Zachęcamy do czytania naszych poradników!

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

ForHonorPL
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#1 » 26 lip 2019, o 12:55

Opowiadanie - Szpony ze Stali 

Rozdział 1 - "Żołnierz" 

- A pamiętacie, jak młodziutki Lazar dopiero uczył się fechtunku? Tak wywijał tym mieczem, że o mało co sobie ręki nie pociął. Raz, jak akurat sobie "trenował" , to przeciął gruby sznur, który trzymał jego ulubionego rumaka. Jak poleciał, tak nikt go więcej nie widział, a Lazarek wtedy podszedł do mnie, podał mi rozcięty fragment sznura i z płaczem powiedział " Konik...Konik uciekł". Ale miałem wtedy ubaw z chłopca. - cała grupa zaczęła się śmiać.  

- Miałeś o tym nie wspominać, Thorak. - Lazar spojrzał na niego gniewnie. - Byłem wtedy zbyt młody na szermierkę, a ty i tak kazałeś mi się uczyć. Poza tym, konia mi szkoda do dziś.  

Thorak zaczął chichrać pod nosem.  

- Żarty żartami, ale powinieneś już odpuścić chłopakowi, Thorak. - odezwał się najstarszy z czworga braci, Fritz - Wszyscy kiedyś zaczynaliśmy, więc nie czepiaj się go, a chyba nie chciałbyś, żebym opowiedział o twojej przygodzie z nadworną zielarką? 

 

W obozie był piękny, spokojny poranek. Aż miło, że akurat dzisiaj, w tak cudowny dzień, mamy walczyć z Baraminami, najeźdźcami z Północy. Od kilku już lat próbują przebić się przez nasze siły, bezskutecznie. Nie rozumiem jednak, czemu nie kontratakujemy, ale to już sprawa dowódców. Ci wszyscy wodzowie, no, może prócz Vabena, oraz Kitgora, to poprostu szlachcice, którzy nie potrafią dobrze rządzić, tym bardziej dobrze walczyć, nie chcą sobie pobrudzić rączek. Akurat nasz dowódca, Kapitan Vaben de Lavour, jest tak naprawdę normalnym żołnierzem, tylko zakutym w przywódcze blachy. To sprawia, że potrafi nami pokierować, zresztą, dzięki jego przywództwu nasz legion wygrał już z pięć bitew, wszystkie były akurat obroną przed Baraminami. Wychodząc z namiotu zauważyłem, że przy jednym z ognisk siedzą wszyscy z braci Shtold, a jako, że wręcz uwielbiałem ich towarzystwo, dosiadłem się doń. 

 

- Thorak, czemu jesteś takim idiotą? - powiedział prześmiewczo Arno, czwarty z braci. - Po cholerę żeś brał te ziółka? Naprawdę masz szczęście, że nie dała Ci nic zabójczego, byś tu z nami nie siedział.  

- Mówiła, że to pomaga na wielkość małego giermka. I wiecie co? Nie pomogło... - cała kompania zaczęła się śmiać z Thoraka i jego zabaw, szczególnie najmłodszy Lazar, któremu brat zawsze dogryzał, oczywiście tak z miłości, ale potrafiło to zdenerwować.  

- No dobrze, ma ktoś jeszcze jakąś historię? - zapytał Fritz. - Może ty, Gotfrydzie? Skoro jesteś tutaj z nami, musisz coś opowiedzieć.  

- Nie zaszkodzi spróbować... dobra, mam. Pamiętacie może naszą zwycięską bitwę pod Pulawą?  

- Tego się nie da nie pamiętać! - zakrzyknął Thorak. - Lazarek ubił tam dziesięciu Baraminów, cóż z tego, że mu w tym pomogłem.  

Załóżmy, że to jego sukces.  

- Zamknij się, Thorak. - Lazar szturchnął brata w ramię. - Co było dalej, Gotfrydzie? 

- Po bitwie, jak już wróciliśmy do stolicy, podszedłem do pewnej dziewki, imieniem Aisha, była ona karczmarką w "Drewnianej Budzie". Używając swojej świetnej charyzmy, udało mi się doprowadzić do tego, że udaliśmy się do jej domu. Z początku myślałem, że wszystko pójdzie dobrze, poznamy się bliżej, może do czegoś dojdzie. Nagle, kiedy sobie spokojnie siedzieliśmy, w dosyć przestronnej sali biesiadnej, tak, wyglądała na dosyć bogatą osobę. Wracając, do domu prędko wrócił jej staruszek, nie wyglądał na wesołego. Szybko się okazało, że nie jestem mile widziany w jego domu, również widać było, że jest jakimś weteranem wojennym. Wiedziałem, że w walce nie miałbym szans, do tego nie chciałem zrobić żadnej przykrości Aishy. Dlatego podbiegłem do witraży, pięknych witraży, które wyglądały na ulicę miasta, uchyliłem jeden z nich, stanąłem na krawędzi i...  

- I wtedy podszedł do was kapitan, który zażądał, żebyście się już ruszali, bo będziemy walczyć - pojawił się znikąd dowódca Vaben.  

Vaben był średniego wzrostu, miał włosy koloru brąz, posiadał szramę na pół twarzy, którą zdobył podczas bitwy na polach Yarhas. Akurat ta blizna mu nie przeszkadzała, twierdził, że im więcej ich posiada, tym jest bardziej doświadczony. Oprócz tej szramy, bliźniaczych ran posiadał jeszcze więcej, na całym ciele.  

- Dobra, chłopaczki, wstawać już. - powiedział Thorak. - Arno, łap topór, Fritz i Lazar, bierzcie swoje miecze. Chodźmy wyrąbać po raz kolejny oddziały Baraminów! 

- Najpierw jest zbiórka, rąbać będziesz mógł potem, Thorak. - odezwał się kapitan. - No, ruszać się, chłopy!  

- Najwyżej następnym razem dokończę historię. - chwyciłem swój miecz. - Teraz czeka nas kolejna porcja chwały!  

- Zakładając, że będzie następny raz. - uśmiechnął się Fritz. 

 

W obozie stacjonowały dwa legiony, nasz miał sześć dywizji, jakichś trzystu wojowników, drugi natomiast składał się z czterech, około dwóch setek. Nasz miał zostać wysłany pierwszy w bój, byliśmy już w miarę doświadczeni, w porównaniu do świeżaków z drugiego legionu. Nami dowodził oczywiście Kapitan Vaben, ten drugi legion nie miał za dużo szczęścia, kierował nimi Falkest, szlachcic, może dwa razy uczestniczący w prawdziwej bitwie, kilka razy w ulicznych bójkach. Skąd o tym wiem? W naszym legionie jest jeden człowiek, nazywa się Bran, jest takim naszym informatorem. On wie wszystko co się dzieje w obozie, w dużej mierze też poza nim, dlatego wszyscy wiedzą na przykład, że Generał Anhalt sypia z trzema kobietami naraz, a urzędnik Golfold jest hazardzistą i pogrywa w kościanego pokera, za naprawdę duże kwoty. Bran zawsze mówi, że w tym świecie, najważniejsza jest informacja. Ma chłop rację... 

 

Przechodząc przez obóz, widzieliśmy jeszcze oddział, który zamiast się gotować do walki, wolał pić przy ognisku. Kapitan podszedł do nich, trochę porozmawiali i nagle największy z nich dostał w policzek od Vabena. Wstali tak szybko, że aż kurzyło się pod nimi, pobiegli na miejsce zbiórki, a nawet byli na nim pierwsi. 

- Dobra panowie, stanąć w szeregu! Ilu nas jest, konkretnie proszę, poruczniku? - Kapitan Vaben zwrócił się do jego prawej ręki, który był zarazem jego giermkiem, Remusa. 

- Więc tak, łącznie z drugim legionem, pół tysiąca żądnych krwii żołnierzy. Zakładając, że przybędzie na czas Szósta Kompania Ochotnicza, to będzie nas sześć setek.  

- Dobrze, nie jest tak źle, wystarczy. - dowódca stanął na jednym z małych wzniesień przed obozem, przed nim staliśmy my, pół tysięczna armia gotowych do walki wojowników. - Słuchajcie mnie, żołnierze. Tuż za wzgórzem przed nami, znajdują się wojacy Baraminów, jest ich około dwóch tysięcy. Ale to zwykłe dzikusy, nie zawodowa armia. Dostaliśmy również pozwolenie od Króla na kontratak, więc, jeżeli wygramy, będziemy mogli wreszcie zakończyć tę bezsensowną, a już kilkuletnią wojnę. - w tym momencie, kapitana zagadał Falkest, żołnierze z przodu słyszeli, że rozmawiali o planie, oraz możliwym przebiegu bitwy.  

- Boisz się walki? - zapytałem Fritza, wydawał się najbardziej rozważnym z rodzeństwa Shtoldów. 

- Eee tam, powinieneś raczej zapytać, czy boję się śmierci. - odpowiedział spokojnie Fritz. - Otóż nie, nie obawiam się ani jednego, ani drugiego. Już żyję sporo czasu na tym świecie, wiem, że strach jest najgorszą rzeczą, jaka może Cię spotkać, ale jest też bardzo naturalną reakcją. Jednak gdybyś żył tak długo, jak ja, wiedziałbyś, że nie ma sensu się bać. Marnujesz tylko swój umysł, a ten u Ciebie wydaje się być dobrym, nie zepsuj go.  

- Skąd o tym wiesz? To pewnie zaleta wieku, tak? - spojrzałem na weterana, w jego oczach było widać pełno spokoju, najpewniej dlatego uważałem go za rozsądną osobę. 

- Czy ja wiem, czy zaleta. Poznaję się na ludziach, to może i jest w pewnym sensie dobra rzecz, ale na dłuższą metę niekoniecznie. Wiesz dlaczego? - Fritz wskazał dłonią na Kapitana Falkesta, który dalej rozmawiał o bitwie z naszym dowódcą. - Spójrz, nigdy nie musiałem słyszeć plotek Brana o nim, a wiem, że jest tchórzem. Naprawdę nie zdziwię się, jak nawet nie dołączy osobiście do bitwy, tylko wyśle swój legion.  

- Jak do tego doszedłeś? Nawet Bran nigdy czegoś takiego nie powiedział.  

- Nie widzisz, jak się trzęsie przy każdym słowie? - mimo tego, że był już w podeszłym wieku, Fritz miał najwyraźniej doskonały wzrok, słuch też miał dosyć dobry, słyszał, kiedy mówiono coś o nim, za jego plecami. Niezbyt się tym przejmował oczywiście, akurat mało go to obchodziło, co inni o nim myślą. - I to nie tylko podczas rozmowy z Vabenem, który jest naprawdę poważnym, oraz poważanym dowódcą, on tak robi podczas rozmów z każdym, nawet kiedy gadał z Thorakiem, jakby się go bał. Nie obawiaj się niczego, bo możesz skończyć jak on. A raczej byś nie chciał. 

 

Kapitan już zakończył rozmowę z Falkestem, jednak widać było, że coś go trapi. Stanął on ponownie na wzniesieniu, rozwinął mapę, którą podał mu porucznik i zaczął objaśniać nam plan bitwy.  

- ...I wtedy uderzy mój pierwszy legion, drugi natomiast będzie stał na wzgórzu w pogotowiu, możliwe, że Baraminów jest więcej, albo sobie po prostu nie poradzimy. Nie będziemy czekać na Kompanię Ochotniczą, najwyżej dołączą do nas już w trakcie walki. Mam nadzieję, że wszystko jest jasne, bo nie będę się powtarzał. A, jeszcze jedna sprawa, naprawdę chcę, żebyście uważali na siebie, już za dużo dobrych ludzi straciłem w starciach z tymi dzikusami. Nie lekceważcie ich, mimo niezbyt dobrego wyposażenia, nadal mogą być niebezpieczni. - wiedziałem, że Kapitan kieruje te słowa, między innymi, do naszego oddziału. Zawsze staliśmy na pierwszej linii, czasem nawet kpiliśmy z wroga, a już szczególnie Thorak, który raz zawalczył nawet bez zbroi. Jest szaleńcem, ale zarazem świetnym wojownikiem, oraz dobrym przyjacielem. Vaben akurat to w nim lubi, jak każdy. - Także, musimy już ruszać. Uważajcie na siebie i innych, chłopy. Właśnie dzisiaj, dzisiaj możemy zakończyć ten, już zbyt długi, bezwartościowy konflikt. Nie zepsujmy tego, bracia... 

 

Doszliśmy w końcu, po niecałej godzinie drogi, na wzgórze. Kiedy na nim staliśmy, miałem dziwne przeczucie, że nasz wróg coś knuje. Kilku z oddziału również czuło niepokój. 

- Kapitanie, gdzie są Ci Baraminowie? - zapytałem Vabena. Ze wzgórza, na którym stacjonowaliśmy, nie było widać wroga, z żadnej strony.  

- Są tam, na polanie przed nami. - dowódca wskazał dłonią środek wielkiej łąki. - Lubią i umieją się ukrywać, pamiętasz przecież, bitwa pod wsią Gerhen, wariaci chowali się w lesie przez jakieś pół godziny, podczas gdy my staliśmy w pełnym słońcu. Oczywiście, mogliśmy zaatakować, ale walcząc z dzikusami w lesie, nie mielibyśmy szans. Ty też tam stałeś, razem z braćmi Shtold, tak? Ehh, jesteście wszyscy naprawdę, świetnymi wojami, ale aroganckimi, jak mało kto, w szczególności Thorak. Czasem mam ochotę uderzyć go, tak prosto w twarz, za swoją niesubordynację. Cholerny Shtold, nienawidzę drania, ale z drugiej strony kocham go, jak brata. 

- Z tego co pamiętam, to była jedyna bitwa, jak dotąd, podczas której Baraminami ktoś osobiście dowodził. Prawie im się udało nas pokonać, ten ich wódz, wydawał się być dosyć rozważnym.  

- Gotfrydzie, posłuchaj mnie teraz. To nie przywódca prawie wygrał im bitwę, tylko nasz król. Starzec nie pozwolił ruszyć legionowi Kitgora, który miał nas wspomóc w walce, ponieważ stwierdził, że świetnie damy sobie radę i nie ma takiej potrzeby. Prawie nas wyrżnęli w pień, przecież została tylko setka wojowników, przez tego głupca straciłem tylu dobrych ludzi... Wasz król nie jest moim władcą, ja służę tylko dla Ediru, dlatego muszę się go słuchać. Uwierz mi, nawet bez jego rządów ten kraj by sobie poradził, moim skromnym zdaniem, lepiej. - nigdy nie sądziłem, że Vaben jest aż tak źle nastawiony do króla. Z jednej strony ma rację, nasz władca woli wręcz usługiwać szlachcicom, zamiast chociaż pomóc żołnierzom. Jest skorumpowany, je swoim doradcom z rąk, ale nadal, dzięki jego rządom, nie doszło jeszcze do żadnej rebelii, w porównaniu do Króla Loraka, przez którego cały kraj, wręcz płonął ogniem. - Żołnierzu, po tej bitwie wracamy z powrotem do stolicy, Elderonu, znowu będę musiał się spotkać z tym starcem na naradzie. Jeżeli, po raz kolejny, zacznie coś gadać o tym, jaka to wojna jest niepotrzebna, a armii należy się jakoś pozbyć, to naprawdę, nie ręczę za siebie. Niech lepiej zajmie się byciem psem swoich radnych, a wojnę zostawi prawdziwym Edirczykom, a nie obłąkanym sługusom... 

 

Błąkając się jeszcze chwilę po dosyć dużym wzgórzu, na którym stacjonowaliśmy, napotkałem na Arno, który siedział w pełnym rynsztunku pod drzewem, spoglądając w dal. 

- Jak twoja rana, Arno? - miał on rozcięcie na całej długości ramienia, podczas walki pod Pulawą rzucił się na niego jeden z Baraminów. Był jakby w transie, poruszał się i uderzał szybciej, niż reszta jego pobratymców. Arno nie zdążył zareagować i dzikus przeciął mu rękę swoim toporkiem. Miał szczęście, że nieopodal znajdował się Lazar, który zręcznie wymierzył napastnikowi cios pod żebro. Gdyby nie młody, jeden ze Shtoldów mógł już nie żyć.  

- Jakoś się trzymam, Gotfrydzie. Widziałem, jak rozmawiasz z dowódcą, chodziło o bitwę, jak rozumiem?  

- Tak, o tym rozmawialiśmy, tylko niekoniecznie o tej, która zaraz może się zacząć. Gadaliśmy o Gerhen, oraz o królu.  

- O tym głupcu żeście rozmawiali? Nie wiem, czy chciałbym znać szczegóły. - Arno najwyraźniej był tak samo nastawiony do władcy, jak Vaben. - A co o tej bitwie mówiliście?  

- To jest powiązane ściśle z królem. Prawie żeśmy przez niego przegrali, gdyby nie nasza inicjatywa, nie widzielibyśmy się więcej w tak zacnym gronie. Dowiedziałem się, że legion Kitgora, który miał nam wtedy pomóc, został zatrzymany przez naszego władcę właśnie. Wydawać by się mogło, że król jest zdrajcą. 

- Wiedziałem, wiedziałem, że ten starzec nie jest godny zaufania. Posłuchaj mnie również, tak samo, jak posłuchałeś Vabena. W tym legionie, jedyną osobą, która postrzega Króla za odpowiedniego władcę, aktualnie jesteś ty. Nawet Bran, ten wścibski plotkarz, traktuje go dobrze tylko dla interesów. Uwierz mi, trzymaj się z nami, a raczej wyjdzie Ci to na dobre. Słyszałem też, że przeciwko królowi szykuje się rebelia, ale taka naprawdę ogromna, nie taka, jakie były za Loraka.  

W tym momencie usłyszeliśmy porucznika, który zadmił w róg, żeby zwołać nas do siebie. Pobiegliśmy więc prędko na zbiórkę, ostatnią, przed wielkim starciem. Bitwa, na którą tak bardzo czekaliśmy, miała, już za chwilę, się zacząć. 

 

- Żołnierze, za dosłownie chwilę ruszymy do ataku. Tym razem nie będziemy na nich czekać, w tym dniu musimy zwyciężyć. - Vaben stanął przed nami, wyglądał jak człowiek, który naprawdę może nam wygrać to starcie. Cały legion bacznie obserwował ruchy kapitana, słuchał jego słów, po prostu Vaben potrafi stworzyć sobie dobrą reputację. I stworzył. - Pamiętajcie o jednym, nie jesteście tutaj sami. Chrońcie kolegę z boku, a on też was obroni. A teraz, teraz chodźcie za mną, chłopy. Ruszamy zmiażdżyć kolejną armię dzikusów! 

Cały legion po tych słowach zaczął wiwatować, potem zaczęły się krzyki. Krzyki, które miały zniweczyć zapał do walki przeciwników. W pewnym momencie, z wysokich traw wyskoczyła armia Baraminów i zaczęła pędzić w naszą stronę. Oni najwyraźniej też chcieli to zakończyć, tu i teraz.  

- Na nich, panowie. Na nich! - krzyknął dowódca.  

Zaczęliśmy biec, ile sił w nogach, prosto w stronę wroga. Słychać było pełno różnych okrzyków, wiwatów, ktoś nawet śpiewał. Byliśmy gotowi na wszystko, na śmierć chyba najbardziej.  

- Dawać ich tutaj! Naprzód! 

 

Szarża obu armii zakończyła się, zderzenie dwóch stron wywołało jakby lekki wstrząs ziemi. Niebo pochmurniało, zaczął też padać deszcz. W kilka chwil łąka, która przedtem była piękna i spokojna, zamieniła się w grzęzawisko. Rzeka, która przepływała przez środek tej doliny, płynęła już krwią, zamiast wody. Pośród tego całego bagna staliśmy my, dumny i zawzięty ród Edirczyków, oraz oni, równie zawzięci napastnicy Baraminów. Jednak na polu bitwy każdy jest równy, obie strony mają takie same szanse. My, albo oni. Nie ma innego wyboru. 

- Noż cholera, dorwał mnie! - usłyszeliśmy pierwsze jęki z naszego oddziału, był to Hammst, jeden z kilku żółtodziobów w naszym legionie. Pech chciał, że przydzielono go do naszej dywizji, walka na pierwszej linii nie wyszła mu dobrze. Szkoda chłopaka, któryś z naszych go dobił, nie chciał, żeby umierał w męczarniach.  

Arno walczył tak, jak nigdy dotąd. Był w swoim żywiole, na pierwszej linii i bitwa o wszystko. Czego chcieć więcej? Nawet w walce z dwoma naraz utrzymał się wystarczająco długo, abyśmy mogli się do niego przebić i go wspomóc. Nadal jednak bacznie uważał na swoją ranę, wiedział, że jak teraz dostanie, to po nim. Lazar i Fritz trzymali się razem, bark w bark, ramię w ramię. Przedzierali się coraz głębiej w formację wroga, nie potrafili ich zatrzymać. 

 

- A gdzie walczył kapitan? - zapytał zaciekawiony historią karczmarz.  

Tawerna "Stary Kocioł" była dosyć ładną, ale już lekko zniszczoną, siedzibą zbirów wszelakiej maści. Po bitwie musiałem tutaj chodzić, gdyż do karczmy Aishy nie miałem już wstępu, szkoda, podawali tam dobre trunki. Właścicielem "Starego Kotła" jest Bragir, młody, dosyć tłusty chłop, przyjemnie z nim można pogawędzić. Nazwa tawerny pochodzi od, faktycznie już zużytego kociołka, stojącego w jednym z rogów. Bragir używa go do różnych celów, głównie do kwaszenia ogórków, wychodzą naprawdę dobre. Do stolika, przy którym siedzieliśmy, dosiadło się jeszcze trzech osiłków, którzy równie chętnie słuchali o bitwie.  

- Najpierw karczmarzu poproszę jeszcze jedną kolejkę, dla wszystkich! - Bragir porozdawał wszystkim, którzy siedzieli z nami, po kuflu najlepszego piwa w okolicy. Łyknąłem, oczywiście, a potem znów opowiadałem.  

- Z Vabenem trzymaliśmy się dosyć blisko, również na pierwszej linii. Kilka razy widziałem , jak kapitan ratuje życie naszym żołnierzom. Swoim wielkim, dwuręcznym flambergiem, rozcinał Baraminów na dwie połowy, bardzo dobrze opanował tę broń. Co jakiś czas krzyczał "Napierać! Dalej!", i takie inne podbudzające do walki słowa. Dawało to naprawdę dużo sił, w każdym z nas wzbudzało to chęć, wręcz zmasakrowania wroga.  

- A ta mgła, która teraz znajduje się tuż pod naszymi murami, ona też przez tę bitwę? - zapytał jeden z chłopów przy naszym stole. 

- Ten obłok pojawił się na koniec starcia z Baraminami, w ferworze walki prawie jej nie zauważyliśmy. Nagle te wszystkie dzikusy zaczęły uciekać w stronę lasów, oczywiście ucieszyło to nas, ale potem zobaczyliśmy właśnię tę mgłę. Spowiła ona całe pole bitwy krwawym dymem, jakby wszystkie te trupy wydzielały z siebie jakiś odór. A martwych było naprawdę dużo, około połowa legionu została zabita przez napastników. Gdzie byś się nie obejrzał, tam leżeli polegli. Naprawdę, straszny widok, szczególnie, że ta cała krwawa chmura przykryła pole walki, wyglądało to jeszcze tragiczniej. 

- Do szyku, żołnierze! Cokolwiek jest w tej mgle, my to zatrzymamy! - kapitan od razu wiedział, że w obłoku coś się skrywa.  

Nie mylił się, chwilę po ustawieniu formacji, czerwona chmura, jakby zaraza, przykryła całe pole bitwy, otaczając nas w jej środku. Zaczęły z niej wyglądać cienie, dosyć przerażające sylwetki ludzi z rogami, jakby demony, o których mówią duchowni. Nigdy specjalnie nie słuchałem kaznodziejów, ale teraz przyznaję im rację, takie coś istnieje naprawdę. Staliśmy przerażeni w kręgu, pośrodku nieznanego niebezpieczeństwa. Uwierzcie, jakbyście tam byli, ehh...  

- Brzmi to, jak w jakiejś bajce. - powiedział Bragir, po czym lekko się uśmiechnął. - Ale chyba masz rację, czerwona, krwawa mgła nie tworzy się bez przyczyny.  

- Możesz nie wierzyć, ja wiem co widziałem i nie będę się z tym krył. - Bragir spojrzał na mnie w taki sposób, jakby chciał mi powiedzieć, żebym mówił dalej. - Byliśmy osaczeni, nie wiedzieliśmy co robić, staliśmy tak pośrodku niczego, na szczęście Vaben, jak zwykle, podniósł nas na duchu. 

- Żołnierze, wiem, że się teraz boicie, ale uwierzcie mi, że ja też. Boję się, że zostaniemy już do końca w tej mgle, do śmierci z głodu i pragnienia. Chyba nie chcecie tak umrzeć, prawda? - wszyscy wojownicy, którzy się ostali, zaczęli krzyczeć różne zdania, najczęściej "Zwycięstwo, albo śmierć", które było hasłem przewodnim naszego legionu. - Przetrwamy to, albo zginiemy próbując, żołnierze! 

 

W karczmie robił się coraz większy ruch, jeszcze więcej osób przyłączyło sie do naszego stolika, był tutaj nawet Roderyk, nowy wojownik z naszego legionu, któremu nie pozwolono dołączyć do starcia. Bragir podał nam kolejną kolejkę piwa, abyśmy przypadkiem się nie wysuszyli przy opowieści.  

- W jednej chwili z mgły, z każdej strony, wyskoczyły na nas demony. Mimo tego, że staliśmy w grupie , to i tak zaczęli nas rozrywać na kawałki. Pierwszy zginął Anzelm, weteran kilku bitew, bestia po prostu na niego skoczyła i przegryzła mu krtań przez zbroję płytową. Nigdy w życiu nie widziałem czegoś tak potężnego, a co dopiero walczyć z czymś takim. Kolejni padali jak muchy, w pewnym momencie zostało nas, z około setki, ze trzydziestu żołnierzy. I wtedy stała się tragedia, przez którą najmłodszy z braci Shtold, Lazar, się cały czas obwinia. Jedna z bestii skoczyła na Thoraka, który zręcznie zdzielił ją tarczą prosto w gębę. Demon tylko lekko odleciał i po chwili rzucił się na Shtolda, który padł razem z nim na ziemię. Szarpali się tak kilka chwil, nikt nie mógł mu pomóc, gdyż każdy również walczył o życie. Lazarowi udało się ubić jedną z tych bestii, wbił jej swój miecz prosto w tułów i zaczął biec w stronę brata. Nie zdążył, nagle został staranowany prosto w bok przez kolejną bestię.  

Thorak dalej leżał na ziemi, walcząc z demonem, jednak nie miał on szans w takiej pozycji. W końcu, zmęczony już walką, opuścił jedną rękę, którą podtrzymywał róg wroga. Bestia uwolniła się w jednej chwili z uścisku jego drugiego ramienia i przebiła mu klatkę rogami, wręcz na wylot. Lazar, po krótkiej walce z napastnikiem, wstał, spojrzał na martwego Thoraka i rzucił się wściekle na bestię, która lekko utkwiła w ciele rogiem. Odciął demonowi łapę, rzucił go na ziemię kilka metrów dalej i zaczął wręcz rozszarpywać. Nigdy nie widziałem tak zniszczonego w środku człowieka, był on tak wściekły, że odrąbał bestii jeden z rogów i przebił nim już kolejną. 

 

Coraz więcej demonów skakało na nas z mgły, a naszych cały czas ubywało. Lazar w rozpaczy zaczął płakać nad Thorakiem, kiedy to kolejna bestia chciała się rzucić na młodziaka. Skoczyłem na nią, już nie zważałem na demona, z którym cały czas walczyłem, wolałem chociaż spróbować uratować życie Shtolda. Udało mi się, razem z bestią upadliśmy tuż pod nogi Arno, który silnym uderzeniem odrąbał łeb wrogowi swoim toporem. 

- Zabierz stąd Lazara! - krzyknąłem do niego. - Zabierz, uciekajcie z tej mgły, przynajmniej spróbujcie! 

- Nie mogę tak was zostawić, jesteście dla mnie wszyscy jak bracia. - spojrzał się na mnie, wręcz krwawymi oczyma, widać w nich było chęć zemsty.  

- W takim razie chociaż strzeż go, nie możemy stracić kolejnego Shtolda. - złapałem go za bark, uśmiechnęliśmy się do siebie i popchnąłem go w stronę zrozpaczonego brata. 

Podbiegłem do Fritza, był chyba najbardziej przytomnym po tym, co się stało. 

- Musimy wszyscy ustawić się w kręgu, jesteśmy teraz w zbytniej w rozsypce, tak nie mamy szans! 

- Masz rację... Kapitanie! - zakrzyknął do Vabena, który właśnie uporał się z demonem, który nękał go od początku walki. - Rozkaż ustawienie formacji, bo inaczej nas tu wszystkich powyżynają! 

Kapitan zadmił w róg, który cały czas wisiał na jego pasku. 

- Żołnierze, tworzyć krąg, szybko! - wszyscy, czyli w sumie kilkunastu wojowników, zebrali się w formacji, ustawiliśmy się wokół Lazara, który nawet nie chciał się ruszać, cały czas klęczał nad bratem. - Brońmy się, do końca! 

- Kapitanie! - zakrzyknął Bran. - Gdzie jest, do cholery, drugi legion?!


Tagi:

Awatar użytkownika
RebelMac
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 164
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#2 » 26 lip 2019, o 13:47

ForHonorPL pisze:Opowiadanie - Szpony ze Stali 

Rozdział 1 - "Żołnierz" 

- A pamiętacie, jak młodziutki Lazar dopiero ucz się fechtunku? Tak wywij tym mieczem, że o mało co sobie ręki nie pociął. Raz, jak akurat sobie "trenow" , to przeciął gruby sznur, który trzym jego ulubionego rumaka. Jak poleci, tak nikt go więcej nie widzi, a Lazarek wtedy podszedł do mnie, pod mi rozcięty fragment sznura i z płaczem powiedzi " Konik...Konik uciekł". Ale miałem wtedy ubaw z chłopca. - cała grupa zaczęła się śmiać.  

- Miałeś o tym nie wspominać, Thorak. - Lazar spojrz na niego gniewnie. - Byłem wtedy zbyt młody na szermierkę, a ty i tak kazałeś mi się uczyć. Poza tym, konia mi szkoda do dziś.  

Thorak zaczął chichrać pod nosem.  

- Żarty żartami, ale powinieneś już odpuścić chłopakowi, Thorak. - odezw się najstarszy z czworga braci, Fritz - Wszyscy kiedyś zaczynaliśmy, więc nie czepiaj się go, a chyba nie chciałbyś, żebym opowiedzi o twojej przygodzie z nadworną zielarką?

 

 

Tragiczny styl. Dalej już nie czytałem, musisz najpierw nauczyć się warsztatu. No i imiona - Thorak - bóg Thor, Lazar - lazaret, Fritz - pruski żołnierz. Nie jest dobrze, dużo pracy przed Tobą. 

 

Pozdrawiam.

May The Force Be WIth You!

ForHonorPL
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#3 » 26 lip 2019, o 14:06

RebelMac pisze:
ForHonorPL pisze:Opowiadanie - Szpony ze Stali 

Rozdział 1 - "Żołnierz" 

- A pamiętacie, jak młodziutki Lazar dopiero ucz się fechtunku? Tak wywij tym mieczem, że o mało co sobie ręki nie pociął. Raz, jak akurat sobie "trenow" , to przeciął gruby sznur, który trzym jego ulubionego rumaka. Jak poleci, tak nikt go więcej nie widzi, a Lazarek wtedy podszedł do mnie, pod mi rozcięty fragment sznura i z płaczem powiedzi " Konik...Konik uciekł". Ale miałem wtedy ubaw z chłopca. - cała grupa zaczęła się śmiać.  

- Miałeś o tym nie wspominać, Thorak. - Lazar spojrz na niego gniewnie. - Byłem wtedy zbyt młody na szermierkę, a ty i tak kazałeś mi się uczyć. Poza tym, konia mi szkoda do dziś.  

Thorak zaczął chichrać pod nosem.  

- Żarty żartami, ale powinieneś już odpuścić chłopakowi, Thorak. - odezw się najstarszy z czworga braci, Fritz - Wszyscy kiedyś zaczynaliśmy, więc nie czepiaj się go, a chyba nie chciałbyś, żebym opowiedzi o twojej przygodzie z nadworną zielarką?

 

 

Tragiczny styl. Dalej już nie czytałem, musisz najpierw nauczyć się warsztatu. No i imiona - Thorak - bóg Thor, Lazar - lazaret, Fritz - pruski żołnierz. Nie jest dobrze, dużo pracy przed Tobą. 

 

Pozdrawiam.

 

 

Wiem, że muszę się jeszcze nauczyć dużo, w zasadzie, to dopiero zaczynam przygodę z pisarstwem. Wiem też, że takie tłumaczenie się "jestem nowicjuszem" jest również słabe, ale po prostu jeszcze nie potrafię wielu rzeczy, staram się, jak mogę. Najwyraźniej nie zawsze wychodzi. 

A co do tych imion, powiem szczerze, że nawet nie przyszły mi do głowy takie rzeczy, jak np. Thor, czy ten pruski żołnierz.  

No cóż, postaram się cały czas się polepszać, postaram się bardziej się starać. No i dziękuję za krytykę, przyda się jak najwięcej. Miłego dnia, życzę.


Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1439
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#4 » 26 lip 2019, o 15:30

Ad. ForHonorPL 

Sugeruję, abyś zaczął pisać krótkie opowiadania/miniatury.


azyl_dla_dentystow
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 18
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#5 » 26 lip 2019, o 19:02

RebelMac pisze:
ForHonorPL pisze:Opowiadanie - Szpony ze Stali 

Rozdział 1 - "Żołnierz" 

- A pamiętacie, jak młodziutki Lazar dopiero ucz się fechtunku? Tak wywij tym mieczem, że o mało co sobie ręki nie pociął. Raz, jak akurat sobie "trenow" , to przeciął gruby sznur, który trzym jego ulubionego rumaka. Jak poleci, tak nikt go więcej nie widzi, a Lazarek wtedy podszedł do mnie, pod mi rozcięty fragment sznura i z płaczem powiedzi " Konik...Konik uciekł". Ale miałem wtedy ubaw z chłopca. - cała grupa zaczęła się śmiać.  

- Miałeś o tym nie wspominać, Thorak. - Lazar spojrz na niego gniewnie. - Byłem wtedy zbyt młody na szermierkę, a ty i tak kazałeś mi się uczyć. Poza tym, konia mi szkoda do dziś.  

Thorak zaczął chichrać pod nosem.  

- Żarty żartami, ale powinieneś już odpuścić chłopakowi, Thorak. - odezw się najstarszy z czworga braci, Fritz - Wszyscy kiedyś zaczynaliśmy, więc nie czepiaj się go, a chyba nie chciałbyś, żebym opowiedzi o twojej przygodzie z nadworną zielarką?

 

 

Tragiczny styl. Dalej już nie czytałem, musisz najpierw nauczyć się warsztatu. No i imiona - Thorak - bóg Thor, Lazar - lazaret, Fritz - pruski żołnierz. Nie jest dobrze, dużo pracy przed Tobą. 

 

Pozdrawiam.

 

 

Uzasadnienie? Pisanie, że jest słaby, nic nie wnosi dla jego drogi pisarza. To forum literackie ma pomagać.  

 

Panie autorze, rzeczywiście, zacznij od krótszych form. Zacznij eksperymentować, wdrażać inne możliwości i przede wszystkim: szukać siebie w pisaniu. Ja w twoim opowiadaniu nie czuje dynamiki. Jest ono napisane jednym, spokojnym ciągiem. Czuj bohatera, wchodź w jego skórę i przed napisaniem tego, co, pomyśl, co zrobi itp. Warsztat... Opowiadanie, czy powieśc musi być napisana przystępnie, lekko i przyjemnie (zależy od treści naturalnie). Dla mnie np. jest najważniejsza fabuła, postacie, uniwersum.  

 

Ps. Zapewne chaotycznie napisałem posta, ale to cały ja :)

"Witamy rzodkiewki, pierwsze witaminy wiosny, wiosny... dobrze mówię?"

Awatar użytkownika
JanChmurka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 16
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#6 » 28 lip 2019, o 16:51

Hej, zacznę od plusów: 

a) zakończyłeś tekst w intrygującym momencie: gdzie jest, do cholery, drugi legion?  

Bardzo fajne zdanie. Nie wiem czy świadomie użyłeś cliffhangera, ale tak trzymać.  

b) fajny pomysł na przedstawienie bohaterów (wspólna gawęda to jest to :)) ). 

Rzeczy do poprawy:  

a) styl; piszesz trochę jak osoby z początku XX wieku. Warto to uwspółcześnić. Na przykład kończenie zdań słowami: jak rozumiem?, tak? etc. sprawia, że dialogi są strasznie napuszone.  

b) gdybyś skrócił tekst i jaśniej zarysował od początku cel bohatera: byłoby bardziej strawnie.  

c) nie żebym miał coś przeciwko erotyce, ale niewiele to tu wnosi. W ten sposób chcesz pobudzić uwagę czytelnika, a to chwyt z najniższej półki. Jest to troszkę irytujące.  

To tyle, życzę powodzenia :)


ForHonorPL
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#7 » 28 lip 2019, o 18:50

JanChmurka pisze:Hej, zacznę od plusów: 

a) zakończyłeś tekst w intrygującym momencie: gdzie jest, do cholery, drugi legion?  

Bardzo fajne zdanie. Nie wiem czy świadomie użyłeś cliffhangera, ale tak trzymać.  

b) fajny pomysł na przedstawienie bohaterów (wspólna gawęda to jest to :)) ). 

Rzeczy do poprawy:  

a) styl; piszesz trochę jak osoby z początku XX wieku. Warto to uwspółcześnić. Na przykład kończenie zdań słowami: jak rozumiem?, tak? etc. sprawia, że dialogi są strasznie napuszone.  

b) gdybyś skrócił tekst i jaśniej zarysował od początku cel bohatera: byłoby bardziej strawnie.  

c) nie żebym miał coś przeciwko erotyce, ale niewiele to tu wnosi. W ten sposób chcesz pobudzić uwagę czytelnika, a to chwyt z najniższej półki. Jest to troszkę irytujące.  

To tyle, życzę powodzenia :)

 

 

 

No, dziękuję za odpowiedź i cieszę się, że chociaż trochę się spodobało. 

Cliffhangera użyłem tutaj świadomie, chociaż szczerze powiedziawszy nigdy nie wiedziałem, że to tak się nazywa.  

Co do stylu, nadal się uczę i próbuję też czasem nowych rzeczy, ale faktycznie można by bardziej nowocześnie. 

Krótszy tekst... powiem tak. To opowiadanko jest nadal w fazie, można powiedzieć, beta-testów. Na pewno dużo jeszcze pozmieniam, chyba pozbędę się też tej erotyki. Faktycznie jest trochę bez sensu tutaj :) 

Będę dalej pisał, bo się w zasadzie wkręciłem w ten mój wymyślony świat. Jeszcze raz dziękuję za miły odzew, do usłyszenia!


Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1823
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#8 » 30 lip 2019, o 21:12

Przyznam szczerze, że ja również nie przeczytałam całości, bo zwyczajnie mnie nie wciągnęło.  

Jednak mam kilka uwag. 

Po pierwsze, narracja pierwszoosobowa jest fajna, sama w tej chwili piszę powieść w takowej, ale wymaga pewnego wyczucia - wczuwając się w głównego bohatera, może nam wyjść męczący monolog wewnętrzny, za dużo informacji na raz podanych na tacy, co zabija ciekawość czytelnika i zwyczajnie mamy wtedy przegadany tekst. 

Co do kosmetyki i rytmu tekstu - powtórzenia zaimków, powtórzenia ''się'' i końcówek czasowników (''ał''), to coś, czego ilość zawsze staramy się w miarę możliwości ograniczać. Staraj się pilnować, poprawiaj, ale to też przyjdzie z czasem. 

Pozytyw jest taki, że po pierwszych komentarzach spodziewałam się o wiele gorszego stylu - myślałam, że będzie bardziej topornie. 

Ostatnie i najważniejsze - popieram radę Gorgiasza, zacznij od pisania krótkich tekstów: miniatur, wprawek, żeby ćwiczyć warsztat. Pisanie to w dużej mierze rzemiosło - bez ćwiczeń do niczego nie dojdziesz, a żeby wypracować dobry styl, musisz po prostu pisać. Dużo w tym pomaga oczywiście czytanie plus czytanie swojego tekstu na głos, bo wtedy łatwiej wychwycić zgrzyty, toporności i powtórzenia.

Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

azyl_dla_dentystow
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 18
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#9 » 31 lip 2019, o 15:01

Karen pisze:Przyznam szczerze, że ja również nie przeczytałam całości, bo zwyczajnie mnie nie wciągnęło.  

Jednak mam kilka uwag. 

Po pierwsze, narracja pierwszoosobowa jest fajna, sama w tej chwili piszę powieść w takowej, ale wymaga pewnego wyczucia - wczuwając się w głównego bohatera, może nam wyjść męczący monolog wewnętrzny, za dużo informacji na raz podanych na tacy, co zabija ciekawość czytelnika i zwyczajnie mamy wtedy przegadany tekst. 

Co do kosmetyki i rytmu tekstu - powtórzenia zaimków, powtórzenia ''się'' i końcówek czasowników (''ał''), to coś, czego ilość zawsze staramy się w miarę możliwości ograniczać. Staraj się pilnować, poprawiaj, ale to też przyjdzie z czasem. 

Pozytyw jest taki, że po pierwszych komentarzach spodziewałam się o wiele gorszego stylu - myślałam, że będzie bardziej topornie. 

Ostatnie i najważniejsze - popieram radę Gorgiasza, zacznij od pisania krótkich tekstów: miniatur, wprawek, żeby ćwiczyć warsztat. Pisanie to w dużej mierze rzemiosło - bez ćwiczeń do niczego nie dojdziesz, a żeby wypracować dobry styl, musisz po prostu pisać. Dużo w tym pomaga oczywiście czytanie plus czytanie swojego tekstu na głos, bo wtedy łatwiej wychwycić zgrzyty, toporności i powtórzenia.

 

 

 

Prawie ze wszystkim się zgadzam, ale nie z czasownikami z końcówką ał. Klasyczny narrator ( pierwszy i trzecioosobowy) to czas przeszły, więc zazwyczaj on zrobił lub ona zrobiła. Po co sobie komplikować życie? Czym można zastąpić takowe czasowniki? W języku polskim nie ma czasu zaprzeszłego itp. Dobry styl.. Ja piszę np. by w łatwy i przyjemny sposób przekazać historię. Przeciętny czytelnik interesuję się historią, a nie stylem ( są różni) Ja bynajmniej w takiego chce trafić. 

 

Pytam tylko, jak to ty rozwiązujesz.

"Witamy rzodkiewki, pierwsze witaminy wiosny, wiosny... dobrze mówię?"

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1823
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#10 » 1 sie 2019, o 17:33

azyl_dla_dentystow pisze:Prawie ze wszystkim się zgadzam, ale nie z czasownikami z końcówką ał. Klasyczny narrator ( pierwszy i trzecioosobowy) to czas przeszły, więc zazwyczaj on zrobił lub ona zrobiła. Po co sobie komplikować życie? Czym można zastąpić takowe czasowniki? W języku polskim nie ma czasu zaprzeszłego itp. Dobry styl.. Ja piszę np. by w łatwy i przyjemny sposób przekazać historię. Przeciętny czytelnik interesuję się historią, a nie stylem ( są różni) Ja bynajmniej w takiego chce trafić. 

 

Pytam tylko, jak to ty rozwiązujesz.

 

 

Chodziło mi ogólnie o powtarzające się końcówki czasowników, a czy to będzie ''ał'' np. spojrzał, popatrzał czy ''ił'' bo np. pił, śnił, to już zależy od czasownika. A jak ja sobie z tym radzę? Czasem wplatam gdzieś równoważniki zdań, krótkie opisy przyrody czy pomieszczeń, żeby nie robić ciągu zdań opisującego czynności wykonywane przez bohatera. A jak mi to wychodzi... Myślę, że całkiem nieźle, chociaż alfą i omegą nie jestem w pisaniu. 

 

azyl_dla_dentystow pisze:Przeciętny czytelnik interesuję się historią, a nie stylem ( są różni) Ja bynajmniej w takiego chce trafić.
 

Sądzę, że to za daleko idące uogólnienie. Żeby napisać coś dobrego musimy mieć spójną fabułę, która zaciekawi czytelnika, bohaterowie powinni być wiarygodni o wielopłaszczyznowej psychice - po prostu ludzcy i chociaż niezły warsztat pióra, a przynajmniej lekki, pozbawiony zgrzytów i toporności, żeby czytelnik płynnie szedł przez tekst, a nie musiał się przez niego przedzierać jak przez chaszcze. Nie da się jedną z tych cech odkupić braku dwóch pozostałych. Beznadziejny warsztat uniemożliwi dobre okucie w słowa nawet najlepszego pomysłu na fabułę i bohaterów. Ciekawa historia może być wydmuszką bez dobrze skonstruowanych bohaterów, z którymi byśmy ją przeżywali. Najlepsi bohaterowie nie wynagrodzą nam beznadziejnej, bezsensownej fabuły, do tego ubranej okropnie w słowa.

Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#11 » 1 sie 2019, o 18:56

"przeciął gruby sznur" Chcesz mi powiedzieć że dziecko przecięło gruby sznur jednym ciosem miecza? Przepraszam ale straciłeś mnie na samym początku tekstu (przez gruby sznur rozumiem sznur używany na statkach... bardzo trudno to przeciąć i na pewno nie jednym ciosem). Czytałem jednak dalej by być w stanie zapodać troszku krytyki... 

 

Nasi bohaterowie krytykują swoje dowództwo, co oczywista jest typową rzeczą dla żołnierza. Nazywają ich jednak szlachetkami a sami jak pisałeś, mają wy***bane na stratę konia... Zgaduję że czasy odgrywają się w średniowieczu lub wcześniej. Utrata konia dla zwykłego żołnierza byłaby prawdziwą tragedią biorąc pod uwagę jego cenę.  

 

"W obozie stacjonowały dwa legiony, nasz miał sześć dywizji, jakichś trzystu wojowników". Dywizja =/= 50 wojowników... ja rozumiem że to twój własny świat, ale proszę nie każ mi twierdzić że 1 legion składa się z 300 żołnierzy! Nazwij to drużyną lub oddziałem. bardziej pasowałoby także do wyposażenia z jakiego twoje postacie korzystają, legion kojarzy się z uniformizmem/standardem. A u ciebie "chłopy" noszą zarówno miecze jak i topory etc. etc. 

 

Mogę tak gadać o prawdziwości i adekwatności nazw. Przejdźmy jednak do samej struktury tekstu. Jak dla mnie to nie brzmi na 1szy rozdział, bardziej na prolog. W wstępie tekstu dobrym zagraniem jest wstawić zalążek głównego sporu w książce. W wypadku tej opowiastki był by to konflikt z baraminami. Na twoim miejscu jakoś lepiej zarysowałbym niebezpieczeństwo tych całych baraminów, bo jak na razie to wygląda jak straż przygraniczna na służbie a nie wojna. Opisz ich taktyki które to mogą zmuszać "legiony" do defensywy. Dla przykładu - Ich teren jest górzysty i niebezpieczny a oni dobrze go znają, za każdym razem gdy posyłaliśmy tam nasze jednostki, wracały z podkulonym ogonem. Dlatego też musimy utrzymywać tutaj posterunek. Możesz też pójść w inny głw. wątek, mianowicie chodzi mi o nieudolność dowodzenia. Barminowie byliby tutaj żadnym zagrożeniem jednak byłoby to w interesie szlachty by elementy wywrotowe dawać na ten nieszczęsny posterunek północny... takie tam oddziały karne. W Obydwu przypadkach głw. bohater i/lub bohaterowie z premedytacją/przypadkiem odkryliby sposób na prowadzenie z nimi korzystnej walki (w przypadku 1szej fabuły nasz protag, zalał by się glorii jako bystry strateg w 2giej fabule pokazali by szlachcie że nie są tacy bezużyteczni). Uciął bym cały ten wątek "pogadanek" między żołnierzami do minimum. Takie rzeczy mogą być ciekawe kiedy fabuła ma swoje miejsce zastoju a my (czytelnicy) już znający postacie w akcji, dostajemy okazje lepiej je poznać i dać upust naszemu zainteresowaniu wygenerowanemu podczas "scen" akcji. W swojej opowieści zaczynasz od zastoju. To nigdzie nie idzie, zwyczajnie brakuje temu prędkości oraz momentum. Jeżeli chcesz zachować pogadanki to możesz zrobić naturalne przejście od opowieści żołnierskich o walkach z baraminami do opisywania bitwy (i podczas tej bitwy mielibyśmy naturalny wzgląd na ich styl walki oraz niebezpieczeństwo jakie ze sobą niosą). W ten sposób wciąż miałbyś gadanie między postaciami, które to jednak buduje i służy fabule a przez to : rusza się i przyśpiesza.  

 

Kończąc mój wywód, nie zgadzam się z opinią większości komentujących. Pokazują ci wybrakowanie w warsztacie i stylu. W rzeczywistości są to szczegóły i najpierw musisz popracować nad fundamentem pisarskim. Mianowicie generowanie początku/rozwinięcia/zakończenia, manipulowaniem prędkością opowieści oraz samym światem. Proszę nie marnuj czasu na "ulepszanie" warsztatu. Tylko jak powiedział Gorgiasz. Pisz krótkie historyjki. Ot parę stron wewnętrznie spójnej historii zamykającej fabułę w paru stronach. Jeżeli napiszesz takich parę nauczysz się przyciągać słuchacza.  

 

Tako rzekłem ja. Xeno 

 

Cyah around!


ForHonorPL
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#12 » 1 sie 2019, o 19:31

Dziękuje wszystkim za rady, czy też krytykę, a szczególnie xeno. No, macie rację, narazie się jeszcze nie nadaję na długie opowiadania.Chyba zacznę pisać jakieś historie miejsc, czy też postaci, z tego mojego uniwersum. Szkoda by mi było czasu, który poświęciłem na wymyślenie go. 

Yhmm, tak zrobię, mam nadzieję, że dobrze wyjdzie. 

Miłego dnia, życzę.


Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Szpony ze Stali, część 1, rozdział 1

Post#13 » 1 sie 2019, o 19:54

A to mam nadzieje że życzenie się spełni, choć tego dnia to już mało trochu zostało. Tutaj prawda wstawię trochę bezwstydnej auto-promocji. Jeżeli chcesz poczytać prosty artykuł o miskoncepcjach jakie większość ludzi popełnia w dzisiejszych czasach odnośnie średniowiecza to ------>  

viewtopic.php?f=91&t=7500 

 

A jeżeli chcesz poczytać moją krótką opowieść w własnym universum to ------> 

 

viewtopic.php?f=122&t=7488 

 

A i jeszcze zapomniałem dodać takiej porady apropos krótkich opowiadanek. Unikaj zbędnych wątków. Przemyśl to sobie żeby większość miała jakieś zastosowanie w historii. To wynagrodzi czytelnika za uwagę i sprawi że historia jest spójna oraz sprytna. 

 

Nie pamiętam od kogo to cytat ale " Jeżeli w rozdziale 1 powiesz że strzelba wisi nad kominkiem to lepiej żeby w rozdziale 3 ktoś jej użył. Jeżeli chcesz żeby ktoś w rozdziale 3 użył strzelby w salonie, napisz że wisiała ona na kominku w rozdziale 1szym. Możesz pozbyć się reszty opisu pokoju, ale zostaw tyle by fakt strzelby jako narzędzia fabuły nie był oczywisty"


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Zdzisław i 3 gości