Dialogi pomiędzy Kahalomapauną a Dżodżo wypowiedziane pod gwieździstym niebem.

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Tardis
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 288
Zobacz teksty użytkownika:

Dialogi pomiędzy Kahalomapauną a Dżodżo wypowiedziane pod gwieździstym niebem.

Post#1 » 11 lip 2019, o 20:46

Odbijający się od tafli wody wszechświat otoczony był kryształową kulą upstrzoną gwiazdami, które tliły się nieruchomo na swoich miejscach. Pomiędzy gwiazdami na wodzie wolno dryfowały zaschnięte plumerie, z wyrzuconych kwietnych wianków. Wprost na piasek, spod księżyca wyskoczyła żaba cancrivora i pokicała dalej w stronę mokradeł. Dziewczynka siedziała na gorącym piasku i wrzucała do gwiazd rozłupane skorupki orzecha. Noc była atramentowa. Zatoka pumy mieniła się barwą szkarłatu. Leuha zakwitała przybierając barwę serdecznej krwi, a woda rozbijając się o skały, posiadała tyle odcieni niebieskiego, ilu w życiu nie zdołał widzieć chyba nigdy żaden Europejczyk.

Dla dziewczyny zresztą nie istniała skała, która byłaby na tyle stroma, by nie potrafiłaby się na nią wspiąć. To jej przodkowie, z plemienia Menehune, zasadzili na skałach dziką kolakozję. Zasadzili ją też na moczarach, i do dziś rośnie ona zarówno na skałach jak i na moczarach.
Kahala lubiła swój dom, lubiła przyrządzane przez jej mamę lekko sfermentowane poi, które wtedy przypominało bardziej w smaku ziemniaczany kefir, czy dokazywanie w wodzie z młodszą częścią siostrzyczek, ale chciała się już usamodzielnić. Gwiazdy rodzą się przeważnie w gromadach, i niektóre, tak jak ludzie, wykazują tendencję do pozostawania w grupie przez całe swoje życie. Większość gwiazd, przynajmniej w naszej galaktyce, należy do systemów binarnych lub wielokrotnych, zdarzają się jednak takie wyjątki, jak choćby nasze słońce, które zostają outsiderami i uciekają ze swoich społeczności, być może szukając czegoś więcej. Gromady otwarte, które gołym okiem próbowała dostrzec w tafli wody Keiki, są niebieskimi skrzyniami jasnych, młodych gwiazd, które dopiero rozpoczynają swoją samotną drogę ewolucyjną w przestrzeni pozaziemskiej. Mimo, że gwiazdy skupione w jednej gromadzie rodzą się z tej samej mgławicy protogwiezdnej, nadal poruszają się we wspólnej przestrzeni.


Keiki ubrała sandały, które ściągnęła wcześniej by rozkoszować się dotykaniem stopami gorącego piasku. Powodziła wzrokiem w okolicach strzelistych wulkanicznych klifów. Z wulkanem prześcigały się w wysokości wieżowce, a przodowała wśród nich międzynarodowa agencja kosmiczna Spacex. Zza budynku, nad widnokręgiem, startowała rakieta kosmiczna Falcon 9. Żar buchnął spod jej lic, a ta wznosiła się przecinając ciszę i nieboskłon, pozostawiając po sobie czarną bliznę, wywołując zamieszanie na całym sklepieniu. Loty nie były jeszcze załogowe i stanowiły bardziej akcje pijarową i pstryczek w noc korposzczurom z Boeinga, niżeli przełomowe kroki dla ludzkości. Ludzie na początku się nimi ekscytowali, z czasem zaczęli mieć ich dość, by przyzwyczaić się do nich i przestać zwracać uwagę. Jak codzienny przelot stacji ISS, który każdy może oglądać przez amatorski telskop, a mało kto się na to porywa.
Woda robiła się już zimna. Dziewczynce znudziła się więc zatoczka, toteż poszła poszukać jakiegoś nowego miejsca do kontemplacji. Weszła chyżo na skałki i pobiegła nimi trochę. Przeskoczyła zatoczkę Kalalele. Jeden Menehune ileśtam lat temu złapał tam wielką rybę i choć próbowała mu się wyślizgnąć, mały człowieczek dzielnie ją trzymał. Ryba chłostała go ogonem, aż pokaleczyła go do krwi. A miejsce zbroczone jego krwią po dziś dzień zwane jest Kalalele, bo tak się nazywał ów walczący z rybą Menehuene


Leżała sobie więc tak, czując się jak na szczytach porośniętych lasami mglistymi. Próbowała wyprzeć mgławicę refleksyjną Merope’a poruszającą się w galaktycznej gęstwinie włosów plejad. Była chmurą międzygwiezdnego pyłu i gazów rozdzieranych zderzeniami, kiedy ciśnienie promieniowania przesypuje małe cząsteczki pyłu z chmury, jak plewy z pszenicy. Widok przesłonił jej jednak gruby surfer z dredami na głowie i na zawsze chyba doszytym uśmieszkiem. Nazywał się Anakoni Kekūanāoʻa, ale i tak wszyscy wołali na niego DżoDżo Ważył 343 kilogramy przy wzroście 188 cm. Ciągle się jednak śmiał, że nie był gruby, a pełen milości.

- Jak tam gwiazdy Keiki?

- Jeszcze nie pouciekały – uśmiechnęła się na jego widok dziewczynka – to się może zmienić.

- Nie damy im. Złapię je na lasso i przywiążę do jednego z tych anansów – rozsiadł się i rozłożył obok Keiki – Widziałem cię na festiwalu. Jesteś strasznie smutna. Przybita nawet. Jeny, co się dzieje? Martwię się trochę.

- Nie no. Takie tam duperele. Mam zły nastrój dzisiaj

- Chodzi o to, że nie chciałaś tańczyć?

- Nie. Wiesz, że nie przejęłabym się czymś takim. Rozmyślam nad jednym problemem. Może i naukowym. Nie wiem czy chcesz teraz o tym rozmawiać

- Z tobą zawsze doktor Kamehameha – uszczypnął jej, ale włożył w jej ręce koktajl ananasowy, który jej kupił.

- O jacie. Tobie to ustrojstwo sprzedało.

- Mam swoje sposoby – wyszczerzył się, choć dziewczynka tego nie zauważyła – do rzeczy.

- Nie chcę żeby to zabrzmiało infantylnie. Czasem ciężko swoje myśli ubrać w słowa. Na pewno to znasz. Po prostu, obserwuję cały świat, który otacza mnie dookoła. Rakiety, które codziennie startują stamtąd do gwiazd - mówiąc to wskazała palcem w kierunku miejsca startów Falcona9, kontynuowała - Obserwuję też krzewy i potoki, w których według mojej ciotki mieszkają duchy przodków. I myślę sobie, że urodziłam się za późno, żeby w to uwierzyć, albo nawet to zrozumieć, a z drugiej strony za wcześnie, żeby zrozumieć rakiety.

- Wydaje mi się, że rozumiesz rakiety bardziej niż ja – odparł ciepłym śmiechem Dżodżo.

- Ty też urodziłeś się za wcześnie jeśli o to chodzi - nie przestawała dziewczyna - Jesteśmy takimi zupełnie środkowymi dziećmi czasu. Za późno żeby odkrywać nowe lądy, bo nie ma już białych plamek na mapach. Za wcześnie, żeby eksplorować wszechświat. Za dużo problemów z tym związanych. Rzeczy nie do przeskoczenia jeszcze dzisiaj. Nasza technologia jest jeszcze fe. Przygnębiające prawda? Przestrzeń to miejsce, do którego należymy. Nie mielibyśmy księżyca, gdybyśmy wcześniej nie dotarli w kosmos. Wszystko trzeba realizować po kolei, a przez to wszystko się wlecze, a niektóre etapy postępu wydają się być nie do pokonania.

- Ale może właśnie naszym celem jest pokonanie dalszych etapów. Może po to się tu urodziliśmy. Aby pomóc ustabilizować, zjednoczyć i rozwinąć ludzkość, tak aby była gotowa na następny krok. Do układu słonecznego i dalej.

- Oczywiście, że tak. Ale co mnie to interesuje tak naprawdę.Chciałabym się zająć tym co kocham, gwiazdami, a widzę , że świat ma milion problemów w tej chwili- wzięła głębszy oddech - i one wszystkie są co prawda do rozwiązania, tylko ktoś musi przysiąść i się nimi zająć. Populistyczne rządy zyskują władze w wielu krajach. Światowy internet kompletnie nie sprzyja demokracji, a wręcz wprowadza systemy, które mogą ją zniszczyć.

Surfer słysząc to zagryzł wargi i przełknął ślinę.Poczuł ukłucie w środku. Czuł się strasznie winny i właściwie, żeby uniknąć tego poczucia nigdy z nikim o tym nie rozmawiał. Żeby właśnie odnaleźć spokój uciekł z Kaliforni do rodzinnych stron, zabunkrował się w domu rodzinnym i udawał, że świat się nie rozwija. Kiedy się opalał, a ktoś podawał mu smartfona z jakimś popularnonaukowym artykułem, zakrywał oczy jak przed słońcem. Kiedy wieczorem ludzie cieszyli się z testów rakiet, on rozprawiał o wulkanie i starych tradycjach. Unikał krawatu czy marynarki jak świętego ognia, a przecież jeszcze do niedawna sam ochoczo je wkładał. Z młodzieńczym zapałem jechał do Santa Clarita by zostać pracownikiem Doliny Krzemowej. Następnie w luksusach rozmyślał z bardzo podobnymi mu duszami, o rozwoju ludzkości. Zakładali się o przebieg następnych technologicznych rewolucji. Dżodżo pamiętał jego pierwsze spotkania z włodarzami Google’a. Pamiętał jak wraz z Ericiem Schmidtem przepowiadali nadejście tryumfu wolności nad złem. Mówili, że obywatelska partycypacja osiagnie niespotykany dotąd poziom, że każdy kto ma dostęp do internetu może odebrać niesamowitą rolę. Nastolatek z salwadoru może publikować informacje o łapówkach w jego kraju. Czas mijał. Rzeczywistość doganiała ideały. Okazało się, że nic z tych rzeczy się nie sprawdziło bo ludzie są gorsi niż ktokolwiek z nich mógłby pomyśleć. Nikogo nie obchodzi dostęp do wiedzy, czy też prawda. liczy się co najwyżej ,,post-prawda’’, emocje, które wzięły górę nad faktami.

- Produkujemy na świecie tyle jedzenia, że moglibyśmy wykarmić cały glob - Nie dawała za wygraną Keiki. Nie przejęła się odpłynięciem swojego towarzysza, dalej wymieniała zło na świecie - a jednak większa jego część umiera z tego głodu. Dżodżo, to jest rzeczywistość. Ale teraz powiedz mi, szczerze. Co mi po rozwiązywaniu tych problemów, jeśli to tylko sposoby reorganizacji kurnika? Jedne kurki jedzą sobie w tym miejscu, drugie w tamtym, żeby się nie pobiły. Tym trzeba dać tyle paszy, tamtym tyle. Bardzo dobrze, jeśli kurnik będzie działał jak należy. Ale nie o tym marzę. Chciałabym wzlecieć poza cały ten baraczek, tam, do gwiazd. A nie mogę, bo nie mamy nawet napędu, który pozwoliłbym nam na swobodną przechadzkę po kosmosie. Ten ma już blisko 14 mld lat, i osiągnął gigantyczne rozmiary. Część wszechświata, którą tylko my możemy obserwować ma około 92 mld lat świetlnych. Patrz, teoretycznie to nie powinno przekraczać 28 miliardów, bo taki dystans mogłoby pokonać światło biegnące w kosmos, od momentu oddzielenia się od materii. A moment ten nastąpił 378 lat temu po narodzinach wszechświata. Ale przestrzeń kosmiczna dalej się rozszerza. Przy takim jej rozwoju nigdy nie zinfiltrujemy jej całej, co jest akurat bardzo piękne. A my nie mamy jakiegoś napędu warp, jak przy startreku, który by lokalnie zakrzywiał czasoprzestrzeń. Ta zagęszczała by się przed statkiem i rozciągała za nim, dzięki czemu pokonywalibyśmy ogromnie holendarne wielkości, nie przekraczając granicy światła. To jest nie-mo-żli-we.

Wiesz. Żyjemy w czasach, kiedy ludzie nie znajdują celu, ludzie robią to, co robią, i nie pytają, dlaczego to
robią.

Że co? - spytała dziewczynka - nie chodzi mi o poszukiwanie celu życia, mam cel. Chcę się przejść po
kosmosie. Nie spławiaj mnie taką gadką - burknęła.

To daj mi dokończyć - nie zważał na chwilowego focha grubasek - Ludzie patrzą w niebo i myślą o
naszej przyszłości, przyszłości ludzkości oczekującej, że kiedyś tam będziemy żyli w doskonałym świecie, w idealnym czasie, a technologia będzie tak zaawansowana, że każdy może polecieć w kosmos i odwiedzić piękno naszego Wszechświata… Ale kto to właściwie wie? Pamiętaj o jednej rzeczy, nie ma idealnej chwili. My stwarzamy idealne momenty! Nie ma i nigdy nie będzie czegoś takiego jak ,,Idealny Świat’’, zawsze będzie na tym świecie głupota, zawsze będą ludzie, którzy będą niszczyć rzeczy. Jesteśmy ludźmi, co oznacza, że możemy być nieprzewidywalnie głupi, ale w innym przypadku nieprzewidywalnie inteligentni. Zapomniałeś, że we wszystkich wiekach, chcieliśmy, abyśmy mogli się urodzić kilkaset lat naprzód, tak jak ty teraz. Myślimy, że przyszłość będzie idealna, ale jednocześnie pomijamy teraźniejszość. A ja kiedy ludzie widzą niszczycielską broń, widzę postęp, jaki zrobiliśmy i pomysłowość tej technologii, kiedy ludzie widzą wojnę, widzę tych wszystkich mężczyzn i kobiety, którzy walczą przez wieki o pokój i harmonię, kiedy ludzie są rasistami, widzę jak wyjątkowi i różni jesteśmy, ale jednocześnie jak dzielimy tę samą wolę pokoju! - Surfer sam się nakręcał

- Nie rozumiesz - ucięła jego zapał - Nie chcę być leniwa i nie o tym mówię. Wiem, że urodziłam się w idealnym momencie, aby pomóc technologii się rozwijać i takie tam. Doceniam te wszystkie pozytywy ludzkości o których mówisz i wiem, że mogę budować nowy świat dla przyszłości ludzkości. Ale ja sama nie należę do tej przyszłości!. W przyszłości też trzeba będzie coś budować, coś kształtować ku rozwojowi , zupełnie jak w przeszłości. Gdybym urodziła się tylko jedno stulecie, przed tym, kiedy ludzie dowiedzieli się, że mogą przemierzać oceany, również byłabym strasznie smutna z tego powodu. Możesz mówić, że w takim razie ja mogłam być tą, która odkryje żeglugę morską. Ale to nie działa w przełożeniu na dzisiejsze czasy. Wynalezienie napędu, który zabierze nas wszystkich w kosmos to będzie w głównej mierze przypadek.

- Dlaczego przypadek? - zapytał zdziwiony futurolog z Doliny Krzemowej

- Siedzi nad tym szereg naukowców zarówno ze SpaceX jak i z Boeinga. Testują różne rozwiązania i ciągle czekają, aż im się coś uda. Dla mnie to działania przypadkowe. Metoda prób i błędów. Słuchasz mnie? Halo?

- Wiesz co. Wybacz mi moje lekkie chwilowe zaćmienie umysłu. Chyba za długo patrzyłem w gwiazdy i podobnie jak ty dałem się porwać mglistym mirażom nadziei. Ale wpadła mi do głowy zupełnie nowa myśl i nowa koncepcja i im dłużej o niej myślę, tym bardziej wydaje mi się, że jest prawdziwa.

- Mów zatem

- Mówisz mi, że ,,urodziłaś się za późno, żeby odkrywać ziemię, ale za wcześnie, żeby eksplorować ziemię’’ - Myślał głośno Dżodżo

- Mniej więcej - przytaknęła dziewczynka

-.A co jeśli, właśnie jeśli mówisz o całej tej wolności intelektualnej, eksplorowaniu etc, urodziłaś się w najlepszym czasie w jakim mogłaś?

- Nie mam pojęcia do czego dążysz.


- Słuchaj mnie uważnie. Rozgadam się, ale spróbuj nie tracić uwagi, a może rozwieje twoje wątpliwości. Co jeśli nie jesteśmy wcale na początku nowego świata, a na jego szarym końcu? Muszę ci powiedzieć, że urodziłem się trochę wcześniej niż ty i pamiętam początki internetu. Sam uczestniczyłem w początkowych fazach jego rozwoju. To były jednak piękne czasy, kiedy jeszcze wszyscy wierzyliśmy w filozofię otwartych źródeł. Wierzyliśmy w zbiorową mądrość sieci, o której pisał Yochai Benkle. Ja sam osobiście, kiedy opuszczałem ściany mojego domu, wierzyłem, że internet obali stary porządek i da początek nowemu światu. To miała być ,,New Digital Era’’, tak to nazywaliśmy. Dzieciak z iphonem, może roznieść korupcję w Salwadorze publikując informacje o łapówkach. To miał być wstęp do demokracji bezpośredniej. Tylko przez to, że nastałoby coś w stylu swobodnego przepływu danych. Nie słuchałem sceptyków, którzy przestrzegali przed modelem biznesowym, na którym wyrosły potęgi Google i Facebooka, jak Zittrain i inni. W odległym dla ciebie 2011 koleś o nazwisku Pariser opublikował krytykę baniek informacyjnych, które wybuchnęły dopiero kilka lat później. Okazało się, że zamiast normalnych mediów każdy żyje w swoim własnym ,,Truman Show’’. Mało tego, każdej usłudze sieciowej towarzyszy ,,backdoor’’, czyli tylne wyjście, którym w razie czego można się posłużyć, żeby zajrzeć na konto obywatela. Każdy twój ruch jest monitorowany i sprawdzany. Nie wiedzieliśmy wtedy, na czym będzie polegał kapitalizm serwowany nam przez Krzemową Dolinę. Tak odciętą od świata, się wydawało. Dostawaliśmy usługę, które była dla nas całkowicie darmowa. W zamian tylko musieliśmy poświęcić naszą prywatność. Usługi naprawdę okazały się przydatne. Mapy, lokalizacje. Mam aplikację, dzięki której mogę sprawdzić w jakie gwiazdozbiory układają się te gwiazdy. A jednak, dane, które poświęcam nie są dla mnie. Nie służą ,,lepszemu dopasowaniu usługi’’, bo jej natura zwykle jest dość prosta i nie wymaga tak głębokiej i ciągłej obserwacji. Dane są potrzebne do nauki, jak działa i myśli człowiek. Do stworzenia modeli predykcyjnych, które w prosty sposób przekładają się na wpływ. Roger McName, inwestor z Doliny Krzemowej, publikował kilka lat temu wezwanie ,,Zucked: Waking up to the Facebook Catastrophe’’, które miało uświadomić wszystkich co do wagi decyzji podejmowanych za naszymi plecami. Oczywistym stało się to, że jesteśmy tylko pożywką dla rozwoju sztucznej inteligencji. Telefon dostosowuje wyniki szukania do użytkownika. Spróbuj wygooglować, choćby, ,,Syria’’ z mojego i z twojego telefonu, i na przykład z telefonu twoich rodziców. Na twoim pewnie wstrzemięźliwie internet będzie podawał informacje o lawinie śmierci, która zalała tamte tereny, a bardziej skupi się choćby na turystyce, a mój przystosowany do tego, że często czytam o polityce i zamachach, zaraz pokaże mi cały przekrój nieszczęścia. Jestem pewien, że całe dwie pierwsze strony wyszukiwania będą się różnić, chociaż wpiszemy dokładnie to samo hasło. Wiesz, że telefon segreguje wyniki nawet z powodu tego, w jakim ułożeniu go trzymasz?

- Rozumiem wszystko co mówisz - pokiwała głową Keila - i za nic nie wiem jak to się ma do moich marzeń o eksploracji kosmosu

- Widzisz, segregowanie wyników wg naszych preferencji to nic, w porównaniu z bezpośrednim zbieraniem danych. Roger McNamee pisze między innymi o tym, jak działa captcha. Na pewno kojarzysz, zawsze wyskakuje przy logowaniu się na jakieś fora internetowe. Powszechny mechanizm sprawdzania, czy jesteś człoweikiem. Pojawia się na obrazku kod i musisz go przepisać. Kiedyś przepisywaliśmy całe kawałki tekstu, a maszyny uczyły się ,,czytać’’. Rozpoznawać naturalne pismo. Teraz uczymy je rozpoznawać obiekty na obrazkach. Jesteśmy zatrudnieni do pracy za darmo, mimo że do ustalenia, czy przed komputerem siedzi człowiek, wystarczyłoby zarejestrowanie ruchu myszką.

- O cholera.

- Więc chyba rozumiesz, że sztuczna inteligencja się rozrasta. Zbiera informację od nas. Eksploruje nas. Może zaraz będzie nie do odróżnienia od nas? Ale czy coś w tym złego? Kruszynka jest zaprojektowana, żeby udawać psa, a i tak niektórzy nie rozpoznają w niej robota. Chciałabyś być robotem?

- Mam wrażenie, że diametralnie zmieniasz temat, ale dobrze, podejmę dyskusję. Bardzo bym nie chciała nim być.

- Ale dlaczego? Co jest lepsze w biologicznej maszynie, od cybernetycznej? I jedna i druga są całkowicie podobne, ale jedna jest z mięsa. Jak mi zaczniesz opowiadać bzdury o duszy, to ci zabiorę koktajl!

- Chodzi o to, że my jako biologiczne maszyny, jak to ująłeś, mogą mieć chociaż złudzenie wolnej woli

- Wolnej Woli? No nie wiem. Słyszałaś o eksperymentach Gazzaniga? - zapytał surfer

- Słyszałam. Przecięcie połączenia między dwoma półkolami i takie tam. Ale na pewno jest to inny rodzaj odczuwania niż mają roboty. Mam ci nie mówić o duszy, ale nie potrafię inaczej zweryfikować tego superego, tego ja.

- Myślę, że musisz to jeszcze przemyśleć

- Być może. Ale to nie ma żadnego związku, z tematem, który ja ci podsunęłam.

- Otóż nie. Słuchaj mnie uważnie dalej. Skoro sztuczna inteligencja już dzisiaj rozwija się tak prężnie, to w przyszłości może być z nią tylko lepiej. To fakt. I zakładając, że się rozwinie i będzie zdolna sama siebie reprodukować, ponieważ każdy wynalazek przyśpiesza pojawienie się kolejnego, będzie ich coraz więcej. To się nazywa Prawo Moore’a. Kluczowe odkrycia naukowe będą następować coraz szybciej, aż jak to ujmowali przede mną uczeni, nastąpi ,,rozerwanie tkaniny reprezentującej historię cywilizacji’’. Wyobraź sobie, że maszyna wymyśla jednego dnia, jak rozwiązać problem głodu. Następnego opracowywuje system lotów na drogę mleczną. Następnego, system lotów w jeszcze bardziej odległe galaktyki. Wszystkie jej obliczenia są już za bardzo skomplikowane, żeby ludzki umysł mógł je pojąć. A nawet jeśli to pojmie, to za kilka minut dostanie dziesięć czy sto następnych równie skomplikowanych planów
- Osobliwość technologiczna – powiedziała z dumą dziewczynka

- Tak. Jeśli my dzisiaj karmimy SI, ona będzie nam się odwdzięczać, przez cały dalszy okres istnienia wszechświata. Będziemy przez nią karmieni nowymi nowinkami i sami nie będziemy mogli już nic pojąć czy zrozumieć, bo świat zacznie nam przypominać magię. Ona będzie rządzić. Już dzisiaj pojawiają się pierwsi wizjonerzy, którzy opowiadają o przeznaczeniu jej całego majestatu władzy jak Yuval Noah Harari, bardzo go lubię swoją drogą. No i skończy się era ludzka w takiej formie, w jakiej ją znamy. Być może, żeby nadążyć za rozwojem, niektórzy jak w cyberpunkowych dziełach postanowią zaaplikować sobie do mózgu cyberwszczepy, które choć trochę pozwolą nam zbliżyć się do maszyn. A następnie, po nich, trzeba będzie wymienić cały mózg, bo okaże się, że ten biologiczny mechanizm jest już jednak do niczego w świetle nowego świata. I tak ludzi zastąpią całkowicie roboty i cybernetyka wygra z biologią.

- I to mnie miało pocieszyć?!

- Więc wiesz już, że być może to jest ostatnia chwila, kiedy mogłaś urodzić się w pełni wolna. Znaczy kontrolowana i inwigilowana ze wszystkich stron, ale wolna. Bo przecież walka o zatrzymanie rozwoju technologicznego byłaby jeszcze gorsza od niego samego tak naprawdę. Jesteś więc jednym z ostatnich ludzi. Ostatni ludzie tutaj dalej są, dalej potrzebują twojej pomocy. Potrzebują reorganizować kurki i koguciki, zanim przyjdą metalowe ptaki i zrobią to za ciebie. Pomożesz im?

- Chyba… Chyba tak – odparła dziewczyna i kiedy przetrawiła własne słowa, uśmiechnęła się

- Więc, co ostatni człowiek chce robić teraz? - śmiał się DżoDżo

- Lody truskawkowe! - zawołała dwunastolatka

- Hah! Lody truskawkowe! Może spróbujesz zatańczyć? Powinnaś się cieszyć z życia i robić to co dzie…

- Lody truskawkowe!

- No dobra - odpowiedział ze śmiechem Jojo - chodź, kupię ci!

Tagi:

Awatar użytkownika
Alchemik
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1293
Zobacz teksty użytkownika:

Dialogi pomiędzy Kahalomapauną a Dżodżo wypowiedziane pod gwieździstym niebem.

Post#2 » 11 lip 2019, o 22:00

Cholera, Tardis, Ty filozofem jesteś. I to niezłym.
Z przyjemnością przeczytałem te dialogi.
Skojarzyło mi się z Platonem.
Bardzo ładnie ująłeś ten moralitet dotyczący technologii i magii, która jest nierozpoznaną technologią.
Twoje profetyczne, a właściwie futurystyczne opowiadanko niemal całkowicie pokrywa się z moim spojrzeniem.
Z całą pewnością znam się dużo gorzej od Ciebie na informatyce. Właściwie, nie znam się wcale.
Ale też mam ciągoty filozoficzne.
Wierzę, że SI to tylko kwestia czasu. Po prostu musi się narodzić z powodu komplikacji sieci. Czas w cybersieci biegnie zupełnie inaczej.
To kwestia szybkości przekazywanych impulsów. W biologicznej sieci neuralnej, to kolejne przemiany biochemiczne.
Impuls elektryczny, przekaźniki neurochemiczne.
W sumie, impulsy nerwowe potrzebują wiele czasu, żeby przekazać sygnał poprzez kolejne przekaźniki neurohormonalne na styku dendronów. Inteligencja krzemowa ma za nic te ograniczenia. Impulsy biegną z prędkością światła dostosowaną do środowiska przepływu informacji.
Dreszczem przejęło mnie przypuszczenie, że już teraz, w powijakach, SI wykorzystuje nas użytkowników do upodobnienia pewnych sfer myślenia, a właściwie ich symulacji.
Chociaż Ty, Doktorze Who, inaczej wyobrażasz sobie apokalipsę cybernetyczną. Nie jako wojnę mózgu cybernetycznego z ludzkim mózgiem, ale przeskoczenie go i podsuwanie rozwiązań. Oznaczałoby to, że nasze myślenie i poszukiwanie wiedzy zostałoby zdeprecjonowane. Czekałby nas marazm twórczy.
Wyobrażam sobie SI, która przejmuje opiekę nad ludzkością. Nowy bóg, stworzony przez ludzi, ale bóg rzeczywisty.
Może taka jest kolej rzeczy? Od życia biologicznego i biologicznego umysłu do kolejnego etapu - życia maszynowego, a właściwie informatycznego.
Chociaż możliwy jest też kompromis i symbioza biologicznych umysłów z cybernetycznymi.
Ale to i tak przejmuje mnie dreszczem i nie pomogą lody truskawkowe.

Super, że to napisałeś, a ja mogłem przeczytać.

Jerzy Edmund

Cholera, Tardis, a skarżyłeś się na brak pomysłów.
Pamiętaj jednak, że ja jestem poetą, który wypowiada się w prozie.
W tym przypadku nawet nie spojrzałem na zapis, na styl.
Przeczytam jeszcze raz i odniosę się do tego, jakie błędy popełniłeś w kwestii zapisu.
O ile popełniłeś.

Awatar użytkownika
Tardis
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 288
Zobacz teksty użytkownika:

Dialogi pomiędzy Kahalomapauną a Dżodżo wypowiedziane pod gwieździstym niebem.

Post#3 » 12 lip 2019, o 16:39

Alchemik!
Dzięki, ze przeczytałeś ten tekścik i zostawiłeś taki komentarz!,;p Strasznie się cieszę, ze ci się podobało i skłoniło do jakichś refleksji i przemyśleń, nie wiem czy moze być coś lepszego do czego moglby dążyć twórca;
Z porównania do Platona cieszyłem się dobre kilka minut, choć daleko mi do mistrza merytokracji i totalitaryzmu i nie wiem czy kiedykolwiek ktoś dzisiaj zdoła mu dorównać;p

Nie znam się właściwie na informatyce jakoś specjalnie, a przynajmniej nie tak jakbym chciał się znać. Śledzę jednak wszystkie newsy i prenumeruję kilka pisemek. No i książki, książki. Informatyka jednak potrzebuje chyba bardziej praktyki, niż teorii, żeby moc ja pojąc dogłębniej, albo chociaż trochę zrozumieć.
Samo to, ze używam tylu maszyn, a nie jestem w stanie zrozumieć jakim cudem działają ukazuje to co chciałem przekazać;p Już jesteśmy karmieni coraz to nowszymi mm nowinkami, z tym, ze jeszcze przez ludzi. Jeśli by się postarać można w niedługim czasie dogonić ich z wiedza, nawet czytać ich publikacje i uczyć się bezpośrednio od naszych karmicieli. To ze design naszego świata w wiekszym stopniu zależy od nich, to już inna sprawa. Gorzej będzie, kiedy zastąpi ich SI.
Jak to powiedział Clarke ,,Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”.

Doceniam jak opisałeś mi działanie elektronicznego mózgu i normalnego. to naprawdę trafne podsumowanie głównej różnicy. Swoją droga to, ze algorytmy czerpią z naszych ludzkich zachowań inspiracje, to nie mój wymysl twórczy, tylko realny opis ich zachowania. Czytałem o tym w Science i wydaje mi się, ze to kompetentne źródło;p

Chociaż jedno mi chodzi po głowie - Czy w sytuacji tak szybkiego rozwoju technologii, który wydłuża (może nawet do nieskończoności?) długość ludzkiego życia uzasadnione jest przejmowanie się tym że urodziliśmy się za późno na eksplorację Ziemii i za wcześnie na eksplorację kosmosu?

Swoją droga może doścignięcie SI jest możliwe dzięki genetycznym modyfikacjom umysłu. To pozwoli zachować czystość społeczeństwa od elektrowszczepow. Ale w sumie czy jej potrzebujemy?

Swoją droga skróciłem dosyć mocno ten tekst. Na początku miałem tam cały ten dialog, i prawie tyle samo opisów Hawajów, włączając w to ich starożytne mity. Pasowało mi to, bo te mity o stworzeniu człowieka fajnie splątują się ze stworzeniem SI, ale usunąłem żeby nie odwracać uwagi od tego o czym ma być tekst. Chciałem tez uchronić tępo tym. Nie wiem czy to dobry pomysł. Możecie mi podpowiedzieć;p

A No i czekam na post o błędach;p

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości