Ogłoszenia 

 

Konkurs Strachy, nostalgia i jesień - trwa głosowanie na najlepsze teksty konkursu 

 

Plebiscyt na Komentatora Października 

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

ISET - rozdział I

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 261
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział I

Post#1 » 6 paź 2019, o 11:49

Moja space opera, którą zaczęłam pisać wieki temu i pewnym sensie wciąż się za mną ciągnie, bo historii z tego universum mam duuużo więcej i dalej nie wszystko dokończyłam. 

 

tytuł: "ISET" 

autor: Vampircia 

gatunek: s-f 

ostrzeżenia: przemoc i przekleństwa w późniejszych rozdziałach 

opis: Joanna jest niespełnionym geniuszem, który w końcu dostaje swoją szansę wzięcia udziału w najważniejszym projekcie ludzkości. 

status: zakończone 

Obrazek 

 

Rozdział I - „Wchodzę w to” 

 

Po arktycznym pustkowiu przechadzało się dwoje ludzi, młodych, jeszcze przed trzydziestką. Nie przypominali rdzennej ludności Grenlandii, raczej europejskich podróżników. Nieśli ze sobą plecaki i strzelby, bez których samotne wyruszanie w te rejony objęto wręcz zakazem. Szli wybrzeżem, które o tej porze roku było pozbawione śniegu, jednak na morzu dryfowały pojedyncze fragmenty góry lodowej. Choć miejsce zdawało się surowe i niegościnne, urzekało wielu swym nietypowym pięknem. 

- Nie natrafiliśmy jeszcze na żadnego misia polarnego – rzekła kobieta zawiedzionym głosem. 

- Misie to są w bajkach. Tu są niedźwiedzie. I cieszę się, że na żadnego nie natrafiliśmy – odparł mężczyzna, który najwyraźniej nie podzielał entuzjazmu koleżanki odnośnie spotkania z tutejszą fauną. 

- Gdzie się podziała twoja wola przygody? 

- Przemarzła na kość i ma ochotę wrócić do domu. Następnym razem udajmy się w jakieś cieplejsze miejsce. 

- Zimno ci straszne? Co z ciebie za góral? 

- Ciepłolubny. Serio, Aśka, nie muszę ci udowadniać swojej męskości w starciu z misiem. Zrobiłem to ostatnio w naszych kochanych Tatrach, kiedy cię niosłem na plecach przez pięć kilometrów, bo skręciłaś kostkę. 

- Chyba ci się to podobało. 

- Nie pochlebiaj sobie. 

Rozmowa szybko zaczęła bawić przyjaciół. Znali się od dziecka i nie szczędzili sobie pikantnych docinków. Co ciekawe różnili się prawie pod każdym względem, a jednak doskonale dogadywali. Nawet jeśli chodziło o wygląd, stanowili dwa przeciwne bieguny. Sławek wyróżniał się z tłumu. Nosił dredy oraz brodę i miał kilka sporych tatuaży, które obecnie zasłaniało ciepłe ubranie. Za to Joanna była bardzo przeciętna, bez specyficznego stylu czy typu urody. Nawet kolor swoich włosów uważała za nijaki, ni to brązowy, ni to ciemny blond. Zresztą nie przywiązywała do nich szczególnej wagi, związywała je w krótki kucyk, byle tylko było jej wygodnie. Średni wzrost, normalna waga, twarz ani piękna, ani szpetna – stanowiła obraz zwykłej młodej kobiety. Jednak pod względem intelektualnym nie można było mówić w jej przypadku o jakiejkolwiek przeciętności. W wieku dwudziestu pięciu lat została doktorem fizyki, a majsterkowaniem zajmowała się od dziecka. Niestety stanowiła stereotyp niespełnionego geniusza. Jej projekty i prace naukowe jedynie zbierały kurz, nawet jeśli udawało się im choć na chwilę zaistnieć na jakimś sympozjum. Czasami zazdrościła Sławkowi, który był jedynie zwykłym hydraulikiem, a jednak robił coś dużo pożyteczniejszego od niej. 

- Pieprzę, następnym razem na pewno pojedziemy gdzieś, gdzie jest ciepło – powiedział po chwili milczenia mężczyzna. 

- Masz coś konkretnego na myśli? 

- Hmmm... Góry Sierra Nevada. 

Wtedy Joanna przypomniała sobie o jednej, bardzo istotnej rzeczy. Rzeczy, o której chciała zapomnieć dzięki wyprawie przez grenlandzkie odludzie. 

- Muszę zacisnąć pasa. Rzucam robotę – wyznała, zatrzymując się na chwilę. 

- Wiem, że nigdy nie lubiłaś pracy teoretyka, ale... czemu, jeśli można widzieć? - zainteresował się Sławek. 

- Cóż... pokłóciłam się z profesorem. 

- O co tym razem? 

Odpowiedź koleżanki wcale nie zaskoczyła mężczyzny. Doskonale znał jej charakter i wiedział, że ciężko jej unikać konfliktów. Potrafiła być bardzo uparta. 

- Pamiętasz tę moją ostatnią pracę? Tę, którą pisałam kilka lat? 

- „W miesiąc na Marsa” czy jakoś tak? 

Joanna się skrzywiła. 

- W twoich ustach zabrzmiało to jak fantastyka naukowa – mruknęła. 

- A nią nie jest? 

Tym razem kobieta wyglądała na jeszcze bardziej zdenerwowaną, ale się opanowała. 

- No dobra, ty się możesz nie znać. Ale on jest niby taki mądry, a nie jest w stanie pojąć prostej koncepcji napędu jonowego. Jak ja mam się rozwijać, skoro otaczają mnie idioci? Nawet wysłałam to cholerstwo do zagranicznych instytucji. Żadnego odzewu. 

- Jesteś zbyt ambitna. Zajmij się bardziej przyziemnymi projektami. Może jakimś alternatywnym źródłem energii dla samochodów? To byłoby super. 

- Takimi rzeczami to się zajmowałam w liceum. Zresztą to by nie przeszło, za duża korupcja jest. 

- No to wróć do Zakopanego i zacznij sprzedawać oscypki – skwitował Sławek. 

Przeszli jeszcze kilka kilometrów, po czym zaczęli wracać. Po pierwsze droga stała się bardzo monotonna, po drugie mężczyzna coraz bardziej narzekał na ziąb. Póki co Grenlandia okazała się rozczarowaniem. Jednak tego dnia na Joannę czekała jeszcze jednak niespodzianka. Gdy zbliżali się do obozu, zadzwonił jej telefon. Zdziwiła się, że w ogóle miała zasięg, ale to pewnie dlatego, że stolica znajdowała się stosunkowo niedaleko. Kobieta odebrała i nim zdążyła powiedzieć cokolwiek oprócz „słucham”, rozszerzyła oczy ze zdumienia. 

 

 

Sądziła, że po powrocie na Uniwersytet Jagielloński powita ją twarz obrażonego profesora, a nie obcy służbowy samochód zaparkowany tuż przed instytutem. Od czasu otrzymania telefonu nie mogła uwierzyć, że to wszystko, co się dzieje, jest prawdą, ale w końcu musiała, bo oto miała przed sobą niezbity dowód. Z samochodu wysiadł mężczyzna w popielatym płaszczu. Cywil, ale miała wrażenie, że reprezentuje jakąś ważną organizację, może nawet wojskową. 

- Pani Joanna Dunajewska? - spytał po angielsku. 

Kobieta przytaknęła. Swego czasu intensywnie uczyła się obcego języka tylko na potrzeby publikowania prac naukowych. Teraz czuła, że przyda jej się do czegoś więcej. 

- Ile potrzebuje pani czasu na spakowanie się? - spytał mężczyzna, zaskakując ją jeszcze bardziej. 

- Yyy... O co chodzi? 

- Szef pewnej międzynarodowej organizacji jest fanem pani prac i chciałby z panią porozmawiać. Wchodzi tu w grę bardzo lukratywna posada. Samolot już czeka. Zabierze panią prosto na stację badawczą na Antarktydzie. 

- Gdzie?! 

Joanna była w szoku. Ale gdy ten minął, nie zastanawiała się zbyt długo. Należała do osób, które szybko podejmowały decyzję. Poza tym od dawna marzyła o dniu takim, jak ten, gdy otworzyłaby się przed nią szansa całkowitej odmiany życia. Do tego nie miała partnera, dzieci i zobowiązań. Potrafiła rzucić wszystko i wyjść naprzeciw wyzwaniu. 

- Dajcie mi godzinę – powiedziała pewna siebie. 

 

 

Joanna była tak podekscytowana, że przez całą podróż myślała tylko o tym, co czeka ją na miejscu. Zastanawiała się czy to możliwe, że miała wziąć udział w programie marsjańskim. Intrygowało ją położenie celu jej wyprawy. Antarktyda? Dlaczego akurat tam miałyby być czynione przygotowania do wyprawy na czerwoną planetę? Może przeprowadzano tam jakieś testy? A może chodziło o coś bardziej trywialnego? Może miała być jedynie konsultantem przy jakichś odwiertach czy innych badaniach przeprowadzanych na biegunie? Tak czy siak, cieszyła ją perspektywa diametralnej zmiany w życiu. 

Większość osób nie ucieszyłoby się na widok stacji badawczej na lodowym pustkowiu, ale Joannę widok wielkich hangarów przysypanych śniegiem ucieszył równie bardzo, co wakacje na Hawajach przeciętnego zjadacza chleba. Nie przeszkadzało jej zimno, słaba widoczność oraz prószący śnieg. Z radością pobiegła w kierunku wejścia. W środku nie było zbyt wiele do podziwiania, przynajmniej nie w korytarzu, którym ją prowadzono. Ale ona podziwiała z zapartym tchem każdy szary ascetyczny skrawek podłogi czy sufitu. Pokój, do którego trafiła, wyglądał równie skromnie. Znajdowało się w nim niewiele mebli, większość miejsca zajmował długi stół, przy którym zmieściłoby się okołu dziesięciu osób. Jednak siedziała przy nim tylko jedna: siwiejący mężczyzna o długich włosach sięgających ramion i bardzo długo nie golonym zaroście. Joanna domyślił się, że musi to być ktoś ważny, ale spodziewała się raczej kogoś ubranego w czarny garnitur, a nie wełniany sweter i kraciaste spodnie. 

- Witam, profesor Peter Price. - Mężczyzna wstał, podał gościowi rękę i uśmiechnął się serdecznie. - Pani Joanna Dunajewska, jak mniemam? - przemówił z wyraźnym teksańskim akcentem. 

Kobieta przytaknęła i zauważyła, że została z ekscentrycznym jegomościem sam na sam. 

- Proszę usiąść – mężczyzna wskazał krzesło obok swojego, a z jego twarzy nie znikał uśmiech. Sięgnął po plik papierów, leżący na szczycie dość pokaźnego stosu. - Upewnijmy się czy wszystko się zgadza. Joanna Dunajewska, urodzona w Zakopanem, wiek dwadzieścia osiem lat, doktorat z fizyki, fakultet z astronomii, hobby: survival... Pominąłem coś? 

- Survival to chyba za mocno powiedziane. Nie bawię się w Beara Gryllsa, po prostu lubię podróżować – sprostowała kobieta. 

- Od dłuższego czasu śledziłem pani publikacje i muszę przyznać, że pani pomysły są bardzo odważne, ale też dobrze poparte naukowymi faktami. Uważam, że będzie pani idealna do funkcji, którą chcę pani powierzyć. 

Najwyraźniej profesor Price był mistrzem tworzenia napięcia, bo skutecznie odwlekał wyjaśnienie całej sytuacji i sprawiał, że Joanna coraz bardziej się niecierpliwiła. 

- Czy chodzi o program marsjański? - spytała w końcu, mając dosyć czekania. 

- Nie, o coś znacznie lepszego – profesor uśmiechnął się tajemniczo. - Jednak mogę kontynuować, tylko jeśli pani to podpisze – wręczył kobiecie formularz. 

- Co to takiego? 

- Klauzula tajności. Wszystko, co pani tu usłyszy, nie może wydostać się poza obręb bazy 

Sprawy robiły się coraz bardziej interesujące. Chyba naprawdę musiało chodzić o coś więcej niż program marsjański. Przez chwilę Joanna wpatrywała się w białą kartkę papieru, nie zwracając za bardzo uwagi, co było na niej napisane. W oczy rzuciło jej się tylko logo w kształcie spirali z napisem ISET, które zauważyła już wcześniej wewnątrz bazy. Nie wiedziała, co ów skrót oznacza, ale podpisała bez dłuższego zastanawiania. Nie po to przebyła tyle tysięcy kilometrów, by teraz wrócić do domu, nie dowiedziawszy się nawet, w jakim przedsięwzięciu mogła wziąć udział. Wtedy profesor przeszedł do rzeczy. 

- Postaram się opowiedzieć wszystko w skrócie, gdyż inaczej do jutra byśmy stąd nie wyszli. Szczegóły już będzie musiała pani sama doczytać do poduszki – z tymi słowy podał Joannie całkiem pokaźny raport. - W latach siedemdziesiątych na Antarktydzie został odkryty niecodzienny obiekt: statek kosmiczny. 

Nawet osoba o tak otwartym umyśle jak Joanna otworzyła ze zdumienia oczy na dźwięk słów profesora. Na razie jednak nic nie powiedziała i słuchała dalej. 

- Technologia, którą tam znaleźliśmy, jest nam całkowicie obca, ale przez lata badań udało nam się wreszcie rozgryźć podstawowe mechanizmy działania pojazdu i go uruchomić. Dlatego też powołana została organizacja nazwana International Space Exploration Team, w skrócie ISET, której celem jest badanie kosmosu przy pomocy narzędzia, które obecnie mamy do dyspozycji. 

- Zaraz... A co z ciałami? W statku musiały być jakieś ciała obcych – powiedziała Joanna, która próbowała ogarnąć umysłem to wszystko, co przed chwilą usłyszała. 

- Nie znaleźliśmy żadnych śladów bytności istot żywych. 

- No ale to bez sensu. Po co mieliby na Ziemi zostawiać pusty statek? 

- Cóż... mam nadzieję, że pomoże nam pani odpowiedzieć na niektóre pytania. Bez wątpienia statek skrywa wiele tajemnic, ale na razie zaledwie liznęliśmy czubek góry lodowej. 

- Lataliście już tym czymś? 

- O tak. Odwiedziliśmy już jakieś kilkadziesiąt układów. 

Tym razem Joanna rozdziawiła usta i zamilkła na chwilę, ponieważ fakt, że ludzie odwiedzają obce planety zszokował ją bardziej niż dowód na istnienie kosmitów, w których obecność zawsze wierzyła. 

- Zaraz! Bez jaj! Chce pan powiedzieć, że mamy dostęp do innych planet i wszystko jest trzymane w tajemnicy?! 

- Może na razie skupmy się na faktach. Tu ma pani opis wszystkich światów, które udało nam się poznać. - Profesor położył przed kobietą kolejny stos raportów. 

- Jak ten statek w ogóle działa? Przekracza prędkość światła? Zagina czasoprzestrzeń? 

- Tutaj znajdują się wszystkie dane techniczne. 

Na stosie wylądował kolejny raport. 

- Myślę, że najlepiej będzie jeśli pani zobaczy pojazd na własne oczy. 

Profesor zaprosił Joannę na mały spacer, podczas którego kontynuowali rozmowę. 

- Okryliście jakieś życie pozaziemskie? - spytała podekscytowana kobieta. 

- Póki co głównie proste organizmy. Nie natknęliśmy się jeszcze na żadne inteligentne formy. 

Gdy znaleźli się w hangarze oznaczonym jako numer 1, Joanna oniemiała z zachwytu. Nie zwracała uwagi na profesora, który właśnie wzywał kogoś przez krótkofalówkę, ani na żadnych innych ludzi. Cała jej uwaga skupiła się na maszynie, którą właśnie miała przed sobą. Była zdecydowanie mniejsza od przeciętnego samolotu pasażerskiego, ale i tak robiła ogromne wrażenie. Nie przypominała niczego stworzonego przez człowieka. Ze swą białą opływową powłoką statek wyglądał niczym wielkie spłaszczone jajo. Joanna dostawała gęsiej skórki na samą myśl co może znaleźć w środku. Z transu wyrwało ją dopiero pojawienie się kolejnej osoby. 

- To jest major Gareth Carpenter – przedstawił jegomościa profesor. - Pilotuje ten nasz skarb. 

- Witam – przywitał się mężczyzna. 

Był niewiele starszy od Joanny i sprawiał sympatyczne wrażenie. Zdawał się wręcz miłym rudowłosym misiem. Nosił granatowy kombinezon z logiem ISETu na piersi, jak zresztą większość tutejszych pracowników na służbie. Profesor zdawał się wyjątkiem, najwyraźniej jego pozycja pozwalała mu na totalną dowolność ubioru. Jego przykład pokazywał, że nie wzrost świadczył o człowieku, bo był znacznie niższy od majora, który też do wielkoludów nie należał. 

- No to co? Mała przejażdżka? - Pilot zatarł z zadowoleniem dłonie. 

W odpowiedzi profesor jedynie skinął dłonią, jakby pokazując Joannie, że zaprasza ją na pokład. Sam nie opuścił lądu, dał Garethowi wolną rękę, co pokazywało, że musiał bardzo mu ufać. Kobieta nawet nie zauważyła, kiedy drzwi do pojazdu otworzyły się. Wcześniej nawet ich nie zauważyła. Bo nawet nie było czego zauważać. Pojawiły się nagle, jakby oddzieliły się od ściany i uniosły. Joanna nie mogła się powstrzymać i po wejściu na pokład zaklęła w ojczystym języku. Oczywiście z zachwytu. Miała przed sobą podświetlany kokpit, który nawet nie wyglądał tak obco, nie licząc zupełnie nieznanych jej symboli. Fotele też zdawały się zadziwiająco ziemskie, choć nieco za duże na przeciętnego człowieka. 

- Jakakolwiek rasa to stworzyła, musiała być humanoidalna – wymamrotała zdziwiona. 

- Zaskakujące, co? - zauważył major. 

- Jakby głębiej się nad tym zastanowić, to nie do końca. Większość naukowców twierdzi, że jeśli istnieje gdzieś poza ziemią inteligentne życie, to nie powinno nas przypominać, ale większość naukowców to idioci. Steven Hawking uważa, że wszechświat jest tak rozległy, że praktycznie każda możliwość powinna w nim zaistnieć, więc kto wie, może istnieją gdzieś Volcanie i Klingoni? Istnieje nawet teoria, która mówi, że w obrębie naszego wszechświata mogą gdzieś istnieć kopie Ziemi... - kobieta urwała, gdy zdała sobie sprawę, że nie jest na wykładzie. - Przepraszam, czasem mnie ponosi. 

- Będziemy mieć jeszcze wiele czasu na rozważania. Myślę, że w pierwszej kolejności chciałabyś się przelecieć – z tymi słowy Gareth zajął miejsce u sterów, jeśli tak można było to nazwać. 

Gładki metaliczny fotel nie sprawiał wrażenia wygodnego, ale gdy Joanna w nim usiadła, zauważyła, że jest miękki i przyjemnie dopasowuje się do kształtu ciała. Pilot jednym muśnięciem konsoli podniósł przesłonę i wtedy przez przednią szybę kobieta mogła zobaczyć wnętrze hangaru oraz rozsuwającą się kopułę. A przynajmniej to, co przed sobą miała, uznała za przednią szybę, bo wątpiła, by wykonano ją z klasycznego szkła. 

- Gdzie są pasy? - spytała. 

Odpowiedzi prawdopodobnie nigdy by nie usłyszała. Gareth po prostu wystartował, a kobieta nawet nie poczuła wciśnięcia w fotel. A musieli poruszać się z naprawdę ogromną prędkością, bo kilka sekund później widziała już gwiazdy i krawędź Ziemi widoczną z orbity. Obraz ten oglądała wiele razy w telewizji i nawet raz w IMAXie, ale dopiero teraz zrobiło to na niej tak silne wrażenie, że zaniemówiła. Nawet nie zachodziła w głowę, jakim cudem wciąż czuje ziemskie ciążenie. Wszystkie techniczne pytania, choć było ich sporo, odsunęła na bok. W obecnej chwili chciała się tylko napawać niebywałym spektaklem, który się właśnie rozgrywał na jej oczach. 

- No to może udamy się trochę dalej? Proponuję od razu z grubej rury. Nie chciałabyś zwiedzić pierwszego obcego układu odkrytego przez twojego rodaka? 

- Chciałabym... - wymamrotała Joanna niczym w transie, jednak po chwili się zreflektowała. - Zaraz, czekaj... - krzyknęła z trwogą, ale było już za późno. 

Pilot wybrał punkt na holograficznej mapie, która przed chwilą wyświetliła się tuż przed nimi, a kobieta odruchowo zasłoniła się przedramionami. Był to akt pozbawiony wszelkiej logiki, ale Joanna wciąż była tak oszołomiona całą sytuacją, że nie potrafiła myśleć racjonalnie. Dopiero po dłuższej chwili spojrzała przed siebie i jej oczom ukazało się błyskające oblicze gwiazdy neutronowej. Jakimś cudem wciąż żyli, choć według wszelkiej wiedzy dostępnej człowiekowi nie powinni. 

- Chyba nie myślisz, że zabrałbym cię tu, gdybym wiedział, że coś nam grozi. Ten statek wytwarza pole ochronne – wytłumaczył pilot. - Promieniowanie nic nam nie zrobi. Właściwie to podlecę na jedną z tych planet i udamy się na mały spacerek. 

Joanna popatrzyła się na mężczyznę jak na idiotę, bo nie mogła uwierzyć, że mówi poważnie. Pole ochronne wokół statku to jedno, ale czy naprawdę istniał skafander, który mógł uchronić człowieka przed zabójczym promieniowaniem pulsara? Logicznie rzecz biorąc, jeśli istniało jedno, to czemu nie drugie, ale zwykłe ludzkie lęki i instynkty nieco przyćmiły otwarty umysł kobiety. 

- No chodź – ponaglił ją Gareth i pociągnął za rękę. 

Wkrótce znaleźli się na dolnym pokładzie, w którym było dość ciemno, ale Joanna zauważyła kilka podświetlanych kapsuł, które skojarzyły jej się z komorami hibernacyjnymi. Domyśliła się jednak, że ich przeznaczenie było zgoła inne. Zaufała Garethowi i weszła do jednej z nich. Wstrzymała oddech, gdy poczuła, że jej ciało oplata tysiące cienkich kabli. Utworzyły wokół niej coś w rodzaju dokładnie dopasowanego pancerza, choć wcale nie odczuwała jego ciężaru i odnosiła wręcz wrażenie, że wcale nie jest szczelny. Zresztą jej głowa nie została dokładnie osłonięta. Jej oczu nie zakrywała żadna szyba czy inna bariera. Wyglądało to raczej jak otwarty kask kierowcy rajdowego. 

- Jak to niby ma nas ochronić? - spytała pilota z wyrzutem. 

Ten w odpowiedzi podszedł do niej i nacisnął coś na panelu, który znajdował się na wysokości jej klatki piersiowej. Joanna nawet go wcześniej nie zauważyła. Po poczynaniach Garetha również nie poczuła żadnej różnicy. Popatrzyła więc nań pytająco, a on, by udowodnić jej, że wszystko jest w porządku gwałtownie skierował dwa wyciągnięte palce w stronę jej oczu, jakby chciał je wydłubać. Kobieta je odruchowo zacisnęła, a kiedy je otworzyła, zauważyła, że palce majora zatrzymały się na niewidzialnym polu siłowym. 

- Widzisz? Wszystko gra. Nie martw się, naukowcy to testowali przez prawie czterdzieści lat. 

W końcu Joanna się przemogła i podążając za mężczyzną, opuściła statek. Niepewnie, bo niepewnie, ale za to ze wzrastającym podekscytowaniem. Gdy znaleźli się na zewnątrz, zostali powitani agresywnym, pulsującym światłem. Kobiecie przypomniało się, kiedy raz, będąc na studiach wybrała się na technoparty. Oszołomiło ją wtedy światło stroboskopów i w tej chwili obserwowała coś podobnego, tyle że znacznie silniejszego. Planeta była martwa, bo nic nie mogło przetrwać w takich warunkach. Przypominała trochę Księżyc, ale niezwykłe widowisko zgotowane przez macierzystą gwiazdę, czyniło ją miejscem ze snu. Joanna nie tylko znalazła się setki lat świetlnych od domu, ale na dodatek w środowisku, które zdawało się niedostępne jakiejkolwiek żywej istocie. A jednak stała tu, żyła i doświadczała czegoś, co wyglądała na zbyt niebywałe nawet dla fantastyki naukowej. 

- To jest piękne... - wydukała w zachwycie. 

 

 

Kopuła otworzyła się i statek bezpiecznie wylądował w hangarze. Po chwili pokład opuściło dwoje ludzi. Mężczyzna wyglądał na zadowolonego, ale widać było, że podobnych lotów wykonał już mnóstwo, bo podróż nie zrobiła na nim jakiegoś szczególnego wrażenia. Natomiast kobieta była tak oniemiała, jakby przed chwilą złożyła wizytę samemu Bogu. Profesor powitał ją uśmiechem, jakby wiedząc już, jakich słów się po niej spodziewać. 

- I jak wrażenia? - spytał. 

- Wchodzę w to – odparła Joanna bez zastanowienia. 

 

----- 

 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8136

Obrazek

Tagi:

Awatar użytkownika
Zdzisław
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 113
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział I

Post#2 » 15 paź 2019, o 15:16

Opowiadanie bardzo sprawnie napisane, nie ma dłużyzn. Trzyma czytelnika przy tekście. Do tego nie zauważyłem pomyłek co do wiedzy kosmologicznej. 

Podoba mi się. Kiedyś zaczytywałem się w klasycznej literaturze SF. a opowiadanie jest właśnie w tym stylu. Poczytam kolejne części (chociaż obawiam się, że znowu, zamiast tylko czytać, będę zapisywał miejsca do ew. poprawy. A to zajmuje mi zbyt dużo czasu. Ale może uda się robić tylko to pierwsze). 

Ode mnie - duży plus :) 

 

Zapis też prawie bezbłędny. Moich kilka sugestii, do rozważenia: 

*universum mam duuużo więcej - mam duużo więcej (w zapisie przeciągnięcie wypowiedzi czy narracji z zasady zaznacza się dwiema, a nie trzema literami) 

*za duża korupcja jest. - korporacje nie przepuszczą, (lub jeszcze dodać: wolą mieć zyski z dotychczasowych źródeł.). 

*nie golonym zaroście - niegolonym zaroście 

*Joanna domyślił się, - Joanna domyśliła się, 

*- Proszę usiąść – mężczyzna wskazał - - Proszę usiąść. - Wskazał (początek narracji nie jest związana z wypowiadaniem się /np. odpowiedział, krzyknął, odezwał się/, więc wypowiedź kończę kropką, a pierwszy wyraz narracji dużą literą. Jednocześnie usunąłbym "Mężczyzna", gdyż ten wyraz jest 2x powtórzony blisko). Podobnie : * lepszego – profesor - lepszego. - Profesor // *do poduszki – z tymi słowy - do poduszki. - Z tymi słowy 

*niecodzienny obiekt: statek kosmiczny. - niecodzienny obiekt: pozaziemski/obcy statek kosmiczny. 

*przy pomocy narzędzia - przy pomocy maszyny (narzędzie jest proste, maszyna skomplikowana i złożona) 

*chciałabyś się przelecieć – z tymi słowy Gareth zajął miejsce u sterów - chciałabyś się przelecieć - Gareth bezceremonialnie przeszedł na "ty" i zajął miejsce u sterów 

* je odruchowo zacisnęła, a kiedy je otworzyła - odruchowo zacisnęła powieki, a kiedy je uniosła (aby pozbyć się 2x "je") 

*przypomniało się - przypomniała sobie (za chwilę znowu jest "się") 

- brak akapitów czy odstępów utrudnia czytanie, męczy wzrok. 

- w kilku miejscach zaszwankowała chyba interpunkcja, zwłaszcza przy zdaniach podrzędnych (ale nie wskazuję, mogę się mylić; piszę intuicyjnie), 

- Joanna tak szybko uwierzyła i poleciała? Bez żadnego sprawdzenia, chociażby dokumentów czy upoważnień? (chociaż nie znam psychiki kobiet ;)

- Podobnie jw. - tak szybko, zaraz po podpisaniu jednego papierka, na Antarktydzie ujawniono Joannie największą tajemnicę świata? (tu już bym się zastrzegł, że trwałoby to trochę czasu. Wpierw by dano jej jakieś zadania, popytano o jej koncepcje, pomysły, a dopiero dużo później ew. włączono w tajemnicę...).


Awatar użytkownika
Lukas Alexander
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 7
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział I

Post#3 » 15 paź 2019, o 17:03

Początek jest ciekawy przez co czytało mi się go bardzo sprawnie. 

 

Masz jakąś wiedzę techniczną, czy większość futurystycznych urządzeń będzie działało na zasadzie "bardzo-skomplikowane-ale-wiemy-jak-to-obsłużyć"? 

Opiszesz procesy które nimi rządzą?


Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 261
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział I

Post#4 » 15 paź 2019, o 19:39

Nie pamiętam, bo pisałam to ponad 7 lat temu:P
Obrazek

jkornell
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 2
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział I

Post#5 » 7 lis 2019, o 19:34

TL;DR 

- do druku się to nie nadaje, ze względu na braki warsztatowe (być może nieduże, ale jednak widoczne) 

- bohaterce (względnie historii) trzeba nadać jakiś cel 

- odpowiedzieć sobie na pytania podane na końcu tego postu 

 

 

Po przeczytaniu tekstu zastanawiałem się chwilę, dlaczego mi się to nie podoba. Podświadomie czułem, że nie chodzi tu o błędy merytoryczne, czy logiczne (a dopatrzyłem się takich). Krzywiłem się z niesmakiem, czytając o czymś, czego kompletnie nie rozumiem (bo za mało w tym, jak na mój gust, tła historii, o bohaterach nie wspominając). W ogóle miałem wrażenie, że jest to pisane dla dzieci, które chcą dostać coś już-teraz-natychmiast, nie zwracając uwagi na to, jaką to coś będzie miało jakość i czy za chwilę się nie rozleci. (Bo nie śmiem przypuszczać, że autorka sama jest taką młodą nastolatką, która nie może się doczekać, aż zacznie pisać o podróżach międzygwiezdnych.) Szukałem odpowiedzi na pytanie, dlaczego mnie to kompletnie nie zainteresowało? Co trzeba byłoby poprawić? W tekście, który pomimo wspomnianych błędów, nadawałby się do poprawy, bo błędów językowych nie ma aż tak dużo (co świadczy, moim zdaniem, o tym, że autorka język zna, tylko warsztat wciąż kuleje, przynajmniej w jakimś stopniu). 

 

Co w ogóle sprawia, że tekst literacki jest ciekawy? Może to być interesujący temat (np. ktoś sięga po "Tożsamość Bourne'a", bo lubi powieści sensacyjne, szpiegowskie, albo z szybką akcją). Albo interesujący bohater (np. ciekawa postać Andrzeja Kmicica, szlachcica-warchoła, ale w gruncie rzeczy chcącego dobrze - i powstaje pytanie, czy taki Kmicic pokona to warcholstwo, czy się w nim pogrąży?). Względnie ciekawe wydarzenie (np. w "Futurospekcji" bohaterowie mają krótką wizję nt. własnej przyszłości). 

 

Powodów może być wiele, a wzbudzić zainteresowanie mogą różne elementy powieści. Np. moich rodziców zachwycają opisy w "Nad Niemnem", które dla mnie czynią to dzieło kompletnie niestrawnym. 

 

Ale coś definitywnie MUSI wzbudzić zainteresowanie czytelnika. Sprawić, aby chciało się czytać dalej, kolejną stronę, rozdział czy tom. 

 

Jednym z najprostszych sposobów na wzbudzenie zainteresowania czytelnika jest opisanie bohatera, który czegoś chce (ale z jakichś powodów tego nie ma, albo nie może mieć). To, jaki powinien być cel, to już temat na osobną dyskusję. 

 

Kompletnie nie interesują mnie małe dziewczynki, ani ich problemy, ale z zaciekawieniem przeczytałem opowiadanie Asimova o małej dziewczynce poszukującej swojego robota-niańki. Jak bardzo będzie zdeterminowana w tym zadaniu? Czy w końcu się jej znudzi i zapomni o robocie? To mnie naprawdę wciągnęło. 

 

Czytuję głównie fantastykę, ale historia Jasona Bourne'a bardzo mnie zainteresowała. Człowiek, który stracił pamięć, ale potrafi przetrwać - i walczyć, a nawet zabić, gdy poczuje się zagrożony. Kim naprawdę jest? Albo taki Andrzej Kmicic. Czy w końcu odzyska dobre imię, oraz miłość Billewiczówny? Czytałem to z zapartym tchem, choć to literatura zupełnie nie w moim guście. 

 

Dlaczego o tym piszę? Bo to bardzo ważne i pozwala przyciągnąć uwagę czytelnika. Bohatera można lubić, albo nie - ale jeśli bohater czegoś chce i do tego celu dąży, to jest ciekawe. Czytelnik może mu życzyć powodzenia, albo wprost przeciwnie, lecz będzie zainteresowany dalszymi wydarzeniami, a to skłoni go do lektury. 

 

A w tym tekście? Czego właściwie chce Joanna? Znaleźć pracę? A może żeby ktoś zainteresował się jej publikacjami naukowymi? Być może chciałaby wziąć udział w programie marsjańskim (cokolwiek to jest) - tyle, że to marzenie spełnia się już na samym początku (w pierwszym rozdziale)... A więc nie ma się czym przejmować dalej. Cel został osiągnięty, choć nie wiadomo, w jaki sposób, ani czyja to zasługa, więc satysfakcja z tego żadna. 

 

Potem Joanna dowiaduje się, że jest dostępny statek kosmiczny (łał?), w dodatku działający (łał?). Niby dużo, ale dlaczego powinno mnie to zaciekawić? Przecież pełno takiej fantastyki... (Pomijam już fakt, że o tym wszystkim dowiaduję się niemal natychmiast, w odstępie kilku akapitów. Nie ma mowy o żadnych ciekawych zwrotach akcji.) 

 

Ale wróćmy do historii. Do niedawna była mowa tylko o misji marsjańskiej, a tu nagle coś takiego, statek kosmiczny! Ba, Joanna od razu jest zabrana w podróż (niech się Ludlum uczy, jak pisać szybką akcję, amator jeden ;-)). A na końcu stwierdza, że "wchodzi w to". W co? Tego nie wiem. Bohaterka też pewnie nie wie. (Wypada mi mieć nadzieję, że choć autorka posiada tę wiedzę.) 

 

I wiecie co? Kompletnie mnie to już nie obchodzi. Bo i niby czemu powinno? Czy ktoś ma tu jakiś problem? Jeśli tak, to nic mi o tym nie wiadomo. Czy Joanna jest interesującą postacią? Nie wiem (zbyt mało o niej przeczytałem; dużo się działo, odniosłem wrażenie, że było bardzo chaotycznie, ale bohaterowie są płytcy - bo też nie było czasu na to, żeby postacie dokładniej opisać). Czy wydarzenia są ciekawe? Pewnie są, ale znam masę innych historii SF, które są napisane ciekawiej. Polecam choćby pierwszy rozdział wspomnianej "Futurospekcji", w którym od razu jest wprowadzonych kilka różnych problemów, oraz interesujących postaci, co bardzo motywuje do dalszej lektury. 

 

Autorka nie przekonała mnie, abym w to brnął dalej. (Jak to ujął Konstantin Stanisławski? "Nie wierzę tym bohaterom"? W każdym razie dla mnie gra postaci nie była zbyt przekonywująca.) 

 

Wobec powyższego inne niedociągnięcia tekstu nie mają większego znaczenia. Historii (albo bohaterce) trzeba przede wszystkim nadać jakiś cel. Z całym szacunkiem, ale mamy XXI wiek, fantastyka nie jest już raczkującym gatunkiem. Mnie na jakieś statki kosmiczne i podróże międzyplanetarne tak łatwo złapać się nie da. 

 

Przydałaby się również jakaś osobowość dla bohaterów, ale to wymagałoby znacznego spowolnienia akcji. W tekście za dużo się dzieje. 

 

Odnośnie zaś błędów merytorycznych, to znalazłem jeden, za to bardzo poważny (w moim mniemaniu). (Może błędów było więcej, ale ten jeden, oraz wspomniane uprzednio problemy, całkowicie je przesłoniły.) 

 

Pytanie zasadnicze brzmi: kiedy to się wszystko dzieje? Bo jeśli współcześnie, to mam bardzo istotne zastrzeżenie. 

 

Doktorat w wieku 25 lat jest może czymś rzadkim i nietypowym (a przy okazji sugerującym, że osoba jest wyjątkowo uzdolniona, względnie ma naprawdę mocne "plecy") - ale dla każdego, kto choć minimalnie zna się na "działaniu" świata nauki, jest oczywiste, że znajomość języka angielskiego przyda się nie tylko do pisania (oraz czytania) tekstów naukowych. 

 

Obecnie NIE DA SIĘ zrobić doktoratu (dziedziny techniczne; o humanistycznych nie będę się wypowiadał, bo nie mam o tym pojęcia) i nie mieć kilka razy do czynienia z obcokrajowcami, z którymi trzeba rozmawiać po angielsku (i to nie tylko o kwestiach zawodowych). 

 

No, chyba że nasza zdolna bohaterka, oprócz szybkiego wykonania pracy naukowej (oraz zdobycia odpowiednio dużej liczby publikacji, w czasopismach o odpowiednio dużym statusie) okazała się również niezłą kombinatorką, sprawnie unikając okazji do rozmów w języku angielskim. Nie miała przy tym styczności z literaturą anglojęzyczną (beletrystyką), ani z filmami (można oglądać bez lektora i kiepskiego polskiego tłumaczenia). Prawdę mówiąc, to trudno uwierzyć, aby ktoś nauczył się języka angielskiego i nie zaczął czytać książek, czy oglądać filmów... Choć taki ekscentryk zawsze trafić się może. (Ale nawet gdyby się trafił, to warto byłoby o tym wspomnieć, bo to ciekawa cecha bohatera.) 

 

Swoją drogą, to ciekawe, dlaczego taką młodą, zdolną osobą nie interesują się instytucje badawcze, czy prywatne firmy... Jest tylko jakiś profesor, z którym Asia się pokłóciła i teraz jest bez pracy. A co z jej promotorem? Też jej nie lubi? To dlaczego udało jej się zrobić doktorat w tak młodym wieku? Logika coś tu szwankuje... 

 

Albo może to się dzieje w jakiejś przyszłości (albo alternatywnej rzeczywistości), w której cały ten proces został zmieniony? Wówczas wypadałoby te zmiany jednak opisać... 

 

Względnie (i jest to przytyk, choć zapewniam, że nie osobisty) autorka tekstu nie ma zielonego pojęcia o robieniu doktoratu, a w dodatku nie zrobiła odpowiedniego researchu na ten temat. Zachciało się jej o tym napisać, to napisała. Albo, co znacznie gorsze, tak po prostu postanowiła, że Joanna będzie młodą, zdolną dziewczyną z doktoratem, nie mając pojęcia, jak wygląda życie i praca takich ludzi. W każdym razie tak to wygląda z mojego punktu widzenia. 

 

Odnośnie zaś błędów (problemów?) logicznych, to poza wspomnianym uprzednio wymienię tylko jeden. 

 

W tekście jest przedstawiony dość dokładny opis Sławka. Ciekawe tylko, po co, skoro facet poza krótkim wstępem nigdzie się nie pojawia. (No ale może w kolejnych rozdziałach będzie? Tego się nie dowiem, bo dalej nie będę czytał. Jeśli nie będzie już Sławka, to tekst jest do wyrzucenia.) 

 

Sławek jest "zwykłym hydraulikiem" (słowa autorki!), który jednak przeczytał pracę nt. "W miesiąc na Marsa". Ciekawe zainteresowania mają "zwykli hydraulicy", trzeba przyznać. Może Sławek akurat ma takie zainteresowania, albo robi to specjalnie ze względu na Asię - ale w takim razie wypadałoby o tym napisać. Względnie nie pisać, że jest "zwykłym" hydraulikiem. 

 

Gwoli ścisłości: moja rodzina w ogóle nie interesuje się pracami naukowymi, czy technicznymi, które prowadzę. I to bynajmniej nie dlatego, że nie zajmuję się wyprawami na Marsa. Po prostu są laikami i jest to dla nich kompletnie niezrozumiałe. Nie wspominając już o tym, że prace naukowe/techniczne pisane są po angielsku, a na polski się ich nie tłumaczy... Ale tu chyba znowu kłania się kwestia wiedzy nt. pracy naukowej/technicznej. 

 

Na koniec tylko wypada przypomnieć dwa pytania, które swego czasu znalazłem w poradnikach Kresa. Jeśli chcesz o czymś pisać, to zastanów się: 

 

1) Co wiesz na ten temat? 

2) Skąd ta wiedza pochodzi? 

 

Nie są to bynajmniej sprawy trywialne. Czytałem przynajmniej jeden kryminał, autorstwa niemieckiej pisarki który był dość interesujący - do momentu, gdy główna bohaterka przyjechała do Krakowa. Opis tego miasta, oraz jego mieszkańców był jakby żywcem wyjęty z epoki lat 70-tych (tak podejrzewam). Tyle, że akcja działa się współcześnie. Cóż, autorka może i potrafi pisać kryminały, wymyślać ciekawe intrygi - ale o współczesnej Polsce i Polakach niewiele wiedziała. Co wywołało, w moim przypadku, efekt bardzo komiczny. Tylko że w kryminale nie o takie efekty chodziło...


Irys
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 303
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział I

Post#6 » 8 lis 2019, o 11:33

Podoba mi się opowiadanie, trochę kojarzy mi się z braćmi Strugackimi " Piknik na skraju drogi" choć nie wiem czemu.

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości