Zachęcamy do czytania naszych poradników!

Potępienie Pamięci

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

MaurycyKleks
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 1
Zobacz teksty użytkownika:

Potępienie Pamięci

Post#1 » 30 paź 2019, o 02:47

Hejże, 

To mój debiut tutaj i pierwszy tekst od bardzo długiego czasu. Nie szczędźcie krytyki ;) 

 

Koniec bitwy przywitał szary świt. Horyzont nieba zlewał się z brunatną ziemią okraszoną ciałami poległych. Krajobraz gościł również niewielkie pagórki, które nosiły na sobie wciąż dumne symbole starego porządku. Jeszcze przez parę chwil będą spozierać na swoich pobitych synów aby w końcu zostać zapomnianymi na zawsze. Wykończeni zwycięzcy dobijali pokonanych utwierdzając swoje prawo do nowych rządów z każdym dobitym żołnierzem. Bratobójcze walki trwały już wiele lat, lecz to właśnie na tym pagórkowatej równinie miały osiągnąć swój finał. 

Baldwin nie mógł uwierzyć, że to wreszcie koniec. Krew ściekała z jego głowy torując sobie drogę do jego oczu, barwiąc jego pole widzenia? na czerwono. Pozwolił krwi ściekać ponieważ i tak nie mógł pozbyć się swojej srebrnej korony cierniowej, która na stałe była przytwierdzona do jego czaszki od czasu kiedy został wcielony w służbę Strażników Grobu. Ból nie był mu straszny ponieważ został nauczony przez swoich braci w jaki sposób sobie z nim radzić i co najważniejsze – doceniać. Wszyscy jego bracia starali się znosić go tak jak ich Pan w ostatnich chwilach jego ziemskiego życia. 

Odrzucił swoją srebrną tarczę, gdyż nie będzie mu już potrzebna. Miał nadzieję, że konflikt, który właśnie został zakończony, powstrzyma wszystkie inne w przyszłości. Brudny od ziemi i krwi miecz wytarł w rękaw po czym opierając się na jego rękojeści obiema dłońmi rozglądał się po polu bitwy. Przeraziła go skala masakry, która została wywołana przez jego braci, jednakże spodziewali się, że ofiary będą konieczne. Rozglądając się po polu zatrzymał swój wzrok na wbitych w ciała strzałach. Kołysały się leniwie na wietrze jak zboża pszenicy w jego rodzinnej wiosce. Spojrzał na rozciągnięte pod sobą ciało. Pod srebrną maską mogła kryć się twarz osoby, którą kiedyś dobrze znał a może nawet się przyjaźnili. Może razem bawili się po lekcjach łaciny. Może kiedyś wwiązał w bójkę z nim na korytarzu. W duszy Baldwina pojawiło się pytanie: 'Czy to było konieczne?' . Wiedział, że tak jednakże nie spodziewał się, że chwila zwątpienia w słuszność przyjdzie tak szybko. 

Wzrokiem wrócił na pole bitwy gdzie jego pobratymcy z cicha modlitwą na ustach kończyli cierpienia pokonanych. Wędrując wzrokiem po krajobrazie kątem oka wydawało mu się, że zauważył ruch na jednym ze wzgórz. Swój wzrok zatrzymał na wzgórzu, na którym po chwili dostrzegł postać starającą podnieść się trzymając się kurczowo drewnianego krzyża. Krzyż ten nosił również trójkąt którego wierzchołek przybity był do krawędzi pionowej belki. W środku trójkąta znajdowało się oko zbite z kilku małych deseczek. Z dolnej podstawy wychodziły trzy mniejsze deski, które w w domyśle miały symbolizować język. Patrząc na symbol poczuł jak jego serce zaczyna bić mocniej. Oddał mu w końcu tak wiele lat cierpienia, i miłości. Poczucie zdrady pomimo słuszności podjętych przez niego i Synów Marnotrawnych – decyzji jeszcze długo będzie gościło w jego sercu. Pobojowisko było usiane tymi właśnie znakami. Baldwin skierował swoje kroki w kierunku wzgórza, które gościło symbol. Po pierwszych kilku krokach uświadomił sobie jak bardzo jest wyczerpany. Aby zachować równowagę wspierał się na swoim mieczu. Idąc nie za bardzo wiedział, czy stąpa po ciałach czy może też po błocie. Był zbyt zmęczony aby zwracać na to uwagę. Ważny był teraz ten jeden, ostatni cel - wzgórze na którym ktoś nieudolnie starał się stanąć na nogi. Kiedy już zdawało się, że osoba stanie na równe nogi, ześlizgiwała się ponownie na ziemię. 

Będąc w połowie drogi Baldwin, zauważył, że ten uparty ktoś poddał się, przytulając się do belki. Możliwe, że usłyszała chlupiące błoto i stwierdziła, że jakiekolwiek próby ucieczki z pola bitwy nie mają sensu. Będąc coraz bliżej, zaczęły nawiedzać go wspomnienia. Przypomniał sobie jak wraz ze swoimi rówieśnikami otrzymał swoją pierwszą włosiennicę. Pierwsze nieprzyjemne kłucie kiedy ojciec zaciskał mu ją na udzie. Ręce Nauczyciela złożone na jego głowie kiedy on powtarzał słowa wyuczonej przysięgi. W jego nozdrzach ponownie zagościł zapach gryzącego kadzidła. Wspomnienie to dziwnym sposobem maskowało otaczający go bitewny odór. Pomyślał w końcu o swojej koronie cierniowej ciążącej mu dzisiaj jak nigdy wcześniej. Nie sądził by kiedykolwiek miałby chcieć ściągnąć ją z własnej woli. Przysięgał przed Oblubieńcem, na swoje zbawienie, że nie opuści ona jego skroni do dnia jego śmierci i to w niej przekroczy bramy nieba. Uświadomił sobie, że może i tak się stanie choć Bóg widząc dzieło Synów Marnotrawnych zamknie przed nimi swoje wrota. Baldwin w końcu dostąpił wraz z innymi jednego z najwyższych zaszczytów, w swoim życiu. Strzegł przecież on miejsca w którym złożony został ich zbawiciel. Jako dziecko nie mógł pojąć dlaczego ludzie, muszą w swoim życiu cierpieć. Oprócz codziennej pracy oraz uczęszczania na mszę raz w tygodniu musieli zażywać wskazanej przez kapłanów porcji fizycznego bólu. Samobiczowanie dla ojca, nacinanie dłoni i ud dla matki. Wszystko w rytm wypowiadanych modlitw o przebłaganie za grzechy doczesne. Pamiętał kazania na których kapłani tłumaczyli jak to ból zbliża do Boga. Umartwiając swoje ciała stajemy się bliżsi świętym z przeszłości, którzy niejednokrotnie ginęli na arenach rozrywani przez dzikie zwierzęta ku uciesze barbarzyńskiego tłumu. Każdy nowo narodzony człowiek przychodził na świat z długiem krwi, którego nie jest w stanie spłacić, dlatego też powinien go spłacać do końca swoich ziemskich dni. 

- Skoro Syn nie bał oddać się swojego życia za nas swemu Ojcu, to czy możemy bylibyśmy dobrymi dziećmi nie starając się upodobnić do naszego Zbawiciela? - pytali retorycznie. Była to i tak mała cena za przejście przez bramy niebieskie. 

Palące do żywego mięsnie nakazały mu przestać wracać do przeszłości. Przecierając swoje czoło i oczy z sączącej się powoli krwi zaczął wspinać się na pagórek. Z ledwością powstrzymywał się od omdlenia. Przystanął na chwilę łapiąc się jedną ręką za brzuch po czym zginając się w pół, zwymiotował. Mieszanka stresu oraz zmęczenia rozlała się obok głowy jednego z jego nieżywych braci. Biorąc głęboki wdech kontynuował swój niezdarny marsz. Postać, wijąca się pod symbolem zlała mu się z ziemią tak bardzo mnisi strój był nasiąknięty błotem oraz krwią. Jedyną rzeczą, która mogła powiedzieć, że pod tym kamuflażem znajduje się człowiek to bose brudne stopy wystające spod habitu. Baldwin oparł się o symbol, wsłuchując się w głośnie dyszenie pod sobą, samemu starając się złapać oddech. Po chwili wytchnienia z jękiem odwrócił mnicha na plecy. Jeśli miał go dobić chciał patrzeć mu w oczy. Był to ostatni wyraz szacunku na jaki mógł się zdobyć. Mnich wydobył z siebie nieokreślony dźwięk bólu kiedy kładł się na plecach, jedną z rąk kładąc na piersi. Twarz mnicha była Baldwinowi dobrze znana. Starcze bruzdy na twarzy jak mapa rysowały obraz mąk oraz trosk, których mnich doświadczył w życiu. Każda blizna opowiadała inną historię. Mnich nie mógł zobaczyć kto przewrócił go na plecy z powodu gwoździ ceremonialnie wbitych oraz zalanych woskiem podczas obrzędu Błogosławieństwa. Była to ceremonia zarezerwowana dla mężczyzn, wybranych do roli duszpasterskiej. Nie tylko leżący starzec dostąpił tego zaszczytu. Wraz z nim rytuał Błogosławieństwa miało przejść kilkudziesięciu innych młodszych braci. Niestety nie każdy przechodzi w stan Błogosławiony. Ilość zadanych ran była fizycznie nie do zniesienia dla przeciętnego ciała. Jeśli przeżyją to znaczy, że Bóg im sprzyja i że dobrze będą wykonywali swoją posługę. Mniej szczęśliwi zostają zapomniani a ich imiona są wymazywane z jakichkolwiek spisów ludności. Taka jest cena oddania. Tego od wszystkich oczekiwał ich Bóg. Starzec zakasłał, wypluwając krew na swój habit. Widać było również, że krwawił ze skroni. Musiał zostać ogłuszony podczas bitwy i wzięty za zabitego. 

- Swój? - wydyszał mnich. 

Baldwin przez chwilę zastanawiał się czy odpowiadać Starcowi czy może nie zabić go od razu oszczędzając sobie próżnych rozmów. Nie mógł zabić ot tak kogoś kogo kiedyś nazywał nauczycielem oraz przyjacielem. 

- Jak myślisz? - zdecydował się na odpowiedź. 

Starzec otworzył swoje usta w wyrazie niedowierzania mrużąc swoje oczodoły. Był to naturalny odruch, którego nie mógł się pozbyć. Wbite gwoździe zbiegły się ku sobie. 

- Spośród wszystkich Synów to musiałeś być Ty Baldwinie. Stwórca zaprawdę prowadzi nas krętymi ścieżkami. - złapał powietrze – Moje dziecko, mój uczeń – wysapał mnich. 

Jego serce przyśpieszyło zalewając jego umysł falą gniewu, który równie szybko ustąpił pod naporem żalu. Jego oddech był coraz płytszy. Wycieńczony Baldwin oparł się mocniej o drewniany znak. Deski zaskrzypiały cicho co nie uszło uwadze starca. 

- Nie dotykaj go! On nie jest Twój! - podniósł głos zachrypnięty starzec machając w powietrzu dłonią, tak jakby starał się przegonić swojego byłego ucznia. Był jednak za słaby i wycieńczoną dłoń złożył ponownie na swojej piersi. 

- Te wszystkie przysięgi – wydukał mnich – te wszystkie przysięgi, które złamaliście. Baldwin przetarł skroń po raz kolejny. Poczucie winy jeszcze mocniej uderzyło w serce Baldwina. Czy starzec chciał grać na jego emocjach? - zamyślił się. 

- Nie pamiętasz sierpniowych zbiorów, kiedy byłeś jeszcze chłopcem? Pamiętasz jak Bóg hojnie obdarzył nas wtedy ziarnem? Czy z tych błogosławieństw chcesz zrezygnować? 

Baldwin pamiętał. To było dwa miesiące wcześniej. Wraz z mnichem i jego przyjacielem zanosili modły do Boga o obfite zbiory. Pole nie różniło się za bardzo od tego, które wdział teraz z góry. Wraz ze swoim przyjacielem kręcili kołatkami po każdej strofie wypowiedzianej przez mnicha. Ten z kolei błogosławił co chwilę ziemię oraz ofiary które zostały wybrane na poświęcenie. Każda z ofiar leżała związana na ziemi mając ręce związane w geście modlitwy. Przy każdej z nich stało dwóch akolitów w białych szatach mających najpierw zawiązać pętlę na szyjach ofiar a następnie przeciągnięciu ich przez całe pole w rytm kręcących się kołatek oraz modlitwy prowadzącego ceremonię. Osoba miała umierać powoli z coraz to większego braku dopływu powietrza. Każda z ofiar miała oddać swoje życie aby inni nie musieli cierpieć głodu. Baldwin zaczynał rozumieć wtedy jak ważnym i świętym celem jest poświęcanie się dla innych. Nie rozumiał tylko dlaczego musieli poświęcić jego ukochanego wuja. Wuj jak i inni wybrani byli bardzo spokojni podczas ceremonii tak jakby byli przygotowani do tej chwili. Niektórzy odmawiali modlitwy na tyle ile mogli w trakcie rytuału. Inni zachowywali oddech by jak najbardziej wydłużyć moment opuszczenia duszy z ciała. Wierzono, że im dłuższe i godniejsze znoszenie cierpienia tym milsze jest ono Panu. I wszystko może byłoby skończyłoby się dobrze, Baldwin wróciłby do domu i przespałby wtedy całą noc, gdyby na chwilę krótszą niż kilka uderzeń serca nie połączył spojrzeń ze swoim wujem. Jego była już fioletowa z braku tlenu, ślina zaczęła napływać mu do kącików ust i za chwilę miał odejść z tego świata. W oczach wuja Baldwin jednak nie dostrzegł spokoju czy ulgi tak jak u innych. W jego oczach dostrzegł paniczny strach. Od tego momentu w Baldwinie zagościło na stałe zwątpienie choć w chwilach zwątpienia tłumaczył sobie wszystko wolą Pana oraz wyższym dobrem. Nie potrafił jednak pozbyć się grymasu wuja w momencie jego śmierci. Przy każdym większym święcie w czasie gdy ofiarowano ludzi w różnych intencjach, stawała mu przed oczyma. Czy to chłostanie mężczyzn podczas świąt Wielkiej Nocy czy też mordowanie noworodków w czasie wspomnienia Bożego Narodzenia. Mnich zapłakał. 

- Czy nie widzisz jak Bóg mocno nas ukochał? Dlaczego pozostajesz ślepy na Jego dary? Baldwinie błagam Cię, jeszcze nie jest za późno, możemy ponownie zwrócić wzrok Boga ku sobie, znowu stać się Jego dziećmi. Wszystko co osiągnęliśmy do tej pory, działo się dzięki Jego miłości – wyrecytował starzec jednym tchem. Słysząc to w Baldwinie zapaliło się ponownie uczucie, które pchnęło go oraz innych do rebelii. Mała iskierka, która doprowadziła do erupcji. 

- Jeżeli Twój Bóg Cię kocha – rzekł Baldwin – to dlaczego teraz giniesz? - mówiąc to odepchnął się od symbolu i wbił ostrze swojego miecza w brzuch starca. Mnich odruchowo złapał metal, zaciskając dłoń na nim, tak jakby gest ten miał odgonić smak porażki oraz samą śmierć. Jego oczy były zaciśnięte w grymasie bólu. Baldwin przekręcił miecz obiema dłońmi to w jedną to w drugą stronę. Poległy nie krzyczał. Wydał z siebie tylko cichy jęk po czym przestał walczyć. Mógł w końcu odpocząć. Usiadł na ziemię opierając się o symbol. Na polu bitwy pojawili się kapłani, którzy porzucili dawne nauki uznając je za kłamstwa oraz zabobon. Teraz chodzili z kadzielnicami wśród zwycięzców błogosławiąc ich oraz słuchając ich spowiedzi. Baldwin uświadomił sobie jak wiele pracy jeszcze ich czeka. Ile traktatów musi zostać przepisanych, ile ksiąg rzuconych w zapomnienie. Wszystko to aby zbudować nowy, lepszy świat. Zapomnieć o starym mechanizmie pochłaniającym swoimi trybami, dziesiątki dusz dziennie. Zbudować nowy, oparty na miłości oraz wybaczeniu. Czytał kiedyś jak wrogowie wczesnego kościoła stosowali w swoim społeczeństwie dosyć nietypową karę względem osób wyjętych spod prawa. Osobnicy wyjątkowo zepsuci, nie mający sobie za nic obyczaje ani panujące prawo byli skazani na zapomnienie. Niszczono ich podobizny na murach, w pałacach, wymazywano wszelkie wzmianki o nich w kronikach historycznych, konfiskowano medaliki z ich podobiznami a w końcu niszczono pomniki wzniesione na ich cześć. Kara ta nazwana była Damnatio Memoriae. 

 

Kilka dni później, ciała z pola bitwy zostaną zebrane. Zostaną ceremonialnie spalone na miejscu swojej kaźni przy modlitwach kapłanów o przebaczenie za ich występki. Nowo mianowany hierarcha, którego nazwano papieżem wyda edykty rozkazujące wymazać jakiekolwiek wzmianki o przeszłości i panujących zwyczajach nazywając okres w którym dominowała stara religia wiekami ciemnymi. Jakakolwiek próba powrotu lub też wzmianki w przestrzeni publicznej miała zostać sprawiedliwie osądzona i ukarana. Powołane zostanie Święte Oficjum ścigające oznaki – teraz już - herezji. Stosy miały płonąć jeszcze długo, a wszystko to w imię wyższego dobra. Nikt już więcej nie miał poświęcać życia dla przebłagania lub kaprysu Boga. Symbole zaś, które górowały nad polem bitwy zostaną ściągnięte. Drewniany trójkąt, oko oraz język zostaną rozmontowane. Od teraz symbolem nowej religii oraz kierunkiem za którym podąży świat będzie prosty krzyż, znak męki oraz zwycięstwa nad śmiercią.


Tagi:

Awatar użytkownika
Briala
Jeż harcownik
Jeż harcownik
Posty: 366
Zobacz teksty użytkownika:

Potępienie Pamięci

Post#2 » 30 paź 2019, o 09:04

Na przykładzie ledwie jednego akapitu, bo na więcej nie czuję się w stanie. Treść to zbita ściana tekstu, a to odstrasza od czytania. 

A w ogóle, to byłoby fajnie, gdybyś się najpierw przywitał. ;) 

 

Baldwin nie mógł uwierzyć, że to wreszcie koniec. Krew ściekała z jego głowy torując sobie drogę do jego oczu, barwiąc jego pole widzenia? na czerwono. Pozwolił krwi ściekać ponieważ i tak nie mógł pozbyć się swojej srebrnej korony cierniowej, która na stałe była przytwierdzona do jego czaszki od czasu kiedy został wcielony w służbę Strażników Grobu. Ból nie był mu straszny ponieważ został nauczony przez swoich braci w jaki sposób sobie z nim radzić i co najważniejsze – doceniać. Wszyscy jego bracia starali się znosić go tak jak ich Pan w ostatnich chwilach jego ziemskiego życia.
 

Co widzimy na przykładzie tego akapitu? 

Zdania wielokrotnie złożone (za dużo, za długie, zbyt przytłaczające, początek nie ma związku z końcem). 

Pozwolił krwi ściekać ponieważ i tak nie mógł pozbyć się swojej srebrnej korony cierniowej, która na stałe była przytwierdzona do jego czaszki od czasu kiedy został wcielony w służbę Strażników Grobu.
 

Początek traktuje o pozwalaniu krwi ściekać, na koniec jest coś o Strażnikach Grobu. Co ma piernik do wiatraka? (mąkę, ale nie o to chodzi) 

Ponadto to niefajna ekspozycja. Warto raczej opowiedzieć, pokazać czytelnikowi, zamiast rzucać suchymi informacjam. Podejrzewam też, że na tę chwilę informacja o tym, że jest Strażnikiem Grobu niewiele czytelnikowi mówi. 

 

Niepodzielone przecinkami (interpunkcja kuleje). 

Ból nie był mu straszny[,] ponieważ został nauczony przez swoich braci[,] w jaki sposób sobie z nim radzić i [-] co najważniejsze – doceniać.
 

Pokazałam, gdzie powinny znaleźć się brakujące znaki interpunkcyjne. Ponadto w tej chwili zamieszały się podmioty i wychodzi na to, że ból zostal nauczony

 

Wszyscy jego bracia starali się znosić go tak jak ich Pan w ostatnich chwilach jego ziemskiego życia.
 

To zdanie w ogóle jest sobie a muzom – jaki Pan? O co w ogóle wchodzi? Tylko wprowadzasz zamieszanie. 

 

Dalej widziałam, że wprowadzasz dialog, kończysz go, a dalej walisz ścianę tekstu w postaci didaskaliów. To błąd. Didaskalia powinny być możliwie krótkie i dotyczyć tylko bohatera, który się wypowiada. 

 

O fabule się nie wypowiem, może innym razem, jak będę mieć więcej czasu i chęci. :P

I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story. 

—Tom Clancy


Awatar użytkownika
Cam
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 6104
Zobacz teksty użytkownika:

Potępienie Pamięci

Post#3 » 30 paź 2019, o 12:54

Będzie z grubsza bez wypisywania, bo rzeczywiście miejscami tak ciężko się czyta, że przyznam, że nie wiedziałam, co w danym fragmencie wytknąć i na co zwrócić uwagę.  

 

Masz bałagan narracyjny w opisach - plątasz się, opisujesz nie w tej kolejności, jaką powinno się opisywać, na przykład zaczynasz od ogółów, przechodzisz do detali, schodzisz z tematu i wracasz do ogółu. Przytoczę fragment poradnika pisarskiego Feliksa W. Kresa, który powinien ci znacząco pomóc: 

Opis, a zwłaszcza opis szczegółowy, podany być musi zgodnie z pewnymi regułami. Pisałem już kiedyś o tym: myślimy tak, jak widzimy, trudna rada. Oko ludzkie rejestruje najpierw światło, potem ruch, a dopiero na końcu kształt i rozmaite detale. Nie można opisywać olbrzymiej wieży tkwiącej w środku uśpionego miasta - dopiero na końcu podając informację, że świeciła niczym golas w ambasadzie. Bo wszyscy, idę o zakład, zdążyli już sobie wyobrazić te wieżę jako ponury, ciemniejszy od nocy kształt, odcinający się co najwyżej od granatowego nieba. A potem nagle „nie, nie, pardon - powiada autor - chodziło mi o choinkę".
 

 

Cały poradnik znajdziesz tutaj: viewtopic.php?f=10&t=7818 

 

Pozwolił krwi ściekać ponieważ i tak nie mógł pozbyć się swojej srebrnej korony cierniowej, która na stałe była przytwierdzona do jego czaszki od czasu kiedy został wcielony w służbę Strażników Grobu. 

Co to znaczy "na stałe"? Została przyszyta do jego skóry?  

 

Krew ściekała z jego głowy torując sobie drogę do jego oczu, barwiąc jego pole widzenia? na czerwono. 

Nas pytasz? :P Myślę, że sformułowanie jest okej. 

Poza tym głowa to cała głowa, brzmi to tak, jakbyś miał na myśli czoło. Chyba że ma oczy na plecach.  

 

W duszy Baldwina pojawiło się pytanie: 'Czy to było konieczne?' .  

Nie wiem, może to jakiś element fantastyczny, ale generalnie nie myślimy duszą i nie może się w niej pojawić pytanie. 

 

Rozglądając się po polu zatrzymał swój wzrok na wbitych w ciała strzałach. Kołysały się leniwie na wietrze jak zboża pszenicy w jego rodzinnej wiosce. 

Strzała ma sztywny, twardy promień, to nie trawa. 

 

Aby zachować równowagę wspierał się na swoim mieczu. 

Jak wyobrażasz sobie wspieranie się na mieczu? Ja się nie znam, ale wydaje mi się, że to źle wpływa na sam miecz, nawet jeżeli jest w pochwie. O miecze bardzo dbano.No i żeby się czymś podpierać, musi to być wystarczająco długie, a twoją postać jest mężczyzna, więc zakładając nawet wzrost koło 170 cm, coś musiałoby mieć grubo ponad metr, by się wygodnie podeprzeć. To musiałby być raczej miecz długi, a te nie są czasem ciężkie?  

Nie znam się, ale dla mnie to karykaturalna scenka. 

 

że ten uparty ktoś poddał się, przytulając się do belki. Możliwe, że usłyszała chlupiące błoto i stwierdziła, że jakiekolwiek próby ucieczki z pola bitwy nie mają sensu.  

Musisz panować nad podmiotami i ich rodzajami. Ktoś usłyszała błoto? 

 

Przecierając swoje czoło i oczy z sączącej się powoli krwi zaczął wspinać się na pagórek. 

Wcześniej nie przecierał, bo mu korona cierniowa uniemożliwiała. No i powinna - bo jednak ona opiera się na czole, ciężko przetrzeć cokolwiek pod nią.  

 

Po chwili wytchnienia z jękiem odwrócił mnicha na plecy. Jeśli miał go dobić chciał patrzeć mu w oczy. Był to ostatni wyraz szacunku na jaki mógł się zdobyć. Mnich wydobył z siebie nieokreślony dźwięk bólu kiedy kładł się na plecach, jedną z rąk kładąc na piersi. 

Tu widać, jak na opak opisujesz. Postać odwraca mnicha na plecy, potem dodajesz dwa losowe zdania, i dopiero wtedy wracasz do tego, że mnich westchnął, gdy został odwrócony (bo nie kładł się, ktoś wymusił na nim zmianę pozycji).  

 

Starzec otworzył swoje usta w wyrazie niedowierzania mrużąc swoje oczodoły.  

?????????????????? 

Jak można zmrużyć oczodół?  

 

Obrazek 

 

- Spośród wszystkich Synów to musiałeś być Ty Baldwinie.  

To nie list, zaimki zapisujemy małą literą. 

 

Jego serce przyśpieszyło zalewając jego umysł falą gniewu, który równie szybko ustąpił pod naporem żalu. Jego oddech był coraz płytszy.  

Kolejny problem narracyjny. Twój narrator w całym początku nie jest wszechwiedzący - patrzy jakby za pleców Baldwina, wie tyle, co on, i widzi tyle, co on. Tutaj nagle jednak wie, co myśli mnich. 

 

mówiąc to odepchnął się od symbolu i wbił ostrze swojego miecza w brzuch starca. 

Wyobraźmy to sobie. Dwójka postaci znajduje się pod krzyżem, jedna leży na plecach, druga nad nią pochyla się lub obok niej klęczy. Baldwin musiałby siedzieć dużo dalej, by dał radę wbić w kogoś ostrze. Mizerykordię okej - ale nie miecz.  

 

Jego oczy były zaciśnięte w grymasie bólu. 

On nie ma oczu :P 

 

Usiadł na ziemię opierając się o symbol. Na polu bitwy pojawili się kapłani, którzy porzucili dawne nauki uznając je za kłamstwa oraz zabobon.  

Teleportowali się? 

 

I tak dalej.  

 

Największy problem to nieporadność narracji i wrażenie bezsensowności wielu, wielu opisów. Stylistycznie też widać dużo problemów, jest dużo nieporadności, nielogicznych zdań, dziwnych sformułowań. Często używasz nie słów, które bardziej naturalnie pasują do zdania, a ich synonimów, które mają nieco bardziej poetycki charakter, co niby ma nadać pewnej kwiecistości stylowi, ale rodzi kwiatki jak pagórki upstrzone ciałami. Licentia poetica w prozie ma swoje granice - granice sensu. To się po prostu czyta źle.  

Masz duży problem z interpunkcją, w zasadzie bardzo duży. Do tego dużo powtórzeń, niezgrabności, no i nielogiczności. Mieszasz też czasy - jest taka podstawowa niepisana zasada, że czasów się nie miesza, chyba że jest ku temu cel (na przykład przechodzenie z czasu przeszłego na teraźniejszy w opisach akcji).  

Sam pomysł wydaje się naprawdę ciekawy, ale potrzeba mu dobrego wykonania. Z czytaniem tak jest - w pierwszej kolejności ma sprawiać przyjemność, a potykanie się na każdym zdaniu tę przyjemność całkowicie odbiera. Pod tym względem trzeba tu dużo pracy. I niestety nie wydaje mi się, by samo poprawienie błędów coś tu znacząco zmieniło. Ten fragment u podstaw jest napisany tak problematycznie, że tu należałoby napisać go od nowa.

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości