Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Sny o Ninie #7

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Hollow
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 21
Zobacz teksty użytkownika:

Sny o Ninie #7

Post#1 » 16 lip 2019, o 19:44

Sen 4 

 

Znajome osiedle na Widzewie powitało Artura styczniowym mrozem. Noc była jasna, z powodu dwudziestu centymetrów śniegu, który odbijał żółtawe światła lamp. Młodzieniec stał przed blokiem Niny, drżąc i szczękając zębami. Pomimo przejmującego zimna, student wyciągnął paczkę papierosów i zapalił jednego. Kłęby dymu i obłoki pary wodnej splatały się w przestrzeni przed twarzą zamyślonej postaci, jak dwie pokrewne istoty, z wyglądu niemal identyczne, a o kompletnie odmiennej naturze. Artur zastanawiał się czy Nina będzie chciała z nim rozmawiać, a jeżeli tak, to co będzie miała mu do powiedzenia. Czy powita go pocałunkiem, czy smutnym spojrzeniem, posłanym ze skraju łóżka. Filtr papierosa zaczął parzyć palce studenta, więc niedopałek wylądował w śniegu, wytapiając sobie tunel w kierunku przeznaczonego mu chodnika. Młodzieniec chciał wpisać numer mieszkania na panelu domofonu, jednak kiedy wyciągnął rękę, poczuł na dłoni ciepły powiew i dostrzegł, że drzwi klatki schodowej są lekko uchylone. Artur wszedł do środka i zaczął wspinać się na najwyższą kondygnację. W połowie drogi, chłopaka minęła kobieta. Średniego wieku blondynka schodziła po schodach w wyraźnym pośpiechu, z chustką przyłożoną do nosa i wzrokiem skierowanym w bok, aby uniknąć studenta, jakby ten mógł jednym spojrzeniem odgadnąć powód jej ucieczki. Artur w pierwszej chwili nie przejął się zbytnio, jednak zatrzymał się kilka stopni dalej. Ta kobieta była pierwszą żywą osobą, którą spotkał we śnie, oprócz Niny i tego… Czegoś, które na niego polowało. Chłopak uznał to zjawisko za akcent dodający realizmu temu światu i przyjął je z przelotnym uśmiechem. Zniknął on bardzo szybko, ponieważ na następnym piętrze, przez niedomknięte, drewniane drzwi, dobiegł go płacz dziecka. Młodzieniec nie zwróciłby na ten dźwięk absolutnie żadnej uwagi, gdyby nie to, że nie był to krzyk głodnego lub kapryśnego oseska. Był to płacz bólu i strachu, nieartykułowane błaganie o pomoc bezbronnego stworzenia. Artur wiedział, że to dziecko, ten blok i całe osiedle nie są prawdziwe. Miał bolesną świadomość fałszu swojej lepszej rzeczywistości i nie powinien się przejmować losem wytworu swojej wyobraźni. Przejmował się. Delikatnie, najciszej jak potrafił, chłopak uchylił drzwi na koszmarnie skrzypiących zawiasach. Krzyk nasilił się. Ciemny korytarz przebiegał przez całe mieszkanie, kończąc się pokojem, z którego dobiegało słabe światło. Pozostałe pomieszczenia, po obu stronach, były zamknięte. Młodzieniec zaczął skradać się bardzo powoli, co w ciężkich glanach stanowiło nie lada wyzwanie. W miarę zbliżania się do źródła hałasu, spazmatycznemu płaczowi zaczęły towarzyszyć ciężkie oddechy, sapanie i chrapliwy warkot. Jednocześnie, zza framugi drzwi powoli wyłaniał się rzucany na ścianę cień masywnej postaci, poruszający się rytmicznie. Jego grube ramiona wznosiły się i upadały z obrzydliwym mlaśnięciem, jakby ktoś tłukł schabowe na niedzielny obiad. Co i rusz dało się słyszeć także subtelne i rozdzierające, jak chóralne vibrato, chrupnięcie. Artur zorientował się, że jest spocony i ciężko dyszy. Jego ciało stało się ciężkie, ledwo mógł się poruszać. Nie mógł jednak się powstrzymać. Wychylił głowę zza framugi i zobaczył wysokiego, łysego mężczyznę w spodniach od dresu i poplamionym podkoszulku. Stał plecami do studenta, pochylony nad stolikiem, na którym leżały puste strzykawki oraz źródło krzyku, który zaczął przyprawiać młodzieńca o mdłości. Artur gapił się jak zahipnotyzowany na książkowy przykład przemocy domowej, niezdolny do żadnej czynności. W pewnym momencie, naćpany osiłek uniósł obie ręce i uderzył nimi potężnie, aż intruz przy drzwiach poczuł wibracje podłogi. Płacz ucichł. Oprawca podniósł coś ze stołu, odwrócił się nagle i rzucił trzymanym przedmiotem. Zapewne celował w ścianę, jednak trafił prosto w twarz Artura. Chłopak cofnął się, równie mocno powodowany szokiem, co uderzeniem. Poczuł ciepło na twarzy, a pocisk, który go trafił upadł z głośnym plaśnięciem na podłogę. Młodzieniec spojrzał w dół i pożałował tej decyzji. Czerwono-różowy kształt tylko w luźnych skojarzeniach przypominał dziecko. Siniaki, zakrzepła i świeża krew sklejająca krótkie jeszcze włoski, nienaturalnie powyginane, spuchnięte kończyny i coś, co powinno być twarzą – wszystko to mieszało się ze sobą w nieprawdopodobne sposoby, próbując nieudolnie stworzyć postać niemowlęcia. Trochę jak polane czerwoną farbą meble z Ikei, składane przez amatorów grzybów halucynogennych. Artur w jednej sekundzie był przy drzwiach mieszkania, w następnej zatrzasnął je za sobą i zaczął gnać w górę schodów. Przyspieszył, słysząc za sobą zbliżające się człapanie skarpet na stopniach. Student przelotnie pomyślał, że w takich chwilach żałuje swojego nikotynizmu, przyprawiającego go właśnie o pogłębiającą się duszność. Na skrzydłach adrenaliny młodzieniec dotarł na najwyższe piętro bloku, dopadł do klamki mieszkania Niny, która, o dziwo, ustąpiła i zamknął się w środku. Chłopak przez chwilę dyszał, oparty plecami o drzwi, w które ktoś zaczął walić z drugiej strony. Artur przekręcił zamek jeszcze jeden raz i założył łańcuch, po czym cofnął się o trzy kroki. Odgłosy po chwili ustąpiły. Student spojrzał jeszcze przez wizjer, upewniając się, że mężczyzna zaniechał swoich agresywnych działań, a następnie zdjął buty i kurtkę. Chciał już wejść do pokoju Niny, kiedy poczuł lekki dyskomfort na swojej twarzy. Przetarł ją dłonią. Krew dziecka już zdążyła zakrzepnąć na jego czole i nosie. Młodzieniec zmył z siebie resztki niemowlęcia w łazience i udał się na spotkanie z ukochaną.  

Wychylając się zza drzwi, Artur nie zobaczył Niny. Nie był w tamtym momencie pewien czy światła w pokoju lekko pociemniały, czy to jego oczy przygasły, zduszone rozczarowaniem. Zamiast ślicznej, szczupłej kobiety, na jej łóżku siedział mężczyzna o prezencji bezdomnego. Długie, siwe włosy opadały mu na ramiona, okryte poczerniałą od brudu i dziurawą marynarką. Pomarszczone i pokryte bliznami dłonie łachmaniarza spoczywały na kolanach w poplamionych brunatną cieczą jeansach. Starzec wyraźnie dygotał, zapatrzony w ścianę. Z jego rozwartych ust dobiegał szeptany bełkot, powtarzający się w kółko zlepek niezrozumiałych dźwięków. Zdezorientowany młodzieniec zbliżył się do dziwnej postaci, która nie reagowała na jego obecność, lub też jej nie zauważała.  

- Przepraszam. – Powiedział niepewnie chłopak. – Szukam pewnej kobiety. Nie widział jej pan? – Obszarpaniec odwrócił głowę przerywanym ruchem nienaoliwionej maszyny. Jego kręgi szyjne niemal słyszalnie przy tym zgrzytały. Brązowe oczy starca patrzyły poprzez Artura gdzieś w otchłań, kompletnie nieobecnym wzrokiem. – Naprawdę muszę ją znaleźć. Nie widział jej pan? Ma na imię Nina i… - Młodzieniec nie dokończył zdania, ponieważ twarz łachmaniarza wykrzywił grymas cierpienia tak wielkiego, że student aż zadrżał. Mężczyzna załkał przeciągle, po czym zaczął jęczeć, bujając się w przód i w tył, składając ręce w geście jak do modlitwy. W końcu starzec ukrył spływającą łzami twarz w brudnych dłoniach. Artur chciał podejść do rozpaczającej postaci, zapytać dlaczego imię Niny wywołało taką reakcję, ale obdartus zaorał paznokciami po swoim czole, zostawiając na nim głębokie zadrapania. Karmazynowa krew wielkimi kroplami zaczęła kapać na podłogę. Mężczyzna darł metodycznymi, upartymi ruchami skórę, która zwisała ohydnymi płatami i wyrywał kawały mięśni, bez drgnięcia zdeterminowanych rąk. Kilkakrotnie jego paznokcie zahaczały o kości, łamiąc się przy tym lub odpadając od palców, całkowicie pokrytych jednolitą czerwienią. Artur patrzył na makabryczną scenę, sparaliżowany grozą sytuacji. Nogi ugięły się pod nim i upadł, starając się jednocześnie odsunąć od powiększającej się powoli kałuży krwi. Starzec okaleczał się nie dłużej niż trzy minuty, jednak nim jego dłonie zawisły bezwładnie, student był przekonany, że minęła co najmniej godzina. W końcu, głowa mężczyzny opadła na pierś. I zaczęła się podnosić. Nienaturalnym, wymuszonym, jakby kompletnie niechcianym i przeciwnym woli ruchem upiornej lalki, twarz starca obróciła się w stronę Artura. Chłopak krzyknął, zerwał się na równe nogi, zrobił trzy wielkie susy, mijając makabryczną postać i rzucił się całym ciężarem ciała w kierunku okna. Szyba ustąpiła i młodzieniec zaczął spadać w kierunku pokrytej zmarzniętym śniegiem ziemi. Zanim uderzenie zakończyło sen, chłopak pomyślał jeszcze raz o twarzy, która spojrzała na niego spomiędzy zakrwawionych, siwych włosów, o twarzy niezmierzonego cierpienia i agonii, których źródło nie było fizyczne. O swojej twarzy. 

 

Rozdział 10  

 

Artur obudził się z krzykiem. Mokra od potu podkoszulka lepiła się do jego drżącego ciała. Obrazy z gwałtownie przerwanego snu wdzierały się lepkim strumieniem do udręczonego umysłu młodzieńca ciężkimi kroplami urwanych wizji, przyprawiając go o torsje przerażenia. Student chwycił się za skronie i skupił głęboko, usiłując uspokoić oddech. Chłopak przestał się trząść. Intensywnie myślał nad sensem pogarszających się koszmarów. Oczywiste było, że stanowiły one projekcje jego lęków, zwłaszcza tego najgłębszego, że do końca swojego nędznego życia będzie Ją opłakiwał, krztusząc się od gęstniejącej tęsknoty i tonąc w bagnach żalu, cuchnących gnijącą nadzieją. Artur rozważał wcześniejsze sny i słowa ojca Walentego. Ważył w duchu szczęście z ponownego Jej spotkania, mając na drugiej szali coraz straszniejsze nocne horrory. Nie mógł tak dalej. Obawiał się, że nie zniesie kolejnego koszmaru i po prostu do reszty oszaleje. Chłopak wstał z łóżka i wygrzebał z plecaka opakowanie tabletek nasennych. Udał się następnie do łazienki i wycisnął ze srebrnych listków pozostałe białe krążki na dłoń. Młodzieniec wahał się. Przez piętnaście wlekących się pogrzebowym korowodem minut Artur stał w ciemności, gapiąc się jak idiota na garść tabletek. – Wybacz mi. - Wyszeptał w końcu, po czym wyrzucił swój ostatni sposób kontaktu z Nią do sedesu i spuścił wodę, która pochłonęła jego ostatnie źródło szczęścia i, być może, największego cierpienia. 

Sobotni poranek, wraz ze swoim przyjściem, nie przyniósł nic ekscytującego. Artur zjadł z rodzicami śniadanie, przerywając przeżywanie owsianki zdawkowymi zdaniami, których równie dobrze mogłoby nie być. Do południa młodzieniec przeglądał Facebooka, oglądał telewizję i czytał biografię Vincenta van Gogha. W książce o sławnym malarzu student znajdował wiele podobieństw pomiędzy bohaterem, a sobą samym. Nie były one jednak powodem do dumy, a jedynie źródłem grozy, związanej z prawdopodobieństwem perspektywy tragicznego życia, pełnego rozczarowań i obezwładniającej goryczy. W międzyczasie, Artur umówił się z Szymonem, żeby porozmawiać na temat zaręczyn przyjaciela. Niestety, w sobotę miał on dyżur w karetce, jednak tuż po dwunastej, przysłał koledze SMS-a z informacją, że akurat ma przerwę pomiędzy wezwaniami i mogą się spotkać przy szpitalu. Student pospiesznie zszedł na parter i zaczął się ubierać. 

- Idę się spotkać z Szymonem. – Krzyknął Artur w nieokreślonym kierunku. 

- Dobrze, o której wrócisz? Niedługo obiad. – Usłyszał głos swojej mamy z kierunku kuchni. 

- Nie powinno mi zejść dłużej niż godzinę.  

- W porządku. Miłego spotkania, synku. 

- Dziękuję. Na razie! – Rzucił młodzieniec, po czym chwycił klucze od domu i wyszedł na zewnątrz, w objęcia wietrznego dnia. 

Szpital w rodzinnym mieście Artura znajdował się pół kilometra od jego domu, więc chłopak dotarł tam dość szybko, przemierzając osiedla domów, które różniły się od siebie tak bardzo, że w całym tym miszmaszu wyglądały kompletnie identycznie. Młodzieniec przeszedł wzdłuż wysokiego muru otaczającego ponury budynek, kryty czerwonawą blachą, a następnie przez bramę wjazdową i skierował się do dyżurki ratowników medycznych. Zbliżając się, wysłał Szymonowi wiadomość, że jest pod szpitalem. Zanim Artur zdążył odpalić papierosa, Przyjaciel wyszedł małymi drzwiami w pomarańczowym uniformie z odblaskowymi paskami i powitał go szerokim uśmiechem. 

- No witam! – Krzyknął ratownik, przybijając ze studentem piątkę i miażdżąc w szczerym uścisku. 

- Siemanko! Jak tam dzisiaj? Dużo roboty? 

- Nie ma tragedii. – Odparł Szymon, również zapalając papierosa. – Przywieźliśmy jedną kobitkę w ciężkim stanie, ale już zeszła, także mam chwilę wolnego. 

- Miło z jej strony. – Powiedział młodzieniec, zaciągając się głęboko.  

- Całkiem sympatycznie, prawda. – Zgodził się ratownik z lekkim uśmieszkiem. – Co u ciebie? Jak ręka? 

- W porządku. Brzydko się zagoiła, ale chociaż nie boli. – Odpowiedział wymijająco student. Artur wprowadził Szymona w okoliczności swojego „wypadku” przez telefon, dzień po jego zajściu. Właściwie, miał wielką ochotę porozmawiać z przyjacielem o swoich snach, koszmarach, pogłębiającej się depresji i ogólnym stanie jego umysłu, jednak oparł się pokusie. Znajomy był zbyt zaaferowany swoimi sprawami i choć chłopak wiedział, że zostałby wysłuchany, nie mógł zostać do końca zrozumiany. Dzisiaj to Szymon potrzebował przyjaciela i słuchacza. – No dobrze, ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. Zestresowany? Kiedy ci to w ogóle przyszło do głowy? 

- Daj spokój, jaram ostatnio jak smok. Nogi mam jak z waty, ręce mi się trzęsą. Cały jestem obsrany. Wiesz co… Któregoś dnia zacząłem oglądać pierścionki w Internecie i tak pomyślałem, że już długo jestem z Beatą, wiele razem przeszliśmy i właściwie, to trzeba się w końcu określić. W jedną, albo w drugą. Wypada się w końcu zalegalizować. 

- Jasna sprawa. – Zgodził się Artur. – Generalnie to bardzo się cieszę, że ci się życie układa, ale powiedz mi jedną rzecz, zanim to zrobisz. Jesteś pewien? – Zapytał młodzieniec, patrząc Szymonowi głęboko w oczy. Wzrok ten miał przedzierać się przez nawet nieświadome kłamstwa, wyłapywać wahanie i odsuwać na bok brak powagi. Ratownik dobrze o tym wiedział, jednak wytrzymał to świdrujące spojrzenie. 

- Artur… To naprawdę długi czas. Z nikim tyle nie byłem. Wiem, że opowiadałem ci wiele razy jak się kłócimy, jak potrafimy się nie odzywać i tak dalej. Jednak, chyba w każdym związku tak jest. Na pewno w każdym tak jest. Mimo wszystko, jesteśmy razem i nie wygląda na to, żeby coś miało się zmienić. Tak, jestem pewien. – Powiedział stanowczo, ale łagodnie Szymon, wyciągając kolejnego papierosa z paczki. 

- Mam nadzieję, że rozumiesz, że ja cię nie chcę sprawdzać czy wpływać na twoją decyzję. Po prostu chcę, żeby wszystko zagrało tak, jak tego chcesz. Wiesz, że jak byłeś u mnie w Łodzi… 

- Do niczego przecież nie doszło. – Obruszył się ratownik. 

- Wiem, pamiętam. O dziwo. To zero-siedem na wejście zrobiło swoje… Potem jeszcze ta wódka w klubie. – Artur na moment odpłynął w łodzi zadumy, dryfując po gładkiej tafli pamięci, jednak zreflektował się, widząc ponaglający wzrok przyjaciela. – Pamiętam też inne rzeczy. Powiedz mi więc, do niczego nie doszło, dlatego że nie chciałeś, by doszło, czy po prostu ci się nie udało wyciągnąć tej laski z klubu? 

Szymon palił przez chwilę w milczeniu, pozwalając kłębom dymu, żeby otoczyły jego zamyśloną twarz szarym całunem. Artur w międzyczasie zapalił następnego papierosa, dając koledze czas. Nie popędzał go. Wiedział, że i tak powiedział za dużo, mówiąc jednocześnie dokładnie tyle, ile było trzeba. 

- W klubie, jak w klubie. To, że mam dziewczynę nie znaczy, że miałem stać jak te widły w gnoju, podpierać ściany i patrzeć jak ty się wyginasz na parkiecie. Nic więcej nie zaszło. Nie daje mi to żadnych powodów do wątpliwości. – Młodzieniec wpatrywał się z pewną życzliwością w zaciętą twarz Szymona, który kontynuował swój wywód. – Kocham Beatę, stary. Ja naprawdę ją kocham. To chyba najważniejsze, nie? 

Artur uśmiechnął się pod nosem. Nie miał wątpliwości, co do uczuć przyjaciela. Nie miał ich także odnośnie uczuć jego wybranki. Młodzieniec wątpił w uczucia. Szczególnie w miłość. Wszystkie nadużywane na każdym kroku zdania i porzekadła, w stylu „Miłość wszystko zwycięża” lub „Miłość jest najważniejsza” i „Miłość, a reszta jakoś się ułoży”, przysparzały studenta o gorzki, lecz gromki śmiech. Trzeba bardzo wiele zobaczyć i przejść, doświadczyć z otwartymi oczami i bez naiwnych złudzeń, aby przekonać się jak bardzo wątła jest ludzka miłość. Artur głęboko wierzył w rodzicielską odmianę tego uczucia, ponieważ była ona instynktowna, a zatem, w pewnym sensie, zwierzęca. Z wrodzonymi cechami organizmów nie ma sensu się spierać. Z wykształconymi i osobniczo zmiennymi jednak… Młodzieniec zbyt wiele razy słyszał płacz zdradzonych kolegów i koleżanek, za często widział obdukcje i sekcje zwłok zamordowanych małżonków, żeby wierzyć we wszechmocną miłość. Ludzka miłość jest kaleka, słaba i pełna wad. Ugina się pod zazdrością, kaja się przed gniewem i zdycha we własnym gównie, rozszarpana przez strach. Zwłaszcza strach. Jakże często mylimy strach z miłością. To przewracające trzewia przerażenie, które ogarnia nas na myśl o samotności, odrzuceniu i perspektywie poszukiwania kolejnej „drugiej połówki”, która może się nigdy nie znaleźć. Być może z tego powodu część społeczeństwa ucieka w objęcia boga, który to ma być uosobieniem miłości i najdoskonalszą, ostateczną jej formą. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że to człowiek, rozczarowany nędzą swojego uczucia, stworzył jego idealny odpowiednik, jasny płomień na niebie w kształcie serca, w którego promieniach mógł ogrzać swoje, drętwe od mrozu rozczarowania, ciało. Skoro boska miłość jest jedynie sztuczną konstrukcją, pocieszającą, a więc fałszywą, ideą, to na tym żałosnym świecie, szczytem pozostawała ludzka miłość. Krucha, gasnąca, przytłaczająca, kachektyczna, a jednak wznoszona na piedestał. – Dlatego jesteśmy tak beznadziejnie słabi. – Pomyślał Artur, po czym uśmiechnął się do Szymona i poklepał go po plecach. 

- Oczywiście, że to najważniejsze, ziomeczku.


Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1362
Zobacz teksty użytkownika:

Sny o Ninie #7

Post#2 » 17 lip 2019, o 11:11

Ciekawe i nieźle napisane. 

 

Delikatnie, najciszej jak potrafił, chłopak uchylił drzwi na koszmarnie skrzypiących zawiasach. Krzyk nasilił się. Ciemny korytarz przebiegał przez całe mieszkanie, kończąc się pokojem, z którego dobiegało słabe światło. Pozostałe pomieszczenia, po obu stronach, były zamknięte. Młodzieniec zaczął skradać się bardzo powoli, co w ciężkich glanach stanowiło nie lada wyzwanie.
 

Nazbyt często określasz podmiot, a przecież wiadomo, o kogo chodzi. Napisałbym:  

Delikatnie, najciszej jak potrafił, uchylił drzwi na koszmarnie skrzypiących zawiasach. Krzyk nasilił się. Ciemny korytarz przebiegał przez całe mieszkanie, kończąc się pokojem, z którego dobiegało słabe światło. Pozostałe pomieszczenia, po obu stronach, były zamknięte. Skradał się bardzo powoli, co w ciężkich glanach stanowiło nie lada wyzwanie. 

 

W miarę zbliżania się do źródła hałasu, spazmatycznemu płaczowi zaczęły towarzyszyć ciężkie oddechy, sapanie i chrapliwy warkot. Jednocześnie, zza framugi drzwi powoli wyłaniał się rzucany na ścianę cień masywnej postaci, poruszający się rytmicznie. Jego grube ramiona wznosiły się i upadały z obrzydliwym mlaśnięciem, jakby ktoś tłukł schabowe na niedzielny obiad. Co i rusz dało się słyszeć także subtelne i rozdzierające, jak chóralne vibrato, chrupnięcie. Artur zorientował się, że jest spocony i ciężko dyszy. Jego ciało stało się ciężkie, ledwo mógł się poruszać. Nie mógł jednak się powstrzymać.
 

„siękoza” 

 

Chłopak przez chwilę dyszał, oparty plecami o drzwi, w które ktoś zaczął walić z drugiej strony. Artur przekręcił zamek jeszcze jeden raz i założył łańcuch, po czym cofnął się o trzy kroki. Odgłosy po chwili ustąpiły. Student spojrzał jeszcze przez wizjer, upewniając się, że mężczyzna zaniechał swoich agresywnych działań, a następnie zdjął buty i kurtkę.
 

Chłopak – Artur – swojej – student niepotrzebne. Do przeredagowania. Również w następnych fragmentach podobnie. 

 

Z jego rozwartych ust dobiegał szeptany bełkot, powtarzający się w kółko zlepek niezrozumiałych dźwięków. Zdezorientowany młodzieniec zbliżył się do dziwnej postaci, która nie reagowała na jego obecność, lub też jej nie zauważała.
 

Oba „jego” - zbędne. Zaimków zawsze za dużo. 

 

- Przepraszam. – Powiedział niepewnie chłopak.
 

- Przepraszam – powiedział niepewnie chłopak. 

 

Artur obudził się z krzykiem. Mokra od potu podkoszulka lepiła się do jego drżącego ciała.
 

Artur obudził się z krzykiem. Mokra od potu podkoszulka lepiła się do drżącego ciała. 

 

– Wybacz mi. - Wyszeptał w końcu,
 

– Wybacz mi - wyszeptał w końcu, 

 

- Idę się spotkać z Szymonem. – Krzyknął Artur w nieokreślonym kierunku.
 

- Idę się spotkać z Szymonem – krzyknął Artur w nieokreślonym kierunku. 

Dalej również błędne zapisy wypowiedzi.


Hollow
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 21
Zobacz teksty użytkownika:

Sny o Ninie #7

Post#3 » 17 lip 2019, o 12:56

Dziękuję bardzo za wyczerpującą analizę błędów oraz słowa pochwały! :)

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: DysArt i 3 gości