Nie pisz do mnie.

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
zapachmaciejki
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125
Zobacz teksty użytkownika:

Nie pisz do mnie.

Post#1 » 26 sie 2019, o 21:00

Rozdział I
Kieliszek w moich dłoniach kołysał się okrężnymi ruchami. Resztka czerwonego wina przelewała się z jednej na drugą stronę, pozostawiając na szkle delikatną smużkę, która niemalże natychmiast znikała. To przedziwne zjawisko pochłonęło całą uwagę, skutecznie odsuwając dręczące myśli.
Szybkim ruchem przechyliłam kieliszek i wlewając cierpki płyn do ust, skrzywiłam bezwiednie usta, by za chwilę poczuć przyjemny smak alkoholu. Sięgając po butelkę, aby dolać kolejną dawkę znieczulenia, niezdarnym ruchem strąciłam popielniczkę na ziemię.
- Oczywiście. Niech żyje zgrabność – zadrwiłam z siebie. Nawet nie byłam zła na tę sytuację. Moje ruchy były spowolnione przez wytwórców boskiego nektaru, którym się raczyłam i z pełną premedytacją dolałam sobie końcówkę wina, zapełniając kieliszek po same brzegi.
Słońce już dawno zaszło i tylko odblask ściszonego telewizora oświetlał pokój. Nie przeszkadzała mi to. Wręcz przeciwnie, napawałam się spokojem i delektowałam chwilą. Kolejna kłótnia telefoniczna z zazdrosnym mężem spowodowała, u mnie tak ogromne poczucie winy, że potrzebowałam zamknąć się w domu i pozbierać wszystkie zarzuty i argumenty w jedną całość.
Coś ewidentnie było na rzeczy. Paweł wymyślał takie bzdury, ale też doskonale znał każdy mój ruch.
Wiem, że za kilka dni zadzwoni i przejdziemy do normalności, ale już coraz bardziej brakowało mi sił na odpieranie jego bezsensownych ataków.
Odpaliłam papierosa i mocno zaciągnąłem się dymem. Tak, mam czterdzieści lat i już chyba za późno na układanie sobie życia na nowo. Na samotność nie jestem, jeszcze gotowa, ale toksyczne małżeństwo doprowadzi mnie do depresji, w najlepszym razie do alkoholizmu. Zaśmiałam się pod nosem. Żałosny widok, mojego przykrego losu sprawił, że dreszcz przebiegł mnie po plecach.
- Na pewno – szepnęłam do pustego kieliszka. – Nie z takimi problemami dawałam sobie radę.
Cichy dźwięk telefonu i blask wyświetlacza, na którym pojawiła się uśmiechnięta twarz Pawła, sprawiły, że rozbolał mnie żołądek ze strachu. Nie chcę z nim rozmawiać. Na dziś mam już dość kłótni.
Po kilku sygnałach telefon zamilkł, a ja szybkim ruchem wyłączyłam go całkowicie. Jutro będzie łatwiej. Nowy dzień, nowe pretensje, ale też jutro alkohol wyparuje, co da mi jakąkolwiek nadzieje na złagodzenie sytuacji.
Wyłączyłam telewizor i przeciągnęłam puchaty koc z oparcia kanapy. Położyłam się wygodnie na małej poduszce i jeszcze chwile zastanowiłam się, czy aby na pewno chcę tu spędzić resztę nocy. W końcu moje dużo łóżko stało tuż za ścianą.
Naciągnęłam koc pod samą brodę i wtulona w ciepły materiał pozwoliłam sobie odpłynąć w krainę sennych marzeń.
***

Chłód poranka przyjemnie owiewał moją spoconą skórę. Biegłam przez pola uprawne, starając się równo oddychać, chociaż kondycja dzisiaj mi nie dopisywała. Wino i papierosy przypominały o sobie od rana, objawiając się bólem głowy i suchością w ustach. Nic innego jak zwykły kac, ale jednak rzadko u mnie spotykany.
Woda z cytryną pomogła na tyle, że nie odpuściłam codziennego treningu.
Doskonale znałam swój charakter. Wystarczy chwila zwątpienia i bardzo szybko potrafiłam siebie przekonać, że tak naprawdę nie muszę biegać. Przecież równie dobrze, będę się czuć z wagą o dziesięć kilo większą, bo jestem wysoka. Uśmiechnęłam się bezwiednie. Tak, jeżeli chodzi o szukanie wymówek jestem mistrzynią.
Zatrzymałam się na rozstaju dróg. Trudno to nazwać skrzyżowaniem, ale faktycznie tak wyglądało. Nigdy nie biegałam tą sama trasą. Szukałam urozmaiceń, żeby zbyt szybko nie popaść w rutynę lub raczej nudę, choć i tak znałam już każdy zakręt i dróżkę. Zrobiłam kilka skłonów, złapałam parę głębszych wdechów i wydechów i ruszyłam w lewo, wprost do lasu prowadzącego do pięknego parku nad śliczną plażą.

W drodze powrotnej wymieniłam kilka przyjacielskich uśmiechów ze znajomymi biegaczami i właścicielami czworonogów, dla których pola, były świetnym miejscem do spacerów. Rozległe tereny z wieloma drogami na przejazd traktorów, czy kombajnów są rewelacyjnie zaprojektowanym obszarem, na wszelkiego rodzaju aktywność sportową. Zaczynając od spokojnych spacerów, po przez biegi, jazdę na rowerze, łowiectwo, a kończąc na szalonej jeździe samochodem terenowym. Co kto lubi.
Licznik na nadgarstku wskazywał trasę, którą pokonałam. Jak zawsze, pięć i pół kilometra, chociaż dzisiaj wyjątkowo byłam bardziej zmęczona i spocona. – Na dobre mi to wyjdzie. Kara musi być.
Chłodny prysznic, zmył ze mnie cały kurz i wstyd po wczorajszej rozpuście. Zniknęły rozterki i złość, ale sprzątanie mnie nie ominie. Niedopałki papierosów walały się po dywanie, popiół był nawet na kanapie, a smród papierosów czuć było w całym mieszkaniu.
Zebrałam wszystko co dało się zgarnąć ręką i poszłam przygotować śniadanie.
Jak każdą niedzielę, w tą również, skupiłam się na nadrobieniu zaległości w domowych obowiązkach. Mieszkałam praktycznie sama, a że całe dnie spędzałam w pracy nie miałam czasu na codzienne sprzątanie. Paweł przyjeżdżał co dwa miesiące do domu na krótki urlop i całkowicie wywracał mój harmonogram do góry nogami. Do jego powrotu został jeszcze miesiąc, także miałam mnóstwo czasu na dopilnowanie swoich spraw zawodowych.
Zatrudniałam dwie młode dziewczyny, które świetnie znały się na prowadzeniu księgarni. Od jakiegoś czasu, coraz częściej pozwalałam sobie na spóźnianie do pracy, lub wcześniejsze wyjścia, bo wiedziałam, że mogę im zaufać. Jutrzejszy dzień będzie należał do tych, gdzie będę musiała być na stanowisku od rana do późnej nocy, ale to cena którą chciałam zapłacić. Wszystko już było gotowe i dokładnie zaplanowane. Na samą myśl o tak ważnym wydarzeniu, przebiegł mnie dreszcz podniecenia. Dokończyłam kawę i włączyłam głośno radio. Lekka muzyka, dodała mi skrzydeł i umiliła wykonywanie tych przyziemnych czynności.
***
W lokalu było mnóstwo ludzi. W większości kobiety, z których niemal każda ściskała w ręku książkę Wojtowicza. Debiutancka opowieść zyskała rzesze fanek, pomijając fakt iż autor był młodym, przystojnym mężczyzną, co najważniejsze, był mieszkańcem naszego małego miasta. Rodowity Wolinianin, miał trzydzieści lat i jeszcze nie był żonaty. To niespotykane zjawisko sprawiło, że wiele kobiet, niezależnie od statusu i stanu małżeńskiego, przyszły na wieczór autorski do mojej księgarni.
Ubrana w elegancką czarną sukienkę, która swą prostotą dodawała mi powagi, wyróżniała mnie wśród zgromadzonych kobiet. Delikatna, srebrna biżuteria, pięknie komponowała się na tle czerni, a krótkie, jasne włosy odsłaniały małe, okrągłe kolczyki.
Wielokrotnie szykowałam takie spotkania i zdawałam sobie sprawę, jak wielkie znaczenie ma wygląd gospodarza. Szyk i elegancja zawsze dobrze się kojarzą ze sztuką i po kilku spotkaniach już zauważyłam zmieniający się styl moich klientek. Już nie przychodziły w dżinsach i polówkach. Teraz większość była ubrana w sukienki i garsonki, co sprawiało mi ogromną przyjemność.
Młode kelnerki przechadzały się pomiędzy zgromadzonymi, serwując przekąski i lekkie białe wino.
Taki obrazek widziałam, jak trzy lata temu kupowałam lokal w centrum Wolina. Wiedziałam, że księgarnia będzie trudnym interesem, ale wierzyłam też, że moje znajomości pozwolą mi zrealizować marzenia. Koleżeństwo wśród wydawców, redaktorów oraz dziennikarzy lokalnych gazet, były niczym perełki z czasów studiów. Dbałam o dobre kontakty, bo bez takiego wsparcia trudno by było się wybić.
Wszystko szło zgodnie z planem, duże zaplecze księgarni pozwoliło mi na zaadoptowanie małej kuchni, w której mogłam spokojnie przechowywać catering, zamawiany w najlepszej wolińskiej restauracji. Duża lodówka, solidny blat rozciągnięty na całej ścianie i kilka wiszących szafek. Znalazło się też miejsce na mikrofalówkę i ekspres. Poza takimi dniami jak ten, księgarnia była zwykłym miejscem mojej pracy, a że spędzałam w niej wiele godzin dziennie, jadłam tu obiady i nazbyt często, piłam kawę.
W aranżacji lokalu, pomagała mi moja najlepsza koleżanka Zuza. Znałyśmy się chyba od zawsze. Nie skończyła żadnej szkoły w tym kierunku, ale miała niesamowite wyczucie stylu. Z ponurego wnętrza zrobiła przepiękną scenerię kawiarniano-czytelniczą. Ściany dookoła były obsadzone regałami, na których leżały książki. Dokładnie tak, nie stały, tylko leżały. Świetny pomysł, który bardziej przyciągał uwagę klientów. Kontrolowany nieład na półkach, dawał uczucie swobody, której innym księgarniom brakowało.
Na środku znajdowało się kilka stołów, na których również leżało kilka przypadkowych książek, które wybierałam w zależności od nastroju. Cztery sofy w parze ze stolikami kawowymi, ukryte były w zacisznych zakątkach pomieszczenia. Pozwalałam klientom, zapoznać się bliżej z lekturą. Sama uwielbiałam takie romansowanie z literaturą i z doświadczenia też wiedziałam, że aromatyczna kawa zawsze pomagała w nawiązaniu bliższych, a czasami wręcz obsesyjnych relacji z ciekawą prozą.

Wygładziłam sukienkę i z dumą rozejrzałam się wśród gości. Czas zaczynać. Zbliżyłam się do małej wyspy na środku lokalu, na której znajdował się mikrofon na statywie. Nagłośnienie było ustawione odpowiednio do rozmiarów pomieszczenia i wiedziałam że mój wyuczony głos rozpłynie się w każdym zakątku mojej księgarni. Z najbardziej serdecznym uśmiechem na jaki mnie było stać, rozejrzałam się po Sali. Dyskretnie zaczerpnęłam głęboko powietrza na rozluźnienie i prawą dłonią chwyciłam mikrofon nakierowując go na wysokość moich ust.

Gdy zamknęłam drzwi od środka z ogromną przyjemnością zrzuciłam szpilki, które już od kilku godzin okropnie mnie uwierały. Zadowolona rozejrzałam się po opustoszałym wnętrzu. Lubiłam takie spotkania, ale najbardziej uwielbiałam jak się kończyły. Kelnerzy zabrali swoje naczynia, moje dziewczyny wyniosły śmieci i usunęły wszystkie bibeloty promujące książkę Wojtowicza. Jutro zaczynamy jak zwykle o ósmej i sklep musiał być przygotowany. Niedopuszczalne było sprzątanie przy klientach, bez względu na to co wydarzyło się dnia poprzedniego.
Przebrałam się na zapleczu w wygodne dresy i zabrałam za zamiatanie i mycie podłogi. Zosia ma jutro otworzyć, więc nie chciałam jej dłużej zatrzymywać. Po takich imprezach, często zostawałam sama, żeby dokończyć sprzątanie. Skrzywiłam się z niesmakiem, gdy zauważyłam otwartą książkę na półce. Leżała grzbietem do góry, a to znaczyło, że jest już zniszczona. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Moi klienci wiedzieli, że nie są w czytelni i bardzo delikatnie obchodzili się z książkami. Rozgniewana podeszłam do regału i złapałam książkę Wojtowicza. Na pierwszej stronie była dedykacja.

,, Pięknej czytelniczce Jagodzie
Radosław Wojtowicz ‘’
Piękna Jagódka zapomniała swojej książki. Odetchnęłam z ulgą. Jutro pewnie po nią wróci.
Odnosząc lekturę na ladę kasową, zauważyłam że coś z niej wypadło. Biała karteczka zawirowała w powietrzu i z ciągiem powietrza zniknęła pod regałem. Nie wiem, czy powinnam się tym przejmować. W końcu mogłam też w ogóle tego nie zauważyć. Wzruszyłam ramionami, ale po szybkim namyśle położyłam się płasko na ziemi i wsunęłam rękę pod szafkę. Ciasna luka uniemożliwiała swobodne poruszanie, ale udało mi się złapać za rożek karteczki. Zadowolona z siebie, otrzepując dłoń z kurzu, rzuciłam okiem na zapis.

,, Wyglądałaś dziś zjawiskowo,
choć wolę cię nago ‘’
Zaśmiałam się. Jagoda ma pewnie sentyment do tego liściku. Pokiwałam głową z rozbawieniem i wsunęłam karteczkę z powrotem miedzy strony książki Wojtowicza.

***

Wieczór z książką w łóżku zaliczał się do tradycji. Często tak kończyłam dzień, chyba że praca zmuszała mnie do papierkowej roboty, za którą niekoniecznie przepadałam. Czytałam praktycznie wszystkie nowości bez względu no to czy mi przypadły do gustu. Żeby napisać dobrą recenzję musiałam być otwarta na wszelkie style i rodzaje. Pół strony w dwutygodniku, zajmowała moja rubryka „Propozycje książkowe Anny Dolińskiej”
Współpraca z lokalną gazetą, robiła mi świetną reklamę, dlatego musiałam podejść do sprawy obiektywnie i rzetelnie.
Poprawiłam poduszkę i ze zdziwieniem zerknęłam na wyświetlacz telefonu, który zaświecił się oznajmiając nową wiadomość. Było już po dziesiątej i nie chciałam odrywać się od lektury. Zlekceważyłam komunikat i wróciłam do czytania. Cichy dźwięk telefonu zirytował mnie, ale postanowiłam odebrać, żeby mieć w końcu święty spokój.
- Tak?
- Nie odpisujesz. – Głos mojego męża w słuchawce zdziwił mnie tak bardzo, że aż zerknęłam na wyświetlacz, aby się upewnić, że to z nim rozmawiam. Obce numery zbiły mnie z tropu.
- Nie wiedziałam, że napisałeś.
- Napisałem. Jakoś nie raczyłaś do męża odpisać, a z obcym masz czas porozmawiać. -
Wywróciłam oczami i ciężko westchnęłam.
- To przypadek…
- Nie sądzę. Co robisz?
- Czytam w łóżku. A jak u ciebie? Morze spokojne? – Starałam się zmienić temat.
- Awaryjnie jestem w porcie – burknął.
- Coś poważnego?
- Nie. Jutro z rana wypływamy. – Brak entuzjazmu w jego głosie bardzo mi się udzielił. Naprawdę nie lubiłam z nim rozmawiać. Nawet nie chciałam wiedzieć, dlaczego zmienił numer, bo pewnie nie przyzna się, że do szpiegowania mnie, tylko zmieni temat. Jak zawsze. Męczyłam się jeszcze tą rozmową kilka minut i jak w końcu zakończył, bo musiał iść coś sprawdzić, naprawdę odetchnęłam z ulgą. Nie obchodziło mnie, czy tę noc spędzi na statku czy w barze z kolegami. Po tylu latach trudnego małżeństwa, było mi wszystko jedno. Straciłam zapał do czytania, choć jeszcze nie byłam senna. Z telefonem w ręku poszłam do kuchni. Zaparzyłam herbatę i zerknęłam w wiadomość, którą Paweł mi przysłał.
- „Chyba nie puszczasz się z tym gogusiem?” – Pod wiadomością było zdjęcie, na którym stałam obok Wojtowicza. Zrobione w mojej księgarni. Pacnęłam się otwartą dłonią w czoło. Nawet nie zamierzałam odpisywać.
Wiele osób robiło wtedy zdjęcia. Kilka krążyło po Internecie, bo przecież był tam nasz dziennikarz. Też mi tajemnica. Z szuflady wyjęłam paczkę papierosów i korzystając z okazji złego humoru, postanowiłam zapalić. Tym razem przy otwartym oknie.
***

W pracy miałam istne urwanie głowy. Klientami zajmowała się Zosia i Emilka. Byłam dumna z ich zaangażowania. Doskonale znały cały asortyment, a dodatkowo umiały wypowiedzieć się na temat stylu i jakości danej lektury. Z naturalną lekkością, polecały książki znanych i mniej znanych autorów.
Szykując zamówienie, w międzyczasie odpowiadając na maile oraz telefony, starłam się skupić na zamknięciu kwartału. Koniec okresu rozliczeniowego był też dobrym sposobem na przeprowadzenie częściowej inwentaryzacji. Utargi wzrastały, ale pracy też nam przybywało. Byłam z siebie dumna, ale już naprawdę zmęczona tym dniem.
Paweł od tygodnia się nie odzywał, co było raczej dziwne, biorąc pod uwagę jego naturę. Uwielbiał mieć wszystko pod kontrolą, mojej osoby nie wykluczając. Powinnam do niego zadzwonić. Może wieczorem, albo jutro rano… Albo powinnam się cieszyć świętym spokojem. Westchnęłam z rezygnacją. Złapałam prywatny telefon i wysłałam mu całusa w wiadomości. Niech ma. Teraz jego kolej.
Wróciłam do moich tabelek nie oczekując wcale wiadomości zwrotnej. W końcu był w pracy i do tego na morzu, gdzie wiadomo z zasięgiem różnie bywa.
A jednak telefon zadzwonił. Ze zdziwienia o mało nie rozlałam kawy. Okazało się że to numer służbowy.
- Cześć Kuba. – Przywitałam się z Redaktorem Naczelnym Dziennika Wolińskiego.
- Cześć. Dasz radę podrzucić mi zaraz swoje propozycje? Zamykamy dzisiaj numer.
- Dzisiaj? Myślałam, że mam jeszcze dwa dni – zawahałam się.
- Chcemy jutro wypuścić gazetę. Dostaliśmy gorący temat i zależy nam na czasie – wyjaśnił.
- Jasne, rozumiem. Daj mi godzinę. Podeślę ci kilka.
- Super. Będę czekał. – Cmoknął mi w słuchawkę, a ja zaśmiałam się z tego telefonicznego całusa.
- Zdradzisz mi ten gorący temat? – Czasami wykorzystywałam tą znajomość, żeby dowiedzieć się najnowszych wiadomości wcześniej.
- A pójdziesz ze mną na kawę?
- Nie – roześmiałam się. – Boję się twojej żony – dodałam żartobliwie. Nie było to prawdą. Znałam Roksanę. Była świetną fryzjerką i przesympatyczna kobietą. Propozycja Kuby też nie zawierała podtekstu, więc mogłam sobie pozwolić na takie niewinne żarty.
- No dobra. To ci powiem – zaśmiał się. – Siedzisz?
- Tak siedzę. – Uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Dziś rano znaleźli ciało Wojtowicza.
Zatkało mnie. Co on powiedział?
- Jesteś tam? – Kuba zniecierpliwił się przeciągającą ciszą.
- No jestem, ale nie rozumiem.
- Jutro dowiesz się więcej z gazety. Na razie nie mów nikomu – poprosił.
- Jasne. Ale jesteś pewny, że to on? – Wolałam wiedzieć.
- Tak. Jestem pewny – potwierdził. – Jak mam być szczery, to radzę ci zwiększyć zamówienie na jego książkę. Jutro będzie szał.
- Nie wiem co powiedzieć. Dobra, pogadamy jutro. Jak już wszystko będzie bez tajemnic.
- Dobra. To czekam na recenzje. Pośpiesz się.

Długo nie mogłam zebrać myśli. Cholera. Był taki młody. Bzdurą było myślenie, że w tak małym mieście taka nowina się ukryje. Już sprzedałam wszystkie książki jakie miałam na stanie. Szybko zadzwoniłam do wydawnictwa z prośbą o kolejne egzemplarze. W tej sytuacji oczywiste jest zadbać o interes, ale nie czułam z tego żadnej satysfakcji. Było mi go żal. Naprawdę. Przypomniała mi się książka Jagody i dzień w którym ja odbierała. Faktycznie była śliczna. Z taką wdzięcznością wręczała mi czekoladową bombonierkę i kawę, w zamian za odzyskaną książkę, że byłam całkowicie pewna co do jej uczuć względem Autora. Zapach romansu czuć było na odległość, co ciekawe, byłam przekonana, że nie ona jedyna miała taką dedykację w swojej książce. Wojtowicz lubił kobiety, a one lubiły jego. Żadna tajemnica. Szkoda, wielka szkoda.
Wysłałam recenzję trzech książek wraz z plikami zdjęciowymi i wróciłam do zamykania kwartału.

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5723
Zobacz teksty użytkownika:

Co o tym sądzicie?

Post#2 » 26 sie 2019, o 21:14

Maciejko, popraw tytuł tematu, bo ewidentnie nie jest to tytuł tekstu - a powinien nim być.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany!

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywizJak wstawić wcięcia akapitowe

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.

Awatar użytkownika
zapachmaciejki
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125
Zobacz teksty użytkownika:

Co o tym sądzicie?

Post#3 » 26 sie 2019, o 21:20

Camenne pisze:Maciejko, popraw tytuł tematu, bo ewidentnie nie jest to tytuł tekstu - a powinien nim być.


Przepraszam. Nie wymyśliłam jeszcze tytułu, bo to zupełna nowość.

Awatar użytkownika
Alchemik
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1293
Zobacz teksty użytkownika:

Nie pisz do mnie.

Post#4 » 26 sie 2019, o 21:52

Stawiałem na Maciejkę.
Jest prozaikiem i poetką w jednym.
Na razie przyglądam się tylko.

https://www.youtube.com/watch?v=oHbGP01Xnws

Awatar użytkownika
zapachmaciejki
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 125
Zobacz teksty użytkownika:

Nie pisz do mnie.

Post#5 » 26 sie 2019, o 21:58

Alchemik pisze:Stawiałem na Maciejkę.
Jest prozaikiem i poetką w jednym.
Na razie przyglądam się tylko.


Wiem Alchemiku. Dużo motywacji od Ciebie dostałam :-)

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości