Zachęcamy do czytania naszych poradników!

[Half Life] Wszystkie życia świata - rozdział IV

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika
Vampircia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 283
Zobacz teksty użytkownika:

[Half Life] Wszystkie życia świata - rozdział IV

Post#1 » 27 paź 2019, o 11:09

Rozdział I: viewtopic.php?f=122&t=8088 

Rozdział II: viewtopic.php?f=122&t=8093 

Rozdział III: viewtopic.php?f=122&t=8135 

 

----- 

 

Rozdział IV 

 

Z Cytadeli roztaczał się przepiękny widok na panoramę miasta. Do tego stopnia, że dało się na moment zapomnieć jaką wylęgarnią smutku i beznadziei się ono stało. Mira mimowolnie pogrążyła się w myślach, gdy przyglądała się zachodowi słońca. Chmury w odcieniach różu, fioletu i pomarańczu przypominały obraz lub pocztówkę. 

- Robi wrażenie, prawda? - Doktor Wallace Breen zwany również Administratorem wyrwał Mirę z zadumy. 

Kobieta momentalnie zreflektowała się i spojrzała z przestrachem na ziemskiego namiestnika Kombinatu, który z tajemniczym uśmiechem podrapał się po swojej siwej brodzie, po czym oparł łokciami o biurko. 

- Proszę się nie martwić. Nie wezwałem tu pani po to, żeby panią zrugać – powiedział ze spokojem, dając aspirującej do zrozumienia, że jej emocje są aż nazbyt widoczne. - Proszę usiąść. 

Wciąż z pewną dozą niepewności Mira zajęła miejsce naprzeciwko mężczyzny. Trzymanie emocji na wodzy przychodziło jej z trudem. W końcu rozmowa z Administratorem twarzą w twarz była nie lada wydarzeniem. 

- Wody? - zaproponował Breen, uśmiechając się, ale to wcale nie rozluźniło atmosfery. 

- Poproszę – wydukała Mira przez zaciśnięte gardło. - I przepraszam, że zawiedliśmy. 

Administrator napełnił szklankę ze spokojem. Nawet brew mu nie drgnęła. 

- No cóż, nikt nie spodziewał się, że jeden człowiek może narobić tylu szkód. Przykro mi z powodu poniesionych strat, tak na marginesie. Obawiam się jednak, że sytuacja jest nagląca i nie mamy czasu na żałobę. Zaprosiłem tu panią, bo od pewnego czasu śledzę pani karierę i... powiedzmy, że pokładam w pani pewne nadzieje. - Mężczyzna napił się wody i wlepił wzrok w szklankę. 

- Z kim tak właściwie mamy do czynienia? - spytała Mita, dając upust dociekliwości. 

- Och... to długa historia, ale postaram się ją skrócić. Gordon Freeman pracował w kompleksie Black Mesa pod moim kierownictwem, kiedy to wszystko się zaczęło. Śmiem twierdzić, że to on jest odpowiedzialny za incydent, który spowodował wyrwę w czasoprzestrzeni i... sprowadził tu te wszystkie istoty. To ja musiałem po nim sprzątać ten cały bałagan i wypracować rozejm z najeźdźcami. A teraz on chce mi to wszystko odebrać, zająć moje miejsce, wywrócić cały porządek do góry nogami. To niebezpieczny człowiek i nie cofnie się przed niczym. W następnej kolejności zaczną ginąć cywile. Jeśli go nie powstrzymamy, będziemy mieć tu krwawą wojnę. 

Mira słuchała wywodu Administratora ze sporym niepokojem, ale też z pewnym zmieszaniem i niedowierzaniem. Coś ewidentnie jej nie pasowało w tej historii i musiała to zakomunikować 

- Z całym szacunkiem, ale... to niemożliwe, żeby ten mężczyzna odpowiadał za burzę portali. To było dwadzieścia lat temu, a on nie wygląda na więcej niż trzydziestkę – zauważyła. 

Administrator westchnął, ale na szczęście nie wyglądał na zdenerwowanego. 

- Wiem, że to się może wydawać niemożliwe, ale tak samo niemożliwym kiedyś się wydawało, że istnieje inny wymiar obok naszego. Mogę panią zapewnić, że to ten sam człowiek, co dwadzieścia lat temu. Początkowo sam nie mogłem w to uwierzyć, ale fakty są niezaprzeczalne. Tak jakby te dwie ostatnie dekady w ogóle dla niego nie istniały. 

Tym razem to Mira westchnęła. Wypiła wodę duszkiem i odstawiła szklankę. 

- Co mam zrobić? - spytała już z pełną powagą i determinacją, spoglądając Administratorowi prosto w oczy. 

Breen wstał, podszedł do kobiety i skierował palec w stronę jej głowy. 

- Użyć tego – rzucił. - Już wcześniej pani pomysłowość przyniosła nam spory sukces. To jest ten czynnik ludzki, którego Kombinat nie rozumie i jak zwykle próbuje wszystko załatwić siłowo. A tutaj liczy się spryt i element zaskoczenia. Dlatego chcę, żeby to pani opracowała plan działania. Dostanie pani tyle wsparcia, ile będzie potrzebować. 

- Im mniej ludzi weźmie w tym udział, tym lepiej. Nie chcemy więcej ofiar. 

- W porządku, niech tak będzie. Zdam się pod tym względem na pani doświadczenie. - Breen z powrotem zasiadł za biurkiem. - Oczywiście jeśli wszystko zakończy się sukcesem, może pani liczyć na... ogromny awans. Do elity rzadko trafiają niezmodyfikowani, ale przy pani oddaniu sprawie, myślę, że Kombinat zrobi wyjątek. - Breen splótł palce i uśmiechnął się wymownie, jego zielone oczy skierowane prosto w bursztynowe tęczówki Miry. 

Dopiero teraz kobieta poczuła pełny przypływ adrenaliny. Obiecała sobie, że już nigdy więcej nie zawiedzie. 

 

 

21 kwietnia 2018 

 

Dworzec Miasta 17 przypominał miejsce, w którym dałoby się kręcić horrory, o ile istniałaby jeszcze kinematografia. Gdyby nie przebywający tu codziennie ludzie, można by odnieść wrażenie, że wszystko zostało opuszczone i zaniedbane lata temu. Mimo że Nina od dawna pracowała tutaj jako sprzątaczka, zastanawiała się czasem, czy jej praca w ogóle miała jakikolwiek sens, bo ściany codziennie pozostawały tak samo obdrapane i pożółkłe, co zawsze, a podłoga wyglądała, jakby ktoś regularnie puszczał na nią pawia. Generalnie kobieta nie lubiła tego miejsca, ale to samo mogła powiedzieć, o całym mieście, które w pewnym sensie stało się jej więzieniem. Co prawda ocalała z wojny siedmiogodzinnej, w przeciwieństwie do reszty rodziny, która za mury już nie została wpuszczona, ale to nie zmieniało faktu, że Nina czuła się jak zwierzę postawione przed wyborem: rozszarpanie przez wilki, albo życie w klatce. 

Właściwie czym był Kombinat i czego chciał? Kobieta nie wiedziała nawet jak ta rasa wygląda. Nikt nie wiedział, poza Administratorem, którego porośniętą siwą, przystrzyżoną brodą mordę musiała codziennie oglądać z zawieszonego na dworcu telebimu i wysłuchiwać jego żałosnych, propagandowych wywodów. Nienawidziła tego pierdolonego miasta, po prostu nienawidziła. Ale żeby przetrwać dawała się gnoić jak pozostali i to sprawiało, że zaczynała też nienawidzić samej siebie. Podziwiała tych odważnych, którzy gotowi byli postawić się władzy, z pełną świadomością, że może ich za to czekać coś gorszego niż śmierć. 

Protektorzy – to był kolejny temat rzeka. Pilnowali cię na każdym kroku, jak na jakimś więziennym deptaku. Skąd ich tylu brali? Kombinat musiał rozdawać te posady, jak ciepłe bułeczki i najwyraźniej chętnych nie brakowało. Nic tylko pozazdrościć. Życie musiało być dużo prostsze, kiedy nie miało się sumienia. Ale jedno Nina musiała przyznać, odpowiednie relacje z przedstawicielami władzy i jej przynosiły korzyści. Choć wiązało się to z pewnymi nieprzyjemnościami. 

Nina zauważyła, jak Borys skinął na nią głową. Umiała go już rozpoznawać, mimo że protektorzy publicznie nie odsłaniali twarzy, co miało rzecz jasna sens. Tożsamość tych, którzy służyli władzy, nie mogła zostać ujawniona, bo wtedy ludzie wiedzieliby, kogo się wystrzegać. Ale gdy żyłeś w błogiej nieświadomości, kto cię inwigiluje, musiałeś pilnować się absolutnie na każdym kroku. Bo nigdy nie wiedziałeś czyjego wzroku unikać. Po drugiej stronie mógł stać każdy, sąsiedzi, przyjaciele, a nawet twoja własna rodzina. 

Schowek na szczotki i środki czystości – to miejsce widziało już wiele i dużo jeszcze miało zobaczyć. Nina weszła do niego jako pierwsza i czekała. Borys musiał znaleźć dobry moment, w końcu nie mogli wzbudzać podejrzeń. Gdy protektor wreszcie pojawił się w środku, jak zwykle zdjął maskę, mimo że było to niezgodne z regulaminem. Może uważał się za przystojniaka i bardziej się tak podniecał, choć jego szeroko rozstawione oczy i krótki podbródek raczej nie wpisywały się w kanony piękna. Ale dla Niny nie miało to żadnego znaczenia, przyszła tu tylko załatwić biznes i reszta się nie liczyła. Patrzyła jak mężczyzna wyjmuje z licznych kieszeni pudełka z insuliną, które załatwiała dla swej byłej opiekunki. Nie rozumiała, czemu nie mogła ich normalnie kupić, czy dla Kombinatu to naprawdę stwarzało aż taki problem? Czerpali jakąś chorą przyjemność z gnębienia ludzi, ograniczając im dostęp do wszystkiego? 

- Coraz trudniej je zdobyć – stwierdził Borys, stawiając pudełka na półce z detergentami. 

- Tak jak wszystko – rzuciła oschle kobieta, chcąc już mieć cały proceder za sobą. 

Na całe szczęście Borys zwykle nie potrzebował dużo czasu, więc Nina do całej sprawy podchodziła już mechaniczne. Na kolana, zamknąć oczy, przez parę minut myśleć o czymś innym, a potem przepłukać usta i zapomnieć. Proste. Już nawet nie przeżywała rozterek pod kątem moralnym. Każdy się upadlał, wielu robiło dużo gorsze rzeczy, a prostytucja za przysłowiowy kawałek chleba kwitła. 

- Trudno zdobyć, więc należy się coś więcej w zamian – oznajmił beznamiętnie Borys, rozpinając spodnie. 

- Postaram się wspiąć na wyżyny mych skromnych umiejętności – odparła Nina z sarkazmem, ale gdy tylko podeszła krok w stronę mężczyzny, ten brutalnie chwycił ją za ramiona. 

Protektor przycisnął kobietę do skrawka gołej ściany i zaczął zdzierać z niej spodnie. 

- Zabieraj łapska, bucu – warknęła Nina, niezbyt głośno, by nikt ich nie usłyszał. 

Mężczyzna nie przestawał. Był silny, ale dziewczyna zaczęła się wyrywać, starając się za wszelką cenę nie dopuścić do tego, by napastnik wsunął jej dłonie za bieliznę. Nie należała do słabych i póki co udawało jej się zachować zimną krew. Walczyła przez moment, ale zapomniała, że protektor nosił przy sobie broń. Gdy przyłożył paralizator do jej brzucha, było już za późno. Nina chciała krzyczeć, ale Borys zatkał jej usta, gdy potworny ból przeszył jej ciało. Nogi się pod nią ugięły i kobieta poczuła, że nie jest w stanie zrobić dosłownie nic. Nagle stała się kompletnie bezbronna, słaba i przerażona. Była niczym szmaciana lalka, pozbawiona woli, nie mogąca się przeciwstawić. Mężczyzna chwycił ją za włosy, przycisnął twarzą do ściany i wtedy Nina zaczęła szlochać. Nie umiała już zgrywać twardej. 

 

 

Minęła dłuższa chwila, nim Nina zebrała się w sobie na tyle, by wstać. Nie przyszło jej to z łatwością, wciąż bolało ją całe ciało. Jednak fizyczne dolegliwości zawsze dało się do pewnego stopnia zignorować, gorzej ze złamanym duchem. Kobieta oparła się o swego mopa i po raz kolejny zapłakała. Przerażała ją sama myśl o wyjściu na zewnątrz i zmierzeniu się z rzeczywistością, tak jakby nic się nie stało. Należało jednak wziąć się w garść, bo wkrótce ktoś mógł zauważyć, że coś jest nie tak, a to bez wątpienia nie doprowadziłoby do niczego dobrego. 

Nina otarła nerwowo oczy, schowała łup za koszulę i wypełzła ze skrytki, starając się nie dać emocjom wyjść na wierzch. Szła przed siebie, myjąc podłogę, starając się zignorować otoczenie. Niestety otoczenie nie mogło zignorować jej. Piekły ją oczy i wiedziała, że mimo otartych łez, były całe czerwone. Jakiś protektor gapił się na nią, gdy przechodziła obok, przez co Nina z trudem trzymała nerwy na wodzy. 

„Bawi cię to? Rajcuje? Też chciałbyś się wyładować?” - mówiła sobie w myślach z wściekłością, czując, że zaraz straci panowanie nad sobą. Ale nie straciła. Pohamowała emocje w samą porę i wzięła głęboki wdech. Musiała jakoś wytrzymać. 

 

 

15 maja 2018 

 

Nina nie mogła uwierzyć, że po tym wszystkim, co przeszła, znowu zgodziła się na spotkanie w schowku. Jak bardzo trzeba było być zdesperowanym i jak nisko trzeba było upaść, by tak po prostu zaoferować siebie jako towar? Kobieta powtarzała sobie dzień po dniu, że już tego nie zrobi, a jednak stała tu i teraz, gapiąc się w twarz Borysa, którą zdążyła znienawidzić jeszcze bardziej od tego miasta. 

- Tylko już bez paralizatorów, dobrze? - wydukała cicho i bez przekonania, odwracając wzrok. Była gotowa. Może wystarczyło po prostu na moment wyłączyć umysł? 

- Właściwie mam coś innego do zaoferowania w zamian – przemówił mężczyzna, również bez entuzjazmu. 

Nina spojrzała na Borysa pytająco, a w jej sercu pojawiła się nadzieja wymieszana z niepokojem. 

- Zrobimy tak... zostaniesz naszym informatorem, a w zamian będziesz mieć zapewnioną stałą dostawę. Plus jakiś bonus – wyjaśnił protektor, ale jego głos brzmiał tak, jakby owe słowa nie przychodziły mu z łatwością. Ogólnie sprawiał wrażenie osoby, która przyszła tu za karę. 

- Informatorem? - Nina uniosła ze zmieszaniem brew. 

- Jak będziesz widzieć coś podejrzanego, to mi to zgłaszasz. Proste. 

Coś tu nie grało. Borys nie mógł sam tego wymyślić. Był zwykłym ciemniakiem, dbającym o własne interesy. Coś musiało się wydarzyć, ale Niny to już zbytnio nie interesowało, bo gdy zdała sobie sprawę, o co mężczyzna ją prosi, wezbrała w niej fala równie wielkiego oburzenia, co przy ostatnim spotkaniu. 

- Pierdol się – syknęła z takim jadem, taką wściekłością i taką pewnością siebie, jakby jej duch nigdy nie został złamany. 

Borys przez moment gapił się na nią z niedowierzaniem, które po chwili przeszło w zakłopotanie, a jeszcze moment później po prostu opuścił schowek, trzaskając drzwiami. Kompletnie nie był sobą. Zaś Nina stała w szoku, zachodząc w głowę, jak coś takiego mogło tak po prostu ujść jej na sucho. Wyszła na zewnątrz, wracając do swych obowiązków, i pogrążyła się w myślach. Niezbyt długo rozpierała ją duma. Szybko dotarło do niej, że to co początkowo uznała za popis hartu ducha, tak naprawdę było zwykłą głupotą. Mogła łatwo i bezboleśnie załatwić ważny towar, a skończyła z pustymi rękami i bez perspektyw. Jak mogła być aż tak durna? Jak mogła swą niewyparzoną gębą zaprzepaścić taką okazję? Idiotka! Potrafiłaby dać się zgwałcić, ale iść na zwykły układ z władzą już nie mogła? 

Szorując podłogę, Nina nie przestawała przeklinać się w myślach. Czy to był aż taki problem wyzbyć się sumienia, przynajmniej na jakiś czas? Innym się udawało, to i jej nie mogło? Kobieta prowadziła ze sobą istną walkę wewnętrzną. Szlachetne ideały ścierały się z pragmatyzmem i to drugie zaczynało wygrywać. W końcu chodziło o ludzkie życie. 

Nina przeskanowała wzrokiem dworcową halę, szukając Borysa. Musiała wrócić i błagać o przebaczenie. Potrzebowała drugiej szansy. Właśnie tak należało postąpić. To było właściwe. W imię ludzkiego życia. No właśnie. Ludzkiego życia. Co jeśli jej wybór mógł odebrać je innym? 

Od myślenia Ninę rozbolała głowa. W jej umyśle panował istny mętlik. Do tego wszystkiego Administrator znowu przemawiał z telebimu, strasząc konsekwencjami kolaboracji z wrogiem. Kim właściwie był wróg? Ruch oporu? Ludzie, którzy pragnęli wolności i gotowi byli oddać za nią wszystko? Nina zacisnęła dłonie na kijku od mopa i spojrzała na telebim z poczuciem odrazy. Nie, nie mogła się sprzedać. Za nic. Istniały inne rozwiązania. Musiała skontaktować się z ruchem oporu. Jeśli ona pomoże im, oni pomogą jej. Po tym wszystkim, co przeszła, była gotowa zaryzykować. 

 

 

10 marca 2023 

 

Mając aż nadmiar czasu na rozmyślanie, Nina uświadomiła sobie, że jej uwięzienie nie zaczęło się kilka miesięcy temu, wraz z rozbiciem grupy buntowników. Nie, tak naprawdę zniewolono ją już w momencie, gdy zakończyła się wojna siedmiogodzinna, a to, co działo się teraz, było jedynie zwieńczeniem całego procesu. Póki co uzbierał się dwudziestoletni wyrok. To robiło wrażenie. Prawie jak za morderstwo. 

Nagły dźwięk alarmu wyrwał Ninę z odrętwienia. Tętno przyspieszyło jej jeszcze bardziej, gdy wyraźnie usłyszała, że na korytarzu panuje niezłe zamieszanie. Co prawda nic nie widziała, ale domyśliła się, że cała ochrona została gdzieś wezwana, bo rozległ się tupot dziesiątek ciężkich butów. Dokąd biegli i po co? Nina mogła jedynie spekulować, ale bez wątpienia coś się wydarzyło. 

„Zaraz... coś się wydarzyło?” - rzekła do siebie w myślach ze zdziwieniem, gdy przypomniał jej się niedawny bełkot współwięźnia. Może jednak w jego słowach było więcej sensu niż sądziła? Nina nigdy nie wierzyła w jasnowidztwo i inne zabobony, ale zbieżności słów Ijona z tym, co przed chwilą miało miejsce, nie dało się podważyć. Coś naprawdę się stało i to dawało nadzieję. 

- Hej, Dziwny, jesteś tam?! Ijon?! - Kobieta krzyknęła do szpary w ścianie, ale nie uzyskała odpowiedzi. Całkiem możliwe, że spała, gdy znowu go zabrali. 

Przez pewien czas Nina tylko siedziała i nasłuchiwała. Alarm dalej dzwonił, ale nie sądziła, by w tym skrzydle znajdowali się jeszcze jacykolwiek ludzie. Za to coś dudniło, jakby eksplozje gdzieś w oddali. Choć nadzieja powróciła, kobiecie towarzyszył też strach. W końcu wciąż nie miała tak naprawdę pojęcia, co się dzieje i co ją czeka. 

Nagle wszystko zgasło i ucichło, jakby ktoś wyłączył zasilanie. Była noc, a że izolatka nie miała żadnego okna, w środku panowały egipskie ciemności, co spowodowało, że kobieta poczuła się upiornie. Jak wessana przez czarną dziurę. Jednak po chwili do świadomości Niny dotarła bardzo istotna informacja: Kombinat polegał na technologii. Nie używali tradycyjnych zamków i kluczy, za to lubowali się w polach siłowych i elektronicznych zabezpieczeniach. A to oznaczało, że... była wolna? 

Z wielkim impetem kobieta cisnęła się na drzwi i wybiła je siłą rozpędu. Ponieważ tutaj docierały niewielkie ilości światła księżyca, po przyzwyczajeniu wzroku do ciemności, Nina zdołała wypatrzyć drzwi sąsiedniej celi i je również otworzyła. W środku było pusto, tak jak myślała. Westchnęła. Nie miała teraz czasu zastanawiać się, gdzie trafił jej towarzysz. Mogła jedynie liczyć na to, że w obecnych warunkach i on zdoła się wydostać. 

Nina szła ciemnym korytarzem, powoli, jak na szpilkach, cała spięta, czując, że każdy krok stawia z narażeniem życia. Wiedziała, że jeśli znajdzie ją jakiś strażnik, to zabije na miejscu. Nie miała się przecież czym bronić. Nie posiadała nic, poza szarym, więziennym uniformem. 

Nagle część świateł ponownie ożyła. Nie wszystkie, ktoś musiał uruchomić zasilanie awaryjne, ale to wystarczyło, żeby Nina zamarła ze strachu. Stała na środku korytarza, kompletnie odsłonięta i nawet nie miała się, gdzie schować. Nie mogła się ruszyć o krok, jej serce waliło jak oszalałe, oddychała głośno i szybko. Dostrzegła sylwetkę, jedną, drugą, trzecią, czwartą, na samym końcu korytarza. Zmierzali w jej kierunku. Nie widziała ich dokładnie, nie nosili mundurów, ale byli uzbrojeni. Nina odruchowo uniosła ręce, czując jak ze strachu oblewa ją zimny pot. Grupka ludzi dalej szła w jej kierunku, a gdy zbliżyli się na tyle, by mogła dostrzec ich twarze, przerażenie przemieniło się w euforię. Długie, czarne włosy, nieco kanciasta twarz, krzaczaste brwi... rozpoznałaby tą osobę wszędzie, pomimo zarostu, licznych sińców i zadrapań. 

- Bartek! - Kobieta rzuciła się mężowi na szyję i zaczęła głośno szlochać, nie próbując nawet ukryć wulkanu emocji, który właśnie w niej wybuchł. 

- Już dobrze... Już jesteś bezpieczna... - szepnął mężczyzna, ściskając żonę tak mocno, jakby nigdy więcej nie chciał jej wypuścić ze swych objęć. - Nova Prospekt zostało wyzwolone. 

Nina nie przestawała płakać, ale na szczęście tym razem po jej policzkach spływały łzy radości. Spojrzała Bartkowi w jego ciemnobrązowe oczy i uśmiechnęła się do towarzyszących mu osób. Nigdy ich dobrze nie poznała, ale cieszyła się, że komuś udało się przetrwać, nawet jeśli była to jedynie garstka. 

- Bałam się, że przerobią cię na stalkera... - Kobieta pociągnęła nosem i oparła swe czoło o czoło partnera. 

- Wiem... nachodziły mnie podobne myśli. Ale to już koniec. Pora odebrać, co nam się należy. 

- Chyba wiem, kto nas wkopał. - Nina znowu spojrzała mężowi w oczy. - Mieliśmy wtyczkę i to od długiego czasu. Pierdolona Mira Jokubas. Ona nam to zrobiła. Ta sucz musi zdechnąć. - Głos Niny zmienił się nie do poznania. Była zdeterminowana, wściekła i żądna krwi. 

- Ta rewolucja zmiażdży wszystkich zdrajców ludzkości – zapewnił Bartek, również z pewnością siebie. - Jeśli trzeba będzie, obrócimy całe miasto w perzynę. 

- Niech płonie. - Nina w przypływie euforii ucałowała partnera w usta, po czym ruszyli za swymi towarzyszami. 

 

 

Emir gapił się w pierwszą stronę książki, której ukryty przekaz próbował rozszyfrować. Ktoś narysował na niej ołówkiem kwiaty, fantazyjne i różnorodne, wijące się i okalające tekst niczym oryginalna ramka. Wyglądały tak znajomo. Mira tworzyła podobne obrazki w szkolnych zeszytach. Przez moment Emir nawet zastanawiał się nad etymologią podziwianego dzieła. Czy również powstało z nudów, a może z tęsknoty za utraconym światem? Mężczyzna westchnął. Jego umysł zdecydowanie zboczył z toru. Rozszyfrowanie wiadomości było teraz priorytetem, a póki co miał jedynie dwa punkty na mapie i daty. Pierwsze miejsce Emir zdążył już odwiedzić i było to jedynie puste mieszkanie w starej kamienicy, bez żadnej ciekawej historii, ani szczególnego przeznaczenia. Cóż, może o to właśnie chodziło, o neutralność. Ważne, że do tego miejsca łatwo było się dostać, więc nim się zbytnio nie przejmował. Gorzej z drugą miejscówką. O ile dobrze sprawdził na mapie, znajdowała się, gdzieś w głębi lasu, pośrodku niczego, a tam nie zapuszczał się nikt i to z wielu powodów. Chociażby dlatego, że nie dało się tak od niechcenia opuścić miasta, nie wspominając już o niebezpieczeństwach, które skrywały te zapomniane przez człowieka miejsca. Dlatego Emir wciąż sprawdzał, wyliczał i upewniał się, czy to aby nie pomyłka, bo wolał nie ryzykować życia bez absolutnej pewności, że postępuje właściwie. 

Ze stanu pełnego skupienia wyrwał Emira dźwięk alarmu, każący mu się natychmiast zgłosić na służbę. Przez moment mężczyzna zachodził w głowę, co też znowu mogło się stać, ale na odpowiedź długo czekać nie musiał. Dochodzące z ulicy odgłosy strzałów i eksplozji wskazywały tylko jedno: w najlepszym wypadku walki uliczne, w najgorszym wojna.

Obrazek

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Gorgiasz i 2 gości