Zachęcamy do czytania naszych poradników!

Odszumowanie

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

witka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1341
Zobacz teksty użytkownika:

Odszumowanie

Post#1 » 29 sie 2019, o 14:54

Żyłem ciągle z jakimś wbitym sobie w głowę ćwiekiem. Zawsze to był ktoś ważny. Kobieta. Jak ten gwóźdź, od którego od którego 

zaczyna się przepis na zupę powszednią, a reszta bywa improwizacją. Żadnej nie wyrzuciłem z pamięci, po przecedzeniu przez obrusy, ceratę na stół, inne sukienki i spraną bieliznę z siermiężnych czasów.  

 

Kiedyś najinniejsza z kochanek, oddawała się za to, że się pojawił się ktoś mówiący tak, że chciała się odnajdywać w niezrozumianych zdaniach i nieważne było, że po wypełnieniu kontraku raczej nie wrócę. Powiedziała to, i po krótkiej pauzie, jakby mi dawała na czas do namysłu, szybko wróciła do poprzedniego wątku o tym, że kiedyś potrafiła kopnąć przystawiającego się chłopaka. Za chwilę 

zaciskała się na mnie, tamując odpływ krwi.  

– Więcej ci nie ulegnę – prowokowała, nawet kiedy z niej wychodziłem. 

Po naszym pierwszym razie spytała – pokazać ci się – żeby skubnąć z moich oczu ten moment zachwytu i posłuchać jak się wzbieram w słowa, ciągle z erekcją. 

Gotowaliśmy się jak jak kompot ze wszystkiego co pod ręką: przejrzałe, niedojrzałe, niedomyte. W zbożu, trawie, na kawałku podłogi, bezludnej w krótkim czasie, w szumach rozbuchanej krwi. Przez większość dnia chodziłem boso. Połać porannej rosy podcinała nogi, jakby chciała studzić czas ale nie wyciągała z natręctwa innej – gotowej kochanki, przepoconej podniecająco – po zew krwi. I tyle o niej, nie oszaleję. 

 

Teraz byłem przyjezdny. W tej wsi z niczyim, zapuszczonym sadem przeszedlem pierwsze wtajemniczenia, nauczyłem się wchodzić na drzewa z ulubionymi, sezonowymi owocami, miałem swoje skrytki. Byłem kilkulatkiem, być może pierwszym nasadzanym na nagości przez czternastolatkę, bardzej ode mnie zdumioną pobudzeniem rozwijającego się ciała. Kłaniam się jej, pierwszej, która mnie podjęła z ziemi. Bez słów, które potrafią rozwalić budowlę z przesianego piasku. 

 

W te wakacje postanowiłem skończyć ze skrupułami, przestać odejmować sobie od ust, inne. Chętne – byle z urodą nie dla desperatów. Kiedyś były dwie, w tym samym czasie. Od jednej wracałem jeszcze za widna, wczesnym ostatnim autobusem. Po ochlapaniu zimną wodą i przebraniu się, jechałem rowerem do drugiej.  

 

Pierwsza moja ruda. Poznana na zabawie, tak samo jak ja, słownie nadrabiała taneczne braki. Miała reglamentowane papierosy i chęć pociągnięcia znajomości. Spotkaliśmy się ze dwa razy w tygodniu. Już z pocałunkami, intencyjną wędrówką rąk w dół. W sobotę była ostatnia zabawa przed powrotem do domu. Marlena okazała się kolejną, która niemal od razu chciała mnie na męża. Przy nadarzającej okazji, w niedzielne południe odebrałem jej sygnały, z pewnością, że nie byłem pierwszym, przed którym się rozłożyła na zachętę, z konieczności i na wymogi kontynuacji typowego romansu tamtych czasów. Nawet nie pomyślałem, czy jej powolność to już wszystko, w co ją doposażyła natura. Na przystanku, przed pożegnalnym pocałunkiem powtarzałem jej dane adresowe, jak zapewnienie. 

 

Nazajutrz miałem wyjechać. Z domu siostry wywoła mnie kuzynka. Była z nią Ela. Przyjechała składakiem, ubrana w to co zawsze. Prosiła o wieczorne spotkanie. 

W czasie pierwszego, jak tylko zsiadła z roweru przewróciłem ją na skarpę, uniosłem bluzkę. Ze źle dobranego stanika, być może jedynego jaki miała, wysypały się piersi. Pachniała nie mniej intensywnie jak świeżo ukręcony miód. Nie wiem, komu albo czemu przypisać, że sytaucja została opanowana, bez liścia w twarz. Została ze mną równie zdumiona jak zaciekawiona. Pozwałała mi się zagniatać w sobie, rozsmakować. Wykorzystywała dla jakiejś części swojej kobiecości w przystawianych pełniejszych piersiach, i nie zawsze udawało się jej powstrzymywać dłonie. Czytałem tę grę na jednej połowie – od pasa w górę. Na czas. Został tydzień. 

Otwieraliśmy się, pod koniec spotkań powiedziałem, że nie wiem jak długo nie wejdę w nowy związek. Jestem jakby po czymś, 

co zgasło w oddali, ale musi się we mnie dopalić, czekam już na nic, bo tak trzeba, albo jestem taki, może w tym przypadku. 

To zawsze na nie działa, jak domniemanie potwierdzenia wyboru odpowiedniego partnera. Taki był mój wkład w tej grze. 

Ostatnia zainteresowała się mną, jak testowanym specyfikiem na nieczułość, być może z przedłużonym okresem przydatności. 

Wcześniej zaniedbany: między grą w karty po pracy, sobotnią zabawą a niedzielną mszą, nawet nie wiedziałem na co czekam, jak żyję. Teraz byłem brzemienny z każdą podsuwaną książką, zaistniałą sytuacją poddaną innej analizie, która powiększała obszar pomiędzy skrajnościami, do wpadania w nie. Dla mnie to była miłość. Nieurojona, przenoszona jak termin końca świata, 

albo wyjścia z uzależnienia od guru. 

 

Ela chciała czegoś więcej, potwierdzić się jeszcze za progiem seksu. Nie wyciągała ze mnie słów na chybił trafił, miały stanowić 

zabezpieczenie, że nie była łatwa, tylko uwierzyła. Znowu. Jakby wyrabiała sobie alibi, i na te wieczory, żeby dłużej nie nadużywać cierpliwości rozgwieżdżonego nieba. Mogłoby wreszcie przykryć jej pełną nagość warkoczem Bereniki, a ja jej, najdłuższym 

jaki trzymałem w ręce.  

Może, gdyby nie Marlena kilka godzin wcześniej. Kiedy Ela powiedziała – jestem gotowa na wszystko – wystraszyłem się siebie, 

dalszego, takiego skundlonego życia, które i ja jestem w stanie refundować innym. Nazwać logicznie i znależć spójne wytłumaczenie 

zachowania. Nie pojechałem na spotkanie i zasłużyłem na to gadanie, jakbym ją zbuchał za słowo w zastaw.  

 

Półtora roku później zobaczyłem ją znowu. Wracała autobusem do pracy. Była już matematyczką w wiejskiej szkole. Zostało dwie 

godziny do przesiadki. Miała klucze od nieogrzewanej stancji siostry. Odurzała tym samym zapachem i nosiła chyba ten sam albo 

podobny model stanika. W tamtych czasach niemal każdy był zapinany na zatrzask z plastiku. Wyluzowalem ją z niego dwoma palcami, poprzez sweter. Znowu miałem przewagę sytuacyjną? 

Powiedziałem – te same – nie łgając, jakbym odnalazł zgubę.  

– Jedź ze mną, jestem gotowa na wszystko – to echo bylo namacalne.


Tagi:

Kusy
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 118
Zobacz teksty użytkownika:

Odszumowanie

Post#2 » 31 sie 2019, o 16:59

Super opowiadanko. Pomimo literówek, przerzutow w tekście i jakichś tam błędów pomniejszych. Klimatem przypomina nieco twórczość Jarosława Borszewicza. W każdym razie jest to napisane lekko, temat ujęty nieszablonowo, a w dodatku bije z tego tekstu taka nienachalna nostalgia. To duża sztuka - umieć opanować tekst na tyle, żeby nie popaść w ckliwość albo rozpacz, chcąc wyrazić tęsknotę za czymś, za kimś.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości