jak spadłem do tej fosy podczas tego oblężenia, to wlazłem do kanalizacji zamkowej. W kanalizacji spotkałem udomowionego trolla. Frajerzy używali go do czyszczenia odpadków, mówili mu, że w zamian za czyszczenie tuneli, może jeść sobie wszystko co znajdzie. Biedak miał tak zniszczone kubki smakowe, że jak się z nim wędzoną dziczyzną podzieliłem to tak się w smaku zakochał, iż powiedział że daje mu lepszą ofertę. I tak zostaliśmy przyjaciółmi. - opowiedział Krag dumnie. 

 

- Gdzie go trzymasz? - spytał się zaciekawiony Roderyk. 

 

- Jak to gdzie, w kanalizacji Drak'karenu a gdzie niby? Hah! - Roześmiał się Krag. 

 

- Dobrze, gdzie się zbieramy? 

 

- Spotkamy się w północnej rurze pod portem o północy. Tylko załatw to. - zaznaczył Krag. 

 

- Oczywiście, to ja wyruszam! - I Roderyk wyruszył. 

 

Na początek Roderyk chciał kupić liny, przeszedł się więc po nocnych handlarzach, ale nigdzie nie mógł ich znaleźć. Znalazł za to swoje ubrania na pchlim targu, to je odkupił. Następnie udał się do kryjówki swoich ukochanych bandytów, którzy to gotowali właśnie zupę z jakichś niezidentyfikowanych obiektów. Kiedy rozchylił kotarę wszyscy podskoczyli na jego widok i jak na komendę krzyknęli. 

 

- Czego od nas chcesz?! 

 

- Spokojnie, nie przyszedłem was okraść, mam dla was prace. Pomożecie mi przebić się do pewnego więzienia... 

 

- Uhm. Właściwie panicznie potrzebujemy teraz pieniędzy z powodów... O co chodzi szefie? 

 

- Oczywiście wam zapłacę. Weście tą waszą łódkę i zameldujcie się o północy w rurze pod portem, będzie tam czekała reszta drużyny. Rozumiecie? - powiedział Roderyk stanowczo. 

 

- Sie wie szefie! To my się zbieramy. Szybko zaczęli uwijać się po swojej jaskini i zbierać potrzebne im drobiazgi.  

 

Roderyk zostawił ich i wyruszył z powrotem na rynek. 

 

Na Rynku podszedł do Brokera i zagadał w sprawie lin. Była już późna noc, a rynek prawie pusty. paser powiedział mu o takim dziadzie. Tak chodzi o tego samego który wcześniej go okradł. Ponoć dziad ten pracował jako zbieracz ciał z szubienic. Kolekcjonował też liny. 

 

Nasz Roderyk Idzie więc prosto do dziada. Do tej samej alejki, w której został pozbawiony przytomności. Spotyka go siedzącego na skrzynce z kuszą. 

 

- Słyszałem że kolekcjonuje pan liny, czy to prawda? - grzecznie spytał się Roderyk. 

 

- A prawda to, o co chodzi? - odparł Dziad. 

 

- Chciałbym pożyczyć pańskie liny, jaka jest ich cena? - Dziad krzywo uśmiechnął się po tych słowach i powiedział 

 

- Liny moje nie są na sprzedaż. 

 

- Zapłacę każdą cenę. - rzekł Roderyk nieco poddenerwowany presją czasu. 

 

- A! To inaczej, piędziesiąt sztuk złota. 

 

Cena ta była co najmniej oburzająca, dziad miał w tym jednak plan. 

 

- Euh... mogę zapłacić trzydzieści... - odparł zbity z tropu Roderyk. 

 

- A! to sto. - Dziad poszerzył swój wredny uśmiech i naciągnął kusze. 

 

- Dobra, zapomnij.  

 

Roderyk odszedł od Dziada, by zajść bo naszą chatkę medyka od tyłu. Z przodu było bowiem dwóch strażników na straży. 

 

Roderyk przeteleportował się do środka i zaczął wyrywać deski z podłogi. Hałas ostrzegł straż, która to wspinać po drabince do chatki się poczęła. Roderykowi udało się wyjąć z pod podłogi miksturę, schował ją do kieszeni swojego kaftana. Nie posiadał dość mocy magicznej na kolejny teleport, musiał więc walczyć. Wyszedł na balkon i z całej siły kopnął drabinę. Drabina i znajdujący się na niej ludzie spadła na ziemie i się połamała. Roderyk nie mógł ukryć śmiechu. Po skończeniu aktu śmiechu, wyzwolił pocisk magii w podłogę, co sprawiło, że spadł piętro niżej. Piętro niżej zamieszkane było przez Mariel, starą wdowę wynajmującą nam mieszkanie. Mariel jednak spała. Roderyk nie czekał za długo i uciekł przez okno. 

 

Podczas tego kuriozum Roderyk wpadł na pomysł jak zdobyć liny, podsunęło mu to okno. Przecież w slumsach Drak'karenu nie ma szyb! Zwyczajnie je ukradnie. Zaiste lepszego planu nie dało się wymyślić. Roderyk miał wtedy około godziny do zebrania się z swoją skleconą na prędce drużyną szaleńców gotowych odbić mojego mistrza. 

 

- A co ty robiłaś w tym czasie? - zapytał się Czarodziej. 

 

- Ja? Modliłam się do pierzastego węża, by nie wrócić na targ niewolników i załatwiałam konie w stajni. 

 

- Dobrze, wracając do Roderyka... 

 

- Tak, więc Roderyk. 

 

Roderyk zakradł się na tyły domu dziada i wdrapał się po odłamkach starych chat na górę. Przez okno zauważył mnóstwo lin... z powieszonymi gnijącymi ciałami, oraz szkieletu z pochodnią na środku pomieszczenia. Ni było więc wątpliwości, iż Dziad był nekromantą. Roderyk jak już mówiłam nienawidził nekromantów z całego serca. Pomyślał jednak o użyciu wspólnego zawodu Salazaara i Dziada by go sobie zjednać. Zszedł więc z amalgamacji budynków i wrócił do negocjacji z dziadem. 

 

- Dobra, słuchaj Dziadzie, ja jestem uczniem Salazaara nekromanty, ty jesteś nekromantą. Pójdźmy na kompromis. Pozwól mi uwolnić mojego mistrza, w ten oto sposób pomożesz też swojemu bratu w potrzebie. - Roderyk wystawił karty na stół. Dziad jednak wiedział to wszystko od początku. 

 

- Wiem, kim jesteś i kogo próbujesz ratować magu. Nie pomogę ci, gdyż nienawidzę Salazaara z całego serca. Sprzedał się i nie jest już szanowany w naszym społeczeństwie. Jego śmierć jest mi jak najbardziej na rękę.  

 

Roderyk postanowił spróbować zastraszania. 

 

- Powiem o tobie straży. 

 

- Dobre sobie, stary. Ja pracuję dla straży! Badam czy ciała zostały uśmiercone przez czarną magie. - wyskrzeczał Dziad. 

 

- Czy to nie znaczy że sam się sprzedałeś ? - Roderyk próbował zająć uwagę starca, kiedy rzucał rozpoznanie magii, by sprawdzić jego moc. Dziad wyczuł zaklęcie, lecz nie zareagował. Z zaklęcia wyszło, że jest słaby. 

 

- Ja się sprzedałem? Nawet nie wiesz jak wielkie siły reprezen... - Dziad nie zdążył dokończyć zdania, gdyż dostał właśnie pociskiem magicznej energii prosto w twarz. 

 

Dziad upadł na ulice, zanim jednak uderzył o ziemie, wystrzelił z kuszy i przebił ramię Roderyka. potem Roderyk dokończył dzieła kolejnym pociskiem. Roderyk krwawił, rozerwał więc rękaw swojego kaftana i zaczął tamować krwawienie. Wyszło mu to tak źle, że muszę powiedzieć. Brak zakażenia był prawdziwym łutem szczęścia, ale gdzie ja to byłam? A tak. 

 

Roderyk użył swojej "niezawodnej" logiki i stwierdził że, na pewno nie ma już żadnego szkieleta, skoro źródło ich magii zostało unicestwione. Otworzył więc lekko drzwi. W środku zastał Sejmitar szkieleta pobierającego magie z artefaktu w domu dziada... 

 

Sejmitar ten brutalnie wbił się w drugie ramie Roderyka. Roderyk nie polepszył sytuacji swojej rany, ponieważ czym prędzej wyszarpał ostrze z siebie i zamknął drzwi. Mój towarzysz nie krwawił teraz a wykrwawiał się, jednak zastrzyk adrenaliny zamglił jego myślenie. Podszedł więc do przedstawiciela "sprawiedliwości" w Drak'karen i powiedział mu o nieumarłych w domu Dziada. 

 

- Tam, tam są nieu.. nieumarli, proszę pomóż.. pomóż mi je.. ekh pokonać. - wydyszał pół-żywy Roderyk. 

 

Strażnik przestraszył się nie na żarty widząc białą od bólu twarz umierającego człowieka mówiącego o nieumarłych w ludzkim mieście. Powiedział więc: 

 

- Rozumiem, pójdę po posiłki, powinien pan się udać do uzdrowicieli, da pan rade sam iść ? 

 

- Tak, tylko pozbądź się plagi... - Roderyk począł tedy iść w losowym kierunku... Iść, chciałam powiedzieć wlec się. Zostawiał za sobą czerwony szlak. Przeszedł tak dwie dzielnice i padł nieprzytomny. 

 

Los chciał że znalazłam go leżącego w kałuży własnej krwi na środku ulicy. Uleczyłam na szybko najgroźniejsze rany. Podałam mu mnóstwo mikstur regeneracyjnych, zapakowałam na konia i uciekłam z Drak'karenu. 

 

Jechaliśmy tak ku wsschodzącemu ssłońcu a ja zaczęłam płakać, gdyż myślałam jesszcze wtedy, że straciłam swojego ukochanego mistrza. Mniej więcej pod wieczór tego samego dnia, kiedy konie padły z przepracowania, a ja usadowiłam nas nad rzeką pod wierzbą. Przyleciał kruk Ssalazaara z listem. W liście dziękował nam za udaną akcje ratunkową. Dał nam wskazówki, gdzie mamy się spotkać i zapewnił nas że wszystko będzie dobrze... 

 

Rozdział IV "Ucieczki i Powroty" 

 

- Czemu każesz mi to opowiadać?! - Podniosłam głos na przesłuchującego mnie maga. 

 

- Jes.. jestem po prostu zainteresowany. Na szczęście historia zbliża się swojej konkluzji, prawda? 

 

- Tak... konkluzji. Dobrze więc, Roderyk ciągle był nieprzytomny, a ja podążałam za wskazówkami mojego mistrza. Pojechałam do małej wioski pod Drak'karenem, prosto pod zapisany przez niego dom. W tym siedlisku zastałam Krag Haka ze swoją drużyną i mieszkającą tam rodzinę. Wszyscy byli zahipnotyzowani. Nie zadawałam wtedy zbędnych pytań. Ułożyliśmy Roderyka do snu i daliśmy mu się kurować. Przez parę kolejnych dni nie wydarzyło się w sumie nic ważnego. Oczywiście wypytałam ich o całą operacje. 

 

Kiedy Roderyk wreszcie się obudził. Powiedziałam mu by znalazł nam jakieś miejsce do życia. Dla nas i maleństwa, warto by było też zapłacić Krag Hakowi i jego brygadzie za akcje. Zabrałam mu jego miksturę destrukcji. Jako prezent jednak, dałam mu kruka. Kruk przyleciał do nas pewnego dnia z nową wiadomością od mistrza. W której to zapisał tylko, że kruk zostaje z Roderykiem. Zmyśliłam jakąś historyjką o tym iż Salazaar jest na niego zły i kruk ma być oczami Salazaara na każdy jego krok. Tak naprawdę byłam wtedy bardzo szczęśliwa, że wszyscy wyszliśmy cało z tego piekła... Nie wiedziałam jeszcze wtedy o zabójcach.. 

 

- Zabójcach? - Czarodziej podniósł brwi ze zdziwienia.  

 

- Och nie udawaj już takiego zdziwionego. Przecież to gildia wyssłała zabójców magów za nami, żeby to całe włamanie się do waszego "niezdobywalnego" więzienia nie wyszło na świat. Do tego jeszcze doszły krasnoludy... 

 

- Krasnoludy? Teraz naprawdę mnie zaintrygowałaś. Zamieniam się w słuch. 

 

Krasnoludy szybko dowiedziały się o sławie Roderyka i Krag Haka. Okazało się, że ciągle pamiętały przymusowe mycie się i nie były z tego powodu szczęśliwe. Jeden kowal, miłośnik krasnoludzkiej tradycji zaprzysiągł się zgładzić Roderyka Czystego i zdefekować się na jego grób, jako symbol, albo coś. Naprawdę nie wiem. Od tego momentu moje informacje stają się mniej wiarygodne. Jedyne co wiem na pewno, to tyle że Roderyk stracił nogę w potyczce z zabójcą i krasnoludem, z której to wybawił go mistrz Salazaar. 

 

Nasstępnie wyssłał jednego z lokalnych łowczych, by ten zebrał zioła potrzebne na reparacje jego nogi. Lokalny zawiódł jednak, więc Roderyk poszedł sam. Dalsza wiedza o jego lossach jest mi nieznana. Wkrótce potem złapali nass ssyryjscy żołnierze. Krag hak poszedł pod sąd wojsskowy za zdradę kraju, a ja trafiłam tutaj... Po nie wiadomo ilu przessłuchaniach i torturach sskończyłam w jednym pokoju z tobą, magu. 

 

- Rozumiem, powiesz mi jeszcze jak dokładnie pan Krag Hak odbił Salazaara z więzienia dla magów-renegatów Saladynko? 

 

Prossta sprawa, człowieku. Po zrozumieniu, iż Roderyk jednak nie przyjdzie. Krag zdecydował ssię zaatakować tak czy inaczej. Wyssłał sswoją drużynę, by ta ukradła liny z Ssyryjskich galer, doczepili do nich haki. Następnie wszysscy wpakowali się w łódkę i popłynęli pod więzienie, Maleńsstwo płynęło za nimi. Kiedy dotarli pod mury. Zawiązali wszystkie liny z hakami na Maleńsstwo i kazali mu zaczepić je o wnęki w murach. Następnie parę mocnych ciągnięć Maleńsstwa zwaliło całą południową sekcje muru. Zosstawiając wielką dziurę. Krag z drużyną przebili się do więzienia i przecięli kajdany Salazaara, zrobione z anty-magicznej sstali. Uwolniony Ssalazaar zessłał całą sswoją potęgę na sstraże. Nasstępnie teleportował całą drużynę w bezpieczne miejsce. 

 

-Hmm, zaiste muszę powiedzieć, piękna historia Ssali. Chciałabyś ją powtórzyć? -Czarodziej uśmiechnął się w moją stronę, zaczął zdejmować też swoją wierzchnią szatę gildii, a pod nią mogłam zobaczyć... wełniany... kaftan... z... niebieskimi k.. koł... kołnierzami. Łzy wstąpiły w moje oczy, kiedy przeskoczyłam stół i przytuliłam się do Roderyka Czystego. 

 

- Ale jak? Jak? - Moje usta kompletnie wyschły, nie mogłam wydusić z siebie żadnego sensownego zdania. 

 

- Czas na nas! - wykrzyczał Roderyk z wiecznym uśmiechem na twarzy. Wtedy usłyszałam głośny huk, ziemia zatrzęsła się pode mną, zachowałam jednak równowagę, po chwili kolejny huk. Sekcja muru blokującego mnie od wolności zwyczajnie spadła... Podeszłam do wyrwy i spojrzawszy w dół ujrzałam... Krag Haka ujeżdżającego trolla i... jakiegoś paladyna? 

 

- Złap mnie za rękę, zlecimy. - powiedział Roderyk głosem pełnym odwagi. Chwyciłam jego rękę. I razem skoczyliśmy w dół. Ku wolności. 

 

Koniec.


Tagi:

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2594
Zobacz teksty użytkownika:

Roderyk Czysty 2/2

Post#2 » 6 lip 2019, o 11:49

Ten "Koniec", to koniec rozdziału czy opowieści? 

 

Nie czytałem, ale zamierzam. W dialogach (na tym Forum) lepiej sprawdzają się pauzy (półpauza i dywiz wyglądają niemal tak samo), ale jeżeli nie chcesz już zmieniać, to przynajmniej dodaj po kresce spację. Czytac będzie łatwiej.


Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Roderyk Czysty 2/2

Post#3 » 6 lip 2019, o 12:40

Koniec opowieści to jest krótkie takie opowiadanko. 

Spację po - zrobione.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości