Terytorium. Rozdział 1a

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Ścibor
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 14
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium. Rozdział 1a

Post#1 » 23 paź 2019, o 22:14

Poniżej edytowana wersja poprzednio zamieszczonego fragmentu. Mam świadomość, że nie pozbyłem się wszystkich błędów i czegoś jeszcze brakuje, ale mam nadzieję, że ruszyłem w dobrym kierunku, ponieważ wziąłem pod uwagę wszystkie sugestie. W pozostałych fragmentach mam nadzieję zamieścić trochę więcej opisu jak wyglądają bohaterowie, chyba że zasugerujecie inaczej. 

 

Wieczorem siódemka wędrowców dotarła do szerokiej półki skalnej. W tyle pozostał tylko Wojsław – zwiadowca, który to na zmianę ze swym młodszym bratem Sławojem, miał za zadanie sprawdzać czy nikt nie podąża ich śladem, ponieważ Sulimir – dowódca tej wyprawy – podejrzewał, że nie byli sami w tym gęstym, starym borze. Postanowił wykorzystać swych dwóch najlepszych tropicieli, by w porę zawiadomili resztę drużyny o ewentualnym niebezpieczeństwie. Synowie, słynnego na całą Carię myśliwego – Borzywoja, nadawali się do tej roli jak nikt inny. Odziedziczyli po ojcu najlepsze cechy: odwagę, opanowanie, siłę charakteru, niezłomność, upór oraz liczne talenty pozwalające im szybko wyćwiczyć się w zręcznym posługiwaniu wszelką bronią, czy przeciwnie – jak uniknąć walki i pozostać niezauważonymi, gdy tylko tego pragnęli. Po puszczy potrafili poruszać się zwinnie i cicho niczym rysze, a każdy w królestwie Carii słyszał opowieści o tym najniebezpieczniejszym drapieżcy i władcy wśród leśnych zwierząt. Stworzenia te, wyglądem przypominające nieco koty z wiejskich zagród, były jednak od nich kilkukrotnie większe, sięgając dorosłemu człowiekowi nawet powyżej pasa. Te istoty – przez strachliwych ludzi, zwane często bestiami – pokryte były długą, szaro-brązową sierścią, nakrapianą ciemniejszymi plamkami. Pozwalało im to z łatwością wtapiać się w otoczenie. Tak zakamuflowany łowca siał postrach w leśnych ostępach. Do swych niczego nie świadomych ofiar, podkradał się powoli, a swe potężne łapy, wyposażone w pazury, stawiał bezszelestnie, by w odpowiedniej chwili, atakując z niezwykłą szybkością, nie dać im najmniejszych szans na ucieczkę. Jego główny oręż na polowaniu, stanowiły przede wszystkim ostre kły, z których te dwa największe, zawsze wystawały z górnej szczęki po przeciwnych stronach pyska i budziły tym większą grozę u ofiary, która miała nieszczęście natknąć się na rysza na swej drodze. Ludzi, którzy przeżyliby takie spotkanie, wcale nie było wielu, a jednym z nich był właśnie Wojsław, o czym do końca jego dni, przypominać mu miała długa, potrójna, głęboka szrama, sięgającą od zakola, aż po żuchwę, szpecąc okrutnie tym samym jego prawy profil. 

Skalna półka, do której doszli pozostali członkowie drużyny, stanowiła niejako przedłużenie góry – jakby owa wyciągała swój długi, szary język ku innym otaczającym ją szczytom. Dalej znajdowała się tylko pionowa, około pięćdziesięciometrowa, granitowa ściana, a u jej podstawy spore rumowisko większych i mniejszych granitowych głazów. Na zwalisku droga zdawała się kończyć. 

– Musieliśmy zejść w którymś miejscu ze szlaku. – Orzekł Sulimir, gładząc się po brodzie. – Tutaj chwilę odpoczniemy. Przygotujcie strawę, a ja się tu trochę rozejrzę, to dość niezwykłe miejsce. 

– Ciekawe ile czasu zmarnowaliśmy od momentu zejścia z właściwej ścieżki. To stara trasa i nikt tędy raczej nie przechodził od bardzo dawna. – Zmartwił się Jagier, spoglądając z ukosa na wyższego o głowę od siebie Odolana. 

– Nie przechodził, lub nie chciał, abyśmy znaleźli jego ślady. – wtrącił bystrooki Ścibor. 

Sulimir skinął głową na potwierdzenie tych słów, po czym oddalił się w kierunku rumowiska, omijając po drodze, rozkładających się po rozgrzanych skałach i narzekających na trudy wspinaczki, nierozłącznych: Mściwoja, Jaromira i Jagra, który już zdążył do nich dołączyć. Chciał zbadać w ciszy to ciekawe, bądź co bądź miejsce, które nieoczekiwanie stało się pułapką dla całej wyprawy, więc oddalił się od tej głośnej gromadki ku przeciwnej krawędzi półki, by stąd rzucić okiem na zagradzającą im drogę przeszkodę. Górskie zbocze, do którego dotarli, było niemal tak gładkie jak tafla lodu i nie nosiło śladów po oderwaniu jakichkolwiek odłamków, a na to z kolei wskazywało zwalisko u jego podnóża. Sulimir uważał również, że gdyby skały stoczyły się z wyższej, niewidocznej w tego miejsca, części stoku, nie ułożyłyby się tak blisko ściany, nie licząc kilku większych kamieni rozrzuconych bezładnie. Bloki te, według starca, tocząc się po zboczu spadałyby z tej wysokości nieregularnie, być może odłamując kawałki półki, która jednak nie wyglądała na naruszoną i nie nosiła śladów uderzeń. Zbliżywszy się do podstawy zbocza, tam gdzie również zaczynało się zwalisko, zagarnął ręką nieposłuszne długie, siwe już od dawna włosy i powiedział cicho do leżących głazów: 

– Myślę, że ktoś pomógł wam tu upaść. Czy się mylę? – zapytał. 

W odpowiedzi, za plecami starca rozległy się kroki. To zbliżał się jego dobry przyjaciel – Odolan. Rozglądając się po okolicy podszedł do Sulimira, który był dowódcą wyprawy i zagadnął go: 

– Proponuję zejść na noc tak nisko jak to możliwe. Ogień na tej wysokości może ściągnąć na nas niepotrzebną uwagę. – Rozejrzawszy się wokół siebie, powrócił wzrokiem na swego druha i postanowił zapytać – Coś zwróciło twoją uwagę?  

– Spodziewam się, że już zostaliśmy zauważeni. – Odparł dumając o czymś Sulimir, zasadniczo nie odpowiadając na pytanie Odolana. Na jego twarzy jednak, powoli pojawiał się wyraz świadczący o rozwikłaniu jakiegoś trapiącego go problemu. Chwilę jeszcze kontemplował swe odkrycie, po czym zaproponował – podejdźmy do tamtych kamieni i usiądźmy na chwilę.  

Pogoda tego wieczoru była zaskakująco dobra jak na tę porę roku. Jesienią na postrzępione górskie zbocza napierał silny, suchy i ciepły wiatr, który tak bardzo dokuczał im podczas podejścia jeszcze tego ranka. Teraz zupełnie ucichł. Słońce również już tak mocno nie prażyło, obniżywszy swój bieg, przebarwiając niebo i chmury ku coraz to czerwieńszym barwom – jutro zapowiadało się na kolejny, wietrzny dzień. Przyjaciele zasiedli na sporych rozmiarów głazach, porośniętych zielonkawo-niebieskimi porostami. Odolan poczuł na odsłoniętym karku delikatny ruch powietrza, ale coś się nie zgadzało – powiew miał niewłaściwe źródło, jakby od centrum rumowiska, z jedynej strony z której pojawić się nie powinien. Błysk zrozumienia pojawił się na jego twarzy. Spojrzał na na gładką ścianę skalną, podążył swym wzrokiem na półkę, leżące na niej głazy i twarz Sulimira, który delikatnie się uśmiechnął z satysfakcją, widząc, że jego towarzysz również dostrzegł to co on. Chwilę później zerwał się wiatr od dolin. 

– Ktoś nie chciał, by ktokolwiek znalazł tę drogę. – Zaczął ponownie Odolan. – Domyślasz się może kto i dlaczego? 

– Jeszcze nie, ale jestem pewien, że za tym rumowiskiem znajdziemy kilka wskazówek. 

– Pewnie tak, ale odgruzowanie przejścia zajmie nam sporo czasu. Nie wiemy też w jakim stanie jest korytarz. Nie wiemy nawet, czy będzie możliwe przejście nim dalej, a musimy opuścić góry przed porą mrozów. – Zwrócił uwagę na kolejne przeszkody Odolan, a starzec przez chwilę milczał. 

– Dziś faktycznie zejdziemy niżej do strumienia w miejsce bardziej osłonięte od wiatru. Tam zastanowimy się jak pokonać tę przeszkodę. – W końcu odparł Sulimir. – Zachodzę w głowę jak zdołano umieścić tu te głazy i czy potomkowie osób za to odpowiedzialnych jeszcze się tu gdzieś kryją. Prawdopodobnie znają intencję tych działań. 

– Od tego momentu musiały upłynąć co najmniej dziesiątki jak nie setki lat. – Zauważył Odolan spoglądając na głazy pokryte zielonkawymi grzybami i porostami charakterystycznymi dla tutejszych skał. 

– Setki lub nawet tysiące, sądząc po stanie ścieżki którą tu dotarliśmy. 

– Ale... - Zaczął niepewnie Odolan. Spojrzał na bardziej doświadczonego druha, który gestem dłoni zachęcił go by kontynuował. – To by oznaczało, że są to relikty z początku naszej ery. Wiatr, deszcz, słońce,mróz, osuwiska ziemi i skał zniszczyły zupełnie tę drogę, ukrywając wszelkie dowody działalności człowieka tutaj, ale – ciągnął dalej – ten szlak przypomina gościniec, po którym kiedyś mogły może nawet jeździć wozy. Podsumowując, wygląda to na pozostałości po starym, raczej dość ważnym trakcie łączącym jakieś ważne punkty na mapie. Tylko że, o ile mi wiadomo, o istnieniu tutaj jakiejkolwiek cywilizacji nie ma najmniejszej wzmianki w Kronikach. 

– Myślę, że właściwie interpretujesz ślady. – Pochwalił go Sulimir. – Teraz naszym problemem jest przejście jak najszybciej dalej, bo to, że nie zabłądziliśmy już wiemy. – To powiedziawszy wstał i udał się powoli w stronę drzemiących na skalnym stole towarzyszy. 

Przy zwalisku pozostał jeszcze Odolan. Siedząc podparł pokryty gęstym zarostem podbródek prawą ręką, rozmyślał o tym niezwykłym miejscu w którym się znaleźli oraz o drodze, którą tu razem przebyli. Wyruszyli z Bremna miesiąc temu wspólnie z Sulimirem i braćmi Borzywojcami. W Karczmie pod Kozłem mieli spotkać się z podwalańskim pustelnikiem, przez miejscowych zwanym - Szalonym Ściborem, który miał im tylko udzielić wskazówek jak odnaleźć ten szlak, a okazało się, iż postanowił przyłączyć się do ekspedycji. Tam też niespodziewanie ich kompania powiększyła się o trzech starych znajomych Odolana: potężnej postury Mściwoja, niezrównanego łucznika Jaromira i szybkiego Jagra - mózgu całej trójki. Jak zwykle wplątali się w jakąś awanturę i uciekając wpadli na nich w gospodzie. Pomogli umknąć im przed pościgiem, a tamci zainteresowali się wyprawą i postanowili dołączyć do ekspedycji. Wspólnie planowali dokonać rzeczy do tej pory uznawanej za niemożliwą – przejść przez pasmo Wielkich Gór Antów, poza terytorium księstwa Carii, położonego w całości na Półwyspie Dadaryjskim i kilku znanych wyspach uzależnionych od władz na kontynencie, połączonych z nim podczas wielkich pływów wód raz w roku wąską mielizną. Nikomu dotąd nie udało się opuścić znanego od tysiąca lat akwenu, by odkryć co jest dalej i powrócić z wieściami. Nikt nie zdołał przejść również przez góry na wschodnią stronę. Zima w w nich była zwykle sroga. Śmiałkowie, którzy zbyt późno podjęli decyzję o odwrocie, na zawsze pozostawali wśród tych niezdobytych grani zamrożeni w bryły lodu lub rozszarpani przez dzikie zwierzęta, dlatego też teraz rad był, iż szli w większej grupie, w eskorcie kilku sprawnych wojowników.  

O istnieniu w tym miejscu jakiegokolwiek osadnictwa też Odolan nie pamiętał żadnych wzmianek, a do wniesienia tu głazów tej wielkości, według niego, musiano używać dźwigni i zaawansowanych urządzeń wskazujących na dość rozwiniętą społeczność, o której przedwieczni kronikarze musieliby przecież słyszeć. Nurtowało go więc pytanie: kto i jak zatarasował drogę, która kiedyś pełniła najwyraźniej dość ważną rolę komunikacyjną. Zrobił to sam? Czy przy wykorzystaniu machin, niewolników, a może stworów z bajek, które opowiadała mu jego mama przed snem. Sulimir twierdził, że te istoty kiedyś naprawdę istniały. Nie ważne. Musieli jak najszybciej wymyślić jak udrożnić korytarz, by wejść do środka, no i przejść na drugą stronę przed nadejściem pierwszych śniegów. Pogoda w górach od zawsze byłą nieprzewidywalna, a ciepła pora już dobiegała końca. Okolica pozostawała dotychczas całkowicie bezludna, a do najbliższej wioski mieli około dziesięciu dni marszu. Wyruszenie więc po pomoc w oczyszczeniu przejścia i powrót z robotnikami zajmie przynajmniej 20 dni, do tego kilka dni prac. Według jego obliczeń na opuszczenie niebezpiecznej strefy nie mieli więcej niż kilkanaście dni. Później odwrót byłby już niemożliwy. Nawet, jeśli udałoby im się jakimś cudem przejść, nie wiedzieli czego spodziewać się po drugiej stronie. 

Z tymi rozterkami w głowie Odolan powstał i skierował swe kroki ku druhom. Zastał tam gotowych do zejścia Sławoja i Ścibora oraz Mściwoja, Jagra i Jaromira pakujących już bagaże do wymarszu. Ci ostatni rozmawiali między sobą o powrocie do Carii następnego dnia. Co prawda wyprawa nie zgubiła drogi – ale to oznaczało, że właściwa droga była niemożliwa do pokonania. Przezwyciężenie przeszkód wydawało się im niemożliwe podczas tej wyprawy, o ile w ogóle udałoby się usunąć głazy tej wielkości. Ominął ich bez słowa, nie mógł od nich wymagać by pozostali ryzykując zamarznięciem wraz z nadejściem zimy. Swe kroki skierował ku swym tobołom, by przygotować się do zejścia na nocleg w niższe partie gór. Na przeciw wyszedł mu Sulimir. Z uśmiechem położył prawą, zgrabiałą już dłoń na ramieniu zrezygnowanego Odolana. 

– Być może uda się coś zaradzić naszym zmartwieniom. – Zwrócił się głośno do wszystkich starzec, skrywając najwyraźniej jakiegoś asa w swym dziurawym rękawie. – Dajcie mi dwa dni na dopracowanie dalszego planu. 

– Jak dwa dni? Przecież dzieli nas 2 tygodnie wędrówki po tych cholernych wydupczyskach, żeby dojść do śmierdzących zagród ostatnich wieśniaków jakich spotkaliśmy. – zapytał zirytowany Jaromir 

– Sławoju – odnajdziesz brata i przyprowadzicie nam nasz ogon? – skierował swe słowa do równie wysokiego co on tropiciela po swojej prawej. 

– Oczywiście – odparł, zadowolony, że będzie mógł się w końcu przydać, po czym założył na głowę kaptur jego niegdyś karmazynowej, długiej peleryny i z mieczem schowanym w przytwierdzonej do pasa pochwie, długim łukiem oraz nożem myśliwskim zamocowanym na pasku trzymającym kołczan z kompletem strzał na plecach, zniknął szybko za skałą podążając drogą, którą tu przyszli. 

– Co? Ktoś nas śledził? – zapytał zaskoczony i zawstydzony Jaromir, kierując swój nerwowy wzrok na Odolana. 

– Zauważyłem zaraz po wyjściu z wioski, że podąża za nami jeden chłopak – odrzekł. 

– Zgadza się – przytaknął Sulimir – ale sądzę, że nie tylko on. 

– Nie możliwe, to ilu tych wieśniaków waszym zdaniem nas nas goni?– oponował Jaromir kręcąc łysą głową z niedowierzaniem. 

– To raczej nie zagrodnicy ze wsi. Mówiłem, że te lasy i góry mają swoje oczy i uszy. – poparł starca również już niemłody (o czym świadczyła szpakowata czupryna i zmarszczki) Ścibor.  

– Ależ powiało grozą. – Ironicznie powiedział Jaromir nie ustępując. – Chyba za długo na słońcu przebywaliście i macie jakieś zwidy. 

– Tak czy tak, wobec braku możliwości dalszej podróży dziś, musimy na noc schronić się w bardziej zacisznym miejscu. – Puścił uwagę Jaromira mimo uszu Odolan. – Dopóki nie przebijemy się przez rumowisko lub nie znajdziemy innej drogi proponuję zejść do strumienia i tam rozbić obóz pod osłoną kosodrzewiny na dwa kolejne dni, tak jak sugeruje Sulimir. Będziemy pełnić warty, skoro ktoś nas obserwuje. Nie wiemy, czy na tym się skończy. – Zdecydował. 

– Wiedziałem, że ta wyprawa to zły pomysł. A mogłem sobie zostać na dole i gnić spokojnie w cywilizowanym lochu. Co mnie podkusiło, żeby szukać śmierci na zadupiach. – Skarżył się Mściwój. Nikt na niego nie zwracał jednak uwagi i wszyscy zaczęli się kierować ku zejściu kilkaset metrów w dół do potoku, który minęli po drodze dzisiejszego popołudnia. Tylko uśmiechnięty Jagier klepnął go po ogromnych plecach żartując: 

– Przecież nie pójdziemy teraz chłopie w dół sami, kiedy poluje na nas jakieś leśno-skalne licho. No i w końcu zapowiada się, że coś się będzie działo na tej nudnej wyprawie. Trzeba przyjacielu zaostrzyć topór. Wskazał palcem na potężny oręż Mściwoja, który nosił na plecach zamocowany rzemieniami do paska niczym kołczan. 

– A Sławoj i Wojsław? – Zauważył Jaromir. –Będą wiedzieli gdzie nas szukać? 

– Bez obaw. My akurat zostawiamy po sobie sporo śladów. – wtrącił się z wyrzutem, do rozmowy Ścibor i wskazał trzem wojom drogę do strumienia, gdzie mieli spędzić następne dwa dni.

Alea iacta est

Tagi:

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5909
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium

Post#2 » 24 paź 2019, o 10:43

Tutaj droga zdawała się kończyć, ponieważ dalej znajdowała się tylko pionowa około 50- metrowa ściana 

Liczebniki zazwyczaj zapisujemy słownie (wyjątkiem bardzo duże liczby). 

"pięćdziesięciometrowa" po prostu. 

 

– Musieliśmy zejść w którymś miejscu ze szlaku. – zastanowił się starzec – Tutaj chwilę odpoczniemy. Przygotujcie strawę, a ja się tu trochę rozejrzę, to dość niezwykłe miejsce. – rzekł Wisemir gładząc się po brodzie. 

Zapis dialogu kuleje mocno. Polecam poradnik, który mam podlinkowany w stopce. 

Powinno być: 

– Musieliśmy zejść w którymś miejscu ze szlaku. – Zastanowił się starzec. – Tutaj chwilę odpoczniemy. Przygotujcie strawę, a ja się tu trochę rozejrzę, to dość niezwykłe miejsce – rzekł Wisemir, gładząc się po brodzie.
 

 

– Nie przechodził, lub nie chciał abyśmy znaleźli jego ślady. – zauważył Jagier 

Zbędny przecinek po "przechodził", brakuje po "chciał", zbędna kropka po "ślady", a na końcu brakuje kropki na końcu zdania. 

 

Górska ściana była niemal gładka, bez śladów po oderwaniu jakichkolwiek elementów góry, na co z kolei wskazywało rumowisko. Gdyby skały zleciały z wyższej, niewidocznej w tego miejsca części góry raczej nie ułożyłyby się tak blisko ściany nie licząc kilku głazów rozrzuconych bezładnie na całej półce. Te tocząc się po zboczu spadałyby nieregularnie być może odłamując kawałki półki. Ta jednak nie wyglądała na naruszoną, nie nosiła śladów upadku skał z dużej wysokości, które musiałyby bez wątpienia zostawić tak duże głazy uderzając w nią i tocząc się dalej po tym górskim stole. 

Dużo powtórzeń. Zaznaczyłam przykładowe. Ogółem robisz ich dużo, musisz mieć to na uwadze i przyglądać się każdemu akapitowi, gdy już tekst napiszesz i zaczniesz go poprawiać. 

 

Coś zwróciło Twoją uwagę? 

To nie list, zaimki zapisujemy małą literą ;) 

 

Nawet, jeśli uda im się jakimś cudem przejść, nie wiedzą czego spodziewać się po drugiej stronie. 

Nie mieszaj czasów. Na początku może ci się wydawać to nienaturalne, ale w takim przypadku powinieneś napisać po prostu: Nawet jeśli udałoby im się jakimś cudem przejść, nie wiedzieli, czego spodziewać się po drugiej stronie. 

 

Ludzie (bądź... jakieś inne... istoty w co Andragir nie bardzo jednak wierzył), którzy zatarasowali  

Takie wtrącenia lepiej dawać pomiędzy myślniki. "Ludzie - bądź jakieś inne... istoty, w co Andragir nie bardzo jednak wierzył - którzy zatarasowali". 

Unikaj też wielokropków. 

 

– A Silven z Katsinem? – zauważył Jaromir? 

Kogo pyta narrator? :D 

 

Szczerze powiedziawszy masz ogromny problem z interpunkcją i zapisem dialogów - gdybym wypisywała każdy problem, komentarz byłby kilkukrotnie dłuższy niż tekst, a nie o to chodzi. Dodatkowo dużo niezgrabności, kwadratowych zdań, miejsc, gdzie przydałoby się dużo dopowiedzieć, by tekst miał treść i "barwy". Warsztat rzeczywiście nie najlepszy, ale wiesz co? Od czegoś zacząć trzeba. Jak na początki, nie jest źle. Tylko dąż do tego, by było dużo, dużo lepiej.  

W pierwszej kolejności zacznij od podstaw - błędy w zapisie i powtórzenia. Czytamy (i jemy) oczami, więc to, jak tekst się prezentuje pod kątem poprawności i zapisu, ma wielkie znaczenie. Gdy tekst jest z grubsza poprawnie napisany, można skupiać się na innych problemach.  

Gdy już nad tym zapanujesz, przydałoby się zmienić sposób opisywania. Pomyśl o sobie jak o gawędziarzu - to ty snujesz opowieść, my ją tylko wysłuchujemy. Twoja opowieść nie powinna być tylko na warstwie podstawowej, czyli co kto zrobił. To wszystko, co się z tym wiąże - całe otoczenie, kontekst, tło, postaci, ich historia etc. etc. To wszystko ubarwia tekst. My nie widzimy i nie wiemy tego, co autor ma w głowie. Musi nam to wszystko opisać. A jeżeli to robi - show, don't tell. I zastanów się nad tym, w jaki sposób rozmawiają twoje postaci - bo każda z nich ma ten sam sposób wypowiedzi (może poza Jaromirem i Ściborem, którzy mówią mniej sztywnym językiem niż reszta i tym się wyróżniają). To parę rzeczy na start.  

 

Wiem, że to wyrwany z kontekstu fragment, ale mam wrażenie, że bohaterowie wysypują ci się jak klauni z samochodziku. Jeden, drugi, trzeci, czwarty... szósty? Może jest ich więcej? Pogubiłam się po początkowym fragmencie, który mi - jako czytelnikowi - zasugerował, że jest ich trójka: Wesemir, Jagier i Ścibór, bo tylko oni uczestniczą w pierwszej rozmowie, a inni towarzysze są niewymienieni. Potem nagle pojawia się Andragir, potem Jaromir, potem Silven (i jego brat? Bo chyba nie jest nim Jaromir) i Katsin. Masz siedmiu bohaterów, a właściwie nie poświęcasz miejsca, by ich nawet wprowadzić do tekstu. A wystarczyłaby choćby wzmianka, że było ich siedmiu, Wisemir obserwował zbocze, Andragir mu towarzyszył, a bohater X i Y robili coś innego, może rozbijali obóz, może odpoczywali, może szukali czegoś w bagażach. My tego nie wiemy. Poza tym twoje postaci to ludzie - a przynajmniej powinny nimi być. Nadaj im cechy, pokaż, kim są, niech będą czymś więcej niż imieniem i może jedną krótką wzmianką o wyglądzie. 

 

Imiona to druga sprawa. Jeżeli to nie jest pastisz, a wątpię, to trudno wybronić się z nazwania swoich postaci imionami, które kojarzą się ściśle z innymi - Wesemir z wiedźminowskim Vesemirem (twoja wersja to właściwie przecież zapis fonetyczny), podobnie z Jagierem, który brzmi prawie jak Jaskier. Andragir już prędzej "przejdzie", kojarzy się tolkienowsko, ale mi z żadnym konkretnym imieniem. Wiem, że nie jest łatwo wymyślić imię postaci, ale lepiej unikać jakichkolwiek skojarzeń. 

Istotne pytanie - łaściwie dlaczego imiona twoich postaci są tak porozrzucane i kojarzące się z różnymi kulturami? Masz Wesemira, którego można powiązać słowiańsko tak samo, jak Vesemira (Sapkowski inspirował się imieniem Wyszomir), masz ewidentnie słowiańskich Jaromira i Ścibora, Jagiera, który również się tak kojarzy, czyli cztery imiona są raczej konsekwentnie. Potem masz Andragira, który pachnie typowo elfickim imieniem, i Silvena brzmiącego nordycko oraz Katsina, który nie wiem, z czym mi się kojarzy poza nigeryjskim miastem Katsina. Może twoje postaci są różnego pochodzenia, ale my o tym nie wiemy. Może zdradzasz to wcześniej - i wtedy ta gdybologia nie ma znaczenia - ale jeżeli nie, zastanów się nad tym. 

 

Pomysł - właściwie trudno mi się wypowiedzieć, bo wygląda jak fragment klasycznego fantasy o podróży drużyny do jakiegoś celu, artefaktu czy czegoś innego, i nim pewnie jest, ale mało tu treści i mało pokazuje, więc kto wie, co jest przed, a co po. Kojarzy mi bardzo z typową wędrówką lotr-owską, a było wielu, którzy po Tolkienie inspirowali się i tworzyli teksty dużo od Władcy biorące. Ale skoro zaczynasz pisać, pisz. Nie nastawiaj się na tworzenie opus magnum, traktuj to jako naukę pisania. 

 

Sporo do poprawy, ale pisanie to proces, nie da się tworzyć od razu arcydzieł. Wszystkiego trzeba się nauczyć.

Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany! 

 

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Ścibor
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 14
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium

Post#3 » 24 paź 2019, o 11:18

Dziękuję za cenne uwagi i pomocne wskazówki.  

Co do imion to nawet nie byłem świadomy, że Wisemir i Jagier tak się kojarzą z bohaterami Sapkowskiego. Wisemira zmienię na pewno. 

Pozostałych właśnie miałem bronić w innych fragmentach, ale zastanowię się czy aby nie ujednolicić tej kwestii.  

 

No i fakt, przystąpiłem się do utworu znacznej wielkości, a być może faktycznie lepiej na początek napisać jakąś krótszą formę literacką.  

Postaram się poprawić błędy również w ogólnym warsztacie pisarskim. 

 

Jak chodzi o wątek wędrówki to dobrze myślisz. Ogółem ta wyprawa miała być ekspedycją poszukiwawczo ratunkową, z tym, że Wisemir to postać tajemnicza, bardziej podobna do Gandalfa niż Vesemira.  

Aby zrozumieć świat przedstawiony i bohaterów należałoby zamieścić przynajmniej 20 stron - A miałem zamiar zaskakiwać czytelnika co jakiś czas w tekście.  

Kolejny tekst który, wrzucę mam nadzieję doprowadzić do lepszego stanu.  

Ten oczywiście poprawię.  

Piszę z telefonu. Przepraszam za błędy

Alea iacta est

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5909
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium

Post#4 » 24 paź 2019, o 12:01

Nie ma za co. 

Wiesz, ten fragment kojarzy się bardzo tolkienowsko, Wesemir-Gandalf to jedno, Andragir-Legolas drugie. Pewnie jest więcej analogii, ale te rzuciły się w oczy. Czy to źle? Trochę tak, inspiracje inspiracjami, ale takie "odwołania" do klasyki są trochę kiepsko widziane. Wiadomo, nie jest łatwo, bo gdy czyta się coś, co tak strasznie się podoba, chce się te elementy przemycić do własnych tekstów, ale przyszłość spróbuj wyjść poza takie schematy. Jeżeli już jesteś świadomy, że masz ten problem (każdy to przechodzi, to na pewno), łatwiej będzie ci coś z tym zrobić.  

 

Faktycznie pisz krótkie formy. Długich nie musisz rzucać, ale dużo łatwiej uczyć się pisania na krótkich, zamkniętych całościach. Ale tak naprawdę po prostu pisz ;) Nawet dla samej przyjemności. Warsztat się wyrabia z czasem.

Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany! 

 

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Ścibor
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 14
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium

Post#5 » 24 paź 2019, o 12:41

Obiecuję wziąć sobie poważnie do serca Twoje rady. 

Mam pytanko: poprawek należy dokonać na opublikowanym już tekście, czy w nowym temacie? Chciałbym wówczas również dołożyć dwa lub 3 inne fragmenty, byście mogli pełniej wypowiedzieć się co do oryginalności mojej wstępnej koncepcji, która mam odczucie, że nie jest czysto tolkienowska. Na pewno będę od tej konwencji starał się oddalać pöźniej, bądź wträcając nowe wątki. 

 

Nad tym pomysłem będę nadal pracował ale skupię się na krótszych formach by warsztat nie zrażał tak bardzo czytajacego.

Alea iacta est

Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5909
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium

Post#6 » 24 paź 2019, o 12:46

Ten edytuj i wstaw poprawioną wersję, a nowe fragmenty daj jako nowy temat. 

 

Nad tym pomysłem będę nadal pracował ale skupię się na krótszych formach by warsztat nie zrażał tak bardzo czytajacego. 

Pewnie, to bardzo dobry plan.
Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany! 

 

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Awatar użytkownika
xeno
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 122
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium

Post#7 » 24 paź 2019, o 23:45

Wiem że krótko ale cusz. Jak na moje, to brakuje to życia. Trudno jest tak zapamiętać imiona postaci jak się niczym nie wykazują te ciała/mózgi posiadające je. Nadaj swoim postacią barwy i smaku. Czytając obieżnie nie znalazłem żadnych wyróżniających ich cech... Naprawdę nic dodania nie mam poza - Nadaj swoim postacią barwy i smaku, uczyń je istotami żywymi a nie imionami dryfującymi w przestrzeni. 

 

Jeżeli nie wiesz jak to zrobić (a ja nie wiem czy mam prawo dawać rady, chociaż w sumie to głupio mieć taką niepewność na forum gdzie każdy daje rady każdemu...) to polecam napisać krótką historyjkę - ot, scenkę rodzajową z jednym z przedstawionych postaci. Gdzie on będzie sobie głównymi skrzypcami. Może w środowisku małym/zamkniętym będzie on w stanie otworzyć skrzydła i wzlecieć poza smutny cudzysłów! 

 

Tako rzekłem ja, Xeno. Cyah around! ^^


Ścibor
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 14
Zobacz teksty użytkownika:

Terytorium - wersja 1.1

Post#8 » 27 paź 2019, o 12:53

Dzięki za radę. W prowadzam ją sobie po trosze w życie.  

 

Teraz naniosłem kilka poprawek do obecnego tekstu. Mam nadzieję, że przynajmniej trochę lepiej się czyta. Proszę o sygnały czy idę w dobrym kierunku, czy nadal drepczę w miejscu. 

 

Pozdrawiam Was!

Alea iacta est

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości