Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Światło pod wodą

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5881
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#1 » 28 sie 2019, o 21:02

Tytuł i tekst może być dla niektórych znajomy, bo parę miesięcy temu (jak to szybko zleciało!) publikowałam go w ramach eventu "Noc Świętojańska". Już długo chciałam wrzucić go w "normalnym" trybie forumowym, ale na drodze stanęło życie. Miłego czytania!  

 

 

Światło pod wodą 

 

Świty nad Czarną Tonią bywały czarujące.  

Pierwsza była łuna, która delikatnie rozjaśniła niebo ciepłymi odcieniami fioletu. Brzask musnął oszronioną ziemię uroczyska światłem, a chmury na horyzoncie poróżowiały, pojawiły się kolorowe smugi i świetlisty okrąg. Nagrzane powietrze zaczynało rozganiać mróz i wznosić mgłę. Gdy zaświergoliły ptaki, srebrzysta warstwa zalała dolinkę.  

Jednego z pierwszych dni wiosny słońce wstało intensywną czerwienią.  

Woda w jeziorze zafalowała. W oleistej toni zatańczyły promienie, liznęły jej twarz.  

Instynktownie spojrzała w górę, ruszyła dłońmi. Gdy długie nitki wodorostu puściły nadgarstki, zdołała uwolnić się z gąszczu, który przez zimę zdążył opleść ciało, odbiła od dna. Woda była przyjemnie gęsta, gdy płynąc do powierzchni czuła każdą drobinkę mułu, która muskała jej ciało. Już wyobrażała sobie słodki zapach puszczającego przymrozku, wilgotnej ziemi i ciepło, leniwe słońce na niebie, długie dnie nad jeziorem. Wiosenne poranki, przesilenie, odmierzanie czasu do jesieni, zimy i snu.  

Potem poczuła metaliczny posmak w ustach. Otworzyła oczy, a gdy twarz przebiła taflę wody, ostry zapach zakłuł ją w nozdrza. 

Wypalone drzewa kręgiem otaczały taflę jeziora. Czarny popiół, zwęglone konary, przewrócony wóz. Nieco dalej gniło ciało leżące tuż przy brzegu, otoczone przez gawrony. Poziome źrenicy rusałki zwęziły się.  

Ludzie, pomyślała, a wściekłość wyparła strach.  

Wokół były pogorzeliska. Szczupła dłoń pociągnięta zielonkawą skórą wystawała z nadpalonego tataraku. To była Iolunel. Parę kroków dalej Serlairne leżała pod zwalonym dębem… Dębem, który w noc przesilenia był miejscem celebracji ludzi z wioski, pod którym kobiety tańczyły w świetle księżyca, a mężczyźni podglądali je spod baldachimu liści. Teraz był grobowcem. Nimfa załkała, choć było to tak ludzkie. Patrzyła w mętne, oliwkowe oczy na trójkątnej twarzy Iolunel, gdy coś runęło w dali.  

Odwróciła głowę pospiesznie i podniosła się na łokciach, ale nieprzywykłe do ruchu ciało zawiodło i zaraz upadła w płytką wodę przy brzegu jeziora. Ten chlust poderwał echo po wypalonym lesie. Usłyszała zniekształcony przez trzaski ognia głos. Dopiero po chwili rozpoznała ludzkie słowa: 

— Tam ktoś jest! Łapcie! 

Zanim zdołała wstać, usłyszała kroki. Odepchnęła się dłońmi w toń jeziora, wpełzła między tartak. Iolunel patrzyła na nią smutnymi oczami, gdy czekała w gęstej trawie. 

Kroki ucichły. 

— Ktoś tu był, przysięgam. 

— Pewno, że był. — Nimfa usłyszała urwany śmiech. — Nasi tu byli, zobacz, wszystko wypalili. A tam leży truchło. To chyba jaka boginka? 

— Jeżeli leży tu jedna — stwierdził ktoś rezolutnie — to musiało być ich więcej.  

Saione zadrżała. Usłyszała kroki zbliżające się w jej stronę, serce momentalnie podeszło do gardła.  

— I było. Tam leży kolejna.  

— Może nie wybili wszystkich. 

Było ich kilkunastu, rozpoznała to po urwanych oddechach. Sparaliżował ją strach, a jednocześnie chciała rozrywać gardła, zaatakować najbliższego człowieka, zginąć, najpierw zabijając jego. Jednak to chłodny dotyk gnijącego ciała siostry w jakiś sposób ją uspakajał, więc czekała.  

Mężczyzna był już blisko, gdy zatrzymał go inny.  

— Wracamy, Jontek. Mamy wracać na nabożeństwo. Będzie chrzest. Wrócimy rano. 

— Mieliśmy wytłuc wszystkie stwory — zaoponował pierwszy. — Przysięgam na nieboszczkę matkę, że słyszałem coś. Brat Tarsycjusz nie będzie rad, jak jakieś przeżyją.  

— Brat — mężczyzna wypluł te słowa — nie dowie się, jak mu nie powiecie. A nie powiecie, bo po co szukać zwady. Dajcie spokój dawnym bogom i boginkom. Szukajcie innowierców, a nie gołych bab.  

Ktoś prychnął. 

— A bo ci bogowie istnieją! Bóg piorunów, bóg słońca, bóg może bolącej od słoty rzyci, dajcie spokój — zakpił inny.  

— Nie drwij z bogów, nawet jak ich nie ma. Nigdy. 

Rusałka, słysząc to, zadrżała.  

Rozległy się niechętne głosy, sprzeciwy i prychnięcia, aż w końcu oddzialik odszedł. Ich kroki mlaskały w błocie, zanim zapadła cisza.  

Saione leżała tak długo, że przestała czuć chłód wody, a sen znów zaczął ją zmagać, mimo że dopiero się z niego wybudziła. Nie mogła tu jednak zostać długo. Wpełzła wgłąb tataraku i, obejmując martwe ciało siostry, trwała przy niej jeszcze parę chwil.  

Puste oczy Iolunel patrzyły na nią jakby ze smutkiem, gdy odeszła. 

 

 

Gdy zapadły pierwsze ciemności, ochłodę przyniósł deszcz. Słońce zachodziło, a wypalone pustkowie zszarzały jak pył, który pokrywał ziemię wokół jeziora. Wszystko pochłonął ogień, zwęglił bez wyjątku. Jedyną ostoją był driadzi bór, który w oddali zielenił się gęstą ścianą. A gdzieś dalej kryły się nie tylko driady… Byli bogowie i stara świątynia ukryta w ciemnościach puszczy. 

Musieli ocaleć, pomyślała z nadzieją. Wciąż tam są.  

Jedyne, czego była pewna, to tego, że musi wejść weń tak głęboko, tak daleko, gdzie nawet ludzie nie wkraczali ze skrywanej bogobojoności przed bóstwami, w które nie wierzyli i które wyśmiewali.  

Z początku pełzła w szarym pyle, wdychając i dławiąc się nim, zanim nie dotarła do granicy, która wyraźną linią odgradzała pogorzelisko od ocalałych łąk. W wysokich trawach nie było odłamków konarów, gałęzi i igieł raniących stopy, i tam właśnie zaczęła iść. Drżąc, parła przed siebie. 

W lesie falowały cienie. Choiny zdawały się nie przybliżać, a wręcz oddalać z każdym krokiem, ale powietrze już pachniało zapachem ściółki i sosnowych szpilek. Nagle poczuła pod stopą coś ciepłego, lepkiego, gęstego jak żywica. Tyle że ciecz, zamiast mieć barwę bursztynu, była bordowa.  

Usłyszała ciche stęknięcie, gdy mijała przewrócone drzewo. Zobaczyła czerwony ślad na źdźbłach. Tam, gdzie w stronę nieba pięły się dzikie trawy, leżał młody mężczyzna. Z początku patrzył na nią z nadzieją, kiedy podchodziła powoli, otoczona jak anioł przez łunę ostatnich promieni dnia.  

— Panienko, pomóż. — Urwany jęk wyrwał się z pokrytych skrzepami ust. — Uciekłem. Złapali nas paru, niektórych na siłę próbowali zatargać do rzeki… Ja nie chciałem, mieli nam nie robić krzywdy, mieli tylko ochrzcić, ale szarpali moją Jagienkę, zadzierali jej spódnicę, nazywali ją szatańską ladacznicą, więc ja na odlew machnąłem ręką i trafiłem brata w twarz. Mówili, że ich Bóg wybacza wszystko, ale mnie wybaczyć nie chcieli...  

Podeszła bliżej, wciąż niepewnie, z rosnącym zdziwieniem w oczach o poziomych źrenicach. Człowiek, ten plugawy człowiek, jeden z ich, jeden z tych, którzy nieśli cierpienie i niszczyli bogów, trzymał dłońmi za ranę, pluł krwią, patrzył na nią z rezygnacją. Gdy wyszła zza traw i mógł ujrzeć ciało wiotkie jak trzcina, wyciągnął przed siebie rękę. Coś zaiskrzyło w jego oczach, ale potem machnął dłonią.  

— Odejdź. To przez was. Oni myślą, że też jesteśmy przeklęci jak wy. — Głos mu drżał.  

Wyciągnęła do niego dłoń. Chciała wyrazić kilkoma ludzkimi słowami, które znała, że to nie ona jest demonem, a tamci! — ale mężczyzna zaczął krzyczeć. Wycofała się za gąszcz traw, niechciana i milcząca. Obserwowała go z odległości paru kroków. 

Przez moment poczuła się demonem. Potem pomyślała, że to ludzie są demonami, dziećmi bogów zemsty, nie jej bogów, ale jakiś innych. Przelewali krew innych istot i niszczyli wszystko. I oni obwiniali jej siostry, jej bogów. Zacisnęła dłoń w pięść.  

Pozwoliła mu skonać w samotności.  

 

 

Bogowie gdzieś tam byli. Miała wrażenie, że słyszy ich cichy śpiew. Iolunel nie raz jej powtarzała, że żyją w driadzim borze i że nie są głusi na prośby żadnej swojej córy.  

Z każdą chwilą, gdy zagłębiała się w puszczę i traciła światło zachodu słońca, miała wrażenie, że wciąż goni ją echo pogoni i ryków, przez które była goniona. Nic jednak za sobą nie widziała. Czasami, kiedy trafiała na rzadziej porośnięte przez wysokie sosny miejsca, wydawało jej się, że gdzieś tam, skąd przyszła, coś jaśnieje i trzaska w oddali, ale kręciła głową. Nie mieliby odwagi. Nie weszliby w driadzi bór.  

Nawet ludzie nie mają czelności, by drwić z bogów. 

Gdy już zaczynała tracić wiarę, usłyszała charkliwy głos. Gardłowy, niski, jakby spływający spod kory drzew. Z początku nie rozumiała słów.  

Ma siostro, uciekajmy.  

Podniosła głowę; skośne, zielonkawe oczy spojrzały na nią z góry. Na gałęzi oblepionej igłami zobaczyła smukłą, barczystą sylwetkę, silnymi ramionami trzymającą konar świerku. Na rusałkę spadły szpilki, kiedy nieznajoma płynnym ruchem zeskoczyła i stanęła tuż przy niej.  

Driada. Nimfie na moment zaparło dech w piersi. Była taka, jaką opisywała je Iolunel. Smagła, mocniej zbudowana, mająca w sobie coś z jastrzębia. Stojąca dumnie i pewnie, nawet mimo przerażenia wypisanego na twarzy.  

Ma siostro po bogini — przemówiła spokojnie. — Nie jesteśmy bezpieczne. 

Saione zmarszczyła brwi. 

— Bogini nas ochroni… — wychrypiała. Mimo że była poza wodami jeziora ledwie parę godzin, które minęły jej jak jedna chwila, już czuła, jak jej ciało zaczyna wysychać, a głos, zamiast być śpiewnym trelem, zaczyna być charczeniem.  

— Bogini już nie ma, siostro. Nie ochroni nas. Bogowie zniknęli — odpowiedziała diada. We włosach miała wianek z szyszek i łodyżek dzikich pnączy. — Szybko. Uciekamy. Ogień blisko.  

— Siostro, co się dzieje? 

— Ludzie. Oni nas wybijają. Palą las. 

Saione skinęła niepewnie głową.  

— Myślą, że jesteśmy demonami — wyszeptała.  

Driada uśmiechnęła się smutno.  

— Szybko, ma. Wchodzą w bór, znajdą nas. Zabiją. 

W oddali było widać ogień pochodni. Saione nie rozumiała dlaczego, przecież ledwo zmierzchało. Mieli wrócić rano. Miała być bezpieczna. A jednak byli tak blisko, już płonął driadzi las. Nimfa słyszała wyraźny, ludzki krzyk.  

— Dorżnąć je, spalić!  

Okrzyki podniosły w powietrze razem z uciekającymi ptakami. Ogień był coraz bliżej.  

Gonione krzykami biegły przed siebie.  

 

 

W borze nie było nawet światła księżyca. Przedzierały się przez gąszcz nietkniętych ludzkimi dłońmi drzew i pnączy, które tworzyły labirynt. Tylko driady potrafiły w nim odnaleźć drogę, więc Saione bez słowa podążała za nimfą, widząc przed sobą tylko jej szerokie plecy.  

Były tak podobne, a tak różne — to onieśmielało rusałkę. Ona była bojaźliwa, ale skłonna do strachu i szaleńczych czynów, driady były ostojami spokoju, zawsze wyważone, opanowane. Ona czciła boginki wód, a driada opiekunki drzew — bór i jego patronów; ona całe życie zamieszkiwała w toniach i tatarakach, Derkira, jak przedstawiła się jej wybawicielka, wśród świerków. Derkira mogła spijać słowa z drzew, ledwie dotknąwszy ich konarów dłonią, czuła się w lesie jak w domu, bo przecież nim był. Saione przerażał każdy krok, który coraz bardziej oddalał ją od jeziora, czując, że skóra zaczyna wysychać, pękać. To oznaczało, że ma coraz mniej czasu, że rozpaczliwie powinna szukać nawet strumienia, nawet kałuży… Tyle że driada nie mogła jej w tym pomóc.  

Derkira, jak wszystkie driady, bała się wody bardziej niż ognia.  

Saione wiedziała, że jeżeli sama nie znajdzie choćby bagna, nikt jej nie pomoże. Wyschnie, a driada będzie mogła bezradnie patrzeć na anemicznie powykręcane ciało rusałki, dopóki nie przegoni ją nadciągająca pogoń.  

— Bogowie muszą nam pomóc — powiedziała w końcu, chrypiąc z bólem. Driada stanęła.  

Ma, bogowie odeszli. 

— A jeżeli nie? — Nimfa zmarszczyła jasne brwi. — Czuję ich, czuję, że… Że są.  

Derkira, nie mówiąc nic, podeszła do sosny, położyła palce na korze. Patrzyła przez moment nieobecnym wzrokiem na rusałkę.  

— Nic nie może już ocalić bogów, ma — wyszeptała łagodnie.  

Saione poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła.  

— Ludzie nie mogą zabić bogów — załkała. — Nie mogli... 

— Siostro. — Głos driady był delikatny jak szum liści na lekkim, jesiennym wietrze, ale w jej oczach była tylko rezygnacja. — Zmuszają innych, by wyznawali ich bogów. Każą im zapomnieć.  

— Dlaczego?  

— Siostro, oni nie szanują naszych praw. Chcą zabić wszystkich naszych pobratymców, wszystkich, którzy przypominają o bogach. Bez względu na cenę, siostro. Oni wiedzą, że bogowie istnieją tak długo, jak… jak ktoś w nich wierzy. — Derkira zawahała się, a wypowiedzenie kolejnych słów przyszło jej z trudem. — Nic nie może ich ocalić, ma.  

— Nieprawda, ja ich czuję, wiem, że są! Nie mogli odejść! Mogą nam zdradzić, co powinnyśmy uczynić — zawodziła płaczliwie. — Koją radą każdą córę bogini! 

— Nie myśl już o tym, siostro… 

— Cóż mamy zrobić, skoro nasze domy przepadły w zgliszczach? Gdzie mamy się udać?  

— Nie wiem, ma…  

Rusałka przerwała jej.  

— Bogowie wiedzą. I nawet, jeżeli przepadną, wciąż są — powiedziała z mocą. — Czy nie powinniśmy kierować się radą bogów? A co, jeżeli nasze siostry zginęły i tylko my przerwałyśmy? Czy bogowie nie zdradzą nam, czy możemy w jakiś sposób ocalić nasze rasy? Czy pozwoliliby na nasz upadek?  

Driada przygryzła wąską wargę, jakby nie wierzyła w to, co mówiła rusałka, ale w końcu skinęła głową. 

— Nie możemy zwlekać, ma. Ludzie są coraz bliżej. 

Wskazała dłonią za siebie, gdzie migotliwie, na tle granatowiejącego nieba, błyszczał płonący bór. Gdy zeszły ze wzniesienia, ogień był już tak blisko, że mógł ich dosięgnąć przy silniejszym podmuchu wiatru. W końcu zaczęły biec. 

— Musisz zadać dobre pytanie, siostro — wyszeptała driada pomiędzy kolejnymi szybkimi wydechami. — Będziemy miały ledwie chwilę, zanim… odejdą. 

Saione słyszała o starej świątyni od dnia, w którym powstała i pierwszy raz wyszła z Czarnej Toni. Słyszała, że kapłani setki lat wcześniej składali tam dary i czcili bogów, ale z czasem stare mury pochłonął bór jak kolejną ofiarę, a i wyznawcy zgubili do niej ścieżki. Ruszałka nie wierzyła w jej istnienie, ale teraz widziała ją spowitą w kłębach dymu. 

Pnącza wiły się serpentynami po omszałych kolumnach. Przytłaczająca cisza zalegała między blokami zwalonych ścian, spękanego łuku i fontanny z białego kamienia, w której nie szemrała nawet kropla wody. Kilka posągów obrosło porostami, ale jeden jedyny — smukła kobieca sylwetka bez głowy — jaśniał w półmroku zmierzchu. Tam, spomiędzy nóg marmurowej figury, wypływało źródełko, które nabierało na sile i u ich stóp już było wartkim potokiem.  

Saione, oniemiała, stała w strumieniu, do kolan czując kojące zimno górskiej wody, i patrzyła na posąg bogini. Miała wrażenie, że nadzieja do niej wraca, a jednocześnie wiedziała, że życie ucieka im przez palce. Krzyki w oddali nabierały na sile. Ale na moment świat zwolnił i nic nie miało znaczenia. 

To wszystko wyglądało tak, jak mówiła Iolunel. 

— Gdy kiedyś znajdziesz się w Źródłach, poczujesz to — mówiła siostra z uśmiechem na trójkątnej twarzy. — Poczujesz.  

Wiatr świszczał jak gdyby głos, dotykał jej ciało chłodnymi powiewami. Nie miała wątpliwości, że bogowie tu byli, oni wciąż… 

Wciąż żyją.  

Derkina obudziła ją z zamyślenia: 

Ma, nadchodzą. Nie mamy czasu. 

Za nimi rzeczywiście rozbrzmiewały coraz głośniejsze krzyki, przestawały być nieznaczącym brzęczeniem jak wcześniej. Można było rozróżniać poszczególne słowa, a cienie poruszających się między pniami sylwetek były wyraźne. Pochodnie jasnymi punkcikami znaczyły ich trasę.  

— Pytaj, siostro! — krzyknęła rozpaczliwym głosem driada, pchnęła ją w stronę źródełka. Rusałka niepewnie ruszyła w stronę bezgłowego posągu, czując pod palcami stóp żwir i mech.  

— Nie wiem o co — wyszeptała. 

— Idź już, są blisko! 

Pierwszy raz, odkąd Derkina ją znalazła, poczuła paraliżujący strach. Tak intensywny jak w chwili, gdy zobaczyła Iolunel martwą w tataraku, a Serlairne pod zwalonym dębem. Gdy ujrzała brzegi Czarnej Toni pokryte popiołem. Jeszcze większy niż w momencie, kiedy umierający mężczyzna nazwał ją demonem. Pochyliła się nad źródełkiem, szemrzącym jakby sennie. 

— Bogowie — wyszeptała cicho, jakby do siebie. O co mogła zapytać bogów, jeżeli miała tylko jedną szansę? O co…? 

Głos nadciągnął jakby z oddali.  

.okróc, ćreimś żin igawdo jecęiw agamyw eineipreiC. jinśaZ 

Usłyszała to całą sobą — i nie zrozumiała nic. Echo ginęło w krzykach i trzaskach. Ludzie byli już w Źródłach. Nagle strach wzmógł się tak, że nie mogła wypowiedzieć słowa.  

Śmierć, pomyślała. „Zaśnij, córko.” 

— Łapać ją, ucieka! Bierzcie drugą! 

Kątem oka widziała, jak Derkina pada, uderzona klingą w głowę, jak rozsypują się jej ciemne włosy, gdy padła w potok. Usłyszała bulgot, kiedy żołnierz podtrzymywał ją w wodzie. Próbowała rękoma oderwać dłonie mężczyzny od karku, ale mogła tylko krzyczeć w spienioną wodę. Saione widziała, jak w końcu poddała się, a ciało opadło z chlupotem w nurt. 

Rusałka zamknęła oczy. Gdy już je otworzyła, woda w źródełku falowała i ciemniała. Mężczyźni otaczali ją ze wszystkich stron.  

— Bogini, pomocy! 

Potem ktoś złapał ją w pasie, szarpnął do tyłu i rzucił na żwir. Następna padła marmurowa nimfa — gdy roztrzaskała się, Saione poczuła na twarzy odłamki posągu. Ziemia pod jej ciałem zadrżała — choć naprawdę poczuła to tylko ona. 

.okróc, icreimś ęis jaddO 

— Bogini! — krzyknęła, czując na szyi zimno metalu. 

— Twoi bogowie nie istnieją — usłyszała. — My jesteśmy waszymi bogami! 

Gdzieś obok zatrzeszczały płomienie, a noc zapłonęła ogniem świątyni dawnych bogów.  

W śmierć zapadła jak w sen.

Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany! 

 

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Tagi:

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2594
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#2 » 29 sie 2019, o 09:05

Trochę siękoza przeszkadza. Ale tylko trochę. Przypuszczam, że drobnego nadmiaru zaimków poza Szczepanem nikt nie zauważy :)) 

 

Na Twoim miejscu bym poasyndetonił trochę więcej. To dobrze wpływa na jakość opisów (opisy są bardzo fajne) i dobrze współgra z atmosferą forączkowej ucieczki. 

 

Dwie uwagi w kwestii tekstu. 

 

Czy bogowie nie zdradzą nam, czy możemy w jakiś sposób ocalić nasze rasy?
"Rasy" nie pasuje do sytuacji, w której się znalazły. Brzmi zbyt pompatycznie, zbyt formalnie. 

 

Saione słyszała o starej świątyni od dnia, w którym powstała i pierwszy raz wyłoniła się z Czarnej Toni.
Trzeba jedno zdanie, które poinformuje, że doszli do starej świątyni. Na samym początku opka przydałyby się również ze dwa zdania wspominające o starej świątyni. 

 

Napiszę to samo, co napisałem przy innej okazji. Opowiadanie, mimo wartkiej i plastycznie zamkniętej w słowach akcji, nie porusza. Dlaczego? Odnosisz się do samego zła. Usiłujesz przekazać, że na świecie jest samo zło. Nie uwierzyłem, stąd taki odbiór, a nie inny. 

 

Próbowałaś kiedyś wymieszać i dobro, i zło? 

 

 

— I było. Tam leży kolejna. 

— Może nie wybili wszystkich. 

Było ich kilkunastu,

W tych miejscach uciekły wcięcia. Nie masz pojęcia, jak fajnie czytać, tekst porządnie zredagowany.

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5881
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#3 » 29 sie 2019, o 09:17

Dzięki wielkie, szczepanie. Siękozę zaraz postaram się opanować, faktycznie moje przeoczenie ;) 

 

Usiłujesz przekazać, że na świecie jest samo zło. Nie uwierzyłem, stąd taki odbiór, a nie inny.
 

Coś w tym jest, ale tekst celowo jest pisany przez pryzmat spojrzenia nimfy, która nie widzi tylko ani ułamka dobra w tym, co przydarzyło się jej i jej siostrom, ale wręcz  

nie rozumie swojej sytuacji i jej przyczyn. Wyjście zza jej pleców mogłoby faktycznie dać inną perspektywę, ale bardzo lubię ten typ narracji. Jak każda ma swoje plusy i minusy.

Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany! 

 

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2594
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#4 » 29 sie 2019, o 09:24

Camenne pisze:Wyjście zza jej pleców mogłoby faktycznie dać inną perspektywę
Więcej pracy i tekst zrobiłby się dłuższy. Dla mnie - fajnie, ale liczba potencjalnych czytelników maleje ;))

Irys
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 337
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#5 » 29 sie 2019, o 12:37

Fajnie się czytało,fajny pomysł no i więcej takich pomysłów.

hydrooksymaślan
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 16
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#6 » 1 wrz 2019, o 23:00

Na pewno bardzo ładne warsztatowo, choć perspektywa może nie specjalnie mi się podoba, bo daje płytki obraz konfliktu. Inna sprawa to imiona, które do siebie nie pasują. Nie wiem czemu na terenach, gdzie mieszkają Jontki i Jagienki, boginki miałyby mieć jakieś francusko brzmiące imiona. Tym bardziej, że mówią tym samym językiem.
boję się, że marnuję czas

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2594
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#7 » 2 wrz 2019, o 09:20

hydrooksymaślan pisze:Nie wiem czemu na terenach, gdzie mieszkają Jontki i Jagienki, boginki miałyby mieć jakieś francusko brzmiące imiona. Tym bardziej, że mówią tym samym językiem.
One nie są francuskie. Bardziej trącą kymryjskim gaelikiem. U Papcia-Sapcia (przynajmniej w wiedźmińskiej sadze) jest podobnie. Myślę, że on wie o czymś, o czym my nie wiemy ;)) 

 

Cam, słuchałaś Sarmatii Kaczmarskiego?


Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5881
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#8 » 2 wrz 2019, o 09:31

szczepantrzeszcz pisze:
hydrooksymaślan pisze:Nie wiem czemu na terenach, gdzie mieszkają Jontki i Jagienki, boginki miałyby mieć jakieś francusko brzmiące imiona. Tym bardziej, że mówią tym samym językiem.
One nie są francuskie. Bardziej trącą kymryjskim gaelikiem. U Papcia-Sapcia (przynajmniej w wiedźmińskiej sadze) jest podobnie. Myślę, że on wie o czymś, o czym my nie wiemy ;)) 

 

Cam, słuchałaś Sarmatii Kaczmarskiego?

 

Si, szczepan ma rację. Oczywiście mogłabym nazwać nimfę Salwiną, a driadę Śnieguliczką, i może byłaby to dobra myśl, ale bardziej odpowiednie wydało mi się wtedy zaczerpnięcie do imion kojarzących się nieco celtycko (bo, jakby nie patrzeć, w fantastyce często są tak spowinowacone, Sapkowski przykładem).  

 

Słuchałam i to nie w całości daaaaaaaaaawno temu. Odświeżę, dzięki za przypomnienie, szczepanie ;)

Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany! 

 

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


hydrooksymaślan
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 16
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#9 » 3 wrz 2019, o 18:55

Kymryjskim gaelikiem, w sensie walisjkim (walia - cymru)? No nie wiem, czytałem Mabinogion i ni w ząb nie pasuje. Już bardziej Irlandzkie. No ale mi się to na początku skojarzyło z imionami z późniejszych legend arturiańskich, wymyślonych przez francuskich pisarzy. Np. Guenièvre - Serlairne. Podobnie. Takie niby celtycko brzmiące, ale jednak francuskie.
boję się, że marnuję czas

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2594
Zobacz teksty użytkownika:

Światło pod wodą

Post#10 » 3 wrz 2019, o 20:01

Na dworze Plantagenetów rozmawiano po francusku. Angielski, ten, który znamy, wykształcił się poźniej. Dlatego Twoje skojarzenia nie są pozbawione racji.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości