Ogłoszenia 

 

Plebiscyt na Komentatora Grudnia 2019 trwa - zapraszamy do głosowania!  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Eternal Justice - część 2

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

jox13
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9
Zobacz teksty użytkownika:

Eternal Justice - część 2

Post#1 » 30 lis 2019, o 21:45

część 1: viewtopic.php?f=122&t=8343 

 

Ostrzeżenia: przemoc, brutalność, sadyzm, gwałt, obraza uczuć religijnych 

 

Obudził się czując chłodny dotyk na twarzy. Po krótkiej chwili dezorientacji i silnym ukłuciu bólu w lewej dłoni, spojrzał prosto w łagodne oczy naznaczone lękiem. Młoda dziewczyna pochylała się nad nim i obmywała mu twarz ściereczką. Odskoczyła, gdy tylko zauważyła, że już nie śpi. Zamoczyła tkaninę w misce z wodą, która stała na małym stołku za nią, wycisnęła materiał i wróciła do trumny. 

– Jestem Hannah – szepnęła cichutko i wbiła wzrok w podłogę. – Chciałabym skropić olejkami twoją ranę, panie, jeśli pozwolisz. Uśmierzą ból. 

Zmierzył ją wzrokiem. Wyglądała na równie przerażoną jak on. Znowu miała na sobie białą sukienkę, ale tym razem założyła również kremowy fartuszek z różową falbanką wokół.  

– Nie potrzebuję olejków, dziewczyno! – warknął na nią. – Wypuść mnie!  

Zadrżała i cofnęła się o krok. 

– Wybacz mi, panie. Nie mogę tego zrobić. 

Mówiła z wyczuwalnym smutkiem i żalem, jednak w jej głosie była jakaś pewność, upór, że po prostu nie może tego zrobić.  

Okrążyła szybko trumnę i znalazła się przy jego rannej dłoni. Spojrzał w kierunku ręki. Palce były zlepione dużą ilością krwi, która oblepiała garnitur i ciemną tkaninę, wyściełającą trumnę. Łeb gwoździa także został ukryty pod niezliczonymi skrzepami.  

Hannah stała chwilę wbijając wzrok w ranę po czym przystąpiła do jej oczyszczenia. Odwrócił twarz. Nie mógł znieść tego widoku. Dziewczyna bardzo powoli i systematycznie wycierała wszystko: jego ubranie, wyściółkę trumny, co kilka minut płucząc szmatkę. W końcu dotarła do dłoni. Myła ją bardzo powoli robiąc długie przerwy pomiędzy każdym dotknięciem. Przerywała, gdy tylko głośniej zaczynał wciągać powietrze. Tom z całych sił starał się nie krzyczeć. Przygryzał usta i wewnętrzną stronę policzka. W końcu czuł w ustach tylko smak krwi. 

– To zaboli – szepnęła. – Spróbuję się pospieszyć. 

Spojrzał w dół i zdał sobie sprawę, że pozostały jedynie skrzepy na samym gwoździu i bezpośrednio na ranie pod jego łebkiem. Wciągnął głęboko powietrze i skinął dziewczynie głową. Po tym geście odczekała kilka sekund i przystąpiła do pracy. 

Tom wrzeszczał ile miał sił w płucach. Gdy odchodził strup przykrywający gwóźdź. Miał wrażenie, że traci głos. Kilka chwil później było po wszystkim. Hannah się pospieszyła. Odniosła szmatkę, a z kieszeni fartuszka wyjęła kilka szklanych flakoników z dozownikami. Odkręciła jeden z nich i pochyliła się nad jego ręką. Wzdrygnął się ze strachu. Łzy cały czas płynęły po jego twarzy, nie potrafił ich zatamować. Ból był straszny. Każda jego myśl i każdy nerw skupiały się tylko wokół dziury w ręce. 

– Nie musi się pan bać... To nie zaboli – powiedziała cichutko uspokajającym tonem. 

Gdy krople spadały jedna za drugą, czuł tylko delikatne mrowienie, które szybko przeszło w drętwienie. Do jego nosa dotarły zapachy olejków: lawenda, goździki, cytrusy, kadzidło i kilka innych, których nie potrafił z niczym połączyć. Po kilku sekundach nieznośne pulsowanie osłabło, a nerwy zaczęły się uspokajać. 

Schowała olejki i pochyliła się, aby podnieść z ziemi szklaną butelkę po mleku, którą przykrywała szmatka przywiązana sznurkiem. W pojemniczku znajdował się mętny płyn. 

– Wypij to, panie. Działa przeciwbólowo. 

Nie zdążył odpowiedzieć, bo przyłożyła mu butelkę do ust, a głowę unieruchomiła drugą ręką. Gorzki płyn przepłynął szybko przez usta do gardła. Zakaszlał. Dziewczyna odeszła na moment i wróciła z identyczną butelką, ale wypełnioną wodą. Ponownie go chwyciła i napoiła. Z wdzięcznością przyjął płyn. Woda była chłodna i smakowała bardzo przyjemnie. Mógłby przysiąc, że przypominała tą ze studni cioci, do której jeździł w dzieciństwie.  

– Zioła mają działanie uspokajające. Pozwolą ci spokojnie zasnąć, panie – usłyszał cichy głos. 

Złość w nim zawrzała. Chce go uśpić! Uśpić jego czujność! 

– Dałaś mi usypiacz, podstępna suko! – wrzasnął. – Chcesz mnie otumanić, żeby twoja matka dokończyła dzieło i mnie zabiła?! Ty mała dziwko! 

Z oczu Hannah trysnęły łzy. Upuściła miskę z wodą, którą trzymała i wybiegła przez drewniane drzwi. 

– Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! – krzyczał na całe gardło. – Jestem w szopie! Pomocy! 

– Nie krzycz, Tom. 

Zamarł. Serce zabiło mu szybciej. Ktoś tu jest! Na pewno mi pomoże! Rozejrzał się dookoła. W pobliżu drzwi stały mary, a na nich trumna. Ta sama, którą wcześniej widział na ziemi. Wewnątrz leżał mężczyzna w średnim wieku. Ubrany był w granatowy garnitur i białą koszulę. Wyglądał na przemęczonego; miał podkrążone oczy, a twarz zdobiły mu głębokie bruzdy. Włosy starannie zaczesano do tyłu. 

– Kim jesteś? – sapnął Tom. 

Był podekscytowany. Razem mają większe szanse! Przyjrzał się bliżej swojemu rozmówcy. Tamten także był unieruchomiony. I, co Tom zauważył ze zgrozą, miał przebite obie dłonie, a także nogi w połowie długości łydek. Zrobiło mu się słabo i szybko odwrócił wzrok. To niemożliwe! Przecież on ma złamane obie nogi. Nigdy stąd nie ucieknie. Nie pomoże mi! Mężczyznę ogarniało coraz większe poczucie beznadziei.  

– Alexander – usłyszał po długiej chwili ciszy. – Umawiałem się z szesnastolatką. Byłem jej pierwszym kochankiem. 

Dziwny sposób na przedstawienie się, pomyślał Tom. Nie ważne, że nie może się ruszać. Możemy razem coś wymyślić, wtedy być może jakoś go stąd wyciągnę. 

– Musimy się stąd wydostać – zaczął żarliwie, pełen nowej nadziei. – Może dziewczyna... Tak! Hannah! – krzyknął niemal szczęśliwy, że na coś już wpadł. – Mogłaby... 

– Nie – przerwał mu lodowaty głos Alexandra. – Nie mieszaj jej w nic. Ona jest dobra. Niewinna. To jeszcze dziecko – ciągnął. – Nie wolno ci. Skrzywdziłeś już jedną kobietę. Nie masz prawa krzywdzić Hannah. 

Alexander odwrócił głowę, aby dłużej nie patrzeć na rozmówcę. Tom prychnął. Co za brednie! Skrzywdził? Nigdy nikogo nie skrzywdziłem! Susan do dziś nie miała pojęcia o zdradzie. A Vanessa od zawsze wiedziała, że mam żonę. Nikogo nie skrzywdziłem. 

– Te szalone kobiety wyprały ci mózg – rzucił ze złością. – Zdrada czy niewinny romans, jak twój, nie zasługują na karę śmierci. Przecież to całkowity absurd!  

Drwiący śmiech. 

– Jesteś głupcem, Tom. Jak każdy z tych, którzy tu trafili, łącznie ze mną. – zaczął Alexander. – Złamałeś przysięgę złożoną przed Bogiem, wobec kobiety, która miała być dla ciebie jedyną. To ciężki i niewybaczalny grzech.  

Tom popatrzył na mężczyznę z niedowierzaniem. Przymknął na chwilę oczy, mając nadzieję, że to wszystko okaże się być snem. Kręciło mu się w głowie. Nie wiedział czy to ze względu na zbyt dużą ilość emocji czy przez wywar, który wybił. 

– Kompletnie oszalałeś. Tortury zrobiły ci wodę z mózgu. Pierdolona feministka wyssała twoją osobowość. 

– Musisz wiedzieć, Tom, że Michaela nie jest feministką. To prawa kobieta, walcząca o sprawiedliwość. Stoi w obronie niewinnych dziewcząt. I aby je chronić niszczy takich, jak my – ciągnął Alexander, a jego oczy pałały jakimś żarem. – Żałuj z całego serca, Tom. Żałuj i okaż skruchę, może wtedy zasłużysz na łaskę. To moja rada. 

Tom wciągnął gwałtownie powietrze. Łaska? Może sam się stąd wydostanę! Jeśli wystarczy udać żal, poradzi sobie z tym. 

– A ty, Alexander? Okażesz skruchę i żal?  

Mężczyzna się uśmiechnął, a spokój ogarnął jego twarz. 

– Już okazałem. Zrobiłem wszystko, co mogłem. Pan zdecyduje czy zasługuję na łaskę. 

To nie ma sensu. Facet jest kompletnie obłąkany.  

Nie rozmawiali więcej. Tom rozglądał się po pomieszczeniu. Zatrzymał wzrok na oknie pod sufitem. Widać było różowe niebo. Musiał być piękny zachód słońca. Wpatrując się w okno zasnął na kilka godzin. Gdy otworzył oczy niebo było ciemne, a żarówki pod sufitem paliły się. Spojrzał na Alexandra. Mężczyzna również mu się przyglądał. Wpadła mu do głowy pewna myśl. 

– Alexandrze? Skąd one mają te olejki? – zapytał łagodnie. – Czy ktoś im je przywozi? 

Mężczyzna przechylił głowę trochę w lewo, aby lepiej widzieć Toma. 

– Nikt ich nie przywozi – odparł tamten. – Olejki pozyskuje Hannah. To taka zdolna dziewczyna – uśmiechnął się pod nosem. – A morfinę i inne leki przeciwbólowe przywozi jej matka.  

Morfina? Tom był w szoku.  

– Po co im leki przeciwbólowe, skoro chcą nas po prostu zabić? – zapytał. 

Alexander ciężko westchnął. Chyba nie czuł się najlepiej. Pot spływał mu strugami po czole, a jego twarz była kompletnie biała. Praktycznie się nie ruszał, nawet nie drgał. 

– Nic nie rozumiesz, Tom. One nie są mordercami. Nie chcą nas zabić tak po prostu – ostatni zwrot wymówił z obrzydzeniem. – Wymierzają nam słuszną karę. Jeśli okażesz skruchę, Hannah poda ci morfinę w chwili ostatecznej próby. 

Dreszcz przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa. Nie wiedział czym jest ostateczna próba, ale bał się. Nie brzmiało to dobrze. Za każdym razem przekonywał się, że mężczyzna jest szalony. Albo przejawia bardzo ciężki przypadek syndromu sztokholmskiego. Mimo wszystko, postanowił spróbować jeszcze raz. 

– Alex, nie chcesz uciec? Pomyśl, świat jest taki piękny... – zaczął powoli i ciągnął, bo miał wrażenie, że coś drgnęło w oczach rozmówcy. – Nie musimy tu zginąć. Możemy zrobić jeszcze tyle rzeczy... – zawiesił sugestywnie głos. – Hannah... 

– Nie! – wrzasnął tamten wchodząc Tomowi w słowo; jego oczy ciskały gromy. – Zostaw tę biedną dziewczynę w spokoju!  

Zaczęło mu to już grać na nerwach. Krzyknął na całe gardło: 

– Co ci tak na niej zależy, co?! Ma może z piętnaście lat, jest w twoim typie, co?! 

Tubalny głos Toma zawisł między nimi. Mężczyzna miał wrażenie, że Alexander zbladł jeszcze bardziej. Żaden z nich się nie poruszył. Trwali w głuchej ciszy przez kilka długich minut. Przerwał ją Alexander, szepcząc. 

– Nigdy tak nie mów, Tom – syknął, a jego głos drżał. 

Wziął głęboki oddech. 

– Gdy tu trafiłem tydzień temu, Hannah opiekowała się mną troskliwie. Podawała mi leki, tak, jak tobie dzisiaj. Gdy ból słabł, opowiadałem jej historie. Jestem kaznodzieją. Znam ich sporo, a ona jest bardzo ciekawa świata, więc zaczęła spędzać czas słuchając mnie. Gdy jej matka zauważyła, że siedzi tutaj, chociaż nie ma przy mnie już nic do roboty, pomyślała, że ja, grzesznik, chcę zbałamucić jej jedyną córkę – zniżył głos jeszcze bardziej. – A uwierz mi, próbowałem to zrobić. Chciałem uciec. Wtedy zrobiłbym wszystko... Nie chciałem uznać swoich win. Byłem jak ty teraz. W kompletnej ciemności. 

Przestał mówić. Zatopił się we wspomnieniach. Tom był pewien, że Alexander ma gorączkę. Jego oczy szkliły się, a czoło rosił obficie pot. Mężczyzną wstrząsał co jakiś czas dreszcz. 

– Co było dalej? – zapytał po długiej chwili. 

Alexander spojrzał na niego, jakby widział go pierwszy raz w życiu. W końcu zebrał myśli i kontynuował opowieść. 

– Michaela była tak bardzo rozczarowana słabością swojej córki, że chciała ją zabić. Wtedy Hannah przysięgła na Boga, że nie ma między nami nic, a na dowód tego poddała się sama karze chłosty. Została wtedy tak bardzo pobita, że straciła przytomność. Byłem pewny, że umarła. Z mojej winy. Jednak przeżyła. Matka jej uwierzyła, bo jest niewinną istotą. Podała jej też leki i przywróciła do łask. Dlatego błagam cię – spojrzał mu w oczy. – Nie wolno ci wykorzystać dziewczyny. Nie przeżyje kolejnej takiej kary. Spójrz na nią. Została tak zbita ledwie tydzień temu. Trzyma się dzielnie, ale to tylko dziecko! 

Tom chciałby na to odpowiedzieć, ale prawdę mówiąc był tak zajęty swoim cierpieniem, że nie poświęcił dziewczynie zbyt wiele uwagi. 

– Skąd Michaela ma leki? Kradnie? W końcu zauważą, że coś ginie. 

Nadzieja Toma rosła. Jeśli okrada jakąś placówkę medyczną albo dom starców, ludzie w końcu zauważą, że giną leki. Ktoś po mnie przyjdzie! Była to wątła nadzieja, ale mężczyzna się jej uchwycił.  

– Michaela jest przełożoną pielęgniarek w szpitalu Świętego Serca – usłyszał, a w głowie mu zaszumiało. 

Szpital Świętego Serca. Byłem tam. Nagle z uderzeniem pioruna wróciły wspomnienia. On, odwiedza ojca po przeszczepie nerki. Po wizycie idzie do windy. Dzwoni do Susan i wyznaje jej prawdę. Mówi o Vanessie. Chce odejść od żony. I ciemność. Urwał mu się film, ale zapamiętał uczucie bólu. Musiała uderzyć go w głowę. 

– Byłem tam! Stamtąd mnie porwała! – odpowiedział wzburzony, a po chwili dodał: – To szpital. W końcu ktoś zauważy kradzież leków.  

– Nie licz na to. Szpital należy do Sióstr Najświętszego Serca. One zaopiekowały się Michaelą, gdy była bez dachu nad głową. Hannah wspominała, że ojciec wyrzucił ją z domu, jeszcze w czasie ciąży, a mężczyzna, z którym była, wyrzekł się ich. Zakonnice wpoiły surowe zasady im obu. Nie jestem psychologiem, ale uważam, że to miało duży wpływ na psychikę tych kobiet. W każdym razie, Siostry pozwolą Michaeli zabrać, co tylko zechce. 

Tom był coraz bardziej przerażony. Każda nadzieja wypalała się, gdy tylko się jej chwytał. Nie rozmawiali więcej. Alexander zapadał w sen i budził się co kilka chwil. Tom rozglądał się szukając drogi ucieczki. Próbował szarpać więzy, aby się wydostać. Uraził tym kilka razy ranę, która znowu dawała o sobie znać.  

– To moja wina... Moja wina... – wycharczał w pewnym momencie Alexander. 

Tom spojrzał na niego. Twarz mężczyzny błyszczała od potu. Powieki co chwila mu opadały, ale uparcie je otwierał. Ciągle poruszał ustami i szeptał. Pewnie gorączka wzrosła. Potrzebuje lekarza. W przypływie adrenaliny powodowanej strachem, zaczął się mocno szarpać w więzach. Nie odnosił żadnych skutków, ale usilnie próbował. 

Nagle drzwi się otworzyły. Tom zamarł. Strach mroził mu serce. Do środka weszły Michaela wraz z Hannah. Ubrane były tak samo jak poprzednim razem, gdy do nich przyszły. Dziewczyna dodatkowo trzymała w dłoni brązowy kuferek, który mógłby należeć do lekarza w okresie międzywojennym.  

Hannah podeszła do Alexandra z jego lewej strony. Wyglądała na zatroskaną i smutną. Z kieszonki sukni wyjęła bawełnianą chusteczkę i szybko wytarła mężczyźnie twarz. Tom widział jak tamten próbuje skupić wzrok na dziewczynie, aż w końcu, gdy mu się to udało, uśmiechnął się do niej słabo. Michaela stanęła przed trumną.  

– Alexandrze Harris – zaczęła dumnie unosząc brodę. – Twoja kara dobiegła końca. Jeśli szczerze żałowałeś, łaskawy Pan ci wybaczy. 

Mężczyzna spojrzał w stronę, z której dochodził głos, ale prawdopodobnie nie był w stanie zobaczyć Michaeli; jego oczy były rozbiegane. 

– Moja wina, moja wina, moja... – wyjąkał. 

Kobieta drgnęła. 

– Twój żal jest szczery. Zasługujesz na łaskę – w jej głosie słychać było radość. 

Hannah oparła kuferek o brzeg trumny i szybko go otworzyła. Wyjęła dwie szklane strzykawki, w których znajdował się przezroczysty płyn. Odstawiła torbę na ziemię i pochyliła się nad mężczyzną. Szeptała coś do niego, dostając w odpowiedzi spokojny uśmiech. Tom wytężył słuch i w końcu wyłapał jedno zdanie:  

– Nie bój się, wszystko będzie dobrze. 

Dziewczyna dotknęła ręki tamtego w okolicy łokcia. Długo szukała przez garnitur odpowiedniego miejsca. W końcu zrobiła zastrzyk w zgięciu ręki. Okrążyła trumnę i tak samo postąpiła z drugą ręką. 

Michaela odeszła na drugi koniec szopy. Hannah spojrzała nerwowo w jej stronę i szybko wyjęła z kieszeni sukni jeszcze jedną strzykawkę. Zrobiła od razu zastrzyk i szybko schowała puste opakowanie. 

– Teraz zaśniesz, nie musisz się bać – szepnęła. 

Kobieta szła w ich stronę. Hannah odeszła szybko do torby, aby schować tam pozostałe strzykawki. Chwyciła kuferek i stanęła w pewnej odległości. Michaela wróciła trzymając największy gwóźdź jaki Tom widział w życiu oraz młot. Dreszcz wstrząsnął całym jego ciałem. Co za psychoza! To nie może dziać się naprawdę! 

Powieki Alexandra opadły. Przez chwilę jeszcze poruszał wargami, ale w końcu na jego twarzy zagościł senny uśmiech. Michaela podeszła do trumny i przyłożyła gwóźdź z lewej strony śródpiersia, gdzie musiało znajdować się serce, Uniosła młot wysoko nad głowę i opuściła. Tom odwrócił głowę i zacisnął powieki. 

Puk. 

Jedno uderzenie. Otworzył oczy. Wbiła gwóźdź w samo serce jednym tylko zamachem. Kobieta odstawiła młot i przyłożyła palce do szyi mężczyzny, szukając pulsu. Stała tak przez chwilę, aż rzuciła. 

– Zamykajcie. 

Znikąd pojawiły się postacie w czarnych szatach. Dwoje z nich niosło wieko od trumny, w której leżał Alexander. Jego biała koszula była kompletnie przesiąknięta krwią. Przykryli jego ciało drewnianą pokrywą i zamknęli przy pomocy metalowych śrub. Czterech stanęło po obu bokach trumny, jeden przed nią, a drugi z tyłu. Podnieśli ją i ruszyli.  

Do uszu Toma dotarł cichy szloch. Zlokalizował go, gdy spojrzał na Hannah. Zakrywała twarz dłońmi, a łzy przeciekały jej między palcami. Michaela podeszła do niej i dotknęła jej ramienia. 

– Możesz iść go pożegnać, dziecko – powiedziała łagodnie. 

Hannah słabo się uśmiechnęła z wdzięcznością i ruszyła za korowodem. Po chwili rozległa się najsłodsza żałobna pieśń, jaką Tom w życiu słyszał. W czarnych postaciach rozpoznał mężczyzn, którzy śpiewali z namaszczeniem i dumą, a pomiędzy ich głosy, wplatał się łagodny, dziewczęcy ton. Przeszli przez drzwi, które zamknęły się za nimi. Pieśń powoli cichła, gdy oddalali się od szopy. 

Tom spojrzał ze strachem na Michaelę, która znikąd pojawiła się przy jego trumnie. Pochylała się nad nim, jakby szukając czegoś w jego twarzy. 

– Proszę... Wypuść mnie. 

Kobieta dalej lustrowała go czujnym spojrzeniem. Widocznie nie spodobało jej się to, co widzi, bo na jej czole pojawiła się głęboka zmarszczka.  

– Nie byłeś zbyt miły dla Hannah – powiedziała lodowatym tonem. – Ona nic mi nie mówi, ale ja wiem. 

Jej głos był tak lodowaty, że mógłby przeciąć lodowiec. Tom drżał na całym ciele ze strachu. Kobieta odeszła w stronę pozostawionego młota. Podniosła go i zważyła w dłoniach. Wzięła z drewnianej tablicy kolejny gwóźdź i przyjrzała mu się. 

– Jej imię, Hannah, oznacza dobro i łaskawość. Została tak wychowana. Aby być dobra i łaskawa – w głosie miała mnóstwo ciepła, sięgało nawet oczu. – Ale przez to widzi w ludziach tylko dobro i jest skłonna im wybaczyć. Serce Hannah nie zniosłoby, gdybym czasem nie okazała łaski. Mogłaby mnie znienawidzić, a jest wszystkim, co mam – ruszyła w jego stronę. – Jeśli spróbujesz ją skrzywdzić... – pochyliła się nad nim tak, że czuł jej słodki zapach; oczy ciskały iskry. – Nie zaznasz spokoju. 

Poczuł ukłucie w prawej dłoni. Michaela cofnęła się i uniosła młot. Tom nawet nie zdążył krzyknąć i poprosić o litość. Jednym ruchem przybiła jego dłoń do dna trumny. Wrzeszczał i przeklinał, łzy zalewały mu oczy. Kobieta spokojnie ostawiła młot i wzięła wieko trumny, które musiało leżeć na ziemi, bo Tom wcześniej go nie zauważył. Uniosła je nad mężczyznę. 

– Nie! – wrzasnął, lecz ona była nie czuła. 

Opuściła wieko i dokręciła śruby. Tom krzyczał bardzo głośno i długo, aż zaczęło mu się kręcić w głowie. Dźwięk w małej przestrzeni wracał do niego i ogłuszał. Czuł krople krwi, które wypływały nad i pod dłonią, Wiercił się aż poruszył gwoździe w obu rękach. Ból był tak obezwładniający, że w kilka sekund zemdlał.  

 

*** 

 

Miał uczucie déjà vu. Obudził go dotyk chłodnej tkaniny na twarzy. Hannah obmywała mu twarz szmatką. Ręce bolały niemiłosiernie. Uniósł głowę, na ile pozwalał mu pas i spojrzał na dłonie: prawa obficie krwawiła, a lewa była wilgotna od wody. Widocznie dziewczyna zdążyła ją przemyć, zanim się obudził. Tkanina pojawiła się w zasięgu jego wzroku. Odwrócił twarz i zacisnął usta. Hannah szybkimi, delikatnymi ruchami umyła mu prawą dłoń. Bolało okrutnie. Wygryzł kolejną ranę na wewnętrznej stronie policzka. Poczuł szczypanie, gdy kropelki olejków spadły na ranę, a w parę sekund później poczuł, że ból słabnie. 

Spojrzał w stronę dziewczyny, która zbierała buteleczki po lekach. Wyglądała na przemęczoną. Oczy miała opuchnięte i co jakiś czas błyszczały w nich łzy. Schowała olejki do kieszonki w fartuchu, zabrała miskę z wodą i skierowała się do wyjścia. 

– Hannah... – wycharczał cicho w jej stronę.  

Nie poznawał swojego głosu. Ochrypł zupełnie od krzyku. Odkaszlnął. Dziewczyna odwróciła i stanęła, przyglądając mu się z uwagą. 

– Poczekaj, proszę – brzmiał lepiej. – Posłuchaj... 

Zawiesił głos. Wiele razy stosował tę sztuczkę w stosunku do kobiet. Sprawiał wrażenie, że chce im powierzyć najskrytszą tajemnicę. Wzbudzał w nich uczucie, że są godne zaufania. Dziewczyna mimowiednie podeszła bliżej do niego. To działa! Mimo tej sytuacji jestem w stanie przyciągnąć ją do siebie, pomyślał ze sporą satysfakcją. 

– Proszę... Tylko ty możesz mi pomóc... – mówił głosem ofiary, którą przecież był.  

Zawsze budziło to w dziewczynach troskliwość. Ale Hannah rozszerzyła tylko oczy. Zobaczył w nich jakiś przebłysk, gdy zrozumiała, że chodzi mu o uwolnienie go. Odwróciła się i ruszyła stanowczym krokiem w stronę wyjścia. 

– Mam dzieci! – krzyknął za nią. 

Od razu się zatrzymała. Tak! Mam ją! Muszę w to brnąć! 

– Ja i moja żona, Susan, mamy trójkę dzieci – dalej stała do niego plecami, ale po napięciu, jakie zauważył w jej ramionach, wiedział, że go słucha. – Dwóch chłopców i córeczkę, Emilly. Ma dopiero cztery lata, jest wspaniała – jego głos był pełen czułości. 

Hannah odwróciła się w jego stronę i podeszła do trumny. Patrzyła na niego nieufnym wzrokiem, w którym jednak szkliło się coś, czego nie potrafił nazwać.  

– Susan nie pracuje – ciągnął. – Zawsze jej zadaniem była opieka nad naszymi dziećmi i napełniane domu miłością. Jest cudowną gospodynią, ale też wspaniałą żoną i matką.  

Zawiesił głos i obserwował dziewczynę; podobało jej się, że mówi ciepło o żonie. Już chciał kontynuować opowieść, ale Hannah weszła mu w słowo. 

– Jesteś okrutny, panie. Twoja żona poświęciła siebie, aby dać ci ciepło i stworzyć dom. A ty ją zdradziłeś.  

Jej twarz stała się zimna. Tracił całą uwagę i litość, którą zaczął w niej wzbudzać. 

– Tak, masz rację – odpowiedział, a głos miał pełen skruchy. – Popełniłem błąd. Prawdopodobnie najgorszy w moim życiu. Ale moja żona... To anioł. Wybaczy mi. A ja będę przepraszał ją do końca swoich dni. Nie zasłużyła na takie cierpienie. Muszę mieć szansę, aby jej to wynagrodzić. Ale jeśli tu zginę... – spojrzał na Hannah, jej dłonie drżały. – Nigdy jej nie przeproszę. Nie zagram z chłopcami w piłkę. Nie ujrzę blasku radości w oczach mojej córki...  

Łzy popłynęły mu po policzkach. Zaszlochał głośno. Hannah stała bezradnie, obserwując jego skruchę. Nawet jeśli chciała mu pomóc, nie mogła tego zrobić.  

– Panie... – głos jej drżał. – Nie mogę ci pomóc. Mama nas zabije z wielkim okrucieństwem. Nie chcesz tego, panie.  

Odwróciła się i wybiegła z szopy. Tom wziął głęboki oddech i krzyknął za nią. 

– I tak umrę! I to będzie twoja wina, Hannah! Przez ciebie Emilly nie zapamięta swojego ojca!  

Zaschło mu w ustach. Jak miał przekonać tę dziewczynę, aby go uwolniła? Oblizał wargi i poczuł w ustach gorzki smak. Co to? Posmarowała mi czymś usta? Kiedy... Nie zdążył zebrać myśli, natychmiast zasnął.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości