Ogłoszenia 

 

Plebiscyt na Komentatora Grudnia 2019 trwa - zapraszamy do głosowania!  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Eternal Justice - część 3 (zakończone)

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

jox13
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 9
Zobacz teksty użytkownika:

Eternal Justice - część 3 (zakończone)

Post#1 » 30 lis 2019, o 21:48

część 1: viewtopic.php?f=122&t=8343 

część 2: viewtopic.php?f=122&t=8344 

 

Ostrzeżenia: przemoc, brutalność, sadyzm, gwałt, obraza uczuć religijnych 

 

Krzyczał jeszcze zanim otworzył oczy. Później zobaczył Hannah z wielkim łomem, majstrującą przy jego lewej dłoni, z prawej już wyrwała gwóźdź. Coś do niego mówiła, ale jego wrzaski całkowicie ją zagłuszały. W końcu dziewczyna odsunęła się. Tom płakał, ale jego krzyk powoli cichł. Dłonie płonęły żywym ogniem. Łapczywie wciągał powietrze, aby się uspokoić. Gdy on dochodził do siebie, Hannah przecięła nożem pasy, które go więziły. Znikł ucisk na szyi, który czuł w ciągu ostatnich dwóch dni. Powoli usiadł, nic go nie krępowało. Z bólem uniósł obie ręce i spojrzał na rany. Nie były duże, ale przez otwory po gwoździach widział na wylot. Wzdrygnął się, gdy zalała go kolejna fala bólu. Z ran szybko sączyła się krew. 

Hannah podeszła do niego z bandażami i szybko zaczęła opatrywać mu dłonie. Starała się być jak najbardziej delikatna, ale Tom krzyczał i przeklinał przez cały czas. Wyrywał jej ręce sprawiając sobie jeszcze większy ból. Po kilkudziesięciu minutach opatrunki było gotowe, a spod nich wystawały jedynie końcówki palców. Na białych bandażach szybko pojawiły się czerwone plamy. 

– Chodź, panie, nie mamy zbyt wiele czasu – powiedziała i złapała go za ramię, aby pomóc wstać. 

Tom był kompletnie zdrętwiały. Powoli wyszedł z trumny, ale nie mógł utrzymać się na nogach. Oparł się całym ciężarem na dziewczynie, która sapnęła z wysiłku, ale dzielnie go przytrzymywała.  

– Dlaczego to robicie? – zapytał, gdy krążenie w nogach wracało do normy. 

Hannah odwróciła twarz. 

– Moją mamę... Wykorzystał mężczyzna. Obiecywał jej miłość, a zabrał niewinność i zostawił samą w ciąży – jej głos pełen był goryczy. – Gdy ojciec mamy dowiedział się, że mama spodziewa się dziecka... Pobił ją i wyrzucił z domu. Mama wylądowała w szpitalu i nie miała miejsca, do którego mogłaby wrócić. Uratowały nas siostry... – głos wypełniła czułość. – Mama nie chce, aby jeszcze jakaś kobieta musiała tak cierpieć przez brak miłości i wyrozumiałości. Dlatego stara się temu zapobiec. Uczy dzieci w domach dziecka, aby odnosiły się z szacunkiem do siebie. I to działa. Wiele z nich zakłada wzorowe rodziny, gdy dorośnie. Popełniają błędy, jak każdy, jesteśmy tylko ludźmi. Ale niektórych rzeczy po prostu nie robią – spojrzała mu głęboko w oczy. – Nie możesz popełnić więcej tego błędu, Tom. 

Pierwszy raz zwróciła się do niego po imieniu. Była poważna i wyglądała bardzo dojrzale. 

– Masz szansę. To szansa dla twoich dzieci. Nigdy nie możesz ich skrzywdzić. A teraz chodź. Mama wróci za godzinę. Musisz odejść do tego czasu. 

Pociągnęła go w stronę drzwi. Zrobił niepewnie kilka kroków, a gdy upewnił się, że nie chwieje się na nogach, ruszył szybko za nią. Przeszedł przez drzwi i głęboko wciągnął do płuc chłodne powietrze. Miał wrażenie, jakby nie oddychał przez cały ten czas. Na dworze było szaro, zbliżał się wieczór. Rozejrzał się dookoła. Szopa stała na polanie pośrodku lasu. Nie widział żadnych śladów cywilizacji. 

– Tam jest nasz dom. Musisz iść w przeciwną stronę. 

Spojrzał w kierunku, w którym wskazywała. Między koronami drzew dostrzegł ślady czerwonej dachówki i cegłę komina. Odwrócił się plecami do dziewczyny i ruszył w stronę lasu. Zrobił kilka kroków i odwrócił się. 

– Chodź ze mną – wypalił. 

Sam wystraszył się swoich słów. Jakaś cząstka jego osobowości chciała wyrazić Hannah wdzięczność. Widocznie nie często dopuszczał do głosu tę część siebie. Patrzyła na niego przez chwilę, delikatnie się uśmiechając. 

– Idź, Tom. Marnujesz czas. 

Odwróciła się od niego i ruszyła w stronę domu. Tom patrzył za nią zaledwie przez ułamek sekundy po czym pobiegł w stronę lasu. Nie zauważył żadnej ścieżki. Musiał przedrzeć się przez krzewy i szeroki pas paproci, aby znaleźć się wśród drzew. Im dalej szedł, tym ciemniej było. Próbował odnaleźć między drzewami jaki prześwit, ale bezskutecznie. Brnął dalej w las odgarniając gałęzie, które od czasu do czasu chłostały go po twarzy. Kilka razy uderzył o coś dłonią i głucho krzyknął. Echo odbiło się od drzew i rozniosło po lesie. Wtedy zatrzymywał się ze strachem i rozglądał czy nikt za nim nie idzie, ale las wydawał się zupełnie pusty.  

Powoli zaczynało zmierzchać. Tom widział coraz gorzej i drżał na samą o spędzeniu nocy w lesie. Uparcie szedł do przodu. Po kilku kilometrach zauważył prześwit. Ruszył żwawo w tamtą stronę i, gdy już miał znaleźć się na wąskiej ścieżce, potknął się o coś i upadł. Obrócił się i usiadł na ziemi. Gdy rozejrzał się dookoła, zamarł. Siedział przy grobie obudowanym drewnianymi deskami. Zerwał się z ziemi. Serce łomotało mu jak szalone. Nad mogiłą górował krzyż z tabliczką. John Walter. Stręczyciel. 

– Jezu... – sapnął, a blady strach złapał go mocno za serce. 

Odwrócił się od grobu i powiódł wzrokiem po okolicy. Ścieżka, na której się znalazł, była alejką pomiędzy dwoma rzędami mogił. Przeszedł nią kawałek odczytując pojedyncze nazwiska. 

Maximilian West. Gwałciciel. 

Joahim Silt. Uwodziciel. 

Christian Adams. Złodziej. 

Nazwiska przewijały mu się przed oczami. Były ich całe dziesiątki. Przyspieszył i zaczął biec wzdłuż grobów. Panika brała górę. Gnał na oślep rozglądając się na prawo i lewo. Niektóre mogiły były bardzo stare. Deski, którymi je obudowano były kompletnie zbutwiałe. Inne wydawały się całkiem nowe, nie były obudowane, jedynie przykryte ziemią, która wydawała się jeszcze wilgotna. Biegł coraz szybciej, aż zderzył się z czymś twardym. Ponownie wylądował na ziemi. Podniósł wzrok i aż pisnął ze strachu. Wbiegł w ogromny posąg anioła, stojący na środku drogi. Rzeźba miała kilkanaście metrów wysokości. Postać patrzyła na Toma martwymi, kamiennymi oczami. W jednej ręce dzierżyła krzyż a w drugiej wagę. Na kamiennej podstawie widniał napis: Michael Archangelus.  

Tom zerwał się na równe nogi, wyminął pomnik i ruszył dalej. Nie miał siły, aby biec, szedł więc szybkim krokiem rozglądając się. Stanął jak skamieniały, gdy jego wzrok padł na znajome nazwisko na tabliczce.  

Tom Williams. Cudzołożnik. 

Wciągnął gwałtownie powietrze. Czuł się zupełnie przerażony. Jakby zobaczył siebie samego. Serce łomotało mu w piersi. Zrobił kilka kroków w stronę krzyża i z krzykiem osunął się po ziemi. Znalazł się cztery metry poniżej poziomu gruntu. Dygotał na całym ciele. Łzy płynęły mu po twarzy strumieniami. Poczuł intensywny zapach krwi i zdał sobie sprawę, że bandaże przeciekają; krople kapały na ziemię jedna za drugą. Spróbował zrobić w ziemi otwory na ręce i nogi, ale gdy tylko zaczynał się wspinać, osuwał się z powrotem na dno. 

To już koniec. Koniec. 

Ściemniło się całkowicie. Nie widział nawet na odległość wyciągnięcia ręki. Starał się patrzeć w niebo, ale kontury drzew przerażały go jeszcze bardziej. Przeszedł w narożnik dołu i tam się skulił. Z przerażenia drżał na całym ciele, łzy nieprzerwanie płynęły mu po twarzy. Trwało to kilka godzin, aż nagle ciemność nocy rozjaśniła się. Słyszał odgłosy zbliżających się ludzi. Mieli ze sobą światła. Chciał się odezwać, ale bał się, że to Michaela z odsieczą. 

– Wszystko w porządku? – Usłyszał nad głową i odskoczył na drugi brzeg dołu. 

Spojrzał w górę i ujrzał młodego mężczyznę, który z zatroskaną twarzą pochylał się nad dziurą w ziemi. Oceniłby jego wiek na dwadzieścia kilka lat. Przez chwilę oświetlał się latarką, aby Tom mógł go zobaczyć. 

– Dobrze się pan czuje?  

Tom otrząsnął się. To moja okazja! 

– Wracałem do domu przez las i nie zauważyłem dziury w ziemi – odpowiedział z wątłym uśmiechem. – Pomożesz mi wyjść? 

Głowa tamtego zniknęła znad krawędzi i pojawiła się kilka sekund później. 

– Zrzucam linę. Niech się pan przytrzyma. 

Faktycznie kilka chwil później lina dotknęła dna dołu. Tom dosyć nieudolnie próbował się wspiąć, ostatecznie obwiązał się w pasie. Gdy mężczyzna go wyciągał, próbował pomagać i się wspinać. Odetchnął głęboko, gdy wyszedł z dziury. Zziajany opadł na ziemię. 

– Dziękuję, myślałem, że tu skończę – rzucił Tom i rozejrzał się za chłopakiem. 

Uśmiech zamarł mu na ustach. Leżał kilka metrów od Michaeli, za której plecami stało sześciu zakapturzonych mężczyzn z pochodniami. Chłopaka nigdzie nie było. 

– Nie! – wrzasnął i zerwał się na równe nogi.  

Rzucił się do biegu, ale było za późno. Dwójka mężczyzn trzymała go mocno pod pachami. 

– Zostawcie mnie! Pozwólcie odejść! Nikomu o tym nie powiem!  

Szamotał się w stalowych uściskach oprawców. Jego krzyk przerwał siarczysty policzek, wymierzony mu starannie przez Michaelę. Kobieta stała przed nim. Silną dłonią chwyciła go za brodę i zmusiła, aby spojrzał jej w oczy. 

– W ogóle nie żałujesz. Nie uznajesz swoich win. Uciekłeś od odpowiedzialności – warczała mu w twarz. Czuł na policzku kropelki śliny. – Kłamałeś o niewinnych dzieciach, których przecież nigdy nie chciałeś dać swojej żonie. Zbałamuciłeś moją córkę – ostatnie słowo wyrzuciła z siebie z taką wściekłością, jakiej nigdy jeszcze nie słyszał. – Zabierzcie go. Karę wymierzę dziś. Bez litości. 

 

*** 

 

 

– Nie! Błagam! Nie! 

Tom krzyczał, ale nic to nie dawało. Ciągnęli go ścieżką w stronę szopy, której miał nadzieję, nigdy już nie oglądać. Okazało się, że bardzo błądził podczas ucieczki. Gdyby szedł w linii prostej od domu, jak kazała mu Hannah, dotarłby na cmentarz w kilka minut i byłby daleko stąd. Jednak ta szansa już minęła.  

Weszli do szopy. Michaela pierwsza, oni za nią. Historia się powtórzyła. Tom został wrzucony do trumny, z której kilka godzin wcześniej uciekł. Postacie w czerni ponownie go unieruchomiły. Mężczyzna krzyczał i wyzywał, aż zabrakło mu słów.  

Gdy próbował zebrać siły, zauważył coś nowego. Stół. Stał kilka metrów od trumny. Drewniany. Leżało na nim kilka lin. Jezu, nie pozwól, aby mnie torturowała... Jego myśli przerwał szloch. Jedna z zakapturzonych postaci weszła do pomieszczenia, ciągnąc za sobą Hannah. Oprawca trzymał ją za ramię i szarpał. Biała sukienka była brudna od ziemi. Podszedł do stołu i rzucił na niego dziewczynę tak, że uderzyła brzuchem o blat. Inny z mężczyzn, chwycił liny i zawiązał dwa sznurki na dłoniach dziewczyny i koniec każdej z nich przywiązał do innej nogi stołu. Unieruchomił także każdą nóg Hannah.  

Tom był przerażony. Bał się o swoje życie, ale Hannah... Ona chciała mu tylko pomóc, a teraz spotka ją kara.  

– Przypatrz się, dobrze się przypatrz – syknęła Michaela. – Tak wygląda twój grzech. Z pozoru niewinny, ale całkowicie popsuty.  

Tom spojrzał na kobietę. Jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Była lodowatą maską obojętności. 

– Zniszczyłeś moją Hannah – rzuciła, a przez jej twarz przebiegła fala wściekłości. – Muszę ją naprawić.  

Odeszła od niego pod ścianę, o którą ciężko się oparła. Westchnęła głęboko i machnęła ręką. Sześć zakapturzonych postaci otoczyło stół, na którym leżała bezbronna Hannah. Przez ułamek sekundy przyglądali się dziewczynie, po czym jeden z nich zaszedł ją od tyłu. Dziewczyna krzyknęła cicho, gdy podniósł jej sukienkę. Przez chwilę jej dotykał po czym rozsunął swoje szaty i bezceremonialnie w nią wszedł. Dziewczyna wrzasnęła przeciągle i zalała się łzami. Prosiła, błagała, przepraszała. Ale mężczyzna był nieustępliwy. Wchodził w nią raz za razem, aż doszedł. Wycofał się, a jego miejsce zajął następny. Brutalnie ją wziął, jednocześnie szarpiąc mocno za włosy. Każdy z nich ją miał. Pod koniec dziewczyna nawet nie płakała. Jedynie cichutko pojękiwała z bólu. Mężczyźni odsunęli się od niej i stanęli pod ścianą. Hannah leżała bez życia. Jej oczy były zupełnie puste. 

– Boże, to moja wina... Moja wina...  

Tom był w ciężkim szoku. Szeptał, ale sam nie wiedział co mówi. Był zdruzgotany. Zniszczył życie tej dziewczynie. Zobaczył nad sobą smutną twarz Michaeli, którą rozjaśnił po chwili uśmiech. 

– Bardzo ładnie, Tom, że żałujesz. Ale niestety na to już za późno 

Mężczyzna zupełnie otrzeźwiał, gdy w zasięgu jego wzroku pojawił się młot. Poczuł ukłucie metalu na skórze, gdy Michaela przyłożyła do jego dłoni gwóźdź. Wybrała miejsce bliżej palców. Młot opadł szybko. Jednym ruchem przebiła mu dłoń. Tom wrzeszczał, aż paliły go płuca. Kobieta bez ceregieli go okrążyła i powtórzyła zabieg na drugiej dłoni, przebijając ją tym razem pod palcem serdecznym. Toma na chwilę zamroczyło. Od razu poczuł drażniący zapach i odzyskał pełną świadomość. To Michaela cuciła go przy pomocy jakiegoś środka.  

– Nie możesz spać, Tom, gdy Pan wymierza sprawiedliwość – powiedziała zimno.  

Postawiła pudełeczko ze specyfikiem na jego klatce piersiowej, aby zapach trafiał wprost w jego nozdrza. Przeszła w nogi trumny. W kilka sekund złamała mu, przebijając, kość w lewej nodze, a następnie w prawej. Tom stracił przytomność, został więc oblany lodowatą wodą. Nigdy nie czuł tak wielkiego bólu. Po chwili pojawiły się nad nim zakapturzone postacie z nożami. A więc to już. Dobrze. Niech się skończy to cierpienie. 

Koniec jednak nie nastąpił. Pasy, które go krępowały, zostały zdjęte. W miejscu zatrzymywały go tylko kawałki metalu w ciele. 

– Twoja kara została wymierzona – powiedziała lodowato Michaela. – Nie zasługujesz na łaskę. Więc nie ja cię zabiję. Zrobi to czas. 

Odwróciła się do niego plecami, a jego oczom ukazało się wieko trumny. 

– Nie! Nie zamykajcie mnie! Wypuśćcie! Błagam! – krzyczał. 

Pokrywa opadła, a on usłyszał dokręcanie śrub. Później trumna się poruszyła i zaczęła przemieszczać. Cały czas wołał i prosił, ale wszyscy byli głusi na jego słowa. Po kilku chwilach postawiono go na ziemi. Słyszał przewlekanie szarf przez uchwyty trumny. Znowu go uniesiono, a następnie zaczął powoli opadać. Szamotał się. W przypływie odwagi i adrenaliny, szarpnął lewą dłonią i wyrwał ją spod trzymającego szpikulca. Rozerwał palec, który trzymał się teraz tylko na samej skórze. Wrzasnął rozdzierająco. Ból był okropny, jednak mimo to zaczął uderzać kikutem w pokrywę. Uczucie opadania ustało; znalazł się na dnie grobu. Zamarł w bezruchu, nasłuchując. Cisza, a potem szuranie. Coś spadło na trumnę. I znowu. Ziemia. Ziemia! Zakopują mnie żywcem! Zaczął szamotać się jeszcze bardziej, uderzał w wieko, krzyczał. W końcu przestał słyszeć ziemię uderzającą o drewno. Przestał słyszeć cokolwiek. Tylko jego ogłuszający krzyk rozdzierał głuchą ciszę, która otaczała go zewsząd. 

 

THE END


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości