ISET - rozdział IIIb

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

ISET - rozdział IIIb

Post#1 » 21 paź 2019, o 22:44

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8097 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8136 

Poprzednia część rozdziału III: viewtopic.php?f=122&t=8181 

 

----- 

 

Dni mijały, a Joannie nie udało się poczynić żadnych postępów, choć pracowała od świtu do zmroku. Reszta załogi zajmowała się podstawowym kwestiami przetrwania, zbierając pożywienie i magazynując wodę. Zapasy zaczynały się kończyć, więc jedzenie miejscowej fauny i flory okazało się koniecznością, czy to się komuś podobało, czy nie. Dobrze, że przynajmniej każdy miał ręce pełne roboty i nikt nie narzekał na nudę. Pozwalało to zachować trzeźwy umysł i nie popaść w depresję. 

Hilda odkryła całkiem smaczne zioła, które dodawały energii, więc Joanna z reguły popijała je, gdy pracowała przy komputerze. Czasami jednak była tak zmęczona, że musiała sobie robić krótkie przerwy na drzemkę. Właśnie podczas jednej z nic nastąpił przełom. Położyła się wtedy dosłownie na kilka minut i nawet nie zdążyła zapaść w półsen, gdy usłyszała, że laptop stał się dużo głośniejszy, jakby pracował na zwielokrotnionych obrotach. Otworzyła oczy i ujrzała na monitorze przesuwający się ciąg zer i jedynek. Zerwała się poruszona, wlepiła wzrok w komputer, po czym po paru sekundach wszystko zgasło i widziała teraz tylko czarny monitor. 

- Ludzie! - Wypadła z pojazdu podekscytowana, odrywając wszystkich od swoich zajęć. - Chyba się udało nawiązać połączenie! 

Pozostali stracili zapał, gdy w środku ujrzeli wyłączony komputer. 

- Natłok danych musiał doprowadzić do przeładowania systemu, ale jestem pewna, że da się to wszystko odzyskać – uspokoiła uczona i z powrotem usiadła przy laptopie. 

Reszta stała i przyglądała się, a Joanna nawet nie zwracała na to uwagi, tak była pochłonięta pracą. Po kilku próbach udało jej się uruchomić komputer, ale za nic nie mogła otworzyć nowego tajemniczego pliku. Zamierzała jeszcze się nad tym trochę pomęczyć, ale nie miała aż tak rozległej wiedzy informatycznej, by zagwarantować, że uda jej się to rozgryźć. Liczyła się z tym, że będzie musiała zignorować kwestię laptopa i popracować nad usterkami bezpośrednio, bo dni mijały, a ona nawet o krok nie zbliżał się do naprawy statku. 

Joanna tak bardzo zatraciła poczucie czasu, że tylko regularne kontakty z bazą przypominały jej o upływających dniach. Eksperci na Ziemi dwoili się i troili, by jakoś pomóc załodze, ale nie wiele mogli zdziałać z odległości setek lat świetlnych. Tak naprawdę rozbitkowie byli zdani tylko na siebie i jedynie ciągła walka o przetrwanie pomagała im nie popaść w paranoję. Zresztą po miesiącu każdy przynajmniej częściowo pogodziłby się ze swoim losem, więc początkowy strach minął. Rozbitkowie przynajmniej wiedzieli, że jeśli będą ostrożni, powinni przetrwać. 

- Siedzisz tu całymi dniami, nawet nie widziałaś okolicy. Chodź się przewietrzyć – zaproponowała pewnego dnia Hilda, dochodząc do wniosku, że taka forma odpoczynku powinna pomóc Joannie w pozbieraniu myśli. 

Polka nawet specjalnie nie protestowała. Zaczynała mieć dosyć ciągłego przesiadywania na pokładzie, więc przyjęła propozycję i wyszła na zewnątrz. Od razu uderzyła ją fala gorąca. Rozebrała się do podkoszulka i przewiązała sobie górną część uniformu wokół pasa. 

- Chyba się trochę ociepliło – zauważyła. 

- Owszem. Musiał być koniec wiosny, kiedy tu wylądowaliśmy. 

- No to tym bardziej muszę naprawić statek. Nie lubię lata – zażartowała Joanna. 

Kobiety udały się nad jezioro, do którego droga prowadziła przez las złożony z różnobarwnych drzew i krzewów. Wiele z nich było zabarwionych na zielono, jak te spotykane na Ziemi, ale zdarzały się też żółte, pomarańczowe, a nawet niebieskawe rośliny. Gdzieniegdzie przelatywały owady pokryte pancerzykami, a po pniach drzew przemykały jaszczurkowate stworzenia, również okolone twarda powłoką. 

- Powinniśmy ten księżyc nazwać pancernym światem – stwierdziła Joanna. 

- No właśnie mnie trochę niepokoi fakt, że wszystko jest tu opancerzone – powiedziała Hilda. - Z reguły oznacza to jakąś formę obrony. Możliwe, że grasują tu jakieś większe drapieżniki, mimo że jeszcze ich nie widzieliśmy. Mogą polować nocą. Lepiej mieć się na baczności. 

W końcu kobiety dotarły nad niewielkie jezioro. Jego brzegi porastała niebieskawa szczecina, którą żywiły się przeróżne skorupiaki. Kiedyś zbiornik wody musiał być większy, ale od dawna nie spadła ani kropla deszczu, więc susza robiła swoje. Nieopodal rosły drzewa, których owoce przypominały orzechy włoskie, ale trochę większe i pokryte szarą, idealnie gładką skorupą. Kobiety zebrały kilka z ziemi, aby sprawdzić później, czy są jadalne. 

Hilda podeszła nad brzeg wody, zanurzyła w niej dłonie, a następnie przemyła sobie twarz oraz kark. Joanna postąpiła podobnie, czując przyjemne orzeźwienie. Jednak wbrew pozorom podróż do tego malowniczego zakątka nie wpłynęła pozytywnie na jej psychikę. Momentalnie pomyślała o domu i rodzinie, o tym, jak bardzo chciałaby teraz porozmawiać z bliskimi. Nie zdawali sobie nawet sprawy, gdzie ona się teraz znajduje. Nie mogli przypuszczać, z jakim ryzykiem zmaga się każdego dnia. 

- Właśnie sobie uświadomiłam, że jeśli tu utkniemy na zawsze, moja rodzina nigdy nie dowie się, co tak naprawdę się ze mną stało – wymamrotała z bólem. - Cholera, jak pracowałam, to nie miałam nawet czasu myśleć o takich rzeczach, a teraz wystarczyła chwila i już się rozklejam. 

- Fakt, praca pomaga radzić sobie z takimi rzeczami – przytaknęła Hilda. 

Joanna popatrzyła na nią z zaciekawieniem. Od zawsze uważała, że lekarka coś ukrywa, a pracoholizm to dla niej sposób na zepchnięcie nieprzyjemnych myśli gdzieś daleko, ale teraz tym bardziej chciała poznać prawdę. Zauważyła, że Hilda jako jedyna nie przejmuje się zbytnio faktem, że utknęła na obcym świecie. Tak jakby było jej wszystko jedno, co się z nią stanie. Tak jakby to odległe miejsce pozwalało jej odetchnąć od trudów, które przynosiła jej codzienność. 

- Coś się wydarzyło w twoim życiu, coś, o czym nie chcesz mówić – stwierdziła Joanna. 

- To prawda, nie chcę o tym mówić – odparła spokojnie Hilda, która najwyraźniej spodziewała się, że jej zachowanie ją zdradzi. 

- Co ci teraz zależy? Być może utkniemy to na zawsze, co wtedy? Będziesz to w sobie tłamsić do końca życia? 

Tu Joanna miała rację. W sytuacji, w której się znaleźli, tworzenie wokół siebie fasad i przybieranie masek nie miało najmniejszego sensu. Prawdopodobieństwo, że badacze już na zawsze będą zdani tylko na siebie, wzrastało, a to nie sprzyjało utrzymywaniu sekretów. 

- Byłaś kiedyś alpinistką, teraz tylko pracujesz. Co się stało? - ponagliła Joanna. - Być może jestem jedyną kobietą, jaką zobaczysz do końca życia. Mnie chyba możesz powiedzieć? 

W końcu Hilda się przełamała, choć ewidentnie nie było to dla niej łatwe. Udało jej się jednak zachować spokój. 

- Mąż, synek i córeczka jechali do mnie do jednostki. Był wypadek. Nie żyją. To wszystko – rzekła możliwie jak najkrócej. 

Joanna nie powiedziała „przykro mi”, bo zawsze uważała to za zbędny zwyczaj. Po prostu przez chwilę się nie odzywała. Nie mogła powiedzieć, żeby była jakoś specjalnie zaskoczona. Spodziewała się, że w grę wchodziła duża tragedia. 

- Jak pracuję, to o tym nie myślę – dodała Hilda posępnie. 

- Wiesz, są inne sposoby radzenia sobie z problemami, nawet tak dużymi – odparła Joanna, choć bała się, że jej wypowiedź może być nie na miejscu. 

- Wiem, ale... nie sądzę bym była gotowa... na te... „inne sposoby” - odpowiedziała Hilda z wahaniem. 

Rozmowę przerwał kobietom głos w krótkofalówce, który należał do Garetha. 

- Chodźcie tu szybko, Chen coś odkrył – oznajmił major, co zaciekawiło badaczki, ale też trochę zaniepokoiło, bo głos oficera nie brzmiał zbyt wesoło. 

Natychmiast wróciły na statek, gdzie czekali już na nie mężczyźni. Gareth stał z założonymi rękami, jakby czekając, aż geolog sam wszystko wytłumaczy, zaś Chen trzymał w ręku kawałek skały i wcale nie wyglądał na zadowolonego. 

- Stwierdziłem, że skoro jesteśmy już tu tak długo, to oddam się trochę pracy badawczej, żeby nie zwariować – podjął geolog. - Odkryłem piękną wysoką skałę osadową, która w pewnym sensie opowiada historię tej planety, więc odłupałem sobie kawałek. 

- I? - ponagliła Hilda ze zniecierpliwieniem. 

- I... Jak widzicie, skała składa się z różnych powtarzających się warstw. Zauważyłem tu pewną regularność. Przyjrzałem się temu dokładniej i wygląda na to, że na tym księżycu dochodzi do bardzo dużej cyklicznej zmiany temperatur. 

- Jak dużej? - ponownie spytała Hilda, tym razem bardzo ponurym tonem. 

Joanna przyglądała się owocowi w skorupie, który cały czas trzymała w dłoni, i natychmiast dotarło do niej, co Chen próbował im przekazać. 

- Kurwa! - zaklęła siarczyście. - Jak ja mogłam być taka głupia? Jak mogłam nie wziąć tego pod uwagę? Przecież coś takiego zdarza się w kosmosie często. 

- Co? - spytał z niepokojem major. 

Nim Joanna wytłumaczyła, siadła przy konsoli i wyświetliła na hologramie mapę układu gwiezdnego, w którym się znajdowali. Następnie naniosła nań przewidywane orbity planet, i wtedy wszystko stało się jasne jak słońce. 

- Krążymy wokół planety, która przesuwa się po bardzo wydłużonej trajektorii. To znaczy, że raz bardzo zbliża się do gwiazdy, a raz bardzo oddala. Teraz jesteśmy na wewnętrznej granicy ekosfery i przybliżamy się do gwiazdy. Za kilka miesięcy będzie tu dwieście stopni. I nie, to nie jest żart. 

- Dlatego wszystkie stworzenia mają pancerz – uświadomiła sobie Hilda. - Myślałam, że to ochrona przed jakimś dużym drapieżnikiem, tymczasem tym drapieżnikiem jest temperatura. Są przystosowane do okresowej hibernacji. 

- Niestety my do niej nie jesteśmy przystosowani – powiedziała Joanna i nikt już nie miał wątpliwości, że ich położenie jest o wiele gorsze, niż myśleli. 

 

 

Już z samego rana z nieba lał się żar. Joanna wyszła tylko na chwilę, żeby się przewietrzyć, i od razu poczuła się, jakby ktoś skierował w jej kierunku wielką suszarkę do włosów, nastawioną na pełne obroty. Zauważyła, że Gareth siedzi bez podkoszulka w cieniu statku i patrzy się przed siebie przez lornetkę. 

- W środku jest chłodniej – powiedziała Joanna. 

- Wiem, ale wolę się przyzwyczajać – mruknął żołnierz. 

- Naprawię to – obiecała kobieta. 

- Wiem. 

Odpowiedź Garetha zabrzmiała mało przekonująco, jakby sam już nie wierzył w powodzenie. Zasmuciło to Joannę, bo w ten sposób również przestawała w siebie wierzyć, ale nie skomentowała. 

- Gdzie Chen i Hilda? - spytała. 

- Poszli po wodę. Jest jej coraz mniej. Chyba widzę ich na horyzoncie – rzekł beznamiętnie oficer, cały czas patrząc się przez lornetkę. 

Joanna miała ochotę powiedzieć coś niezobowiązującego, żeby rozluźnić atmosferę. Coś absolutnie nieistotnego, neutralnego i w żaden sposób nie związanego z ich obecnymi problemami. Trudno było wymyślić coś takiego na poczekaniu, ale spróbowała. 

- Ten kumpel, któremu odciąłeś mieczem dwa palce, bardzo się na ciebie wkurzył? - spytała. 

Gareth nawet nie wyglądał na zaskoczonego podjętym tematem. 

- Niespecjalnie. Gorzej z moją matką. W końcu byłem jeszcze wtedy w liceum. A o matce kumpla to już nie wspomnę. Stwierdziła, że chyba musiałem upaść na głowę jako dziecko, bo zachowuję się jak upośledzony. Do dzisiaj to pamiętam. 

Rozmowa urwała się, a Joanna popadła w głęboką zadumę. 

- Hej, co ci? Dostałaś udaru? - Gareth wyrwał ją z transu. 

Kobieta spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby nagle uświadomiła sobie coś bardzo ważnego. 

- Chyba mam pomysł – powiedziała i weszła na pokład. 

Gdy znalazła się przy konsoli, przyłożyła dłoń do obudowy, a ta otworzyła się, pozwalając na wgląd do mechanizmów znajdujących się wewnątrz. 

- Nie mogę rozwiązać problemu, bo gdy włączam diagnostykę, wyświetla mi niezrozumiałe symbole. Dlatego muszę ten komputer ogłupić, żeby przemówił trochę bardziej podstawowym językiem. - Z tymi słowy Joanna wyjęła jedną z przeźroczystych płytek, która najwyraźniej stanowiła część składową inteligencji komputera, i bezceremonialnie rzuciła ją na podłogę. 

Major obserwował cały proces z rozdziawionymi ustami, gdyż nie spodziewał się podjęcia aż tak drastycznych kroków. Patrzył, jak Joanna na nowo uruchamia diagnostykę i krzywi się na widok tych samych symboli, co poprzednio. To jej jednak nie zniechęciło. Wyjęła kolejną płytkę i w podobny sposób rzuciła na podłogę. Gareth był w szoku. Zastanawiał się, czy kobieta przypadkiem nie zwariowała i czy jej nie powstrzymać, bo ewidentnie niszczyła statek, ale szok nie pozwalał mu na reakcję. Joanna ponownie włączyła diagnostykę i tym razem wyświetliło się coś innego, symbol, który Gareth skądś kojarzył, ale nie był pewien skąd. Chyba z lekcji chemii. Wpatrywał się przez chwilę w hologram, aż na miejsce przybyli Chen i Hilda. 

- Powiedz mi, co to jest - zwróciła się Joanna do geologa i wskazała na symbol. 

- To jest atom węgla – odparł Chen, zarówno ze spokojem, jak i lekkim zmieszaniem. 

- Dokładnie – powiedziała Joanna z szerokim uśmiechem. - Zagadka rozwiązana. Potrzebujemy węgla, żeby odbudować agregator energii. 

- Jak to... Tak po prostu? - wydukał Gareth. 

- Tak po prostu – odparła kobieta z zadowoleniem. 

- Skąd weźmiemy węgiel? Będziemy musieli przekopać całą okolicę – zauważyła Hilda. 

- Nic nie musimy kopać – zauważył Chen i również popadł w stan wzrastającej radości. 

Wypadł na zewnątrz, podbiegł do miejsca po ognisku i zaczął w nim grzebać. Z triumfem wyjął z niego kawałek zwęglonego drewna. Wtedy nawet Gareth pojął, o co chodzi. 

- Rozpalić duże ognisko. Migiem! - rozkazał. 

Mimo upału wszyscy uwijali się jak pszczoły. Myśl, jak niewiele dzieli ich od powrotu do domu, dodawała rozbitkom sił. Jeszcze nigdy nie czuli się tak zmotywowani do działania. Wiedzieli, że jeśli się postarają, następną noc spędzą w wygodnych łóżkach w bazie. Aż w głowie się nie mieściło, że rozwiązanie problemu okazało się tak proste. Joanna najzwyczajniej w świecie wsypała zwęglone drewno do specjalnego pojemnika w agregatorze energii i czekała na rezultaty. Po kilku godzinach wskaźniki mocy pokazywały już siedemdziesiąt procent. Uruchomiły się podzespoły, które przez kilka tygodni były całkowicie niefunkcjonalne. Radość podróżników nie znała granic. 

- Słuchajcie – przemówiła Joanna - Wrócimy na wstecznym, a to oznacza, że musimy odwiedzić niesławny układ. Pozostałości po supernowej wciąż mogą dawać się we znaki, więc potrzebujemy ful mocy. Polecimy w stronę gazowego giganta i podładujemy statek silnym polem magnetycznym. Jak dostaniemy kopa, to włączamy osłony na maksa i spadamy stąd. - Po tych słowach wszyscy przybili sobie piątkę. 

Badaczy ogarnęła euforia, gdy udało się uruchomić silniki statku, a gdy wzbili się w przestworza, poczuli się wreszcie wolni. To było jak ucieczka z więzienia. Z wielkiego, gorącego więzienia. Przed sobą widzieli szaro-pomarańczową tarczę gazowego giganta i choć była to obca i nieprzyjazna planeta, widok ten działał na nich kojąco. 

- Dobra, osłony na maksa, zasuwamy okiennice – oznajmiła Joanna. 

- To mój tekst – rzucił Gareth. 

Szybę zakryła przesłona, a major szybko wybrał współrzędne poprzedniego przystanku i wprowadził statek w tunel międzywymiarowy. Gdy tylko znaleźli się po drugiej stronie, wybrał kolejne współrzędne i tym razem statek pognał prosto w kierunku Ziemi. Po zakończonym skoku nastała chwila prawdy. Major rozsunął przesłonę, a na tle czerni kosmosu badacze mogli zobaczyć błękitną tarczę ich ojczystej planety. To wystarczyło, by wszyscy, łącznie z dowódcą, podskoczyli z radości. Na okrzykach się nie skończyło. Przyjaciele, bo tak już mogli o sobie mówić, rzucili się sobie w ramiona, ściskając każdego po kolei. Teraz już tylko pozostawało skontaktować się z bazą i wylądować, więc Gareth otworzył kanał radiowy. 

- Huston, wracamy do domu – powiedział z dowcipem, wyobrażając sobie radość tych „na dole”. 

 

A na deser fanart autorstwa Hiena 

Obrazek 

 

----- 

 

Rozdział IV: viewtopic.php?f=122&t=8221

Obrazek

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości