Zachęcamy do czytania naszych poradników!

Płomiennowłosa Shai

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#1 » 30 sie 2019, o 19:16

"Płomiennowłosa Shai" 

 

Rozdział I - Cisza 

 

W odległych czasach gildia magów nienawidziła tych, którzy magią się posługiwali bez ich wiedzy. Osobnicy takowi uważani byli za wielce szkodliwych dla interesów magii oraz gildii. Historia ta zaczyna się w dalekiej północy, gdzie pośrodku gór mieszkało plemię ludzi czczących ogień. Nie wiedzieli jeszcze oni że ich los jest już przypieczętowany. 

 

- Czarne chmury zbierają się nad górami północnymi, kończmy to szybko i wracajmy do Syrii, od tego mrozu sztywnieją mi palce - powiedział Fryderyk do reszty drużyny. 

 

Fryderyk miał kruczo-czarne włosy niestrzyżone od bardzo długiego czasu. Niegolony czarny zarost, szare oczy wyprane z większości dostępnych ludziom emocji, przy których wzroku człowiek zupełnie zapomina o negatywnej temperaturze na zewnątrz i myśli tylko i wyłącznie nad swoim zamarzającym sercem. Ubrany w długi czarny płaszcz z mocno już zużytej smoczej skóry, jednakowa ciemność przyozdobiona jest czerwonymi łatami, na płaszcz narzucona gruba peleryna z futer lisów śnieżnych zniszczona przez różne substancje chemiczne. Kaptur wzorowany na kocie uszy zwykle nieużywany. Człowiek ten jest bardzo wysoki, lecz szczupły do przesady. Oszronionym łańcuchem przewieszonym skośnie przez tors, utrzymywana przy pasie znajduje się obita żelazem księga zaklęć. Pas chroniony jest trzema metalowymi płytami, na jednej z nich jest jedenaście przekreślonych linii. Spodnie przystające do ciała krojone na miarę i na końcu pancerne buty z nagolenicami w kształcie czaszek, z boków podszyte futrem. Całe ubranie jest przemoczone, lecz to wcale nie sprawiało że właściciel się trząsł. 

 

- Wszyscy mamy dość, nie musisz narzekać , zresztą do cholery jesteśmy magami lodu, jak ci temperatura nie pasuje wspomóż się zaklęciem - rzekł Giovanni z przekąsem spoglądając na swoje ciuchy, które gdyby nie lodowa powłoka już dawno byłyby zimne i przemoczone. 

 

Giovanni Aligheri, krótko ostrzyżony blondyn z czystą twarzą oraz wysuniętym podbródkiem. Niebieskie oczy, bystre obserwujące wszystko dookoła. Ubrany w koszule z przewiązaną zieloną szatą maga w pasie, na koszuli z motywem spadających płatków śniegu naszyta jest pięcioramienna gwiazda, znak gildii. Bufiaste spodnie owinięte lnianymi owijaczami kończące się na drogich lakierowanych butach o wysokiej cholewie. Między uchem trzyma pióro. Elfia torba zdobiona w kwiaty spoczywa bezpiecznie na boku. 

 

- Wiesz przecież dobrze, że moja magia służy destrukcji. Zresztą nieważne, widzę już dym. 

 

- Rękawice ci od krwi zakrzepłej zesztywniały, upodlili cię w radzie? Która to już misja? 

 

- Ostatnia. 

 

- Spójrzcie! - zakrzyknął Palan. - Jest tak jak mówili. 

 

Twarz jego zdobiona jest Jasno brunatnymi, ulizanymi włosami, oraz żywymi zielonymi oczyma. Palan ubrany był w opończe malowaną na ciepłe barwy z wystającymi frędzlami na dole. Pod opończą napierśnik segmentowany z płyt stalowych, u boku miecz. Spodnie wieloczęściowe w czerwieni i błękicie z jedną częścią czarną z gwiazdą gildyjną. Na stopach wygodne zgrabne elfie obuwie, którego nie powstydziła by się elfia kobieta..  

 

- Ruchomy ogień utrzymywany w kształt smoków, no proszę niezłe sobie oświetlenie sprawili, dobra zsiadamy z koni, resztę przejdziemy piechotą. - Giovanni zeskoczył z kulbaki i ze skrzypem wylądował nogami na śniegu, naciągnął skórzane rękawice, złożył ręce w znak i zaczął kreować kostur z lodu. 

 

- Rada mówiła że wszyscy z plemienia posługują się magią ognia co najmniej w stopniu mistrzowskim, dzieci też. 

 

Palan z gracją zeskoczył z swojego konia, zamachnął nogą o ziemie wzruszając świeży śnieg. Następnie wykopał go wysoko w powietrze i począł tworzyć z niego line. Liną z wody przywiązał wszystkie trzy rumaki do wystającej skały, gdy skończył lina zamieniła się w twardy, niemal niezniszczalny lód. 

 

- Nie możecie być chociaż trochę bardziej poważni? 

 

Fryderyk pogłaskał swojego konia, lecz ten zastrzygł uszami i odwrócił łeb w drugą stronę zraniony zimnem jego dotyku. Mag zaklął pod nosem, mechanicznym ruchem zsiadł z konia, kiedy jego stopy dotknęły ziemi, małe lodowe sople wybiły się z śniegu pionowo w górę. Wierzchowiec Fryderyka zaniepokoił się tym i zaczął rżeć. Giovanni uspokoił go znakiem. 

 

- Wybacz Ognik, ponosi mnie, Giovanni, Palan wybaczcie - rzekł Fryderyk. 

 

Palan spojrzał na niego wymownie i nic nie odpowiedział, stali tak w ciszy przez jakieś trzydzieści sekund, w końcu zaczął Giovanni. 

 

- Każdy pamięta swoje zadanie? Dobrze zatem do dzieła i pamiętajcie, nie chcemy drugiego Il'jasiy (IlJasyl). Pogrzebiemy tę wioskę i wszystkich jej mieszkańców w lodowym grobowcu historii. 

 

- No tak po to zabraliśmy ze sobą sławnego Fryderka, najlepszego czarodzieja klasy destrukcji i masowego mordu w całej akademii, pacyfikatora Dolnej Syrii, Zamieć Północy i w końcu jedynego maga, który śmiał postawić własne warunki kapitule, co więcej jedynego którego prośby wysłuchano - wyrecytował z przesadnym patosem Palan. 

 

- Właśnie, wykonajmy tę misje i chodźmy każdy w swoją stronę. - Giovanni z lekkim strachem spojrzał się na grobową twarz Fryderyka. Zamieć Północy uśmiechnął się podejmując grę. 

 

- I mamy w swojej zacnej drużynie Palana, Najlepszego maga klasy karczemnej, masowego dziwkarza od Gradoburgu po Eithle'ie (Ejfli) i w końcu jedynego maga, który potrafi obrazić starego Fryderyka z Sorro, bez utraty przy tym organów za obrazę odpowiadających. Dość pieprzenia, zróbmy to, dokonajmy mordu. 

 

Fryderyk i Palan podali sobie dłonie i razem spojrzeli się w stronę Giovanniego. 

 

- No i mamy wspólny consens, nie przebierając w słowach, w drogę. 

 

Trójka magów destrukcji zaczęła powoli zapuszczać się w głąb doliny, razem z nimi przemieszczały się chmury, zapowiadało się na zamieć. 

 

Rozdział II - Krzyk 

 

- Mamo! Mam zamiar pomóc w dzisiejszym święcie płomieni. 

 

- Ależ oczywiście, pamiętaj tylko żeby zabrać ze sobą smoczy język, kochanie nie zbaczaj z dróg, podążaj za pochodniami, a wszystko to by uniknąć zbliżającego się białego zimna. 

 

- Wiem mamo, nie zbacze z płomieni. 

 

- Jesteś moim najbystrzejszym ognikiem Shai. 

 

- Kocham cię mamo. 

 

- Wzajemnie. 

 

Ah! Cóż za piękny dzień, w śniegu skrzy słońce, światło spada na nas z nieba i ogrzewa nas wszystkich. Miłe takie ciepło, ale trzeba je kontrolować, zbyt dużo ciepła może zranić nas tak samo jak zimno, do ognia nie można podejść za blisko trzeba mieć do niego szacunek i zaufanie. Dopiero kiedy poznasz ogień, możesz go dotknąć, ale twoje serce musi być czyste. Inaczej twoja wina zajmie się płomieniami a twoje ciało spłonie.  

 

Skórzana kurta, buty oraz szyty szalik z zimnych krain. Czapki nie potrzebuje, jako okryciem dziewczyny są włosy. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Wychodząc na ganek zgasiłam swoją żagiew, znak tego czy jestem akuratnie w domu, a mnie nie ma. Po mojej prawej zawsze utrzymuje swojego ognika, mam już w końcu osiem lat! Kulka światła wesoło podrygiwała w górę i w dół kiedy schodziłam kamiennymi schodkami do centrum naszego ogniska. Idąc tak pomiędzy domami przyjaciół moich przekazywałam gesty oraz płomienie powitania, sąsiedzi odpowiadali i nasze witające płomienie łączyły się w połowie drogi by rozprysnąć się potem na setk.. tysią... dużo kolorowych iskierek opadających na ziemie. Cała ta scena upiększana była przez wczesny śnieżek bo światło mieniło się i odbijało od śniegu dodając powitaniom dodatkowego uroku.  

 

Przechodziłam akuratnie koło naszego domu łowców, pomachałam mojemu ojcu. Mój tato jest jednym z największych łowców wioski, wielokrotnie pytałam się go kiedy pozwoli mi towarzyszyć mu na polowaniach, ale on zawsze narzekał że nie potrafię kontrolować swojego ognia na dostatecznym poziomie, że nie jest zbyt jasny, i czasem wpada w swój własny żywot. Ale ja wiem, że on po prostu się o mnie boi. Raz napadły na mnie białe wilki, poradziłam sobie z nimi, ale przez przypadek podpaliłam drewniane części domu. Właściwie to dobrze to wyszło ponieważ wilki uciekły, ale widziałam jak one po prostu dokonały taktycznego odwrotu! Posiłki wezwały i chciały już się na mnie rzucić, gdy z podpalonego domu wybiegł dorosły i mnie uratował. Ojciec mówi mi ciągle że muszę bardziej popracować nad kontrolą, ale sama widziałam jak on traci panowanie nad swoim ogniem. Myślę że kontroli ognia uczy się przez całe życie, to się o mnie martwi na pewno, a nie że ja bym rady nie dała. Ja bym chciała tak kontrolować ogień, mogłabym wtedy robić tak jak matka, i nie kąpać się w wodzie ale spowijać się oczyszczającym płomieniem, za młodu mama mnie tak czyściła ale teraz troszeczkę wstydzę się o to prosić, mam już osiem lat! 

 

Dotarłam na miejsce. W środku naszej wioski mamy taki wielki plac wyciosany w samej górze. Na środku placu jest taka kamienna Czara wielkości mojego domu, a w czarze płonie wieczny ogień. Ten płomień jest utrzymywany przez moją mamę i mamę mojej mamy,i ja będę go utrzymywała kiedy osiągnę dojrzałość. Moja mama jest najlepsza w posługiwaniu się światłem i płomieniem. Tutaj organizujemy większość świąt, dzisiaj na przykład będziemy mieli święto płomienia, wierzymy bowiem że tam na górze w nieboskłonach istnieje Płomień który wszystko zaczął, i nie chodzi mi o słońce! Ten Płomień jest niewidzialny oczami. Słońce jest zdradzieckie i chaotyczne, a Płomień sprawia że ogień słońca nas nie niszczy. Taki Płomień potrafi kontrolować nawet słońce/smoka! Nasza władza nad ogniem nie pochodzi też od nas samych ale od tego Płomienia, a wiele jest innych fałszywych płomieni i czasem trudno jest rozpoznać ten dobry. Energia z nieba wybiła na skale w północnej części naszej wioski zasady, których przestrzeganie ma zapewnić nam ciepło nawet po śmierci! Ach ale ja się zapuszczam w te swoje rozmyślenia, a tutaj już wieczór się zbliża i coraz, coraz bliżej do święta. 

 

- Shai, witaj Shai widziałaś może Greja? 

 

Ta miła pani to Sitrejna a Grej to jej mąż i strażnik granic naszego ogniska. 

 

- Nie, nie widziałam go dzisiaj, czyż nie jest jak zwykle na swoim posterunku ? 

 

- Hmm, ale białe zimno, naprawdę ciężko pracuje mój Grej, a co tam u twojej mamy Shai? Powiesz mi może co zaplanowała na święto? 

 

- Ta- jem- ni- ca  

 

Wysylabizowałam to żeby podkreślić słowa swojej mamy. 

 

- Ah rozumiem, szkoda... Nazwałaś już go? Sitrejna spojrzała się na mojego ognika.  

 

- Tak, nazwałam go Truf, jak myślisz Grej pokaże się na święcie czy będzie dalej siedział na tej swojej wieży? 

 

- Takie jest jego zadanie Shai, liczyłam że chociaż będzie szedł do domu, po ciepłą odzież i złapie go na placu, wygląda jednak na to że będę musiała przynieść mu ją osobiście. 

 

- Może ja pójdę? Do święta jeszcze troszkę czasu musi się wypalić, a ja i tak się n... 

 

- Nie, naprawdę nie trzeba, dziękuje za rozmowę i do zobaczenia na święcie. Ciepła Shai. 

 

- Ciepła Sitrejo. 

 

Reszta czasu do święta wypaliła się mi na pomocy w przygotowaniach. Tam ustawić trochę drewna, tam przenieść kamienną ławkę, podgrzać wodę, takie tam proste sprawy. Wreszcie nadszedł zmrok, słońce fałszywiec kompletnie chowało się za horyzontem, tylko jego światło wciąż padało na księżyc, lecz jest takie światło o wiele słabsze i tylko dzisiaj można zobaczyć prawdziwe światło między tym złym.  

 

Jest święto należy się bawić! Kolorowe światełka stworzone przez adeptki mojej mamy rozświetliły ciemności, na samym środku placu dom łowców tworzył z swojego ognia postacie straszliwych zwierząt i ludzi walczących ze sobą. Ognie na pochodniach. Zwykle wolno sobie palące, teraz rozszalały się i zaczęły wymieniać się swoimi miejscami z innymi pochodniami! Moja mama stanęła przed czarą i poczęła powiększać znajdujący się weń płomień do ogromnych rozmiarów, tak iż zakrył on prawie ułudny księżyc! Światło z wielkiego płomienia oświetliło całą północną górę. Wszyscy tańczyli, bawili się, jedli i pili. Widziałam jak chłopacy oświadczali się dziewczynom a ich płomienie delikatnie się sprawdzały. Widziałam starców, których zwykle słaby ogień wybuchał tysiącami barw i odcieni. Przepiękna gra świateł, w uszach muzyka i świst. Nogi same poderwały mi się do tańca, nawet udało mi się podpić troszeczkę ognistej wody z kamiennego stołu, w końcu pomagałam ustawiać czary. Wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Na oświetlonej górze północnej pojawiły się trzy rozciągnięte cienie. Przez chwile myślałam że to mi się tylko przywidziało ale cienie zaczęły się powiększać i rosnąć coraz szybciej i szybciej, potem zatrzymały się i zobaczyłam silne niebieskie światło dobywające się z miejsca dawnych cieni, rozdziawiłam usta. Nigdy jeszcze nie widziałam takiego światła, a potem przyszło białe zimno, ale nie stopniowo jak zwykle przychodzi, to było jak podpalenie paliwa, niemożliwy chłód przeszył moje serce i głębie mojego ducha, całe ciepło uleciało z mojego ciała. Nie mogłam dobyć z siebie głosu. Białe zimno zamieniło się w białą śmierć... śnieg zmienił się w ostre jak brzytwa kawałki lodu. Widziałam krew ,przecięte ciała, muzyka wesołości i ciepła ustała, zaczął się mrożący krew w żyłach krzyk. 

 

Rozdział III- Bełkot 

 

Zaklęcie siódmego stopnia, lodowa zamieć połączona z prawdziwą zamiecią w sprzyjającym żywiole, wytworzone przez trzech arcymistrzów kręgu magii wody. Najlepszych gildyjnych magów destrukcji. Efekt był niewyobrażalnie mocniejszy niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Fryderyk stał tak przerażony własnym zaklęciem, nie dłużej jednak niż przez chwile, używając prostej konstrukcji spowił swoją twarz lodową maską w kształcie ludzkiej czaszki, jedynym budującym zaklęciem jakiego się nauczył. Dotknął swoimi rękami ramion towarzyszy, i jak na bezgłośną komendę, wszyscy razem weszli w krzyk. 

 

Zamieć zmiotła z nóg i położyła na ziemi około dziewięćdziesiąt procent ofiar. Reszta zdążyła wytworzyć tarcze magiczne, ale były to prymitywne tarcze, nie umywające się do tych których uczą w kapitule. Magowie destrukcji nie musieli więc nawet używać broni konwencjonalnej. Dwóch dorosłych mężczyzn krwawiących w skórzanych kurtach zagrodzili drogę Fryderykowi z Sorro, Zamieci północy i to był ich błąd. Z rozwartych dłoni arcymaga posypały się lodowe sople o ostrości porównywalnej do żyletki balwierzy królewskich z Syrii. 

 

Żyletki wbiły się w ciało dwójki nieszczęśników niczym nóż w masło, jednak zdążyli oni rzucić we Fryderka dość wredną kulą ognia. Trafiła ona w prawe ramie niszczyciela i spopieliła doszczętnie lisie futerko. Rzeźnik z Sorro z niesmakiem zdjął z siebie płonącą część odzieży , podczas gdy dwóch łowców wioski ognistych wykrwawiało się na ziemi. Następnym celem była płonąco- włosa kobieta stojąca na środku placu, rynku miejskiego? Kobieta nie miała na sobie ani zadrapania a wokół niej latały ogniste smoki, ogniki oraz salamandry. Zamieć północy stanął i przez chwile podziwiał poziom kunsztu, łaknął jej każde zaklęcie swoim wzrokiem, wiedział bowiem że za chwile już ich nie zobaczy. Pierwszego smoka przyjął na siebie. Spopielił smok mu czerwone łatki, ale smoczy płaszcz posiada bardzo wysoką odporność na żywioł czarodziejki. Kiedy kobieta chciała wysłać w stronę Fryderyka dwie salamandry. Arcymag zaczął prawdziwą walkę, obydwie ręce z rozmachem włożył w śnieg i tworząc na ziemi niewidzialny dla kobiety znak przywołał lodowe odłamy o wysokości dwóch metrów które z odstępem jednego metra pojawiały się od siebie i w stronę kapłanki wioski zmierzały. Dwie salamandry zręcznie przeniknęły między lodowymi przeszkodami i rzuciły się na Arcymaga z Sorro z obydwu jego stron. Kąsały go w zbrojenia na pasie, co sprawiło że te rozgrzały się do czerwoności i przepalać się poczęły przez smokowy płaszcz. Zamieć Północy przerwał zaklęcie i pochwycił obydwie salamandry swoimi dłońmi spowitymi zaklęciem śmiercionośnego zimna. Salamandry zaczęły powoli znikać, w powietrzu czuć było gotującą się krwią. Podczas całego tego zdarzenia za plecy Fryderyka zakradła się ledwo żywa czarodziejka i ostatkiem sił wycelowała w jego głowę pociskiem ognia. Kocie uszy na kapturze nie były jednak dla wyglądu, Fryderyk zdążył chwycić umierającą salamandrę za kark i rzucił nią za siebie. Wśród krzyku, usłyszał krzyk jeszcze straszniejszy. Krzyk kobiety spalanej żywcem. 

 

Zaklęcie ognistej strzały wypaliło jednak, choć słabsze. Zniszczyło ono kompletnie lodową czaszkę ochronną Fryderyka z Sorro. Arcymag odwrócił się i rękami objął umierającą kobietę zamieniając ją tym samym w bryłę nieżywego lodu. Ścisnął potem swój uścisk i bryła pękła na tysiące krwiście czerwonych kawałków mieniących się miriadom świateł z pochodni. Dopiero teraz Rzeźnik Gildyjny przypomniał sobie o gorących ochraniaczach wokół swego skwierczącego pasa. Chwycił za pasek, zerwał go i cisnął w ciemność. Rozgrzany do czerwoności metal przepalił całą smoczą skórę w tych miejscach. Fryderyk podniósł swoją opancerzoną nogę i z całej siły uderzył nią o ziemie, przywołując tym samym potężny filar pod swoimi stopami. Filar wyniósł go około dwa metry nad polem bitwy. Uważnie, niczym sęp szukał swojego przeciwnika wśród krzyku i masakry. Znalazł ją, odpierała swoimi ognikami wodę zaklęcia Palana, ustawiła się do Zamieci północy plecami. Arcymag przygotował zaklęcie poprzez podniesienie ręki jak do rzucania oszczepem, w której zresztą po chwili pojawił się prawdziwy oszczep. Tyle że zbudowany z lodu. Wziął głęboki oddech, wycelował i trącił oszczepem używając całej swojej fizycznej siły. Zaraz po wyrzucie, wyczarował w powietrzu ostre kawałki lodu i rozkazał im spaść prosto na niczego nie świadomą kobietę. Nie było to jednak potrzebne, gdyż lodowa włócznia nie zawiodła swojego wykonawcy i przeszyła barbarzyńską kapłankę. Kobieta wybuchła ogniem, tworząc przed sobą coś na rodzaj chaotycznej kuli ognia, ale nie zdążyła dokończyć zaklęcia, jej puls ustał i padła nie żywa na ciała swojego prymitywnego plemienia. 

 

Fryderyk zniszczył swój filar i zeskoczył na dół. Podszedł do Palana, podali sobie ręce, Palan wskazał kierunek i oboje zobaczyli Giovanniego odgradzającego się lodową ścianą, murem przed grupą plemiennych łowców. Palan namalował krąg na ziemi, oczyszczonej ze śniegu i ciał za pomocą prostej magii powietrza. Razem przystąpili do wywoływania potężnego czaru. Giovanni krwawił z prawej ręki, cholerni magowie ognia, oślepili go blaskiem flary, podczas gdy jeden z nich rzucił w niego zakrzywionym nożem myśliwskim. Na szczęście ścianę wytworzył przed utratą kontroli nad ręką. Teraz starał się uleczyć swoją ranę desperacko oglądając się na obydwa krańce muru, czy jeszcze go nie obeszli. Wtedy zobaczył Giovanni wielką kulę śnieżną, która rosła co sekundę i rosła. Kula śnieżna została pchnięta przez nagły poryw wiatru i stratowała wszystkich przeciwników arcymagów. Dla pewności Fryderyk wytworzył nad ciałami stratowanych deszcz lodowych ostrzy.  

 

Następnie, wszyscy razem stanęli na placu w środku tej zapomnianej przez bogów wioski i wspólnie poczęli tworzyć kolejne zaklęcie siódmego kręgu magi zimna. Zaklęcie totalnego zera. Zabiera ono strasznie długo czasu. Czasu, który zwiększa się wprost proporcjonalnie do obszaru działania. Nie można dopuścić by cokolwiek przerwało tworzenie czaru, gdyż jakby którykolwiek z magów stracił koncentracje. Wpuściłby on temperaturę do własnego ciała, co oznaczałoby pewną, niechybną śmierć. Na szczęście nikt magii nie przerwał i absolutne zero spowiło wioskę, wioskę której nigdy nie powinno być na mapach Syrii. 

 

Na wszelki jednak wypadek, arcymagowie obchodzili całą osadę aż do rana w poszukiwaniu niedobitków. Gdy tylko zastał ich poranek, Giovanni odpieczętował zaklęcie zwoju telekomunikacyjnego z Kapitułą. Przekazał on słowo oraz obraz zniwelowanej wioski. Uratuje to najprawdopodobniej interesy magii przed przypadkowością braku kontroli Kapituły nad czymkolwiek. Rada Magii wyrzekła jednoznacznie, że Fryderyk z Sorro, zamiecią północy znany, został oczyszczony ze wszelkiej przysięgi i jest teraz wolnym magiem, z pełnym zakresem swobody. Fryderyka zwaliło to z nóg i jeszcze przez godzinę nie mógł się ruszyć. W końcu jednak otrząsnął się i pożegnawszy się z grupą arcymagów destrukcji żywiołu lodu udał się w swoją stronę. 

 

Szedł tak i prawie już opuścił tę przeklętą wioskę, kiedy usłyszał odgłos człowieka. Nie mógł w to uwierzyć, biorąc pod uwagę moc zaklęć, jakie były użyte wczorajszej nocy. Nikt ale to absolutnie nikt nie miał prawa przeżyć. Słyszał jednak wyraźnie czyiś przytłumiony głosik. Rzucił się Fryderyk z Sorro w stronę tego głosu. Stwierdził iż dobiega on spod zamarzniętych ciał. Począł więc przerzucać je za pomocą magii. Po chwili dokopał się do małej dziewczynki o czarnobrunatnych włosach i ciemnobrązowych oczach. Które teraz wpatrywały się na twarz Pacyfikatora południowej Syrii. Fryderyk chwycił się za swoje włosy i spróbował je sobie wyrwać, zaczął kulić się w spazmach i rzygać.  

 

" Wreszcie jestem wolny, nie muszę nikogo zabijać, Panie Tego Świata jeżeli istniejesz czy to ma być moja kara? Dobrze, zatem zrobię to czego nikt nie zrobił. Ja Fryderyk z Sorro zwany zamiecią północy. Wychowam to dziecko wymarłej rasy jak swoje, osiądę i będę żył spokojnym życiem do końca!" 

 

Fryderyk przestał szaleć, poprawił swój smoczy płaszcz pochylił się nad niemożliwym i najczulej jak potrafił zapytał się jej. 

 

- J..jak s..się n..nazywasz? 

 

Dziewczynka cały czas miała rozwarte usta, a teraz wydał się z nich głos. 

 

- Jmskthelm Sjhlabi. 

 

 

Bełkotała, było jej śmiertelnie zimno. Zamieć północy rozpiął swój płaszcz, podniósł dziewczynkę i wtulił ją w swą odzież. Smoczy płaszcz generuje naprawdę dużo ciepła, ale ciepła nie było już dla tej dziewczyny. Dla tej dziewczyny był tylko lepki, mokry strach który przytwierdzał się do gardła i zamiast słów wychodził... 

 

Bełkot. 

 

Część druga ------->http://artefakty.pl/viewtopic.php?f=122&t=8196&p=83501#p83501


Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1439
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#2 » 30 sie 2019, o 19:54

Zauważyłem, że w pierwszym już zdaniu dwukrotnie odnosisz się do magii. Jakie książki bądź jaki doświadczenia przeszedłeś w tym zakresie? Czy mógłbyś polecić kilka-kilkanaście tytułów bądź procedur czy doświadczeń?

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#3 » 30 sie 2019, o 20:48

Gorgiasz pisze:Zauważyłem, że w pierwszym już zdaniu dwukrotnie odnosisz się do magii. Jakie książki bądź jaki doświadczenia przeszedłeś w tym zakresie? Czy mógłbyś polecić kilka-kilkanaście tytułów bądź procedur czy doświadczeń?
 

 

Książki jakich użyłem do stworzenia mojego systemu magii... Niestety nie jestem w stanie podać takich książek. Gdyż nie bazuje on w 100% na żadnej z nich. Jeżeli chodzi o doświadczenia, to przez 10 Lat prowadzę sesje RPG, do których to tworzyłem własne systemy magiczne. (Aktualnie mam około 8 różnych systemów, z których korzystam naprzemiennie). Nie wiem więc jak dobrze to wytłumaczyć. Podam zatem okrojoną wersje tego jak działa magia w Universum Syrii(Shai i Roderyk). 

 

Bóg universum Syrii, nazywany "Pan tego Świata". Wytworzył dodatkową substancje chemiczną dla swojego świata, by zniewolić żyjące tam ludy. Zniewolić musi je dlatego by nie uciekły z jego świata i nie wydały jego lokacje innym- silniejszym Bogom. Idąc dalej w swej paranoi- Pan tego Świata oddaje swoją moc żyjącym tam istotom oraz obiektom, by znów- lepiej ukryć się przed innymi bogami, używając zasady decentralizacji mocy. Moc Pana tego Świata nie jest magią, zostaje jednak na nią przetłumaczona. 

 

Jak działają zaklęcia? Zaklęcia działają na zasadzie woli. Magia która bezwiednie pływa sobie po powietrzu, czy też gnieździ się w skałach/trawie takiej woli nie posiada, lub jest ona bardzo słaba. To też, gdy tylko pojawi się istota z silną wolą/uczuciem. Ta bezosobowa magia lgnie do istoty zamykając się w jej ciele. 

W taki sposób istoty potrafią posiadać więcej magi niż sama natura. 

 

Ciało jest klatką dla magi, wyznacza jej granice i zabrania jej ucieczki do innego miejsca. Istoty które nie posiadają ciała, ale posiadają wole, także mogą posługiwać się magią, są jednak w ciągłym stanie tracenia oraz zyskiwania jej. Ciało spowalnia obydwa procesy. 

 

Zaklęcie jest manifestacją oraz amplifikacją woli rzucającego. Dlaczego zatem nie można podpalić kogoś wzrokiem? Dzieje się tak, gdyż twój cel także posiada swoją wole, która to w 99% przypadków nie chce być podpalona. W ten sposób nie da się manipulować czyjąś magią bez jego zgody. (Np. Nie da się czytać czyjegoś umysłu, bez jego dobrowolnego przyzwolenia). 

 

W jaki sposób rzuca się "spella"? Istnieje parę form magii. Najłatwiejszą jest magia słowna. Polega ona wokalizowaniu swoich uczyć/woli/zamiarów by uniknąć nieporozumień z twoją magią. Jest to "noob-friendly" gdyż trudno się samemu zabić... chyba że pomylisz formułkę. Magia słowna używana jest także do wielce skomplikowanych zaklęć, właśnie po to by uniknąć omyłki. 

 

Kolejnym rodzajem rzucania zaklęć jest tak zwana magia artystyczna. Magia artystyczna polega na manifestacji woli poprzez ruch. Wykonujesz specyficzny ruch ręki/palca/stopy i przywiązujesz to z daną emocją by wyzwolić proste zaklęcie. Jest to trudna i niebezpieczna gałąź magi, zarezerwowana tylko dla bardziej wtajemniczonych. (Istnieją jeszcze 2 inne formy, ale jak już mówiłem, okrojony). 

 

Możesz zadać pytanie "Dlaczego magia wody, lepiej działa w zimnym klimacie?". Dzieje się tak dlatego, iż magia zawarta w śniegu/lodzie/krajobrazie ma tą samą wole co rzucane zaklęcie eg: chce coś oziębić. Lgnie więc do zaklęcia amplifikując jego efekt. 

 

Teraz przejdźmy do żargonu używanego przez gildię magów (Są inni magowie i nie wszyscy stosują takie nazwy). 

 

Mana- Jednostka miary przedstawiająca koszt najprostszego zaklęcia z każdego żywiołu przy idealnie wypowiedzianej formule/skupieniu. 

 

Krąg (Używane tylko przez magów destrukcji)- Miara zniszczenia jaką zaklęcie jest w stanie wywołać na rosnącym obszarze w raz z numerem kręgu. 

 

Wychodząc poza gadanie o mnie i moich egoistycznych systemach. Mogę polecić parę systemów magi... 

 

System w Alchemist Brotherhood (Anime), jest bardzo zgrabnym i matematycznie poprawnym systemem, dla ludzi którzy chcą "tłumaczyć magię"... 

 

"Deadman Wonderland" (Manga). Idealnie bawi się stosowaniem i tłumaczeniem magi krwi. 

 

To chyba wszystko co mogę polecić.. jeszcze będę pisać do cb, jak coś sobie przypomnę.  

 

Tako rzekłem ja, Xeno. Cyah around! ^^


Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1439
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#4 » 30 sie 2019, o 21:38

Dziękuję za obszerne wyjaśnienia.

hydrooksymaślan
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 16
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#5 » 31 sie 2019, o 12:32

polecam zobaczyć jak się robi akapity i pisze dialogi.
boję się, że marnuję czas

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#6 » 3 wrz 2019, o 20:03

hydrooksymaślan pisze:polecam zobaczyć jak się robi akapity i pisze dialogi.
 

Done


hydrooksymaślan
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 16
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#7 » 3 wrz 2019, o 20:05

A akapity to co? 

 

Poza tym prawie nic nie poprawiłeś.

boję się, że marnuję czas

Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#8 » 3 wrz 2019, o 20:25

A no tak taby ucięło XDD w/e 

 

hydrooksymaślan pisze:Poza tym prawie nic nie poprawiłeś.
 

 

A to jak się sama składnia/forma nie podoba w dialogach to... Nie potrafię czytać w myślach lol


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6093
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#9 » 4 wrz 2019, o 10:07

xeno, hydrooksymaślan, nie dodajemy posta pod postem, używamy opcji edytuj. Proszę, pamiętajcie o tym na przyszłość.  

Posty złączyłam. 

 

Dodano po 13 godzinach 22 minutach 47 sekundach: 

Skomentuję szerzej tylko rozdział I, bo już sam on ma tyle problemów, na których powinieneś się skupić, że wystarczy na jeden komentarz. Masz dużo przeróżnych błędów, wypiszę ledwie ułamek, bo wszystkiego na pewno nie dam rady. Drugi przeczytałam i mam parę uwag, ale o nich na końcu.  

 

Zacznijmy od podstaw: 

 

- Czarne chmury zbierają się nad górami północnymi, kończmy to szybko i wracajmy do Syrii, od tego mrozu sztywnieją mi palce. - Powiedział Fryderyk do reszty drużyny. 

Zapis dialogów. To przewija się przez cały tekst i masz błędy wszelakie, więc po prostu pokrótce opiszę, jak zapisuje się dialogi:  

 

Każdy dialog musi być w nowym akapicie, na przykład: 

— Bry — powiedział z uśmiechem Adam. 

— Ostatni dobry dzień to mógł być rok temu. — Stanisław machnął ręką. 

 

Dialogi zaczynamy od półpauzy lub myślnika. Półpauzy nie są wyświetlane przez forum, więc proponuję używać myślnika, który wygląda tak: — (wizualnie to najdłuższa kreska, najkrótszą jest dywiz, półpauza jest pośrednia). 

ZAWSZE po myślniku ma być spacja. 

 

Ogólne zasady wyglądają tak: 

Gdy po dialogu pojawia się czasownik określający sposób mówienia (np. „powiedział”, „odpowiedział”, „rzekł”, „mruknął”, „szepnął”, „żachnął się” itp.), nie stawiamy kropki, a czasownik piszemy małą literą. Kropka pojawia się dopiero samym końcu. 

Ale gdy po dialogu dajesz coś innego, na przykład "Bohater kichnął", to po kwestii pojawia się kropka. Po myślniku zaczynamy zdanie dużą literą. 

 

(Poza tym - trudno mi wyobrazić sobie, że ktoś rzeczywiście wypowiedziałby na głos zdanie, które wygląda jak typowy początek opisu przyrody.) 

 

Dalej - narracja: 

W odległych czasach gildia magów nienawidziła tych, którzy magią się posługiwali bez ich wiedzy. Osobnicy takowi uważani byli za wielce szkodliwych dla interesów magii oraz gildii. Historia ta zaczyna się w dalekiej północy, gdzie pośrodku gór mieszkało plemię ludzi czczących ogień. Nie wiedzieli jeszcze oni że ich los jest już przypieczętowany. 

 

Zaczynanie opisem jak z telegazety to rzadko dobry wybór ;) 

 

Rzekł Giovanni z przekąsem spoglądając na swoje ciuchy 

Zapis dialogu to jedno, ale niekonsekwencja językowa to drugie. Raz silisz się na prawie górnolotność w opisie, potem masz taki kolokwializm. Pasuje to do siebie nijak. 

 

- Ruchomy ogień utrzymywany w kształt smoków, no proszę niezłe sobie oświetlenie sprawili, dobra zsiadamy z koni, resztę przejdziemy piechotą.  

Tu objawia się problem narracyjny. 

Twoje postaci dryfują w próżni - nie wiemy dokładnie gdzie, wiemy tylko, że na mrozie, więc kto wie, może to jesienna chłodna noc, może zima, może początek wiosny? Who knows. Nie wiemy dokładnie, co robią i dlaczego to robią. Kim są - też niekoniecznie, znamy głównie ich imiona, ale to nie musi być ogromny problem, bo to dopiero wstęp, postaci można poznać szerzej później - ale mimo wszystko powinieneś zawrzeć w tekście cokolwiek, co sprawi, że będą czymś więcej niż imionami. Wiemy tylko, co mają na sobie, a, wybacz, nie jest to najważniejsza informacja na świecie. Nic też nie sugerowało, że jadą konno, a tu nagle jednak okazuje się, że owszem.  

Chyba zauważasz tu problem? Czytelnik nie ma szklanej kuli. 

Generalnie twoja narracja zbudowana jest na opisach, które mają formę wyliczanki, a dialogi są z kolei bardzo nienaturalne. Rozumiem stylizowanie się na kwiecistość i górnolotność, bo spora część klasycznego fantasy zna tę stylizację, ale jednak trzeba umieć to robić, by czytelnikowi nie czytało się jak po grudzie. 

Fajnie, że próbujesz opisywać, że skupiasz się na detalach strojów bohaterów etc., bo to informacja ciekawa i wartościowa, ale zaniedbujesz wszystko inne. Pomyśl, że ta sytuacja to coś więcej niż to, w co ubrane są postaci, to cały kontekst, którego nie znamy, a który sprawi, że będziemy wiedzieć, że to nie byle magowie i nie byle sytuacja, tylko ważne osoby i istotny moment. To raz, a dwa, to forma - jest ciężkostrawna. Wyliczasz, wyliczasz i wyliczasz. Czasem w ten sam sposób, większość zdań ma tę samą konstrukcję. Zdecydowanie przyda ci się ten poradnik: viewtopic.php?f=10&t=7856 

Błędy to jedno - masz ich cały przegląd i to jest problem, ale są też inne poważne. Twój język jest sztywny, momentami szkolny, zwłaszcza w miejscach, gdzie tak wyliczasz, co kto ma na sobie, lub w pierwszym akapicie. Dodatkowo postaci nie rozmawiają ze sobą jak ludzie.  

Słowem - masz nad czym pracować.  

 

Co do drugiego rozdziału - cóż, ta nagła zmiana narracji wygląda jak mało przemyślany zabieg. Nagle z trzecioosobowej w czasie przeszłym przechodzisz na pierwszoosobową z jeszcze bardziej niekonsekwentnie używanym zamiennie czasem teraźniejszym i przeszłym. Narrację można zmieniać, owszem, ale generalnie zasada mówi, że nie powinno się - a zasady można łamać, gdy zna je się i dobrze się pisze. Z tym, widać, nie jest tu najlepiej.  

Z tego, co widzę, potem znów wracasz do trzecioosobowej. Straszny misz-masz.  

Wygląda na to, że masz całkiem ciekawy pomysł, ale wykonanie - no, niestety nie. Nawet najlepszy pomysł nie obroni się w takiej formie - one zawsze idą z sobą w parze, by stworzyć dobry styl, nie da się machnąć ręką na jedno lub drugie. Błędów taki ogrom, że aż mrozi. Prawie nie używasz przecinków, z interpunkcji ogólnie zrobiłeś grę w pchełki. Ech, naprawdę, zlituj się i popraw to, bo przy najbardziej pozytywnym podejściu trudno przemilczeć to, jak dramatycznie ma się poprawność tego tekstu. 

 

 

 

Dodatkowo - przeróżne błędy i problemy: 

szare oczy wyprane z większości dostępnych ludziom emocji, przy których wzroku człowiek zupełnie zapomina o negatywnej temperaturze na zewnątrz i myśli tylko i wyłącznie nad swoim zamarzającym sercem.
 

Napisane mało gramatycznie i mało logicznie. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze - Fryderyk ma nieobecne, puste spojrzenie, które sprawia, że gdy ktoś na niego patrzy, to zapomina o mrozie i myśli nad swoim zamarzającym sercem? No, tak ubrane może to mieć trochę sensu, ale to, jak to ująłeś w słowa, ma go mało.  

Trudno powiedzieć, by temperatura była negatywna. 

 

Niegolony czarny zarost, szare oczy wyprane z większości dostępnych ludziom emocji, 

Nie wiem, czy można powiedzieć, że emocje są dostępne lub niedostępne. 

 

Ubrany w długi czarny płaszcz z mocno już zużytej smoczej skóry, jednakowa ciemność przyozdobiona jest czerwonymi łatami, na płaszcz narzucona gruba peleryna z futer lisów śnieżnych zniszczona przez różne substancje chemiczne. 

Podlicz sobie, ile razy powtórzyłeś "czarny". Poza tym opisy w tym akapicie to wyliczanka: miał to i to, wyglądał tak i tak.  

Ciemność? Wygląda to tak, jakbyś próbował uniknąć powtórzenia, i użyłeś zupełnie niepasującego określenia. 

 

Kaptur wzorowany na kocie uszy zwykle nieużywany.  

To znaczy? :P Jeżeli ma na sobie, to jest używany, on co najwyżej nie naciąga go na głowę. Poza tym nie wzorowany na kocie uszy, tylko co najwyżej Z kocimi uszami.  

Poza tym to potężne e-girl vibe.  

 

Człowiek ten jest bardzo wysoki, lecz szczupły do przesady.  

Nie mieszamy czasów, jak przeszły, to przeszły. 

 

Oszronionym łańcuchem przewieszonym skośnie przez tors, utrzymywana przy pasie znajduje się obita żelazem księga zaklęć.  

Szyyyk. 

 

Spodnie przystające do ciała krojone na miarę i na końcu pancerne buty z nagolenicami w kształcie czaszek, z boków podszyte futrem. 

To nie jest zdanie, nie ma czasownika. 

 

Całe ubranie jest przemoczone, lecz to wcale nie sprawiało że właściciel się trząsł. 

Czaaasy. 

 

krótko ostrzyżony blondyn z czystą twarzą 

Co to oznacza, że twarz jest czysta? 

 

Niebieskie oczy, bystre obserwujące wszystko dookoła. Ubrany w koszule z przewiązaną zieloną szatą maga w pasie 

na koszuli z motywem spadających płatków śniegu naszyta jest pięcioramienna gwiazda, znak gildii.

 

Znów nie ma czasowników. 

 

- Wiesz przecież dobrze że moja magia służy destrukcji, zresztą nieważne widzę już dym. 

Zjadłeś tu trzy przecinki. 

 

- Rękawice ci od krwi zakrzepłej zesztywniały, upodlili cię w radzie, która to już misja? 

Baaardzo nienaturalne.  

 

Twarz jego ma Jasno brunatne ulizane włosy oraz żywe zielone oczy. 

Nie twarz, tylko głowa jak już. Poza tym twarz nie ma, na twarzy może się coś znajdować. 

 

Palan ubrany był w opończe malowaną na ciepłe barwy z wystającymi frędzlami na dole. 

Opończa to płaszcz, więc tkana co najwyżej lub uszyta z materiału o ciepłej barwie (barwie czego? Wypadałoby podać kolor, bo każdy właściwie ma swój ciepły odcień).  

 

- Wybacz Ognik, ponosi mnie, Giovanni, Palan wybaczcie. Palan spojrzał na niego wymownie i nic nie odpowiedział, stali tak w ciszy przez jakieś trzydzieści sekund, w końcu zaczął Giovanni. 

Nawet nie dajesz myślników, by oddzielić wypowiedź postaci od didaskaliów. 

 

Pogrzebiemy tą wioskę i wszystkich jej mieszkańców w lodowym grobowcu historii. 

tę 

 

Najlepszego maga klasy karczemnej, masowego dziwkarza od Gradoburgu po Eithle'ie (Ejfli) 

Trafiłeś kiedyś na książkę, w której obok nazwy własnej jest podana wymowa w nawiasie? Właśnie, ja też nie i nie bez powodu.
Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Płomiennowłosa Shai

Post#10 » 1 paź 2019, o 00:00

Camenne pisze: Do Camenne
 

 

Dobry! Postaram się odpowiedzieć na podane uwagi. 

 

"Zaczynanie opisem jak z telegazety to rzadko dobry wybór ;)

 

Star Wars'om wyszło... No i gazetką internetowym... 

 

"Zapis dialogu to jedno, ale niekonsekwencja językowa to drugie. Raz silisz się na prawie górnolotność w opisie, potem masz taki kolokwializm. Pasuje to do siebie nijak." 

 

Kluczowym zwrotem w tym zdaniu jest "prawie". Chcesz mi powiedzieć, że coś prawie górnolotnego winno unikać kolokwializmów?  

 

Z tym sileniem się to niestety, nie trafiłaś. Ja tak normalnie mówię xD 

 

"dobra zsiadamy z koni, resztę przejdziemy piechotą." 

 

"Tu objawia się problem narracyjny. 

Twoje postaci dryfują w próżni - nie wiemy dokładnie gdzie, wiemy tylko, że na mrozie, więc kto wie, może to jesienna chłodna noc, może zima, może początek wiosny? Who knows. Nie wiemy dokładnie, co robią i dlaczego to robią. Kim są - też niekoniecznie, znamy głównie ich imiona, ale to nie musi być ogromny problem, bo to dopiero wstęp, postaci można poznać szerzej później - ale mimo wszystko powinieneś zawrzeć w tekście cokolwiek, co sprawi, że będą czymś więcej niż imionami. Wiemy tylko, co mają na sobie, a, wybacz, nie jest to najważniejsza informacja na świecie. Nic też nie sugerowało, że jadą konno, a tu nagle jednak okazuje się, że owszem." 

 

Wyliczę tutaj ilość "hintów" na to iż są w krainie skutej lodem. 

 

1- " Historia ta zaczyna się w dalekiej północy". Daleka północ zwykle tłumaczy się na "mroźne pustkowia". 

2- "- Czarne chmury zbierają się nad górami północnymi, kończmy to szybko i wracajmy do Syrii, od tego mrozu sztywnieją mi palce - powiedział Fryderyk do reszty drużyny.". Góry = zimno. Sztywnieją mi palce of mrozu. Fakt tutaj można by doszukiwać się jesiennego zimna. W świetle jednak pozostałych dowodów, łatwo jest dojść iż chodzi o "lodową krainę". 

3- "wyłącznie nad swoim zamarzającym sercem". Można to brać jako opis postaci I temperatury. 

4- "Oszronionym łańcuchem". Znowu hint na temp negatywną. Można go także podpiąć pod jesienny chłodek. Można też podpiąć go pod "mroźne pustkowia". 

 

"Nie wiemy dokładnie, co robią i dlaczego to robią. Kim są " 

 

Posłużę się tutaj tylko i wyłącznie cytatami przed sceną z koniem.  

 

1- "Wszyscy mamy dość, nie musisz narzekać , zresztą do cholery jesteśmy magami lodu, jak ci temperatura nie pasuje wspomóż się zaklęciem " Są magami. Lodu dokładniej, potrafią czarować. 

2- " naszyta jest pięcioramienna gwiazda, znak gildii" Wiemy, że jeden z nich nosi znak gildii. Wiemy że chodzi o gildie magów ze wstępu (jedyna wymieniona gildia). 

3- "- Wiesz przecież dobrze, że moja magia służy destrukcji. Zresztą nieważne, widzę już dym.". Magia jednego z magów służy niszczeniu. 

4- "- Rękawice ci od krwi zakrzepłej zesztywniały, upodlili cię w radzie? Która to już misja? 

- Ostatnia.". Ekhm. Ekhm. Dostajemy tutaj dodatkowe info apropos tego całego niszczenia. Skoro rękawice są od krwi zakrzepłe. Można wywnioskować, iż często zabija on istoty, które krwawią. Tak często, że zapomina zmienić rękawic... Idąc dalej, dowiadujemy się, iż nasz Fryderyk jest na "którejś" to już misji. Robi więc misje. Dla? Pomyślmy... Upodlili cię w radzie... Gildia magów.. wstęp zapowiadający zgubę dla wioski. Zguba to zostanie wyprowadzona przez gildię magów. Następnie przechodzimy do opisu 3 magów. Z których 1 jest potwierdzonym wielokrotnym-masowym mordercą. ICH MISJA TO ZABICIE TEJ WIOSKI! (JAK ZOSTAŁO POWIEDZIANE WE WSTĘPIE Z TELEGAZETY) 

5-"błękicie z jedną częścią czarną z gwiazdą gildyjną. " Kolejny z naszej ferajny ma gwiazdę gildyjną... Czyżby oni wszyscy należeli do gildii magów?! 

6- "Pas chroniony jest trzema metalowymi płytami, na jednej z nich jest jedenaście przekreślonych linii. " A to tak, dla zabawy. Apropos tego ile już takich "misji" nasz Fryderyczek wykonał. 

 

"Wiemy tylko, co mają na sobie, a, wybacz, nie jest to najważniejsza informacja na świecie. Nic też nie sugerowało, że jadą konno, a tu nagle jednak okazuje się, że owszem." 

 

Na podstawie samego ich ubioru jestem w stanie dojść do każdej z powyższych konkluzji używając wyłącznie logiki wewnętrznej(EG. Bez wiedzy autora na temat całego świata). Więc tak. Opisy ubioru wiele potrafią powiedzieć o postaciach/sytuacji. 

 

"Nic też nie sugerowało, że jadą konno, a tu nagle jednak okazuje się, że owszem." 

 

Tutaj oddaje honor w 50%. Gdyż ja to bym tak troszku domyślił się, że podczas podróży na DALEKĄ PÓŁNOC. Postacie miałyby jakiś środek lokomocji. Kluczowe słowo "DALEKA". 

 

"Chyba zauważasz tu problem? Czytelnik nie ma szklanej kuli."  

 

Nie, nie ma. Wystarczy mu ta między uszami. 

 

"Generalnie twoja narracja zbudowana jest na opisach, które mają formę wyliczanki" 

 

Dokładnie tak. Taka była idea dla 1szego rozdziału tej opowieści. Cieszę się, że wyszło. 

 

" a dialogi są z kolei bardzo nienaturalne. Rozumiem stylizowanie się na kwiecistość i górnolotność, bo spora część klasycznego fantasy zna tę stylizację, ale jednak trzeba umieć to robić, by czytelnikowi nie czytało się jak po grudzie" 

 

To także. (choć o wiele bardziej rozumiem twój punkt) Jest stylizacja. Nasi kochani arcymagowie/mordercy nie są za dobrzy w całej tej komunikacji międzyludzkiej. Są oni magami. Dłużej siedzieli w książkach niż na przemowach. Stąd ta i kwiecistość i górnolotność. Rozumiem jednak, jeżeli nie trafi to do czytelnika. Gdyż tego faktu fabularnego dosyć trudno jest się domyślić. Kto jednak da rade. Dla tego brawa. 

 

"Fajnie, że próbujesz opisywać, że skupiasz się na detalach strojów bohaterów etc., bo to informacja ciekawa i wartościowa, ale zaniedbujesz wszystko inne. Pomyśl, że ta sytuacja to coś więcej niż to, w co ubrane są postaci, to cały kontekst, którego nie znamy, a który sprawi, że będziemy wiedzieć, że to nie byle magowie i nie byle sytuacja, tylko ważne osoby i istotny moment. To raz, a dwa, to forma - jest ciężkostrawna. Wyliczasz, wyliczasz i wyliczasz. Czasem w ten sam sposób, większość zdań ma tę samą konstrukcję. Zdecydowanie przyda ci się ten poradnik: viewtopic.php?f=10&t=7856" 

 

Na ten fragment odpowiedziałem już w powyższych punktach. Z poradnika skorzystam. (kiedy tylko znajdę czas ><). Poradników nigdy za mało. A na ciężkostrawną formę najlepsze jest piwo! 

 

"Co do drugiego rozdziału - cóż, ta nagła zmiana narracji wygląda jak mało przemyślany zabieg. Nagle z trzecioosobowej w czasie przeszłym przechodzisz na pierwszoosobową z jeszcze bardziej niekonsekwentnie używanym zamiennie czasem teraźniejszym i przeszłym. Narrację można zmieniać, owszem, ale generalnie zasada mówi, że nie powinno się - a zasady można łamać, gdy zna je się i dobrze się pisze. Z tym, widać, nie jest tu najlepiej. 

Z tego, co widzę, potem znów wracasz do trzecioosobowej. Straszny misz-masz." 

 

To, czy umiem pisać czy nie. To w sumie nie wiem kto może ocenić. Jest tyle różnych "kategorii" pisania, iż sam nie mówię nikomu że pisze źle. Czy nie jestem gotowy by bawić się formą? A kto powie mi kiedy jestem? Nie ma żadnego absolutnego autorytetu w tej sprawie. Więc wole próbować i spadać, niż czekać na ten magiczny moment, gdy głos z kałamarza powie mi "Baw się formą". Rozumiem oczywiście prosty fakt "Pierw opanuj podstawy, by móc je zmienić". Stosuje tą taktykę w rysowaniu/malarstwie. Pisanie uważam jednak za sztukę o wiele mniej "zdefiniowaną". Misz Masz jest zaplanowany. Najwyżej nie wyszedł. Ale i tak cała opowieść będzie w tym stylu. Więc najwyżej nie będzie to opowieść dobra. (Albo stanie się nią w 800tysięcznym rozdziale) 

 

"szare oczy wyprane z większości dostępnych ludziom emocji, przy których wzroku człowiek zupełnie zapomina o negatywnej temperaturze na zewnątrz i myśli tylko i wyłącznie nad swoim zamarzającym sercem. 

 

Napisane mało gramatycznie i mało logicznie. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze - Fryderyk ma nieobecne, puste spojrzenie, które sprawia, że gdy ktoś na niego patrzy, to zapomina o mrozie i myśli nad swoim zamarzającym sercem? No, tak ubrane może to mieć trochę sensu, ale to, jak to ująłeś w słowa, ma go mało. 

Trudno powiedzieć, by temperatura była negatywna." 

 

Rzeczywiście, nie brzmi to za ładnie. Jest to WORK IN PROGRESS JAK NA RAZIE ><. 

 

"Niegolony czarny zarost, szare oczy wyprane z większości dostępnych ludziom emocji, 

Nie wiem, czy można powiedzieć, że emocje są dostępne lub niedostępne." 

 

Skoro nie wiesz. To ja założę podług prawa rzymskiego. Wszystko co nie jest zakazane. Jest dozwolone. 

 

"Ubrany w długi czarny płaszcz z mocno już zużytej smoczej skóry, jednakowa ciemność przyozdobiona jest czerwonymi łatami, na płaszcz narzucona gruba peleryna z futer lisów śnieżnych zniszczona przez różne substancje chemiczne. 

Podlicz sobie, ile razy powtórzyłeś "czarny". Poza tym opisy w tym akapicie to wyliczanka: miał to i to, wyglądał tak i tak. 

Ciemność? Wygląda to tak, jakbyś próbował uniknąć powtórzenia, i użyłeś zupełnie niepasującego określenia." 

 

Czarny? Dużo za duży jak na zwykły tekst i walnął bym siebie, gdyby nie to, że "wyliczanka" jest tematem tego rozdziału. 

 

Jeżeli o "ciemność" chodzi. Mam dwa wytłumaczenia.  

 

1- Ciemność kojarzy się z kolorem czarnym. Użycie więc tego zwrotu jako zamiennika, wydaje mi się poprawne. 

2- Licencia Poetica xD 

 

"Kaptur wzorowany na kocie uszy zwykle nieużywany. 

To znaczy? :P Jeżeli ma na sobie, to jest używany, on co najwyżej nie naciąga go na głowę. Poza tym nie wzorowany na kocie uszy, tylko co najwyżej Z kocimi uszami. 

Poza tym to potężne e-girl vibe." 

 

Tutaj wchodzimy w temat mocno filozoficzny. Ubranie jest od tego by je nosić. Czyli jeżeli nosisz ubranie, to go używasz. Z drugiej jednak strony mamy ubiór z specyficznym zastosowaniem. Kaptur na ten przykład może być "noszony", ale nie "używany". Jako że "używaniem" kaptura jest założenie go na głowę. Tak to widzę. 

 

Jeżeli chodzi o te E-girl vibe'y... Uhm jeszcze nikt nie powiedział, iż wydaje z siebie jakiekolwiek vibe'y płci pięknej. Więc... Dziękuje? Tak czy inaczej, wytłumaczenia dlaczego takie uszy na kapturze są. Nie ma. Będzie ono zawarte w jakimś 10+ Rozdziale. Więc wytłumaczę to tutaj jako autor wszechwiedzący. 

 

Magowie co to wyczuwają lepiej aury, są nazywani "czujnymi". Koty często przedstawiane są jako istoty widzące "więcej". Innymi słowy: Koty widzą magie, więc jak mag lepiej widzi magie od innego maga to dostaje kocie uszy jako znak. 

 

Na resztę uwag odpowiem innego czasu... (Dużo tego). Bardzo dziękuje za uwagi i krytykę. Tak późno przeczytana i odzew tak późny, gdyż mówiłaś "Nie będę czytała". Więc gdy zauważyłem twój komentarz pomyślałem "Zapewne się pomyliła". Tako rzekłem ja- Xeno. Cyah around!


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6093
Zobacz teksty użytkownika:

Re: Płomiennowłosa Shai

Post#11 » 1 paź 2019, o 07:09

Xeno, nie ma za co, mam nadzieję, że moje uwagi w jakikolwiek sposób ci pomogą, choć po twoim tłumaczeniu się na siłę z niektórych rzeczy nieco w to wątpię. To tylko moje zdanie, nie musisz się z nim zgadzać, ale na przykład uważnie, że zawsze wystarczy mózg czytelnika, lub że można pisać jakkolwiek, bo przecież licentia poetica, to jest trochę myślenie życzeniowe i wymówka nie najlepszego sortu. Twoje argumenty można podsumować w bardzo prosty sposób - tekst powinien bronić się sam, jeżeli musi robić to autor, to tekst jest kiepski. Nie czytamy beletrystyki, by układać puzzle z lakonicznych opisów i domyślać się, gdzie bohaterowie są i kim są. Rola autora jest prosta, jak się zastanowić - jest gawędziarzem i snuje opowieść, a od tego, jak to zrobi, zależy wszystko. My z pewnością nie jesteśmy Sherlockiem dedukującym z każdego zdania.  

Nie ma wstydu w tym, że czasem napisze się coś źle, zrobi się błąd lub coś nie wyjdzie - to bardziej kwestia tego, co autor zrobi z wiedzą, co nie wyszło, i czy będzie chciał robić to lepiej, czy zadowoli się swoim rozumowaniem, a opinie zignoruje. Oczywiście, to twój tekst i robisz, jak uważasz, ale wszystkie moje uwagi podtrzymuję.

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości