[Half Life] Wszystkie życia świata - rozdział III

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

[Half Life] Wszystkie życia świata - rozdział III

Post#1 » 13 paź 2019, o 13:41

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8088 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8093 

 

----- 

 

Rozdział III 

 

3 października 2020 

 

Liwia regularnie spędzała na strzelnicy więcej czasu niż pozostali, nawet więcej niż Mira, która zawsze obsesyjnie dążyła do perfekcji. Młodziutka protektorka robiła to nie tylko przez chęć samodoskonalenia, ale też przez fakt, że ćwiczenie celności pomagało jej rozładować emocje i najzwyczajniej w świecie lubiła to robić. Lata intensywnej praktyki sprawiły, że była jednym z najlepszych strzelców w mieście i dorobiła się całkiem wysokiej rangi, jak na swój wiek. Pomyśleć, że kiedyś nikt nie wierzył, że może zostać protektorką. Bo za drobna, bo za słaba, bo kobieta. Ale Mira w nią uwierzyła, zainspirowała, pokazała, że dzięki determinacji można osiągnąć wszystko. I wreszcie, po tych wszystkich ciężkich latach, Liwia doczekała się szacunku, o którym kiedyś mogła tylko pomarzyć. 

W tej sesji Laszlo towarzyszył Liwii od samego początku, ale dziewczyna nie zwracała na niego zbytniej uwagi, bo była zbyt pochłonięta treningiem. Właściwie ów sympatyczny brodacz często przebywał na strzelnicy wtedy, co ona, choć z reguły nie rozmawiali ze sobą, całkowicie skupiając się na ćwiczeniach. Z reguły też mężczyzna wychodził do domu wcześniej, ale nie tym razem. Wytrwał do samego końca. Kobiecie to nie przeszkadzało. Lubiła Laszlo i nawet jak ze sobą nie rozmawiali, cieszyła ją jego obecność. 

- Masz takiego cela, że u twojego boku zawsze czułbym się bezpiecznie – zaśmiał się niewinnie mężczyzna, gdy Liwia zdjęła słuchawki, dając tym samym do zrozumienia, że dla niej na dzisiaj koniec. 

Słowa Laszlo mocno ją zaskoczyły i tylko spojrzała na niego ze zmieszaniem. W ustach mężczyzny wyższego od niej o głowę i starszego o jakieś dziesięć lat brzmiało to wręcz kuriozalnie. 

- Imponujesz mi, serio – powiedział protektor już nieco poważniej, jednak z lekką nieśmiałością. - W życiu nie osiągnę twoich wyników. W sumie to fajnie, że udowodniłaś tym przemądrzałym karkom, że testosteron to nie wszystko. 

- Dzięki... - Liwia czuła się zbyt zakłopotana, by odpowiedzieć w błyskotliwy sposób. Odstawiła wszystkie rzeczy na swoje miejsce i uśmiechnęła się do towarzysza, lekko zawstydzona. 

- Chodzi mi o to, że... - Laszlo również odłożył sprzęt. - Zaintrygowałaś mnie i w sumie to już od dawna chciałem cię lepiej poznać. To znaczy, to nie ma być podryw czy coś... po prostu fajnie mogłoby się razem spędzić czas, tak nie na służbie. 

- Okej – ucieszyła się Liwia. - Tylko, że ja nie znam zbyt wielu miejsc, gdzie można by robić coś ciekawego. 

- Hmmm... - Laszlo zamyśli się na moment i najwyraźniej nagle go olśniło, bo spojrzał na kobietę z podekscytowaniem. - Mam pomysł! 

 

 

- Jesteś pewien, że to bezpieczne? - spytała Liwia, zaczynając lekko drżeć z zimna. 

Stali przed metalowymi drzwiami, a ciemność rozświetlała jedynie mała lampka nad nimi. 

- Nie bój żaby. Kombinat przymyka oko na te miejsca – zapewnił Laszlo. - Najwyraźniej jak ludzie mają gdzie się wyżyć i schlać, to są mniej skorzy do buntu. 

Po chwili dało się słyszeć dźwięk metalowej zasuwy i drzwi się otworzyły. W środku panowało przyjemne ciepło, aczkolwiek wnętrze było równie ponure, minimalistyczne i bez wyrazu, co wszystko inne w tym mieście. To jednak ludzie sprawiali, że lokal nabierał niesamowitych wręcz barw. Liwia czuła się trochę tak, jakby przeniosła się w czasie. Nikt nie nosił tu uniformu mieszkańca, za to przeważały kolorowe i różnorodne stroje, jak za dawnych lat. Niektóre kobiety wyglądały wręcz wyuzdanie i przypominały prostytutki ze starych filmów, które dało się kupić na czarnym rynku. Nosiły bardzo krótkie spódnice, wysokie obcasy, a ich makijaż wydawał się mocno przesadzony. Liwia zauważyła, jak kleją się do przeróżnych mężczyzn i trochę ją to zdegustowało. Jednak nie brakowało też zwykłych, skromniej ubranych dziewczyn, takich jak ona, które przyszły potańczyć, porozmawiać, pośmiać się i wraz z ich kolegami wypełniały pomieszczenie pozytywną energią. 

- Zdejmijmy te szmaty. - Laszlo jako pierwszy pozbył się cywilnego uniformu, odsłaniając czarne dżinsy i koszulkę z Iron Maiden. 

Liwia miała tylko jedną sukienkę, którą zresztą dostała swego czasu od Miry. Ubrała ją pod spód, zgodnie z wytycznymi Laszlo i choć odrobinę się wahała, w końcu również pozwoliła na to, by jej obcisła, czerwona kreacja ujrzała światło dzienne, a w zasadzie sztuczny blask gołych żarówek. 

- Wyglądasz super. - Mężczyzna nie krył zachwytu, na co dziewczyna lekko się zarumieniła. - Chodźmy. Może będą mieli dziś coś ciekawego do zdegustowania. Ostatnio dorwali prawdziwy burbon. Rozszedł się w pół godziny. 

Kiedy Laszlo czekał przy barze, Liwia dalej rozglądała się po lokalu niczym w transie, chłonąc niesamowitą atmosferę. Naprawdę czuła się jak na jednym z filmów. Ludzie zdawali się tacy beztroscy i szczęśliwi, jakby wojna siedmiogodzinna nigdy nie miała miejsca. Pili, rozmawiali, niektórzy nawet tańczyli, a w ciemniejszych zakamarkach lokalu pary pozwalały sobie na nieco frywolności. 

Nagle wzrok Liwii zatrzymał się w jednym, konkretnym punkcie. Początkowo dziewczyna nie poznała przyjaciółki, bo rzadko widywała Mirę w rozpuszczonych włosach i sukience, ale przy dokładnym przyjrzeniu się, nie miała już wątpliwości, że to jej starsza koleżanka. Mira zdawała się być pochłonięta rozmową z jakąś wysoką kobietą o kasztanowych włosach, zaczesanych w irokeza. Wyglądało na to, że obie całkiem dobrze się bawią. 

- Nie mieli burbona, ale za to udało mi się dorwać wiśniówkę. - Laszlo wrócił i wręczył dziewczynie kieliszek. 

- Widziałeś? - Liwia wskazała na Mirę z niemałym zaskoczeniem. 

Mężczyzna jedynie wzruszył ramionami. 

- Jest stałą bywalczynią – wyjaśnił ze spokojem. 

- I nigdy mnie tu nie zabrała? 

Liwia poczuła się trochę dotknięta. Po tym wszystkim, co razem przeszły, sądziła, że ona i Mira nie mają przed sobą tajemnic. 

- Wiesz jaka ona jest. Traktuje cię jak małą siostrzyczkę. Pewnie się bała, że to zniszczy twoją niewinności, czy coś – odparł Laszlo. 

W sumie miał rację. Protekcjonalizm Miry bywał irytujący i czasami wręcz irracjonalny, ale z drugiej strony jak najbardziej uzasadniony. Swego czasu Liwia naprawdę potrzebowała kogoś, kto się nią zaopiekuje i w końcu znalazła. A stare nawyki Miry niełatwo odchodziły w niepamięć. Co nie zmieniało faktu, że dziewczyna wciąż czuła się nieco rozdrażniona, dlatego też dziarskim krokiem ruszyła w stronę przyjaciółki. 

Gdy Mira ujrzała Liwię i Laszlo, nawet nie próbowała ukryć, jak bardzo jest zaskoczona i to bynajmniej nie w sposób pozytywny. Spojrzała na mężczyznę z wyrzutem. 

- Mogłeś się mnie chociaż spytać – warknęła. 

- O pozwolenie? - parsknął Laszlo. - Z całym szacunkiem, ale twoja władza tak daleko nie sięga. A Liwia jest dorosła. 

- Nie mówcie o mnie w taki sposób, jakby mnie tu nie było! - Liwia podniosła głos ze zdenerwowania i popatrzyła się na swoją przyjaciółkę z dezaprobatą. 

Jej wzrok musiał być wart tysiąc słów, bo Mira momentalnie spotulniała i chyba nawet zrobiło jej się trochę wstyd. 

- No dobrze. Macie mnie tu. Przesadziłam – westchnęła i uniosła dłoń w geście kapitulacji. - Napijmy się. To moja stara znajoma, Nina, tak na marginesie – wskazała na dziewczynę z irokezem. 

- Tak na marginesie – zaśmiała się wysoka kobieta, najwyraźniej rozbawiona całą sytuacją. 

Stukot kieliszków nieco rozluźnił atmosferę. 

- Nie będziemy wam przeszkadzać – rzucił Laszlo i skinął na Liwię, dając jej do zrozumienia, że pora poszukać jakiegoś kąta dla siebie. 

- Tylko nie łazić mi do kanciapy! - krzyknęła jeszcze Mira do oddalających się przyjaciół. 

- Do kanciapy? - zmieszana Liwia zwróciła się z pytaniem do mężczyzny. 

- Łazi tam dużo kobiet lekkich obyczajów ze swoimi klientami no i tacy, co nie mają gdzie się wyżyć. Nie przejmuj się chamskimi aluzjami. My chcemy tylko wolny stolik. O, proszę! - Laszlo ucieszył się, gdy znalazł miejsce w sam raz dla dwojga. 

Po załatwieniu kolejnych napojów przyjaciele wreszcie mogli usiąść naprzeciw siebie i na spokojnie porozmawiać. 

- Wybacz głupie pytanie, ale... jak to się stało, że zostałaś protektorką? - podjął Laszlo, z zakłopotania bawiąc się szklanką. 

- Chodzi ci o to, jakim cudem mnie przyjęli? - Liwia od razy przejrzała intencje rozmówcy, ale nie przeszkadzały jej. Wiele osób pytało ją o to samo. 

- No cóż... ja cię znam, ale gdyby ktoś ujrzał cię po raz pierwszy... 

- Miałam piętnaście lat, kiedy zgłosiłam się do Centrum treningowego. Wyśmiali mnie tam już na wstępie, ale Mira dała mi szansę. Była już wtedy jedną z instruktorek i jakoś przekonała komisję, żeby dała mi się wykazać. 

- Dostrzegła w tobie coś, czego nie widzą inni. Tak jak ja – uśmiechnął się mężczyzna. 

Liwia westchnęła i wzięła duży łyk drinka o niebieskawym zabarwieniu. Smakował tak sobie, ale ważne, że miał procenty. 

- A ty? - rzuciła. - Jaka jest twoja historia? 

- Taka jak u większości. Chciałem godniejszego życia. Szacunku. Jedzenia nie z dyspozytora. Miałem prawie szesnaście lat, gdy wszystko pierdolnęło, więc ciężko było przywyknąć do nowego życia. Wydaje mi się, że im było się wtedy młodszym, tym lepiej. Niewiele pamiętało się z normalnego świata. 

- Ja miałam sześć lat, kiedy to wszystko się stało i... masz rację. Nie pamiętam zbyt wiele z tego, co działo się wcześniej, ale to nie znaczy, że było mi łatwo. 

- Nie, oczywiście że nie. Nie to miałem na myśli. 

- Wiesz... - Liwia przez moment wpatrywała się w swoją szklankę, po czym uniosła wzrok i niespodziewanie się uśmiechnęła. - Cieszę się, że mnie tu zabrałeś. Potrzebowałam tego. 

Przyjaciele spojrzeli sobie prosto w oczy, a dłoń Laszlo dotknęła dłoni Liwii. Spletli palce na obdrapanym blacie. 

 

 

8 marca 2023 

 

Dzwoniło jej w uszach i to potwornie, a przynajmniej tyle na razie docierało do świadomości Liwii. Dziwnie się czuła, trochę jakby zawieszona w półśnie. Pamiętała, że jeszcze przed chwilą trzymała palec na spuście, a potem wszystko przerwała eksplozja. Nie była nawet pewna, czy zdążyła wystrzelić. Wszystko stało się tak nagle. Przez moment nawet przeszło jej przez myśl, że nie żyje, bo nie do końca czuła swoje ciało, ale po chwili władza w kończynach zaczęła powracać i Liwia mogła podnieść się na tyle, by usiąść oparta o ścianę. Dotarło też do niej, że Mira wzywa ją przez radio, ale na razie młoda kobieta całą uwagę starała poświęcić na to, by oszacować skalę swoich obrażeń. Niby nic jej nie bolało, ale to nie był absolutnie żaden dowód, że uszła z eksplozji cało. Znała przypadki ludzi, którzy pod wpływem adrenaliny potrafili godzinę biegać z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi, kompletnie nieświadomi, że ich marny żywot właśnie dobiega końca. 

Głos Miry nieustannie ją nawoływał, więc Liwia w końcu dała znać, że jest na chodzie i ruszyła w wyznaczone miejsce. Początkowo poruszała się dość sprawnie, ale dość szybko wstępny szok zaczął ustępować, a jej niewielkie ciało przeszył ból. Nie był on jednak aż tak potworny, by ją unieruchomić, co oznaczało, że może jednak życie jeszcze jej nie opuszcza. Chwiejnym lecz niestrudzonym krokiem dowlokła się do mostu, na którym dostrzegła sylwetkę Miry. W początkowym przypływie radości Liwia przyspieszyła kroku, ale jej entuzjazm szybko zamienił się w niepokój, gdy ujrzała leżące u stóp koleżanki ciało w mundurze aspirującego. 

Każdy kolejny krok był coraz trudniejszy, nie tylko ze względu na ból, ale też przez wzrastające przerażenie. Nagle te kilka sekund drogi, które jej pozostało zamieniło się w wieczność. Liwia nie chciała uwierzyć, że mogło dojść do tragedii. Starała się nie dopuszczać do siebie pewnych myśli, ale gdy podeszła jeszcze bliżej, nie było już wątpliwości. Laszlo. Mira musiała zdjąć mu maskę, bo Liwia miała właśnie przed sobą jego porośniętą czarną brodą twarz. Twarz, którą znała tak dobrze. Fragment jego czaszki został rozłupany jak arbuz, więc właściwie próżno było szukać oznak życia. Liwię momentalnie opuściły siły i padła na kolana przed swym martwym towarzyszem. 

- Wiem, ile dla ciebie znaczył, Liw, ale przysięgam ci, że ta śmierć nie pójdzie na marne – zapewniła Mira, nie kryjąc rozgoryczenia w swym głosie. 

„Masz takiego cela, że u twojego boku zawsze czułbym się bezpiecznie” - Liwia natychmiast usłyszała w swej głowie słowa, których nie zapomniałaby do końca życia. Jak mogła go zawieść, jak? Już nawet nie próbowała walczyć z emocjami i po prostu się rozpłakała. Zdjęła maskę i otarła oczy, bo łzy zdawały się płynąć nieskończonym strumieniem. 

- Udaj się do najbliższego punktu medycznego – bardziej poprosiła niż poleciła Mira, kładąc towarzyszce dłoń na ramieniu. 

- Nie, będę walczyć. Dam radę! 

- Żartujesz? Ledwo się tu dowlokłaś. To rozkaz, druga! - Tym razem Mira nie siliła się już na delikatność, a gdy zwracała się do przyjaciółki rangą, oznaczało to, że nie ma żartów. 

Liwii pozostało jedynie posłusznie wykonać polecenie i cierpieć w samotności. 

 

 

Ponoć nadzieja umiera ostatnia i Nina wciąż kurczowo trzymała się myśli, że coś ją ocali, bez względu na to, jak irracjonalne mogło się to wydawać. Wolę przetrwania podtrzymywała nieustająca żądza zemsty za krzywdy, które ją spotkały, a fakt, że wciąż tkwiła żywa w tej samej, ciasnej celi, dawał jej wiarę, że może jeszcze nic straconego. Straciła rachubę, czy minęły tygodnie, czy miesiące, ale i tak zdawało się to dość długo jak na standardy Kombinatu. Może mieli ograniczoną siłę przerobową, a może po prostu o niej zapomnieli? 

- Hej, Dziwny, jesteś tam jeszcze? - Kobieta rzekła do szpary w ścianie, będącej jedyną formą komunikacji ze światem zewnętrznym, jeśli dało się tak nazwać współwięźnia, który obecnie towarzyszył jej w niedoli. 

- Jestem – odpowiedział męski głos. 

Nina się uśmiechnęła. Pozostały już jej tylko te rozmowy, a i one bywały coraz bardziej sporadyczne. Nie miała pojęcia kim jest jej współwięzień, ani nawet jak wygląda, wiedziała tylko że zabierali go często, czasami nawet na długie dnie. Sama nie wiedziała, czemu nazywała go Dziwnym. Po prostu rozmawiając z nim czuła, że nie ma do czynienia ze zwykłą osobą. Zawsze był intrygująco spokojny, mimo że siedział tu już dłużej od niej, a to każdego doprowadziłoby do szaleństwa. Kiedy spytała, jak ma na imię, odpowiedział, by mówić mu Ijon, bo to postać z książki, z którą się utożsamiał. Określał się mianem podróżnika. I to w zasadzie wszystko, co Nina o nim wiedziała. Mimo to lubiła słuchać jego głosu, bo działał na nią kojąco. Był delikatny lecz głęboki, przyjemny i budzący zaufanie. 

- Wiem, że czasem stąd wychodzisz... - podjęła kobieta. - Gdybyś widział, gdzieś moich towarzyszy... 

- Powiedziałbym ci. Uwierz mi, że bym ci powiedział. 

- Czyli pewnie już ich tu nie ma... Zostałam sama... Umiałabym się pogodzić z myślą, że nie żyją, ale... - Nina ucięła. Pewne słowa nie mogły przejść jej przez gardło. 

- Może mieli szczęście? - powiedział Dziwny, jak zwykle ze spokojem. 

- Szczęście? 

- Mogli wyprać im mózgi i zrobić z nich żołnierzy nadzoru. 

- Umiesz pocieszać w bardzo specyficzny sposób – rzuciła Nina z sarkazmem i przeczesała ręką swoje potargane, ciemne włosy. Nie były już zaczesane w irokeza tak, jak kiedyś, tylko sterczały na wszystkie strony. 

- Który dziś jest? 

Niespodziewana zmiana tematu trochę zdziwiła kobietę, ale w sumie wolała rozmawiać o tym, niż o praktykach Kombinatu. 

- Straciłam rachubę – westchnęła i zamknęła oczy. 

- Starałem się liczyć od samego początku, ale mogłem się już trochę pogubić. Wydaje mi się, że powinno być między piątym, a dwunastym marca 2023 roku, ale nie mam pewności. Niedobrze. To dość ważne. 

- Dlaczego to takie ważne? 

- Bo jeśli to, co powiedział mężczyzna z teczką jest prawdą, już niedługo coś się wydarzy. A ja muszę być wtedy gotowy – odpowiedział męski głos z zadziwiającym przekonaniem. - 17 marca 2023, godzina 21:53, o ile wciąż pamiętam. Muszę wtedy gdzieś się udać. Obym dobrze pamiętał koordynaty... Nie może mnie tu wtedy być, bo inaczej nie dam rady. Ale on zapewniał, że dam radę, więc muszę się trzymać tej myśli. Coś się stanie. 

Dla Niny słowa współwięźnia brzmiały niczym bełkot. Nie była nawet pewna, czy powinna mu odpowiadać.  

„Czyli jednak postradał zmysły” - pomyślała z żalem, ponownie zamknęła oczy i tym razem zapadła w katatoniczny letarg. 

 

 

- Przykro mi. Naprawdę – szepnął Emir, siedząc obok Miry na wersalce i trzymając ją za rękę, by dodać jej trochę otuchy. Kiedy dowiedział się o ostatnich wydarzeniach, uznał, że musi wygospodarować trochę czasu i odwiedzić przyjaciółkę. - W ochronie cywilnej też ponieśliśmy spore straty, więc uwierz mi, że wiem jak to jest, kiedy ginie ktoś, za kogo odpowiadasz. 

- To był przede wszystkim przyjaciel, a nie tylko osoba, za którą odpowiadam – wymamrotała Mira. Nawet nie spojrzała na mężczyznę, tylko gapiła się pustym wzrokiem w ścianę. 

- I to również rozumiem. Wiem też, że jesteś silna i sobie z tym poradzisz. - Emir zrobił pauzę i pozwolił na minutę ciszy. Nie mógł jednak wiecznie ukrywać drugiego powodu, dla jakiego tu przyszedł. Działo się zbyt wiele, by pogrążać się teraz w żałobie. - Przeanalizowałem te pokreślone fragmenty w książce. Na razie dużo nie mam, ale chyba wiem, od czego zacząć. Bez wątpienia znalazłem datę: 17 marca 2023. Jest też coś, co uznałem za adres, tutaj w mieście. Nie pamiętam go teraz dokładnie, ale sprawdzałem i to miejsce rzeczywiście istnieje. Do tego, jak mi się wydaje, godzina: 15:24. Oczywiście to wszystko tylko moje spekulacje, ale ponieważ książka trafiła do mnie, to doszedłem do wniosku, że... ja wiem... to jakieś zaproszenie? Być o tej konkretnej godzinie, w konkretny dzień pod tym adresem? W każdym razie żadne inne wytłumaczenie mi nie przychodzi do głowy. Pojawia się jeszcze godzina 21.53 i jakieś koordynaty, których nie zdążyłem sprawdzić, ale to również może być jakieś miejsce spotkania. 

Mira westchnęła, wyprostowała się i wreszcie spojrzała przyjacielowi prosto w oczy. Bynajmniej nie był to wzrok zainteresowania. Właściwie od początku kobieta sprawiała takie wrażenie, jakby słowa jej towarzysza wpadały jednym uchem, a wypadały drugim. 

- Jak możesz teraz myśleć o tym wszystkim? - wycedziła. 

Emir nie umiał odpowiedzieć, więc po prostu zwiesił głowę, czując ogarniającą go rezygnację. Może rzeczywiście znalazł nieodpowiedni moment? Przesadził trochę ze stwierdzeniem, że rozumiał koleżankę. Na jej barkach spoczywała dużo większa odpowiedzialność. W jej sytuacji prawdopodobnie również miałby teraz inne priorytety. 

Zadzwonił telefon. Mira nie poderwała się od razu, ale w końcu wstała ospale i podniosła słuchawkę. Jej wyraz twarzy zmienił się momentalnie. Nie wyglądała już na zmartwioną i apatyczną. Raczej na zaskoczoną i pobudzoną. 

- Administrator chce się ze mną widzieć osobiście – wymamrotała, wlepiając w Emira zmieszane spojrzenie. 

 

----- 

 

Rozdział IV: viewtopic.php?f=122&t=8206

Obrazek

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Karen i 6 gości